• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka Knieja Godryka v
« Wstecz 1 2
28.04.1972 Theodore i Heather

28.04.1972 Theodore i Heather
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#1
27.01.2023, 12:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.10.2024, 00:05 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Heather Wood - osiągnięcie Badacz Tajemnic I

Polana, na której miał się odbyć sabat



List, który dostała od Theo ją zaskoczył. Nie mogła jednak powiedzieć, że się nie ucieszyła. Zawsze dobrze było odnowić stare znajomości. Historia o której opowiedział jej w liście wzbudziła w niej ogromne zainteresowanie. W końcu poradził sobie z syreną! Chciała usłyszeć o tym więcej, nie każdy czarodziej byłby w stanie postąpić podobnie. Widziała bowiem, że te stworzenia są okropnie przebiegłe, naprawdę jej zaimponował.

Propozycja spotkania w Beltane wydawała jej się być dwuznaczna, wiadomo bowiem, jak wygląda to święto w czasie sabatu. Chciała więc sprawdzić, jakie są zamiary Theo wobec niej. Niestety nie mogła sobie pozwolić na zabawę, bo została przydzielona do dyżuru podczas święta, co okropnie ją rozczarowało, zdecydowanie wolałaby pojawić się na sabacie jako zwykły uczestnik. No, ale służba, to służba, powinna zacząć się do tego przyzwyczajać, skoro już wybrała taką ścieżkę zawodową.

Pogoda była piękna, koniec kwietnia był w tym roku wyjątkowo łaskawy. Promienie wiosennego słońca przyjemnie muskały twarz panny Wood, kiedy mknęła w przestworzach na swojej miotle. Na niebie nie było widać żadnej chmurki. Sam pomysł spotkania się i zmierzenia na miotłach, jak za dawnych czasów wydawał się być świetny. Oczywiście, że pojawiła się na polanie korzystając właśnie z miotły. Nie znosiła teleportacji, nie bez powodu nie nauczyła się jej jeszcze w Hogwarcie, jej żołądek bardzo okropnie znosił taki sposób transportu. Od zawsze wybierała miotłę, jej rodzice twierdzili, że zaczęła latać szybciej niż pewnie chodzić. To było widać, mało kto był jej w stanie dorównać, gdy znajdowała się w powietrzu.

Wylądowała na polanie. Oparła się o miotłę, kiedy oczekiwała przybycia swojego dzisiejszego towarzysza. Wyglądała jak zawsze, promienny uśmiech nie schodził jej z twarzy, błysk w oku zwiastował, że knuje coś niedobrego, włosy w kolorze ognia związała w wysoki kucyk na czubku głowy - nie lubiła kiedy przeszkadzały jej podczas latania. Ubrana była na sportowo: w ciemne spodnie i grubą, zieloną bluzę- w końcu pojawiła się tu po to, aby pokazać, że nie wyszła z formy. Zrezygnowała dzisiaj z kurtki, piękna pogoda skutecznie ją do tego zachęciła.

Lekkoduch
Wszystko jest możliwe, kiedy kłamiesz.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Theodore Lovegood
#2
28.01.2023, 21:50  ✶  
Nie wszystko, co napisał, było kłamstwem.
Większość była, ale pomiędzy wierszami, to tu, to tam, zawarł prawdziwe treści. Na przykład jego radość ze spotkania była całkowicie szczera. Był bardzo niepewny, otwierając jej pierwszy list i bardzo się ucieszył, przeczytawszy, że była zawodniczka zgadza się zobaczyć z dawnym znajomym. Także opowieść o konsekwencjach walki z syreną były prawdziwe. Potwór, zanim go prawie nie zabił, namieszał mu w głowie na tyle skutecznie, że nie mógł się do końca pozbierać. Jej uroda przed przemianą wciąż go prześladowała na jawie, stąd Heather spadła mu z nieba.
Z początku nie poznał gryfonki, gdy trafił na jej zdjęcie w starej gazecie. Prawdopodobnie z powodu różnicy wieku zapamiętał ją jako tego trudnego do dogonienia, rudego dzieciaka na miotle. Po tym, jak przyjrzał się aktualnemu wizerunkowi Wood, odkrył, że wydoroślała w nieprzeciętnie zgrabnym stylu. Na tyle dobrze się na nią patrzyło, że przy dobrych wiatrach mogłaby stanąć w szranki z syreną.
Ujrzał ją z oddali, gdy zaczął wytracać wysokość, zbliżając się do polany. Nikt go nie widział ani nie słyszał, więc odetchnął głośno z ulgą. Jego obawą było to, że dziewczyna go wystawi w ostatnim momencie, przez co będzie musiał spędzić dzień leżąc na trawie i marząc o wodnych nimfach.
- Hej! - radośnie krzyknął, zniżając się do dziewczyny. Pomachał jej na przywitanie. Był w takiej odległości, że nie widział jej twarzy dokładnie, ale on uśmiechał się szeroko od ucha do ucha. Ubrał się adekwatnie do pogody, ciepłej i przyjaznej, ale często o tej porze roku zdradliwej (niczym jego kochana syrenka; naprawdę były momenty, że nie mógł przestać o niej myśleć). Jasna, pasująca do wiosennego nastroju bluza powinna wystarczyć w wypadku nagłej zmiany aury. Jego spodnie zaś były wygodne i nie utrudniały ruchów. Zrezygnował z zakładania ochraniaczy – zakładał, że mimo bojowych nastrojów, nie pozabijają się wzajemnie.
Nie zmienił się specjalnie od czasów szkolnych. Może urósł kilka centymetrów (był już od niej wyższy mniej więcej o głowę), a jego twarz nabrała trochę bardziej dojrzałych rysów… Poza tym był tym samym Theodorem co dawniej. Szczerzącym równe, białe ząbki kolesiem, u którego można było dostrzec gdzieniegdzie pojedyncze cechy zdradzające jego rozrzedzone, wilowate geny. Chłopak przyspieszył, po czym z gracją wylądował w pobliżu rudej. Chwycił pewnie miotłę i wcisnął ją sobie pod ramię.
- Heather! - przywitał się z nią z otwartymi ramionami, tonem, jakby od zawsze byli najlepszymi przyjaciółmi – Miło Cię widzieć!
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#3
30.01.2023, 10:28  ✶  

Heather zawsze bardzo chętnie spotykała się z dawnymi znajomymi. Uważała, że warto jest utrzymywać znajomości, w końcu nigdy nie wiadomo, kiedy może się przydać pomoc dawnych kolegów i koleżanek. Tym bardziej, że czasy w jakich przyszło im żyć, były bardzo niepewne, różne sytuacje się zdarzały, warto było więc mieć znajomych w różnych miejscach. Chęć spotkania Theo nie była jednak spowodowana jedynie tym, że będzie mogła go kiedyś wykorzystać. Naprawdę przepadała za nim za czasów szkolnych, a że słyszała iż jest aktorem była ciekawa jak mu się wiedzie, a mimo wszystko lepiej sprawdzić to osobiście, niż przeczytać o tym w gazecie. Tym bardziej, że bardzo dobrze wiedziała, jak wygląda sprawa z prasą - większość to były opowieści wyssane z palca.

Pozostało w niej na pewno coś z tego rudego dzieciaka. Nadal miała w sobie tę samą pasję, chęć rywalizacji, jednak udało jej się trochę wyrosnąć od podłogi. Nie uważała siebie za konkurentkę godną syreny, nie była typową pięknością, twierdziła, że nadrabia charakterem.

Dostrzegła go w powietrzu. Nawet przez myśl nie przyszło jej, że mógłby ją wystawić. Nigdy nie brała takiej opcji pod uwagę, tym bardziej, że sama jeśli o to chodzi była bardzo słowna, uważała więc, że i wszyscy inni powinni zachowywać się tak samo. Pomachała mu ręką - Hejka! - Krzyknęła, kiedy jeszcze był w powietrzu. Przyglądała mu się uważnie, kiedy leciał w jej kierunku i lądował. Musiała obejrzeć przeciwnika z każdej strony.

Wyglądał na zadowolonego - to dobrze, najwyraźniej nie tylko ona cieszyła się z tego spotkania. - No czeeeeść. - Przeciągnęła. Zbliżyła się do niego z miotłą w ręku. - Ciebie również, dobrze wyglądasz. - Dodała jeszcze, bo faktycznie tak uważała. - Zaczynamy od zawodów, czy najpierw opowiesz mi o tej krwiożerczej bestii? - Cóż, rozbudził jej ciekawość, naprawdę chyciała usłyszeć tę opowieść.

Lekkoduch
Wszystko jest możliwe, kiedy kłamiesz.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Theodore Lovegood
#4
01.02.2023, 01:24  ✶  
Na dźwięk jej słów wypiął dumnie pierś do przodu. Nie dało się ukryć, że lubił, kiedy ludzie o nim mówili, a kiedy były to dodatkowo dobre rzeczy, to był w ekstazie. Jego uśmiech podwoił swoją siłę, zaś jego kroki momentalnie zaczęły sprawiać wrażenie lżejszych i swobodniejszych. Zareagował tak, jakby jego wygląd był jego osobistym osiągnięciem, a nie wypadkową tego, że jego ojciec, zamiast znaleźć sobie czarownicę, zakochał się w magicznym stworzeniu.
- Ty zaś wyglądasz, jakby w twoich żyłach płynął eliksir upiększający zamiast krwi – odwdzięczył się komplementem za komplement po tym, jak przyjrzał się jej od stóp po czubek głowy. Fakt, że różniła się od bladoskórej blondynki z wody według niego działał tylko na jej korzyść. Nie chciał spotkać się z kimś, kto przypominałby mu swoim wyglądem o syrenie. Rude włosy oraz piegi na twarzy Heather z pewnością tego nie robiły, a jednocześnie były na swój sposób urokliwe i nawet jeśli obiektywnie nie zasługiwały na komplement o takiej amplitudzie, to i tak powiedział go z uśmiechem na ustach. Wyszedł z założenia, że lepiej było przesadzić, niż powiedzieć coś, co niedostatecznie dobrze pochwaliłoby urodę dziewczyny.
- To może zacznijmy od opowieści – zaproponował, czując się dużo pewniej na ziemi zmyślając niż w powietrzu na miotłach. Zmienił w liście przebieg prawdziwych zdarzeń po to, móc jej zaimponować. Wątpił, że dziewczyna mająca sławną rodzinę, sama pojawiająca się w gazetach, będzie chciała tracić czas na znajomego ze szkoły, więc wymyślił coś, co by go wyróżniało i mogłoby ją zaciekawić. Najlepsze w tej historii było to, że szanse na wpadkę były minimalne, bo prawdę oprócz Lovegooda znała tylko jedna osoba.
- Ależ to była przygoda! - krzyknął wesoło, jakby wspominał dobrą imprezę, a nie moment, w którym prawie zginął – Zaczęło się od tego, że w wolne popołudnie udałem na spacer na pewne stare molo. Wyobraź sobie piękne niebo, spokojną wodę aż po horyzont, przyjemną bryzę na skórze… Warunki były idealne – rzekł i machnął ręką w bok, w miejsce, gdzie powinna wyobrazić sobie tę scenerię.
- Nagle słyszę jakąś melodię. Pomyślałem sobie: zobaczę co to. Idę w tamtym kierunku, patrzę, a tam kobieta w wodzie. I to nie byle jaka. Długie blond włosy, oczy jak marzenie, rzucająca się w oczy twarzyczka… No i ten głos. Przepiękny, jedyny w swoim rodzaju - Do tej pory historia układa się tak, jak w rzeczywistości. Chłopak uśmiechnął się ledwo zauważalnie. - Od razu zauważyłem, że coś jest nie tak. Pływać tak w kwietniu? Woda powinna być zimna o tej porze roku. Poza tym nie widziałem w pobliżu jej ubrań. Różdżkę już trzymałem w pogotowiu – opowiedział niezmienionym tonem, gestykulując przy tym żywo.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#5
01.02.2023, 16:24  ✶  

Czerwony rumieniec pojawił się na jej twarzy, kiedy z ust Theo padł komplement. Nie mogła powiedzieć, że nie słyszała ich często, wszak otaczała się naprawdę przyjemnymi osobami, nigdy jednak nie nauczyła się przyjmować komplementów i nadal w pewien sposób ją zawstydzały. Czuła, że policzki jej płoną, co powodowało, że najchętniej zapadłaby się pod ziemię. Nie przepadała za tym uczuciem bezsilności, a akurat nad tym nie potrafiła panować.

- Ależ mnie czarujesz na dzień dobry, uważaj, bo jeszcze pomyślę, że ta syrena przejęła Twoje ciało i teraz spaceruje sobie po świecie szukając kolejnych ofiar. - Zaśmiała się starając się jakoś wyjść z twarzą z tej sytuacji.

- Wspaniale, muszę Ci powiedzieć, że naprawdę nie mogę się doczekać, aż usłyszę całą historię. - Rzekła z entuzjazmem. Przyglądała się uważnie Theo, gdy zaczął mówić. Zabawne w tym wszystkim było to, że jeszcze nie wiedział, nie miał pojęcia, że cały plan może się sypnąć, bo może i prawdę znała poza nim tylko jedna osoba, ale tak się składało, że była ona jedną z najbliższych pannie Wood, tego nie mógł wiedzieć. Niestety.

Kiedy chłopak zaczął opowiadać Wood przymknęła oczy. Chciała sobie wyobrazić tę scenerię. Piękne niebo, pomost, woda... Jej myśli przeniosły ją daleko od tej polany, tak się wkręciła w tę historię, że mogłaby dać sobie obciąć rękę, że czuła we włosach wiatr znad jeziora. Theodore okazał się być naprawdę niezłym mówcą, potrafił bardzo dobrze zobrazować całą historię, aż chciało się słuchać.

- Jaka to była melodia? - Heather nie miała jeszcze okazji w swoim krótkim życiu spotkać syreny, także naprawdę każdy szczegół ją bardzo dokładnie interesował. - Była stara, czy młoda, da się w ogóle określić ich wiek? - Otworzyła już oczy i wpatrywała się w Lovegooda. Nie dało się nie zauważyć, że była bardzo ciekawa dalszej części opowieści. - Że też od razu wiedziałeś, że coś jest nie tak. Takie przeczucie? Szybkie połączenie faktów? Z czego to wynikło. Myślę, że nie każdy byłby w stanie tak od razu zareagować. - Okazywało się, że stojący przed nią Theo nie był jak wszyscy inni, skoro potrafił oprzeć się urokowi tego stworzenia. - Zaatakowałeś ją? Jak zareagowała, kiedy zobaczyła, że jej czary nie działają na Ciebie? - Zastanawiała się, czy syrena nie zamieniła się od razu w krwiożerczą bestię, która chciała zeżreć go na śniadanie.

Lekkoduch
Wszystko jest możliwe, kiedy kłamiesz.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Theodore Lovegood
#6
02.02.2023, 21:13  ✶  
Jego komplement zadziałał, więc zadowolony z siebie uśmiechnął się pod nosem, obserwując, jak kolor twarzy dziewczyny powoli ewoluuje.
- Masz jeszcze okazję, by uciec, nim staniesz się kolejną ofiarą. Jeszcze nie jest za późno – zachichotał wesoło i wyszczerzył w jej kierunku zęby. Jej reakcja dodała mu dużo pewności siebie. Trochę się rozluźnił, czując, że może teraz podejść do spotkania z dużo większym spokojem.
- Tego nie da się opisać słowami. Była przepiękna – zaczął opisywać muzykę syreny, jednocześnie przenosząc spojrzenie w bok. Przeniósł się myślami do chwili, gdy razem z nią nucił miłosną pieśń. Na jego ustach wykwitł błogi uśmiech. - Brzmiała niczym spełnione marzenia. Niczym absolutna miłość, niczym esencja szczęścia. Jednocześnie wybrzmiewała ona w rytmie szumu wody, przez co miałem ochotę wskoczyć do niej i stać się częścią tej piosenki – powiedział rozmarzony i westchnął głęboko, świadomy, że już nigdy nie dozna niczego podobnego. Nawet jeśli trafi kiedyś na kreaturę tak pięknie śpiewającą, to następnym razem pewnie nie będzie miał tyle szczęścia, by ujść żywo z takiego spotkania.
- Ciężko powiedzieć jak stara była. Wydaje mi się, że mogłaby być w naszym wieku, może trochę starsza. Miała wyjątkową urodę, jedyną w swoim rodzaju. Mówię ci, gdy się na nią patrzyło, człowiek zastanawiał się, jak takie piękno jest w zasadzie możliwe… - Westchnął jeszcze raz, tym razem dużo głośniej. Chciał usiąść, ale nie było gdzie, więc tylko przestąpił z nogi na nogę. Obrócił głowę w dal, zanurzając się we wspomnieniach z tamtego dnia.
Widać było po nim jak na dłoni, czemu potrzebował pomocy, by o niej zapomnieć. Samo wspomnienie wystarczyło, by zupełnie odleciał. Ledwo co był w stanie sobie przypomnieć, że nie miał zachwycać się urodą morskiego zwierza, tylko opowiedzieć, jak go pokonał. Znów spojrzał na rudą, przybrał poważniejszy wyraz twarzy i z trudem odgonił wspomnienia.
- W każdym razie – chrząknął głośno – Od razu wiedziałem, że coś jest nie tak. Jestem przekonany, że to dzięki moim przygotowaniom do spektaklu o Godryku Griffindorze. Od czasu, gdy poproszono mnie o zagranie głównej roli, jestem zawsze czujny i przygotowany na niebezpieczeństwo, dokładnie tak jak on – wyjaśnił dziewczynie, tym razem chwaląc się kolejną rzeczą. Nie można było przesadzić, gdy próbowało się komuś zaimponować, z takiego założenia wychodził.
- Ona pływała kawałek ode mnie, wyciągnąłem różdżkę i wycelowałem w nią. Następnie powiedziałem... - mówiąc to, odrzucił miotłę na ziemię i rzeczywiście złapał za ukrytą w płaszczu różdżkę, wycelował w pustą przestrzeń tam, gdzie wyobrażał sobie, że jest syrena. Miał zamiar dokładnie pokazać Heather jak przebieg walki.
- Wiem, że nie jesteś tym, za co się podajesz! Sprawiedliwość cię dosięgnie, póki czuwam, już nigdy więcej nikogo nie skrzywdzisz! - krzyknął wysokim tonem w kierunku pustej przestrzeni, udając, że rozmawia z syreną.
- Jam jest cny… - w tym momencie zawahał się na  moment, gdyż przez przypadek prawie powiedział „Godryk Gryffindor”. Tak bardzo przy opowieści inspirował się graną przez siebie rolą w spektaklu, że omal się zapomniał i pomylił. - ...Theodore Lovegood. Stawaj ze mną w szranki, piękny potworze! - stwierdził, po czym niespodziewanie zaczął machać ręką na wszystkie strony, tak jakby jego różdżka była mieczem, którym parował niewidzialne ciosy.
- Nagle z wody wyskoczyły jej macki! Zaczęły mnie atakować! Na szczęście byłem w porę z zaklęciami obronnymi! Inaczej by mnie porwała do wody! - krzyknął z entuzjazmem, wciąż podskakując do przodu i do tyłu, machając rękoma i udając, że broni się przed niewidzialną agresją. W pewnym momencie zatrzymał się i wyprostował rękę, z różdżką wycelowaną w syrenę.
- Po chwili znalazłem okazję do kontrataku. Wycelowałem w nią zaklęciem unieruchamiającym – powiedział triumfalnie, z szerokim uśmiechem na twarzy, a następnie całkowicie celowo zamilkł, by musiała w zniecierpliwieniu czekać na informacje o tym, czy trafił.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#7
03.02.2023, 13:13  ✶  

- Myślę, że ja bym przepadła w takiej sytuacji, wiesz? Łatwo mnie zaczarować. - Mrugnęła do niego porozumiewawczo. Wcale nie zamierzała ukrywać, że jest zupełnie inaczej. Heath była łasa na komplementy i bardzo szybko zaczynała tracić czujność. Słodkimi słówkami można ją było sobie owinąć wokół palca, co Theo mógł już zauważyć.

- Kurczę, kąpiel w wodzie w kwietniu nie jest niczym przyjemnym, na szczęście udało Ci się nad tym zapanować. - Odparła z podziwem. Sama Heath miała szczęście wiedzieć, jak to jest z pływaniem w kwietniu, gdyż ostatnio wyciągała z jeziora Castiela i nie było to specjalnie miłe wspomnienie. Może gdyby był syreną, to inaczej by się do tego wracało. Tak to na samą myśl o tej przygodzie robiło jej się zimno i nieprzyjemnie w przeciwieństwie do wydarzeń o których opowiadał jej Lovegood.

- Jestem ciekawa właściwie, czy syreny normalnie się starzeją, czy zawsze wyglądają tak samo. Czy rodzą się już jako takie piękne istoty, bo z tego co opowiadasz to musiała być niesamowita, że wzbudziła w tobie taki zachwyt. - Może warto byłoby nadrobić niektóre tematy związane z magicznymi stworzeniami. Jakoś nigdy nie interesowała się specjalnie akurat tą dziedziną nauki. Jak widać miała czego żałować, bo nasuwały się jej kolejne pytania, a na żadne z nich nie znała odpowiedzi. Powinna znaleźć jakąś książkę, aby uzupełnić braki w wiedzy.

- Nie sądziłam właściwie, że w Twojej pracy możecie się tyle nauczyć. Zapewne nie każdy jest taki jak Ty i przenosi swoje doświadczenie w życie codzienne. Myślę, że inni mogą Ci pozazdrościć tego podejścia. - Odparła z zachwytem. Najwyraźniej Theo zrobił na niej ogromne wrażenie, ta cała jego opowieść brzmiała niesamowicie, a on sam wydawał się być prawdziwym, heroicznym bohaterem. Nie bał się stawić czoła bestii. - Godryk Gryffindor to idealny wzór do naśladowania. - Rzekła jeszcze, nie bez powodu należała w Hogwarcie właśnie do jego domu.

Wood aż odskoczyła, kiedy Lovegood demonstrował w jaki sposób poradził sobie z syreną. Było to naprawdę dramatyczne, żałowała okropnie, że nie było jej dane zobaczyć go w akcji, jednak i tak całkiem nieźle sobie radził z zobrazowaniem jej całej sytuacji. - AAAA, miała macki?! - Teraz to faktycznie się przestraszyła. - Mogła Cię wciągnąć pod wodę! - Widać było, że również zaangażowała się w tę opowieść. - Jakie to szczęście, że umiesz tak szybko reagować, przecież inaczej mogłaby Cię zabić! - Mimo wszystko stał tu przed nią jednak, więc nie musiało to być aż takie okropne spotkanie. - I co było dalej? Theo, mów! Bo nie mogę się doczekać finału tej historii! - Postanowiła go trochę pospieszyć.

Lekkoduch
Wszystko jest możliwe, kiedy kłamiesz.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Theodore Lovegood
#8
04.02.2023, 21:38  ✶  
Obserwował ją na tyle uważnie, by dostrzec sygnały, że Heather dobrze reagowała na jego opowieść oraz komplementy. To dodawało mu tylko animuszu, czuł, że może pozwolić sobie na więcej.
- Co zatem powinienem powiedzieć? Jak brzmi zaklęcie do twojego serca? - spytał się i podszedł do niej bliżej. Miał ją na wyciągnięcie ręki i wahał się przez chwilę, czy powinien ją chwycić w objęcia, ale ostatecznie zrezygnował z tego pomysłu  - Wyobrażam sobie, że jest niezwykle piękne, bardzo cenne i jedyne w swoim rodzaju, dokładnie takie, jak ty – stwierdził, wwiercając się w jej oczy swoim spojrzeniem, tak jakby chciał ją zaczarować za jego pomocą. Flirtowanie nie było łatwą sztuką, nawet dla niego, ale robił, co mógł i wykorzystywał wszystko, co tylko miał w swoim arsenale, by tym razem zakończyło się powodzeniem. Ruda za bardzo mu się podobała, nie chciał tego spieprzyć.
- O tak, kąpiel o tej porze roku jest bardzo nieprzyjemna – zauważył wspominając lodowatą wodę z tamtego feralnego dnia - Znaczy tak mi się wydaje – dodał z minimalnym, lekko zauważalnym opóźnieniem, w porę przypominając sobie, że w jego wersji opowieści nie wylądował w wodzie wcale. Podrapał się z tyłu głowy, zakłopotany i uśmiechnął się, jakby nic się nie stało.
- Wydaje mi się, że syreny dorastają tak samo, jak my. Są one chyba jakoś spokrewnione z trytonami, prawda? Trytony chyba też się starzeją – stwierdził tonem sugerującym, że było to zgadywanie, a nie książkowa wiedza. Coś tam o magicznych stworzeniach kojarzył, jakąś wiedzę niby miał, bo inaczej nie zdałby Hogwartu nawet namiętnie ściągając, ale od czasu szkoły wywiała mu ona z głowy. Pytanie o syreny było dla niego o wiele za trudne.
- Nie daliby do zagrania roli Godryka komuś, kto nie jest wyjątkowy. Muszę mieć odpowiednie nastawienie poparte umiejętnościami czarodziejskimi – pochwalił się i uśmiechnął się dumnie. Nie była to prawda. Posadę daliby każdemu, kto wyglądał mniej więcej jak młody Godryk i miał talent aktorski. Zdolności w posługiwaniu się różdżką nie były potrzebne: za wszystkie magiczne efekty n scenie odpowiadali specjaliści zza kulis. Mimo to złożył ręce na piersi i uśmiechając się szeroko, zaczął błyszczeć niczym gwiazda, ideał w każdym calu.
- Tak! Były ogromne i było ich okropnie dużo. Z tuzin, może nawet więcej – odparł na jej pytanie o macki. Rozłożył dłonie szeroko na boki, by pokazać jej jak wielgachne, a więc i zarazem groźne, były to bestie. Bawił się przy tej opowieści świetnie, bo widział, że dziewczyna mu wierzyła i była bardzo pochłonięta tym, co mówił. Lepiej się opowiadało, gdy widownia żywo reagowała.
- Oberwała zaklęciem prosto w głowę – wyjawił w końcu triumfalnie, zaciskając przy tym dłoń w geście zwycięstwa - Co ciekawe, unieruchomiona zaczęła się przemieniać, opadając powoli na dno. Jej twarz stała się wielką, obrzydliwą rybą paszczą o ogromnych zębiskach. Na sam koniec pokazała swoją prawdziwe oblicze – By pokazać to, wykrzywił swoją twarz, próbując odzwierciedlić brzydotę odmienionej postaci pokonanej syreny.
- Żeby mnie dobrze zapamiętała, jeszcze krzyknąłem za nią: Jeszcze raz cię tu spotkam, a przerobię cię na sushi, skisła poczwaro! - krzyknął w stronę wyimaginowanego przeciwnika i pogroził mu palcem. To był koniec tej pięknej przygody, schował różdżkę i obrócił się do Heather z zachwyconym uśmiechem na ustach.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#9
06.02.2023, 23:36  ✶  

Zmrużyła oczy, przyglądała się Theo bardzo uważnie. Wprawił ją w naprawdę pogodny nastrój, zauważyła, że pozwala sobie na coraz więcej i wcale to pannie Wood nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Ten ton rozmowy sprawiał jej przyjemność. Czuła się jakoś tak lekko.

Zbliżył się do niej, również zrobiła krok do przodu i uniosła głowę, aby przyjrzeć mu się jeszcze bardziej, jego czary zaczynały na nią działać, a mogło się wydawać, że Heather jest raczej odporna na takie słodkie słówka. - Może kiedyś się dowiesz Theo. - Oczy jej błyszczały, widać było, że ma chęć brnąć w to dalej. - Ależ mi słodzisz, jeszcze chwila i pomyślę, że to wszystko to prawda. - Wpatrywała się w niego uważnie, uśmiech nie schodził z jej twarzy, zastanawiała się ku czemu właściwie zmierza ta rozmowa, ale może to było zupełnie nieważne, po co się przejmować takimi rzeczami, niechaj chwila trwa.

- Niestety mi było dane to akurat przeżyć na własnej skórze, całkiem niedawno, na samo wspomnienie mam dreszcze, także potwierdzam to baaardzo nieprzyjemne uczucie. - Postanowiła się przyznać do doświadczenia jakie nabyła ratując Casa z jeziora, choć może ratunek to zbyt wiele powiedziane, wtrąciła mu się do podwodnych medytacji, gdyby jednak ktoś pytał, to na pewno nieco by jednak podkoloryzowała tę opowieść.

Zamyśliła się, gdy wspomniał o trytonach, próbowała sobie przypomnieć cokolwiek na ich temat, szło jej to, jak widać nie do końca tak, jakby chciała. - Trytony chyba też mają ogonki? - Była to pierwsza wspólna rzecz obu gatunków, która przyszła jej na myśl. Kolejny raz oblała się rumieńcem, tym razem ze wstydu, nie lubiła takich sytuacji, kiedy ktoś mógł dostrzec jej niewiedzę. Miała jedynie nadzieję, że nikomu nie opowie o tych brakach w edukacji.

- Naprawdę? Sprawdzają Wasze umiejętności przed tym, jak dostaniecie rolę? - Patrzyła na niego z coraz większym podziwem, imponował jej z każdą minutą coraz bardziej. - Nie miałam o tym pojęcia, kurcze, to oznacza, że naprawdę musisz mieć ogromne umiejętności skoro dostałeś rolę Godryka Gryffindora. - Heather Wood wierzyła we wszystko, co jej mówił. Nie sądziła, że w ogóle mógłby ją okłamać, bo właściwie dlaczego. Nie miała też do końca żadnej wiedzy, aby zweryfikować to co jej mówił, także zaufała mu w pełni. Pewnie będzie jeszcze tego żałować, ale Lovegood dzisiejszego dnia całkiem nieźle ją czarował.

Heather cofnęła się o krok, kiedy Theo rozłożył ręce, aby zademonstrować syrenie macki, nie spodziewała się tego, także trochę się wystraszyła tej niespodziewanej gestykulacji. Lovegood chyba faktycznie był całkiem niezłym aktorem... - Jak udało Ci się uciec przed tuzinem macek? - Była ogromnie ciekawa, nie mogła nie zadać tego pytania. - Ach, to przez szybką reakcję! - Odpowiedziała sobie sama, kiedy wspomniał o zaklęciu, które trawiło krwiożerczą bestię w głowę. - Dosięgła ją sprawiedliwość, prawda zawsze wyjdzie na jaw! - Odparła z entuzjazmem, szukając jakiegoś morału w jego historii.

- Naprawdę niesamowita przygoda Theo... Jestem pełna podziwu Twoim zdolnościom. - Heath ponownie zrobiła krok do przodu, aby się do niego zbliżyć. - Chciałabym Cię kiedyś zobaczyć w akcji, wiesz. - To musiałoby być naprawdę przyjemne doświadczenie obserwować takiego uzdolnionego młodzieńca.

Lekkoduch
Wszystko jest możliwe, kiedy kłamiesz.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Theodore Lovegood
#10
07.02.2023, 17:22  ✶  
Spojrzał głęboko w jej oczy, czując przyjemne uniesienie. Cieszył się chwilą i nie miał planu na to, jak zamierzał zakończyć tę rozmowę, mówił to, co wydawało mu się słuszne, bez dalekosiężnego celu. Nie spodziewał się, że tak szybko i naturalnie zacznie między nimi iskrzyć. Przed przyjściem zamierzał polatać z nią na miotłach, powiedzieć kilka miłych słówek i zobaczyć co z tego wyniknie, a nim jeszcze wznieśli się w powietrze, wylądował tuż obok niej, z szalenie bijącym sercem, i obserwował, jak rozpływała się pod wpływem komplementów.  Decyzja, co dalej, nie była łatwa. Flirtowanie było trudnym rzemiosłem nawet dla dobrego aktora. Posunie się za daleko i cały czar pryśnie. Zachowa się zbyt zachowawczo, a szansa przeminie i nie wiadomo kiedy pojawi się kolejna.
- Nie chcę się tego dowiedzieć kiedyś. Chcę to wiedzieć dzisiaj – powiedział cichym, słodkim tonem. Ukrywając swoje zdenerwowanie pod przebiegłym uśmieszkiem, objął ją pasie mocnym ruchem i przyciągnął do siebie. Spojrzał jej głęboko w oczy, nachylając powoli głowę. Postanowił pójść na całość.
- Nigdy bym cię nie okłamał, Heather – szepnął. Dla niego były to tylko słowa, dużo ważniejsze było to, że miał dobre intencje. Zbliżył się głową, już bardzo niewiele brakowało mu do jej warg...
Przypomniała mu się podwodna przygoda z syreną. Moment, w którym zamieniła się w potwora dokładnie wtedy, gdy miał ją pocałować. Nagle wbił w spojrzenie w usta rudej i zdecydował, że był to jednak bardzo głupi pomysł. Było już jednak za późno, nie zdążył się wycofać.
Jego pocałunek (o ile dała się pocałować!) był bardzo niezgrabny, wręcz niezręczny. Wargi miał napięte i nieruchome, zupełnie jakby był rzeźbą, a nie człowiekiem. Zamiast ją mocniej przytulić do siebie, puścił dziewczynę, przez co znowu wytworzył się między nimi dystans. Szybko przerwał mało romantyczne połączenie ich ust i wycofał się z ustami wykrzywionymi w zakłopotanym wyrazie. Szybko poruszył inny temat rozmowy, wyraźnie nie chcąc rozmawiać o tym, co się właśnie wydarzyło. Wiedział, że mocno nawalił.
- Oczywiście, że nas testują! Prześwietlają nas z każdej strony. Tylko wybrańcy, o odpowiedniej prezencji, umiejętnościach aktorskich i zdolnościach magicznych mogą otrzymać tak ważną rolę – wychwalał samego siebie dalej, wykorzystując stworzoną mu do tego przez dziewczynę okazję. Od razu poczuł się odrobinę lepiej, choć policzki nadal miał odrobinę czerwone od zażenowania.
- Racja, prawda zawsze zwycięży – mało entuzjastycznie zgodził się z nią mimo tego, że jego wnętrzności aż wibrowały, buntując się przeciwko temu stwierdzeniu. Dla Lovegooda było oczywiste, że jeśli prawda była nudna, to kłamstwo miało nad nią pierwszeństwo.
- Nie lubię się popisywać – zaczął się wymigiwać, gdy wspomniała o swojej chęci zobaczenia go w akcji, bo bał się, że zaraz poprosi o jakąś demonstrację jego zdolności, a wtedy wszystko się wyda. Schował szybko swoją różdżkę za pazuchę. - Z wielką mocą przychodzi wielka odpowiedzialność. Różdżkę wyciągam tylko wtedy, gdy naprawdę jest taka potrzeba. Jeśli coś nas dzisiaj zaatakuje, to wtedy ujrzysz moje zdolności w pełnej krasie. Wiedz, że jesteś ze mną bezpieczna – stwierdził głośnym, niewyrażającym wątpliwości tonem, próbując choć trochę odzyskać utraconą pewność siebie po nieudanej próbie pocałunku.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Heather Wood (4230), Theodore Lovegood (4191)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa