• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Szkocja [1.09.1972, Glenfinnan] Speak, friend, and enter

[1.09.1972, Glenfinnan] Speak, friend, and enter
cytrynowy drops
strach przed imieniem wzmaga strach przed samą rzeczą
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fantastyczny czarodziej o wielkiej mocy, obecnie jedna z najbardziej rozpoznawalnych person w Londynie. Wysoki, o silnym usposobieniu, promieniujący siłą, której nie powstydziliby się najznamienitsi czarodzieje w historii. Odziany w garnitury i magiczne szaty. Od dłuższego czasu zapuszcza powoli siwiejącą brodę.

Albus Dumbledore
#1
23.03.2025, 13:09  ✶  
1 września 1972
Glenfinnan, knajpa Szczeżuja

To był wyjątkowo uroczy, słoneczny acz rześki poranek. Glenfinnan, w języku gaelickim zwane Gleann Fhionnainn, było niewielką miejscowością w Szkocji, znajdującą się przy północnym krańcu jeziora Loch Shiel. Mniej więcej 15 kilometrów na zachód od Fort William. Lecz nie to czyniło je wyjątkowym. Glenfinnan było czymś w rodzaju żywego pomnika, znane z ostatniego powstania Jakobitów. Było żywą historią - przechadzając się po ulicach tego miasteczka można było chłonąć nie tylko wspaniałe, świeże powietrze, doprawione wonią ogromnego jeziora, znajdującego się obok, ale także historię powstania Szkotów. Gdzieś niedaleko tuż przy jeziorze pięła się dumnie ku górze wieża, wzniesiona w 1815 roku, upamiętniająca biorących udział w powstaniu Szkotów. Każda cząsteczka powietrza zdawała się krzyczeć, że to miejsce historyczne, pamiętliwe, wyjątkowe. Że to tutaj się coś rozpoczęło, że to tutaj została rozpalona iskra, wzniecająca ogień buntu. Być może to miejsce zostało wybrane nieprzypadkowo - a być może po prostu Dumbledore lubił smażone ryby, o których krzyczały standy i tablice, rozstawione co dwa kroki.

Krzyk ptactwa znad jeziora był jeszcze niemrawy: było dość wcześnie, ulice dopiero budziły się do życia. Szczeżuja była, w istocie, malowniczą parterową knajpką, która wyglądała jednak na zamkniętą. Na drzwiach baru ktoś przybił tabliczkę: DZISIAJ NIECZYNNE. Czyżby Dumbledore się pomylił w wyznaczeniu miejsca? A może źle napisał datę? Okna gospody miały zasłonięte okiennice, ze środka nie wydobywał się żaden dźwięk świadczący o tym, że w Szczeżui ktoś jest. Jakby ten budynek oraz jego lokatorzy spali słodkim snem, tuląc się nawzajem w - o ironio - objęciach Morfeusza.

MG: Mirabella Plunkett

@Morpheus Longbottom


to the well-organised mind
death is just the next adventure
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#2
24.03.2025, 22:37  ✶  

Małże.

Ludzkie doświadczenie to ciągła zmiana i ewolucja, naznaczona momentami walki i konfliktu, ale także momentami wzrostu i transformacji. W tych momentach przemiany stajemy przed wyzwaniem pogodzenia przeciwstawnych sił w nas samych, znalezienia równowagi i harmonii pośród chaosu i konfliktu otaczającego nas świata. 

Morpheus Longbottom teleportował się do wioski w sposób typowy dla magicznych, z zachowaniem wszelkich środków bezpieczeństwa typowych dla unikania mugoli.

Małże. Tak mało znaczące jedzenie dla biedoty, wyniesione na salony w pięknej aranżacji, kolejny raz opowiadające o tej podwójnej wartości, jako na ziemi, tak i w niebie. Zupa nizin społecznych i przekąska arystokracji. Zamknięcie piasku i przemiana w perłę. W Starożytnym kulcie Artemidy ofiara z małży stanowiła ofiarę dla bogini podczas rytuału przejścia od dziewczynek, które wychodziły spod opieki jej napiętego łuku i dzieciństwa, w ramiona bóstw kobiet dorosłych. Małża, łącząca ich dzieciństwo i dorosłość.

Wziął głęboki wdech, rozglądając się po śniącej wiosce. Po spokoju, którego nie mógł doznać, odkąd poczuł w powietrzu pierwsze nuty gnilnej wilgoci jesieni. Ogień nadchodził i nie mógł nic z tym zrobić, pełzł po skórze, palił jego, palił drzewa, palił wszystko na swojej drodze. Jak wiele było w tym metafory, jak wiele dosłowności. Mógł tylko zagryzać wnętrze policzka, wyjąć z kieszeni cienkiego, czarnego palta, paczkę papierosów i zapalniczkę i zapalić jednego w drodze przez uśpione domostwa. Aż dziwne, skoro była to wioska rybacka, jakby ktoś rzucił na nie zaklęcie słodkiego snu.

Gdy zawiało, podciągnął brunatny golf bardziej pod szyję, miękki kaszmir zapewniał odrobinę komfortu. Odgarnął szpakowate loki z twarzy małym palcem, reszta była zajęta papierosem. Jeszcze nie nawykł do swobodnej fryzury, nie odnajdywał jednak w sobie dość motywacji, ani aby udać się do golibrody ani aby zaczesać je żelem od szwagierki, jak to robił przez ostatnie trzydzieści lat codziennie.

Małże.

Im bardziej staramy się unikać czegoś, czego się wstydzimy, tym bardziej wywiera to na nas silne, magnetyczne przyciąganie, podobne do tego, jak hermetyczne muszle małży przyciągają piasek, pracując razem, aby zamienić go w perłę. Idea ta zawarta jest w łacińskiej frazie In sterquilinis invenitur co oznacza  tyle co w brudzie zostanie znalezione. Tradycja hermetyczna podkreśla znaczenie konfrontacji i integracji naszych cieni, części nas samych, które możemy uważać za nieprzyjemne lub wstydliwe, w celu osiągnięcia duchowej transformacji.

Zignorował znak, który nie był dla niego i uderzył trzykrotnie w drzwi do przybytku.

— Mam nadzieję, że kucharz będzie przygotowywał te twoje słodkowodne małże, nie ty sam. Nie ufam twoim talentom — powiedział do zamkniętych drzwi, jakby to miało być jakieś hasło według pomylonego mózgu jego byłego profesora od obrony przed czarną magią.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
cytrynowy drops
strach przed imieniem wzmaga strach przed samą rzeczą
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fantastyczny czarodziej o wielkiej mocy, obecnie jedna z najbardziej rozpoznawalnych person w Londynie. Wysoki, o silnym usposobieniu, promieniujący siłą, której nie powstydziliby się najznamienitsi czarodzieje w historii. Odziany w garnitury i magiczne szaty. Od dłuższego czasu zapuszcza powoli siwiejącą brodę.

Albus Dumbledore
#3
29.03.2025, 10:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.03.2025, 10:35 przez Albus Dumbledore.)  
Trzykrotne uderzenie zaciśniętą w pięść dłonią potoczyło się po okolicy, a mocny głos Morpheusa dodał do tego dźwięku pikanterii. Z początku nie stało się nic: ze środka knajpy nie dobiegł żaden odgłos, świadczący o tym, że ktokolwiek tam jest. Longbottom nie uzyskał odpowiedzi na swoje jakże krzywdzące słowa, dotyczące zdolności kulinarnych swojego byłego profesora. Stał niczym dumne widły w mniej dumnym gnoju przed drzwiami z napisem DZISIAJ NIECZYNNE, aż do jego uszu dobiegł cichutki szmer.

Zapadki w zamku przesuwały się cicho, a klamka naciskała się sama, by w końcu puściła i pozwoliła drzwiom uchylić się z niemrawym skrzypnięciem. Jedno, drugie uderzenie serca i wnętrze Szczeżui zaprosiło Morpheusa Longbottoma do środka. Wnętrze było rozświetlone kilkoma parami świec, dającymi nikłe, miękkie światło. W knajpie, faktycznie, nie było nikogo.

Nikogo poza jedną jedyną postacią, siedzącą przy stoliku na środku pomieszczenia. Postacią tak dobrze znaną Morpheusowi, nieznacznie starszą, ale z tym samym dobrotliwym uśmiechem, z tym samym przenikliwym spojrzeniem i z tym samym dziwnym otoczeniem, które zawsze pojawiało się w okolicy Albusa Dumbledore'a.
- Twoje słowa mnie ranią, Morpheusie - odezwał się spokojnie, bez cienia żalu w głosie, z tym swoim uprzejmym uśmiechem. Nie wydawał się urażony, bo przecież faktycznie: kochał słodycze, kochał jeść lecz nie potrafił zaklinać magii smaków w potrawach. Nie potrafił sprawić, żeby kubki smakowe były łaskotane przez wytrawne nuty nowych, niecodziennych połączeń. - Zamknij, proszę, drzwi za sobą. Nie martw się, nie jestem odpowiedzialny za zupę. Ja tu tylko jem.
Dumbledore uniósł dłonie w obronnym geście, a przed nim faktycznie: znajdowała się ozdobna, chociaż nieco wysłużona, waza z chochlą, dwa głębokie talerze oraz długie, czyste szklanki i karafka. Woda, tylko tyle miał do zaoferowania, bo przecież w miejscach takich jak to zwykło pić się alkohole, lecz o tej porze dnia nie wypadało. Szczególnie że był 1 września, a Dumbledore powinien pojawić się niedługo gdzie indziej: w Hogwarcie, żeby dopilnować rozpoczęcia kolejnego roku. Żeby przypomnieć, że nie wolno wchodzić do Zakazanego Lasu, żeby zaprosić na wytrawną ucztę i rozpocząć kolejny wspaniały rok, pozwalając dzieciakom odpocząć od tego, co działo się w Anglii.

Szczeżuja była lokalem nadmorskim - nic więc dziwnego, że woń smażonych ryb, tłuszczu, soli oraz czegoś innego, niewypowiedzianego, pchała się do nozdrzy jak nieproszony gość. Dyrektorowi Hogwartu jednak to nie przeszkadzało, a przynajmniej nie dawał po sobie tego poznać. Jego płaszcz i kapelusz spoczywały zawieszone na haczyku obok drzwi, a różdżki nie było nigdzie widać.

MG: Mirabella Plunkett

@Morpheus Longbottom


to the well-organised mind
death is just the next adventure
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#4
30.03.2025, 17:16  ✶  

— Dzień dobry, Albusie — przywitał się już bardziej formalnie Morpheus, widząc sylwetkę swojego dawnego profesora Obrony Przed Czarną Magią. Zabawne, bo pewnie Dumbledore pamiętał go bardziej jako patykowatego chłopaczka z ogromnymi, sarnimi oczami, a teraz nietypowy dla rodzaju homo sapiens sapiens sposób starzenia się czarodziejów sprawiał, że ciężko ustalić różnicę wieku pomiędzy nimi. Longbottom po prostu wiedział, że rozdziela ich ocean doświadczeń i dekad życia, nawet jeżeli to u niego srebrna siwizna połyskiwała niczym klinga Gryffindora na tle czarnego jedwabiu włosów.

Nawet się uśmiechnął, uśmiechem, który teraz po części skrywała równo przycięta, krótka broda. Zawsze uważał Albusa za wybitnie sympatycznego czarodzieja, a jego odmienność bardzo rezonowała z odmiennością młodego wtedy profety, nawet jeżeli przedmiot tego konkretnego profesora przyprawiał go o bezsenność i był powodem, dla którego nie chciał pokazywać swoich świadectw ojcu, póki w Godryku jeszcze chwilę tliła się nadzieja, że jego najmłodsza pociecha również stanie z orężem magii przeciwko ciemności czarnoksiężników i nieprawości. Usiadł koło profesora.

— Mierzę cię swoją miarą, od śmierci głodowej ratuje mnie Malwa. — zażartował, nie bez knuta prawdy, a raczej galeona w tym wypadku. — Muszę przyznać, że jestem... zaskoczony zaproszeniem. Ile lat już się nie widzieliśmy? Chyba jeszcze nie byłeś wtedy Dyrektorem? Chyba że źle liczę? — To stwierdzenie mogło być zaskoczeniem dla byłego belfra, bo Morpheus przedstawiał w Hogwarcie silne powiązanie z linią swojej matki, Slughorn, wynalazców, odkrywców, naukowców. Cyfry były dlań całkowicie logiczne, a czas wyjątkowo w ryzach, jak na kogoś, kto spoglądał namiętnie w przyszłość.

Oczywiście miał swoje podejrzenia, związane z poprzednim hobbistycznym pokonywaniem czarnoksiężników przez Dumbledore'a, z dopowiedzeniami, podsłuchanymi rozmowami, zanim został wciągnięty do sieci. Zawsze wiedział za dużo, nawet jeżeli niecelowo, przez przebłyski przyszłych rozmów, które prowadzili inni, chociażby jego domownicy. Był jednak Niewymownym i jakkolwiek karykaturalnie mroczni lub zabawni by nie zdawali się reszcie, umieli milczeć. Dochowywać tajemnic. Umysły tak poskręcane dziwnością, że gubiły tych, którzy chcieli w nie zaglądać bez przygotowania. Tak przynajmniej mówiono. Morpheus więc domyślał się, dlaczego spotykają się w magicznie opuszczonej wiosce, dlaczego rybacy zaspali, mimo najlepszego czasu na połów ryb.

Wyjął z jednej ze swoich kieszeni magiczne wahadełko, dotykając je i bawiąc się łańcuszkiem przez całą rozmowę, prosty wisiorek bez kamienia, ze srebra, zrobiony w kształt lecącego skowronka, z dziobem wyznaczającym dół i oś ciężkości wahadła. Precyzyjna robota. Spojrzenie czarodzieja jednak nie skupiało się na kierunkach, ale na rozmówcy.


Percepcja ◉◉◉◉◉: Morpheus przygląda się i sprawdza, czy widzi w Albusie coś niepokojącego, odmiennego, dziwne zapachy, maniery, negatywną energię, nerwowe tiki etc.
Rzut W 1d100 - 33
Sukces!


And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
cytrynowy drops
strach przed imieniem wzmaga strach przed samą rzeczą
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fantastyczny czarodziej o wielkiej mocy, obecnie jedna z najbardziej rozpoznawalnych person w Londynie. Wysoki, o silnym usposobieniu, promieniujący siłą, której nie powstydziliby się najznamienitsi czarodzieje w historii. Odziany w garnitury i magiczne szaty. Od dłuższego czasu zapuszcza powoli siwiejącą brodę.

Albus Dumbledore
#5
02.04.2025, 11:12  ✶  
Dumbledore uśmiechnął się lekko, nieznacznie. Uśmiech ten jednak był wyraźny w żółtym, miękkim świetle świec, które rzucały cienie na jego niestarą, acz doświadczoną życie twarz.
- Czas to pojęcie względne, przyjacielu - odpowiedział enigmatycznie, gestem dłoni zachęcając Niewymownego do tego, by usiadł naprzeciwko niego. Tak jak kultura nakazywała, gdy tylko Longbottom zbliżył się do stołu, Albus wstał. W jego ruchach nie było starości, kryła się żywa iskra, uśpiona na ten moment, lecz świadcząca o gibkości mięśni i młodzieńczym wręcz refleksie. - Przeszłość naszego spotkania wydaje mi się tak odległa, że wręcz zakłamana.
Westchnął, nie odwracając jednak od Morpheusa spojrzenia. Jego jasne, przyjazne acz bystre oczy zdawały się świdrować jasnowidza, jakby próbowały przejrzeć na wskroś jego duszę. Lecz przecież to było niemożliwe: nawet Albus Dumbledore nie posiadł takiej mocy. A jeżeli tak, to nie mógł równać się z Morpheusem, który przeszedł okropnie długą, pełną wybojów drogę od chwili, gdy ostatnio się widzieli.

Albus Dumbledore był oazą spokoju. Jego doskonałe maniery, idealny wręcz spokój i opanowanie otulały go niczym całun, którego nie potrafiłeś nigdy przebić: nawet teraz. To nie była oklumencja, to były wybitne wręcz umiejętności aktorskie lub po prostu wspomaganie się dodatkowymi środkami, które pomagają w idealnym panowaniu nad swoimi odruchami. Mimo to oczy... Te oczy - ich nie dało się zamaskować. Czaił się w nich spokojny smutek, który błyszczał pomimo gry pozorów.

- Pozwól, proszę - Albus wygiął lekko nadgarstek, pozwalając by wieko wazy uniosło się, a chochla zanurzyła w zupie. Do nozdrzy Longbottoma dobiegł kremowo-maślany zapach małż i ryb, pozbawiony charakterystycznego odoru portu i śluzu. - Dziwi mnie, że byłem w stanie zaskoczyć kogoś z twoimi umiejętnościami.
To nie była pusta pochwała. W jego głosie przebrzmiewała duma. Duma z tego, że utrzymali kontakt, z tego co Morpheus osiągnął i duma wynikająca z faktu, że byli tu i teraz, razem. Oczy Albusa spoczęły na wahadle, ale nie wypowiedział tego, co zawisło między nimi.

Co jeszcze widziałeś, przyjacielu?

MG: Mirabella Plunkett
@Morpheus Longbottom


to the well-organised mind
death is just the next adventure
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#6
05.04.2025, 09:14  ✶  

—Czasami nawet ciężko stwierdzić, że czas istnieje.  Wszyscy podlegamy rozszerzeniu czasu grawitacyjnego — teoria względności Einsteina, którą ten opisał w 1915 roku, zakładała, że czas płynie inaczej, w zależności od wysokości obiektu. Zupa, która spływała z chochli do miski, w sposób niemoerzalny dla ludzi czy czarodziejów, przebywała w różnych czasach pomiędzy górą a dołem. Eksperyment Hafele-Keatinga, przeprowadzony w październiku 1971 roku, stanowił kluczowy test przewidywań teorii względności Einsteina dotyczących dylatacji czasu. Fizycy zabrali cztery cezowe zegary atomowe na pokład zwykłych samolotów (chociaż Morpheus czytając badanie nie bardzo zrozumiał czym jest lot komercyjny), okrążając Ziemię dwukrotnie, raz w kierunku wschodnim i raz zachodnim. Po zakończeniu podróży porównali wskazania tych zegarów z zegarami pozostawionymi w Obserwatorium Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych. Zegary potwierdziły tę teorię, lot na wschód opóźnił się o (5,9 ± 1,0) × 10⁻⁸ sekundy, a lot na zachód przyspieszył (2,73 ± 0,07) × 10⁻⁷ sekundy.

A mówiono, że mugole nie mogą podróżować w czasie.

— Ostatnimi czasy dymy ognia zaduszają moje widzenie, przyprawiają moje oczy o łzawienie, widzę tylko to, co boli z przejrzystością kryształu. Przeżywałem własną śmierć dwukrotnie w sierpniu, raz z rąk dzikich pnączy, drugi raz w płomieniach. Da się przyzwyczaić. Małże nieczęsto pojawiają się w kontekście zupy w moich kartach.

Wahadełko stuknęło o blat, gdy dziób ptaka zetknął się z polerowanym drewnem, lądując na nim. Łańcuszek owinął się dookoła wisiorka, niczym ouroboros dookoła świata. Morpheus mówił tonem kogoś, komu wróżono śmierć od młodego wieku i kto poznał jej znaczenie w dużo gorszej formie, niż ta ciała. Mając te czterdzieści dwa lata (i dużo więcej biorąc pod uwagę czas, który przeżył, och ten względny czas, gdy żyło się w przeszłości i przyszłości, gdy spotykało się przestrzeń, a nie w niej było, gdy ani miejsce ani pora w rzeczywistości nie miały znaczenia), przeżył tak wiele śmierci swojego ego, swojego id, łamał prawa fizyki, że czasami zastanawiał się, czy można go w ogóle zabić w sposób, który miałby znaczenie.

— Wyczuwam od ciebie smutek. Dlaczego tu jestem?

Włożył łyżkę do zupy, zamieszał i popatrzył swoim trzecim okiem na parę, która się unosiła w powietrzu, jakby szukał znaków, sedna sprawy w słowach od przeznaczenia, utkanych w wodzie w stanie lotnym.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
cytrynowy drops
strach przed imieniem wzmaga strach przed samą rzeczą
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fantastyczny czarodziej o wielkiej mocy, obecnie jedna z najbardziej rozpoznawalnych person w Londynie. Wysoki, o silnym usposobieniu, promieniujący siłą, której nie powstydziliby się najznamienitsi czarodzieje w historii. Odziany w garnitury i magiczne szaty. Od dłuższego czasu zapuszcza powoli siwiejącą brodę.

Albus Dumbledore
#7
11.04.2025, 11:20  ✶  
Albus uśmiechnął się lekko, a w jego oczach odbiło się współczucie. Niełatwo było przewidywać własną śmierć, szczególnie jeżeli nie byłeś pewny, kiedy dokładnie ona nastąpi. To było przekleństwo osób, które posiadały trzecie oko - i chociaż nie wydawało się, by Dumbledore również je posiadał, to on przynajmniej pogodził się z kresem własnego życia, chociaż nie wiedział, kiedy on nastąpi. On mógł powiedzieć śmierci "jeszcze nie dzisiaj" - czy Morpheus mógł zrobić to samo? Czy pogrążał się w wiecznym cierpieniu, po prostu odrobinę przesuwając w linii czasowej swój koniec? Ile razy jeszcze zdoła to zrobić?
- Małże to interesujące stworzenia, tak jak sam zauważyłeś w liście - powiedział miękko, odwracając głowę. Nie uciekał wzrokiem, jego oczy spoczęły na obrazie, który wisiał na ścianie. Wpatrywał się w niego przez chwilę, przyglądając się - a jakże - otworzonym małżom, pełnych różnokolorowych pereł, znajdujących się pod taflą jeziora. A może morza? - Mam wiele talentów, lecz nigdy nie uda mi się chociażby zbliżyć do uwieczniania rzeczywistości w tak realny sposób.
Odezwał się nagle, nie odwracając wzroku od obrazu.
- Istotą prawdziwej mądrości jest uznanie swojej niższości wobec talentów innych. I chociaż nigdy nie będę osobą, którą określicie za "prawdziwie mądrą", to uginam karku przed dziedzinami, o których nie mam pojęcia - Albus Dumbledore w końcu powrócił wzrokiem do Morpheusa. W jego oczach już nie było smutku - była nadzieja. Iskiereczka, taka malutka, lecz doskonale widoczna. Zapał, który sugerował, że obecny dyrektor Hogwartu wciąż jest młody, głęboko w środku, mimo fizycznego wieku. - Nie uważasz, że czystą głupotą jest ukrywać przed kimś, kto widzi przyszłość, wydarzenia które mają nadejść?
Zapytał retorycznie, sięgając w końcu po łyżkę. Nie uniósł jej jednak do ust, starannie nabierał zupę, próbując ominąć pietruszkę, którą ktoś wrzucił dla smaku.
- Jak myślisz, dlaczego chciałem się z tobą spotkać? I jak myślisz, ile wiem ja o tobie i twoich wizjach, a ile ty wiesz o tym, co teraz powiem? - uniósł spojrzenie na Morpheusa, a potem uśmiechnął się. - Poza oczywistością, że nienawidzę pietruszki. Nie oszukujemy, Morpheusie.

MG: Mirabella Plunkett

@Morpheus Longbottom


to the well-organised mind
death is just the next adventure
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#8
06.05.2025, 12:36  ✶  

Było to zabawne, ostatecznie, gdy wizja śmierci staje się tak realistyczna, że jest aż wspomnieniem. Rzeka Styks jest szeroka i głęboka, nie ma kompasu, nie ma mapy, tylko drut kolczasty i ściany z betonu. Dwa obole w dłoni na bezpieczną przeprawę i łyk wody zapomnienia z Lethe. Wielka afera życia, a później już tylko limbo.
Morpheus zaśmiał się, szczerze, chociaż krótko, z głębi brzucha.

— Przyszłość i przeszłość nie są liniami. Bardziej przypominają… Mapę starożytnego Londynu, z uliczkami, przesmykami i rozwidleniami. Nie tylko to nie jest głupie. To całkiem możliwe. Gdybyśmy mieli wgląd do pełni przyszłości, przezywanie każdej chwili byłoby jedynie doświadczeniem wspomnienia, jednak, wiedząc, że Derwin umrze, i tak wsiadłbym na prom do Grecji, wiedząc, o wszystkich okrutnych rzeczach, które powiedziałbym, i tak bym to zrobił, a następnie powiedział: oto dokonało się. Tylko dlatego, że taka jest wola przeznaczenia. A ja widzę jedynie pojedyncze zdania z księgi losu. Tak, łatwo mnie oszukać, zwieść, bo percepcja czasu jest… Inna. Nie jest to głupotą, może oddalić to, co zostałoby potwierdzone wcześniej, a wielokrotnie właśnie to wystarczy.

Oparł się na krześle, zacisnął dłoń na łyżce. Hamował samego siebie, aby nie zacząć paplać o teologii czasu i jego względności oraz strukturach, mógłby godzinami, a przecież nie o to chodziło.

— Uważam, że oboje wiemy dużo więcej, niż chcemy przyznać, ale na pewno mniej, niż chcielibyśmy wiedzieć. Uważam, że wezwałeś mnie, bo jest w tobie lęk. Bo opór jest zbyt słaby, bo coś gnije w środku, a ty masz na głowie dzieciaki w Hogwarcie i nie potrzebujesz jeszcze martwić się o te, które są już poza jego murami. Bo rozumiesz władzę, to, że potrzebujemy, aby serce Ministerstwa nie leżało w miałkim statusie quo, tak łatwym do zmanipulowania. I wiem, że jakakolwiek byłaby moja stancja wobec... tego wszystkiego, jestem umoczony za samo nazwisko. Bierność za to nie leży w mojej naturze, w kosmogramie mam głównie ogień. — Zamieszał łyżką w zupie. — W przeciwieństwie do dobrej kuchni, tego wybitnie nie rozumiesz, ale nie obwiniam cię za to nazbyt, nie wspominam jedzenia z Hogwartu z jakimś sentymentem.



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
cytrynowy drops
strach przed imieniem wzmaga strach przed samą rzeczą
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Fantastyczny czarodziej o wielkiej mocy, obecnie jedna z najbardziej rozpoznawalnych person w Londynie. Wysoki, o silnym usposobieniu, promieniujący siłą, której nie powstydziliby się najznamienitsi czarodzieje w historii. Odziany w garnitury i magiczne szaty. Od dłuższego czasu zapuszcza powoli siwiejącą brodę.

Albus Dumbledore
#9
08.05.2025, 09:04  ✶  
Dumbledore uśmiechnął się kącikiem ust. Pozwolił Morpheusowi mówić, samemu zanurzając łyżkę w zupie. Smakował ją, jeszcze nie unosząc jej do ust. Napawał się jej widokiem i smakiem - wszak jadło się nie tylko ustami, prawda? Pochłaniał danie wszystkimi swoimi zmysłami, jednocześnie otwierając uszy na to, co mówił jego przyjaciel.
- Jesteś bystry, Morpheusie. Nie każdy potrafi przejrzeć na wskroś moją duszę tak, jak ty to robisz - powiedział, wcześniej jednak kosztując zupy. Zanim przemówił, starannie wytarł usta papierową serwetką. Podniósł jasne spojrzenie na Longbottoma: w jego niebieskich tęczówkach nie widać było strachu, lecz nie musiało go być widać. Albus byłby głupcem, gdyby nie niepokoił się doniesieniami, które dostawał od swojej sieci. Morpheus miał rację: on miał na głowie Hogwart, bezpieczeństwo dzieci. Miał na głowie kształcenie przyszłych pokoleń, nawet on nie był w stanie być w kilku miejscach naraz... A może był w stanie, tylko nie chciał? Akurat Longbottom powinien być świadomy zagrożeń, które wiązały się z byciem w wielu miejscach naraz. - Dlatego chciałbym, żebyś dalej wykorzystywał swój dar w słusznej sprawie. Bierność nie leży w naturze nikogo, kto jest w Zakonie.
Czy to był pierwszy raz, gdy użył w jego obecności tej nazwy? Możliwe, chociaż na pewno sama nazwa Zakon Feniksa nie była mu obca. Ciszę przerywało jedynie ciche dzwonienie łyżek o miseczki.
- Jesteś kim więcej, niż tylko naszym przyjacielem, Morpheusie. Robisz więcej, niż po zwykła osoba, która chce pomóc. To właśnie ten brak bierności, który nie leży w twojej naturze, skłonił mnie do tego, by się z tobą spotkać. Twoja wizja jest niepokojąca, ale do jesieni mamy jeszcze dużo czasu. Jak sam wspominałeś: nie jest wykluczone, że w ogóle się nie spełni. Ale wiesz doskonale, że przezorny zawsze ubezpieczony. Wiem o twojej akcji ze zbieraniem wody, to był mądry ruch - usta Albusa rozciągnęły się nieznacznie w lekkim uśmiechu. Czy do Morpheusa dotarły informacje, że ktoś niezbyt uczciwie podszedł do sprawy i podkradł część wody z beczek do siebie? To nie miało znaczenia, ważna była ilość litrów. - Bądź nam nie tylko przyjacielem, Morpheusie, ale igłą w kompasie. Wskazuj nam drogę, wykorzystuj swoją mądrość do tego, by subtelnie nakierowywać młodszych od nas, którzy mają gorące głowy. Bądź im głosem rozsądku, który jest na równi z nimi, lecz jest wyżej ze względu na swoje doświadczenie i dar.
Dumbledore odłożył łyżkę na serwetkę. Świdrował Morpheusa spojrzeniem - to była prośba, owszem, lecz czyż Morpheus już tego nie robił? Czy nie był na równi z innymi członkami Zakonu, czyż nie doradzał im i nie studził zapałów młodszych od siebie, którzy byli w gorącej wodzie kąpani? Ta rozmowa była wszak tylko formalnością, acz czaiło się w niej coś jeszcze. Niewypowiedziana prośba zawisła między dwójką przyjaciół.

Pisz do mnie listy, Morpheusie. Pisz to, co widzisz, pisz to, co czujesz i gdy dzieje się źle. Informuj mnie.

MG: Mirabella Plunkett


to the well-organised mind
death is just the next adventure
ceaseless watcher
Vigilo, opperior, Audio.
wiek
43
sława
IV
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny
Średniego wzrostu czarodziej (176cm), ubrany w modne szaty, szpakowate loki sięgają mu za ucho, a na twarzy nosi dość długi zarost, broda jest w wielu miejscach siwa. Ma ciemne, niemal czarne oczy. Emanuje od niego bardzo niespokojna energia.

Morpheus Longbottom
#10
26.05.2025, 08:31  ✶  

— Mógłbym powiedzieć, że mnie przeceniasz, ale potrzeba jednego dziwaka, aby przejrzeć drugiego — Morpheus wypowiedział raczej pejoratywne określenie w sposób tak czuły, jakby oznaczało coś zupełnie innego, coś dobrego. Prawdopodobnie tak to właśnie widział.

Zeusie, wszechwiedzący i niewzruszony, Ty, który porządkujesz świat boskim rozkazem, spraw, by pokój, mądrość i ochrona były moim udziałem. Niech Twój piorun odstraszy zło, a Twój głos niech będzie drogowskazem. Ty, który zsyłasz deszcz dla płodności ziemi i ogień, co oczyszcza i broni sprawiedliwych, Ty, który spojrzeniem ogarniasz całość wszechrzeczy, przybądź łaskawie w blasku swojej chwały.

— Postaram się spełnić twoje oczekiwania Albusie, ale potrzebuję jaśniejszych wytycznych. Ostatnio na spotkaniu mocno ścięliśmy się w temacie tego, kto powinien być w ogóle brany pod uwagę i wiem, że mam za mały staż, aby otwierać w ogóle szeregi Zakonu, ale znalezienie wpływów niekoniecznie świadomych, w Ministerstwie, wydaje się mi niezbędne, abyśmy wiedzieli, kto jest z nami, a kto przeciwko nam i żebyśmy trzymali w ryzach narrację i legislację. — Tak łatwo było pogrążyć kogoś, będąc przeciętnych pracownikiem skarbówki, usunąć kilka dokumentów i zatrzymać wypłatę do wyjaśnienia, rozłożyć dłonie. Morpheus zdawał sobie sprawę ze swojego przywileju bogactwa, że jego nie dotyczył jego pasek wypłaty, biorąc pod uwagę zebrane bogactwa.

— Wiem, że sędzia Robert Crouch ma sprzyjające nam poglądy, a to może być ważna figura na szachownicy, nie pamiętam, czy kwestie związane z większościami w Wizengamocie jakoś się zmieniły od czasu mojego stażu. Pewnie już słyszałeś o Shafiq'u, przełożonym Jonathana, ale rozumiem możliwość rezerwy, jest specyficzny i nie daje wrażenia godnego zaufania w kontekście ideologicznym. — Machnął ręką, jakby to była rozmowa nie teraz. — Zresztą teraz trzeba bardziej skupić się na wizji ognia. Wiesz może coś, co mogłoby nam przybliżyć, co to może być? Ktoś jeszcze miał wizję?

Coś w sposobie mówienia Longbottoma miało swojego rodzaju zacięcie, które błyszczało nieco mrocznie, jak świadomość, że krok Brenny, aby wciągnąć wujka w tę grę, był dobrym ruchem, bo miał głowę pełną systemowych zmian, aby rzeczywiście zablokować wpływy, że myśli w znacznie szerszych hasłach niż ratowanie jednostki, jeżeli mu tylko na to pozwolić. Dora spanikowała, że narażają przyjaciół. On mówił, że lepiej umrzeć u boku przyjaznej twarzy i poświęcenia są niezbędne. 



And when I call you come home
A bird  in your teeth
the end is here
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Albus Dumbledore (2069), Morpheus Longbottom (2261)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa