• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
[wiosna 1971, Dolina Godryka] Darcy & Daisy do akcji

[wiosna 1971, Dolina Godryka] Darcy & Daisy do akcji
Czarodziej
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Około 175 centymetrów wzrostu. Jasnobrązowa czupryna, latem łatwo rozjaśniająca się od słońca. Młodzieńcza twarz, sprawiająca raczej przyjazne wrażenie. Dość szczupły, choć nie wymizerowany.

Darcy Lockhart
#1
06.02.2023, 23:05  ✶  
Budynek już dogasał.
Kiedyś był to zapewne niewielki domek w Dolinie Godryka, obecnie jednak pozostały po nim zgliszcza. O tym, że nie doszło tu do przypadkowego podpalenia, świadczyło to, że jeszcze niedawno wisiał nad nim ponoć Mroczny Znak. Darcy spoglądając w ciemne niebo, absolutnie wolne od wszelkich morderczych czaszek, nie był pewny, czy cieszyć się, że Brygadziści zdążyli usunąć tę ozdobę nieboskłonu, czy martwić – bo absolutnie świetnie wyglądałaby na zdjęciu.
Otrzymali informację, gdy już byli po kolacji i szykowali się do spania. Darcy zdecydował się jednak wyskoczyć z łóżka i aportować na miejscu, bo to dopiero był temat! Podpalenie domu w Dolinie Godryka, podejrzenie ataku śmierciożerców… Oczywiście, Lockhart za żadne skarby nie zbliżyłby się do takiego miejsca, gdyby wciąż istniało jakieś ryzyko, ale podejrzewał, że teraz będzie się tam roiło od Brygadzistów oraz aurorów.
Tak też się faktycznie było. Wokół zgliszczy kręciła się cała masa ludzi. Pożar musieli dogasić już jakiś czas temu, ale teraz przeszukiwali ruinę (Darcy nie rozumiał, dlaczego – liczyli, że śmierciożerca schował się tam w piwnicy i czeka, by wyjść z okrzykiem „BUUUUU!”), jakieś światło było widać w pobliskim lesie, a Lockhart sądził też, że ktoś pobiegł do wioski, bo…
- …ciekawe, jak wyłapią tych mugoli, którzy zobaczyli wielką czaszkę na niebie. Chociaż jak to o zmierzchu, to pewnie niewiele osób, nie? – zastanowił się Darcy, przystając i przekrzywiając głowę w geście, który jego siostra mogła doskonale rozpoznać.
Podsłuchiwał.
- O – zdziwił się, ale też zrobiło mu się nieco lżej na duchu, gdy usłyszał parę zdań rozmowy dwóch Brygadzistów, którzy stali nieopodal. To był temat, owszem. Ale Darcy niezbyt lubił relacjonować historie o martwych kobietach i dzieciach czy spalonych żywcem mężczyznach… - Tym razem nikt nie zginął. Jeden z sąsiadów podobno wyważył drzwi i zdołał teleportować ze środka… eee, nie jestem pewien, ale chyba jakiegoś dzieciaka. Myślisz, że Brygadziści będą chcieli z nami rozmawiać? Może lepiej od razu uderzać do sąsiadów?
Wskazał ręką ku paru gapiom, zapewne – skoro Brygada ich nie rozpędzała – okolicznym czarodziejom. W pobliżu znajdował się też dom, z którego okien był całkiem niezły widok na ruinę, więc istniała szansa, że ktoś z niego mógł widzieć całe wydarzenie.
- Czy najpierw parę zdjęć? Będzie niezły kadr – ocenił, unosząc dłoń i ustawiając palce tak, by mieć pomiędzy nimi ruderę, z której wciąż unosiły się resztki dymu. W każdym razie, z tym tematem było gwarantowane, że artykuł trafi jutro na pierwszą stronę Proroka!
Wścibska dziennikarka
Granica między fantazją, a rzeczywistością była u mnie zawsze beznadziejnie zamazana.
wiek
sława
I
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Daisy to ładna dziewczyna o rozmarzonych, zielonych oczach. Kiedy na kogoś patrzy, tej osobie może się wydawać, że nagle stała się całym światem dla młodziutkiej dziennikarki. Na tle innych czarownic wyróżnia się gęstymi, kręcącymi się rudo-brązowymi włosami. Chętnie nosi je zaplecione w kucyk. Nie jest ani przesadnie wysoka (mierzy ok. 165 cm wzrostu), ani krzepko zbudowana. Choć lubi ładnie wyglądać, ceni sobie wygodę. Zazwyczaj można ją spotkać albo z aparatem fotograficznym u szyi, albo z notatnikiem i piórem w ręku. Pojawia się na większości istotnych, publicznych uroczystości w Ministerstwie Magii.

Daisy Lockhart
#2
09.02.2023, 22:27  ✶  
Daisy nie lubiła takich spraw. Nawet nie dlatego, że zawsze była jakaś cudza tragedia. A ona rzadko potrafiła się w nią wczuć na tyle, by zacząć współczuć ofiarom a nie denerwować się, bo w swoim szlochu i zawodzeniu zaczynali ją drażnić. No spłonął im dom, ale przeżyli, nie? Poza tym mieli magię. Jak dobrze pójdzie to najwyżej do jutra uda się wszystko naprawić. Daisy nie lubiła takich spraw, bo coraz częściej zamieszani byli w nie Śmierciożercy i Lord Voldemort – a ona wolała się trzymać od Śmierciożerców i Lorda Voldemorta tak daleko, jak tylko daleko mogła. To była chyba kwestia instynktu samozachowawczego, który gdy pojawiały się najmniejsze wzmianki o nich, bił na alarm by od całej sprawy trzymać się tak daleko, jak tylko się dało.
Ale od tej sprawy trzymać się szczególnie daleko nie mogła. Najgorsze w pracy dziennikarki było to, że nie dało się zawsze unikać takich spraw. Szła obok Darcy’ego, zastanawiając się, po co w ogóle było palić jakiś dom. Argumenty w rodzaju: bo mieszkała tam mugolaczka niespecjalnie trafiały do głowy Daisy. Zawsze od razu wychodziło jej, że to po prostu prywatne porachunki ubrane w szaty jakichś dziwnych ideologii.
- Pewnie niewiele – zgodziła się z bratem. – A nawet jak widzieli, to przecież chwilę później pojawili się tu brygadziści i ściągnęli ją z nieba. Może pomyśleli, że coś im się ubzdurało albo to były jakieś dziwne… fajerwerki? Zorza polarna? – wymieniała, nawet nie zastanawiając się, że zorza polarna w Anglii dopiero wywołałaby poruszenie w mugolskim świecie.
Uniosła na niego pytający wzrok, gdy zaczął podsłuchiwać rozmowę brygadzistów. Sama w tym czasie dyskretnie sprawdziła aparat w torbie. Nie chciała wyciągać go w tej chwili i robić zdjęć, bo była przekonana, że za moment zjawi się przed nimi jakiś wściekły pracownik ministerstwa magii i resztę rozmowy będzie musiała mu tłumaczyć, że tylko wykonywała swoją pracę tak jak on wykonywać swoją a czarodziejski świat ma prawo wiedzieć, dziennikarska wolność słowa i takie tam. Za każdym razem było to samo.
- Zacznijmy od sąsiadów – zaproponowała. – Do brygadzistów przejdziemy jak już zrobię kilka zdjęć. Możliwe, że któryś z nich sam do nas nawet podbiegnie. I bardzo  dobrze, że nikt nie zginął. Najchętniej to bym pogadała z tym sąsiadem, który uratował tego dzieciaka, ale pewnie… eee… pewnie nie bardzo będziemy mieli jak, co? Ani on nie będzie chciał z nami rozmawiać, ani to chyba dla niego bezpieczne.
To też irytowało Daisy w Śmierciożercach. Znaleźć się na ich potencjalnej liście do zlikwidowania było dziwnie łatwo. Wystarczyło jakieś nieopatrzne słowo lub nawet przypadkowe działanie. Wzdrygnęła się, znowu myśląc o tym, że pewnie większość ich ofiar była poszkodowana ze zwykłej zemsty a nie przez jakieś górnolotne pierdolenie o czystości krwi.
- Ja bym szła najpierw do sąsiadów. Potem zdjęcie. I brygadziści – opisała kolejność, która przyszła jej do głowy. – No chyba, że to ty chciałbyś zrobić teraz zdjęcie. Mogę dać ci aparat – zaproponowała. Gotowa była nawet sama odciągać uwagę brygadzistów, byle tylko Darcy miał dobre zdjęcie i mniej kłopotów, gdyby te miały nadciągnąć. – Patrz, tamta sąsiadka wygląda na gadatliwą – rzuciła, wskazując bratu podbródkiem jedną ze stojących na uboczu wiedźm.
Czarodziej
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Około 175 centymetrów wzrostu. Jasnobrązowa czupryna, latem łatwo rozjaśniająca się od słońca. Młodzieńcza twarz, sprawiająca raczej przyjazne wrażenie. Dość szczupły, choć nie wymizerowany.

Darcy Lockhart
#3
09.02.2023, 22:47  ✶  
Darcy pod wieloma względami zgadzał się z siostrą. Zasadniczo sam nie był fanem mugoli. Zawsze jakoś zakładał, że muszą być bardzo głupi, skoro przez tyle lat nie zorientowali się, że tuż obok są czarodzieje – zwłaszcza, że przecież Ministerstwa w przeszłości nie działały tak skutecznie jak teraz. W głębi ducha uważał się też za trochę lepszego od mugolaków. To przekonanie powstało w jego głowie, nasłuchując pogawędek kolegów ze Slytherinu, ale też dlatego, że mugolakom ciągle trzeba było coś tłumaczyć i przez to Lockhart wyrobił w sobie przekonanie, że oni – nic – nie – rozumieją.
Ale jednocześnie denerwowali go ci cali śmierciożercy i Voldemort. Nie tylko dlatego, że Darcy po prostu nie za bardzo lubił drastyczną przemoc, choć uciekłby się do niej, uważając to za najlepsze wyjście. Po prostu czasem wydawało mu się, że są wrogami absolutnie wszystkich i że w ogóle, jakby zrobić listę tych jednostek, które zdaniem śmierciożerców są cokolwiek warte, to może byłoby na niej trzysta nazwisk. O, on i Daisy, na przykład. Mieli rodziców czarodziejów, dziadków czarodziejów i że wśród pradziadków zaplątał się jakiś mugol, to naprawdę nie powinno nikogo interesować, prawda? A czuł podskórnie, że Voldemortowi mogłoby to właśnie bardzo przeszkadzać…
Między innymi dlatego cała relacja miała pozostać idealnie bezstronna, tak na wszelki wypadek, żeby przypadkiem ktoś nie zapukał potem do drzwi reportera, bo postawił śmierciożerców w złym świetle.
- To zależy, bo wiesz, może akurat lubi blask fleszy? – zastanowił się Darcy. On go uwielbiał. Gdyby uratował kogoś z pożaru, bardzo by chciał, żeby napisano o nim w gazecie.
Chociaż zaraz.
No dobrze, gdyby to był pożar wywołany przez śmierciożerców, to chyba niekoniecznie.
- Ale tak myślę, że on tu chyba nie stoi i nie patrzy. Bo jak wbiegł do płonącego domu, to pewnie musiał go obejrzeć uzdrowiciel. A nawet jak nie, to go wzięli na jakieś przesłuchanie albo coś… wiesz, co widział i w ogóle – oświadczył Darcy, po czym raźnym krokiem ruszył ku sąsiadom. Humor mu się trochę poprawił, kiedy usłyszał, że nikt nie zginął. – Masz rację, porozmawiajmy najpierw z sąsiadkom. Te ruiny raczej nigdzie nam nie uciekną.
Skierował się ku kobiecie wskazanej przez Daisy. Trudno powiedzieć, czy Lockhartówna miała wyczucie, co do osób, które zechcą porozmawiać z prasą. Może tak, może nie. Darcy jednak szczerze wierzył, że Daisy takie wyczucie posiada. Tak jak w wiele innych zalet siostry, prawdziwych albo tylko urojonych.
- Dzień dobry. Darcy Lockhart, Daisy Lockhart. Przygotowujemy relację na temat dzisiejszych, tragicznych wydarzeń do prasy – przedstawił się uprzejmie. – Czy zechciałaby pani z nami porozmawiać?
– Och… – kobieta zawahała się. Wyglądało na to, że przez chwilę walczyła sama ze sobą, z jednej strony bardzo chcąc, aby wspomniano o niej w gazecie, z drugiej niepewna, czy powinna rozmawiać z prasą. – A co państwo chcieliby wiedzieć?
- Na przykład… co pani wie, o osobach, które mieszkały w tym domu?
- Michael Carlick – odparła w końcu sąsiadka. – To naprawdę bardzo dobry chłopiec, sam wychowuje dwóch synów! Starszy jest w Hogwarcie. Drugi, biedaczek, ma dopiero iść do szkoły, omal nie spłonął w tym strasznym pożarze… uwierzy pan? Chcieli zabić bezbronne dziecko…
- Ma pani jakieś podejrzenia, dlaczego spotkało to pana Carlicka?
- Sama nie wiem, to naprawdę złoty człowiek! Chociaż… ja tam nie lubię plotkować, ale chyba jego rodzice to mugole. Nie jestem pewna, bo widzi pan, oni mieszkali tutaj od niedawna. Kupili ten dom ledwo parę miesięcy temu i wszystko poszło z dymem.
Wścibska dziennikarka
Granica między fantazją, a rzeczywistością była u mnie zawsze beznadziejnie zamazana.
wiek
sława
I
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Daisy to ładna dziewczyna o rozmarzonych, zielonych oczach. Kiedy na kogoś patrzy, tej osobie może się wydawać, że nagle stała się całym światem dla młodziutkiej dziennikarki. Na tle innych czarownic wyróżnia się gęstymi, kręcącymi się rudo-brązowymi włosami. Chętnie nosi je zaplecione w kucyk. Nie jest ani przesadnie wysoka (mierzy ok. 165 cm wzrostu), ani krzepko zbudowana. Choć lubi ładnie wyglądać, ceni sobie wygodę. Zazwyczaj można ją spotkać albo z aparatem fotograficznym u szyi, albo z notatnikiem i piórem w ręku. Pojawia się na większości istotnych, publicznych uroczystości w Ministerstwie Magii.

Daisy Lockhart
#4
15.02.2023, 01:54  ✶  
Daisy stłumiła uśmiech, gdy Darcy wspomniał o blasku fleszy. Sytuacja, w której się znaleźli, nie należała do takich, w których właściwe by było szeroko uśmiechnąć się na jego słowa (nawet jeśli miała ku temu sporą ochotę). Ale też to co powiedział, uświadomiło jej, jak wiele potencjalnych kłopotów taki wywiad z bohaterem mógłby przynieść również im. W końcu, jeśli jakiś poplecznik Lorda Voldemorta uznałby, że są z bohaterem w przyjaźni albo coś podobnego to jeszcze wpadłby na pomysł, by na nich napaść albo coś. Głupio by było stracić palce, bo w oczach jakiegoś świra przypadkiem porozmawiało się nie z tym facetem, z którym należało.
I za to też gorąco nie znosiła Śmierciożerców. Byli dziennikarzami. Powinni mieć prawo do pisania wszystkiego, czego chcą i o kim chcą. Prasa powinna być niezależna! Jak inaczej mógłby funkcjonować świat?
Przy okazji w głowie Daisy zagościła dość obcesowa myśl, że sama rozszarpałaby gołymi rękoma każdego śmierciożercę, który spróbowałby dobrać się do Darcy’ego. Do tego nie potrzebowała nawet magii. Dzika furia byłaby jej najlepszym sprzymierzeńcem. Zazwyczaj była powolna jak żółw i szybko się męczyła przy najmniejszym wysiłku fizycznym. Ale w tym wypadku, gdyby tylko chodziło o życie Darcy’ego, była tego więcej niż pewna, okazałaby się zwinna jak pantera. Rozniosłaby na strzępy samego Lorda Voldemorta, jeśliby tylko ten był na tyle głupi, by zaatakować jej brata.
Bo zawsze była po jego stronie, nawet jeśli chwilami wydawało jej się, że czasami szybciej mówił niż myślał (tak jakby ona sama tego nie robiła).
- Pewnie masz rację – zgodziła się z Darcym. Po cichy też uznała, że właściwie to dobrze się dzieje, że ratującego dziecko nie było w pobliżu i mogli go bez żadnych wyrzutów sumienia pominąć w całej sprawie. – W sumie, czy brygadziści nie powinni potem wydać jakichś oświadczeń albo coś? Zawsze możemy je przedrukować. To znaczy, pewnie nie będą specjalnie ciekawe, oni zawsze przedstawiają wszystko nudno, ale no… - wzruszyła ramionami. Jak to się mówiło: lepszy rydz niż nic i lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu. A poza tym, nawet z takiego oświadczenia zawsze dało się wyciągnąć jakieś mięcho.
Podreptała za bratem w stronę wskazanej przez siebie wiedźmy. Daisy równie mocno jak Darcy wierzyła w to, że posiadała sporo wyczucia i wiedziała kogo należało wypytywać. Podświadomie też pewnie trochę się nastawiała na to, że w razie czego będzie mogła wypowiedź czarownicy odpowiednio podkoloryzować i wyretuszować.
Patrzyła na kobietę z zaaferowaniem wymalowanym na twarzy. Młodziutka dziennikarka wyglądała w tym momencie tak, jakby głęboko współczuła Michaelowi Carlickowi. I po części tak było, nawet jeśli jej motywacje nie były do końca uczciwie i w ogóle nie zahaczały o to, co stało się z jego domem i jakie nieszczęście mogło spotkać jego młodszego syna.
- Och, to takie okropne – zgodziła się z sąsiadką bardzo prędko. – Mam nadzieję, że szybko złapią tych, którzy chcieli go skrzywdzić. A wie pani może ilu ich było? – dopytała. – Biedny pan Carlick. Mam nadzieję, że szybko uda mu się odbudować jego dom – dodała jeszcze.
O ile oczywiście będzie jeszcze chciał tutaj mieszkać. Na jego miejscu Daisy raczej by tu już nie wracała. Za bardzo by się bała, że lada moment dojdzie do kolejnego ataku. No i nigdzie nie było jej tak dobrze jak w domu rodzinnym.
Czarodziej
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Około 175 centymetrów wzrostu. Jasnobrązowa czupryna, latem łatwo rozjaśniająca się od słońca. Młodzieńcza twarz, sprawiająca raczej przyjazne wrażenie. Dość szczupły, choć nie wymizerowany.

Darcy Lockhart
#5
15.02.2023, 23:30  ✶  
Darcy lubił przed snem wyobrażać sobie, że jest bohaterem. Potężnym czarodziejem, który włada starożytną mocą, jakiej nie miał nikt od tysiącleci – i oczywiście dlatego jej dotąd nie odkryto i nie wyszkolono należycie. W tych fantazjach często walczył ze śmierciożercami, rzecz jasna nieraz ratując z ich rąk piękne blondynki. Czasem znajome, czasem zupełnie zmyślone.
Problem polegał na tym, że Lockhart nie był potężnym wybrańcem, a po prostu przeciętnym czarodziejem. Utalentowanym w niektórych dziedzinach i beznadziejnym w innych. Który nie był może absolutnym tchórzem, ale na widok śmierciożerców dałby drapaka. Z dużym prawdopodobieństwem zostawiłby za sobą większość znajomych i krewnych – choć nie przyznałby się do tego nawet sam przed sobą.
Zapewne jednak nie Daisy. Istniała całkiem spora szansa, ze w jej obronie bohatersko by zginął, bo raczej nie miałby wielkich opcji w prawdziwej walce z czarnoksiężnikiem.
- Mogę ci nawet dziś powiedzieć, co napiszą. „Dnia tego i tego niezidentyfikowani sprawcy napadli na rodzinę w Dolinie Godryka. Ze względu na dobro ofiar i ich krewnych nie ujawniamy szczegółów śledztwa. Sytuacja jest pod pełną kontrolą Ministerstwa Magii i nie ma powodów do paniki” – wyrecytował Lockhart, celowo nadając swojemu głosowi nieco natchnione brzmienie, jakby wygłaszał Bardzo Ważny Komunikat. Nie, to się zupełnie nie nadawało do ich artykułu. Oni chcieli odrobiny paniki, bo spanikowany czarodziej chce wiedzieć, co się dzieje. Czyta prasę, aby być gotowym wyemigrować do Afryki.
Musieli wyciągnąć informacje sami. Z tego, jak wyglądały ruiny, jak zachowywali się Brygadziści (a było ich sporo), co mówili sąsiedzi.
– Prawda? – przytaknęła sąsiadka na słowa Daisy. – Do czego to dochodzi, aby ludzie bali się zasnąć we własnym łóżku! To znaczy… moi rodzice to czarodzieje, więc mnie oczywiście problem nie dotyczy…
Trudno powiedzieć, czy chciała zapewnić o tym ich, siebie czy ot tak, uznała, że na wszelki wypadek zadba o przekazanie tej informacji, gdyby śmierciożerców miało zdenerwować coś, co powiedziała do gazety.
– Nie mam pojęcia. Brygadziści oczywiście nic nie mówią. Widziałam przez chwilę Michaela, ale chyba zabrano go do świętego Munga. Nie jestem pewna, czy ktokolwiek widział moment ataku, zdaje mi się, że sąsiedzi dotarli, kiedy tu już zaczęło płonąć… – wyznała kobieta. – Och, sąsiedzi na pewno pomogą! Trochę magii, i za parę dni będzie mógł wrócić, choć oczywiście nie będzie już tak ładny, jak wcześniej…
– A może wie pani, kto go wyciągnął? – spytał Darcy z nadzieją.
– Niestety nie. Podobno jeden z sąsiadów zdołał wyważyć drzwi, wbiegł do środka i teleportował się z nimi. A potem przybiegła jeszcze jedna dziewczyna, za nią inni i ugasili ruiny, ale nikogo już nie zdołali zauważyć. Takie rzeczy… a Dolina Godryka to było kiedyś bardzo spokojne miejsce. Sama nie wiem, może to pora przenieść się na Pokątną…
Lockhart potakiwał tylko, chociaż jeśli szło o niego, nie był pewny, czy tam są bezpieczniejsi. Chociaż taką miał nadzieję.
– Bardzo dziękujemy pani za rozmowę. Daisy? Co ty na to, żeby podejść i zrobić trochę zdjęć domu? – zaproponował, w myślach dodając: a raczej tego, co z niego zostało.
Wścibska dziennikarka
Granica między fantazją, a rzeczywistością była u mnie zawsze beznadziejnie zamazana.
wiek
sława
I
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Daisy to ładna dziewczyna o rozmarzonych, zielonych oczach. Kiedy na kogoś patrzy, tej osobie może się wydawać, że nagle stała się całym światem dla młodziutkiej dziennikarki. Na tle innych czarownic wyróżnia się gęstymi, kręcącymi się rudo-brązowymi włosami. Chętnie nosi je zaplecione w kucyk. Nie jest ani przesadnie wysoka (mierzy ok. 165 cm wzrostu), ani krzepko zbudowana. Choć lubi ładnie wyglądać, ceni sobie wygodę. Zazwyczaj można ją spotkać albo z aparatem fotograficznym u szyi, albo z notatnikiem i piórem w ręku. Pojawia się na większości istotnych, publicznych uroczystości w Ministerstwie Magii.

Daisy Lockhart
#6
17.02.2023, 02:24  ✶  
Daisy posłała bratu dłuższe, nieco zamyślone spojrzenie. Mniej więcej zgadzała się co do treści oświadczenia, które mogli wydać w tej sprawie brygadziści. Ale jednak korciło ją, żeby wyciągnąć z tego coś więcej. Tylko jak można by było to zrobić w taki sposób, żeby z jednej strony z teoretycznie nieciekawej sprawy (a tak naprawdę to arcyciekawej, ale trudnej do ugryzienia z bezpiecznej strony), stworzyć materiał który będzie się dobrze czytał? Jak opowiedzieć i jednocześnie nie opowiedzieć?
- Hm… a wiesz, tak sobie myślę, że nawet to nudne oświadczenie… jakby je dołączyć do zdjęcia tych ruin… - zastanowiła się na głos.
Gdyby dołączyć do tego informacje, że poszkodowany był mugolakiem, samotnym ojcem a wśród tych, którzy mogli ucierpieć w ataku było również dziecko. To od razu wzbudziłoby większe emocje w czytelniku. Tylko Daisy nie chciała wzbudzać paniki. Nie chciała, żeby jakikolwiek czarodziej bardziej się bał tego całego Lorda Voldemorta i bandy jego popleczników. Sama nie chciała się ich bać…
- I moglibyśmy dopisać oświadczenie, żeby ludzie zwracali większą uwagę na kręcących się w pobliżu podejrzanych typków. Że tylko działając dla wspólnego dobra będziemy potrafili unikać takich tragedii w przyszłości – wyrecytowała pierwsze, co przyszło jej do głowy.
To oczywiście były straszliwe banały, ale nic lepszego nie przyszło jej do głowy. A i brzmiało z jednej strony dość neutralnie a z drugiej… była więcej niż pewna, że każdy kto przeczyta artykuł, będzie od razu wiedział o co naprawdę poszło.
Patrzyła na odpowiadającą na ich pytania czarownicę ze szczerym zainteresowaniem wypisanym na jasnej twarzy. W środku jednak zaczynała się już trochę irytować. Wolałaby więcej mięsa niż zapewnienia, że wiedźma też była czarownicą czystej krwi.
Daisy też uważała się za czarownicę czystej krwi. I nawet jeśli w oczach niektórych jej krew nie była tak błękitna jak krew Malfoyów to według Daisy byli w błędzie. Lokchartowie mieli najbardziej błękitną krew w całej Anglii i w ogóle w całej Europie! I byli na tyle mądrzy, żeby nie mieć problemu z tymi mniej doskonałymi od nich (no z małymi wyjątkami, Heather dalej była głupią gęsią).
- To wspaniałe, że jesteście tak zżytą społecznością! – zapewniła czarownicę. – Mam nadzieję, że sprawcy tego całego zamieszania szybko zostaną ujęci.
Tego ostatniego wcale nie była pewna. Cały problem ze Śmierciożercami polegał na tym, że niemal zawsze okazywało się, że nikt nic nie widział. Nikt nic nie wiedział. Nikt nie chciał mówić a wszyscy się bali. Nawet, co przyznawała z pewnym przekąsem sama przed sobą, ona też się bała.
- Dobra, róbmy te zdjęcia – zgodziła się z bratem. Wyciągnęła aparat. Obracała go w rękach, chwilę się nad czymś zastanawiając. – Moja propozycja pozostaje aktualna – powiedziała po chwili, gdy znaleźli się już w odpowiednim miejscu, by zacząć robić zdjęcia. – Jeśli chcesz, ty możesz zrobić te zdjęcia. W razie potrzeby odwrócę uwagę brygadzistów. Albo ich zagadam. – Sama nie wiedziała jak to się działo, że ludzie tak chętnie wysłuchiwali wszystkich głupot, które im z takim zaaferowaniem opowiadała.
To znaczy, nie żeby narzekała… po prostu sama nie mogła się nadziwić temu jak łatwo było jej przekonywać czasem innych. Może powinna rozważyć karierę dyplomaty?
Ostatecznie poczekała aż decyzję podejmie Darcy. I albo sama zrobiła zdjęcia, albo też oddała mu aparat (a chwilę później wyjaśniła kilka najlepszych tricków, które ostatnio podłapała by zdjęcia wyszły lepiej niż zazwyczaj) i poszła, skupiać na sobie uwagę brygadzistów.
Czarodziej
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Około 175 centymetrów wzrostu. Jasnobrązowa czupryna, latem łatwo rozjaśniająca się od słońca. Młodzieńcza twarz, sprawiająca raczej przyjazne wrażenie. Dość szczupły, choć nie wymizerowany.

Darcy Lockhart
#7
17.02.2023, 22:10  ✶  
- Niegłupie – ucieszył się Darcy. „Nie ma powodów do paniki”, a tuż obok ruiny domu. Nie potrzeba było do tego nawet komentarza. Lockhart spojrzał na siostrę z pewną czułością. Jego mała siostrzyczka tak bardzo wyrosła i tak doskonale potrafiła odpowiednio przedstawić fakty, aby ważne informacje dotarły do społeczeństwa. – Zwracać uwagę na otoczenie, przećwiczyć sztukę teleportacji, sugestia, że rodziny z dziećmi powinny opanować teleportację łączoną… Podejrzewam, że ten mężczyzna nie teleportował się z domu, bo musiałby zostawić w środku dzieciaka – stwierdził Lockhart z zastanowieniem. Oczywiście, istniała też szansa, że w ogóle tego nie umiał. W końcu był mugolakiem. (Darcy czuł się od mugolaków odrobinę lepszy. Uważał, że ci przez to, że tak późno dowiadują się o istnieniu magii, muszą zwykle nadrobić materiał i w efekcie pozostają w tyle. To, że zdarzały się pośród mugolaków jednostki nieprzeciętnie uzdolnione traktował jako wyjątek potwierdzający regułę. Albo to ignorował.)
- To też dobry pomysł. Nie wiem, jak to robisz, ale jestem pewien, że uwierzą we wszystko, co im powiesz… - Czasem tego siostrze zazdrościł. Wolałby chyba, aby ludzie wierzyli w jego słowa bez zastrzeżeń niż nasłuchiwać cudzych rozmów, które zwykle były bardzo nudne. - Zrobię zdjęcia ruin z daleka, lasu… a jak uda mi się podejść bliżej, to jakichś elementów z bliska. Jeśli coś tam ocalało, co należało do tych chłopców, to kurde, to byłoby dopiero zdjęcie. Jakiś mebel. Rowerek. Miś. Może powinienem wyczarować misia… - zastanawiał się Darcy. Tak, wiedział, że to absolutnie sprzeczne z etyką dziennikarską.
Nie, nigdy szczególnie jej nie przestrzegał. Stale podsłuchiwał ludzi, prawda? Ale co mógł poradzić na to, jaki się urodził?
Lockhart przejął od siostry aparat, wysłuchał, co miała do powiedzenia, a potem podszedł nieco bliżej i przykląkł, by zrobić najpierw ujęcie samego domu, a później – po lekkim przemieszczeniu – także kręcących się w okolicy Brygadzistów. Ruchome sylwetki funkcjonariuszy przyciągną do fotografii wzrok równie skutecznie jak resztka dymu, ulatniająca się znad ruin. Potem skierował obiektyw na las, gdzie widać było światła – nie był pewny, czy to zdjęcie trafi do gazety. To już zależało od tego, czy wymyśli jakiś komentarz, taki bardzo błyskotliwy, odnośnie tego, czego Brygadziści i aurorzy mogliby szukać w lesie.
Gdy jeden z Brygadzistów ruszył w ich stronę, Lockhart cofnął się nieco, oddając pola Daisy. A kiedy ta zaczęła mówić, postarał się chyłkiem dostać nieco bliżej, aby zrobić kilka ujęć z bliska. Reszki drzwi, zapewne rozbitych zaklęciem, fragmenty mebli, puste okno… Najpierw parę zdjęć w pośpiechu, byleby coś było, zanim ich wyrzucą. Potem, kiedy upewnił się, że nikt nie wywali go zaraz na zbity pysk, już staranniej wykonał ujęcie ocalałego fragmentu ściany, na którym wisiał osmalony obraz – zdołał zajrzeć do środka przez okno.
- Hej! Ty! Co tutaj robisz?! To miejsce zbrodni! – zawołał w końcu jakiś Brygadzista z daleka, gdy wreszcie go dostrzegł. Darcy czym prędzej się wycofał, machając ręką na siostrę, by zasygnalizować jej, że mają, po co tutaj przyszli. Mogli teleportować się na Horyzontalną.
I to szybko, zanim funkcjonariusze ich dopadną i jeszcze spróbują zabrać mu aparat. Pomijając już zdjęcia, nie mogli sobie pozwolić na utratę służbowego sprzętu.
Wścibska dziennikarka
Granica między fantazją, a rzeczywistością była u mnie zawsze beznadziejnie zamazana.
wiek
sława
I
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Daisy to ładna dziewczyna o rozmarzonych, zielonych oczach. Kiedy na kogoś patrzy, tej osobie może się wydawać, że nagle stała się całym światem dla młodziutkiej dziennikarki. Na tle innych czarownic wyróżnia się gęstymi, kręcącymi się rudo-brązowymi włosami. Chętnie nosi je zaplecione w kucyk. Nie jest ani przesadnie wysoka (mierzy ok. 165 cm wzrostu), ani krzepko zbudowana. Choć lubi ładnie wyglądać, ceni sobie wygodę. Zazwyczaj można ją spotkać albo z aparatem fotograficznym u szyi, albo z notatnikiem i piórem w ręku. Pojawia się na większości istotnych, publicznych uroczystości w Ministerstwie Magii.

Daisy Lockhart
#8
20.02.2023, 23:31  ✶  
Daisy uśmiechała się do brata całkiem ładnie, gdy mówił. O ile sama nie chciała się bezpośrednio angażować w opowiadanie się po którejkolwiek stronie barykady, to tak prywatnie miała nadzieję, że Śmierciożercy razem ze swoim Czarnym Panem jak najszybciej zostaną pokonani. I nie chodziło wcale o to, że była jakimś wielkim miłośnikiem mugoli lub mugolaków. Nie chciała być, po prostu, sama poniżana przez jakichś podejrzanych czarodziei, którzy mentalnie ciągle siedzieli jeszcze we wczesnym średniowieczu. Przynajmniej w jej oczach.
- Teleportacja łączna. O, to doskonały pomysł – zgodziła się z nim. Sama nie opanowała jeszcze tej sztuki, ale teraz, gdy zaczęła o tym myśleć, to wydało jej się całkiem dobrym pomysłem.
Wzruszyła beztrosko ramionami. Zazwyczaj to ona robiła zdjęcia, ale teraz była całkiem ciekawa jak pójdzie bratu. Po pierwsze dlatego, że bądź co bądź był JEJ bratem a skoro ona miała talent do robienia zdjęć to on również powinien mieć talent do robienia zdjęć. Po drugie, bo jakoś tak wydawało jej się, że wykonane przez niego zdjęcia mogą pokazać trochę inną perspektywę niż jej własna. No i najważniejsze: ciekawiło ją ile z jej wskazówek wykorzysta.
- Nie, misia nie. Potem zawsze sobie ktoś przypomina, że nie było misia. Lepiej jak dopiszemy coś o „na wpół spalonym misiu” czy „stopionym siodełku dziecięcego rowerka” i, że w mroku nocy było to widać – zasugerowała. Potem zawsze można było wytłumaczyć, że tak naprawdę to były tylko cienie, tak to wyglądało w nocy, a w ogóle to dzieci przecież mają zabawki, skąd mogli wiedzieć, że ten jeździł tylko na hulajnodze?
Odsunęła się od Darcy’ego. Jej oczy zrobiły się nieco bardziej wyczulone na otaczającą ich rzeczywistość. Nie miała jeszcze pomysłu, jak właściwie zareaguje, gdy zwróci na nich uwagę jakiś brygadzista, ale wiedziała że zareagować będzie musiała. Inna sprawa, że Daisy rzadko przejmowała się takimi sprawami zawczasu. Działała odruchowo, plotąc co jej ślina przyniesie na język.
I tym razem poszła na żywioł.
- Zbrodni? – zapytała z przejęciem, podchodząc do członka brygady uderzeniowej. Darcy ze swoim machaniem, musiał jeszcze chwilę poczekać. – Przecież słyszałam tylko co, że nikt tutaj nie zginął. Proszę mi teraz nie mówić, że coś się stało Michaelowi! – Zamrugała szybko, mając nadzieję, że jej przerażenie było wystarczająco przekonujące, by człowiek, do którego zagadywała uznał, że musiała znać Michaela.
- Z Michaelem i jego synem wszystko jest w porządku – odpowiedział zagadany i Daisy poczuła, że jest w domu.
- Och, to cudownie. Kiedy dowiedziałam się o pożarze… -prawie się zająknęła z przejęcia. – Jak to możliwe, że spalił mu się dom? Przecież zrobił w nim remont zaledwie przed kilkoma miesiącami.
Młoda dziennikarka wiedziała jedno: im więcej takich informacji wykorzystywała w rozmowie, tym bardziej przekonująco brzmiała. Trochę głupio, że nie wiedziała jak nazywał się dzieciak Michaela, ale reszta informacji, które przekazała im wiedźma, były na tyle przekonujące, że właściwie mogła posługiwać się nimi tak, jakby naprawdę znała rodzinę ofiary ataku śmierciożerców.
- Dzisiejszej nocy nieznani sprawcy podpalili dom Michaela – wyjaśnił ciszej brygadzista. - Ze względu na dobro ofiar i ich krewnych nie ujawniamy szczegółów śledztwa. Sytuacja jest pod pełną kontrolą Ministerstwa Magii i nie ma powodów do paniki – powiedział właściwie dokładnie to samo, co kilka minut wcześniej Darcy i Daisy prawie się roześmiała. – Ale mogę ci powiedzieć po cichu, że i on, i jego syn są cali i bezpieczni. Uratował ich Nicolas Figg. Jemu również nic się nie stało.
- Och, to cudownie. Dziękuję – zagruchała w odpowiedzi. – Dziękuję za informacje. Nie będę dłużej przeszkadzać. Kamień z serca! – Przytknęła rękę do twarzy, jakby wycierała nieistniejące łzy.
A potem odwróciła się i czym prędzej pobiegła do Darcy’ego.
- Teraz mamy już wszystkie informacje – odpowiedziała, przy okazji szepcząc mu na ucho słowa o tym, jak miał na imię ratujący. Może nie mieli tego umieścić w gazecie, ale takie rzeczy dobrze było wiedzieć, prawda?
Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Daisy Lockhart (2236), Darcy Lockhart (1974)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa