• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4
[08.04.1972] Mgliste Mokradła; Mavelle & Daisy

[08.04.1972] Mgliste Mokradła; Mavelle & Daisy
Wścibska dziennikarka
Granica między fantazją, a rzeczywistością była u mnie zawsze beznadziejnie zamazana.
wiek
sława
I
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Daisy to ładna dziewczyna o rozmarzonych, zielonych oczach. Kiedy na kogoś patrzy, tej osobie może się wydawać, że nagle stała się całym światem dla młodziutkiej dziennikarki. Na tle innych czarownic wyróżnia się gęstymi, kręcącymi się rudo-brązowymi włosami. Chętnie nosi je zaplecione w kucyk. Nie jest ani przesadnie wysoka (mierzy ok. 165 cm wzrostu), ani krzepko zbudowana. Choć lubi ładnie wyglądać, ceni sobie wygodę. Zazwyczaj można ją spotkać albo z aparatem fotograficznym u szyi, albo z notatnikiem i piórem w ręku. Pojawia się na większości istotnych, publicznych uroczystości w Ministerstwie Magii.

Daisy Lockhart
#1
26.01.2023, 04:07  ✶  
Odkryj wiadomość pozafabularną
MGLISTE MOKRADŁA

Nieudana teleportacja przeniosła cię na mokradła nieopodal Little Hangleton. Przerażające miejsce o naprawdę ograniczonej widoczności, pełne jest dziwnych dźwięków, zapachów i mazi o podejrzanym kolorze. Najgorsze jest jednak to, że kompletnie nie działa tutaj magia. Musisz przebyć pieszo naprawdę długą drogę, zanim dostaniesz się do miasta, w którym będziesz mógł teleportować się ponownie lub skorzystać z sieci fiuu.

Daisy skrzywiła się paskudnie, słysząc osobliwy dźwięk wydobywający się gdzieś z prawej strony. Przypominał bulgotanie i nie była do końca pewna, czy chciała zrobić choćby krok w tamtą stronę by przekonać się, co właściwie tak strasznie bulgotało.
Męczyła się już od dobrych dwudziestu minut. Buty grzęzły jej w błocie, gdy przedzierała się przez mokradła nieopodal Little Hangleton. W dodatku pora była już dość popołudniowa, więc lada moment mogło zacząć robić się szaro. Gdyby jeszcze to miejsce wyglądało jak normalna łąka, pełna pachnących małych, białych kwiatków. Ale mokradła przypominały dla młodziutkiej czarownicy wstrętny tor przeszkód pełen bagien, smrodliwej wody, zgniłych roślin, połamanych drzew. I jeszcze tu cuchnęło. Gdy mocniej pociągnęła nosem, uderzył w nią zapach mułu i rozkładających się paproci.
A MAGIA NIE DZIAŁAŁA.
A DAISY BYŁA KOMPLETNIE BEZRADNA BEZ MAGII. To znaczy, tak naprawdę to wcale nie była bezradna bez magii, ale nienawidziła wysiłku fizycznego a spacerowanie bez celu po tych cholernych, strasznych, pełnych obrzydliwych dźwięków mokradłach przyprawiało ją o ciarki. Była więcej niż pewna, że zginął tu nie jeden czarodziej. Pewnie mokradła pełne były żywych trupów i ghuli!
Przez moment, zanim zorientowała się, gdzie się znalazła, sama rozważała już jak będzie wyglądał jej koniec. I każdy, który przychodził jej do głowy, wydawał się jednakowo straszny i makabryczny.
- Czasami wydaje mi się, że jestem jakaś przeklęta – zamarudziła, gdy szuwary niedaleko niej poruszyły się niespodziewanie.
Sięgnęła po leżący na ziemi kamień, uniosła rękę do góry i cisnęła w nie z całej siły. Po chwili zobaczyła wyskakującą z nich potężną ropuchę. Daisy wzdrygnęła się. Obserwowała płaza i płaz obserwował ją. W dodatku młoda czarownica poczuła się bardzo nieswojo, bo żaba była na swoim terytorium a ona nie.
- No nie obrażaj się na mnie. Jakbyś była wilkołakiem, to co? Też byś się obrażała, że próbowałam się bronić? – zapytała, spoglądając na ropuchę.
Ropucha milczała. Zamarła dalej obserwowała czarownicę aż tej zrobiło się jeszcze bardziej nieswojo. Odruchowo spojrzała za siebie, jakby szykując się do zobaczenia tam jakiegoś prawdziwego, krwiożerczego wilkołaka, który akurat otwierałby paszczę by ją pożreć. Oczywiście nikogo za swoimi plecami nie zobaczyła, ale plusk z prawej strony dobitnie uświadomił ją, że ropucha postanowiła opuścić ich bezowocną konwersację.
- Taka jesteś koleżanka! Zapamiętam to sobie na przyszłość! – zawołała za nią Daisy. Teraz, kiedy płaz zniknął, poczuła, że jednak przyjemniej było jej, gdy znajdował się tuż obok. Nawet taki zamarły i cichy stanowił jakieś (mierne i bierne), ale towarzystwo. – Co za los… - zamarudziła znowu, ruszając w dalszą drogę.
I pomyśleć, że wszystkiemu winna była nieudana teleportacja. A przecież Daisy była prawdziwym mistrzem teleportacji, weteranem korzystającym z tej sztuki dobre trzy razy dziennie! Nigdy do tej pory nie zdarzyło jej się aż tak przestrzelić. Bo z własnej woli tutaj to by się na pewno nie aportowała. Gorzej jeszcze to by było, gdyby trafiła tylko do Lasu Wisielców albo na spotkanie tych wariatów od Czarnego Pana. Chociaż może tam działała teleportacja i udałoby się jej niepostrzeżenie uciec?
Daisy zmrużyła oczy, widząc idącą przez mokradła kobietę.
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#2
29.01.2023, 15:07  ✶  
Miało być prosto. Teleportacja z punktu A do punktu B i dalsze zajęcie się swoimi sprawami. Tyle że nie wylądowała tam, gdzie chciała. Ba, nawet nie myślała o jakichś śmierdzących mokradłach, była też całkiem pewna, iż co do joty stosowała się do zasady ce-wu-en, zwłaszcza że było to absolutnym wymogiem, jeśli nie chciało się ulec rozszczepieniu. Czy też wylądować nie wiadomo gdzie.
  Paranoja kazała myśleć, że ktoś znalazł sposób na przechwytywanie ludzi w trakcie teleportacji, przez co bardzo, bardzo nieufnie podchodziła do wszystkiego, co widziała i słyszała. Co gorsza, wyczulony węch w miejscu w takim jak to był najprawdziwszą katorgą – może i nie należała do szczególnie wrażliwych osób, to jednak w tym przypadku kilka razy się zastanowiła, czy przypadkiem nie przyjdzie jej zaraz zwierzyć się którejś z większych „kałuż”, które starała się wymijać. Nierzadko nie było to możliwe z uwagi na ich rozmiar, przez co musiała brodzić w wodzie, krzywiąc się przy tym niemiłosiernie.
  Oj, coś miała wrażenie, że po powrocie do domu zablokuje łazienkę na dłuższy czas – im dłużej tu się znajdowała, tym bardziej była przekonana, że przesiąka smrodem mokradeł, od stóp do głowy. Cała powierzchnią swojego ciała, każdym włosem, a ubrania? Skrzat musiałby zdziałać chyba cud, żeby wywabić z nich nieprzyjemną woń, aby uratować przed śmietnikiem.
  Mavelle nierzadko działała zadaniowo; teraz też weszła w ten tryb; nie mogła i nie chciała pozwolić sobie na klapnięcie na zadku i czekanie, aż ją coś zeżre – w teorii wydawało się to być kwestią czasu, skoro różdżka ewidentnie nie działała. Będzie musiała kupić nową… chyba że problem był znacznie większy niż początkowo podejrzewała – bo miała jeszcze myśl, że może ten wierny kijek, z którym spędziła tyle lat, najzwyczajniej w świecie postanowił udać się na emeryturę w najgorszym możliwym momencie.
  Krok za krokiem, uważne się rozglądając w poszukiwaniu czegokolwiek, co mogłoby stanowić pułapkę lub zagrożenie. Od czasu do czasu przystawała, żeby dokładniej przeanalizować wyczuwane wonie, odnaleźć w nich wskazówki odnośnie tego, czy nie powinna przypadkiem skręcić…
  W pewnym momencie zaczęła odnosić wrażenie, że kręci się w kółko, choć też jednocześnie dałaby sobie głowę uciąć, iż z całą pewnością nie zawróciła. Albo i nie dałaby, całkiem lubiła swoją łepetynę dokładnie tam, gdzie się znajdowała, czyli na karku; szkoda by było, gdyby została z niego zdjęta.
  Wśród wszystkich woni, jakie wyczuwała na mokradłach, pojawiła się w końcu nowa nuta, niepasująca do tego miejsca. Po chwili zawahania poszła jej tropem, węsząc niczym myśliwski pies – choć tak po prawdzie, właściwie nim była, nawet nie posiadając zdolności zmiany w zwierzęcą formę. Zmarszczyła brwi i przystanęła, odkrywając, iż zdecydowanie nie znalazła się sama w tym przeklętym miejscu. Tyle dobrego, że napotkana kobieta raczej nie wyglądała na kogoś, kto miał zwabić ją w pułapkę, zresztą… nie była taka znowu nieznajoma.
  - A ty co tu robisz? – spytała, marszcząc brwi. Lockhartówna nie kojarzyła się z kimś, kto wybierałby się na wycieczkę po tego typu miejscach, chyba że… miałaby tu jakiś wyjątkowo nośny temat do zbadania i opisania w gazecie? Choć wciąż, jakoś nic nie przychodziło jej do głowy, o czym by tu można było napisać. Mokro. Śmierdzi. Omijać z daleka. I chyba tyle?

512
Wścibska dziennikarka
Granica między fantazją, a rzeczywistością była u mnie zawsze beznadziejnie zamazana.
wiek
sława
I
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Daisy to ładna dziewczyna o rozmarzonych, zielonych oczach. Kiedy na kogoś patrzy, tej osobie może się wydawać, że nagle stała się całym światem dla młodziutkiej dziennikarki. Na tle innych czarownic wyróżnia się gęstymi, kręcącymi się rudo-brązowymi włosami. Chętnie nosi je zaplecione w kucyk. Nie jest ani przesadnie wysoka (mierzy ok. 165 cm wzrostu), ani krzepko zbudowana. Choć lubi ładnie wyglądać, ceni sobie wygodę. Zazwyczaj można ją spotkać albo z aparatem fotograficznym u szyi, albo z notatnikiem i piórem w ręku. Pojawia się na większości istotnych, publicznych uroczystości w Ministerstwie Magii.

Daisy Lockhart
#3
31.01.2023, 01:26  ✶  
Daisy prawie urosła o dobre dziesięć centymetrów, gdy w zbliżającej się kobiecie rozpoznała brygadzistkę Mavelle Bones. Więc jeszcze istnieli prawdziwi ludzie i nie zginie sama na tych przeklętych, felernych, głupich i wstrętnych mokradłach.
Posłała jej przyjazne, pełne wdzięczności spojrzenie. Pewnie nikt nigdy nie patrzył na Mavelle takim wzrokiem: z jednej strony uwielbiającym ją za sam fakt jej istnienia, z drugiej proszącym o ratunek, z trzeciej zachwyconym, jakby właśnie przypadkiem stanęła w twarz z najbliższą i najlepszą przyjaciółką, której nie widziała już sporo czasu.
- Nie mam pojęcia co tu robię – odpowiedziała zgodnie z prawdą. – Błądzę. Kłócę się z żabami. Drgam na każdy odgłos, który wydaje bulgoczące bagno… - bezradnie wzruszyła ramionami. – A wszystko przez to, że tu nie działa magia. Dasz wiarę, że są takie przeklęte miejsca? – zapytała.
Zaraz zresztą, jakby na potwierdzenie swoich słów, drgnęła bo gdzieś z boku, jakiś grzyb z cichym: puf, dał się pochłonąć wodzie. Skrzywiła się z obrzydzeniem. Oczyma wyobraźni widziała już jak przypadkiem wchodzi w jakieś ruchome piaski a te pochłaniają ją, zanim w ogóle zdąży zawołać o pomoc. Chyba podczas takich rzeczy człowiek się dusi, prawda? Daisy bardzo nie chciała się udusić. To wydawało jej się prawie tak samo przerażające jak wpadnięcie zimą pod lód na zamarzniętym jeziorze i upadek z miotły. Ba, chociaż najbardziej na świecie obawiała się wysokiej wysokości, tak była przekonana, że akurat w przypadku takiej śmierci, zdążyłaby przynajmniej zemdleć, zanim roztrzaskałaby się o ziemię. Albo samo roztrzaskanie trwałoby bardzo krótko. Ale wpadnięcie pod wodę? Albo pochłonięcie przez ruchome piaski?
Wzdrygnęła się ze strachem.
- A ty co tutaj robisz? – zainteresowała się. A potem jej głowę nawiedziła straszna myśl, że jednak na mokradłach grasowały żywe trupy i krwiożercze wilkołaki. Tylko tak mogła sobie naprędce wytłumaczyć obecność brygadzistki w tym miejscu. Przełknęła głośno ślinę, mimowolnie wyczulając się jeszcze bardziej na wszystkie paskudne, wstrętne, okropne dźwięki, które dochodziły – teraz już właściwie – z każdego możliwego miejsca. – Mam nadzieję, że ty również, tak po prostu źle się aportowałaś – rzuciła. – Bo ja właśnie tak. Inaczej za żadne skarby bym tu nie przyszła – zastrzegła, robiąc najbardziej skruszoną i niewinną minę, na jaką tylko było ją stać.
A niezrównana wyobraźnia Daisy dalej działała. Wystający z ciemnego bajora kawałek drewna nagle zaczął bardzo mocno przypominać jej trupią rękę. I to taką, która ledwo dostrzegalnie drgnęła. Oczy dziennikarki rozszerzyły się z niepokoju. Oj, na pewno jej się tak tylko wydawało, prawda? Musiało jej się tylko tak wydawać, co nie?
- Popatrz tam. Co za paskudny, obrzydliwy, straszny kawałek drewna – wyrzuciła z siebie. Ale zaraz po wypowiedzeniu tych słów jakby zmężniała. Wyprostowała się i odetchnęła głębiej, by dodać sobie odwagi. Ej, była z nią brygadzistka. W razie czego miał kto z ich tandemu walczyć i narażać życie! – Czy tutaj w ogóle ktokolwiek mieszka? Albo coś? – zainteresowała się, licząc na odpowiedzi w rodzaju: ależ nie, mokradła są kompletnie wymarłe, żyje tu tylko jedna stara ropucha, ale ją już obraziłaś. A obawiała się tych w rodzaju: cóż, o ile mi wiadomo te świry od czarnego dzbana właśnie tutaj się zbierają albo: och, tylko stado imperiusów grasuje sobie po okolicy, albo: nie, chyba nie, słyszałam tylko o masowych zaginięciach w okolicy.
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#4
05.02.2023, 16:51  ✶  
Byłoby coś rozczulającego w tym, jak Daisy patrzyła na Mavelle, gdyby nie sytuacja, w której się znajdowały. A ta nie malowała się kolorowo, skoro nie miały magii do dyspozycji – bo wtedy po prostu można by się było stąd wynieść tak po prostu, bez konieczności przedzierania się przez mokradła i uważania na każdy krok. Żeby tylko nie nadepnąć na jakąś kłodę, która to wcale a wcale kłodą nie była…
  No naprawdę, magio, gdzieżeś ty jest?
  W każdym razie obie kobiety łączyło teraz jedno: nie miały pojęcia, co tu robiły i dlaczego właściwie znalazły się w tym miejscu.
  - Cóż, nie muszę dawać wiary, bo właśnie w takim jestem – odezwała się, posyłając dziewczynie blady, łagodny uśmiech. Jakby mówiła „no nie bój się tak, nie jesteś już sama, masz tu brygadzistkę na podorędziu”. Szczegół, że bez magii i z samymi pięściami to w razie czego mogło być jednak krucho. Niedźwiedzi na mokradłach to się nie spodziewała raczej, ale takiemu zwierzowi to jednak w nos nie da.
  Co ty tutaj robisz? Pytanie doskonałe. Nadal nie wiedziała, czy to był jakiś dziwny przypadek, anomalia czy może celowe działanie. O to ostatnie dość nietrudno, biorąc pod uwagę, że była spokrewniona z Longbottomami oraz udzielała się w Zakonie – wystarczyło, że w szeregach mieli kreta bądź po prostu wysłannicy Dzbana dysponowali całkiem niezłymi szpiegami, którzy wyniuchali sekrety. Inna sprawa, czy nie logiczniej byłoby uderzyć w kogoś ważniejszego – bo Bones za specjalnie ważną się jednak nie uważała. Ot, pies gończy na usługach Rąk oraz samego Dumbledore’a.
  - Jesteś pewna, że popełniłaś błąd w aportowaniu? – spytała z pewną zadumą w głosie, przyglądając się Lockhartównie. Tak zrozumiała to całe „źle”, co przy okazji kazało się zastanowić, czy przypadkiem sama jakiegoś błędu nie popełniła. Inna sprawa, że gdyby miały do czynienia z celowym działaniem, to chyba właśnie musiałyby sobie radzić z porywaczem. Ale nie, w tej chwili było tylko to: dwie kobiety przeciwko mokradłom.
  - Uważaj na takie kawałki drewna, bo wcale nie muszą nim być – przestrzegła Daisy, kierując spojrzenie we wskazanym przez nią kierunku. Przymrużyła oczy, niuchnęła, aż poruszyły się skrzydełka nosa.
  - Coś na pewno tu mieszka. Całe mnóstwo cosi, ale słabo pamiętam lekcje o stworzeniach na mokradłach – stwierdziła z pewnym westchnięciem. Zakuć, zdać, zapomnieć – widocznie zapomnienie aż za dobrze weszło.
  - … nie ruszaj się stąd – przestrzegła czarownicę, decydując się podejść bliżej tego „kawałka drewna”. Coś Bones nie przypasowało w odczuwanych woniach, jak również nie wyłapywała obecności czegoś, co stanowiłoby zagrożenie. Przynajmniej nie dokładnie w tym miejscu, w którym się teraz znajdowały.
  Im bliżej podchodziła do wskazanego przez Daisy obiektu, tym bardziej się upewniała, że żadne z tego było drewno. Gdyby nie była brygadzistką, to mogłaby to olać, ale tak… nie wypadało tego tak zostawić. Co zdecydowanie wiązało się z robieniem sobie większego mokro w butach – niestety. Nie planowała wszak wycieczki po takiej okolicy!
  - Ja pierdolę – sapnęła, pochylając się nad… trupem. I nie tylko pochylając; z miną niewyrażającą teraz niczego zanurzyła dłonie w zimnej błotno-wodnej brei, żeby zacisnąć palce na ubraniu. I powoli wyciągnąć ciało, przynajmniej częściowo, tam, gdzie grunt był pewniejszy. Zdecydowanie nie było ono pierwszej świeżości, jak również nie miało szczęścia zażywać kąpieli w różanej wodzie. Wręcz przeciwnie – paskudnie napuchnięte i woniejące niesamowitą zgnilizną. - Znasz go może? – spytała towarzyszkę niedoli, przywołując ją gestem.
  Dziennikarka w końcu, może akurat kojarzyła tę gębę, mimo iż uległa sporym zmianom.

551/1063
Wścibska dziennikarka
Granica między fantazją, a rzeczywistością była u mnie zawsze beznadziejnie zamazana.
wiek
sława
I
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Daisy to ładna dziewczyna o rozmarzonych, zielonych oczach. Kiedy na kogoś patrzy, tej osobie może się wydawać, że nagle stała się całym światem dla młodziutkiej dziennikarki. Na tle innych czarownic wyróżnia się gęstymi, kręcącymi się rudo-brązowymi włosami. Chętnie nosi je zaplecione w kucyk. Nie jest ani przesadnie wysoka (mierzy ok. 165 cm wzrostu), ani krzepko zbudowana. Choć lubi ładnie wyglądać, ceni sobie wygodę. Zazwyczaj można ją spotkać albo z aparatem fotograficznym u szyi, albo z notatnikiem i piórem w ręku. Pojawia się na większości istotnych, publicznych uroczystości w Ministerstwie Magii.

Daisy Lockhart
#5
05.02.2023, 18:04  ✶  
Całe szczęście, że Daisy nawet nie zaświtało w głowie, że ktoś mógłby zechcieć celowo aportować ją na Mglistych Mokradłach. Jej wybujała wyobraźnia z miejsca stworzyłaby przynajmniej tuzin fascynujących (ale zupełnie nieprawdziwych) scenariuszy, w których wyjaśniałaby cały szereg powodów dlaczego ktoś miałby sobie ją obrać za cel takiego wstrętnego zachowania. I chociaż, tak naprawdę, raczej nie istniały powody, dla których rzeczywiście mogłaby komuś aż tak głęboko zaleźć za skórę, sama by sobie wyobraziła przynajmniej dziesięć takich.
Posłała Mavelle słaby uśmiech, jakby stwierdzona przez nią oczywistość bardziej ją rozbawiła niż wprawiła w irytację. Rzeczywiście, obie znalazły się dokładnie w takim właśnie miejscu.
- Nie mam pojęcia, czy popełniłam jakiś błąd. Wszystko było jak zwykle, ale efekt… - wzruszyła bezradnie ramionami i wskazała rękoma na to, co otaczało je dookoła. – No wylądowałam tutaj, a tutaj na pewno nie chciałabym wylądować.
Już pomijając, że miejsce było po prostu – w oczach Daisy – straszne, paskudne, śmierdzące i pełne obrzydliwych dźwięków to nie działo się tu nic, co w jakikolwiek sposób mogłoby ją zainteresować. Nie była tym typem, który w wolnej chwili naciągałby na nogi buty i leciał na spacer by podziwiać rozkwitającą przyrodę wiosną.
Wzdrygnęła się na ostrzeżenie i bodaj po raz pierwszy w czasie ich spotkania, posłała Mavele pełne rozbawionego oburzenia spojrzenie.
- Założę się, że oblałaś zajęcia z pocieszania i dodawania otuchy – rzuciła, obserwując jak brygadzistka zbliżała się do wskazanego przez nią kawałka drewna. Ale nie byłaby sobą, gdyby jednocześnie nie stanęła na palcach, uparcie przyglądając się całej akcji. I gdyby nie przytomna świadomość, że chwilę wcześniej znajdowała się tutaj kompletnie sama, czułaby nawet pewną ekscytację.
Daisy chyba nigdy wcześniej nie była aż tak blisko podczas działań kogoś z Brygady Uderzeniowej. A teraz właściwie mogła sobie wyobrazić, że sama była w Brygadzie Uderzeniowej i partnerowała Mavelle Bones. Co prawda jej partnerowanie ograniczało się do stania w bezpiecznej odległości i nadzorowania poczynań drugiej kobiety, ale to był tylko szczegół.
- Będziesz potrzebowała solidnego prysznica po… - zaczęła, gdy brygadzistka weszła do bagna i urwała jeszcze za nim ta zdążyła przekląć. Nieprzyjemny, zimny pot przebiegł jej po ciele. A potem pojawiła się ta histeryczna myśl, że wcale nie chciała znaleźć tu dzisiaj trupa. W ogóle nie lubiła trupów. Śmierdziały i były straszne, nawet jeśli tylko leżały i gniły.
Wzdrygnęła się ze wstrętem, ale nogi jakoś tak same zbliżyły się nieco do miejsca, gdzie znajdowała się Mavelle z ich znaleziskiem (oczywiście Daisy nie wlazła do bagna). A potem, znowu jakoś tak same, wycofały się, gdy kobieta zaczęła holować zwłoki do brzegu.
- Ja… - zaczęła dziennikarka i urwała, tym razem dlatego, że zwyczajnie zabrakło jej języka w gębie. Patrzyła na trupa szeroko otwartymi oczami. Nawet jakby go znała, nie potrafiłaby sobie w tym momencie przypomnieć, jak miał na imię i kim właściwie był. – Chyba nie. To jakiś stary facet. Chyba nie za bogaty? – bardziej zapytała, niż zawyrokowała. Przycisnęła rękę do nosa, żeby nie czuć aż tak smrodu, który od niego bił. – Nie mieliśmy w ostatnich tygodniach żadnego zgłoszenia w Proroku Codziennym. Do rubryki z zaginionymi – dodała i jakby jej własne słowa coś jej uzmysłowiły, bo zamiast umilknąć powiedziała jeszcze. – Więc albo nie jest stąd, albo nie ma bliskiej rodziny, albo jego rodzina zgłosiła zaginięcie tylko wam. Albo w ogóle… ee… może nawet nie jest czarodziejem? – wzruszyła ramionami. – Zostaw go, proszę, kiedyś jeden z udzielających mi wywiadu, opowiadał, że jest coś takiego jak trupi jad. Nie chcę żebyś zaraz mi umarła.
A poza tym nie działała tu magia. Co mogły zrobić ze zwłokami?
- Nie ma żadnych dokumentów przy sobie?
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#6
14.02.2023, 00:47  ✶  
- Czyli zapewne można założyć, że nie – wymruczała w odpowiedzi. Tak, trzeba będzie zameldować – to jedno. Drugie – powróciła natrętna myśl podpowiadająca, że może to faktycznie celowe działanie. Tylko kto, jak, dlaczego? To już stanowiło zagadkę, tym większą, że jak do tej pory naprawdę nikt nie zwalił się kobietom na głowy.
  Prędzej one zwaliły się na łepetynę trupa, a dokładniej rzecz ujmując – sama Mavelle, która nie raczyła zostawić ciała dokładnie tak, jak leżało w tym wszystkim, co szumnie od biedy dało się nazwać „wodą”. Z jednej strony się wręcz nie godziło tak zostawiać nieboszczyka, z drugiej – wciąż pozostawała brygadzistką. Jeśli doszło do jakiegoś przestępstwa, to należało sprawę zbadać, na ile się dało, a następnie – po wydostaniu stąd w cholerę – przekazać, gdzie trzeba. Niech już przełożeni decydują, co z tym fantem zrobić.
  - Hm… czyli powinnam powiedzieć, że nie, nie ma się czego obawiać, tu na pewno nic nie mieszka. A potem: o, przepraszam, zapomniałam wspomnieć, żebyś uważała i patrzyła pod nogi, hej, czego krzyczysz, to stworzonko tylko w ten sposób okazuje sympatię…? – spytała, przystając na chwilę, żeby zerknąć na Daisy. I choć kusiło, by rzucić to bardzo cierpkim tonem, takim z gatunku „wylać wiadro zimnej wody na łeb”, to zmiękczyła, złagodziła swój ton głosu. Cóż, nie była aż tak pozbawiona serca, żeby naskakiwać jeszcze bardziej na młodą Lockhartównę…
  - Aha – zgodziła się z nią krótko w kwestii prysznica. Potrzebowała go i ta, niezależnie od tego, czy właśnie się ładowała do bagna czy nie; choć niewykluczone, że może na dobrą sprawę lepiej sprawdziłoby się zabunkrowanie w wannie, wypełnionej mnóstwem pachnących kosmetyków. Wszystko, byleby tylko się wymoczyć i tym samym pozbyć wszechobecnego tutaj smrodu. Samo szorowanie się pod prysznicem zdawało się być na chwilę obecną tak z lekka niewystarczające…
  Holowanie trupa nie należało do najcudowniejszych zajęć pod słońcem i księżycem; nie mówiąc już o niemiłosiernej woni, jaką ten wydzielał. Ale trzeba było to ścierpieć – choćby i dlatego, że w towarzystwie cywila nie wypadało okazywać tego rodzaju słabości, przynajmniej w oczach Mavelle. Zwłaszcza że trąciło to z lekka sprawą kryminalną – może jednak paranoja związana z celowym ściąganiem aportujących się czarodziei nie była taka głupia – chyba że jakiś cudem naprawdę typ znalazł się tu na własne życzenie i się utopił. Sam. Bez niczyjej pomocy.
  - Trudno powiedzieć – westchnęła, dość odruchowo wycierając dłoń o ziemię. Naciągnęła szalik na twarz przykucając obok ciała, by móc się bliżej mu przyjrzeć. Odpuściła oddychanie przez nos – po prostu się nie dało – woląc już lekko rozchylić wargi i w ten sposób zapewnić niezbędne powietrze – Ubiór bywa zwodniczy – dodała jeszcze, nie spuszczając spojrzenia z nieboszczyka.
  - Nic mi nie będzie. A przynajmniej nie padnę ci tu na miejscu – dodała uspokajającym tonem. Niemniej uwaga Daisy była całkiem słuszna; stąd też dość pośpiesznie sięgnęła do kieszeni, w których upychała rękawiczki na wieczne zapomnienie. „Zostaw go” stało w sprzeczności z „nie ma żadnych dokumentów?”, niemniej to jednak coś, co raczej należało zrobić. I czego Bones bardzo nie chciała, niemniej poczucie obowiązku nie pozwalało na zignorowanie i niepodjęcie próby identyfikacji - Chociaż wątpię, żeby przetrwały w tych warunkach... – dodała, wsuwając rękawiczki na dłonie, z żalem spisując je na straty. Chwila ostrożnego obmacywania ciała…
  - Wygląda na to, że mamy amatora mocniejszych trunków – skwitowała, natrafiwszy na piersiówkę za pazuchą. Po zanurzeniu jej w wodzie i pobieżnym przetarciu… - Inicjały. T. C. Cudownie, z pewnością jest od cholery T.C, którzy lubią sobie golnąć. Tylko dlaczego ten musiał się znaleźć aż tutaj... – parsknęła, dość powoli wstając. Jeszcze parę sekund dotykania tego trupa, a chyba zaczęłaby krzyczeć.
  No, może jednak nie. Nie była tu wszak sama.

586/1649
Wścibska dziennikarka
Granica między fantazją, a rzeczywistością była u mnie zawsze beznadziejnie zamazana.
wiek
sława
I
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Daisy to ładna dziewczyna o rozmarzonych, zielonych oczach. Kiedy na kogoś patrzy, tej osobie może się wydawać, że nagle stała się całym światem dla młodziutkiej dziennikarki. Na tle innych czarownic wyróżnia się gęstymi, kręcącymi się rudo-brązowymi włosami. Chętnie nosi je zaplecione w kucyk. Nie jest ani przesadnie wysoka (mierzy ok. 165 cm wzrostu), ani krzepko zbudowana. Choć lubi ładnie wyglądać, ceni sobie wygodę. Zazwyczaj można ją spotkać albo z aparatem fotograficznym u szyi, albo z notatnikiem i piórem w ręku. Pojawia się na większości istotnych, publicznych uroczystości w Ministerstwie Magii.

Daisy Lockhart
#7
15.02.2023, 02:24  ✶  
Daisy przewróciła oczami. Nie no naprawdę... Posłała Mavelle cierpkie, choć wciąż dość przyjazne spojrzenie.
- Powinnaś powiedzieć: wszystko będzie dobrze, damy sobie radę, ze mną nie zginiesz – wyjaśniła tonem znawcy. Dokładnie takie słowa zawsze padały z ust bohaterów powieści, gdy byli dobrymi bohaterami powieści a nie jakimiś czarnowidzkami – wiedźmami – realistkami. Poza tym wcale nie chciała słuchać prawdy w tym momencie. W ogóle, dość rzadko interesowała się jakąkolwiek prawdą, która była dla niej mało przyjemna. Chciała usłyszeć słowa wsparcia.
Im bliżej trupa była brygadzistka, tym większego wsparcia oczekiwała Daisy.
A potem po prostu obserwowała. Patrzyła na trupa, trochę wstrząśnięta a trochę zafascynowana tym jak wyglądał. Pełne fascynacji spojrzenie nie ominęło również samej Mavelle. Daisy obserwowała z zapartym tchem jak ta przeszukiwała martwe ciało. Sama nie odważyłaby się go dotknąć, nawet gdyby ktoś jej za to zapłacił. A jeśliby to już zrobiła to na pewno by zwymiotowała. Jak to w ogóle możliwe, że brygadzistka nie brzydziła się śmierdzącego, rozkładającego ciała?
- Och, to dość proste. Jeśli obie, całkiem trzeźwe, znalazłyśmy się tutaj wskutek nieudanej aportacji to istnieje spore prawdopodobieństwo, że i jemu przytrafiło się coś podobnego. A biorąc pod uwagę, że znalazłaś u niego piersiówkę… - wzdrygnęła się, gdy na krótką chwilę odważyła się spojrzeć na opuchniętą twarz zmarłego. – Zakładam, że po pijaku był dużo mniej uważny niż ja i ty. Pewnie wpadł nabzdryngolony do bagna i utonął. Dlatego jest taki… spuchnięty. – Przy ostatnim słowie znowu się wzdrygnęła.
Daisy mogła sobie właśnie zgrywać znawczynię tematu, ale tak naprawdę, wciąż pozostawała głównie młodą dziewczyną i dziennikarką. Nie była nawykła do takich widoków i bardzo, ale to bardzo chciała już znaleźć się w miejscu, gdzie znowu zadziała magia i będą mogły się aportować. I wtedy to niech sobie Mavelle wzywa całą armię brygadzistów i razem z nimi przenosi to obrzydliwe, napuchnięte ciało T. C., gdzie tylko będzie miała ochotę.
W tym samym czasie ona, Daisy Lockhart, będzie właśnie brała długą i relaksującą kąpiel, która pozwoli jej ukoić skołatane nerwy.
- Jeśli chcesz to mogę zrobić zdjęcia. Jemu. I temu miejscu – powiedziała po chwili. – Nie obiecuję, że wypatrzysz na nich cokolwiek istotnego, ale jeśli w czasie, gdy zostawimy tu ciało, ktoś będzie próbował przy nim majstrować albo coś, to… to będziesz miała na to dowody – opisała. Jeśli Mavelle wyraziła taką potrzebę, Daisy naprawdę obfotografowała ciało trupa i miejsce, gdzie został znaleziony. Później nawet była gotowa je wywołać i odesłać pannie Bones. Były w końcu… partnerkami w tym momencie.
Ale tak na poważnie to Daisy chciała po prostu jak najszybciej się oddalić z tego miejsca i dotrzeć do strefy, gdzie znowu zadziała magia i będzie mogła się aportować w domu. Praca w biurze brygady uderzeniowej, choć z boku wydawała się ciekawa, była stanowczo ponad jej nerwy.
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#8
18.02.2023, 21:50  ✶  
Czy w istocie powinna była? Takie słowa wypowiadało się bardzo łatwo, problemem jednak bywało dotrzymanie złożonych w ten sposób obietnic. Czy tego chciała czy nie – czasem mimo wspinania się na wyżyny możliwości, zapewnienia koniec końców okazywały się jedynie pyłem na wietrze.
  Bo nie była wszechmocna.
  Nikt nie był.
  Dlatego też raczej starała się unikać takich sformułowań, żeby koniec końców pocieszana w ten sposób osoba nie poczuła się zdradzoną. Niemniej Daisy raczej nie była osobą, której Mavelle kwapiłaby się zwierzyć ze wszystkich tych przemyśleń, powstrzymała się też przed zadaniem pytania z gatunku „a jeśli… i co wtedy?”.
  - Wezmę to pod uwagę na przyszłość – obiecała po prostu, aczkolwiek… jeśli Daisy liczyła, że Bones się w tej chwili zreflektuje i zacznie zapewniać o tym, iż z całą pewnością wyjdą z tych mokradeł całe i zdrowe, to jednak się przeliczyła, bowiem nic takiego nie nastąpiło. Również i dlatego, że brygadzistka po prostu zajęła się badaniem trupa. Owszem, stan ciała bynajmniej nie zachęcał do chociażby podchodzenia do niego, jednakże w pracy już niejedno widziała. A co za tym idzie – w pewnym sensie już się zahartowała, jeśli chodziło o reakcje na pewne widoki.
  - Owszem, znakomita dedukcja – pochwaliła Daisy. Właściwie bynajmniej nie oczekiwała jakiegokolwiek tłumaczenia, dlaczego ten typ znalazł się na mokradłach i to jeszcze musiał napatoczyć się dokładnie na jej – ich – drodze; było to raczej dość retoryczne narzekanie, z gatunku „no i tylko kolejne problemy, jakby już nie dość ich było”. Chciała tylko opuścić bagna, a okazało się, że natrafiła na sprawę dla Brygady – bowiem nie można było ot tak zostawić nieboszczyka, zwłaszcza biorąc pod uwagę tajemniczą anomalię, przez którą się tu obie kobiety znalazły.
  - Naprawdę możesz? – upewniła się, chowając różdżkę nieboszczyka. Jemu i tak się już nie przyda, to raz, dwa, i tak ją już ruszyła, trzy, no, nie będzie się wygłupiać i wkładać typowi z powrotem – Bo byłabym bardzo wdzięczna, gdybyś te zdjęcia porobila, przydadzą się – dodała, zdejmując rękawiczki. Tych już nie chowała – może i miała dość dużą odporność na obrzydliwe rzeczy, jednakże wolała się już ich pozbyć niż targać ze sobą. Wątpiła, czy nawet po praniu byłaby w stanie spojrzeć na nie łaskawszym okiem.
  Toteż poczekała, aż Lockhart się uwinie z dokumentowaniem miejsca wypadku (bądź jednak zbrodni…), a następnie wyruszyły w dalszą wędrówkę. Niezbyt przyjemną, owszem, niemniej koniec końców dotarły do miejsca, gdzie działała magia i teleportowały się w swoje strony.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Daisy Lockhart (2138), Mavelle Bones (2094)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa