Rozliczono - Ambroise Greengrass - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
Nie do końca wiedziała, czego powinni się spodziewać. Nie miała pewności, jak będzie wyglądało jej, ich mieszkanie. Klatka schodowa nie wydawała się być jakoś szczególnie uszkodzona, nie spotkali na niej również nikogo, kto chciałby im zrobić krzywdę, więc może nie było tak źle. To była całkiem miła odmiana w stosunku do tego, co działo się na zewnątrz. Nie dało się ukryć, że miasto pochłonął chaos. Ogień był wszędzie, płomienie trawiły kolejne budynki, sadza, popiół i dym unosiły się nad ziemią. Nie spodziewała się, że kiedyś zobaczy podobną tragedię, na pewno nie na taką skalę. Zresztą, czy ktoś w ogóle myślał o tym, że mógłby znaleźć się w podobnej sytuacji? No nie? Tego raczej nie dało się przewidzieć, chociaż może, jakiś jasnowidz? Nie słyszała jednak by ktoś coś mówił o zbliżającej się zagładzie.
Odetchnęła głęboko, gdy znaleźli się na ostatnim piętrze kamienicy. W tej chwili okropnie żałowała, że jednak nie kupiła te ponad dziesięć lat temu mieszkania na parterze, bo już byliby w środku. No nic, jakoś udało im się tutaj dotrzeć, za chwilę zobaczą Astarotha, tak - tej myśli się trzymała. Co zrobią później? We trójkę skoczą do Corneliusa zobaczyć, czy Fabian jest bezpieczny, tak, to było bardzo ważne. Nie miała bowiem pojęcia, czy Cornelius pracuje, czy Młody znajduje się w domu, czy u ciotki, a jako jego rodzice chrzestni byli poniekąd za niego odpowiedzialni. Musieli upewnić się, że nic mu nie jest. Wszystko jednak po kolei.
Otworzyła drzwi i weszła do mieszkania. W środku panowała cisza, to było aż dziwne. Czy Roth naprawdę nie słyszał tego, co działo się na zewnątrz? Zrobiła krok do przodu. Psy nie przybiegły jej przywitać - podejrzewała, że Triss zabrała je do rodziców, zresztą chyba ją o to prosiła przy ostatnim spotkaniu. Kolejny krok do przodu, nadal żadne dźwięki nie zwróciły jej uwagi. - Roth, kurwa, Londyn się pali. - Czy naprawdę spał? Czy nie usłyszałby tego, co działo się na zewnątrz? Drzwi od jego sypialni były otwarte. To spowodowało, że Yaxleyówna poczuła niepokój. Nie miała pojęcia, co tam zastanie.
Ruszyła się do przodu, ale zakręciło jej się w głowie, przez co oparła się o ścianę. Przymknęła na chwilę oczy, aby się ogarnąć. Dużo się działo, to na pewno było spowodowane tym, co przed chwilą przeżyli. Nawdychała się dymu i ją zamroczyło.
Odetchnęła głęboko, zapomniała jednak, że ma szal owinięty wokół swojej twarzy, więc teraz go zsunęła. W mieszkaniu nie było dymu, przynajmniej tak jej się wydawało - nie płonęło.
Miała nadzieję, że Roise w tej chwili nie wróci do tego, co działo się, gdy byli na zewnątrz, wiedziała, że jej to nie ominie, ale to nie był idealny moment, czuła się chujowo, musieli stąd spierdalać, tylko właśnie Astaroth. Najwyraźniej nie było go w domu? Była szansa, że spał, że wpierdolił te swoje eliksiry nasenne i nadal leżał w łóżku.
Nie zareagował jednak na jej słowa, czy możliwe, że ten sen był, aż taki twardy? Przeniosła spojrzenie na Ambroisa szukając odpowiedzi na wszystkie pytania, które kłębiły się w jej głownie na jego twarzy. Miała nadzieję, że coś z niej wyczyta.