Poranki bywały trudne, szczególnie trzeba było rano wstać do pracy i udawać, że ma się chęć zmierzać ku temu miejscu. Tak właściwie, to Prudence nie miała niczego szczególnie ciekawego do robienia w swoim wolnym czasie, praca aktualnie była chyba jej jedyną i największą pasją, mimo wszystko jednak i ona czasem miała prawo narzekać przez to, że musiała się tam znajdować.
Wyszła z domu trochę wcześniej, bo zamierzała jeszcze wstąpić do jednej z niewielkich knajp po to, aby napić się kawy, która pomogłaby się jej obudzić. Wyglądała zwyczajnie, jak zawsze, dosyć elegancko, odziana w czerń od stóp do głów, bo od ponad roku nie wybierała innych kolorów. Żałoba powinna się skończyć, minął już w końcu rok od śmierci Liama, ale chyba jeszcze nie do końca była gotowa pozowlić sobię na odrobinę ekstrawagancji. Może kiedyś się to zmieni.
Przemierzała uliczki Londynu całkiem szybkim krokiem, nie chciała się spóźnić, nie znosiła tego robić, ceniła sobie bowiem punktualność. Kiedy tak dreptała przed siebie do jej uszu doszedł pisk. Zatrzymała się więc odruchowo, ktoś mógł potrzebować jej pomocy, nie miała w zwyczaju ignorować takich rzeczy.
Rozglądała się uważnie wokół siebie, nic jednak nie dostrzegła, ale po raz kolejny ten dźwięk uderzył w jej uszy. Skierowała się w końcu w stronę miejsca z którego dochodził.
Doprowadziło ją to zaułku, w którym dostrzegła małą dziewczynkę. Dziwne, wyglądało na to, że była tutaj sama, tylko dlaczego piszczała? Merlin jeden wiedział.
Wolała to sprawdzić, nie chciała wyjść na niewrażliwą ingorantkę, czy coś.
Podeszła więc do tej małej, która swoją drogą nie wyglądała najlepiej, była zapłakana. Prue przez chwilę wahała się nad tym, co właściwie powinna zrobić, nie lubiła dzieci, nie miała żadnych w swoim otoczeniu, ale jednak to też był człowiek, więc po prostu postanowiła potraktować ją jak człowieka, a nie dziecko, bo dziecko też człowiek, czy coś.
- Wszystko w porządku? - Zapytała dziewczynkę, chociaż to pytanie należało do tych głupich, bo przecież każdy by się domyślił, że nie było w porządku, bo nie płakałaby bez powodu, chyba? Pewnie zdarzało się też, że dzieciaki płakały bez powodu.
Mała spojrzała na nią spode łba, chwilę mierzyła ją wzrokiem, po czym pokazała ręką w kierunku ściany, w sumie to parapetu który znajdował się na drugim piętrze kamienicy, tak, to najprawdopodobniej było drugie piętro, tak to oceniła. - Mój kotek... - Rzuciła jedynie.
Bletchley spoglądała na futrzaka zastanawiając się, co niby powinna z tym zrobić.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)