- Jesteście przyjaciółmi, to normalne, że nie zgadzacie się we wszystkich kwestiach - powiedział w końcu, odsuwając od siebie talerz. Chwycił za filiżankę z herbatą, by upić niewielki łyk ciepłego napoju. Ten rozlał się po jego gardle niczym miód, próbujący dostać się do serca. - Ale niesnaski nie sprawią, że przestaniecie ryzykować życiem za siebie samych i tych, których kochacie.
Kłótnie były czymś absolutnie normalnym. Jeżeli wiedział coś więcej, to nie dał po sobie tego zbytnio poznać. Nie istniała chyba żadna organizacja, w której członkowie się nie kłócili - tego był pewny. Czy mowa o miłośników ziół, czy podróżnikach, czy tych którzy walczyli o lepsze jutro.
- Niestety jesteś jedyną osobą, o której wiem, by miała tak wyraźną i niepokojącą wizję - odłożył filiżankę delikatnie, stawiając ją na spodku tak, jak teraz stawiał na szczerość. - Dlatego to tak ważne, Morpheusie, by każdy z naszych widział w tobie przyjaciela i pełnoprawnego członka Zakonu, a nie tylko kogoś, kto stoi z boku.
Dumbledore wstał. Lekko się przeciągnął, lecz ciszy nie przerwał charakterystyczny trzask zastanych stawów. Mógł mieć więcej lat niż Morpheus, ale jego ciało było w bardzo, bardzo dobrej kondycji, której pozazdrościłby niejeden młodzik.
- Niedługo się spotkamy wszyscy. Obiecuję ci to. Każda rysa na szkle jest niebezpieczna, bo może spowodować, że to szkło pęknie. Ale teraz... Teraz na nas czas - powiedział, patrząc na zegar. - Chyba że jest coś jeszcze, o czym powinienem wiedzieć?
death is just the next adventure