• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue

[10/09/72] I don't make mistakes. I make... „Spicy decisions” | Benjy, Prue
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#11
27.04.2025, 19:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.04.2025, 19:24 przez Prudence Fenwick.)  

Dla Bletchley to wszystko było nowe, nowe miejsce, nowe relacje, nowe uczucia. Jej idealny świat, w którym żyła dotychczas, nieco się zmienił. Próbowała się w tym odnaleźć, ale wychodziło jej to tak jak widać. Skończyła, w sumie to zaczęła od upijania się o poranku, w zupełnie nieznanej rezydencji. Mogła być bardziej odpowiedzialna, ale chyba nie do końca miała zamiar postępować według tych starych schematów, bo nie do końca się to sprawdziło. Ostatni czas pokazał jej, że wszystko może bardzo szybko się zmienić, odwrócić, nie mogła sobie ułożyć i zaplanować każdej chwili. Zaczęła doceniać te niespodzianki, które przynosił jej los. Wprowadzały dziwną lekkość do jej życia, która też była dla niej czymś zupełnie nowym.

Tak właściwie to nigdy nie zastanawiała się zbyt głęboko nad tym, czym było spowodowane jego zachowanie w przeszłości, faktycznie w pewnym momencie nieco zaostrzył swoje metody i teraz zaczęło do niej docierać dlaczego to zrobił. Może i była bystra, może widziała więcej, ale nie w tym przypadku. Nie sądziła, czym mogło to być spowodowane, wtedy nieszczególnie miała chęć się nad tym zastanawiać, zresztą, czy był sens w rozkładaniu na czynniki pierwsze dlaczego każda z osób była dla niej nieprzyjemna? Zabrakło by jej czasu na książki, czy coś, gdyby to robiła.

Zraniła go wtedy, tak, na pewno musiał odczuwać to odrzucenie, chociaż nawet nie było ono celowe, robiła to zupełnie nieświadomie nie chcąc znaleźć się w kolejnej sytuacji jako ofiara. Reagowała na jego zaczepki bardzo intensywnie, może nawet bardziej niż na wszystkie inne, bo czuła, że miała pewien parasol ochronny - przyjaźnił się z jej bratem, nie było szansy na to, żeby przekroczył jakąś ostateczną granicę.

Teraz gdy wyjaśnili sobie przeszłość, mieli jakąś przyszłość, czy tam teraźniejszość próbowała na nowo sobie to wszystko ułożyć. Nie było to wcale takie proste, zważając na to, że w przeciągu dwóch dni zdążyła go już pocałować, ba, wcale tego nie żałowała, a teraz zaczynali się ze sobą przyjaźnić, cokolwiek miało to znaczyć. Dawno nie wydarzyło się tak wiele w jej nudnym życiu w przeciągu tak krótkiego czasu, a to wszystko było spowodowane obecnością tej jednej osoby, która stała bardzo blisko niej.

Nie sądziła, że powinna zbyt wiele o tym wszystkim myśleć, ale też nie do końca umiała wyzbyć się z głowy tych przemyśleń. Alkohol jej tego nie ułatwiał, on też jej tego nie ułatwiał, bo stał przed nią, wyglądał tak, że nie mogła od niego odwrócić wzroku, zresztą sam patrzył na nią w ten sposób, że przeszywał ją wzrokiem na wskroś, miała wrażenie, że dokładnie wie, jak się czuje w jego obecności. Na pewno to zauważył. Mniejsza o to, że sama jeszcze nie potrafiła tego określić jednym słowem, ale coś się działo, coś wisiało w powietrzu.

- Nie chodzi o Ciebie, po prostu doświadczenie nauczyło mnie, że warto być gotowym na każdą ewentualność. - Nie chodziło o niego, nie, mogło to tak zabrzmieć, właściwie po raz kolejny nie do końca specjalnie go oceniła, wrzucając do wora swoich wcześniejszych doznań i historii, które kiedyś ją spotkały. Nie powinna tego robić, ale chciała po prostu mu pokazać, że była w stanie to zrozumieć, tak właściwie zupełnie niepotrzebnie, bo przecież powiedział jej, że to ona jest prowodyrką tego, co teraz robili i właściwie to miał rację.

- To całkiem rozsądne, jakbyś sukcesywnie gubił wszystkich po kolei, to w końcu zostałbyś sam, zabawa nawet najfajniejsza, samemu, nie może dorównać tej z kimś innym. Rozumiem Twoje podejście, ma sens. Dobrze, że awansowałam w tej hierarchii, nie muszę się już niczego obawiać. - Tak właściwie to większość słów, które padały z jest ust miały sens, nie miała pojęcia, jak to było możliwe, że kiedyś uznawała go za buca, jak widać wystarczyło kilka rozmów, aby dość szybko zmieniła swoje zdanie, kto wie co będzie dalej.

- Z tym bym trochę polemizowała, może zaczęłam Ci ufać, ale nie jestem, aż taka naiwna Benjy, nie sądzę, że w przypadku odpowiedzialności mogłeś się, aż tak bardzo zmienić. - Pokazywał jej to już zresztą, nie miał problemu z tym, aby przebijać się przez ogień z obcą kobietą na plecach, czy to było odpowiedzialne, no nie, wcale, jasne była mu za to wdzięczna, ale to świadczyło samo o sobie. Doceniała to, że nie zamierzał latać, obawiała się jednak, że latanie mogło nie być jej jedynym problemem, który mógł się po drodze pojawić.

- Skoro tak mówisz, to na pewno tak jest,  idealnie skrojona, czekała, aż się tutaj pojawię. - Jasne, mieli być ze sobą szczerzy, więc na pewno tak musiało być. Nie, żeby jakoś szczególnie przejmowała się niepasującą kurtką, może na co dzień nosiła się nieco inaczej, ale nie miała jakiejś niebotycznej obsesji na punkcie tego, aby wyglądać idealnie. Bardziej przejmował ją sam gest, chęć zaopiekowania się nią, nawet w takich drobnych szczegółach, jakim było martwienie się o to, czy nie będzie jej zimno. Przyjaźń niosła ze sobą póki co daje pozytywy, których się nie spodziewała.

Nie prowokowałaby go jednak tak chętnie, gdyby to miała być tylko przyjaźń. Wchodziła w te gierki słowne, właściwie to pociągała dalej te nie do końca niewinne żarty. Właściwie całkiem naturalnie jej to przychodziło w jego przypadku, nie była taka zachowawcza jak zawsze. Może chciała zobaczyć, czy faktycznie jest w stanie trochę przesunąć granicę, co chwilę to robili, nie wydawało jej się bowiem, aby przyjaciele zachowywali się w ten sposób.

- Będziesz dopiero sprawdzał, czy robią taki klimat, to też wcześniej tego nie robiłeś? Czyżby to było coś nowego i dla Ciebie? - Nie wydawało jej się, że tak będzie, ale nie miała najmniejszych oporów przed tym, aby go o to spytać. Właściwie to dobrze było wiedzieć, że i on robił coś przy niej pierwszy raz. W sumie sprawiał wrażenie osoby bardzo doświadczonej we wszystkim, przynajmniej przy niej, która raczej zawsze trzymała się pewnych znanych sobie zachowań.

- Nie może być inaczej, radzisz sobie z każdym problemem, co? - Przyjmował każde jej wyzwanie bez momentu zawahania, jakby to było nic takiego. Był okropnie pewny siebie i swoich możliwości, i jak kiedyś przeszkadzało jej to jego zadzieranie nosa, tak teraz było zupełnie inaczej.

- Grunt to znaleźć swoją niszę i się w niej realizować. Widać, że to sprawia Ci radość, oczy Ci się błyszczą jak mówisz o tej swojej odpowiedzialności - Wspomniała jeszcze o tym drobnym szczególe, który dostrzegła patrząc na jego twarz. - Nie muszę go pytać, wierzę Ci na słowo, to na pewno było ciekawe spotkanie. Wydajecie się być z podobnych światów. - Wiadomo, jak to bywa, kiedy trafi się na kogoś sobie podobnego, albo można bardzo szybko złapać wspólny język, albo zupełnie przeciwnie. Była pewna, że skoro Benjy wyciągnął tą sytuację, to na pewno miał na myśli tę drugą wersję. Mignęła jej gdzieś dzisiaj nawet, ta bardzo specyficzna kobieta, która chyba była blisko z Ambroisem, nie umknęło jej, że Greengrass dosyć szybko gdzieś z nią zniknął, całkiem zabawne, bo wydawali się być swoimi zupełnymi przeciwieństwami.

- Nieźle, teraz to Ty mnie uciszać? Szybko poszło, wiesz, że też tego nie lubię, co nie? - Byli pod tym względem siebie warci. Bletchley również nie znosiła sugerowania jej, co powinna, a czego nie powinna robić, gdyby była mniej pijana pewnie zaczęłaby właśnie jakiś długi monolog na temat tego, że nie powinien ograniczać jej wolności, czy coś, ale wybrała bardziej polubowną drogę, bo tak czy tak musiała to zrobić, skoro postanowili, że wybiorą się razem na przejażdżkę.

Jej zmagania nie należały do najłatwiejszych, zdecydowanie sobie nie poradziła z tą mogłoby się wydawać całkiem banalną czynnością, jednak jej własna koordynacja nieco ją zawiodła. Nie miała złudzeń, nie była na to gotowa, mimo wszystko zareagowała śmiechem na te swoją nieporadność. Nie zakładała, że pójdzie jej aż tak źle, cóż, bywa. Nie pozostawało jednak nic innego jak po prostu to wyśmiać, przecież to nie był powód do irytacji, czy zdenerwowania.

Na szczęście Benjy czuwał i nie pozwolił jej przypadkiem spaść na ziemię, nie było tak wysoko, upadek na pewno nie byłby szczególnie bolesny, ale wolała go uniknąć. Znowu ją uratował przed zrobieniem sobie krzywdy, to stało się czymś normalnym dla tych interakcji między nimi, co chwila ratował ją w tych dziwnych sytuacjach do których doprowadzała.

Znajdował się blisko, tak, blisko, że czuła ciepło jego ciała, a to nie wróżyło niczego dobrego. Uniosła nieco głowę, aby mu się przyjrzeć, nie mogła się powstrzymać, nie chciała uciekać wzrokiem, chociaż ponownie pojawiło się to dziwne napięcie, a atmosfera miedzy nimi znowu się zagęszczała. Zdarzało się tak coraz częściej, miała wręcz wrażenie, że za każdym razem, gdy znajdowali się tak blisko siebie.

W końcu z jego twarzy zniknął uśmiech, wydawał się być dużo poważniejszy, niż jeszcze chwilę wcześniej, nie do końca wiedziała, co to oznacza, ale raczej zakładała, że czuł to, co wisiało w powietrzu, to nie mogło być jednostronne, to dziwne przyciąganie, które zauważyła. Nie mogła oderwać od niego wzroku, wpatrywała się w oczy mężczyzny, chciała z nich wyczytać cokolwiek, jednak nie do końca potrafiła to zrobić. Był dla niej zagadką, ciągle, nie sądziła, że kiedyś się to zmieni.

Przyjemne ciepło zaczęło rozchodzić się po jej ciele, krew zaczęła buzować jej w żyłach, rozumiała co to oznacza, wiedziała co się działo, zaczynała tonąć w tych ciemnych, brązowych oczach, jeszcze chwila i po raz kolejny przekroczy granicę. Trudno było tego nie zrobić, gdy znajdował się tak blisko. Przygryzła dolną wargę starając się jakoś powstrzymać przed tym, co i tak było nieuniknione, nie kiedy nie była w stanie w pełni zapanować nad swoim ciałem, alkohol powodował, że podejmowanie irracjonalnych decyzji przychodziło jej dużo łatwiej, wiedziała, że nie powinna tego robić, w głębi duszy czuła, że to nie jest właściwe, ale chyba gdzie po drodze zgubiła swój instynkt samozachowawczy.

W tej chwili naprawdę chciała tylko jednego, swoją drogą nigdy w życiu nie pomyślałaby, że będzie marzyć o tym, aby to właśnie on chciał przekroczyć granicę i żeby zabrał ją w tym ze sobą. Życie bywało okropnie przewrotne.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#12
27.04.2025, 22:48  ✶  
Uniosłem wysoko brwi, czując się rozbawiony tym komentarzem. Zacisnąłem lekko usta, próbując ukryć rozbawienie, które mnie ogarnęło. Wiedziałem, że Prudence z pewnością zauważyła moje niedopatrzenie, ale nie zamierzałem się tym przejmować, bo w sumie mi o to chodziło.
- Mas mnie, nic szię nie zmieniłem, nadal jesztem tym samym bogatym, nieodpowiedzialnym dupkiem, tylko udaję biedaka dla jaj. - Spojrzałem na nią z lekkim błyskiem w oczach, czekając na jej reakcję - jednocześnie czułem, że to, co się między nami dzieje, jest jak gra, w której oboje dobrze się odnajdujemy, więc granice dobrego wychowania są tylko po to, by je czasem przekraczać. Mogłem jechać i po sobie, i po niej - nijak nie miało nas to skrzywdzić, a wręcz mnie bawiło, ją chyba trochę też.
Właśnie dlatego ją lubiłem - za tę jej niezależność, za to, że nie dawała się łatwo złapać w moje sidła, choćby nie wiem, jak się starałem. Jednak w tym momencie czułem, że muszę zachować pewną ograniczoną formę swobody, by nie przekroczyć granicy, której jeszcze nie do końca rozgryzłem. Podchodzenie do niej z lekkim żartem było chyba najlepszym sposobem, by utrzymać to nietypowe dla nas napięcie pod kontrolą. Szczególnie, że ona robiła to samo. Uniosłem lekko brwi, czując się rozbawiony tym komentarzem, bo Prue była naprawdę wprawna w odbijaniu lekko sugestywnych zaczepek - robiła to znacznie szybciej, niż w czasach, gdy się znaliśmy.
- Własiwie to tak, Pludence, jeszteś pielwsą dziewszyną, któlą tu po klyjomu zaplowasiłem. Niestety, pszez to zupełnie szię nie pszygotowałem. - Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej, rzucając jeszcze jednym żartem, który miał ją zbić z tropu, bo mogłoby się wydawać, że to powinna być jaskinia do przyciągania laseczek - otóż nie. Nigdy tego nie robiłem w taki sposób, zresztą, wbrew pozorom, w czasach szkolnych, gdy byłem jeszcze na stałe w Wielkiej Brytanii, wcale nie byłem aż takim babiarzem - raczej sprawiałem wrażenie, niż sypiałem, z kim popadnie.
Czekałem na jej reakcję - niby wiedziałem, że jest bardzo mocnym przeciwnikiem, ale nie aż tak, jak się okazywała, choć z drugiej strony, czy tak naprawdę można ją było nazwać przeciwnikiem? No, nie do końca. To było to, co najbardziej w niej polubiłem podczas tych dwóch poprzednich interakcji - ta jej nieustająca równowaga między wyzwaniem a fascynacją, jaką we mnie wywoływała. Nie chciałem myśleć o tym, że poniekąd właśnie lekko przekraczamy granicę między uszczypliwością a flirtem, więc zamiast się na tym skupiać, odpowiedziałem jej z nonszalanckim uśmiechem, który miał wyrazić moje przeprosiny, choć tak naprawdę nie czułem się z tym specjalnie winny.
- No tak, pewnie wolałabyś świese lytualne. Poplawię się, obiesuję. - Przygryzłem lekko dolną wargę, odwracając wzrok na chwilę, by ukryć uśmiech, chociaż zaraz potem spojrzałem na nią z neutralnym wyrazem twarzy, bo niby wiedziałem, że to wszystko to tylko żart, ale w głębi zależało mi, by nie przekraczać pewnych granic. Zbyt łatwo byłoby zacząć prowokować ją spojrzeniem przy tym, co zaraz padło z moich ust. - Jak das mi szansę, następnym lasem zawczasu pszygotuję coś balsiej odpowiedniego... Mosze świese, mosze coś jescze balsiej szokująsego. Na pszykład ognisko z ofialami całopalnymi, to pewnie bęsie balsiej w twoim klimacie. Zobaczymy, coś wymyślę, szeby cię zaskoszyś. - Rzuciłem, z lekkim rozbawieniem. Wiedziałem, że to, co powiedziałem, nie było do końca poważne, ale miało w sobie odrobinę prawdy - nie przygotowałem się tak, jak powinienem, bo nie przewidziałem, że spotkanie będzie aż tak… osobiste. Przerabialiśmy naprawdę wiele tematów - skakaliśmy przez nie jak pojebani, albo po prostu jak pijani...
No właśnie - nie wierzyłem własnym uszom, kiedy Prudence zaczęła snuć tę bzdurną teorię i wyskoczyła z tym, co tak naiwnie zasugerowała. Żachnąłem się, niemalże parskając, i szybko zacisnąłem usta, jakbym chciał powstrzymać słowa, które zaraz miały się z nich nieopatrznie wydobyć. Zamrugałem parokrotnie, jak gdybym samym tym gestem mógł powiedzieć: „Nie, no, kurwa, chyba się przesłyszałem”. Po chwili westchnąłem ciężko, wracając do niej wzrokiem - spojrzałem na nią karcącym spojrzeniem i wziąłem głęboki oddech. Uniosłem brwi, patrząc na nią karcąco, a potem, z poczuciem, że nie da się tego przemilczeć, rzuciłem:
- Kobieta Ambloise’a? To zawodowa łowszyni... Typiala od dzieska jeszt tak przesycona nepotysmem, sze asz nim w nocy świesi. W świesie tej laleczki zlesenia szypią szię z jebanego nieba. Nie, Pludence, nie jesteszmy s podobnych światów, jeszteśmy pszesiwnymi biegunami... - Nie miałem ochoty na więcej słów, bo wszystko, co miałem powiedzieć, było już powiedziane - wspominałem o tym podczas naszej rozmowy w trakcie londyńskich pożarów. Przez chwilę patrzyłem na kobietę, zastanawiając się, czy zareaguje na to jakoś szczególnie, czy też po prostu odwróci się na pięcie i odejdzie, a może jeszcze coś powie. Wiedziałem, że jest mocno wygadana, wbrew pozorom, twardsza niż była - to zresztą było coś, co przyciągało mnie jeszcze bardziej - a moje słowa były dosyć nieoczekiwanie ostre. Nie chciałem, żeby czuła się nieswojo, ale jednocześnie nie zamierzałem się tłumaczyć.
Milczałem przez chwilę, zły na nią, na jej brak wyczucia, na tę całą absurdalną sytuację ze zmianą tematu. Ignorując resztę jej słów, skupiłem się na oknie, by nie myśleć o tym, jak bardzo mnie zawiodła - musiałem to przetrawić, bo mało co mnie tak drażniło, jak ten temat. Przez cały czas pociągałem z butelki.
Wreszcie wypiłem na tyle alkoholu, by odpuścić sobie humory - mogła nie wiedzieć, że to dla mnie aż tak drażliwe, nie zamierzałem jej za to karać milczeniem. Za to mogłem jej powiedzieć, by to ona zamilkła, ale tym razem zasugerowałem to już bardziej przyjacielsko - w ramach żartu i wrócenia do tego, co powinniśmy robić.
- Nie musis szię tak bloniś, ja tylko chciałem podkreśliś, sze nie mamy całego dnia, by stąd spieldoliś, bo im póśniej wyjsiemy, tym większa szansa, sze ktoś nas pszyłapie. - Rzuciłem z wyczuwalnym rozbawieniem, zbliżając się nieco. Wiedziałem, że Bletchley naprawdę potrafiła być zadziorna i nawet, jeśli było niełatwo ją wyprowadzić z równowagi, żeby zupełnie się odpaliła, to swego czasu właśnie to czyniło ją jeszcze bardziej atrakcyjną... W pewnym sensie czekałem na to, aż wreszcie zrobi coś naprawdę nieoczekiwanego - to były te stare przyzwyczajenia. - Pośniej nie zamieszam cię ucisaś, chyba sze tego sama naplawdę zechcesz. - Uśmiechnąłem się lekko, czując, że udało mi się ją podejść w jej własnym stylu. Wiedziałem, że pod tym wszystkim kryje się coś więcej, i choć próbowała być neutralnie rozluźniona, ja to dostrzegałem - i zamierzałem to wykorzystać. Może i nie była zbyt skłonna do słuchania poleceń, ale w tym momencie liczyło się tylko to, żebyśmy spędzili razem te chwile, niezależnie od tego, co postanowimy potem.
Z każdym wypowiadanym słowem czułem się tak, jakbym stąpał po coraz cieńszej linii, którą zaraz mogłem przekroczyć, wchodząc na jeszcze bardziej kruchy lód, po którym albo mogłem się rozpędzić gładkim ślizgiem, osiągając jeden z najbardziej imponujących wyników w spierdalaniu z friendzone, albo się na nim poślizgnąć i rozwalić sobie pusty, coraz cięższy łeb, a potem utonąć... Już tonąłem - tyle, że w oczach kobiety obok mnie. Oddychałem głęboko, niezbyt świadomie przesuwając język po suchych wargach, przełykając ślinę, czując, jak napięcie między nami rośnie. W głębi serca wiedziałem, że to był błąd - powinniśmy się odsunąć, ale coś mnie trzymało - jakiś niepokonany impuls, pragnienie, które nie dawało mi spokoju. Wszystko wokół nas zdawało się zwalniać, a ja czułem, jakby czas zatrzymał się w tym momencie, w którym nasze spojrzenia się skrzyżowały i mógłbym przysiąc, że zaiskrzyły, a ona przygryzła tę swoją dolną wargę. Kurwa mać, nie musiała tego sama robić, mógłbym ją wyręczyć...
Próbowałem się opanować, ale każda sekunda, którą spędzałem blisko niej, tylko podsycała moją niepohamowaną chęć zachowania się zupełnie niezgodnie z tym, co sobie deklarowaliśmy. Wiedziałem, że powinniśmy być tylko przyjaciółmi - to jest ta granica, której nie powinniśmy przekraczać, ale ona wyglądała tak, jakby zapraszała mnie, bym ją przekroczył.
Prudence była tak blisko, że gdybym się mocniej nachylił, to pewnie mógłbym poczuć zapach jej wyperfumowanej skóry, słodki i intensywny - na domiar złego - już czułem się tak, jakby to pragnienie wciągało mnie w spiralę, z której ciężko było uciec. Mój oddech był coraz cięższy, a serce waliło jak oszalałe, gdy przesuwałem rękę jeszcze trochę bliżej. Wiedziałem, że Elias mógłby mnie za to zabić, ale nie mogłem się powstrzymać. To była ta chwila, w której wszystko mogło się rozpaść, cały nasz kompromis mógł iść w pizdu albo - albo… albo mogliśmy sięgnąć po coś, co od dawna czaiło się w zakamarkach mojej głowy. Z każdym kolejnym oddechem czułem, jak moje myśli uciekają w tym niezbyt przyjacielskim kierunku, a pragnienie rośnie, jak ogień, który nie da się już ugasić. Przysunąłem się jeszcze bliżej, czując, jak jej ciepło prawie przenika przez moją skórę... I choć wiedziałem, że to wszystko jest niebezpieczne - może się skończyć katastrofą, to i tak nie potrafiłem się oderwać. Wpatrywałem się w nią bezwiednie, coraz bardziej zatapiając się w jej oczach, w głębi których kryło się odbicie całej mojej niekontrolowanej żądzy.
Byliśmy tak blisko, że niemal ją obejmowałem, centymetry dzieliły nasze ciała, a moje oczy wpatrywały się bezwiednie głęboko w jej spojrzenie - jednocześnie z całej siły próbowałem ukryć swoje zdrożne myśli, które już jakiś czas wcześniej uciekły w niewłaściwym kierunku, ale atmosfera między nami gęstniała, napięcie rosło z każdą sekundą. Patrzyłem na nią z góry, wpatrując się w jej oczy, które zdawały się pochłaniać mnie coraz bardziej. Wiedziałem, że oboje jesteśmy już trochę wstawieni, wypiliśmy trochę alkoholu, co sprawiało, że wszystko wydawało się mniej irracjonalne, a jednocześnie jeszcze bardziej niebezpieczne. Teraz, gdy stałem tak blisko Prudence, czułem, jak moje nerwy są na granicy wytrzymałości. Miałem krótki, bardzo krótki lont, a jej obecność zdawała się podpalać go od środka. W domu rodzinnym jeszcze jakoś się pilnowałem, w szkole mieszałem się w kłopoty, wdawałem się w impulsywne akcje, zawód, który wybrałem, tylko to potwierdzał - to wszystko ukształtowało mnie takim, jakim miałem już być pewnie do śmierci, rychłej czy nie, pewnie tej pierwszej opcji, bo do większości sytuacji podchodziłem na całkowitym spontanie.
- I... Jak? - Odezwałem się powoli, czując się rozproszony i mając wrażenie, że słychać to w moim głosie - znajdowaliśmy się tak blisko, naprawdę, naprawdę, naprawdę blisko, moje ramię powoli przesuwało się, delikatnie dotykając jej pleców, jakbym robił to próbując się upewnić, że wszystko jest w porządku... Nie było, zdecydowanie nie było - szczególnie, gdy czułem, jak jej plecy napinały się pod moim dotykiem. Powinniśmy być przyjaciółmi, mówiliśmy sobie, że tak jest, ale w głębi duszy wiedziałem, jak bardzo słodko smakują jej wargi i jak bardzo pragnę znów je poczuć. Głęboko się nad nią nachylałem, czując, jak moje serce bije mocniej, jakby chciało wyrwać się z klatki piersiowej. Elias mógłby mnie ukrzyżować, uciąć mi głowę gilotyną do szyb, zupełnie się odpalić, wyciągając z ukrycia wewnętrznego psychola zarezerwowanego na takie okoliczności, ale kurwa, kurwa, kurwa - mimo to, trudno mi było ukryć, że coraz intensywniej myślałem o tym, jak bardzo mogło być warto zaryzykować.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#13
28.04.2025, 00:14  ✶  

Nie mogła przejść obojętnie obok tego niedopatrzenia, mieli w zwyczaju łapać się za słówka i udowadniać swoje racje. Niektórych argumentów nie dało się pominąć, to był jeden z nich. - Nie możesz być taki zero-jedynkowy, ja nie jestem, już widzę, że to nigdy nie było czarno-białe. Nie da się jednak ukryć, że niektórych cech charakteru nie da się tak łatwo pozbyć, wiesz, jestem całkiem bystra, a to widać, na pierwszy rzut oka, nic się przede mną nie ukryje. - Dwa razy znaleźli się w sytuacjach, w których całkiem spontanicznie, bez zastanowienia jej pomógł, nie stał obojętnie, nie udawał, że tego nie widzi, zamiast tego po prostu wlazł w jej bagienko, jakby to było nic takiego. Nie mogła uznawać tego za odpowiedzialne zachowanie. - Nigdy nie interesował mnie Twój majątek, czy jego brak. - Dodała jeszcze uśmiechając się przy tym od ucha do ucha. Cała reszta się zgadzała, chociaż mogła jeszcze polemizować z tym dupkiem, ale chyba wystarczyło już to, co powiedziała do tej pory.

Całkiem zgrabnie odbijali piłeczkę, i chyba każde z nich tym razem się przy tym dobrze bawiło, to było inne od tych ich zwyczajowych kłótni, które miały miejsce w przeszłości, zdecydowanie sporo się między nimi zmieniło. W zasadzie teraz zupełnie nie stresowała jej ta interakcja, wręcz przeciwnie, czerpała z niej dosyć sporą przyjemność. Musiała za nim nadążać w tych słownych utarczkach, a rzadko kiedy znajdowała godnego sobie przeciwnika, co było całkiem miłą odmianą. Dobrze było wiedzieć, że jest ktoś z kim może jej nie pójść zbyt łatwo.

Otworzyła szeroko oczy, kiedy usłyszała co do niej mówi. Niemożliwe, przecież to wyglądało jak grota, przez którą przewijały się tabuny dziewcząt. Nie spodziewała się takiej odpowiedzi, znowu ją zaskoczył. Nawet na chwilę się przez to zamknęła, bo po raz kolejny ją zaskoczył. - Myślałam, że jesteś gotowy na wszystko. - Jak widać, nawet on nie mógł się spodziewać niespodziewanego. Musiała mu to wybaczyć, bo faktycznie ta sytuacja była dość nietypowa.

- Ale dobrze wiedzieć, że udało mi się być w czymś pierwszą. - Szczególnie dla niego. Właściwie to wiedziała, że może trochę naginać rzeczywistość, z drugiej jednak strony nigdy jakoś szczególnie nie interesowała się jego podbojami, nie miała pojęcia, jak wyglądała jego młodość, wolała za bardzo się nie wtrącać w nieswoje sprawy.

- Wysoko stawiasz sobie poprzeczkę, ale zdecydowanie wiesz, co mogłoby mi się spodobać, jestem chyba strasznie przewidywalna. - Najwyraźniej nie tak trudno było się domyśli, co naprawdę mogłoby zwrócić jej uwagę, a może to on po prostu potrafił łączyć szczegóły, w sumie nie opowiadała na prawo i lewo, czym się interesuje, a mu dosyć szybko o tym powiedziała. Jako, że jej słuchał dość uważnie, to skorzystał z wiedzy, którą sama podała mu na tacy. Ułatwiła mu to planowanie ich kolejnego spotkania. - Droga wolna, chociaż lepiej, abyś nie zaczynał z takiego wysokiego poziomu, przy kolejnych razach będzie Ci coraz trudniej mnie zaskakiwać. - Postanowiła mu dać tę drobną radę, chociaż na pewno jej nie potrzebował. Zresztą nie było przed nimi zbyt wielu kolejnych razów, bo przecież już niedługo miał stąd wyjechać, więc tak właściwie może to była zupełnie niepotrzebna porada. No, ale przynajmniej go uprzedziła, żeby wiedział, czego się spodziewać.

Zauważyła tę nagłą zmianę jego nastroju, którą spowodowały kolejne słowa padające z jej ust. Nie spodziewała się takiej reakcji, ale dość szybko dotarło do niej jakie faux pas popełniła. Tamta kobieta musiała należeć do tego gatunku ludzi, o którym jej wspominał, tego przez który nie mógł zajmować się tym, co lubił przez to, że te interesujące zlecenia dostawali członkowie rodzin, które siedziały w biznesie od dawna. Teraz zaczęła to rozumieć, rychło w czas, cóż, jej umysł dzisiaj nie łapał najprostszych sugestii, nie znała jednak tamtej zbyt dobrze, nie miała pojęcia tak do końca kim była.

- Sorka, nie wiedziałam. Naprawdę świeci w nocy? Będzie można to zobaczyć? - Powiedziała lekko, chcąc nieco rozluźnić atmosferę, która wyraźnie zgęstniała. Popełniła błąd, ale to nie było środowisko, w którym się obracała. Niezbyt wiele wiedziała o świecie łowców, jakoś tak śmiało założyła, że skoro tamta buja się z Ambroisem, to raczej Benjy nie jest do niej jakoś negatywnie nastawiony, najwyraźniej jej myślenie było błędne. Musiał jej to wybaczyć, nie wynikało ono z tego, że chciała w jakikolwiek sposób go urazić, tylko z jej niewiedzy, tak po prostu. Prue nie była, aż taka wszechwiedząca, jakby chciała. Powinna nieco uzupełnić braki w wiedzy w najbliższym czasie.

- Jest jakiś zakaz na opuszczanie tego miejsca? - Może ktoś jej o czymś nie poinformował. Nie sądziła, że nie mogą sobie stąd wyjść, czy wybrać się na przejażdżkę, z drugiej strony, jakby ktoś ich przyłapał... Tak, to mogłoby spowodować pytania, bo raczej nie robili podobnych rzeczy razem. Wolałaby ich póki co uniknąć, więc może faktycznie miał rację. Najlepiej byłoby się stąd zmyć niezauważalnie, to była bezpieczniejsza opcja, która mogłaby im pozwolić uniknąć tłumaczenia się z tego, co tutaj robili.

Tym bardziej, że póki co ona sama nie do końca wiedziała, co to było. Spędzali razem czas, pili, bawili się przy tym całkiem nieźle, przybrali sobie tę narrację przyjaciół, która nie była taka najgorsza po tym, co ich kiedyś łączyło. Tyle, że z każdą mijającą minutą czuła, że to nie było takie proste, jak mogło im się wydawać.

- Całkiem śmiałe założenie, naprawdę myślisz, że Cię poproszę o to, żebyś mnie uciszył? - Zmrużyła nieco oczy i wpatrywała się w mężczyznę dłuższą chwilę. Brał ją pod włos, zdawała sobie z tego sprawę, korzystał z podobnych metod do niej. Wiedziała co ma na myśli, bardzo dobrze zdawała sobie sprawę ku czemu zmierzał, w tej chwili obiecała sobie, że na pewno to się nie wydarzy, nie da mu tej satysfakcji, chociaż nie miałaby nic przeciwko temu, aby uciszył ją w ten jeden, jedyny właściwy sposób.

Dość szybko do niej dotarło to, że jej postanowienie może pójść w piach szybciej niż się pojawiło. Znaleźli się zdecydowanie zbyt blisko siebie, miała wrażenie, że powietrze zaczynało się robić coraz bardziej duszne, i jeszcze chwila, a może jej zabraknąć powietrza. Nie powinni przekraczać tej niewidzialnej granicy, którą sobie wyznaczyli, ale było to nieco utrudnione, bo już raz to zrobili, zresztą nie mogła zapomnieć o tym razie, nie była w stanie wyrzucić tego z pamięci, nie chciała tego zrobić, bo to było naprawdę idealnym zakończeniem tamtej przeprawy. Nie mogła ot tak o tym zapomnieć. Kiedy znajdował się tuż obok niej wiedziała, że pewnie nigdy tego nie zrobi.

Górował nad nią, wpatrywał się w Bletchley tymi swoimi przymrużonymi oczami i nie odzywał się ani słowem, a zazwyczaj miał wiele do powiedzenia, zresztą jej również zaczęło brakować słów. Nie była w stanie nic z siebie wydukać, nie kiedy wpatrywała się w niego. Nie liczyło się nic inne, jak tak bliskość, do której doprowadzili.

Nie powinna się na tym skupiać, lepiej by było, aby zajęła swoje myśli czymś innym, zadała jakieś głupie pytanie, które spowodowałoby, że odwróci od niej swoją uwagę, tyle, że nie była w stanie aktualnie wydusić z siebie żadnego słowa, miała pustkę w głowie, po prostu się w niego wpatrywała, nie uciekała spojrzeniem, nie chciała tego robić. Po tej ilości alkoholu, którą wypiła nie wydawało jej się to być wcale takim złym pomysłem, co mogło pójść nie tak? Już raz to zrobili, nawet sobie o tym porozmawiali, określili swoje oczekiwania względem siebie, mieli je chyba takie same, bo uznali tę przyjaźń, o której rozmawiali, tyle, że teraz nie do końca jej to na to wyglądało. Mogła to uznać za objaw upojenia alkoholowego, tyle, że w głębi duszy wiedziała, że to nie jest tylko to. Wtedy nie była pijana, a i tak postanowiła go pocałować, teraz bardzo chciałaby to powtórzyć. Przeniosła wzrok na jego usta, które prosiły się o to, aby przypomniała sobie ich smak, tym razem na pewno nie byłoby w nim dymu, który wtedy bardzo intensywnie się wyróżniał na tle tych innych nut.

Zbliżył się do niej jeszcze bardziej, co spowodowało, że dreszcz przeszedł jej po plecach, przyniosło to również napięcie, które nie mijało, czuła, że nie minie tak szybko, zapewne będzie w niej trwało dopóki nie sięgnie po jedyny sposób, który mógłby je w tej chwili rozładować. Tyle, że to nie było w jej stylu, nie zachowywała się w ten sposób - zazwyczaj. Przy nim coś się zmieniło, czuła to w całej sobie, inaczej by tak na niego reagowała. Rzeczywiście był bardzo wyjątkowym przyjacielem.

Kiedy się odezwał nerwowo mrugnęła, nie spodziewała się zupełnie, że przerwie tę ciszę, która się między nimi pojawiła. Wypuściła gwałtownie powietrze z płuc. Nie odsuwała się jednak, właściwie to nie miała nawet za bardzo takiej możliwości. Nie miała pojęcia jednak, co niby miała mu odpowiedzieć na to pytanie. I jak? No ciężko, bo nie mogę przestać myśleć o ewentualności zbliżenia swoich ust do twoich i zatopieniu się w ich smaku. No nie, nie powinna tego mówić. Przez dłuższą chwilę więc próbowała spowodować, że jej mózg znowu zacznie pracować, ale nie przychodziło jej to wcale łatwo. Zrobiło się zbyt duszno, zbyt ciepło, zbyt intensywnie, chociaż póki co niczego nie zrobili. Wiedziała, że dzieli ich od tego tylko chwila. Czy powinna psuć ten ich chwilowy sojusz, który osiągnęli? Nie miała pojęcia, ale wolała się nad tym teraz nie zastanawiać. To była przecież tylko chwila, jednych z wielu, które mogły się im przytrafić podczas tych kilku dni.

- W porządku. - Bo przecież wszystko było w porządku, zachowywali się całkiem naturalnie, wcale nie znaleźli się w tej bardzo, ale bardzo bliskiej sytuacji, wcale nie mogła przestać się w niego wpatrywać i nie myśleć o tym, jak bardzo chciałaby, żeby w końcu spełnił swoją obietnicę i zamknął jej usta pocałunkiem.

Ostatnim razem to ona zaryzykowała, to ona zrobiła pierwszy krok, czy nie wyjdzie na desperatkę, jeśli po raz kolejny przekroczy granicę, czy w ogóle powinna tak to przeżywać, skoro pewnie dla niego to była codzienność, mogłaby być jedną z wielu, które nie mogły mu się oprzeć, nie było w tym przecież nic złego.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#14
28.04.2025, 15:55  ✶  
To było jak zły żart losu, który postawił nas naprzeciwko siebie, a mimo to, rozmowa potoczyła się tak lekko, jakbyśmy nawet nie musieli się starać czy wysilać, by się dogadać. Przyglądałem się jej przez chwilę, zastanawiając się, czy to, co czuję, to tylko efekt zaskoczenia, czy może coś więcej. Nie spodziewałem się jej tutaj, mimo że już od jakiegoś czasu miałem świadomość, z kim miałem do czynienia tamtej nocy - wiedziałem, że to ona, ta sama Prudence Bletchley, drugie imię Madison, którą znałem jeszcze z dawnych czasów... Tyle tylko, że dziś była inna, bardziej pewna siebie, znacznie bardziej wyrazista. A może to moje spojrzenie na nią znowu się zmieniło...?
Nie przewidziałem, że spotkamy się tak szybko - tym bardziej nie, że wylądujemy sam na sam w tym miejscu, w takim momencie, i że rozmowa potoczy się tak lekko, tak jakbyśmy nigdy nie mieli żadnych zawiłych relacji. Prue stała naprzeciwko mnie, wciąż pyskata, choć może odrobinę bardziej dojrzała, niż kiedyś. Kąciki ust miała lekko uniesione, z tą doskonale znaną mi dumą, ale jej spojrzenie, chociaż pełne wyzwania, zdawało się też ukrywać coś innego, coś nieuchwytnego.
I znowu - ta jej pyskata nuta, jakby nie wiedziała, że nie lubię, gdy ktoś mi mówi, co mam robić. Zawsze tak miała - próbowała narzucić swoje zdanie, jakby to ona decydowała, co jest właściwe. A ja, chociaż starszy niż przed laty, wcale nie byłem bardziej spokojny - wciąż czułem, że taka jej pyskata odwaga działa na mnie jak płachta na byka. Z tym, że w trochę inny sposób - bardziej tak, jak na samym początku naszych relacji, nie pod koniec szkoły. W tej chwili, mimo wszystko, czułem, że ta rozmowa stała się czymś więcej niż tylko wymianą słów - to była jakaś gra, polegająca na tym, by utrzymać balans między tym, co wypowiadaliśmy, a tym, co pozostawało niewypowiedziane. Prowokowała mnie do gadania, odgryzania się, ale niekoniecznie w złośliwy sposób. Zamilkłem na moment, unosząc wymownie brwi, dając jej do zrozumienia, że nie zamierzam tego tak zostawić. Przebiegłem wzrokiem po jej twarzy, obserwując, jak jej oczy błyszczą lekko.
Tyle, że czy można mówić o lekkości, kiedy na ten widok oddech mi się przyspieszał, a wzrok sam uciekał na jej usta? Nie, nie dało się tego nazwać lekkością - jej spojrzenie było równie intensywne, co moje własne. To była pełna napięcia wymiana spojrzeń, które mówiły więcej niż słowa. Milczałem przez moment, patrząc na nią wyzywająco, jakby wytykając jej, że nie ma pojęcia, z kim tak naprawdę rozmawia, bo przecież już wcześniej ustaliliśmy, że patrzyła na mnie przez pryzmat tego, kim jestem - nie zamierzałem się od tego odcinać, to był nasz wspólny wniosek, a ona przyznała mi rację. Wręcz przeciwnie - chciałem to wyraźnie zaznaczyć, pokazać, że jestem świadomy tej rzeczy, którą sama sobie wmawiała, próbując mnie sprowadzić do jakiegoś schematu.
- No, popatsz, chyba jednak mogę, skolo to lobię... Posa tym, nie jesztem tylko tym, co widaś na pielwszy szut oka. - Przez chwilę milczałem, patrząc na nią z lekkim, wyzywającym uśmiechem, który nie chciał zniknąć z mojej twarzy. Nie kłóciliśmy się jednak już tak jak dawniej, tylko przekomarzaliśmy. Wzrok uciekał mi na jej usta, choć starałem się to ukryć, bo wiedziałem, że ona to zauważa, a zdecydowanie nie chciałem, by było jeszcze dziwniej. - Wies, Plue, nie musis zakszywiaś szeszywistości, bo jusz dawno ustaliliśmy, sze patszysz na mnie pszez plysmat tego wsystkiego, co było, i nie wątpię, sze tego, kim jesztem telas, tesz. - Bez pardonu znowu wytyknąłem jej klasizm, bo przecież już ustaliliśmy, że patrzyła na mnie przez pryzmat mojego pochodzenia, majątku i całej otoczki... I to nie była tylko ona, niemal wszyscy tak robili - w jedną albo w drugą stronę.
- Nie uwaszasz, sze mosze powinnaś byś wobes mnie tlochę łaskawsa, skolo nie było mnie tu przes piętnaście lat? Wiem, wiem - moje niepszygotowanie, nic mnie nie usplawiedliwia, ale skolo obiesuję, sze się poplawię, doceń to, jeśliś łaskawa. - Uśmiechnąłem się do niej, chociaż w głębi duszy czułem, że ta lekkość, którą próbowałem zachować, jest tylko maską, za którą kryje się coś więcej - jakaś fascynacja, którą oboje staraliśmy się ukryć, choć w głębi siebie wiedzieliśmy, że to nie jest takie proste.
- Nie lubię iść po linii opolu, popszeczka musi byś wysoko. Oszywiście, jeśli chces, mogę szię tesz wycofaś, by nie zlobiś s siebie głupka. - Zamilknąłem na chwilę, unosząc wyżej brwi w jeszcze jednym geście, który mówił więcej niż słowa. Zrobiłem to wymownie, tak jakbym chciał, żeby zrozumiała, iż nie zamierzam się dać sprowadzić do roli tego, który musi się tłumaczyć z czegokolwiek - nawet z wymyślonych zarzutów o brak gotowości do czegoś, czego nie powinno między nami być. Przeczesałem palcami włosy, czując jak napięcie między nami powoli, lecz nieubłaganie, znowu narasta.
Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że kobieta nagle porówna mnie do baby mojego przyjaciela. Nie byłem na to przygotowany, trochę się zaskoczyłem i nie do końca panowałem nad swoim żachnięciem się. Mimo to, nie czułem się z tym głupio. Gdy usłyszałem kolejne słowa Prudence, wziąłem głęboki oddech i spróbowałem się lekko uśmiechnąć, bo to pytanie, które mi zadała, było tak absurdalnie głupie, że nawet mnie odrobinę rozbawiło. Na pewno trochę rozluźniło atmosferę.
- O to, to jusz powinnaś pytaś Loise'a, nie mnie, ale patsząs na to, jaki ostatnio chosił wkulwiony, balso moszliwe, sze Geldi świesi mu nocami nie tym, czym powinna... - Po tych całkiem luźnych słowach zamilkłem, odwracając wzrok na chwilę, pozwalając, by napięcie nieco opadło. - A tak w ogóle, nie maltw szię, wybaszę ci tę małą inwektywę, jeśli obiecas, sze następnym laaem nie będzies tak besczelnie oceniaś ksiąski po okładse. - Uśmiechnąłem się pod nosem, unosząc kącik ust, posyłając jej spojrzenie, które miało chyba wyrażać coś więcej niż zwykłą uprzejmość - sam już się w tym trochę gubiłem.
- Nie ma ofisjalnego zakasu, oszywiście. - Odparłem cicho, z lekkim uśmiechem, który miał podkreślić, że właśnie to jest w tym wszystkim najzabawniejsze - tak samo nikt nam nie powiedział, żebyśmy się nie spotykali sam na sam, ale chyba oboje czuliśmy, że w takiej sytuacji lepiej byłoby nie musieć wyjaśniać, czemu pijemy przed dziewiątą rano, a potem wybieramy się na wycieczki, skoro tak bardzo się nie lubimy... - Ale wies, lepiej byłoby, gdybyśmy nie muszieli szię tłumaczyś s tego, co lobimy albo czego nie lobimy. Posa tym, wymykanie szię jeszt balsiej eksytujące, plawda? - Przerwałem na chwilę, zerkając na nią spod brwi, jakby oczekując, że zaraz coś powie. Milczałem jeszcze przez moment, czując, jak napięcie między nami rośnie, bo trudno byłoby nie zauważyć, że to był jakiś pokraczny rodzaj flirtu, chociaż starałem się to ukryć za maską swobodnej rozmowy. To był moment, kiedy wszystko mogło się zmienić - te pozornie lekkie słowa zdecydowanie mogły się przerodzić w coś poważniejszego, choć oboje tego nie planowaliśmy.
- Wies, sze potlafię byś na tyle zmotywowany, by osiągnąś załoszony cel? - Zamknąłem własne usta, jakby na znak, że nie zamierzam już nic więcej dodawać, i spojrzałem na nią jeszcze raz, z tym samym intensywnym spojrzeniem. Wiedziałem, że to, co zaczęliśmy, nie jest tylko zwykłą rozmową - to była gra, którą oboje rozgrywaliśmy od dawna, chociaż teraz wydawało się, że nabiera nowego, bardziej nieprzewidywalnego wymiaru.
Wciąż stałem w niezbyt wygodnym pochyleniu - nie oparłem się na motocyklu, by nie zbliżyć się za mocno, skoro teoretycznie trzymałem się na dystans, nawet jeśli to nie był to dystans, na jaki liczyłem w głębi duszy. Zamiast tego usiłowałem kontrolować sytuację w inny sposób, ale dosyć trudno byłoby powiedzieć, że mi to wychodziło - jasne - maszyna stała stabilnie, ale to była jedyna stabilność, jaką mieliśmy, i naprawdę trudno byłoby powiedzieć inaczej. Wpatrywałem się w usta Prue, nie myśląc już o tym, jak to wygląda z zewnątrz, bo w momencie, kiedy moje spojrzenie zatrzymało się na jej wargach, a ona wykonała ten pozornie nic nie znaczący gest, poczułem, jak gorąco rozlewa się po moim ciele. Nie potrafiłem odwrócić wzroku od jej ust, od tego małego, naturalnego przygryzienia dolnej wargi, które niby tak dobrze znałem u kobiet, ale teraz wywołało we mnie dreszcz, jakby prąd przepłynął przez moje ciało. To był taki drobny gest, a jednak w mojej głowie wywołał nagłą pustkę. Nie był to efekt alkoholu, tego byłem pewien, on tylko podsycał to odczuwalne napięcie, ten wir w głowie. Nie, to było coś innego - czego nie potrafiłem nazwać, ale czułem to na poziomie, który przekraczał racjonalne myślenie. Wiedziałem, że jestem trzeźwy, więc teoretycznie nadal potrafię zachować kontrolę, ale ta kontrola była jak cienka lina rozwieszona u skraju przepaści, pół metra nad ziemią, jakby była prowizoryczną barierką, bardzo łatwą do przeoczenia, jeszcze łatwiejszą do pokonania, gdy chciało się skoczyć... A to zdecydowanie byłby skok w przepaść - niby mógłby to być jeden pocałunek, ale w głębi wiedziałem, że to byłoby zbyt mało - to byłby pierwszy krok, ale nie ostatni.
Czułem, jak pulsuje mi w skroniach, a serce zaczyna bić zupełnie inaczej, niż do tej pory. Jej spojrzenie, jeszcze przed chwilą tak zwyczajne, nagle zaczęło mnie paraliżować. Byliśmy dorośli, starsi, więcej wiedzący o świecie i o sobie samych, ale to był moment, w którym wszystko, czego się nauczyłem, co wypracowałem sobie przez ostatnie lata, jakby odchodziło na bok. Wiedziałem, że to nie jest odpowiednia droga i  powinniśmy się od siebie odsunąć, a mimo to czułem, jak moje ciało samo zaczyna się do niej zbliżać. Jej usta, zaczepnie przygryzione w niewypowiedzianym wyzwaniu, zdawały się być tak blisko, że mógłbym je dosłownie pocałować jednym ruchem. Ale czy to byłoby właściwe? Czy w tej chwili, z tym dreszczem przebiegającym po plecach i z tym gorącym uczuciem w głowie, nie zrobiłbym czegoś, czego będę żałować? Oboje będziemy...? Wiedziałem, że to może być kolejną najgłupszą decyzją w moim życiu, zdecydowaną topką debilizmu, zważywszy na okoliczności, ale nie potrafiłem się od niej odsunąć. Czułem, jak impuls we mnie rośnie, a tłumione pragnienie zaczyna wybuchać, mimo że jeszcze jakoś się hamowałem. Pierwszy raz od lat odczuwałem taki dylemat - czy postąpić zgodnie z własnym pragnieniem, czy jednak odsunąć się, zachować zimną krew, pozostać na stopie przyjacielskiej, bo tak byłoby łatwiej.
Patrzyłem na nią, a w mojej - o ironio, zarazem bardzo pustej - głowie kłębiły się myśli, które próbowałem zepchnąć na bok. Serce biło mi szybciej, oddech stał się ciężki, a w głowie wciąż powracało to jedno, nieodparte pragnienie. Patrzyłem na jej usta, czując na sobie spojrzenie, które nie pozwalało mi odwrócić wzroku. Nie chciałem się odsuwać, wycofywać się, ale jednocześnie miałem wrażenie, że to, co czuję, jest silniejsze od mojej woli, od zdrowego rozsądku, od wszystkiego, co próbowałem sobie wmówić jeszcze chwilę temu... I to było niepokojące, zupełnie nie pasowało do moich założeń - mieszało, komplikowało coś, co nie powinno być skomplikowane, bo nie powinno się wydarzyć. Wiedziałem, że to nie był żaden zbieg okoliczności - nie była to tylko iluzja, którą można rozproszyć, odwracając wzrok. To było coś głębszego, co budziło się od nowa, bo przecież już kiedyś się pojawiło, dawno, dawno temu, w innym miejscu, innym czasie, innym życiu. Tylko ona i ja, i ta atmosfera, tak gęsta, że można by w niej zawiesić nóż, chociaż tym razem nie wynikało to z nienawiści, lecz z czegoś innego, bardziej skomplikowanego, i dużo bardziej niekontrolowanego.
Chociaż próbowałem zmobilizować się do tego, by się od niej odsunąć, bo wiedziałem, że to byłaby odpowiedzialna decyzja, to i tak nie potrafiłem zrobić tego - to coś, co zaczęło się od tamtego pierwszego pocałunku, w tamtej chaotycznej chwili, wracało do mnie z podwójną siłą. Wreszcie zamknąłem oczy na chwilę, by się opanować, ale zaraz potem, kiedy znów je otworzyłem, dostrzegłem, że chuja to dało... Wystarczyło mrugnięcie oka, bym spostrzegł, że jej spojrzenie w dalszym ciągu było pełne tej samej intensywności, którą czułem we własnym ciele - nic się nie zmieniło. Reakcje Prudence nie były ukryte - widziałem, jak jej oddech przyspiesza, oczy rozświetlają się tym samym iskrami, które czułem w sobie... Jakbyśmy oboje byli na granicy czegoś, co nie miało nazwy, bo nie mieściło się w żadnych ramach, ani schematach... To nie przyjaźń - chujowo byłoby dalej upierać się, że przyjaciele zachowują się w ten sposób. To nie było jednostronne pragnienie, i to mnie najbardziej paraliżowało - bo gdyby tak było, łatwiej byłoby się od niej odsunąć, udawać, że nic się nie dzieje... Ale nie, to było coś więcej. Wpatrywałem się w nią, tak intensywnie, że chyba sam nie zdawałem sobie sprawy, kiedy zacząłem to robić... To - trudno byłoby to nazwać czymś innym, niż pożeraniem wzrokiem. Nie chodziło już jednak o to, jak to wyglądało, bo to było oczywiste, nawet nie próbowałem tego ukryć - za każdym razem, gdy odrobinę się poruszała, czułem, jak coś we mnie też drga, a gorąco, które wzbierało we mnie od środka, wrze -  przepełnia mnie i nie pozwala mi odwrócić wzroku. Kurwa, wiedziałem, że to nie alkohol, bo znałem swoje możliwości.
Byliśmy dorośli, starsi, i najwyraźniej naprawdę niekoniecznie - tego też się nie dało ukryć - nie do końca odpowiedzialni za swoje zachowanie, bo gdyby tak było, odsunąłbym się... Odwróciłbym się od niej, nabrałbym dystansu, odciąłbym się od tego wszystkiego, co się między nami działo... Nie zrobiłem tego - wciąż stałem blisko, niby przytrzymując ją na motocyklu, by nie spadła, ale tak naprawdę nie musiałem tego robić, bo siedziała na nim bardzo stabilnie. Pochylałem się nad nią, patrząc tak długo, aż w końcu prawie zapomniałem, jak się oddycha.
Chciałem pociągnąć ją za wargę, zamknąć jej usta, nie pozwolić, by odwróciła wzrok, ani żeby się wycofała. Nie chciałem już dłużej ukrywać tego, co czuję - stałem tam, wpatrzony w jej usta, czując, jak każda sekunda przybliża mnie do decyzji, której unikałem. Powietrze między nami było tak gęste, że niemal można by w nim zawiesić nóż. Patrzyła na mnie, a ja nie chciałem uciekać od tego spojrzenia, nawet jeśli wiedziałem, że to głęboko coś zmienia. Silna wola słabła... To nie była tylko reakcja, to był manifest, jakbyśmy oboje zdawali sobie sprawę z tego, co nadchodzi, chociaż jeszcze nie do końca o tym mówiliśmy. Choć, czy musieliśmy cokolwiek mówić - to było wyraźne w oczach, w drganiu mięśni, w tym, jak się na mnie patrzyła, jak ja patrzyłem na nią. Zatrzymałem się w tym momencie, zamierając w niezbyt wygodnej pozycji, bo nie mogłem już dłużej powstrzymywać tego napięcia, ale nie miałem pojęcia, co z nim zrobić. Wiedziałem, że to nie jest zwykłe „pragnienie chwili” - to było coś, co się rozkręcało i mogłoby zmienić wszystko, nawet jeśli tylko na kilka dni. Próbowałem się opanować, ale moje myśli zaczęły odchodzić w stronę niebezpiecznego impulsu, który podpowiadał: „Nie odchodź. Zrób to.” Coraz bardziej nie mogłem się powstrzymać, i chociaż rozum mówił mi, że powinniśmy się odsunąć, ja wiedziałem, iż nie potrafię już tak postąpić, nie czując się przy tym, jakbym robił coś wbrew sobie. Wszystko we mnie krzyczało, żeby to zrobić - po prostu zaryzykować i dać się ponieść temu momentowi. Chciałem ją pocałować - cholernie mocno chciałem - tak, by nie było odwrotu. Chciałem być tym, który pociągnie ją za wargę, zamknie jej usta, ale tym razem nie na chwilę, nie na odczepne, lecz na dłużej.
Kurwa, nie chciałem tego zjebać, nie chciałem tego zniszczyć, nie chciałem, żeby wszystko poszło na marne... Nie chciałem się wycofać, choć wiedziałem, że powinniśmy, bo to było złe pod naprawdę wieloma względami - praktycznie zakazane w tym układzie, poza tym skrajnie głupie. To nie był czas ani miejsce na takie rzeczy, a jednak – kiedy na nią patrzyłem, czułem, jak wszystko wokół się rozmywa, jakby świat zwolnił, żebyśmy mieli czas na ten jeden, niepowtarzalny moment.
Jeszcze kilka chwil temu wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą, to teraz - nie, nic nie było już pod kontrolą. Zanim zdążyłem się powstrzymać, nachyliłem się jeszcze niżej, podniosłem dłoń, odgarniając jej włosy z szyi, czując pod palcami miękkość skóry, ciepło, które promieniowało przez ich czubki. Odsunąłem je delikatnie, bez wahania, jakby to była najbardziej naturalna rzecz na świecie, i cicho mruknąłem wprost do jej ucha:
- Pamiętasz, sze szię pszyjaśnimy? - Słowa uciekły mi z ust, brzmiały lekko i swobodnie, ale jednocześnie z nutą przypomnienia, chociaż sam nie byłem pewien, czy to był głos rozsądku, czy raczej wezwanie do działania, a jeśli to drugie, to dla kogo... Jednak zanim zdążyłem się nad tym zastanowić, półświadomie przesunąłem kciukiem dłoni po brzegu jej uda, po jej jeansach. Nie był to gest przypadkowy, chociaż może wyglądał tak na pierwszy rzut oka - to była próba, wyzwanie, sygnał - wiedziałem, że to może wszystko dodatkowo skomplikować. Z drugiej strony, czy nie było już trochę za późno na myślenie o tym, co mogło komplikować sytuację, skoro moment, w którym się znajdowaliśmy, nie pozwalał już na dyskretny odwrót?
W tym momencie moje usta były tak blisko jej skóry, że czułem jej ciepło i zapach - perfum, szamponu, medycznej sterylności, czegoś jeszcze - tego wszystkiego, co tworzyło jej unikalny aromat. Wciągnąłem głęboki oddech, czując, jak moje ciało samoczynnie się napina - jednocześnie wszystkie myśli, jakie jeszcze chwilę temu przelatywały przez moją skołowaną głowę, coraz bardziej się rozmywały. W dalszym ciągu stabilizowałem motocykl, żeby się nie wywrócił, ale to był tylko pretekst, bo w tej chwili niespecjalnie myślałem już o tym, żeby zabierać ją na przejażdżkę w teren. Myślałem tylko o niej, o tym, jak jej usta, jej wargi, mogłyby smakować bez posmaku dymu, gdybyśmy się pocałowali, już bez żadnych zahamowań. Moje ramiona, które jeszcze chwilę temu podtrzymywały ją na motocyklu, teraz napięły się jeszcze mocniej. Czułem się skołowany, postępując zupełnie impulsywnie, bez zastanowienia, podświadomie wiedząc, że to co robię, jest bardziej instynktowne niż planowane, ale mając to już zupełnie gdzieś. Przyciągnąłem ją bliżej, nie z troski o sprzęt, który mógłby się zachybotać i wywrócić, a z potrzeby, by poczuć ją w swoich ramionach - być blisko niej, mieć ją przy sobie.
- Przebacz, Pludence, ale to chyba jednak koniec naszej pszyjaśni. - Wiedziałem, że ten krótkotrwały lont kiedyś mnie doprowadzi do grobu, ale teraz, bezmyślnie, jeszcze bardziej zbliżyłem usta do jej ucha, pociągając zębami za jego płatek, a potem pocałowałem ją w szyję. Ta chwila, kiedy po raz pierwszy się całowaliśmy, jeszcze jako obcy sobie ludzie, wybudziła we mnie coś, co teraz zaczęło odżywać na nowo. Zaczepki zaczepkami, ale w tym momencie naprawdę czułem się jak chłopak, który nie potrafi się oprzeć pokusie - ktoś, kto od dawna czekał na ten moment, chociaż sam nie zdawał sobie z tego sprawy. To było coś głębszego, coś, co nie dawało mi spokoju od chwili, gdy stanęliśmy blisko siebie w tej jasnej przestrzeni i pierwszy raz spojrzeliśmy na siebie tak, jakbyśmy chcieli więcej. To zbyt wiele, żeby to zignorować - zbyt wiele, żeby udawać, że nic się nie dzieje.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#15
28.04.2025, 21:18  ✶  

Ten dzień był okropnie zaskakujący. Nie spodziewała się tego, że spotka w tym miejscu mężczyznę, którego miała nie widzieć nigdy więcej, który przepadł w tłumie, po tym jak odprowadził ją bezpiecznie do Ministerstwa Magii, chociaż nie musiał tego robić, mógł zostawić ją wtedy na tej ulicy, przejść obok i udawać, że nie istnieje. Coś skłoniło go jednak do tego, żeby zachować się w ten, a nie w inny sposób. Później wszystko działo się szybko, zareagowała instynktownie, nie zastanawiając się nad tym jakiś szczególnie, bo nie mieli się już nigdy więcej spotkać, to byłoby nieprawdopodobne. Tyle, że później wyłonił się z ciemności, w piwnicy Lestrange'a, co zupełnie wybiło ją z rytmu, bo nie miała go nigdy zobaczyć, a znalazł się w tym miejscu do którego ją ściągnęli i wiedziała, że nie był to przypadek. Tym razem to nie mógł być przypadek, nie tutaj. Wreszcie dowiedziała się kim jest i może z początku wzbudziło to w niej mieszane uczucia, tak bardzo szybko po prostu go zaakceptowała. Przestała oceniać go przez pryzmat przeszłości, która w ich przypadku nie była najlepsza. Szczególnie, że wyjaśnili sobie z czego wynikały takie, a nie inne zachowania. Zabawne, bo kiedyś nie umieli tego zrobić, zaciekle przyjmowali swoje narracje i nie dopuszczali do pokojowych rozmów. Miniony czas im służył, konflikt też nie był szczególnie świeży, a ostatnie doświadczenia pozwoliły pozbyć się im tych uprzedzeń które do siebie żywili.

To było zupełnie świeże, nowe, nieco dziwne, ale nie zamierzała negować tego, że coś się między nimi zmieniło. Nadal byli w stosunku do siebie zaczepni, nadal się prowokowali, tyle, że w zupełnie inny sposób niż kiedyś. Ich rozmowa była pozbawiona tego nieprzyjemnego kontekstu, który w przeszłości był dla nich normalnością. Teraz było to podszyte zupełnie czymś innym, i chyba i on i ona dobrze się bawili prowadząc tę konwersację właśnie w taki sposób.

Była pyskata, może nie zawsze, ale kiedy czuła się dość pewnie w czyimś towarzystwie to nie miała problemu z tym, aby rzucać mu słowne wyzwania, a, że oni znali się wyjątkowo długo (no, może z przerwą), to nie było w niej chwili zawahania, aby dołączyć do tej gry.

- Jesteś niereformowalny. - Właśnie próbowała mu wytłumaczyć, że widzi coś więcej niż to, co można zauważyć na pierwszy rzut oka, a on odwrócił kota ogonem, brakowało jej już kolejnych argumentów, a nie zamierzała się niepotrzebnie z nim kłócić, to też była nowość, bo kiedyś pewnie specjalnie szukałaby kolejnych.

- Może się zdecyduj czy patrzę przez pryzmat tego, co było, czy co jest, skoro taki jesteś o tym przekonany, bo mogę Cię zapewnić, że sporo od tego zależy i wersje bardzo się od siebie różnią. - I nie, nie chodziło wcale o jego status społeczny, a raczej o coś zupełnie innego. Najwyraźniej jednak ta łatka odwróconej klasistki miała jej być już przypięta na zawsze. Jakoś sobie z tym poradzi.

- Czy ja wiem? To nie jest żadne usprawiedliwienie, tak samo jak to, że na pewno nie spodziewałeś się tego, że mnie tutaj przyprowadzisz, wiesz Benjy, powinieneś być gotowy na wszystko, zawsze. - Pokręciła jeszcze głową z udawanym rozczarowaniem, no nie wiedziała, czy powinna mu to wybaczyć. - Mam dobry dzień, więc niech Ci będzie, doceniam chęć poprawy, na pewno to sprawdzę. - Już teraz nie miał odwrotu, te słowa padły, więc oczywiście miała zamiar zweryfikować to, czy na pewno dotrzyma słowa. Nie mogło być inaczej, szczególnie, że całkiem miło jej się spędzało czas w jego towarzystwie, a to był kolejny powód, aby mogli znowu się spotkać z dala od innych ludzi, którzy znajdowali się w domu.

- Nie mów, że chcesz się teraz wycofywać, po tych wszystkich obietnicach? - W tonie jej głosu mógł usłyszeć rozczarowanie, było ono udawane, chociaż, czy tak do końca. Już nastawiła się dość mocno na to, że będą realizować te jego pomysły. Właściwie to nawet nie spodziewała się, że może uznać, że może przed nią z siebie zrobić głupka, nie wyglądał jakby się czymś takim przejmował. Nie skomentowała tego jednak, zamiast tego wpatrywała się w niego po prostu dłuższą chwilę. Coraz mniej rozumiała z tego, co działo się między nimi, bo ich przepychankom słownym towarzyszyła bardzo dziwna aura, i nie znikała wraz z mijającym czasem, miała wrażenie, że była coraz bardziej wyczuwalna.

- Chyba nie powinnam się wtrącać w to, czym świeci mu przed nosem jego kobieta, nie jesteśmy z Ambroisem, aż tak blisko. - I zdecydowanie wolałaby, aby tak pozostało. Nie do końca chciała wiedzieć, czym zajmuje się w wolnym czasie, ze swoją dziewczyną. Fujka. Chcąc nie chcąc, zaczęła już to sobie wizualizować, zupełnie niepotrzebnie, jej mózg był czasem naprawdę dla niej okropny. - Myślę, że mogę Ci to obiecać. - No, na pewno mogła się postarać to zrobić, nie zamierzała po raz kolejny, zupełnie bezpodstawnie porównywać go do kogoś innego, bo to zdecydowanie nie przynosiło oczekiwanych efektów.

- Oczywiście, bo przecież jesteśmy dorośli. - Podkreśliła to ostatnie słowo, gdyby przypadkiem o tym zapomnieli. Miała wrażenie, że zachowywali się jak para nastolatków, która robi coś, czego nie powinna robić i chce, aby nikt się o tym zupełnie przypadkiem nie dowiedział. Faktycznie to nawet nieco dodawało koloru tej całej sytuacji, bo raczej wszyscy wiedzieli, jakie mają do siebie podejście. Dziwnie byłoby nagle tłumaczyć się z tej zupełnie niespodziewanej zmiany.

- Tak, tak jest lepiej. Postarajmy się, aby nikt nas nie zauważył. - Dochodziło do tego to śmieszne ryzyko pozostania przyłapanym na gorącym uczynku, co również dodawało temu nieco emocji. Nie wiedziała, jakby zareagowali ich znajomi widząc ich razem, nieco nawalonych, wybierających się na wspólną wycieczkę. Na pewno nie byłby to widok, którego mogli się spodziewać, jak widać potrafili zaskakiwać. To chyba dobrze o nich świadczyło.

Nie zamierzała się jednak póki co przejmować ewentualnym tłumaczeniem ich zachowania, zakładała, że raczej uda im się wymknąć stąd po cichu, bez zwracania na siebie uwagi, bo Benjy na pewno miał w tym spore doświadczenie, wiedział jak to zrobić. Miała naprawdę dobrego przewodnika, nie mogła lepiej trafić.

Kiwnęła mu jedynie głową na te kolejne słowa. Było to bezgłośne zaproszenie do dalszej gry, chciała sprawdzić, czy faktycznie potrafi być taki zmotywowany, nie, żeby jakoś szczególnie w to wątpiła, ale i ona potrafiła kontrolować sytuację. Nie zamierzała dać mu łatwo wygrać tego starcia, chociaż wiedziała, że może ją to kosztować sporo cierpliwości, bo czuła, co się między nimi działo, nie dało się nie zauważyć tej napiętej atmosfery, która im towarzyszyła niemalże od samego początku. Docierało do niej, że prędzej, czy później będzie szukała sposoby na to, aby to wszystko z niej uszło, a kiedy on znajdował się obok widziała póki co tylko jeden sposób, w jaki mogłaby pozbyć się z siebie tych wypełniających ją emocji. Podejrzewała, że on doskonale zdawał sobie z tego sprawę, to było najgorsze. Na pewno wiedział, że ten cel wcale nie był nieosiągalny, wręcz przeciwnie, znajdował się na wyciągnięcie ręki.

To wszystko, co się między nimi działo było zupełnie niespodziewane. Nie zakładała, że kiedykolwiek w jego towarzystwie poczuje się w ten sposób. Nie dało się jednak nie zauważyć, że pojawiło się między nimi coś nowego, wisiało w powietrzu i nie chciało odejść. Od nienawiści do pożądania najwyraźniej była bardzo bliska droga, tylko oni jednak wspominali o przyjaźni, powtarzali sobie kilka razy, że to właśnie tę drogę wybrali, tylko, że to też nie do końca układało się po ich myśli.

Czuła, że granice zaczynają się zacierać, skoro już raz je przekroczyli, to nie będą mieli oporów z tym, aby zrobić to ponownie, to, że wiedziała kim jest niczego nie zmieniało, ich wspólna przeszłość nie była żadną przeszkodą ku temu, co mogłoby się między nimi wydarzyć teraz, zwłaszcza, że zdążyli ją już co nieco uporządkować. To w jaki sposób się do siebie aktualnie odnosili świadczyło o tym, że nie żywią do siebie urazy, wręcz przeciwnie.

Przyciąganie, które się między nimi pojawiło było zauważalne, rzucali sobie te z początku ukradkowe spojrzenia, zaczepki, by przejść do wgapiania się w swoje oczy bez chociażby cienia zawstydzenia. Przestali uciekać wzrokiem, zamiast tego w końcu zbliżyli się do siebie jeszcze bardziej. Sami to na siebie sprowadzali i żadne z nich nie zamierzało przed tym uciekać. Czuła, że powietrze gęstniało, jeszcze chwila, a zacznie brakować jej tlenu, jakby całe świeże powietrze zniknęło z tego pomieszczenia.

Nie chciała, żeby się od niej odsuwał. Miała nadzieję, że postanowi chociaż jeszcze przez chwilę tkwić tak blisko, bardzo chciała przekroczyć tę niewidzialną granicę, chociaż zdawała sobie sprawę z tego, że to może przynieść im dodatkowe komplikacje. Mieli tu spędzić jakiś tydzień, a już pierwszego poranka znalazła się z nim sam na sam w tym miejscu i nie umiała się powstrzymać przed tym, aby pozwolić się sobie na coś więcej. Raczej nie miewała takich momentów, raczej potrafiła się kontrolować, przy nim jednak było inaczej. Chciała zatracić się w tym mężczyźnie, chciała zatopić swoje usta w jego i dać się ponieść tej chwili. Tak właściwie to nie czuła, aby był to tylko i wyłącznie jeden moment, już wcześniej zauważała pewne reakcje swojego ciała, chociaż próbowała je ignorować, trudno jednak było z tym walczyć, kiedy znajdował się tak blisko, gdy wystarczyło delikatne uniesienie głowy, aby mogła w końcu sięgnąć po to, co wydawało się być okropnie niepoprawne.

Alkohol całkiem skutecznie odsuwał od niej rozsądek, dodawał jej odwagi, powodował, że nie skupiała się, aż tak na konsekwencjach, jakie mogły się pojawić. Pomagał jej koncentrować się na tej chwilowej przyjemności, którą mogli sobie dać, co później? To nie było aktualnie najistotniejsze. Los dał im kolejną szansę, nie miała go więcej spotkać, wydarzyło się to, więc dlaczego miałaby ignorować tę szansę. Zdecydowanie wolała ją wykorzystać.

Czuła, że serce biło jej szybciej, kiedy zbliżał się do niej, przyspieszyło swój rytm i nie zamierzało się zatrzymywać. Sama jego obecność powodowała, że ciało paliło ją od środka, jeszcze chwila, a pewnie by się spaliła, musiała coś z tym zrobić, bo nie było szansy, aby zbyt długo mogła walczyć z tym uczuciem. Wiedziała, że działo się tak przez niego, to on wywoływał w niej te wszystkie uczucia, nie miała pojęcia, czy było to tylko pożądanie, czy coś więcej, nie mogła jednak udawać, że po raz pierwszy od bardzo dawna coś poczuła. Nie była już bierna, miała ochotę sięgnąć po to wszystko, co był jej w stanie w tej chwili zaoferować, bo liczyła się dla niej tylko i wyłącznie ta teraźniejszość, w której się znaleźli.

Spoglądała mu w oczy, wpatrywała się w nie dłuższą chwilę, a później przeniosła spojrzenie na wargi mężczyzny, które prosiły się o to, aby ich posmakowała, nie było sensu z tym walczyć, miała wrażenie, że utknęli w tej jednej chwili, jednym momencie, a świat wokół nich się zatrzymał. Wszystko działo się w zwolnionym tempie, jakby ta chwila należała tylko i wyłącznie do nich i nikt nie mógł im jej odebrać.

Nieodpowiedni ruch mógł skomplikować to, co udało im się osiągnąć, to zupełnie nowe porozumienie, ale czy na pewno. Byli dorośli, mogli pozwolić sobie na więcej, zwłaszcza, że nie dało się nie zauważyć, że każde z nich miało na to ochotę. Nic nie stało im na przeszkodzie, jasne moment może nie był najlepszy, ale czy mógłby trafić się lepszy? Czy powinni się tak nad tym rozwodzić? Nie miało to żadnego sensu, nie chciała z tym teraz walczyć, nie kiedy byli tak blisko przekroczenia granicy. Nie sądziła, że będzie tego żałować, nie żałowała ich poprzedniego pocałunku, a świadomość, że mogli to powtórzyć w tej chwili wydawała się być bardzo pozytywnym aspektem sytuacji, w której się znaleźli. Nie zakładała, że spotka go po raz kolejny, ale nawet gdyby o tym wiedziała, to i tak zrobiłaby to samo. Coś przyciągało ją do tego mężczyzny, jeszcze nie umiała tego nazwać, ale nie mogła udawać, że to uczucie nie istniało.

Spo­glą­da­li sobie w oczy i była pewna, że ogar­niały ich te same uczucia. Może nie umiała ich jeszcze nazwać, ale to nie było ważne. Oboje wiedzieli, że to jest właściwe. Byli w tym razem, może jeszcze nie wspomnieli o tym ani słowem, tylko gesty, spojrzenia mówiły same za siebie. Wydawało jej się to być słuszne, tak po prostu.

Dreszcze przeszły jej po plecach, gdy jego dłoń znalazła się na jej szyi, był to bardzo delikatny gest, niemalże niezauważalny, ale jej ciało na niego zareagowało. Przymknęła oczy na krótki moment, jakby chciała jeszcze chociaż odrobinę nad sobą zapanować. Nie było to takie proste, nie, gdy czuła, że pali ją skóra w miejscu w którym jej dotknął. Byli coraz bliżej przekroczenia tej niewidzialnej linii, którą się odgrodzili, ramy którą sami sobie narzucili. Nie mogli być tylko przyjaciółmi, to nie pasowało do tego, co zaczęło się między nimi dziać.

- Jak mogłabym o tym zapomnieć? - Powtarzali sobie to dzisiaj kilka razy, zdążyło jej się to już ułożyć w głowie. Z zaciekłych wrogów pod wpływem aktualnych wydarzeń stali się przyjaciółmi, zmienili do siebie podejście, mimo wszystko wydawało jej się, że nie do końca pasuje do nich to określenie.

Przeniosła spojrzenie na jego dłoń, która znalazła się na jej udzie, niemalże od razu wróciła wzrokiem do jego twarzy rzucając mu wyzywające spojrzenie. Nie przyjaźnili się, ktoś musiał powiedzieć to w końcu na głos, bo zupełnie nie pasowała do nich ta łatka przyjaźni. Czy tego chcieli, czy nie, już dawno przekroczyli granicę. Przyjaciele nie zachowywali się w ten sposób, przyjaciele nie mieli ochoty złączyć swoich ust w pocałunku, zatracić się w sobie nawzajem. To było coś zupełnie innego. Czuła, że ciało zaczyna ją palić, jeszcze chwila, a sama rzuci się na niego, bo czuła, że pozostały w niej resztki kontroli, ostatnie podrygi, które za chwilę miały przepaść gdzieś daleko, w otchłani.

Zupełnie niespodziewanie przyciągnął ją jeszcze bliżej siebie, tak, że znalazła się w jego ramionach, czekała na to, odetchnęła w końcu ciężko nie przestając się w niego wpatrywać. Jej oczy błyszczały, zmienił się też nieco ich kolor wydawały się być nieco ciemniejsze, bo pojawiło się w nich coś nowego, pożądanie, z którym tak usilnie próbowała walczyć.

- Jakoś sobie z tym poradzę. - Tak naprawdę to przecież od samego początku nie chciała być tylko jego przyjaciółką. Powiedziała to cicho, właściwie to mruknęła, bo to nie był w tej chwili najbardziej naglący problem. Nie przejmowała się tym, że ta świeża przyjaźń została spisana na straty ledwie się rozpoczęła, jakoś to dźwigną, wiedziała, co to oznacza. Czuła, że w końcu będzie mogła zaspokoić to ciężkie, palące uczucie, które się pojawiło.

Gdy poczuła jego zęby na płatku swojego ucha usta drgnęły jej w uśmiechu - mimowolnie, przez całe ciało przeszły jej dreszcze spowodowane bliskością, na którą czekała. Po szyi muskał ją jego ciepły oddech, który po chwili zamienił się w pocałunek. Odruchowo odchyliła głowę do tyłu, aby ułatwić mu dostęp do tego kawałka ciała. Czuła pod skórą żar, który pozostawał w miejscu, w którym jego wargi jej dotykały. Dłonie Prue znalazły się na klatce piersiowej mężczyzny, chciała poczuć pod opuszkami palców jego ciepło, dotknąć go, bo ostatnio nie miała do końca szansy nacieszyć się w pełni jego bliskością. Teraz nikogo nie było wokół nich, mogli poświęcić sobie więcej czasu, nikt nie miał im przerwać tę krótkiej chwili zapomnienia na którą sobie pozwolili, którą wykradali teraźniejszości. Może nie zakładała, że tak szybko się to powtórzy, może nie świadczyło to o niej najlepiej, ale było to coś, czego pragnęła w tej chwili całym swoim ciałem, ale nie tylko, nie wydawało jej się, aby to było tylko przyziemne pożądanie, chociaż w tej chwili to ono zdecydowanie przejmowało kontrolę.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#16
29.04.2025, 22:34  ✶  
Staliśmy obok siebie, już nawet nie ukrywaliśmy zmiany w atmosferze, tylko patrzyliśmy prosto w oczy tego drugiego, nie próbowaliśmy uciekać wzrokiem. Może to działanie alkoholu, może nie, ale pod skórą wiedziałem, że to, co się działo to dopiero początek - cokolwiek wydarzy się w przeciągu następnych minut, na pewno coś zmieni, jakbyśmy nie zaliczyli dostatecznie dużo zmian na ten dzień bądź tydzień - chociaż na razie próbowałem to ukryć przed sobą... I przed nią chyba też, chociaż Prudence miała to swoje przekonanie, że już mnie rozpracowała. Tyle tylko, że ja nie byłem o tym taki znowu przekonany - nie zrobiła tego w czasach szkolnych, gdy mieliśmy ze sobą wiele więcej interakcji, więc na pewno nie zrobiła tego teraz. Z drugiej strony, to działało w oba kierunki - mi też mogło się tylko wydawać, że ją rozpracowałem. Byliśmy inni niż kiedyś... Tak też zachowywaliśmy się w stosunku do siebie, chociaż nie potrafiłem tego wyjaśnić, powiedzieć, dlaczego tak się stało - czemu od tamtego momentu, wieczoru na ulicy podczas pożaru Londynu, wszystko się zmieniło. Powinniśmy być wobec siebie bardziej zdystansowani, zachować odległość, którą wyznaczałyby nasze role towarzyskie, społeczne i tak dalej, nasze zwykłe życie, ale nie byliśmy. Nie próbowaliśmy nawet, ba - miałem wrażenie, że oboje wiemy, iż to byłoby bezsensowne. Czułem tę chemię, ten pociąg fizyczny, ale też coś głębszego, co nie mieściło się w prostych słowach... I to zbijało mnie z tropu, bo nie powinno tak być. Na razie jednak robiłem dobrą minę do nieokreślonej w skutkach gry - byłem wyluzowany, jak zwykle, pomimo tej coraz bardziej intensywnej atmosfery między nami.
- Pludence, pszypomnę ci tylko, sze to ty sama się wyspszęgliłaś, jesteś letrognitką, więs jak najbalsej podtszymuję swoje zdanie. - Rzuciłem z ironicznym uśmieszkiem, wyraźnie czerpiąc satysfakcję z przerzucania się takimi tekstami - to było bardzo podobne do tego, co robiliśmy w przeszłości, więc łatwo mi to przychodziło, ale jednocześnie od tamtej nocy, tego momentu w chaosie i zniszczeniu, coś zaczęło się zmieniać, przez co te słowa brzmiały lżej, bardziej przyjacielsko. Chociaż nie byliśmy prawdziwymi przyjaciółmi, choćbyśmy się starali, to wciąż było bardziej skomplikowane... Tak,  jakbyśmy znaleźli się w innej rzeczywistości - tej, którą sami stworzyliśmy pośród czegoś, co powinno było być zupełnie inne, traumatyczne, ale nie było...
No - nie do końca było. Na pewno miało na nas swój wpływ - nie dało się powiedzieć, że nie, ale czy było tak silne, żeby wykształcić między nami jakieś niezdrowe powiązanie? Czy to dlatego znaleźliśmy wspólny język, a inaczej byśmy go nie mieli? Wpatrywałem się w jej oczy - te same, które od razu wywołały we mnie falę różnych emocji, praktycznie od naszego pierwszego ponownego spotkania, i nie, nie sądziłem, że należało to sprowadzać do wspólnych przeżyć. Już kiedyś patrzyłem na nią w podobny sposób, z zainteresowaniem wpatrywałem się w jej brązowe oczy, lubiłem, gdy błyszczały rzucanym wyzwaniem - to się wcale nie zmieniło... Ich spojrzenie przyprawiało mnie o wiele wrażeń - od zdumienia po pragnienie, które wcześniej pewnie bym zignorował. Różniliśmy się tak bardzo, że można by pomyśleć, iż wciąż jesteśmy skazani na odległość i na brak zrozumienia, a jednak to nie było takie proste. Tak samo, jak bycie przyjaciółmi, jak się teraz nazywaliśmy - temu też czegoś brakowało.
- Ok, pleppelsie... - Rozbawiony, spojrzałem na Prudence z lekko drwiącym uśmiechem. Uniosłem brwi i kręcąc głową - to było po prostu zbyt dobre, żeby tak to zostawić. - Całe szczęsie, ty pewnie wszęsie pomykasz ze świesami, więs jak te zawiodą, to cała nadzieja będzie w tobie... Oszywiście, ty nie zawiedzies, nie s tym całym swoim pszygotowaniem... Będziesz mi to mogła wytykaś, więs tak czy siak, to dla ciebie sytuasja win-win, moszesz mi odpuściś. - Zmrużyłem oczy na chwilę, próbując uspokoić myśli, usprawiedliwić się wewnętrznie, że to wszystko, co kryło się pod tymi słowami, jest tylko chwilowe - nie zmienia naszej sytuacji, naszego życia. Mówiłem sobie, że to tylko chwilowa namiętność, to droczenie się nie musi nadawać sensu czemuś więcej, a jednak czułem, jak między nami pojawia się coś, czego nie dawało się już tak łatwo odwrócić - to coś wymykało się logice i ograniczeniom, które kiedyś wydawały się nie do pokonania.
Nie sądziłem, że dojdzie między nami do czegoś takiego, bo dzieliło nas zbyt wiele - różniło nas wszystko, co można było wymyślić, a jednak, mimo to, czułem, że rozumiemy się na wiele sposobów... Może dlatego, że miałem wrażenie, iż znamy się i nie znamy zarazem -  gdzieś tam znamy się nazbyt dobrze, a jednocześnie po tylu latach staliśmy się na tyle zupełnie obcy dla siebie, że trudno było temu zaprzeczyć, byliśmy sobie prawie obcy. Jakbyśmy przez cały czas żyli w dwóch różnych światach, a mimo to znaleźli wspólną płaszczyznę, na której mogliśmy się spotkać, jeśli tylko byśmy tego chcieli - a chcieliśmy... Prawda...? Byliśmy ziomeczkami, dobrze się zapowiadającymi przyjaciółmi...
Spojrzałem na nią jeszcze raz, czując jak moje ręce drżą od wewnętrznego napięcia, chociaż starałem się to ukryć... Widząc, jak jej oczy błyszczą, a jej oddech staje nieco szybszy, chociaż ona starała się to ukryć. Chciałem jej powiedzieć, co poczułem, i że to chyba nie jest takie proste - chciałem, ale słowa wyparowały, a zamiast nich był tylko oddech, pełen napięcia, oczekiwania. Już nie było co ukrywać, wszystko wydało się zbyt jasne. To było coś, czego podobno się nie planuje, co przychodzi nagle i zmienia zasady gry.
Zamarłem na moment, próbując wyjaśnić sobie w głębi, dlaczego tak bardzo tego pragnę. Zamilkłem na chwilę, spojrzałem jej w oczy, a w głowie pojawiła się jedna, niepokojąca, lecz jednocześnie kusząca myśl: „Nikt nie musi się dowiedzieć.” To była myśl, która zmieniła wszystko, co do tej pory wydawało się jasne i oczywiste. Ta, która nadała temu wszystkiemu nowy wymiar... I ona wystarczyła. Przyciągnąłem ją bliżej siebie, czując, jak ciało Prue reaguje na mój dotyk, jak jej oddech staje się coraz szybszy. To był moment, kiedy zatopiliśmy się w tym, co czuliśmy, pozwoliliśmy, aby pragnienia przejęły kontrolę. Znowu się do niej zbliżyłem, czując, jak miękkość jej skóry działa na mnie jak narkotyk, a włosy, które wcześniej odgarnąłem, łaskoczą mnie po policzku, przypominając, że wszystko to jest prawdziwe. Impulsywnie przyłożyłem usta do ucha kobiety, pierwszy raz odkrywając miękkość jej skóry pod wargami, i chociaż na początku próbowałem się jeszcze opierać, to teraz nie miałem już siły. Chciałem tylko poczuć to, co zrodziło się między nami, bez żadnych ograniczeń i słów, które mogłyby to zatrzymać... To był tylko jeden pocałunek - impulsywny, nieprzemyślany, taki, który wyrwał się spod mojej kontroli, ale jednocześnie nie chciałem go kończyć, bo było w nim coś prawdziwego, czego nie potrafiłem nazwać, a jednak czułem, że to coś znaczy. Wiedziałem, że nie powinniśmy tego robić - to było nieodpowiednie, zbyt wiele nas dzieliło, nasza historia powinna wyglądać inaczej i to, co robiliśmy, było niebezpieczne. To wszystko mogło się skończyć bólem i rozczarowaniem, a jednak, nic z tego nie miało już znaczenia, bo nie potrafiłem się od tego oderwać. Nie chciałem. Pochłaniała mnie ta chwila, chemia, która pojawiła się między nami istniała od dawna - inaczej nie działalibyśmy na siebie jak płachta na byka, to nigdy nie była obojętność - tylko czekała na odpowiedni moment, żeby wybuchnąć.
Czułem, jak jej ciało lekko się poddaje, jakby też odczuwała tę potrzebę bliskości tak samo mocno jak ja - słowa były zbędne. Pierwszy pocałunek przerodził się w kolejny, nieustannie coraz bardziej zaostrzając nasze wzajemne pragnienie. Z każdym momentem coraz bardziej pogrążałem się w tym uczuciu. Całowałem ją z pasją, z delikatnością i z nutą nachalności - zaczepiałem ją lekko zębami po skórze, rozpraszając się przy tym tak bardzo jak ją, i jak ona rozpraszała mnie. To działało w dwie strony. To była inna forma komunikacji, więcej niż zwykłe całowanie w usta. Całowanie w usta było zwyczajne, można to robić bez większego zaangażowania, nie wymagało żadnego wysiłku. Tego typu pocałunki zawsze były jak jakaś rutyna - powtórka utartego schematu, którą powtarza się, nie zastanawiając się nad głębią uczuć. Natomiast pocałunki we wszystkie inne miejsca, prócz warg, które zapowiadały ten finałowy, były inne - każdy układał się w jakąś całość, której nie dało się opisać słowami, tylko przeżyć.
A my w ostatnim czasie właśnie to robiliśmy - przeżywaliśmy, to była nasza domena. Nie zastanawialiśmy się nad całą resztą. Czy to było takie złe?
Może. Fakt, że tak się zdarzyło - po raz pierwszy, teraz już dwukrotnie, zmienił reguły gry, które wcześniej wydawały się jasne i jednoznaczne. Nie sądziłem, by którekolwiek z nas miało wątpliwości odnośnie tego, że nie ma już powrotu do tego, co było wcześniej - nie musieliśmy tego mówić, wszystko wyrażało się w naszych gestach, spojrzeniach, oddechach, które coraz bardziej się zlewały, chociaż jeszcze nie posmakowaliśmy swoich ust, ale zdecydowanie do tego zmierzaliśmy. Wiedziałem, że to nie tylko kwestia fizycznej bliskości - tak, ona była istotna, ale jednocześnie miałem wrażenie, że to też coś innego - coś, co buduje się powoli, krok po kroku - z każdym dotknięciem, szeptem, spojrzeniem... To mogło nam utrudnić ten pobyt w tym miejscu, mogło też sprawić, że będzie lepszy do przełknięcia - na tę chwilę trudno to było stwierdzić, tym bardziej, że to nie był moment, w którym łatwo zbierało się myśli i podejmowało racjonalne decyzje. Wręcz przeciwnie - dawaliśmy się ponieść chwili. Całowałem ją po szyi, rozkoszując się tą bliskością, a każde dotknięcie, choćby najlżejsze, wywoływało wr mnie niekontrolowaną mieszankę uczuć i impulsów. W jej oczach widziałem to samo - rozedrganie, pożądanie, a jednocześnie coś, co trudno było nazwać - to właśnie to mówiło, że jesteśmy gdzieś poza granicami zwykłej gry i coraz bardziej je przekraczamy.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#17
30.04.2025, 00:04  ✶  

Światło dziennie mogło przynieść im zmiany, których się nie spodziewali. W piwnicy otaczała ich ciemność, która ułatwiała im rozmowę, nie mieli możliwości się sobie przyglądać, spoglądać w oczy, czy odczytywać tych drobnych znaków, które mogły wiele powiedzieć. Nieco obawiała się tego, że kiedy się z niej wyłonią, może zrobić się między nimi niezręcznie, chociaż, czy miała ku temu podstawy? Ich ostatnie spotkania przebiegały przecież całkiem normalnie, mimo tego, że mogli się zobaczyć. Tak, brakowało im może wtedy pewnych zmiennych, nie wiedzieli z kim mieli doczynienia, ale czy to naprawdę zmieniało, aż tak wiele? Nie dało się nie zauważyć, że mogli znaleźć wspólny język i nawet jakoś specjalnie się nie musiała starać, aby to zrobić. Wystarczyły te spotkania, podczas których zabrakło tego uprzedzenia wynikającego z ich wspólnej, nie do końca przyjemnej przeszłości.

Tak się jednak nie stało. To światło, w którym mogli dostrzec więcej wcale nie przyniosło zbyt wielkich zmian, jakby nie miało większego znaczenia, gdzie się znajdowali. Tym bardziej, że teraz mogli obserwować swoje reakcje, które wcześniej całkiem skutecznie ukrywały się w ciemności. To mogło powodować komplikacje, nie - to miało powodować komplikacje, bo teraz widziała, że sobie tego nie ubzdurała. Nie tylko ona zmieniła podejście, wpatrywali się w siebie bez nawet krótkiego momentu zawahania, przeszywali się wzrokiem, żadne z nich nie chciało odpuścić. Atmosfera się zmieniała, gęstniała, przynosiła kolejną niewiadomą. Miało być tak prosto, mieli zamknąć się w tej pięknej przyjaźni, całkiem ochoczo sięgnęli bowiem po to określenie, ale wyczuwała, że to nigdy nie miała być tylko przyjaźń. Ich słowne zaczepki świadczyły o czymś zupełnie innym, może nie była w jakiejś szczególnej formie jeśli chodzi o inne relacje międzyludzkie, ale tego nie dało się zignorować. Wszystko zaczynało jej się rozjaśniać, dosyć szybko. Nie miała pojęcia, czym to było spowodowane, ale chyba nieszczególnie ją to interesowało. To raczej nie było chwilową zachcianką, skoro była bliska powtórzenia tego, co już zrobiła. Znowu czuła to niekoniecznie odpowiednie dla nich przyciąganie, ale bez sensu było z nim walczyć, ten jeden raz miała zamiar odpuścić, tak właściwie to przecież nie był jeden raz, ale nie miała zamiaru tego podliczać. Musiała pogodzić się z tym, że coś zaczęło ją w nie do końca odpowiedni sposób interesować w tym mężczyźnie.

- No nie do końca, nie widzę przyszłości, tylko przeszłość, to coś zupełnie innego. - Zdecydowanie wolałaby mieć bardziej przydatną umiejętność, tyle, że nie do końca miała wybór jeśli o to chodzi, oczywiście, że musiało jej się trafić coś mniej atrakcyjnego, a przy okazji mogącego wywołać kolejne traumy. Na tej loterii też nie wygrała.

Nie zamierzała mu tak łatwo odpuścić, zamiast tego wyciągała kolejne argumenty, bo mogła. Kiedyś też tak robili, przerzucali się nimi ciągle próbując udowodnić swoje racje, ale tym razem nie było to podsycone wzajemną niechęcią, wręcz przeciwnie. Nie dało się nie zauważyć tej różnicy. Nie czuła się już bowiem przy nim nieswojo, nie zakładała tej ochronnej maski, wręcz przeciwnie, próbowała, aby te słowne przepychanki przebiegały jak najbardziej neutralnie, chociaż, czy faktycznie tak się dało? Prowokowali się nawzajem, ale w zupełnie nowy sposób.

Trudno było stwierdzić, co konkretnego spowodowało tę zmianę w zachowaniu. Połączyło ich coś, co nie zdarzało się zbyt często, znaleźli się wspólnie pośród bardzo tragicznych wydarzeń, przetrwali to razem, no przynajmniej ona przetrwała tę część najbardziej ryzykowną. Nie sądziła jednak, że chodziło tylko o to, wzbudził w niej tę dziwną ciekawość już wcześniej, wtedy kiedy świata nie pochłaniały jeszcze płomienie, później po prostu uderzyło w nią to nieco bardziej intensywnie, zapewne pod wpływem dużo większych emocji. Nie mogła ignorować tego, że ponownie pojawiły się jakieś emocje, nie był jej obojętny, nie darzyła go nienawiścią, to też nie była zwyczajna przyjaźń. Coś więcej, tyle, że aktualnie nie umiała tego nazwać, a może nie chciała po prostu się przed sobą przyznać w jaki sposób mogłaby to nazwać. Wtedy zupełnie byłaby stracona, tak póki co mogła udawać, że to nic takiego, że wcale nie przepadła, że wcale nie miała ochoty przekraczać kolejnych granic, aby zaspokoić swoją ciekawość, chociaż nie chodziło tylko i wyłącznie o ciekawość, a o napięcie, które się między nimi pojawiło, o to specyficzne, podskórne, bardzo wyjątkowe uczucie.

- Trochę za łatwo oddajesz tą wygraną. Mogę Ci odpuścić, ale gdzie w tym przyjemność? Liczyłam na coś więcej. - Po raz kolejny udała rozczarowanie, bo nie przyzwyczaiła się do tego, że tak łatwo odpuszczał, wręcz przeciwnie - szykowała się raczej na dłuższe przepychanki słowne, wtedy zwycięstwo smakowało zdecydowanie lepiej. - Muszę Cię rozczarować, nie mam świeczek, zostały w Londynie, więc wcale nie jestem tak doskonale przygotowana. - Tak, właśnie wsadzała mu w ręce argument, dzięki któremu mógł ją pokonać, dobrze by było, aby docenił ten gest, bo na pewno nie powtórzy się zbyt szybko. Nie postępowała w ten sposób zbyt często, wręcz przeciwnie, raczej starała się mieć ostatnie zdanie.

Bardzo łatwo zaczęło przychodzić jej odpuszczanie, nieco się zmieniła jeśli o to chodzi, a może po prostu to, co teraz działo się między nimi ją zmieniło. Wpatrywali się w siebie nie mówiąc zbyt wiele, ale nie dało się wyczuć tego, że coś zaczęło się między nimi dziać, coś innego, coś nieco bardziej skomplikowanego, co miało przynieść im kolejną zmianę, czy na lepsze? Tego nie mogła założyć, chyba też nie chciała, bez sensu było się nad tym zastanawiać, szczególnie gdy nie myślała zbyt jasno i raczej skupiała się na tym, aby faktycznie sięgnąć po to, co jeszcze kilka minut wcześniej wydawało się być zakazane.

Najwyraźniej przestali przejmować się tym, co wypada, co nie wypada, czego powinni od siebie oczekiwać, bo to było zbędne. Liczyła się tylko ta krótka chwila, impuls który się pojawił i chęć ugaszenia tych emocji, które zaczęły ich wypełniać.

Wreszcie granica została przekroczona, właściwie zacierała się od dłuższego czasu, ale potrzebowali gestu, który by to przypieczętował i on nadszedł. Już nie było odwrotu. Nie musieli sobie tego tłumaczyć, słowa, które między nimi padły były wystarczające, wiedzieli do czego zmierzają, czego pragną. Pogodzili się też tym, że ta jakże wspaniała przyjaźń miała zostać zachwiana. Bardzo długo w niej wytrwali, nie ma co.

Nie dało się jednak walczyć z pewnymi instynktami, właściwie to nawet nie próbowała tego robić, bo to nie miało sensu, nie w tej chwili, nie kiedy widziała takie samo pożądanie w jego oczach, czuła, że chce tego samego co ona, to powodowało, że nie było sensu się wahać, tylko przyjąć to co się między nimi działo, przyjąć i dać się temu pochłonąć.

Ciało Prudence łaknęło tej bliskości, domagało się jej, dlatego, gdy tylko wziął ją w swoje ramiona poddała się temu całkowicie. Zupełnie się mu nie opierała, chciała więcej. Wystarczyło tylko, że jego usta się do niej zbliżyły, a przepadła.

Usta błądzące po jej szyi przynosiły coraz bardziej przyjemne doznania, czuła, że postępowali właściwie, już teraz nie liczyło się nic innego, tylko to, że trafili na siebie pośród tej dziwnej rzeczywistości. Może z pozoru nie powinno ich do siebie ciągnąć, wydawali się być wyrwani z zupełnie innych światów, ale przecież byli tutaj razem, to świadczyło samo za siebie, może te światy wcale nie były tak odległe, jak się mogło wydawać.

Pozostawiał palące ślady na skórzej jej szyi, miała wrażenie, że tworzy tam swoją własną historię, która pozostawi w niej ślad, była tego pewna, tak łatwo o tym nie zapomni, szczególnie, że nigdy nie zakładała, że mogłoby im się przytrafić coś podobnego. Nie zastanawiała się jakoś za bardzo nad tym, co może przynieść przyszłość, bo to nie było ważne. Ostatnio zaczęła doceniać teraźniejszość, wyszła nieco ze swojej strefy komfortu, a to co działo się teraz między nimi tylko to potwierdzało. Czuła, że zaczęła żyć, a egzystencja minęła, wszystko się zmieniało.

Przymknęła oczy, chcąc skupić się przede wszystkim na tym, co działo się z jej ciałem. Nie próbowała panować nad wszystkimi uczuciami, które zaczęły w nią uderzać. Chciała po prostu, jak najbardziej odczuwać to, co jej dała. Wyczuwała, że ciało zaczyna jej drżeć, właściwie to wypełniały je drobne dreszcze, bardzo przyjemne dreszcze, świadczące o tym, że sprawiało jej to ogromną przyjemność. Uniosła w końcu prawą nogę i oparła ją mu na biodrze chcąc zbliżyć się do niego jeszcze bardziej. Dłonie kobiety zaczęły błądzić po jego klatce piersiowej, powoli, delikatnie przesuwały się coraz wyżej, aż dotarła do szczęki mężczyzny, o którą oparła kciuk i zaczęła go nim gładzić po żuchwie.

Może ich usta nie złączyły się jeszcze w pocałunku, ale wiedziała, że to ich nie ominie, to było dopiero preludium, które zwiastowało to co miało nadejść.

Okazało się, że wcale nie tak trudno było jej przekraczać granice, które miały być nieprzekraczalne. Założenia, które się pojawiły. To mogło spowodować kompilikacje, jednak nie musiało, ufała mu, nikt nie musiał się dowiedzieć o tej ich krótkiej chwili zapomnienia, na którą sobie pozwolili, to mogła być kolejna tajemnicą, którą bez problemu dopisaliby do tych innych. Nie sądziła zresztą, że kogoś obchodziłoby szczególnie to, czym zajmowali się w wolnym czasie, bo przecież byli dorośli, może nieco pijani, na pewno ona, ale to niczego nie zmieniało. Wiedziała, że w tej chwili wszystko nabierało zupełnie innego znaczenia, ale to nie musiało przynosić niczego złego, mogło spowodować, że ten tydzień, który miała spędzić w tym miejscu będzie dużo bardziej przyjemny, nie, żeby kiedykolwiek w ogóle założyła coś takiego, ale skoro już zaczęło się dziać, to żal było nie skorzystać z tej możliwości. Zresztą nie zamierzała się oszukiwać, nie mogła się mu oprzeć, nie była w stanie tego zrobić, za bardzo ją do siebie przyciągał.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#18
30.04.2025, 06:08  ✶  
Ta interakcja - to było coś więcej, coś głębszego, czego nie potrafiłem nazwać ani zdefiniować, ale co mnie przyciągało - angażowało mnie to, chociaż jednocześnie nie wiedziałem, jak mam postępować. Coraz bardziej uświadamiałem sobie, że to coś innego, nieoczekiwanie trudnego do ogarnięcia umysłem w zwykły sposób, co trwało od tamtej chwili na placu przed ministerstwem... Nie, nawiązało się jeszcze przed - od pierwszych wydarzeń na ulicy podczas pożaru, a może nawet wcześniej - gdy pomogła mi z tym kolanem, ja jej z kotem, a nasze spojrzenia spotkały się na dłużej, niż powinny, bo już wtedy próbowaliśmy się wybadać. To mógł być pierwszy raz, gdy poczułem, że coś jest inaczej.
Wielokrotnie przed laty, nawet jeśli nie potrafiłem tego okazywać, czułem, że z nią to mogłoby być coś innego... Ale teraz? Tyle się zmieniło, wszystko wyglądało zupełnie nie tak, jak kiedyś - zarówno pod dobrym, jak złym kątem.
Stojąc naprzeciwko niej, czułem się jak w zawieszeniu, jakby czas wokół zatrzymał się na moment, a ja znalazłem się w tej niezupełnie komfortowej przestrzeni, w której słowa nie do końca odzwierciedlają to, co naprawdę czuję. Wpatrywaliśmy się w siebie, wymieniając się odpowiedziami, próbując udowodnić swoje racje, ale pod powierzchnią kryło się coś innego. Ta gra, chociaż wydawała się prosta, była bardziej skomplikowana, jej istota - głębiej ukryta. Byliśmy wobec siebie przekorni, łapaliśmy się za słówka, próbując zyskać przewagę, ale nie było już tej dawnej zaciekłości. To coś innego, coś subtelniejszego, a zarazem bardziej niepokojącego. Mimo to, nie potrafiłem odpuścić, gdy dała mi możliwość złapania jej za język...
- Wies, celowo nie nazywałem twojej zdolnosi „widmowidzeniem,” Plue, szeby cię nie uraziś, ale chyba musę byś jaśniejsy w pszekasie, skolo w Wielkiej Blytanii nie funksjonuje okleślenie „letlognisja.” - Przerwałem na chwilę, by podkreślić wagę słów, które zaraz padną. Westchnąłem pobłażliwie, jak ktoś, kto musi tłumaczyć coś oczywistego komuś, kto nie do końca rozumie. - Jasnowidzenie to plekognisja, nie pomyliłem szię, bo akulat z letrognitami, pszeprasam, s „widmowidzami” bywam w dosyś bliskiej współplasy w tym zawodzie. Nie jesztem ignolantem, Pludence, musis pszestaś mnie tak tlaktowaś, jeszli mamy szię pszyjaśniś... - Zakończyłem, patrząc jej prosto w oczy, z odrobiną zniecierpliwienia i zarozumiałości. To była ta chwila, kiedy czujesz, że nie możesz odpuścić, choćbyś chciał. Odnośnie jasnowidzów nie wiedziałem niemal nic, to prawda - to, w jaki sposób działały ich zdolności, to było coś, czego się nie uczyłem, nie zagłębiałem, nie interesowałem się tym specjalnie. Wiedziałem za to więcej o widmowidzach - z nimi miałem pewne doświadczenie, kontakty, nawet współpracowałem z niektórymi. A ona? Ona była jak zagadka, którą próbowałem rozgryźć, mimo że wiedziałem, że w tej dziedzinie, w tym świecie, nie jestem aż tak kompetentny, jak mógłbym być. W końcu, czy można być naprawdę pewnym czegokolwiek, gdy świat wokół nas jest tak pełen tajemnic, których nie rozumiemy? Może i tak, a może nie. Patrzyłem na nią z lekkim uśmieszkiem, czując, że choć rozgrywka trwa, to tak naprawdę jest to coś więcej niż tylko wymiana zdań. Zrobiłem pauzę, wzruszając ramionami, i dodałem z lekkim wygięciem warg:
- Wcale tak łatwo nie odpusczam, phi, po plostu wiem, s czego ja sam czelpię pszyjemnoś i nie jeszt to bicie szię s koniem. - Rzuciłem z przekorą, unosząc brwi. Przerwałem na chwilę, zamilknąłem, a potem, gdy znów się odezwałem, mój ton był nieco złośliwy, chociaż starannie wyważony. Przewróciłem oczami, przeciągnąłem się i dodałem. - Wies, odnośnie tych twoich zdolnosi, jak będzies miła, to mosze poszycę ci swoje świeszki, szebyś dalej mogła byś pleppelsem. Wiem, sze jako nudziala musis mieś poczucie kontloli, a bes świes to jusz w ogóle... - Po chwili zamilkłem, niemal wywracając oczami, zastanawiając się, czy nie warto jeszcze czegoś dodać, jednak nie, chyba nie potrzebowałem tego robić. Próbowałem zachować powagę, ale coś we mnie buntowało się przeciwko temu, bardzo trudno mi było utrzymać twarz, nie parskając bardziej szczerym, prostolinijnym śmiechem - ta gra, którą prowadziliśmy, nie była aż tak prosta, jak się wydawało. W rzeczywistości wcale nie czułem się lepszy, nie, tylko chciałem wypaść, jak ktoś zarozumiały.
To było lepsze od przyznania się, że stojąc naprzeciw niej, czułem się dziwnie zawieszony w tej chwili, jakby czas zwolnił, a ja jednocześnie stałem w miejscu i z boku patrzyłem na siebie z Prudence, próbując zrozumieć, co tak naprawdę się dzieje. Teoretycznie wymienialiśmy się odpowiedziami, toczyliśmy grę, w której miało chodzić o przegadanie i udowodnienie racji, ale w głębi duszy wiedziałem, że to coś więcej. Głębiej pod powierzchnią kryła się inna prawda. Byliśmy wobec siebie przekorni, łapaliśmy się za słówka, ale ta dawna dynamika już nie była tam obecna. To było coś innego... Wiedziałem, że jesteśmy inni niż kiedyś, że coś się zmieniło, chociaż nie potrafiłem jasno określić, co dokładnie. A jednak, mimo wszystko, czułem, że się rozumiemy... Na wiele sposobów, chociaż tak naprawdę nie znamy się do końca. Wiemy o sobie dużo, a jednocześnie nic. To było jak zagadka, której nie potrafiłem do końca wyjaśnić, jak jakaś ukryta siła, która nas przyciągała, chociaż powinniśmy trzymać się od siebie z daleka.
Milczeliśmy przez chwilę, a ja wsłuchiwałem się w oddech Prue, w bicie jej serca, w ciszę, która mówiła więcej niż słowa. W głębi serca byłem przekonany, że ta decyzja, chociaż ryzykowna, jest jedyną, która ma sens. Bo jeśli nie teraz, to kiedy? Bo jeśli nie my, to kto?
Przerwałem na moment, po czym całkiem zamilknąłem, czując, jak powietrze między nami się zagęszcza. Niby wiedziałem, że powinniśmy być wobec siebie bardziej zdystansowani, hamować tę falę podniecenia, która narastała z każdą wspólną chwilą, ale nie próbowaliśmy - w głębi duszy nie chciałem tego robić, bo w tej chwili, kiedy nasze usta się spotkały, wszystko wokół nas stało się mniej ważne. To był ten moment, kiedy wszystko się zmieniło - od tego spojrzenia i tego pocałunku, który przemienił się z lekkiego, zaczepnego muśnięcia w coś głębszego, co nie dało się już cofnąć.
To był pierwszy, delikatny pocałunek, który powoli przerodził się w kolejny, bardziej namiętny. Przy każdym kolejnym pocałunku, czułem, że zbliżamy się coraz bardziej do tego, co w sumie było nieuniknione. Zaczepiając ją, sam też rozpraszałem się od myślenia o czymkolwiek innym, chociaż wiedziałem, że to głupie posunięcie, i powinniśmy się powstrzymać, bo to wszystko jest nie takie, jakie powinno być. W głębi duszy wiedziałem, że powinniśmy być bardziej zdystansowani, zachować odległość, chronić się od niepotrzebnych komplikacji, ale nie byliśmy w stanie. Gdy czułem jej przyspieszony oddech, gdy odginała szyję, a jej palce coraz odważniej zaczęły błądzić po mojej klatce piersiowej, wszystko wydało się tak naturalne, tak intensywne, że nie potrafiłem się powstrzymać. Nie próbowałem, bo to, co pojawiło się kilka dni temu, teraz wybuchając intensywniej i nie musząc przedwcześnie się kończyć, było silniejsze od rozumu, od rozsądku... Wszystko się zmieniło od tamtej chwili, tamtego dnia, gdy spojrzeliśmy na siebie z innym zrozumieniem, prowadząc rozmowę, chociaż wiedziałem, że nigdy nie powinniśmy do tego dopuścić.
W głębi duszy wiedziałem, że to, co robimy, jest nieodwracalne - raz podjęte decyzje mogą odmienić wszystko, ale też wiedziałem, że nie mogę się od niej odsunąć, nie teraz, kiedy czułem, że jesteśmy tak blisko. Dłonie kobiety zaczęły wędrować po mojej klatce piersiowej, powoli, delikatnie, jakby chcąc sprawdzić, jak daleko można się posunąć. Odpowiedź brzmiała: „Daleko, jak najdalej, po co się hamować...” Ja już nie zamierzałem...Czując, jak palce Prudence powoli przesuwające się po obrysie szczęki, przymknąłem oczy na chwilę, ostatni raz próbując usprawiedliwić się wewnętrznie - przekonać samego siebie, że to, co robimy, jest tak naprawdę tylko chwilowe, nie ma znaczenia, to tylko odskocznia od codziennych problemów i obowiązków, więc to jest normalne, bo przecież jesteśmy dorośli - przypominając sobie, że nikt nie musi o nas wiedzieć. Więc niech tak będzie? Niech to, co się dzieje, będzie naszym sekretem, naszą własną historią, choćby krótką, której nikt nie musiał znać?
Spojrzałem na nią, na ten fragment pomieszczenia, które nagle wydało mi się tak bliskie i znajome, a zarazem tak odległe od wszystkiego, co do tej pory znałem. Oczywiście, wiedziałem, że powinniśmy uciec od tego, co się między nami pojawiło, bo to było niebezpieczne, ale... To był ten moment, gdy człowiek uświadamia sobie, że wszystko dzieje się naprawdę, gdy czujesz, że nic innego nie istnieje, oprócz was obojga. To sprawiało, że czułem się jak w transie, jakbym znalazł się z nią w jakimś dziwnym zawieszeniu, gdzie nie liczy się nic prócz chwili i pragnienia. Kolejny raz przymknąłem oczy na chwilę, próbując złapać oddech, uspokoić myśli, ale ten dotyk, to ciepło, zapach - sposób, w jaki bez słów dążyliśmy do tego samego, instynktownie to sobie dając...
Nadal ją trzymałem, ale jednocześnie odsunąłem się na kilka centymetrów, czując, jak pulsuje we mnie wszystko - od ciepła jej ciała, które jeszcze odczuwałem na skórze, po niecierpliwość, którą wywołał ten pocałunek. Spojrzałem jej w oczy, próbując wyczytać w nich wszystko, co nie zostało powiedziane - to, co było, nie wróci już do starego stanu, ale co to właściwie oznacza...? Czy to naprawdę takie znowu nic, na które możemy sobie pozwolić, bez żadnych dodatkowych konsekwencji? Nie chciałem dawać jej mylnego wrażenia, że to coś znaczy. Tak - to nie było tylko pożądanie, ale nie miało innych perspektyw, więc powinniśmy to sprowadzić tylko i wyłącznie do tego. O ile chciała?
Mogłem się opanować, jeszcze nie byłem na tyle pijany, by myśleć zupełnie nierozsądnie, chociaż ciężko było mi znaleźć oddech. Tyle tylko, że nie chciałem. Serce biło mi mocno, a myśli, które wcześniej krążyły w głowie, teraz zlały się w jedno - pragnienie, które się we mnie tliło, nagle wybuchło jak pożar, którego nie można już ugasić. Wiedziałem, że to, co się dzieje, to coś więcej niż zwykła fascynacja, coś głębszego, chociaż nie potrafiłem jeszcze nazwać tego słowami.
Byliśmy inni niż kiedyś - to było wyraźne, a mimo to, czułem, jakbyśmy rozumieli się na wiele sposobów, i znali siebie głębiej, niż można by się spodziewać. Nigdy nie sądziłbym, że w tym układzie, po tym wszystkim, dojdzie między nami do czegoś takiego, bo dzieliło nas tak wiele, różniło wszystko - od poglądów, przez styl życia, aż po zwyczaje. Znaliśmy się i nie znaliśmy jednocześnie. Wiedzieliśmy o sobie dużo, ale jednocześnie nic nie było pewne, nic nie było oczywiste. Czułem z nią chemię, czułem pociąg fizyczny, który był tak silny, że aż trudno było go opisać, ale to nie był tylko seks, nie on był wszystkim, chociaż w tej chwili w tej chwili werdykt był nieubłagany - wszystko sprowadzało się do jednego - jej noga opleciona wokół mnie, pocałunki na szyi, palce na policzku... Mój własny oddech stawał się coraz cięższy, a każdy pocałunek - coraz bardziej namiętny, pełen emocji, które wręcz kipiały we wnętrzu, domagając się uwolnienia. Nie przestając całować, tylko coraz głębiej pochylając się ku niej, poczułem, jak moje ręce automatycznie szukają jej ciała, jakby to było naturalne, nie wymagało żadnego namysłu. Oparłem dłoń na udzie kobiety, drugą sunąc po jej plecach - wzdłuż kręgosłupa, czując, jak pod moimi palcami tli się żar bijący od niej, mimo kilku warstw materiału...
Im bardziej się angażowałem, tym bardziej zatracałem się w tej namiętności, zapominając o wszystkim wokół. Nie myślałem już o niczym innym, tylko o tym, by być jak najbliżej niej - zanurzyć się w tym uczuciu i spełnić nasze pragnienia. Całowałem jej szyję, zatapiając usta, momentami język, w miękkiej, pachnącej skórze... Raz po raz angażując w to zęby, pozwalając sobie na to bez pytania, nawet jeśli to mogło być przekraczaniem kolejnych granic. Nie kontrolowałem już otoczenia, nie myślałem o tym, co się dzieje wokół mnie. Moje ciało reagowało bezmyślnie, a ja pozwalałem mu się prowadzić, zapominając o wszystkim innym - napierałem do przodu, byleby znaleźć się jak najbliżej, może trochę za bardzo... Zdecydowanie za bardzo. Przez moment czułem, jak motocykl zaczyna się chybotać, jakby zaraz miał się wywrócić, ale zupełnie to zignorowałem, tylko instynktownie, odruchowo, złapałem kobietę drugim ramieniem.
Nie myślałem o tym, co się dzieje wokół, działałem podświadomie. Kiedy maszyna zupełnie straciła równowagę, gwałtownie, a jednocześnie z niespodziewaną lekkością - jakby nie sprawiło mi to żadnego trudu, korzystając z tego, że była lekka i obejmowała mnie nogą w pasie - bez jakiegokolwiek ostrzeżenia uniosłem ją w górę i od razu, obracając się, oparłem mocno plecami o chłodną ścianę. Podczas tego ruchu, moje dłonie automatycznie powędrowały na jej pośladki, zaciskając się na nich - to było najbardziej naturalne, jakbyśmy oboje już od dawna wiedzieli, że tak musi się to skończyć. Wybierając priorytety - naturalnie, a jakże - pozwoliłem, by motocykl mocno się przekrzywił i... Nie, los nie do końca nam sprzyjał - nie oparł się delikatnie o drewniany barek, subtelnie stukając o twardą, lakierowaną powierzchnię, o nie, on o nią pierdolnął - huknął z głośnym echem niosącym się po pomieszczeniu. Po tak długiej ciszy, łoskot był brutalny dla ucha, wywołał skrzywienie na mojej twarzy - zmrużenie oczu, wyraźnie widoczną dezaprobatę wobec takiego przerywania chwili, zdecydowanie irytację i realizację. Tyle tylko, że nie taką, jakiej należałoby się spodziewać - to było dla mnie jasne.
Pocałowałem ją w usta, głęboko, namiętnie, jakby to miało rozwiać wątpliwości odnośnie wszystkiego, co jeszcze pozostało niewypowiedziane - wciąż chciałem, byśmy zostali sami, wcale nie przerywając tego, co się działo, a jednak... Moment po tym rzuciłem Prudence bardzo jasne, wymowne spojrzenie: „Jeśli nie chcemy się tłumaczyć, musimy stąd spadać.” Ale nie odstawiłem jej z powrotem na podłogę - zamiast tego przez cały czas się w nią wpatrywałem, to rozszerzając, to mrużąc oczy, i próbując złapać głębszy oddech.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#19
30.04.2025, 10:21  ✶  

Nie była to sytuacja, w której potrafiła tak po prostu się odnaleźć. Nie spodziewała się tego, że coś może się między nimi wydarzyć. Nie zakładała tego, tak samo jak nie mogła wiedzieć tego, że go tutaj spotka. Musiała dostosować się do tego, co zaczęło się dziać między nimi, bo pewna była wyłącznie tego, że coś się zmieniło. Dosyć szybko zaczęli zmieniać narrację, ale próbowała jakoś sobie z tym poradzić. Ich zaczepki zaczęły przybierać zupełnie inny ton, niż kiedyś. Odpowiadało jej to, chociaż nie była na to przygotowana. Musiała więc po prostu pozwolić sobie płynąć, zobaczyć do czego to doprowadzi. Benjy nigdy nie był przewidywalny, więc tak naprawdę mogło się zdarzyć wszystko i nic, chciała sprawdzić, co właściwie może się zmienić, co może im to przynieść, skoro już postanowili grać w tę grę.

Niby mogła to uciąć, znanymi sobie metodami, zdystansować się, odsunąć, udać, że to nic takiego, ale nie chciała tego robić. Sporo się ostatnio wydarzyło i to nieco zmieniło jej myślenie, on się zmienił, a właściwie to to jak go widziała swoimi oczami. Teraz wydawała się dostrzegać to, co kiedyś było dla niej nie do pomyślenia. Nie zakładała niczego, ale spodziewała się tego, że to może być coś więcej, coś, czego nigdy wcześniej nie mieli szansy sprawdzić.

Słowa, które padały z ich ust mówiły jedno, co innego jednak kryło się w spojrzeniach podszytych silnymi emocjami. Musieli jakoś sobie z tym poradzić, wykonać krok w jedną, albo w drugą stronę, długo nie wytrzymają w takiej gęstej atmosferze, z tego akurat zdawała sobie sprawę. Prędzej, czy później będzie trzeba coś z tym zrobić, i póki co zostawali przy tej rozmowie, która nie należała do najłatwiejszych, bo była grą, tylko jeszcze nie wiedziała jaka była nagroda za wygraną w tych drobnych potyczkach słownych.

- Błagam Cię, urazić? Jak można kogoś urazić nazywając rzeczy po imieniu. - Nie tak łatwo było ją urazić, ale przecież to wiedział, miała całkiem grubą skórę, jak na takie drobne ciało, co też nie wzięło się z niczego, był jedną z osób, która się do tego przyczyniła, dał jej całkiem niezłe lekcje w czasach szkolnych, między innymi dzięki niemu nie przejmowała się takimi drobnostkami.

Nie do końca chodziło, że nie kojarzyła określenia, z którego skorzystał, dopiero gdy zaczął jej wyjaśniać swoje słowa dotarło do niej, że nie zrozumiała go do końca z racji na to, że nie skupiła się na słowach. Pierwszy raz wywaliła się na tym, że nie usłyszała do końca, co chciał jej przekazać i dopowiedziała sobie swoje. Musiała nieco bardziej się skupić, aby nie zaliczyć kolejnej wpadki, a czasem, niektóre słowa nie były wcale takie proste do odszyfrowania, nie kiedy była lekko pijana, a do tego zamiast do końca skupiać się na tym co mówi zawieszała spojrzenie na jego oczach. To powodowało niezrozumienie. Nie zamierzała jednak się wymądrzać, zamiast tego po prostu pokiwała głową, że dotarło, że zrozumiała, co chciał jej przekazać.

- Oczywiście, że musisz z nimi pracować, dobrze wiedzieć, że masz doświadczenie z podobnymi do mnie wybrykami natury, przynajmniej wiesz, czego się spodziewać. - Nie dla wszystkich bowiem było to takie oczywiste, zazwyczaj też nie chwaliła się tymi swoimi specjalnymi umiejętnościami przy pierwszej, lepszej rozmowie, jednak czuła, że to może trochę wyjaśnić to, dlaczego była takim, a nie innym człowiekiem, a chciała, żeby wiedział o niej więcej. Gdzieś w podświadomości zależało jej na tym, aby zobaczył to wszystko, co ją ukształtowało. Jej wcześniejsze zachowanie nie brało się bez powodu, te wszystkie, drobne aspekty powodowały to, w jaki sposób kiedyś reagowała na otoczenie, szczególnie, gdy była młodsza i mniej doświadczona, kiedy nie radziła sobie z tymi składowymi. Z biegiem lat było prościej, jakoś sobie to ułożyła w głowie, ale początki, początki były ciężkie.

- Nie zamierzam stawiać na szali naszej przyjaźni, szkoda by było. - Dodała jeszcze wpatrując się w niego. Zaskakiwał ją swoją wiedzą, zdecydowanie nie był laikiem w wielu dziedzinach, ale powinna się tego spodziewać, zawsze był bystry, doświadczenie, którego nabył przez lata musiało wiązać się również z szeroką wiedzą w różnych tematach, której ona pewnie nie miała szansy wyczytać ze swoich książek. Musiała się przygotować na to, że może ją pokonać.

- Myślałam, że już jestem miła, mówisz, że muszę postarać się bardziej? - Uniosła nawet pytająco brew, aby było widać, że naprawdę się nad tym zastanawia. Naprawdę się starała, nie dostrzegał tego?

- Widzisz, jesteś bardziej przygotowany ode mnie, jednak znowu zaskakujesz. - Był przygotowany na każdą ewentualność, ale mogła się spodziewać tego, że jako nomad miał przy sobie wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy, ona nie zabrała ich tutaj zbyt wiele ze sobą, bo przecież miała być tu tylko tydzień, po tym tygodniu znajdzie się w swoim cool mieszkanku, gdzie znajdowało się wszystko, czego potrzebowała. Była w stanie wytrzymać tydzień bez świeczek, chyba? Nie sprawdzała tego jeszcze. Cóż, może i dobrze, że pojawiła się możliwość pożyczenia ich.

- Nie spodziewałam się, że możesz chcieć, żebym miała poczucie kontroli, zapewne skorzystam z propozycji, później. - Kiedyś pewnie bawiłoby go to, że zaczyna się miotać i gubić, tracić grunt pod nogami. Teraz wydawał się postępować zupełnie inaczej, zapewniał jej wszystko, czego potrzebowała do tego, aby być spokojna. Dosyć wiele się między nimi zmieniło. Tak, zauważała te drobne szczegóły. Może nie brakowało w nich tej zadziorności i zaczepności, ale robili to na zupełnie innym poziomie. Było inaczej, lepiej, tak mogła przyznać, że było lepiej, bo to, co działo się między nimi wzbudzało w niej teraz tylko i wyłącznie pozytywne emocje.

Nie potrzebowali wiele czasu, aby wyjść poza narzucone sobie ramy znajomości. Spodziewała się tego, bo wyczuwała, że coś się między nimi zmieniło. Bardzo łatwo było przekroczyć tę niewidzialną granicę, szczególnie znajdując się na lekkim rauszu. To tylko ułatwiało sprawę, tłumiło ostatnie podrygi rozsądku, który gdzieś przepadł. Nie miała pojęcia do czego ich to zaprowadzi, ale to nie było ważne, nie musiała przecież wszystkiego planować. Stała się jakąś dziwną, wersją siebie, której zaczęła podobać się spontaniczność.

Dostrzegała jego spojrzenie, widziała, że kryje się w nim to samo, co czuła ona sama. Podjęli decyzję, nie wypowiadając jej w głos, nie potrzebowali tego. Po prostu pozwolili sobie oderwać się od rzeczywistości, rzucili się w otchłań i towarzyczącemu jej pożądaniu.

Dawno nie czuła czegoś takiego, nie pojawiało się między nią, a kimkolwiek takie przyciągnie, chęć sięgnięcia po to całe ciepło, które znajdowało się na wyciągnięcie ręki. Wiedziała, że nieco to skomplikuje ich relacje, ale aktualnie stwierdziła, że można to pieprzyć. Nie było sensu przejmować się tym, co miało przynieść później, czy jutro, bo to był ten jeden wyjątkowy moment, z którego zamierzała czerpać jak tylko się dało.

Zdecydowanie wiele się między nimi zmieniło, nie mogło to być chwilowe, bo ich relacja zawsze była bardzo intensywna, tyle, że sposób w jaki zaczęli to okazywać się zmienił. Może faktycznie istniało między nimi jakieś połączenie, które odebrała kiedyś w zupełnie inny sposób. Otoczyła się wtedy murem i nie pozwoliła mu się przez niego przebić, tyle, że już nie była tą osobą, nie musiała być zimna niczym lód, wręcz przeciwnie, chłód zniknął, a pojawił się żar, który prosił się o ugaszenie.

Zaczęli zatracać się w sobie, w tym momencie, oderwali się na moment od rzeczywistości, przenieśli się gdzieś indziej, nie przejmując się tym, co działo się wokół nich. Ktoś mógł ich tutaj zobaczyć? Nie wydawało jej się, to raczej miała być ich słodka tajemnica, nie wątpiła, że nie będą mieli problemu z tym, aby ją zachować. To nawet dodawało temu nieco ekscytacji, nikt nie wiedział, że coś się między nimi zmieniło, to było tylko i wyłącznie ich. Nie zakładała, że przyniesie im to jakieś większe zmiany, ale mogli chociaż w tym momencie skorzystać z tej szansy, jaką dał im los. Zasługiwali na tę chwilę zapomnienia po tym, co razem przeżyli, czyż nie?

Jej ciało reagowało na jego dotyk, nie było bierne, nie mogła powstrzymać się od tego, aby go dotykać, chciała zatracić się w nim, z nim w tym wszystkim. Napięcie stawało się coraz bardziej wyczuwalne, tyle, że teraz zmieniło swoją postać, bo istniała szansa, że mogą dać mu upust, właściwie już to robili, tyle, że każdy pocałunek powodował, że ogarniało ją coraz większe pożądanie, nie było już odwrotu, wiedziała, że chcą tego samego, że połączyła ich jakaś dziwna nić, której zupełnie się nie spodziewali.

Łaknęła tej bliskości, dlatego też reagowała instynktownie, zbliżała się do niego coraz bardziej, jakby chciała, żeby mieli szansę w pełni poczuć swoją obecność. To, co działo się między nimi było bardzo impulsywne, niemalże pierwotne, nie potrafili się powstrzymać, nie chcieli tego robić. Nie do końca potrafiła się przy nim zachować właściwie, chociaż może właśnie to było właściwe?

Nie miała zamiaru rozkładać tego na części pierwsze, zastanawiać się, czy to tylko chwilowe uczucie, chociaż raczej nie mogło nim być, bo nie miewała takich momentów, aby po prostu sięgać po zachcianki, które się pojawiały, to nie było w jej stylu. Zawsze szło za tym coś głębszego, ale nie zamierzałą teraz tego nazywać, bo wiedziała, że może to nie przynieść niczego dobrego. Wiedziała, że nie mają szansy na to, aby trwało to dłużej, a mogli sobie umilić te siedem dni, które mieli tutaj spędzić. Dosyć szybko zresztą doszli do tego, że coś się między nimi dzieje.

Skoro nie mogli dać sobie niczego więcej, to zamierzała skorzystać z tej opcji, która się pojawiła. Dlaczego mieliby się hamować, powstrzymywać swoje pożądanie? Byli dorośli, nikogo nie krzywdzili tym postępowaniem, nie było bez sensu powstrzymywać się od tego, aby się w sobie zatracić.

Spoglądała na niego próbując nieco uspokoić swój oddech, kiedy się od niej oderwał. Nie miała zielonego pojęcia, co mogłaby wyczytać z jego spojrzenia poza tym, że chciał w tej chwili tego samego co ona, też pragnął przekroczyć granice. Mieli jeden, wspólny cel - zatracenie się w tym wszystkim, co pojawiło się między nimi. Nic innego nie miało znaczenia.

Czasem to po prostu się pojawiało, bez względu na wszystkie inne czynniki, po prostu podskórnie pojawiało się to uczucie, z którym nie było sensu walczyć, może i sporo ich różniło, ale nie w tym przypadku, w tym jednym przypadku chcieli tego samego. To było najważniejsze, nie było nic gorszego od platonicznego uczucia, które trawiło tylko jedną stronę, im się to nie przytrafiło, chcieli tego samego, chociaż pewnie nigdy nie sądziliby, że dojdzie do czegoś takiego.

Nie przestali podążać ku pozbyciu się tego napięcia, pociąg fizyczny, który się miedzy nimi pojawił był zbyt silny. Ich ciała zbliżały się do siebie coraz bardziej, czuła kolejne przenikające przez nią dreszcze, gdy jego dłoń sunęła wzdłuż jej kręgosłupa, wiedziała, że jest stracona, nie było już szansy z tym walczyć, nie chciała z tym walczyć, wręcz przeciwnie, chciała aby to uczucie w pełni ją pochłonęło.

Nie mogło być jednak zbyt prosto, prawda? Zapomnieli o otaczającym ich świecie, jednak on o nich pamiętał. Poczuła, że zaczyna się kołysać, co sugerowało, że robiło się niestabilnie. Najwyraźniej on jednak również to wyczuł, bo niemalże od razu uniósł ją nad ziemię. Oplotła go wtedy ciasno obiema nogami, nie chcąc spaść na ziemię, był to odruch, wiedziała bowiem, że nie dopuściłby do tego, aby stała się jej krzywda. Otoczyła też jego szyję jedną ręką, chciała znaleźć się jeszcze bliżej niego, ale przy okazji nieco się ustabilizować, chociaż właściwie to nie było potrzebne, bo skutecznie podtrzymywał ją za jej pośladki. Nie musieli się przejmować tym, że motocykl nie zamierzał ułatwiać im zbliżenia się do siebie.

Wydawało jej się, że uniósł ją jakby nic nie ważyła, właściwie miała już szansę zauważyć to, że bez problemu radził sobie z ciężarem jej ciała. Przeniósł ją na plecach przez Londyn, po to, aby była bezpieczna. Ufała mu w pełni i temu, co robił. Zaufanie było istotne, i wcale tak łatwo jej nie przychodziło.

Huk, który spowodował upadek motocykla skutecznie wyrwał ją z tego dziwnego transu, w którym się znaleźli. Był dosyć drastycznym powrotem do rzeczywistości, którego nie do końca się spodziewała, nie dało się jednak go zignorować. Zapewne ten dźwięk dotarł też dalej, był kurewsko głośny.

Odetchnęła głośno, nieco nerwowo, wiedziała, że to powodowało, że musieli podjąć jakąś decyzję, nie mogli bowiem założyć, że ktoś zaraz się tutaj nie pojawi, że ich kryjówka nie zostanie odkryta.

Nim jednak miała szansę się odezwać zdążył jeszcze zbliżyć swoje usta do jej i połączyć je w pocałunku. Nie wiedziała dlaczego każdy kolejny pocałunek smakował lepiej i był pełen nieoczywistych emocji, które wisiały między nimi. Nie potrzebowała słów, wyjaśnień, bo ten pocałunek wyrażał to wszystko, co zaczęło się dziać zupełnie niespodziewanie. Dała się temu ponieść, tak po prostu.

Nie mogli jednak dłużej tu zostać, jeśli chcieli kontynuować swój dalszy, wspólny poranek. Ten pocałunek był jednak jak obietnica tego, co jeszcze było przed nimi. Gdy oderwała swoje usta od jego wpatrywała się w mężczyznę dłuższą chwilę, oczy miała przymrużone, nie wypuszczał jej z ramion, też nie chciał tego przerywać, jednak nie mieli za bardzo innego wyjścia. - Zabierzesz mnie na tę wycieczkę? - Przerwała w końcu ciszę nie poruszając się jednak, nie odrywała również od niego swojego spojrzenia, próbowała przy tym nieco uspokoić oddech, i bicie serca, bo wydawało jej się, że zaraz wyskoczy jej z klatki piersiowej.

Musieli się stąd ewaukować, jeśli chcieli uniknąć towarzystwa, a aktualnie nie miała ochoty na to, aby znaleźć się przy kimś innym, niż przy nim, liczyła więc na to, że uda im się opuścić to miejsce całkiem szybko, bez pojawienia się niepotrzebnych pytań.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#20
30.04.2025, 16:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.04.2025, 16:40 przez Benjy Fenwick.)  
Nie miałem najmniejszego zamiaru się w to wplątywać, bo nie powinno się dziać - nie tak, nie tutaj, nie z nią, ale w tej chwili logika miała taką samą siłę przebicia, jak szept w burzy. Wszystko wokół zniknęło - ściany stały się tłem, powietrze przestało istnieć, oddech stał się szybszy, bardziej urywany, zaczerpywałem go z trudem, świat zewnętrzny przestał być istotny. Była tylko ona - i to, co się działo we mnie, gdy stała tak blisko, tak świadoma siebie, mnie, chwili. Nie musiała nic mówić. Ciało zdradzało więcej, niż jakiekolwiek słowa...
Właściwie to byłem pewien, że się nie złamię -  będę tym, który zna swoje miejsce. Tym, który wie, że są pewne kobiety, które należy tylko podziwiać z dystansu, a nie dotykać. Prudence od początku była jedną z nich. A jednak wystarczyło tylko kilka sekund, żeby zdać sobie sprawę, jak bardzo trudno będzie ukryć, że z chwili na chwilę te pierwsze wnioski odchodzą w zapomnienie. Nie potrzebowałem zbyt długo, żeby poczuć, że coś we mnie pęka, a moja pewność, odnośnie zajmowanego stanowiska, zaczyna się rozmywać. Gdy na siebie wpadliśmy po raz pierwszy, wewnątrz, od razu jasno określiłem swoje intencje i zamiary - to nie była kobieta dla mnie, nawet na chwilę, kilka dni czy jeden wieczór, więc zupełnie nie planowałem tego sprawdzać, nawet jeśli mogliśmy mieć ze sobą niepodważalną chemię. Prue reprezentowała zupełnie inny świat, inny poziom, od którego chciałem się trzymać jak najdalej. Odwrócony klasizm - tak, coś w tym było. Wiedziałem, że powinniśmy trzymać się od siebie z daleka - nie powinniśmy przekraczać granic, które były tam nie bez powodu, ale coś we mnie od początku podpowiadało, że to się zaraz zmieni. Wystarczyła tylko jedna chwila - pierwsze długie spojrzenie w jej oczy, które od razu wywołało we mnie burzę. Odległe od pozostałych ludzi pomieszczenie, nasza samotność, ten oddech, który stawał się coraz cięższy - i nagle, wszystko zaczęło się dziać samo. Mogliśmy udawać, że tak nie jest, na co wskazywały wypowiadane słowa i odbijane zaczepki, ale głęboko wewnątrz trudno było nie zdawać sobie z tego sprawy... Atmosfera była zbyt intensywna. Pomieszczenie było odcięte od świata - ciche, duszne, jakby czas nagle zwolnił, mieliśmy kilka chwil... Tylko dla siebie.
Wystarczyła chwila samotności, odosobnienia od innych ludzi, byśmy zaczęli na siebie patrzeć tak intensywnie, jakby czas się zatrzymał. To nie było jednostronne pożądanie - wiedziałem, że ona to czuła równie mocno. To napięcie wisiało w powietrzu, niemal namacalne, i chociaż pewnie byłoby lepiej je zignorować, to ja nie potrafiłem tego zrobić, poprzestawszy na wymianie zdań i tyle. Pragnąłem się dowiedzieć, co kryje się za tym przeciągłym spojrzeniem, za tymi dużymi oczami, które wydawały się mówić: „Chcesz tego tak samo jak ja”. Przygryzła wargę... Delikatnie, ale wystarczająco długo, bym poczuł, jak zęby zaciskają mi się w odruchu... Nie, nie złości - z napięcia. Spojrzenie spod rzęs, usta z tym ledwie zauważalnym uśmiechem, broda uniesiona o centymetr za wysoko, jakby znów rzucała mi wyzwanie: „Nie odważysz się.” Nie, to nie było jednostronne. Gdyby było - byłoby łatwiej. Można by się uśmiechnąć, odwrócić, wyjść, ale nie...  Trafiłem na kobietę, która też chciała grać... I nie miała zamiaru grać fair. Każda sekunda, w której na mnie patrzyła, sprawiała, że moje ciało działało szybciej niż umysł. Czułem, jak wzrasta ciśnienie, oddech staje się jeszcze płytszy, wzrok już nigdzie nie ucieka - jakbyśmy oboje przestali być sobą - tymi, którymi byliśmy publicznie, porzucając to, co wypada. Zostali ci prawdziwi. A ci prawdziwi już nie szli na kompromisy...
- Nie wiem? W moim ślodowisku pszyjęło szię, sze to tlochę nasbyt obelszywe, skolo istnieją lepsze określenia, a to sugeluje, jakbyś była nawiedzona... - Wzruszyłem ramionami, odpowiedziawszy zgodnie z tym, co było zgodne z moimi doświadczeniami - osiem z dziesięciu osób wolało to drugie określenie, a cztery z ośmiu całkowicie gardziły tym pierwszym. Z dwojga złego, było lepiej unikać czegoś, co mogło dać się uniknąć, tym bardziej, że przecież tak naprawdę tylko się przekomarzaliśmy - nie chciałem być prawdziwie nieprzyjemny czy obelżywy. Te czasy minęły - były za nami, a Prudence powinna to sobie uświadomić, najwyższa pora.
- Wies, odmieńcze, ubliszanie sobie tylko po to, by upszesiś w tym kogoś innego, jeszt zdesydowanie passé w balsiej cywilizowanych zakątkach świata. - Tylko uśmiechnąłem się krzywo. - Jak mamy szię pszyjaśniś, to nie moszesz byś szenująsa... No i musis byś milsza. - Wytyknąłem jej, mimo że nie była, ani przez chwilę nie była żenująca. Spojrzenie rzucane spod rzęs, zadarty podbródek, lekki uśmiech, który nie był zwykłym uśmiechem, lecz wyrazem zmysłowego wyzwania - czułem, jak moje ciało reaguje na jej gesty, jak napięcie w powietrzu staje się niemal nie do wytrzymania. - Plawdę mówiąs, wobes siebie tesz. Lista wymagań jeszt długa, wiem. - Spojrzałem na nią i wzruszyłem ramionami - nie chciałem mówić nic pochopnie. Zwłaszcza o tym, że wcale nie byłem bardziej przygotowany od niej, a oferta ze świeczkami nie była wyrazem uprzejmości, niezupełnie.
Powiedziałem sobie, że nie wolno - są granice, ale ona miała w oczach coś, co podważało każdy zakaz. Co kusiło, drażniło, zapraszało... I przecież to nie było jednostronne. Prue patrzyła na mnie tak samo intensywnie. Tak samo bezczelnie. Nie uciekała wzrokiem, nie cofała się - była dokładnie tam, gdzie chciała być - naprzeciwko mnie. Nie mogliśmy się powstrzymać, chociaż oboje wiedzieliśmy, że przekraczamy pewne granice, które jeszcze niedawno wydawały się nie do przekroczenia. Moje serce biło coraz szybciej, a myśli krążyły wokół tego, jak daleko możemy się posunąć - to było coś głębszego, bardziej dzikiego, co tylko czekało na wyzwolenie. Czułem, jak moje ciało reaguje na jej obecność, jak każda komórka pragnie tego, byśmy dali sobie więcej, byśmy nie zatrzymywali się, tylko poszli dalej. Pomieszczenie było ciche, zbyt ciche, by ignorować bicie własnego serca. Przez chwilę miałem ochotę przesunąć palcem wzdłuż jej szyi, zatrzymać się na obojczyku, poczuć jej reakcję. Nie chciałem już udawać, że mnie to nie rusza, nie chcę sprawdzić, gdzie leży granica, i jak blisko niej możemy się znaleźć.
- Wies... - Zacząłem, głosem niższym, niż zamierzałem. W myślach przesuwałem wargami po jej linii szczęki, po szyi, zatrzymując się tam, gdzie skóra była najcieplejsza. Wyobraźnia zaczynała pracować szybciej niż zdrowy rozsądek, a każda jej drobna reakcja tylko dolewała oliwy do tego ognia. - Nie mam nic pszesiwko temu, szebyś miała tlochę kontloli… Wtedy pszynajmniej nie jeszt nudno... - Jasne, mogłem się odsunąć, powiedzieć coś neutralnego, odwrócić wzrok, ale nie zrobiłem tego - nie potrafiłem. Uśmiechnąłem się kątem ust, odsłaniając lekko zęby, jak ktoś, kto już podjął decyzję, tylko jeszcze chwilę zwleka, by nie wyglądać na zbyt łatwego do złamania. Nachyliłem się delikatnie - wystarczająco, by poczuć jej zapach, by być bliżej niż przyzwoitość pozwalała...
Czas przyspieszył, wszystko stało się szybsze i bardziej gwałtowne - wargi i zęby na szyi, noga opleciona wokół bioder, dotknąłem jej ramienia, kurtka zsunęła się odrobinę. Nie protestowała, przeciwnie - przysunęła się jeszcze bliżej, jakby czekała, aż zrobię kolejny ruch, uniosła brodę wyżej, jakby mówiła: „No, pokaż, na ile cię stać”. To wystarczyło...
Byliśmy sami, a to oznaczało wolność. Kilka chwil zapomnienia? Tak. Ale może też coś więcej -  miałem wrażenie, że jeśli dostaniemy kilka dni tylko dla siebie, to nie skończy się na jednym takim pocałunku. Wątpiłem, byśmy potrafili zignorować to, co się właśnie budziło. Wtedy… zrobiłem krok za daleko. Nie dosłownie, to był nieostrożny ruch, tylko drobna zmiana balansu, a maszyna zachwiała się pod nami - motocykl zaczął się przechylać... Nie pomyślałem - po prostu zareagowałem.Podniosłem ją w górę, silnym ruchem, obejmując w pasie, ale ręce same zsunęły się niżej. Dłońmi objąłem jej pośladki, trzymając ją przy sobie, stabilnie. Czułem, jak oplata mnie nogami, jak obejmuje za szyję, jakbyśmy byli jedynymi ludźmi we wszechświecie. Jej nogi splotły się wokół moich bioder, a ręce zacisnęły się na moim karku - przycisnąłem ją do siebie i pocałowałem, brutalnie, bez słowa, a ona oddała mi pocałunek z taką samą intensywnością, bez wyjaśnień, nie czekając na nic więcej. Moje usta mówiły to, czego jeszcze nie powiedziałem: „Chcę cię, teraz.” W tej chwili nie było miejsca na półśrodki - tylko instynkt, pragnienie, ale wiedziałem też, że narobiliśmy hałasu. Zatraciliśmy się na kilka sekund - może dłużej, ale hałas był zbyt głośny, by go zignorować - trzeba było się stąd zwinąć, jak najszybciej. Powinniśmy zniknąć, jeśli chcieliśmy zostać zupełnie sami, nie tłumacząc się z tego, co tu robiliśmy. Im szybciej znów zostaniemy sami, tym lepiej.
Oderwałem się od jej ust, z wysiłkiem. Wbiłem w nią spojrzenie. Wciąż ją trzymałem. Czułem, jak drży. A może to moje palce wciąż drżały od dotyku jej skóry przez tkaninę? Pocałunek, który zaczynał się jak zaproszenie, w jednej chwili zamienił się w żądanie, które nie zostało spełnione, a powinno. Nie byliśmy już w fazie flirtu, to było coś innego -  ciche przyzwolenie. Patrzyła jak ktoś, kto nie musi mówić „mam cię”, bo już to wie. Przesuwałem wzrokiem po jej szyi, linii żuchwy, obojczykach... Pochłaniałem ją wzrokiem, jakby sam ten gest mógł dać mi to, czego chciałem, ale nie dawał - chciałem więcej, chciałem sprawdzić, co jeszcze kryje się za tą maską pewności siebie, za tym ciałem, za spojrzeniem, które nie uciekało nawet wtedy, gdy moje stawało się cięższe, ciemniejsze. Unosząc kącik ust, posłałem jej spojrzenie, które nie zostawiało złudzeń.
Milczeliśmy. Ona pierwsza się odezwała, a ja… nie mogłem się nie uśmiechnąć, choć to był gorzki uśmiech.
- Miałaś to obiecane... - Odpowiedziałem cicho.
Wiedziała, co mam na myśli... I że nie chodzi o obietnicę wyłącznie wycieczki krajoznawczej. Nie przy takim kontakcie wzrokowym, nie przy tej odległości, nie po tym, co się stało, ani co się nie stało, a powinno. Gdybym mógł, trzymałbym ją tak dłużej, ale musiałem się otrząsnąć - zmusić się do praktycznego działania... Zrobiłem to powoli - pozwoliłem jej postawić stopy na ziemi, ale nie cofnąłem rąk, jeszcze nie, trzymałem ją chwilę dłużej, bo było zbyt trudno się oderwać. Zamknąłem oczy na sekundę, zaciągając się jej zapachem, a potem powoli odsunąłem się i odwróciłem w stronę przewróconego motocykla. Złapałem kierownicę, podniosłem maszynę z niemal zerowym wysiłkiem... Metal zgrzytnął - błotnik był trochę przerysowany, ale poza tym wyglądało, że wszystko gra. Oparłem go na nóżce, przesunąłem ręką po siedzisku. Nie patrzyłem na nią... Gdybym spojrzał, znowu bym się cofnął, a teraz trzeba było ruszać dalej. Kucnąłem przy sakwie. Jedna po drugiej, wyjmowałem butelki z kieszeni spodni, sprawdzając, czy nie popękał - były całe. Wepchnąłem je, zapiąłem klamry, mocniej niż zwykle, ale nie sprawdziłem wskaźnika paliwa - po prostu o tym zapomniałem, bo liczyło się tylko jedno - żeby znów zostać sam na sam z Prudence, i to jak najszybciej.
- Gotowa? - Rzuciłem przez ramię - ja byłem.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (17498), Pan Losu (29), Prudence Fenwick (16677)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa