Rozliczono - Ambroise Greengrass - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
Dzisiejsza lekcja, którą odbyli w Lesie Wisielców okazała się być całkiem przyjemna, nawet nie zakładała, że wszystko się tak potoczy. Cóż, spowodowało to, że Yaxleyównie nie przestawał dopisywać wyjątkowo dobry humor. Nie było sensu, aby nadal tkwili w Little Hangleton, więc postanowili wrócić do domu. Cel jaki sobie założyła został osiągnięty i była się w stanie kłócić o to, że to wcale nie było szczęście nowicjusza, bo i ono się kiedyś kończyło, a Geraldine dzisiaj osiągnęła kilka sukcesów pod rząd. To musiało być coś więcej, jakiś ukryty talent, chuj jeden wiedział, co. Nie zmieniało to faktu, że czuła się dziwnie beztrosko, jakby problemy które jeszcze rano ją dusiły odeszły na dobre. Zapewne to było chwilowe, ale to też nie było istotne. Nie zamierzała się już dzisiaj niczym przejmować, ten dzień miał należeć do tych lepszych, a skoro już sobie tak założyła to właśnie tak miało być.
Wizyta w Lesie Wisielców zajęła im trochę czasu, więc w Whitby pojawili się przed południem. Miała dużo energii, więc postanowiła ja wykorzystać w odpowiedni sposób. Nie mogli sobie pozwolić na zasiedzenie, dobrze było wykorzystać obecność drugiej osoby, szczególnie tak doświadczonej, aby nieco podszkolić swoje inne umiejętności. Z tym nie musieli się kryć, mogli robić to w ogródku, bo przecież nikt i tak nie zwróci na to uwagi. Znajdowali się na zupełnym odludziu.
Mimo wszystko nie zamierzała kusić losu, nim rozpoczęli dalszą część swojego całkiem zabawnego treningu posiliła się o to, aby wyczarować wokoł nich wysokich żywopłot, który zapewne później zniknie, bo tak to już bywało z kształtowaniem, ale aktualnie mógł im przynieść wiele korzyści. - Chyba tyle wystarczy. - Rzuciła do Roisa uśmiechając się przy tym od ucha do ucha, nie dało się ukryć, że nadal miała wyjątkowo dobry nastrój, była trochę głodna, ale to nie powinno jej w niczym przeszkadzać.
Pogoda była całkiem przyjemna, można było wyczuć w powietrzu ostatnie powiewy letniego wiatru, słońce całkiem przyjemnie wyłaniało się zza chmur. Nim stanęła na przeciwko Roisa postanowiła zrzucić z siebie swój płaszcz, lubiła kiedy nic jej niepotrzebnie nie ograniczało.
- Jesteś gotowy na dalsze popisy? - Tak, zadzierała nosa, bo czemu by nie. Była pewna swoich umiejętności, może też trochę chciała się pochwalić Ambroisowi, że nie obijała się przez to półtora roku. W końcu czymś musiała zajmować się podczas tego całego wolnego czasu.
Trzymała w lewej dłoni swoją różdżkę, chociaż właściwie nie sądziła, aby była jej jakoś specjalnie potrzebna, to miał być zwyczajny sparing, a ona najlepiej czuła się korzystając przy takich okazjach ze swojej sprawności fizycznej. Tak naprawdę jednak niczego nie zakładała, bo nie do końca wiedziała, czego powinna spodziewać się po mężczyźnie. To było całkiem miłą odmianą, bo ostatnio trenowała głównie z Erikiem, Brenną i ojcem i bardzo dobrze znała ich metody walki, więc dzisiaj pojawi się moment świeżości. Była naprawdę podekscytowana tym starciem.
Cóż, mało kto cieszył się z tego, że może dostać wpierdol, ale ona naprawdę lubiła takie zabawy, zresztą nie sądziła, że Roise mógłby jej celowo zrobić zbyt wielką krzywdę (Erik niby też nie, a pamiętała ten sparing przez który wylądowała w Mungu z rozwaloną głową). Tutaj miała o tyle więcej szczęścia, że akurat Ambroise mógłby jej udzielić bardzo syzbkiej pomocy medycznej, więc sytuacja była niemalże idealna.