05.03.2025, 16:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.03.2025, 11:03 przez Keyleth Nico Yako.)
04.09
Londyn był strasznie brudnym miastem w sposób, który zapewne nie odpowiadałby zbytnio Keyleth, ale z drugiej strony od dziecka marzyła, żeby w nim się znaleźć, więc do tego brudu podchodziła nader swobodnie. Nie mogła się zdecydować na to kim chce być tego dnia w ramach kolejnej porcji zwiedzania, więc rzuciła monetą i wyszło jej całkiem zacnie, że Nico nie będzie miał rudych włosów, ani cycków. Imię się nie zmieniło, podchodziła doń bardzo swobodnie, utrzymując jedno fałszywe, żeby równie skutecznie na nie reagować.Nogi powiodły więc Nicosia do zakładu szklarskiego, na którego witrynie wszystko tak obłędnie wyglądało. Kolory. Mnóstwo kolorów. Tak odmiennie, tak inaczej, tak cudownie. Lekko sfretkowany mózg powstrzymywał się, żeby nie gonić łapami, znaczy dłońmi za odbijającymi się na ziemi światełkami.
– I serio to wszystko z piasku? – z zafascynowaniem przypatrywał się kolejnym cudeńkom. Wyglądał jak przyjezdny. Jak turysta. Kwiaciasta koszula, ciemna karnacja, orientalne rysy wskazujące na półwysep arabski albo jakieś inne Indie. Lokowana czupryna była równie czarna jak jego bardzo czarne oczy, które teraz iskrzyły zachwytem, niepomne na to, że w kieszeni dziura i ani pół knuta nie miał na to, by móc poczęstować się tymi pięknotami.
Musiał wystarczyć mu naturalny talent.
Oczywiście trudno było wsadzić sobie lustro do plecaka, ale Keyleth nie gardziła miniaturowymi ozdóbkami.
– W jaki sposób się robi że to jest takie czerwone? A to nie? A to jest prawdziwe srebro czy tylko wygląda na srebro? Czy to nie jest za ciężkie żeby wisieć na żyłce? Czy w lustra serio można wchodzić? – wyrzucał z siebie pytania z prędkością kogoś bardzo prędkiego, ale też niezbyt mądrego.