23.06.2025, 21:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.04.2026, 10:08 przez Lorien Mulciber.)
Mulciber Manor
Trzynasty września nie był piątkiem. A szkoda, może powinien być. Przynajmniej byłoby to jakieś racjonalne wytłumaczenie tego całego diabelstwa, które zostało Mulciberom zesłane przez.. No właśnie kogo. Innego Mulcibera? Pewnie tak. W końcu nie od dziś wiadomo, że Mulciber Mulciberowi Mulciberem. A może to Merkury był w jakiejś degradacji czy innej mensturacji (nie znała się na gwiazdach).
Może nie powinna była tak od razu pisać do Philomeny. Może nawet przez moment miała wyrzuty sumienia, które nomen omen szybko przeszły kiedy dostała od seniorki rodu prezenty. Może nawet chciała się jakoś odwdzięczyć i specjalnie, specjalnie dla tego idioty kupiła po pracy w jednym z nielicznych ocalałych kiosków całkiem nową książkę z krzyżówkami! Przez momencik chciała być naprawdę miła.
No i chuj bombki strzelił. Zabiję gnojka. Pomyślała wpatrując się w poduszkę leżącej na jej ślicznej, nowej pościeli. Poduszka spojrzała na nią. Lorien zamrugała. Mogła przysiąc, że poduszka zrobiła to samo. No przecież nie ciebie. Ty już...
Zaklęła pod nosem. Co ona się będzie teraz domowym sprzętom tłumaczyć? Może już w ogóle ją zamkną w Lecznicy. Pewnie.
Złapała za poduszkę.
I tu na swoje nieszczęście postanowił zmaterializować się biedny rodzinny skrzat domowy, który stał się pierwszą ofiarą wściekłej Mulciberowej.
- Gdzie. Jest. Twój. Pan?!- Po każdym zaakcentowanym słowie następował krótki atak (chwała bogom, że miękką) poduszkom. Już unosiła na nowo swoją broń, kiedy skrzat pisnął, osłaniając się i wydukał ciche.
- W-W swoim pokoju.
Wzięła głęboki oddech. Poprawiła lok, który spadł jej na twarz i ostatecznie zrzuciła szpilki. Miała morderstwo do popełnienia.
- ALEXAAAANDERRRRR!
Drzwi do sypialni Mulcibera otworzyły się z hukiem. Lorien, niewiele większa od skrzata, który rozpaczliwie próbował ją powstrzymać przed popełnieniem morderstwa pierwszego stopnia, wpadła do środka.
Przybyła. Uosobienie szatańskiej pożogi, gniewu boskiego i wszystkich plag w ludzkim ciele. Pani sędzia. Lorka.
Odepchnięty skrzat nawet nie próbował z nią walczyć, nie bardzo wiedząc czy ratować siebie czy może Pana czy może poduszkę. Dlatego tylko rozpaczliwie machał łapkami.
Lorien niczym jastrząb, którym niemalże była (niektórzy by powiedzieli, że ptak to ptak, po co drążyć temat), zlokalizowała Alexandra po drugiej stronie pokoju.
- ŻRYJ PIERZE.- Warknęła z wrodzoną dla siebie gracją, rzucając w niego p o d u s z k ą, z całą siłą jaką zdołała z siebie wykrzesać.
Rzut na Percepcję (czy w ogóle w niego trafi)
Rzut Z 1d100 - 55
Sukces!
Sukces!
Rzut na AF (jeśli tak, to jak mocno)
Rzut T 1d100 - 57
Slaby sukces...
Slaby sukces...