Nie dało się już dłużej ignorować aury, jaka była wyczuwalna w powietrzu. Jesień była tuż tuż, natura o tym przypominała. Noce były coraz zimniejsze, tak samo jak dnie, drzewa mieniły się kolorowymi liśćmi, wiatr nie miał już w sobie nic z letniej bryzy, raczej zaczynał ostrzej zacinać. Na zewnątrz było rześko, jeszcze nie okropnie chłodno, jednak coraz bardziej surowa pogoda wymagała narzucenia na siebie grubszego płaszcza. Prudence należała do osób, które marzły dość szybko. Jej policzki robiły się rumiane, palce lodowate, skostniałe. Nie przeszkadzało jej to jednak jakoś szczególnie w eksploracji okolicy. Zwłaszcza, że poczuła zew.
Wróciła z Ministerstwa do Exmoor po swoim dyżurze. Zjadła coś na szybko, po czym poczuła chęć znalezienia się na zewnątrz. Nie oddalała się szczególnie daleko, nie po ostatnim doświadczeniu związanym z zagubieniem w tym dziwnym lesie, nie miała jednak zamiaru siedzieć w rezydencji, kiedy obok miała taką malowniczą okolicę. Już niedługo miała wrócić do Londynu, wtedy nie będzie mogła sobie pozwolić na takie spacery.
Zbliżało się Mabon, Bletchley dość mocno wierzyła we wszystkie rytuały, które działy się podczas sabatów. Stwierdziła, że jest to idealny moment na to, aby znaleźć coś, co mogłaby oddać Matce w ofierze. Przemierzała niewielki zagajnik powoli szukając czegoś, co mogłoby ją zainteresować. Miała szczęście natrafiła bowiem na skarb - zwłoki. Nie mogła się oprzeć temu, aby po nie sięgnąć. Bardzo delikatnie podniosła szkielet stworzenia, była to najprawdopodobniej jakaś wiewiórka, nornica, albo kuna - tak naprawdę póki co ciężko jej było to stwierdzić. W drodze powrotnej do rezydencji zebrała również kilka gałęzi, które zdobiły kolorowe liście. Chciała stworzyć z tego jakiś dar dla Bogini. Może nie należała do osób szczególnie uzdolnionych, jednak odczuwała potrzebę, aby w ten sposób podziękować jej za to, co ją spotkało.
Jej nogi zaprowadziły ją do biblioteki. Było to miejsce, w którym lubiła spędzać czas, nie sądziła też, aby o tej porze (późnym popołudniu) było szczególnie oblegane.
Położyła ostrożnie wszystkie przedmioty, które udało jej się zebrać na stole, po czym zdjęła swój płaszcz i powiesiła go na jednym z krzeseł. Była gotowa do działania. Póki co jednak wpatrywała się we wszystkie rzeczy, które udało jej się tutaj przynieść, próbowała sobie jakoś to zwizualizować jako całość, jednak nie szło jej to jeszcze najlepiej, potrzebowała czasu, a może nieco alkoholu, który ułatwiłby jej pracę. Sama jeszcze nie do końca wiedziała, co będzie bardziej sprzyjające.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control