07.02.2025, 11:42 ✶
Suma - Ciasteczko z wróżbą [Freddy Lockhart]
Alfred w swoim życiu musiał pogodzić się z wieloma rzeczami. A to z byciem zdanym tylko na siebie, a to z ciężkim życiem związanym z mieszkaniem na Nokturnie, a to z faktem, że jak tylko go opuszczał, to krzywo na niego patrzyli... Najgorszą z rzeczy z jakimi musiał się regularnie godzić jest fakt, że jego najlepszy przyjaciel to śmierdzący grubas, który po prostu nie mógł się napić jak człowiek o suchym pysku, tylko musiał się uprzeć na jakąś zagrychę. I oczywiście jakiś durny sklepikarz musiał wspomnieć o tym, że na Pokątnej dzisiaj jakiś festyn, że smakołyki można dostać, że rzadka okazja... Oczy żulołamacza klątw oczywiście rozbłysły na dźwięk o tych ploteczkach, i tak oto w tej chwili znajdowali się na Pokątnej, na której aktualnie odbywał się jakiś dziwny szajs. Alfreda nigdy nie interesowało jakoś mocno życie w normalniejszych częściach magicznego Londynu, więc nie ukrywał, że nie miał do końca pojęcia na co tak właściwie w tej chwili patrzy. Jakieś stragany z różnych części świata, jakieś dziwne potrawy, drobiazgi magiczne, składniki do eliksirów... O dziwo wszystko to wydawało się być w pełni legalne. Nikt nie próbował opchnąć na boku jakichś przeklętych kadzidełek, nie było żadnych klatek z poupychanymi, zdobytymi nielegalnie magicznymi stworzeniami... No zupełnie nie jak w domu! Ale pachniało ładnie, to fakt.Spojrzał na swojego druha-chlejusa i nie omieszkał wyrazić ogromu niezadowolenia z faktu, że znajdują się tam, gdzie się znajdują, zamiast spokojnie chlać w jakimś Nokturnowskim zaułku. - Tylko weź nie spędzajmy tu całego dnia, sam widzisz, że na nas krzywo ludzie lampią. O, pa, tamta to nawet dzieciaka chowa za spódnicą żeby na nast nie patrzył. - Pokazał wyjątkowo niekulturalnie palcem na przerażoną matkę z dzieckiem, która starała się wręcz całym swoim ciałem zasłonić biedną latorośl przed widokiem dwóch bezdomnych. Nie było to do końca w jego stylu, zwykle starał się być kulturalny, ale tak się składało, że przez ten durny wypad dalej był trzeźwy! - Freddy, naprawdę tak ci zależy na tym żarciu? Wódka nam się robi ciepła! Przecież na Nokturnie też byś sobie coś znalazł dobrego, słyszałem że babka z tego takiego ciemnego sklepu dostała nową dostawę jakiejś padli- to jest mięsa super pyszniutkiego z, eee... No, z czegoś. I że szaszłyczki normalnie z tego sprzedają pod ladą! Nie wolisz takiego domowego żarełka zamiast tego świństwa? - Kiwnął głową w kierunku jakiegoś straganiku z szyldem "Mugolskie Potrawy Londynu", na którym leżały jakieś dziwne ciasta i talerze z potrawami które z wyglądu podobne były bardziej do wymiocin, niż prawdziwego jedzenia. Boże, mugole to jedzą? Nic dziwnego że nie potrafią czarować, jak zapychają sobie organizmy takim świństwem... - Swoją drogą masz ty w ogóle pieniądze na takie wypady? Przecież żeś mi wczoraj kazał płacić za wódkę, bo ponoć masz puste kieszenie, chciwa świnio parszywa!