Dla Bletchley to wszystko było nowe, nowe miejsce, nowe relacje, nowe uczucia. Jej idealny świat, w którym żyła dotychczas, nieco się zmienił. Próbowała się w tym odnaleźć, ale wychodziło jej to tak jak widać. Skończyła, w sumie to zaczęła od upijania się o poranku, w zupełnie nieznanej rezydencji. Mogła być bardziej odpowiedzialna, ale chyba nie do końca miała zamiar postępować według tych starych schematów, bo nie do końca się to sprawdziło. Ostatni czas pokazał jej, że wszystko może bardzo szybko się zmienić, odwrócić, nie mogła sobie ułożyć i zaplanować każdej chwili. Zaczęła doceniać te niespodzianki, które przynosił jej los. Wprowadzały dziwną lekkość do jej życia, która też była dla niej czymś zupełnie nowym.
Tak właściwie to nigdy nie zastanawiała się zbyt głęboko nad tym, czym było spowodowane jego zachowanie w przeszłości, faktycznie w pewnym momencie nieco zaostrzył swoje metody i teraz zaczęło do niej docierać dlaczego to zrobił. Może i była bystra, może widziała więcej, ale nie w tym przypadku. Nie sądziła, czym mogło to być spowodowane, wtedy nieszczególnie miała chęć się nad tym zastanawiać, zresztą, czy był sens w rozkładaniu na czynniki pierwsze dlaczego każda z osób była dla niej nieprzyjemna? Zabrakło by jej czasu na książki, czy coś, gdyby to robiła.
Zraniła go wtedy, tak, na pewno musiał odczuwać to odrzucenie, chociaż nawet nie było ono celowe, robiła to zupełnie nieświadomie nie chcąc znaleźć się w kolejnej sytuacji jako ofiara. Reagowała na jego zaczepki bardzo intensywnie, może nawet bardziej niż na wszystkie inne, bo czuła, że miała pewien parasol ochronny - przyjaźnił się z jej bratem, nie było szansy na to, żeby przekroczył jakąś ostateczną granicę.
Teraz gdy wyjaśnili sobie przeszłość, mieli jakąś przyszłość, czy tam teraźniejszość próbowała na nowo sobie to wszystko ułożyć. Nie było to wcale takie proste, zważając na to, że w przeciągu dwóch dni zdążyła go już pocałować, ba, wcale tego nie żałowała, a teraz zaczynali się ze sobą przyjaźnić, cokolwiek miało to znaczyć. Dawno nie wydarzyło się tak wiele w jej nudnym życiu w przeciągu tak krótkiego czasu, a to wszystko było spowodowane obecnością tej jednej osoby, która stała bardzo blisko niej.
Nie sądziła, że powinna zbyt wiele o tym wszystkim myśleć, ale też nie do końca umiała wyzbyć się z głowy tych przemyśleń. Alkohol jej tego nie ułatwiał, on też jej tego nie ułatwiał, bo stał przed nią, wyglądał tak, że nie mogła od niego odwrócić wzroku, zresztą sam patrzył na nią w ten sposób, że przeszywał ją wzrokiem na wskroś, miała wrażenie, że dokładnie wie, jak się czuje w jego obecności. Na pewno to zauważył. Mniejsza o to, że sama jeszcze nie potrafiła tego określić jednym słowem, ale coś się działo, coś wisiało w powietrzu.
- Nie chodzi o Ciebie, po prostu doświadczenie nauczyło mnie, że warto być gotowym na każdą ewentualność. - Nie chodziło o niego, nie, mogło to tak zabrzmieć, właściwie po raz kolejny nie do końca specjalnie go oceniła, wrzucając do wora swoich wcześniejszych doznań i historii, które kiedyś ją spotkały. Nie powinna tego robić, ale chciała po prostu mu pokazać, że była w stanie to zrozumieć, tak właściwie zupełnie niepotrzebnie, bo przecież powiedział jej, że to ona jest prowodyrką tego, co teraz robili i właściwie to miał rację.
- To całkiem rozsądne, jakbyś sukcesywnie gubił wszystkich po kolei, to w końcu zostałbyś sam, zabawa nawet najfajniejsza, samemu, nie może dorównać tej z kimś innym. Rozumiem Twoje podejście, ma sens. Dobrze, że awansowałam w tej hierarchii, nie muszę się już niczego obawiać. - Tak właściwie to większość słów, które padały z jest ust miały sens, nie miała pojęcia, jak to było możliwe, że kiedyś uznawała go za buca, jak widać wystarczyło kilka rozmów, aby dość szybko zmieniła swoje zdanie, kto wie co będzie dalej.
- Z tym bym trochę polemizowała, może zaczęłam Ci ufać, ale nie jestem, aż taka naiwna Benjy, nie sądzę, że w przypadku odpowiedzialności mogłeś się, aż tak bardzo zmienić. - Pokazywał jej to już zresztą, nie miał problemu z tym, aby przebijać się przez ogień z obcą kobietą na plecach, czy to było odpowiedzialne, no nie, wcale, jasne była mu za to wdzięczna, ale to świadczyło samo o sobie. Doceniała to, że nie zamierzał latać, obawiała się jednak, że latanie mogło nie być jej jedynym problemem, który mógł się po drodze pojawić.
- Skoro tak mówisz, to na pewno tak jest, idealnie skrojona, czekała, aż się tutaj pojawię. - Jasne, mieli być ze sobą szczerzy, więc na pewno tak musiało być. Nie, żeby jakoś szczególnie przejmowała się niepasującą kurtką, może na co dzień nosiła się nieco inaczej, ale nie miała jakiejś niebotycznej obsesji na punkcie tego, aby wyglądać idealnie. Bardziej przejmował ją sam gest, chęć zaopiekowania się nią, nawet w takich drobnych szczegółach, jakim było martwienie się o to, czy nie będzie jej zimno. Przyjaźń niosła ze sobą póki co daje pozytywy, których się nie spodziewała.
Nie prowokowałaby go jednak tak chętnie, gdyby to miała być tylko przyjaźń. Wchodziła w te gierki słowne, właściwie to pociągała dalej te nie do końca niewinne żarty. Właściwie całkiem naturalnie jej to przychodziło w jego przypadku, nie była taka zachowawcza jak zawsze. Może chciała zobaczyć, czy faktycznie jest w stanie trochę przesunąć granicę, co chwilę to robili, nie wydawało jej się bowiem, aby przyjaciele zachowywali się w ten sposób.
- Będziesz dopiero sprawdzał, czy robią taki klimat, to też wcześniej tego nie robiłeś? Czyżby to było coś nowego i dla Ciebie? - Nie wydawało jej się, że tak będzie, ale nie miała najmniejszych oporów przed tym, aby go o to spytać. Właściwie to dobrze było wiedzieć, że i on robił coś przy niej pierwszy raz. W sumie sprawiał wrażenie osoby bardzo doświadczonej we wszystkim, przynajmniej przy niej, która raczej zawsze trzymała się pewnych znanych sobie zachowań.
- Nie może być inaczej, radzisz sobie z każdym problemem, co? - Przyjmował każde jej wyzwanie bez momentu zawahania, jakby to było nic takiego. Był okropnie pewny siebie i swoich możliwości, i jak kiedyś przeszkadzało jej to jego zadzieranie nosa, tak teraz było zupełnie inaczej.
- Grunt to znaleźć swoją niszę i się w niej realizować. Widać, że to sprawia Ci radość, oczy Ci się błyszczą jak mówisz o tej swojej odpowiedzialności - Wspomniała jeszcze o tym drobnym szczególe, który dostrzegła patrząc na jego twarz. - Nie muszę go pytać, wierzę Ci na słowo, to na pewno było ciekawe spotkanie. Wydajecie się być z podobnych światów. - Wiadomo, jak to bywa, kiedy trafi się na kogoś sobie podobnego, albo można bardzo szybko złapać wspólny język, albo zupełnie przeciwnie. Była pewna, że skoro Benjy wyciągnął tą sytuację, to na pewno miał na myśli tę drugą wersję. Mignęła jej gdzieś dzisiaj nawet, ta bardzo specyficzna kobieta, która chyba była blisko z Ambroisem, nie umknęło jej, że Greengrass dosyć szybko gdzieś z nią zniknął, całkiem zabawne, bo wydawali się być swoimi zupełnymi przeciwieństwami.
- Nieźle, teraz to Ty mnie uciszać? Szybko poszło, wiesz, że też tego nie lubię, co nie? - Byli pod tym względem siebie warci. Bletchley również nie znosiła sugerowania jej, co powinna, a czego nie powinna robić, gdyby była mniej pijana pewnie zaczęłaby właśnie jakiś długi monolog na temat tego, że nie powinien ograniczać jej wolności, czy coś, ale wybrała bardziej polubowną drogę, bo tak czy tak musiała to zrobić, skoro postanowili, że wybiorą się razem na przejażdżkę.
Jej zmagania nie należały do najłatwiejszych, zdecydowanie sobie nie poradziła z tą mogłoby się wydawać całkiem banalną czynnością, jednak jej własna koordynacja nieco ją zawiodła. Nie miała złudzeń, nie była na to gotowa, mimo wszystko zareagowała śmiechem na te swoją nieporadność. Nie zakładała, że pójdzie jej aż tak źle, cóż, bywa. Nie pozostawało jednak nic innego jak po prostu to wyśmiać, przecież to nie był powód do irytacji, czy zdenerwowania.
Na szczęście Benjy czuwał i nie pozwolił jej przypadkiem spaść na ziemię, nie było tak wysoko, upadek na pewno nie byłby szczególnie bolesny, ale wolała go uniknąć. Znowu ją uratował przed zrobieniem sobie krzywdy, to stało się czymś normalnym dla tych interakcji między nimi, co chwila ratował ją w tych dziwnych sytuacjach do których doprowadzała.
Znajdował się blisko, tak, blisko, że czuła ciepło jego ciała, a to nie wróżyło niczego dobrego. Uniosła nieco głowę, aby mu się przyjrzeć, nie mogła się powstrzymać, nie chciała uciekać wzrokiem, chociaż ponownie pojawiło się to dziwne napięcie, a atmosfera miedzy nimi znowu się zagęszczała. Zdarzało się tak coraz częściej, miała wręcz wrażenie, że za każdym razem, gdy znajdowali się tak blisko siebie.
W końcu z jego twarzy zniknął uśmiech, wydawał się być dużo poważniejszy, niż jeszcze chwilę wcześniej, nie do końca wiedziała, co to oznacza, ale raczej zakładała, że czuł to, co wisiało w powietrzu, to nie mogło być jednostronne, to dziwne przyciąganie, które zauważyła. Nie mogła oderwać od niego wzroku, wpatrywała się w oczy mężczyzny, chciała z nich wyczytać cokolwiek, jednak nie do końca potrafiła to zrobić. Był dla niej zagadką, ciągle, nie sądziła, że kiedyś się to zmieni.
Przyjemne ciepło zaczęło rozchodzić się po jej ciele, krew zaczęła buzować jej w żyłach, rozumiała co to oznacza, wiedziała co się działo, zaczynała tonąć w tych ciemnych, brązowych oczach, jeszcze chwila i po raz kolejny przekroczy granicę. Trudno było tego nie zrobić, gdy znajdował się tak blisko. Przygryzła dolną wargę starając się jakoś powstrzymać przed tym, co i tak było nieuniknione, nie kiedy nie była w stanie w pełni zapanować nad swoim ciałem, alkohol powodował, że podejmowanie irracjonalnych decyzji przychodziło jej dużo łatwiej, wiedziała, że nie powinna tego robić, w głębi duszy czuła, że to nie jest właściwe, ale chyba gdzie po drodze zgubiła swój instynkt samozachowawczy.
W tej chwili naprawdę chciała tylko jednego, swoją drogą nigdy w życiu nie pomyślałaby, że będzie marzyć o tym, aby to właśnie on chciał przekroczyć granicę i żeby zabrał ją w tym ze sobą. Życie bywało okropnie przewrotne.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)