• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[1.09 Miles & Basilius] Nowa twarz, nowa ja

[1.09 Miles & Basilius] Nowa twarz, nowa ja
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#1
17.03.2025, 13:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.09.2025, 12:13 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Millie Moody - osiągnięcie Badacz Tajemnic

Dzień już dawno skiepował się w popielniczce historii. Nie była pewna czemu się snuła po ulicach, z trudem patrząc na siebie w wystawowe okna. Każda godzina tego pieprzonego dnia obfitowała w wydarzenia w słowa, w kryzys goniący kryzys. Musiała oswoić się z nowym uczesaniem i cudzymi słowami, które miały stać się jej codziennością. Na próbę oczywiście, no ale nie chciała gdzieś tam w głębi swojego serduszka zawieźć tych, którzy ładowali w nią hajs i energię. Musiała przetrawić sobie to co przegadała z Brenną. Musiała... Musiała wiele rzeczy i jej się kurewsko nie chciało. Nie wiedziała w tym wszystkim o co jej za bardzo chodziło, ale to akurat nie był wybitnie nowy stan. Buty wbrew oczekiwaniom były całkiem wygodne, choć oczywiście nie tak wygodne jak buty funkcjonariuszki Brygady Uderzeniowej. Dziwne szczypanie na oczach od pomalowanych rzęs nie przeszkadzało jej zbytnio, szczęśliwie wizażystki wzmocniły mazidła tak, żeby nie ścierały się przy pierwszym lepszym władowaniu sobie palców w oczy.

Była zmęczona i bezmyślna, dlatego też nogi potuptały do starej i dobrej miejscówki, która mimo statusu piekarni była otwarta w najbardziej pojebaych godzinach świata. “U Bucky’ego” nie było jak dom, ale stęskniła się za smakiem tej zimnej przelewowej kawy. No i też warto było dać znać staremu Barnesowi, że jeszcze nie umarła.

Oczywiście jej nie poznał, ale w dupie z tym. Tak naprawdę wystarczyło, że otworzyła usta. Domówiła sobie do kawy wyschniętego na wiór pączka, którego lukier miał już zaawansowaną łuszczycę. Po kilku słowach przyjemnie małych, przyjemnie zwyczajnych obróciła się na swoje stałe miejsce. Na ich stałe miejsce.

Widok Basiliusa ścisnął jej żołądek bardziej niż chciałaby to przyznać. Nie widzieli się od czasu tego dziwnego śniadania, gdzie wyjebała mu w twarz kartami i własną histerią. Było jej głupio, nawet jeśli robiła przy nim gorsze sceny, gorsze zwierzenia, gorsze wszystko. Za każdym razem obiecywała sobie, że to będzie ostatni raz i co? Może nie była klątwą jak Brenna rotująca wokół niego w okolicach dziwnie zabawnych dat, wystarczało że była klątwą dla siebie. Z drugiej strony gdzieś miała poczucie, że jeżeli miała kiedykolwiek zdrową relację z facetem, to bardzo prawdopodobne, że Bazyliszek był właśnie tym facetem.

–  Hej przystojniaku… – oparła się o stół biodrem ukrytym w ołówkowej spódnicy. Cięcie włosów łagodnym podwinięciem komplementowały szczupłą twarz, biała jedwabna bluzka pozostawiało sporo tajemnicy wobec ciała, które i tak przy okaji kilku kryzysowych sytuacji musiał opatrzeć. Elegancki lazurowy płaszcz podbijał złoto oczu, podobnie jak niezbyt ekstrawagancji ale istniejący makijaż. Celowo zniżyła głos ciekawa jego miny, znajdując takie rozwiązanie jako skuteczne odwrócenie uwagi od faktu, że obiecała mu że się odezwie szybciej i tego nie zrobiła.
– Czekasz tu na kogoś, czy mogę się dosiąść? – pytając dosiadła się, usta ukrywając w kubku kawy, stawiając przed sobą pączkowego emeryta. Tylko uścisk w żołądku pozostał. Żołądek trudno było oszukać.

Chyba jednak mieli do pogadania.

Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#2
18.03.2025, 01:17  ✶  
Czasami nie był zbyt wielkim fanem swojej własnej sumienności. Spakował się… Tak naprawdę już wczoraj idealnie po to, aby dzisiaj mieć czas na ogarnięcie innych rzeczy. To znaczy idealnie po to, aby wieczorem zorientować się, że tak naprawdę nie miał już nic więcej do zrobienia i mógł siedzieć i myśleć albo o wszystkich potencjalnych problemach, które mogły pojawić się podczas jego podróży do Egiptu, albo o wszystkich możliwych problemach, które mógł zastać po swoim powrocie z Egiptu. Ah, no i była jeszcze sprawa diagnozy Lorien, którą przyniosła jej dzisiejsza wizyta. Może naprawdę powinien robić wszystko na ostatnią chwilę? W ten sposób zamiast zamartwiać się rzeczami, na które nie miał wpływu, zamartwiałby się tym, aby jak najszybciej spakować wszystkie skarpetki, czy coś takiego.

Teoretycznie mógłby też pójść już spać. To byłoby pewnie dobre rozwiązanie, zważywszy na to, że jutro czekała go długa podróż, a on był jednak zmęczony częściej, niż rzadziej, ale… Ale dzisiaj jak na złość zmęczony nie był, a przynajmniej nie tak, aby zasnąć.

Z jakiegoś powodu skończył więc w swojej ulubionej piekarni słynącej z wątpliwych godzin otwarcia i czerstwych bułek, czytając książkę przy gorzkiej herbacie i nadgryzionej cynamonowej bułeczce, która… Była podejrzanie lepsza niż w wielu innych kawiarniach. Sam nie wiedział czemu dokładnie tutaj przyszedł. Zabić czas? A może po prostu liczył, że wpadnie na Millie.

No właśnie, Millie. Martwił się, bo nie odezwała się tak, jak obiecała, ale z drugiej strony… Sam przecież też się nie odezwał tłumacząc sobie, że czarownica zrobi to kiedy będzie gotowa. Bardzo wygodna wymówka, zwłaszcza dla kogoś, kto tej rozmowy się obawiał. Bo przecież w ciągu tych kilkunastu godzin od rozpoczęcia zabawy na plaży, do jego wyjścia z Warowni wydarzyło się naprawdę, ale to naprawdę sporo. Panika na plaży, cichy moment spokoju, gdy już zażegnali kryzys, a potem jej ostra reakcja przy śniadaniu odnośnie ich przyjaźni i wreszcie jego ciche wyznanie. To było dużo. Wystarczająco dużo, by wmawiać sobie, że skoro nie odzywała się do niego to powinien po prostu poczekać. Chociaż… Chociaż mogło też być tak, że Millie naprawdę zaczęła myśleć, że jej nie lubił i… I chyba powinien odezwać się do Millie.

Nagle do piekarni weszła kobieta i nawet skupiony na książce i własnych myślach Basilius, który powoli odkrywał, że zarosty też są atrakcyjne, pomyślał, że była ładna. A potem ta kobieta się odezwała. O kurwa. To była Millie.

Millie zamówiła to co miała, a on w pierwszej chwili po prostu siedział i się patrzył. Millie podeszła do niego i się odezwała, a on dalej oniemiały wpatrywał się w nią, kiedy jego mózg próbował nadać jakiś sens temu co właśnie widział.

Millie. Millie w ołówkowej spódnicy. Millie z nową fryzurą. Millie w makijażu.
– Co się stało?– wydusił z siebie w końcu, bo w tym momencie dotarło do niego, że były tylko trzy możliwe wyjaśnienia. Po pierwsze Millie po prostu się z kimś założyła i najwyraźniej przegrała. To nie było martwiące. Po drugie Millie mogła zostać trafiona klątwą, co było już nieco bardziej martwiące. Po trzecie, Millie mogła przejść załamanie nerwowe, co martwiące było bardzo. Bo przecież nie testowała go w ten sposób, czy naprawdę nie wie, jaka płeć go pociąga, prawda?
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#3
20.03.2025, 21:15  ✶  
– Kurwa Liszek serio? Ale serio? – prychnęła i opadła na swoje miejsce, przy ich stoliku, a śliczne złote oczka przetoczyły się tradycyjnie wewnątrz jej czaszki, chociaż obecnie znajdowały się w okowach makijażu, który czynił je jeszcze większymi. Wbijającymi się w pamięć.
– Mogłeś chociaż nominalnie udawać, że mnie nie poznajesz. No-mi-nal-nie! To z pewnością uczyniłoby mój obecny stan bardziej znośnym. – Owszem, odruchowo chciała usiąść przy stoliku w sposób, który  pozwoliłby jej coś zrobić z nogami. Normalnie jedno kolano powędrowałoby do góry, a stopa wsparłaby się o krzesło tuż przy biodrze, ale obecny stan skutecznie jej to uniemożliwił. Pokręciła się więc trochę na krześle, sarkając wściekle. Kolano w końcu uderzyło jej o blat boleśnie, kiedy próbowała założyć noga na nogę i w końcu oparła się z dramatycznym kurwa na ustach i odchyleniem na oparciu.

– Miles krzesło, zero - jeden. – burknęła i sięgnęła po kubek, by znad niego rzucić kontrolne spojrzenie Basiliusowi. Jak była cicho, to nawet można było się pomylić, że jest dorosłą osobą.
– No więc tak. Testowo zaczęłam nową pracę, a co u Ciebie? – spróbowała, w końcu tyle mieli ostatnio do omówienia, że zwątpiła, czy przyjaciel w ogóle wie o propozycji, którą dostała i nad którą się zastanawiała. – Nie to, że straciłam pracę tam, gdzie no wiesz, normalnie pracuje. Ale ps.. no mój lekarz dalej się nie zgadza, żebym wróciła, więc znalazłam sobie inne zajęcie. – Z zajęć pracowała też nad stropem, ale tego nie mogła mu powiedzieć, bo było to w miejscu, do którego jeszcze nie mógł wchodzić. Przygryzła wargę, przypatrując się lekarzowi w zastanowieniu. Oczywiście rekrutacja nie dotyczyła pierwszej linii, ale i tak, w aurze tego całego umierania i tego co się działo na Beltane. Powinna z nim pogadać o tym, powinna z nim pogadać o tysiącu różnych rzeczy, w których na pewno nie znalazłoby się miejsca na to, dlaczego od tygodnia chodziła struta i wybuchła totalnie bez powodu na niego przy śniadaniu. Powinna.
– Znalazłeś sobie już chłopaka? Albo, chociaż masz kogoś na oku? Mogę Ci pomóc, wiesz zrobić obczajkę.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#4
23.03.2025, 15:40  ✶  
Chyba nie powstrzymał cichego westchnięcia. Westchnięcia zarówno zmęczenia, jak i ulgi, że to jednak nie była klątwa. Chociaż mówiła o jakimś stanie więc może jednak?
– Przepraszam. Witaj piękna nieznajoma. Twe oczy są ładne, a włosy… Też. Tak, proszę uczyń mi ten zaszczyt i usiądź obok mnie – powiedział głosem jak najdalszym od jakichkolwiek tonów podrywu, a spojrzenie jego brązowych oczu bardzo wymownie pytało wystarczy czy mam się wygłupiać dalej?

Przez chwilę obserwował jej zmagania z tym, aby jakoś usiąść na krześle, gotowy zaoferować że jeśli nie będzie się ruszała, spróbuje transmutować jej spódnice w mniej obcisłą, ale ostatecznie, po odniesieniu kilka strat, Moody najwyraźniej jakoś sobie poradziła.

Praca. Niemal odetchnął z ulgą. To nie była klątwą, ani załamanie nerwowe. To była tylko praca.
– Myślałem, że coś ci się stało – powiedział, przejeżdżając dłonią po bladej twarzy. – Ale to dobrze. I jak ci idzie? Co to w ogóle za praca? – Bo to chyba było dobrze, prawda?

Na pytanie co u niego miał już odpowiedzieć, że nie umierał, ale to co powiedziała Millie wybiła go z rytmu i tak jak normalnie pewnie rzuciłby teraz jakąś złośliwą uwagę, tak teraz nieco mało dyskretnie rozejrzał się, czy nikt przypadkiem nie usłyszał, a potem nie do końca wiedział czy skupić spojrzenie na kubku z herbatą, czy przyjaciółce.
– Nie, ja nie. Nie jestem.. To znaczy, cholera, nie wiem. Nie, że chcę… Może być też dziewczyna. Nie, że szukam teraz jakiejś. Nie potrzebuję, abyś... – Westchnął ciężko, policzył w myślach do trzech, a potem nieco się wyprostował. – To… Kiedy powiedziałem, że to konfundujące naprawdę miałem to na myśli. – Przygryzł wargi, zastanawiając się, czy aby na pewno nie chciał szybko zmienić tematu, dopóki była jeszcze taka możliwość. Tylko że hah… Te inne tematy, nie były wcale aż tak mniej niezręczne. – Jak ty… Hm. Podczas śniadania powiedziałaś coś o dziewczynie. Jak… Wiedziałaś?
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#5
25.03.2025, 23:19  ✶  
Machnęła z lekceważeniem ręką na te wymuszone komplementy, zupełnie jakby krążyła jej wokół głowy jakaś wielka tłusta mucha, co akurat w przypadku tego przybytku nie byłoby jakoś wyjątkowo niezwykłe.

– Świetnie, fantastycznie! Czyli, żeby wyglądać nie wiem jak baba, to musi mnie nocny rycerz rozjechać, tak? – pokpiwała sobie, podlewając się przy okazji kawą, opuszkami palców ściągając pojedynczy płatek trędowatej skóry z pączka. – Zostałam biurwą. Znaczy no nie tak dosłownie, jestem asystentką jednego dupka, który tak mnie urządził, przed pierwszym dniem pracy. Zaraz, Wy się powinniście kojarzyć z mojej imprezy urodzinowej, bo w sumie była u niego na chacie. – połączyła fakty. No tak, Basilius przecież był w fazie rekrutacji i sprawdzania. O proszę, będzie można wywiedzieć się co myśli o rodzinie Longbottomów. Tu byli zawsze szczerzy, to nie musiała się martwić, że zamydli jej oczy szpiegowskim pierdololo, prawda?

Jego wyraźna frustracja wcale nie przeszkodziła Moody prowadzić dalej swojej światłej misji wobec przyjaciela. Ludzie wychodzili z szafy, albo nie wychodzili. Prewett był wyciągany z niej za uszy przemocą.
– Mhm, dziewczyna tak jasne. – wróciła stara śpiewka, może bardziej nawykiem, przyjemnością, która wynikała z teasowania go, trykania paluszkiem i patrzenia gdzie tym razem przebiega granica. Bezpieczny temat. Rozluźniła się, wbrew ściszonemu głosowi, wbrew sięgnięciu po różdżkę i mimowolnemu otoczeniu ich nieco ciaśniejszą, mniej przepuszczającą dźwięk barierą. – Tak może być dziewczyna, jak to może być randka. Och skąd wiedziałeś, że to moje ulubione miejsce. Najlepsze pączusie, dopiero po siedmiu dniach wychodzi z nich ich prawdziwy sssmak! – kolejny kawałek lukru wylądował na języku, pełniąc chyba raczej rolę słodzika do kawy niż czegokolwiek innego. Zaraz po tym próbowała usiąść inaczej na krześle i prawie z niego zleciała. Z cichym sykiem frustracji poprawiła się na siedzeniu, ściągając buty i posiłkując się podparciem rąk. Jakoś przeżyje chłodną podłogę. Z wyrazem ulgi na twarzy, położyła stopy osłonięte cienką warstwą eleganckiej pończochy na podłoże.

– O czym my tu… aa… skąd wiedziałam, tak? – jej twarz pomimo maski wciąż pozostała bardzo ekspresyjna. Wciąż mógł wyczytać z niej wiele. Wracające napięcie. Zmieszanie. Ból
– Chciałam jej dopiec. Chciałam, żeby piszczała przerażona jak zeskoczyłam z nią z wieży astronomicznej. A może nic nie chciałam, tylko uciec z zamku i polecieć najdalej jak się dało na północ. Albo najwyżej, aż zabraknie powietrza. Nie wiem. Ale poleciałam w dół razem z nią i wiesz sama jestem drobnica, ale trzymanie jej w ramionach było… – zacięła się, w pełni świadomości, że nigdy nikomu o tym nie mówiła. Mózg nie pomagał, bo sam zaczął zalewać ją obrazami jak ktoś inny trzyma ją w ramionach i było to trudne z obu stron. Wymusiła uśmiech, drobiąc palcami po kubku, unikając bezpośredniego kontaktu wzrokowego.

– Im bardziej wyklinała, tym bardziej chciałam zamknąć jej usta. Im bardziej złorzeczyła na mnie, tym bardziej chciałam… nie wiem, udowodnić jej, że się myli. No ale nie myliła się. Mówiłam Ci, strasznie darłyśmy potem ze sobą koty, z resztą hej, oboje wiemy, że ze mną nie da się na dłuższą metę wytrzymać. –
Próżno było szukać symetryzmu w przebrzmiałym romansie. Ale Eden zawsze wiedziała, za które krucze pióra pociągnąć, żeby Mildred chaotycznie wybuchała frustracją przykrywającą jej niepewność i rozchwianą tożsamość. A kiedy zabrakło już zakochania, zbyt łatwo było szukać emocji w starciu dwóch osobowości. Byle byłyby jakiekolwiek emocje. Więcej emocji. – A tak poza tym, to wydaje mi się, że mi po prostu wszystko jedno. Ludzie są. Seks istnieje. Czasem fajnie być na górze, czasem na dole, chociaż to akurat nie jest zdeterminowane płcią, co nie? – spróbowała nieco luźniej, gdzie nawracający koszmar z przeszłości nieco przeminął. – I ja nie wiem, no w sumie Tobie to powinno być łatwiej rozpoznać co nie? Albo Ci staje, albo Ci nie staje. – Wzruszyła ramionami i dla odmiany wgryzła się w ciastko.

– Myślisz, że jesteśmy jak te pączki? – zapytała absolutnie od czapy. – Coraz starsi, coraz mniej atrakcyjni na rynku? Przez te jebane ciuchy czuję się tak, jakbym zaraz miała skończyć 30 lat. To chujowe uczucie.

Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#6
27.03.2025, 22:53  ✶  
Basilius przewrócił oczami.
– Wyglądasz dobrze. Naprawdę – powiedział poważniej tak, aby Millie wiedziała, że może i przewracał oczami, ale był w swoim komplemencie szczery. Zmarszczył brwi. – Longbottom? Który? – Erik raczej odpadał, więc musiał być któryś ze starszych członków tej rodziny i tak oczywiście pomyślał od razu o jednym, innym Longbottomie, ale przecież tamten jeden, inny Longbottom był Niewymownym, a Millie na pewno nie podjęłaby pracy biurowej w DEPARTAMENCIE TAJEMNIC, prawda? – Wiesz… Longbottomowie bywają szaleni, ale to chyba nie wieszczy dobrze temu państwu, jeśli i oni zaczęli posuwać się do takich tortur.

– Tak dziewczyna. Daj spokój Millie. Czy mam załatwić ci notę od magiuzdrowiciela, że tego typu spódnice zagrażają twojemu życiu i zdrowiu, czy sobie jednak poradzisz? – Kolejne westchnienie, ale kiedy czarownica mówiła dalej, zaczął naprawdę uważnie jej słuchać i im dłużej jej słuchał tym bardziej zaczynał zastanawiać się czemu w ogóle założył, że Millie powie mu coś normalnego i czy przypadkiem on nie robił w swoim życiu romansowym czegoś źle skoro nie miał takich historii. Pod koniec jej monologu ukrył twarz w dłoniach, wziął głęboki oddech i mruknął coś bardzo niewyraźnie, co mogło brzmieć jak Tak, erekcja brzmi jak zdecydowanie łatwiejszy wyznacznik, a potem ponownie odkrył twarz. Może nie powinien w ogóle o to pytać. Zwłaszcza, że to chyba nie był dla niej łatwy temat.
– Nie wiem, jak ty, ale w przeciwieństwie do tego pączka planuję jeszcze trochę pobyć sprawny – powiedział, obrzucając spojrzeniem suchy wypiek. Lukier był bledszy od jego twarzy, więc chyba jednak wygrywał z ciastkiem.

– Nie powinienem był o to pytać, przepraszam, po prostu – Wziął głęboki wdech, wciąż nie patrząc jej w oczy. Może powinien zemdleć. Mdlenie brzmiało jak fajna zmiana tematu. Krew z nosa też byłaby wyjątkowo mile widziana. – To dziwne, wiesz? Nigdy o tym wcześniej raczej nie myślałem. Lubiłem kobiety i tyle. Ale ostatnio coś się wydarzyło, nie nic takiego, nawet się nie szczerz, co sprawiło, że sam nie wiem. Dotarło do mnie, że od zawsze mogłem mieć podobne uczucia co miałem wobec kobiet też do no… nich, ale zawsze interpretowałem je inaczej.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#7
28.03.2025, 08:15  ✶  
– No jak to który, papcio Morfina, opowiadałam Ci o nim tyle razy! To on nauczył mnie czytać karty i wiesz, wypatrywać znaków w otoczeniu. Były takie momenty, gdzie w sumie och… na weselu Blacków w ogóle udawałam jego córkę, śmiesznie było. – Wesele Blacków zasadniczo nie było dla niej śmieszne, zasadniczo też cieszyła się, że ma je za sobą, ale akurat zostanie Melpomeną Longbottom, było jedną z przedniejszych rzeczy, która jej się wydarzyła. – To nie jest tak, że pracuje z nim w Departamencie czy coś. Mam… mam umawiać mu spotkania? Spotykać się z interesantami i no ten.. wiesz, no bo przez Beltane, w sumie nie wiadomo co się ze mną stało, więc powiedział, że to też będzie ogarniać. Nie byłam przekonana, ale zrobiło mi się bardzo miło, gdy mi mówił, że jestem bardzo, bardzo podobna do niego w młodości, tylko na pewnym etapie zabrakło mi krukońskiego przyjaciela. – rzuciła okiem na Basiliusa i zwątpiła. W sumie teoretycznie kiedyś to było ważne z którego jest się domu, ale zbliżyli się do siebie już po szkole, a w szkole Miles co najwyżej kojarzyła ludzi grających w Quidditcha, niekoniecznie innych uczniów. No i Grin. On był jej przyjacielem. Jej bratnią duszą. Ale kiedy się widywali, to raczej ona infekowała go chaosem, aniżeli on ją ogładą.

– W każdym razie wiesz.. – ściszyła głos nagle, lekko przygaszona, co w normalnym ubraniu wyglądała jakby była smutna, teraz zaś bardziej poważna. Dorosła. – Gdybym miała szansę wybierać, to po tysiąckroć wolałabym, żeby to on był moim ojcem a nie ten no… mój ojciec. Wiesz o co chodzi. – Paznokcie niebezpieczenie zahaczyły o nasadę paznokci w drugiej ręce, niebezpiecznie się zagłębiły w nadgryzioną i tak nerwami skórę. Miles nienawidziła mówić o ojcu, choć nigdy nie sprecyzowała dlaczego. Przez moment można było nawet odnieść wrażenie, że jest sierotą nie tylko po matce.

– No powiedz, że nie! – obruszyła się słysząc jego bablanie pod nosem o erekcjach, ale kiedy tak leżał wsparty na własnych dłoniach, mimowolnie przypomniała sobie jego tam, na klifie i zaraz po tym okrzyku (i tak ściszonym magią) zmiękła od razu i uśmiechnęła się, o zgrozo, całkiem łagodnie. Na pograniczu emocji, których nie chciała do siebie dopuszczać.

– Nie przepraszaj. Patrz nie szczerzę się. – Może powinna? Może właśnie powinna dalej się szczerzyć? Kpić? Wypytywać. Zamiast tego położyła dłoń na jego kościstym nieco ramieniu (ale nie powinna się odzywać, ze swoją niedowagą) i powiedziała całkiem spokojnie i całkiem serio, i czasem nie wiadomo co było straszniejsze - dramatyzująca o byle gówno Miles, która wyciągała wnioski przed dokończeniem przez drugą stronę zdania, czy taka właśnie przygaszona, dziwnie powolna, dziwnie cicha, dziwnie… smutna. – Mogłeś też się po prostu zakochać. Takie rzeczy… chyba dzieją się niezależnie od płci. Patrzysz na kogoś i myślisz sobie, że mu ufasz, że dobrze czujesz się w jego towarzystwie, że chciałbyś, żeby taka właśnie osoba, była zawsze gdzieś obok, zawsze gdzieś pod ręką. Że ufasz takiemu komuś, że możesz powiedzieć mu o swoich najgorszych, najstraszniejszych tajemnicach, śmiesznych, głupich, upokarzających… a ten ktoś jest obok. Tu zestaw genitaliów nie ma znaczenia. Głowa nie zawsze kocha jak to co mamy między nogami. – Uśmiechnęła się zabierając oczy z jego twarzy, po czym sięgnęła po jego bułke i ugryzła ją bez pytania, żeby przypomnieć sobie o tym, jak Bucky sypie zawsze za dużo cynamonu, żeby to było dla niej zjadliwe.

– Z drugiej strony wiem, że niektóre laski nawet na swoją cipę nie mogą patrzeć. Mają jakieś tam blokady, nie wiem, obrzydza je to. A co tu dopiero mówić o zajmowaniu się cudzą cipą, co nie? Ja nie wiem. Nie mam z tym problemu. Zdarza mi się  nawet fantazjować o tym, że jestem facetem. Chociaż przy moich gabarytach, to jednak nie wiem. Kiepski byłby ze mnie chłopak co myślisz? – zapytała Millie próbując się nie zastanawiać zbytnio nad tym, czy gdyby dopadł ją ten słynny poltergeist od zmiany płci, to wtedy być może Bazyliszek byłby bardziej chętnym żeby… No właśnie. Żeby co? Zrobiła bardzo głupią minę konfrontując się ze swoimi myślami. Już dawno pogodziła się z faktem, że jej przyjaciel będzie do końca życia jej przyjacielem, bo ona nie jest w jego typie. Czy coś.
– Pójdę po dolewkę kawy, też chcesz? – zapytała nagle i bez względu na odpowiedź poczłapała boso, z butami pozostawionymi pod stolikiem kawiarnianym po więcej picia. Po więcej spokoju. Po więcej rozsądku.


Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#8
31.03.2025, 01:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.03.2025, 10:37 przez Basilius Prewett.)  
Papcio Morfina.

Coś w nim właśnie umarło i umierało z każdą chwilą coraz bardziej, aby - gdy Millie wyjawiła mu, że wolałaby, aby był jej ojcem - ostatnimi siłami wczołgać się do trumny i dokonać samobójstwa.

Kurwa mać. Po prostu kurwa mać. Istniało małe, najmniejsze, minimalne prawdopodobieństwo, że być może, ale tylko być może, podobał mu się mężczyzna, w którym jego przyjaciółka widziała ojcowski wzór. Potrzebował wyjechać do Egiptu teraz. Niech trafi go tam jakaś klątwą i będzie po wszystkim, bo to chyba naprawdę nie miało już sensu.

Papcio Morfina kurwa mać.

Spróbował zebrać myśli i skoncentrować się na innych tematach, niż ten.
– Hm – mruknął, wpatrując się we własne paznokcie. W jego życiu nie było raczej nikogo, kogo chciałby uznać za bardziej wartego bycia jego ojcem. Bardziej skupiał się na tym, jak jego prawdziwy ojciec nie był warty tego tytułu, ale chyba w pewien sposób mógł zrozumieć o co jej chodziło. – Tak, wiem. Prawdziwi ojcowie za łatwo myślą, że zasługują na bycie nimi tak po prostu.

Przeniósł spojrzenie na przyjaciółkę i delikatnie, o ile tylko mu na to pozwoliła, zabrał jej dłoń z dłoni, tak aby przestała próbować oderwać sobie paznokcia od skóry po czym od razu cofnął rękę.
– To brzmi dobrze Miles. Myślę, że… Rzeczywiście to ci może pomóc. Wierzę że to rozgryziesz. – Millie już i tak była tajemnicą więc chyba… Chyba nie było sensu trzymać jej z dala od ludzi i Departamentu, którzy mogli jej pomóc, nawet jeśli zwiększało to prawdopodobieństwo, że odwiedzi go kiedyś w pracy jako ciężki przypadek klątwy. I to nie tak, że nie chciał skomentować krukońskiego przyjaciela inaczej, niż bladym uśmiechem. Po prostu… Informacja, że według samego zainteresowanego, Millie była podobna za młodu do Morpheusa… Tego było chyba dla niego za dużo. Zwłaszcza, gdy mózg zaczął podpowiadać mu starszą wyglądowo Millie w barwnych szatach. Egipt. Egipt i dostanie klątwą. Tak to był plan.

Odwzajemnił słabo uśmiech, wcale nie myśląc o tym, że chociaż brzmiało to jak jakieś ułatwienie, to chyba jednak wolałby, aby jedna część ciała nie była zdradzieckim wyznacznikiem pewnych rzeczy. Zwłaszcza, gdyby ktoś ponownie postanowiłby przyprzeć go do ziemi. I obsmarować ciastem. Przecież to nawet nie brzmiało atrakcyjnie!

– Nie zakochałem się – dodał nieco zbyt pospiesznie, bo ostatnie czego potrzebował to takie sugestie, zwłaszcza że tego, że nie były to tak silne uczucia, był akurat pewny, a potem nie miał nawet pojęcia, kiedy zaczął się śmiać i to naprawdę nerwowo. I coraz bardziej i bardziej, bo to wszystko było tak abstrakcyjnie głupie. Millie, ta sama Millie, która powiedziała mu, że Morpheus mógłby być jej ojcem, właśnie sugerowała mu, że się w nim zakochał. Na Matkę. Gdyby tylko wiedziała. Ale co? Przecież nie mógł powiedzieć Twój nowy tata? Ten, który przyparł mnie pod stołem do ziemi, tak że do dzisiaj o tym myślę? O, a tak poza tym, to wydaje mi się, że kiedyś całkiem podobał mi się twój jeden kuzyn, ale z wiadomych przyczyn tego nie załapałem, a ogólnie to wszystko co mówisz o zakochaniu bardziej pasuje mi do bliskich przyjaciół jak ciebie, niż do jakiś miłości. A ty przestań mówić o byciu facetem kiedy wcześniej już powiedziałaś, że jesteś podobna do Longbottoma, bo już nie rozumiem co się dzieje.
– Przepraszam – wydusił z siebie w końcu, gdy jego ramiona nieco przestały drżeć. – Ja… To ładne to co mówisz. Naprawdę. Podoba mi się. Po prostu… Nie wiem. Chyba jestem tym nieco zmęczony. Nie, nie chcę kawy. Wcześnie rano wstaję.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#9
31.03.2025, 13:50  ✶  
Położył dłoń. I zabrał dłoń. A potem dziwił się, że punktowała jego gejostwo.

Jego śmiech był jednocześnie miły i niemiły i nie potrafiła tego wyjaśnić, ale co najważniejsze - pomagał. Pomagał się ogarnąć, pomagał odejść od stolika, pomagał sarknąć pod nosem cynicznie “tak tak, zakochanie się, to nigdy nikomu nie wyszło na dobre co nie?”. Nie wiedziała za bardzo co ten śmiech oznaczał i jakie słowa za nim stały, bo może gdyby się zaczęła zastanawiać, to ten kołowrotek z chomikiem na sterydach by się jej wyjebał, wyszłaby na boso z piekarni i nigdy nie wróciła. Bo to chyba nie było tak, że Basilius śmiał się z niej? A co jeśli…

Bucky rzucił jej kontrolne spojrzenie, właściwie łypali spode łba przez chwilę na siebie, przy czym Millie wychodziło to lepiej, zwłaszcza teraz, kiedy zostawiła szpilki daleko. Wzięła kawę. Wzięła kolejnego pączka tylko po to, by go skórować z zaschniętego lukru. Wróciła do stolika. Nie podobało jej się, że nie czuje się z nim tak komfortowo jak kiedyś. Nie podobało jej się to, że im więcej słów padało między nimi, takich “na poważnie” tym dziwniej jej było mówić w ogóle.

– Jeśli Cię to pocieszy, to u mnie też jest przejebanie i też za bardzo nie ogarniam tych spraw. Erik powiedział, że powinnam iść do klasztoru i złożyć śluby czystości i wiesz kurwa, chyba to zrobię.– Nie podniosła głowy. Dźwięczny śmiech Liszka odbijał jej się w głowie. Czy byłaby aż tak brzydka jako chłopak? Już kiedyś miała krótkie włosy. Przez bardzo krótką chwilę. – Mój współlokator chyba znalazł znowu kogoś. I… i ten ktoś to ta dziewczyna, z którą spadłam z wieży wiesz. Tamtego wieczoru jak… jak byliśmy na klifach. Wtedy się o tym dowiedziałam. A następnego dnia rano tylko to potwierdziłam więc… Więc jakby… No. Przepraszam, że się tak długo nie odzywałam. To nie jest najlepszy czas dla mnie. Nie tylko ze względu na tę fryzurę czy coś. – Nagle poczuła się taka bardzo, bardzo mała i bardzo, bardzo nieszczęśliwa. – Trzeba iść dalej co? Próbuję być normalna, ale leki nie pomagają mi za bardzo. Pewnie będę iść z tym do Szeptuchy. Mogę… mogę od razu zapytać jak to jest z tymi Twoimi preferencjami. Ona pewnie wie. Ona wie wszystko. – uśmiechnęła się słabowicie i podniosła ku niemu twarz. – Długo Cię nie będzie? – zapytała nagle, nie mogąc sobie przypomnieć gdzie i po co jedzie, ale chciała wiedzieć w jaki dzień, w jaką noc być może jej nogi powinny poczłapać tu, do jednorękiego cukiernika.
– Przywieziesz mi coś? – dodała nieco zaczepniej, choć i tak w tym piecu drwa były raczej wilgotne i syczały parą, zamiast płonąc tak jak Matka przykazała.

Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#10
02.04.2025, 00:38  ✶  
Powoli się uspokajał, uznając, że śmiech śmiechem, ale jego zachowanie skończy się tylko tym, że to Millie zaraz zacznie martwić się o niego, lub Bucky wpadnie w przerażenie, że nieopatrznie dodał coś nieodpowiedniego do cynamonowej mieszanki. Zresztą, co mu miało dać myślenie od tej sytuacji? Musiał po prostu wziąć się w garść, zdystansować od tego wszystkiego i odczekać na tyle długi czas, że to wszystko będzie jedynie żenującym wspomnieniem. Szkoda, że Egipt nie da mu takiej możliwości, skoro wyjeżdżał wraz z Longbottomem, ale Egipt miał trwać jedynie kilka dni, podczas których pewnie nawet nie będą zbyt dużo rozmawiać. Potem będzie spokój.

– Śluby czystości? – spytał, unosząc brew wysoko do góry i zaśmiał się ponownie, tym razem bardziej ciepło, a mniej histerycznie. – Millie, mogę postawić pięć galeonów na to, że tego nie zrobisz. Sto jeśli zaskoczysz mnie i pójdziemy tam teraz – dodał rozbawiony, absolutnie nie wierząc, że Millie mogła mówić to jakkolwiek na poważnie. Zaraz jednak spoważniał.

– Nie musisz przepraszać. Cieszę, że się dzisiaj zobaczyliśmy. Wiesz, gdybyś… Potrzebowała kiedyś przenocować gdzieś poza domem, to mamy wolne sypialnie. Nie będziesz nikomu przeszkadzać. 
Nie, że rodzeństwo, co jedynie jedno z nich dopiero ostatnio się zreflektowało, że może warto by było też gotować w ich wspólnym domu, miało coś na ten temat do gadania.
– Nie pytaj jej o nic związanego ze mną, bo ci doleję do kawy witamin – Groźba, zabrzmiała zadziwiająco stanowczo. – A tak na poważnie to trzymam kciuki, aby wszystko się z nią udało.

Pokręcił głową i wziął łyka herbaty. Był wręcz przekonany, że ją słodził. Czemu więc dalej była tak strasznie gorzka?
– Na kilka dni. Wracam szóstego. Pierwotnie mieliśmy jechać do Kambodży, nie Egiptu, ale... – Zmarszczył brwi. – Musiały wydarzyć się jakieś polityczne sprawy i zmienili zdanie. Jakieś konkretne zamówienia? A i Miles? – Zawahał się na chwilę, czy przypadkiem jej nie zirytuje. – Tak z obiektywnego punktu widzenia. Dobrze ci w tej fryzurze.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Basilius Prewett (4555), Millie Moody (6490)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa