10.02.2023, 19:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.12.2023, 20:23 przez Morgana le Fay.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic
Mackenzie niemal zawsze wstawała wcześnie.
Była to rutyna, wyrobiona u niej z tego samego powodu, co wiele innych zwyczajów – ze względu na miotły i qudditch, którym podporządkowała niemal całe swoje życie. Trzy razy w tygodniu dość wcześnie mieli treningi Srok, a to oznaczało kolejność ogarnięcia się i za pomocą sieci Fiuu przemieszczenia najpierw do Edynburga, potem do Montrose i dolecenia na stadion. Jeśli akurat nie trenowali – i tak jeszcze przed świtem szła pobiegać, zanim ulice zaroją się od czarodziejów. A że lekkie, pożywne śniadanie było bardzo ważnym posiłkiem dla sportowca, musiała mieć też czas,
Wielką, mokrą plamę na suficie i ścianie (która przylegała do mieszkania naprzeciwko – tak, że za nią znajdowało się pomieszczenie lokalu Lovegooda) Mackenzie dostrzegła więc dość wcześnie. Było jakoś po szóstej, gdy ubrana w szarą bluzę i ciemne spodnie, z włosami związanymi w kucyk, gotowa do wyjścia na bieganie Greengrass weszła do salonu, połączonego z kuchnią. W pierwszej chwili wprawdzie nie dostrzegła niczego podejrzanego, i zdążyła nawet przygotować koktajl owocowy, nim usłyszała coś, co brzmiało jak kapanie…
…i wreszcie dostrzegła obraz zniszczenia.
Mackenzie stała po prostu przez chwilę, z niedowierzaniem przypatrując się plamie wilgoci, która zdawała się wręcz powiększać na oczach dziewczyny. Mokra była już cała ściana – gdzieś przez głowę Kenzie przeszła myśl, że to idealne warunki do wyhodowania grzyba… W pierwszej chwili pomyślała z rozpaczą, że czeka ją malowanie, a przełom marca i kwietnia był najgorszym czasem na takie rzeczy: właśnie zaczynał się sezon i po stosunkowo spokojnych grudniu, styczniu i lutym, gdy poza ćwiczeniami siedziała we własnym mieszkaniu, absolutnie nie miała czasu na takie rzeczy.
Dopiero po kilkunastu sekundach dotarło do niej, że należało najpierw zlokalizować źródło problemu. Czy u Thedore’a w łazience pękła jakaś rura? A może Lovegood urządził dziką imprezę – której mogła nie usłyszeć, bo dość regularnie rzucała na ścianę silenco, jeśli akurat nachodziła go chęć na granie po nocy… - i zalali ścianę jego salonu tak mocno, że przemokło wszystko z góry? A może to jej własna łazienka, sąsiadująca z salonem? Tknięta tą myślą szybko sprawdziła, ale wyglądało na to, że choć w samej łazience kawałek ściany też jest mokry, to problem nie tkwi w jej mieszkaniu… Ewentualnie chodziło o sąsiadkę z góry – Mackenzie nie mogła sobie nawet przypomnieć, kto nad nią mieszka. Minął rok, odkąd się tutaj wprowadziła, ale liczne rozjazdy, absolutny brak pamięci do twarzy i ujemne umiejętności społeczne sprawiały, że w sąsiedztwie poza szkolnym kolegą zdążyła dobrze poznać głównie miłego pana z parteru i pewną staruszkę, która uwielbiała kwiaty.
Wypadła w końcu z mieszkania, by rozpocząć poszukiwania źródła problemu od mieszkania naprzeciwko. Jeśli nawet to nie u niego dokonano zalania, prawdopodobnie jego ściana też była cała mokra.
- Theodore! – zawołała, uderzając w drzwi mieszkania sąsiada. Mocno, bo podejrzewała, że o tej porze Lovegood może jeszcze spać. – Czy to twoja wina, że w moim salonie zaczyna się potop?!