Nie miała zamiaru teraz tłumaczyć się ze swoich upodobań związanych ze spożywaniem alkoholu. Yaxleyówna rzadko kiedy robiła cokolwiek na pokaz, szczególnie w tak bliskim gronie. Jasne, potrafiła na salonach zachowywać się dość przyzwoicie, ale nie było to jej priorytetem. Udowadniała swoją pozycję w świecie czystokrwistych w inny sposób. Przede wszystkim swoim profesjonalizmem związanym z zaangażowaniem w rodzinną działalność, utrzymywała też poprawne relacje z większością członków arystokratycznych rodzin, nie bawiły jej te wszystkie gierki. Tak naprawdę była całkiem prostym człowiekiem.
- Na szczęście ewentualne odmrożenia na mojej dupie nie są Twoją sprawą. - Wysyczała jeszcze cicho, nigdy w życiu nie zamieniłaby tego, co robiła na grzanie ciepłego stołka w ministerstwie. Zdawała sobie sprawę, że to by ją zgasiło, nie potrafiłaby się podporządkować, zresztą miała to za sobą, bardzo szybko zakończyła swoją przygodę związaną z tą instytucją, nadal nie zmieniła zdania na ten temat, działali po omacku, opieszale, przynajmniej ich większość. Jasne, rozumiała, że dla niektórych to była jedyna, słuszna opcja, właściwie to nie umiała sobie wyobrazić Corio gdzieś indziej, co nie zmieniało faktu, że i tak dzieliła się swoim zdaniem.
Słuchała, co Roise miał do powiedzenia na temat pracowników Departamentu Tajemnic, jasne, sama im wszystkim nie ufała, ale na pewno znalazłyby się jednostki, których nie bałaby się poprosić o pomoc. - Longbottomowie też chyba mają kogoś, można spróbować dostać się tam przez nich. - Nigdy nie kryła się z tym, że byli jedną z bliższych dla niej rodzin czystokrwistych. Jej przyjaźń z Erikiem trwała od lat, nie zniszczyło tego zakończenie przez nich edukacji, ufała członkom jego rodziny, cóż, może nie chciała teraz wspominać o tym, że chodziło jej konkretnie o jego wuja, z którym kiedyś zupełnie przypadkowo poznała się trochę zbyt blisko, ale Morpheus przecież też pomagał jej w sprawach związanych z demonem, który próbował przejąć jej życie. Nie miała powodu, aby podważać ich zamiary. Zabawne, że nie wspomniała o Borginach, bo to przecież oni byli jej rodziną, jak widać jednak z tym zaufaniem mogło bywać różnie. Zresztą to z Longbottomami zdarzało im się jeździć na wakacje, a nie z Borginami, to chyba świadczyło samo za siebie.
Przewróciła oczami, kiedy Greengrass znowu się odezwał. Od zawsze miał jakiś problem z jej przyjaciółmi i kwestionował ich zamiary, najwyraźniej to też się nie zmieniło. Nie miała pojęcia dlaczego tak na nich reagował, chociaż być może potrafiła się tego nawet domyślić, ale chyba nie chciała się na tym teraz skupiać.
- Isaac wysłał mi ostatnio zdjęcie widma, które znalazł w piwnicy w jakimś domu w Dolinie. On ufa mi, ja ufam jemu, wydaje mi się, że to jest niepodważalne. - Gdyby się jednak nad tym zastanowić to czy faktycznie mogła mu w pełni zaufać? - Tyle, że jest też dziennikarzem, a to może nieco komplikować sprawy. - Nawet niespecjalnie mógłby coś wynieść, chciała wierzyć w to, że tego nie zrobi, ale powinni być ostrożni, bo sprawa była dość delikatna.
Rzucenie nożem w ścianę nie było może szczególnie dojrzałe, ale nie czuła się dobrze z tym, że ją ignorowali, mieli swoje sprawy, ale mogli je przedyskutować kiedy indziej, nie miała pojęcia, dlaczego jakieś pentagramy i celtycka magia ich obchodzą, właściwie cóż, nie musiała być nawet wprawionym detektywem by połączyć kropki. Nie do końca zdawała sobie sprawę ile Corio wie na temat tego, czym zajmował się Roise w wolnym czasie, ale zapewne wiedział dużo więcej od niej, co też ja irytowało, bo przed nią nigdy nie zdecydował się jakoś szczególnie na ten temat otworzyć.
Zignorowała spojrzenie Roisa, nie umykały jej te kolejne informacje, jak chociażby to, że mieszkał w tej kamienicy, zabawne, że nie zdążył jej o tym wspomnieć, skoro już uzyskała tę wiadomość to pewnie niedługo zaczną na siebie wpadać na ulicy, skoro mieszkali blisko siebie, dziwne, że do tej pory to im się nie przydarzyło, na pewno nie chodziło o to, że jej unikał... Była sfrustrowana i zła, zacisnęła lewą dłoń trochę zbyt mocno, poczuła, że paznokcie wbiły jej się w skórę. Zazwyczaj w ten sposób tłumiła negatywne emocje, kiedy czuła, że nie powinna ich pokazywać - zdarzało się to jednak dość rzadko.
- Liczył na to, że odetnę mu łeb, kurwa troszczę się o niego, wzięłam go pod swój dach, a on myśli, że chcę go zabić. - Wpatrywała się aktualnie w swoje nogi. Miała problem z dzieleniem się tym, co w niej siedziało, nie lubiła konfrontować się z nikim, nawet jeśli chodziło o bliskie jej osoby. Nie do końca radziła sobie z tym, co zastała w domu. Nie miała pojęcia, jak powinna zareagować na to, że jej brat myślał, że żyje, a to wszystko to był sen, to było dużo, szczególnie po tym, że dowiedziała się, że Cain nie żył. Nie miała pojęcia jak zginął, wiedziała tylko i wyłącznie tyle, że kiedy poprosiła go o pomoc związaną z demonem, to ten zabrał mu jego wspomnienia, co jeśli przez nią umarł? Co jeśli kogoś jeszcze miała przez to spotkać śmierć? Nie powinna nikogo angażować w tę sprawę tylko sama udać się do jaskini. Teraz nie opuszczała jej myśli, że i Ambroisa spotka to samo, bo przecież doppelganger dotknął i jego, mieszał mu w głowie, kto wie, jak to się skończy.
- Ta sprawa Cię nie dotyczyła. - Tym razem podniosła wzrok i spojrzała na Corneliusa, tak, bardzo przemyślanie użyła tych słów. W końcu dzielili się tylko sprawami, które dotyczyły ich wszystkich, czyż nie?
Czuła na sobie wzrok Ambroisa, bardzo oceniający. Jasne, łatwo było teraz zarzucać jej to, że nie powiedziała Corneliusowi o demonie, robiła to jednak tylko i wyłącznie ze względu na bezpieczeństwo przyjaciela, on miał dla kogo żyć, nie było sensu, aby ryzykował dla niej tak wiele, a wiedziała, że na pewno nie zostałby z boku, gdy ona zamierzała wleźć do leża demona.
- Ochujałam, to się ze mną dzieje, czy ta odpowiedź Ci wystarczy? - Miała nadzieję, że tak, bo aktualnie nie było jej stać na nic innego.
- Było niebezpieczne, ale już nie jest. Na Twoje pocieszenie jego też nie chciałam w to angażować, ale sam się przyczepił. - Dodała jeszcze spoglądając ponownie na Roisa. Cóż, nie zamierzała udawać, że znalazł się w tej jaskini dlatego, że go poprosiła. Bez względu na to, że nic ich aktualnie nie łączyło nie była skora do tego, aby ryzykować jego życie.
- Wykluczyłam Astarotha przez to, że demon próbował go zabić kilka dni wcześniej, nie wiem, czy pamiętasz mój młodszy brat został zabity i przemieniony w wampira praktycznie na moich rękach na początku tego roku, nie chciałam przeżyć jego śmierci drugi raz. - Łatwo było teraz oceniać irracjonalność podejmowanych przez nią decyzji, ale robiła co mogła, żeby wszystko jakoś się ułożyło, szkoda, że dostawała za to baty z każdej strony.
Sięgnęła po butelkę, aby dolać sobie whisky, zdecydowanie potrzebowała więcej alkoholu, aby jakoś przetrwać tę rozmowę, nie sądziła bowiem, że zbliżała się ona do końca.