• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 11 Dalej »
[01.09.1972r.] Doceniam starania | Richard i Charles

[01.09.1972r.] Doceniam starania | Richard i Charles
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#11
21.01.2025, 15:43  ✶  

Temat wcześniejszego zachowania Charlesa, mieli najwyraźniej zakończony. Naprawdę chłopak nie miał powodu, aby obwiniać się o śmierć Roberta. Po ostatnim ataku, jaki doznał bliźniak Richarda, trzeba było solidnie pokazać Charlesowi, gdzie popełniał błędy. Jego naiwność była tym samym wykorzystana przez innego czarodzieja, który ściągnął go prawie na samo dno, doprowadzając do konfliktu rodzinnego. Nie tego przecież Richard go uczył. Czy może jednak popełnił jakiś błąd wychowawczy? Nie udało mu się wyuczyć własnego syna, aby uważał w kontaktach z obcymi osobami? Aby nie ufał nikomu?

Skinieniem głowy jedynie podziękował za podsunięty talerzyk, cokolwiek do było, aby mógł strzepnąć popiół z papierosa, którego zapalił i powoli wypalał. Temat Roberta nie znikał z ich rozmowy. Charles wciąż dopytywał. Miał prawo nie rozumieć brata swojego ojca. Richard spojrzał na syna, słuchając go, pozwalając aby dokończył swoje spostrzeżenie, obawy z tym związane.

Zazdrość. Tę Richard zawsze czuł, kiedy u boku jego brata była kobieta. Nie okazywał tego po sobie w żadnej sytuacji, wiedząc jak odbiorą to oczy osób z zewnątrz. Jak mogłoby to odbić się na ich reputacji. Usunięcie problemu wydawało mu się jedynym rozwiązaniem. Tak, aby nikt o niczym nie wiedział. Poza nimi. Z Robertem mieli wiele sekretów, wspólnych tajemnic.

- Jako bliźniacy, rozumieliśmy się nawet bez słów. Wspieraliśmy w każdej trudnej sytuacji. Zawsze mogliśmy na siebie liczyć. Momentami myśleliśmy tak samo. Nie kwestionowaliśmy swoich decyzji życiowych czy zawodowych. Jeżeli jeden podjął taką a nie inną decyzję, drugi starał się ją zrozumieć. Rzadko się kłóciliśmy. Lecz szybko też godziliśmy. Między nami jednak były różnice. Robert wolał siedzieć w jednym miejscu i pracować, unikał pojawiania się w tłumie. Z kolei ze mną jest odwrotnie. Robert, jako głowa naszej gałęzi rodzinnej, miał zawsze decydujące zdanie. Nie zawsze byłem wstanie zmienić jego decyzje. Czasami przyznawał mi racje, w innych bywał nieustępliwy.
Wyjaśnił na spokojnie, nawiązując też z przypomnieniem do ostatniej decyzji jaką podjął Robert, aby Charles po naruszeniu wszelkich zasad i dobra rodziny, musiał zejść mu z oczu, wyprowadzić się.
Jedna tylko rzecz zaprzątała mu głowę, dlaczego nie pozbył się Lorien, ani nie kazał jej zabić, kiedy była okazja, możliwość, aby usunąć kolejny problem na ich drodze. Dlaczego kazał zostawić ją już wtedy, przy życiu, gdy jej szukali.

Kwestię mieszkania i poszukiwania domu, postanowił już zostawić na później, może na inną okazję? Chwilę, moment. Przeszli na temat Lorien, która była trucizną w ich rodzinie. Niszczyła wszystko od środka. Nie bez powodu Richard wspomniał o plotce, jaka się rozniosła po wieczorze hazardowym. Do Charlesa nie dotarła?

Starszy Mulciber zmarszczył brwi, słysząc o liście, który podobno wysłany do jego syna był przez Harpię Shafiqa. "Więc jednak plotki są prawdą?" – zastanawiał się w myślach, nie dziwiąc się, gdyby po wyniesieniu się z kamienicy, Lorien uciekła w objęcia, brata jego nieżyjącego szwagra.

Czekając aż Charles wróci z odszukanym listem, sięgnął po szklankę z kawą i upił łyk. Po czym odstawił, skupiając uwagę na słowach czytanych przez młodszego Mulcibera.

Richard odebrał to jako stek bzdur kobiety, która nie potrafi poradzić sobie ze sobą i tylko przez manipulację innymi, chce coś osiągnąć.

- Wygląda na to, że nie znała Roberta i nie zna mnie.
Wyjaśnił spokojnie. Choć poważnie. Nie zbagatelizował tego, gdyż z tą kobietą trzeba obchodzić się ostrożnie.
- Robert nigdy nie kazałby mi wyrzec się własnego dziecka.
Odpowiedział zgodnie z przekonaniem, patrząc synowi w oczy. Znał swojego brata od wspólnych narodzin. Nie wierzył w to, że Robert mógłby mu coś takiego kazać. Nic takiego nie miało nawet miejsca.
- Mogę spojrzeć?
Wyciągnął rękę w kierunku tego listu, aby spojrzeć swoimi oczami jak był napisany, czy z jej ręki i pióra. Co tam jeszcze się znajdowało, o ile Charles na to pozwoli.
- Swoją drogą. Lorien nie mieszka już w kamienicy.
Dodał informacyjnie, jeżeli o tym Charles nie wiedział. Jeżeli ta wiadomość nie została mu przekazana przez siostrę czy samą wiedźmę Lorien.


@Charles Mulciber
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#12
27.01.2025, 22:12  ✶  
Charles mógł uczyć się na błędach, lecz problematyczne było patrzenie na błędy innych, gdy nawet własne dostrzegało się długo po fakcie. Potrzebował wskazania palcem, gdzie zrobił źle, a może nawet klapsa, dzięki któremu miał zapamiętać, co się stało. Śmierć wuja była czymś o wiele większym, aniżeli tylko klapsem.

- Też tak myślałem, tato. Że możemy się zawsze wspierać i na siebie liczyć. - Przyznał się, opuszczając wzrok. - Ale wtedy przyjechaliśmy tutaj i okazało się, że bardziej, niż nas, cenisz wuja. Teraz rozumiem, czemu. - Powiedział, choć nie była to do końca prawda. Nie rozumiał, jak ktoś mógł wybrać kogoś innego ponad własne dziecko. Kiedy Richard zakładał rodzinę, czy nie liczył się z tym, że te trzy małe istotki będą patrzeć właśnie na niego? Kiedy umarła matka, jego pozycja jako wzoru i opoki tylko się umocniła. - Tutaj, w Anglii, wszystko zaczęło wyglądać inaczej i nie wiem, czy nie robiłem tego, co robiłem, żeby zwrócić na siebie uwagę? Jeszcze wielu rzeczy... nie rozumiem. - Dodał, bo przeżycia były zbyt świeże, by mógł mówić o nich otwarcie i z pewnością. - Ale nigdy nie chciałem, żeby wuj... żeby wuj umarł.

Charles nie słuchał plotek, a i ostatnio był zbyt zajęty, by móc zaprzątać sobie głowę czymś innym, aniżeli nowa praca, świeczki i nowe znajomości. Kiedy ojciec poprosił o list, Charles bez wahania mu go podał.

- Wuj Alexander powiedział, że i tak do niego należałoby ostatnie słowo. - Dodał mimochodem w temacie wydziedziczania, co zabrzmiało jak prztyczek w nos nieżyjącego wuja. - Tato, gdzie jest Lorien? Wyprowadziła się... do wuja? Wuja Anthony'ego? Tato, ale jest dopiero po pogrzebie? Oni mieli romans? - Niewinna główka Charlesa nie pojmowała wiele.
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#13
29.01.2025, 12:20  ✶  

Być może ten jeden błąd Richard w swoim życiu popełnił, że nie przeprowadził się wcześniej do Londynu, kiedy Robert go prosił. Tuż po śmierci ich ojca. Wtedy być może dzieciaki miałyby więcej czasu aby poznać swojego wuja lepiej, niże przez te ciągłe dwa miesiące. Ze szkołą może nie byłoby problemu, patrząc na to, że podróż nie stanowiła dla nich problemu. Mogliby znów mieszkać w Londynie, a szkołę kończyć w Szwecji. Tak jak on, już w tamtym czasie mógłby zacząć pracę w Brytyjskim Ministerstwie Magii, zostając dzisiaj wciąż aurorem. Przeszło mu to przez myśl, słuchając Charlesa. Gdyby tylko mógł cofnąć czas…

- Możliwe, że błędem było przeprowadzanie się do Londynu teraz, zamiast parę lat wcześniej. Mielibyście wtedy znacznie więcej czasu, aby lepiej poznać i zrozumieć Roberta.
Nawiązał w odpowiedzi to stwierdzenia Charlesa, który zauważył jak bardzo się wszystko zmieniło, gdy tutaj zamieszkali. Lecz to był ich wybór. Ich decyzja. Byli dorośli i Richard od nich tego nie wymagał. Mogli rozwijać się Norwegii. Nie musieli tego robić tutaj, w kraju gdzie nie jest bezpiecznie.
- Próbowałeś na siebie zwrócić uwagę, ale przekroczyłeś granice. Nie zadręczaj się już tym. Co się stało Robertowi, to nie jest Twoja wina, Charles.
Niefortunnie się złożyło, że Charles obwiniał się za śmierć wuja. Może pierwszy atak uruchomił jego chorobę? Robert bywał momentami uparty, nie dzielił się wszystkimi problemami, w tym zdrowotnymi. Nie wiedział, czy zwrócenie mu uwagi, aby zaczął o siebie dbać i udał do uzdrowiciela, przekonało go i poszedł.

Odebrał list od syna i spojrzał na niego uważnie, czytając zdanie po zdaniu, linijka po linijce. Ledwie się powstrzymywał od zniszczenia pergaminu już nieco i tak wymiętego. "Czy ta wiedźma, nie może odczepić się od moich dzieci?" – skomentował w myślach. "Zabiję ją…" – dodał sobie w myślach, po skończeniu czytania.

- Alexander nie jest Twoim ojcem i nie ma prawa decydować o Tobie i Twoim statusie w rodzinie.
Wyraził się jasno i zdecydowanie na temat tego, co prawdopodobnie jego kuzyn namącił w głowie jego syna. Czy tego pajaca też powinien postawić do pionu, czy sobie darować? Oni z gałęzi Francisa wciąż byli z boku, więc Richard wolałby jednak, aby to tak zostało. Przynajmniej póki on jeszcze żyje.

Sporo pytań chłopak miał o Lorien. Pozwolił mu je zadać, dopalając do końca papierosa, aby zgasić go na talerzyku. Pokazując list, spojrzał na Charlesa, aby udzielić mu odpowiedzi:

- Odpowiedziałeś sobie już na pytanie, gdzie jest Lorien. To, co napisała o naszej relacji, to prawda. Ja i Lorien nie przepadamy za sobą od samego początku. Zdradzała mojego brata z Anthonym. Chodzą plotki, że widziano ją razem z Anthonym na wieczorze hazardowym. Gdy Robert odszedł, wiedziała, że nie ma czego szukać w naszym domu. Dla Twojego dobra i Twojego rodzeństwa, jeżeli nie chcecie aby wam zniszczyła życie i skłóciła w rodzinie, nie ufajcie jej i nie utrzymujcie kontaktu.
Mówił poważnie, pewny siebie. Być może trochę naginając prawdę, ale kłamcą był bardzo dobrym. Wiele z zachowania i działania Lorien było widać, każdy doświadczył.

Spojrzał na list i przeczytał ostatni fragment.

- "Nie będę składać na twoje dłonie kondolencji z powodu straty wuja. Dołączam kilka galeonów na lampkę jakiegoś dobrego szampana w restauracji.” Nie brzmi Ci to jak trumf? Nie ukrywam, że najpewniej bardziej ucieszyłaby ją moja śmierć, a nie Roberta. Jesteśmy w żałobie, a ona baluje u kochanka.
Dodał, pozostawiając to przeanalizowaniu Charlesowi. Każdy co prawda może odebrać to inaczej, ale Richard widział to po swojemu. W Lorien widział, zdradziecką żmiję, plączącą się pod nogami członków rodziny, do której weszła, czekając na odpowiedni moment, aby ukąsić. 


@Charles Mulciber
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#14
30.01.2025, 14:07  ✶  
Charles czekał na tylko jedną odpowiedź. Podjął temat, by zmusić ojca do przekazania tego, co Charlie chciał usłyszeć, by w końcu powiedział to, co naprawdę myślał. Wyczekiwane słowa jednak nie padły, a młody Mulciber ugiął się jak po ciosie w brzuch. Ojciec nie zaprzeczył; to Robert był dla niego najważniejszy, ważniejszy od dzieci.

Ściskający wnętrzności ból Charles starał się rozluźnić łykiem herbaty, lecz niewiele to pomogło. Wiedział, że nie może, nie wolno mu nienawidzić zmarłego wuja, lecz nie potrafili powstrzymać zazdrości wobec tego, który zabrał mu uwagę najważniejszej osoby.

- Możliwe. - Przyznał ojcu, choć to już nie miało żadnego znaczenia. Prędzej czy później konflikt i tak by narósł, może nawet dużo wcześniej, jeśli Charles musiałby dłużej obserwować to, jak Richard oddala się od dzieci na rzecz swojego bliźniaka. - Możliwe... Że to nie moja wina.

Charles stracił ojca na rzecz bliźniaka, a teraz, gdy Roberta zabrakło, tatę pochłonęła żałoba. Leonard prawie nie przebywał w domu, Scarlett miała podejrzanego chłopaka, Peregrinus wciąż był obcym, Scylla niewiadomą, Lyssa nim gardziła, zaś pani Annaleigh była zbyt zapracowana, by móc chociażby nawiązać niezobowiązującą rozmowę. Wuj Anthony okazał się zdrajcą, zaś Alexander wciąż był obcy. W jednej chwili Charlie poczuł, jak bardzo, bardzo samotny się stał. Tylko Rodolphus był przyjazną iskierką w całej tej ciemności, lecz jego również nie mógł dręczyć zbyt często.

List w dłoniach Richarda tylko czekał, by Mulciber zmiął go bardziej. Słowa zniekształcały załamania papieru, lecz nie na tyle, by nie były czytelne. Sens był jasny.

- Alexander jest głową rodziny. - Przypomniał ojcu. - Nie mówiłem o rodzinie jako o mnie i tobie, i Scarlett o Leo, tylko wszystkich... Wszystkich Mulciberach. Chociaż nikogo nie znam... Dlaczego nie jesteśmy bliżej Alexandra, tato? Przecież konflikty dziadka są już za nami.

Może teraz, gdy Robert odszedł, mieliby wsparcie dalszej rodziny. Może Charles nie musiałby mieszkać u kogoś obcego, gdy Robert na spółkę z Lorien wyrzucili go z domu. Może nie musiałby zabiegać o względy wuja Alexa, który był dla niego jak obcy człowiek.

Lorien, która została przyjęta do najbliższej rodziny, tylko dodała problemów.

- Ciężko mi uwierzyć, że wuj Anthony... - Urwał, bojąc się nazwać sprawę po imieniu. Wpatrzony w powierzchnię herbaty w kubku, westchnął ciężko. - I to jeszcze z Lorien. Nie chcę mieć z nią nic wspólnego, tato. Z wujem... Z wujem też. - Dodał ponuro. - Brzydzę się jej podejściem, tato. Nie chcę od niej żadnych galeonów, odesłałem je. Może powinniśmy to jakoś nagłośnić? Gazeta zniszczyła mi reputację, może zniszczymy ją teraz im? Sędzina tryumfuje po tajemniczej śmierci męża?
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#15
10.02.2025, 15:46  ✶  

Tak. Robert był dla niego najważniejszy. Teraz jednak gdy stracił brata, zostały mu już tylko dzieci. Nie zapomniał o tym, że wciąż tu były. Że domagały się jego uwagi. Że starały się ze wszystkich sił, aby docenił ich osiągnięcia. Nie wyrzucił tego listu, jaki ostatnim razem wysłał mu syn po pogrzebie Roberta.

Nie był obojętny na emocje syna. Widział, jak potwierdzenie tych informacji go dotknęło. Jednak nie było sensu już tego ukrywać, skoro Leonard był bardziej spostrzegawczy, dostrzegając kto dla jego ojca był ważny. Zostawiając już ten temat, kto winny a kto nie, rozmowa zeszła już na Alexandra.

- Głową Rodu.
Poprawił syna. Bo faktycznie była to różnica. Całej rodziny spod jednego nazwiska, to bardziej pasowało nazwać ich rodem. Ale ze względu na konflikt jego ojca i Alexa, te rodziny się oddzieliły od siebie. Richard nie miał pojęcia o jakimś pojednaniu czy głębszej współpracy. A ostatnie co zrobił Robert dla Alexandra, była ta zabawna fundacja.
- Radziliśmy sobie bez ich pomocy, tak samo oni. Nie potrzebowaliśmy utrzymywać kontaktu. Przynajmniej tyle wiem, że Robert też nie wyciągał jakoś do nich ręki. Alexandrowi brakuje doświadczenia w zarządzaniu Rodem, jeżeli o to chodzi.
Wyjaśnił, na tyle ile potrafił w tej chwili. Nie przypominał sobie, aby nawet brat Alexandra kontaktował się z nimi, zanim wylądował tam, gdzie jest obecnie. Wszystko zaczęło się w kontakcie zmieniać, wraz zamachem na Donalda czy też aresztowaniem Juliusa.
Sięgnął po kawę, aby upić łyk, słuchając opinii i reakcji swojego młodszego syna.
- Plotki na temat Lorien uciekającej w objęcia kochanka zapewne już krążą po czarownicach. Mogą spekulować, że dostał zawału, bo się o tym dowiedział. Nie sądzę, aby dodawanie tego jeszcze do gazet coś zmieniło. Nie zaogniajmy sprawy bardziej. Przyjdzie odpowiedni czas i moment, aby jej zaszkodzić. Trzeba działać ostrożnie, nie bezmyślnie.
Posłał Charlesowi lekki uśmiech, zadowolenia że odciął się od kontaktowania z Lorien. Wiedźmy, która niszczyła im rodzinę od środka.
- Mam jeszcze jedną sprawę do Ciebie.
Zaczął, trzymając kubek w dłoniach, list odkładając na blat stolika. Spojrzał na Charlesa uważnie.
- Kamienica i Olibanum, zgodnie z wolą Roberta, przeszły na mnie. Jeżeli z Leonardem chcecie, możecie wrócić i zamieszkać ze mną i dziewczynami. Po drugie… potrzebuję wytwórcę świec i kadzideł. Czy chciałbyś mi pomóc? Zrozumiem, jeżeli odmówisz, bo masz swoją pracę. Znajdę kogoś innego. Pierw jednak chciałem zapytać Ciebie.
Przedstawił sprawę synowi, zaznaczając, że wcale nie jest mu obojętny i mimo zaistniałej sytuacji, byciu w żałobie, nie zapomniał o synach i córce. W oczekiwaniu na odpowiedź Charlesa, odstawił kubek, sięgnął do kieszeni spodni i wyjął dwa pergaminy. Jeden był listem od Charlesa, który rozłożył i mu pokazał. To ten, w którym syn napisał "Pamiętaj, że masz nas. Jeśli potrzebujesz pomocy, tylko powiedz."


@Charles Mulciber
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#16
13.02.2025, 23:01  ✶  
Ścisk w klatce piersiowej powoli rozluźniał się i znikał, pozostawiając tylko pustkę. Próżnia, pozostała po nadziei, zdawała się zasysać do środka wszystko, łącznie z kolorami mieszkania, rzeczywistości, życia Charlesa. Zgarbił się delikatnie, odłożył kubek na stolik. Odeszła mu ochota na cokolwiek, łącznie z napojem.

- Mhm, głową Rodu. - Zgodził się beznamiętnie, nie rozmyślając nad tym wiele. Z rodziny nie pozostało wiele, a pozostał Ród, z którego pochodził, i był dla niego obcy. - Czyli... teraz zostaliśmy sami, tato.

On i Leonard w mieszkaniu, które nawet do nich nie należało, zaś ojciec ze Scarlett, do tego siostra, jak wynikało z jej słów, nie interesowała się za bardzo staruszkiem. Doszło do rozłamu nie tylko na jednej płaszczyźnie, a takie podziały nikomu nie sprzyjały. Charlie czuł się jednak bezsilny. Nie miał możliwości wpłynięcia tak na siostrę, jak i na ojca, bo przecież starał się i nic mu z tego nie wyszło.

Pokręcił lekko głową, tak z dezaprobatą, jak i w próbie odepchnięcia od siebie myśli o Lorien i Anthonym. Nie tylko Richard złamał mu serce tego wieczora. Na wieść o kolejnej sprawie, uniósł znów spojrzenie na starszego Mulcibera, samemu nie wiedząc, czego się spodziewać. Z każdym słowem jednak, sprawa się rozjaśniała, a list posunięty w jego stronę był tylko kropką postawioną nad i.

- ...miałem na myśli bardziej pomoc... w sprawach prywatnych. - Zaczął cicho, nie do końca pojmując, co Richard proponował. Miał bardzo, bardzo brzydkie myśli, które podpowiadały mu niezbyt dobre intencje taty; starał się je odgonić. - Wuj nie chciał mnie w kamienicy i nie chciałby, żebym do niej wracał. - Powiedział ponuro, uciekając znów od spojrzenia ojca. - Leonard może wrócić, jeśli chce, ale ja... ja pozostanę tutaj. W porządku? - Zapytał, jakby Richard mógł zmienić jego decyzję. - A co do Olibanum… tato, ja ledwie dostałem pracę u pani Dolohov. To byłoby nieuczciwe wobec niej i wuja Shafiqa, odchodzić już teraz. Tam wuj też mnie nie chciał.
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#17
17.02.2025, 00:59  ✶  
- Tak.
Potwierdził słowa syna. Byli sami w tej gałęzi rodzinnej. Dzięki temu, byli niezależni. Radzili sobie sami, trzymali zasad i nie wchodzili w drogę innym członkom rodziny. Należeli do rodu, ale byli z boku. Żadna ze stron nie wniosła o pojednanie, zgodę i współpracę. Jedynie może Robert z Alexandrem próbowali coś wskórać przez przypadek Juliusa i Donalda. Przypadki, w sumie jednorazowe.

Richard nie wierzył, czy on sam da radę się jakoś dogadać z kuzynem. Nie po ostatnio wymienianych listach.

Pomoc w sprawach prywatnych. Richard przyjął do to wiadomości, skinieniem głowy. Tak przypuszczał. Ale nie dlatego wykorzystał ten list. Naprawdę, chciał synowi dać szansę pracy w Olibanum. Co jednak spodziewał się odrzucenia propozycji, ze względu na posiadaną już przez chłopaka pracę.

Schował ten list, ale drugi pozostawił w swoich dłoniach. Bowiem, była jeszcze jedna sprawa.
- To, że Robert nie chciał. Nie znaczy, że ja również.
Patrzył na syna uważnie. Chcąc tym samym przypomnieć mu, kto był wtedy właścicielem kamienicy, kto wydawał polecenia. Richard wiele zrobić nie mógł. Pomijając to, że był bratu jakby oddany.
- Charles. Wolałbym cię mieć przy sobie, na oku. Rozumiem, jeżeli masz pracę, to nie zmieniaj. Znajdę kogoś do pomocy przy świecach.
Wyjaśnił, gdyż chodziło mu także o bezpieczeństwo syna. Może jak mieszka z Leonardem, nie powinien się przejmować, ale jak spojrzał teraz ponownie na tę anonimową notatkę. Brzmiącą jak ostrzeżenie.
- Czy w ostatnim czasie, nawiązałeś jakieś nowe znajomości? Odpowiedz mi szczerze.
Zapytał dość poważnie, patrząc mu w oczy, jeżeli na niego spojrzał. Na razie mu treści tego listu nie pokazał. Ale chciał dowiedzieć się, czy pojawił się w jego życiu ktoś, to czasem nie postanowił go sobie wykorzystać jak Bagshot.


@Charles Mulciber
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#18
17.02.2025, 10:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.02.2025, 10:48 przez Charles Mulciber.)  
Charlie dostrzegł, że w jego ciele rozlewa się nie tylko pustka, ale przejmuje go nieopisany wręcz żal. Ten, któremu wierzył i który był dla niego wzorem, ostatecznie nie stanął po jego stronie, gdy przyszła konieczność wyboru. Czuł się zdradzony i skrzywdzony, a słowa ojca tylko rozniecały te uczucia. Podniósł znów wzrok na ojca i nienawidził tego, jak oczy zapiekły go od gorących łez. Nie zgodził się, by popłynęły, szybko, ale dość brutalnie przetarł je, by pozbyć się oznak słabości.

- Tato... Jakie znaczenie mają twoje intencje, skoro pozwoliłeś mnie odesłać? - Zapytał wprost. Richard miał chęci, ale to nie wystarczyło. Charles nie wiedział, czy Richard walczył o jego pozostanie w kamienicy, czy bez słowa przytaknął bratu. Jakkolwiek było, ostateczny rezultat był jeden i przeważył na sprawie. Ojciec nie okazał się wsparciem, którego Charles potrzebował. - Zasłaniasz się posłuszeństwem wobec Roberta... Dlaczego nie wykorzystałeś obowiązku opieki wobec syna? Teraz chcesz mieć mnie na oku. Dlaczego, tato? W tej całej sytuacji, więcej wsparcia dostałem od Alexandra, niż od ciebie!

Richard musiał być przekonany o słuszności swoich postanowień, ale Charles odbierał je zupełnie inaczej. Wziął głębszy oddech, by uspokoić narastającą złość, a wraz z nią ucisk w gardle. Odmawiał rozpłakania się po raz kolejny. Dość łez wylał przez tą sytuację.

- Nie wiem, czym była dla ciebie ta sytuacja, tato. Ojcze. Dla mnie... Zmienił się cały świat. Straciłem wszystko. Nie rozumiesz? Od zawsze miałem tylko ciebie, tylko ciebie mogłem prosić o pomoc, a nagle... Zostałem zupełnie sam, z Leo? Sam musiałem znaleźć mieszkanie, sam musiałem się tutaj urządzić. A teraz przychodzisz i zapraszasz mnie z powrotem do kamienicy, bo Robert umarł? - Wyrzucił ojcu, nie planując już nad słowami. Ta rozmowa była odwlekana przez zbyt dużo czasu i słowa płynęły, jak lawina, której nie mógł zatrzymać. - Pozwól mi skończyć. - Uniósł dłonie, powstrzymując ojca, gdyby ten chciał mu wejść w słowo. - Chcesz mnie w kamienicy, chcesz mnie w sklepie? Nie wiesz nawet, ile ta rozmowa mogłaby dla mnie znaczyć... Jeszcze parę dni temu. Teraz jest tylko smutnym potwierdzeniem tego, co musiałem zrozumieć przez ostatnie tygodnie. Jestem twoim synem tylko wtedy, gdy jest to dla ciebie wygodne, a kiedy pojawiają się problemy, jestem tylko kłopotem, prawda? Nigdy nie bylem dla ciebie ważny. Wierzyłem, że nie pozwolisz mnie skrzywdzić, mimo potknięć, ale teraz wiem, że nigdy nie będę twoją dumą, niezależnie od tego, jak miałbym się starać. - Przyznał gorzko, nie rozumiejąc zawiłości magicznego świata w Anglii. Nie wiedział, ile może mu grozić, wierzył jednak, że to nie Richard jest osobą, która może go ochronić, skoro nie ochronił go przed własną rodziną. - Chcę cię wspierać, tato, bo sam dużo straciłeś. Ale zrobię to na moich zasadach.

Nie powstrzymał prychnięcia, źle rozumiejąc intencje pytania.

- Naprawdę teraz chcesz rozmawiać o tym, kogo poznałem? Chcesz prawić mi morały, że w pracy pan Trelawney i panna Greyback nie są dość czystej krwi, żeby zadawać się z panem Mulciberem? Panem Mulciberem, który poza czystością krwi nie ma niczego, do tego stopnia, że musi wynajmować mieszkanie, pracować za grosze pod butem kogoś innego, którego poprzez decyzje brata wyrzeka się własny ojciec?! - Podniósł głos, pozwalając żalowi płynąć.
Porządny Ochroniarz
Nigdy nie wiesz, kiedy śmierć zapuka do twych drzwi.
wiek
45
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Handlarz Świecami i Kadzidłami
183cm wzrostu. Brązowe oczy i włosy, u których można dostrzec siwe kosmyki. Często widnieje u niego zarost. Ogolony gładko jest tylko wtedy, kiedy brat każe mu się "ogarnąć". Ubiera się zawsze odpowiednio do sytuacji.

Richard Mulciber
#19
27.02.2025, 00:23  ✶  

Takiego kierunku rozmowy, Richard nie spodziewał się. Charles go zaskoczył. Mimo prób powstrzymania łez, które napływały do oczu, miał odwagę mu powiedzieć coś, co właściwie nie tylko zaskoczyło Richarda, ale i wewnętrznie podnosiło nerwy. Znów pierdolony Alexander. Znów wraca jego temat.

Nie przerywał synowi, pozwalając mówić. Wpatrując się w trzymany przez siebie jeden z listów, nad którym chciał podjąć rozmowę. Ta jednak zmieniła kierunek. Charles doświadczył tego, co on sam w przeszłości. Gdzie sam musiał sobie radzić w obcym kraju. Sam szukać mieszkania. Sam nauczyć obcego języka, szukając nauczyciela. Sam szukać pracy. Bowiem od brata dostawał jedynie wsparcie finansowe, aby przetrwać. Na tym polega dorosłość. Choć nie tego chciał dla swoich dzieci. To niestety jedno z nich widocznie odczuło to na sobie.

- Charles…
Chciał mu coś wyjaśnić, ale został uciszony przez gest dłoni i słowa. Jego syn miał potrzebę wyrzucić z siebie wszystko. Dosłownie wszystko, co leżało mu na sercu, na duszy. Najgorsze w tym wszystkim, że to była prawda. Boląca prawda. Zbyt bystre miał dzieci. Dawał im pewnego rodzaju swobodę. Niczego nie narzucał. Niczego nie zabraniał, o ile nie godziło to w ich nazwisko i reputację. Charles niestety tę granicę mocno przekroczył. Dla Richarda nie było łatwe podjąć decyzję. Ale to także miała być lekcja dla jego dziecka, żeby nauczyło się samodzielności. Być może zbyt późno zauważył, że to nie była jednak dobra decyzja. A może jednak była? Czegoś nauczyła ich obojga?

Przy ostatnich słowach, Richard przetarł oczy i nasadę nosową. Nie o to mu chodziło, zadając pytanie o jego znajomości. Ale widocznie ta część tematu będzie musiała na chwilę poczekać.

Zapadło milczenie. Richard musiał to przeanalizować. Zebrać myśli. Nie przyznając się otwarcie do tego wszystkiego. Ale widocznie dotarło do niego, gdzie popełniał błąd. W zaślepionej miłości do brata, nie dostrzegł bardziej problemów syna, który potrzebował go bardziej. Tyle, że Charles sam sobą i swoimi działaniami, nie poprawiał sytuacji a pogarszał ją z każdym zdarzeniem. Obiecywał poprawę. Sam nie dotrzymywał słowa. Richard nie raz mu mówił, jak się na nim zawiódł. Charles nie zrobił nic, aby to poprawić. Aby ojciec dostrzegł pozytywne zmiany.

Przesunął się na kanapie, poklepawszy miejsce obok siebie.

- Usiądź obok mnie.
Poprosił, łagodniejszym tonem. Jeżeli Charles posłuchał i usiadłby obok, Richard objąłby go ramieniem, przytulając do siebie. Wiedząc, że ta bliskość działała na Charlesa kojąco. Choć nie był pewny, czy tym razem sobie pozwoli. Jeżeli zaś nie chciał teraz być blisko, wtedy westchnąłby cicho.
- Wiem, że nie jestem idealnym ojcem. Sam też wiesz, że miałem trudne dzieciństwo i brak akceptacji ze strony swojego ojca. Starałem się nim nie być. Być może wciąż popełniam błędy. I nie ukrywam, że brat był mi bliższy. Ale wiedz, że wy także jesteście dla mnie ważni.
Zrobił chwilę przerwy. Nie zawsze potrafił to powiedzieć a jedno słowa niekiedy trudno przechodziło przez gardło, tym razem musiał to zrobić, jeżeli nie chciał stracić Charlesa.
- Przepraszam, że nie potrafiłem Ci odpowiednio pomóc, kiedy tego potrzebowałeś. Robiłem co mogłem. Co byłem wstanie zrobić. Ostrzegłem cię przed niektórymi osobami. Przyszedłem tu aby nie tylko porozmawiać. Ale też żeby mieć pewność, że nic Ci nie jest. Że z Leonardem jesteście bezpieczni.
Mając tę świadomość, że Charles był i jest nadal słabszego zdrowia niż Leonard. Że mimo otrzymania tego anonimowego ostrzeżenia, jego synom nic nie jest i nic nie grozi. Szczególnie Charlesowi.
- Pochowałem brata, nie chciałbym pochować własnych dzieci.
Dodał. W tych słowach będąc całkowicie szczerym. W tej rodzinnej gałęzi, mieli tylko siebie. Co było i jest w tej rozmowie powielane. Nawet, jeżeli Richardowi ten kierunek nie do końca pasował, aby utrzymać odpowiednie relacje z własnym dzieckiem, musiał zmienić swoje podejście.
- Dostałem ostrzegawczy anonim, dotyczący jednego z moich dzieci. Chciałbym wierzyć, że nie chodzi o Ciebie, ale.. Ostatnie wydarzenia kręcą się właśnie wokół Ciebie. Dlatego zapytałem o Twoje znajomości. Nie chcę, abyś znów wpakował się w takie bagno jakie zrobił Ci Issac Bagshot.
Wyjaśnił, o co mu chodziło z pytaniami o jego znajomości. Chcąc przez to przekazać, aby Charles był bardziej ostrożny.


@Charles Mulciber
sommerfugl
Although the butterfly and the caterpillar are completely different, they are one and the same.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
173cm wzrostu, smukła sylwetka, nieco zbyt blada cera, której jasny odcień potęgowany jest tylko przez ciemne włosy i oczy. Nie nosi zarostu, ubiera się zwykle elegancko. W słowach często przebija się jego skandynawski akcent.

Charles Mulciber
#20
02.03.2025, 19:43  ✶  
Wpatrywał się w ojca bez słowa. Gdy słowa przestały płynąć, wydawało mu się, że teraz już ostatecznie zamilkł, a żal i złość ściskające jego gardło nie pozwolą mu wydusić nawet dźwięku. Czekał na wyjaśnienia, lecz spojrzenie ojca dało mu nadzieję, że Richard być może tym razem weźmie pod uwagę jego słowa.

Parę długich chwil zajęło mu podjęcie decyzji, była jednak ona oczywista. Nie tylko podniósł się i usiadł obok taty, ale od razu przycisnął się do jego boku, a za moment nawet podniósł ramiona, by objąć nimi Richarda. Wcisnął twarz w jego rękaw, zapominając o dumie dorosłego. Przy Richardzie był przecież tylko dzieckiem, małym chłopcem, który potrzebował ojcowskiej troski. Przynajmniej wiedział już, że starszy Mulciber nie jest idealny.

- "Ważni" nie wystarczy. - Mruknął w końcu, wciskając czoło w materiał. - Mamy tylko ciebie, tato. - Przypomniał mu z goryczą wylewającą się z każdego słowa. - Wierzyłem, że z tobą nic mi się nie stanie, nawet jeśli popełniłem błąd. Ale ty... nic nie zrobiłeś. - Zarzucił mu, jednocześnie zaciskając palce na jego ubraniu. - Nic, co miałoby znaczenie, tato. Czekaj... Scarlett ci powiedziała? - Odsunął się, by spojrzeć na tatę, lecz tylko na moment, bo zaraz znów się przytulił, z większą mocą, jakby materiał ubrania ojca mógł zakryć jego wstyd. - Że chciałem... że skakałem? Że złapała mnie tamta... dziewczyna? - Wahał się, ze wstydem opowiadając o swojej przygodzie na klifie. Po czasie, ten dziwny nastrój i skok w morskie odmęty był niemądry, bo przecież wszystko ułożyło się w miarę dobrze, przynajmniej dla niego. - Tato, to było dawno. Nie powinna ci była mówić, nic mi nie grozi. Poza tym, nie mam wrogów, więc ten list nie mógł być o mnie. Może ktoś zazdrosny o umiejętności Leo? Ale nie o mnie. Nie wszystko, co złe, to ja.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Charles Mulciber (4457), Richard Mulciber (5277)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa