• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[14.09.1972] Thursday like this | Benjy & Prue

[14.09.1972] Thursday like this | Benjy & Prue
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#11
04.09.2025, 12:06  ✶  
Chociaż nie doznajesz żadnych omamów słuchowych, nie jesteś w stanie wydusić z siebie Jego imienia. Kogo? Sam-wiesz-kogo... T-tego, którego imienia nie wolno wymawiać... Tego, który zasiał w ludziach strach.
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#12
04.09.2025, 22:51  ✶  

Spodziewała się tego, że byli pod tym względem do siebie podobni. Nie dopuszczali do siebie nikogo zbyt blisko, tak było przecież łatwiej, chociaż ich doświadczenia różniły się od siebie, to aktualnie mogłoby się wydawać, że znajdują się w podobnym miejscu. Zapewne dlatego dużo łatwiej było im zrozumieć swoje przyzwyczajenia, nie próbowali ich zmieniać, raczej po prostu akceptowali to, jak wyglądało to w ich przypadku. Za spory sukces można było uznać to, że całkiem łatwo było im się przed sobą otworzyć, wyczuwali swoje potrzeby naturalnie, jakby znali się od lat. Dlaczego tak się stało? Nie miała pojęcia, może trafili na siebie w odpowiednim czasie i miejscu, zresztą nie musiała tego wiedzieć. Wystarczało jej to, iż czuła, że to było właściwe. Nie było najmniejszego sensu, aby rozkładać to na części pierwsze.

- Nie ruszę, nie zamierzam wchodzić Ci w drogę. - Oczywiście, że prościej byłoby, aby sama się wszystkim zajęła, nie potrzebowała, aby ktoś ją w tym wyręczał, jeśli jednak chciał to dla niej zrobić i miał ku temu swój powód to nie istniała żadna przyczyna, żeby mu w tym przeszkodzić. Zaakceptowała to, jakby to nie było nic wielkiego. Obawiała się jednak, że przez te wszystkie drobne gesty łatwo przyzwyczai się do jego obecności, nikt od bardzo dawna nie okazywał jej takiej niewymuszonej troski. Odsuwała od siebie jednak te myśli, to był moment, w którym mieli się skupiać na teraźniejszości, na niczym więcej, a nie dało się nie zauważyć, że wyjątkowo łatwo przychodziło jej zapominanie się w jego obecności.

Kącik ust drgnął jej w uśmiechu, kiedy wspomniał o sypialni. Faktycznie zadbał o wszystko, nie mogła mu niczego zarzucić. Trudno byłoby również stwierdzić, że miał jakiś większy, misterny plan, bo przecież ogarnął każde okno w tym mieszkaniu, chociaż nie dało się nie wyczuć w tonie jego głosu do czego zmierzał. - Czyli po kąpieli będę mogła w końcu się wyspać... - Nie, żeby to było pierwszym o czym pomyślała, ale skoro mogła, to oczywiście, że skorzystała z okazji, aby wziąć go pod włos.

- Szkoda, bo miałam zamiar zaproponować Ci wspólny odpoczynek, ale jeśli go nie potrzebujesz, to nie będę naciskać, chociaż moje łóżko jest wyjątkowo wygodne, Twoja strata. - Pewnie wzruszyłaby ramionami, ale znajdowała się w całkiem przyjemnym uścisku, więc nie do końca miała szansę to zrobić. Zamiast tego korzystając z okazji przyległa do niego jeszcze ciaśniej.

Nie zamierzała mu wspomnieć o tym, że jako lekarz nie do końca przyjmowała to jego wytłumaczenie z pięcioma minutami na odpoczynek, które miały zapewnić mu odpowiednią regenerację, może powinna to zrobić, ale nie był to moment, w którym zamierzała suszyć mu głowy morałami na temat jego nie do końca zdrowych nawyków.

- Wanna też jest całkiem wygodna... - Dodała jeszcze, bo wcale nie musiała iść tam sama. Tak właściwie to chyba wypadałoby, aby w końcu jak należy oprowadziła go po swoich włościach, skoro miał już klucze, to powinien poczuć się tutaj jak u siebie, zwłaszcza, że zajął się ogarnianiem tego rozgardiaszu, który tutaj zastał.

- Słaba ze mnie gospodyni, nie oprowadziłam Cię jeszcze, i nie pokazałam swojego królestwa. - Mieszkanie być może nie należało do największych, ale było jej azylem, rzadko kiedy wprowadzała kogoś do swojego świata, a akurat w jego przypadku z przyjemnością by to zrobiła. Wyszło to trochę na opak, bo znalazł się tutaj bez niej, wcześniej, jednak jeśli o nich chodzi to chyba po prostu już tak mieli, nie należeli do typowych par i wcale jej to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie miała wrażenie, że dzięki temu jakoś łatwiej przychodziło im odnajdywanie się w swoich światach. Nie sądziła też, że Benjy sam rozejrzał się po tym miejscu podczas jej nieobecności, nie miał na pewno na to czasu podczas tych porządków, których się podjął kiedy była nieobecna, więc może nie powinna skazywać na straty tego oprowadzania.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#13
06.09.2025, 12:44  ✶  
Parsknąłem pod nosem, kiedy próbowała mnie brać pod włos, a przecież to nie było tak, że ja… Chociaż cholera, wcale nie mogłem udawać, że ten kierunek myśli nie przychodził mi sam. Robił to zbyt łatwo, zbyt naturalnie. Nie musieliśmy być typowi, tak naprawdę w niczym. Oboje wiedzieliśmy, że ta bliskość nie była czymś oczywistym, a jednak przychodziła tak cholernie łatwo. Typowe rozwiązania nigdy nie były moją domeną, a z nią to wszystko nabierało sensu w ten pokręcony, własny sposób. Nie mogłem się powstrzymać. Zbyt naturalnie wychodziło mi prowokowanie jej, zwłaszcza kiedy odpowiadała tak, jakbyśmy oboje wiedzieli, do czego prowadzi ta gra, tylko odwlekali moment, w którym jedno z nas zdecyduje się zrobić następny krok. Przymknąłem oczy, uśmiechając się półgębkiem, kiedy tak bez większego trudu łapała moje aluzje i zgrabnie je obracała w coś swojego. Nie miała pojęcia, jak cholernie prosto było przy niej zapomnieć o całym świecie, albo miała i wykorzystywała to w stu procentach. Mogła mówić o odpoczynku, rzucać półżartem, że łóżko jest wygodne, ale nie była w stanie wmówić mi, że to pierwsze, co miała na myśli. Zbyt dobrze ją czytałem.
- Jasne, jasne. - Mruknąłem, unosząc brwi w wyraźnym niedowierzaniu. - Pielwsze, co ci pszyszło do głowy, to sen. Nie wieszę w to ani tlochę. - Parsknąłem cicho, gdy dorzuciła coś o wannie. - No, pięknie. - Mruknąłem. - Wanna wygodna, łószko wygodne… Jeszcze powiedz, sze kuchnia tesz ma swoje zalety i nie będę miał szadnej wymówki, szeby stąd wyjść. - Zawiesiłem głos na moment, czekając, aż uniesie brew, bo znała mnie już na tyle, by wiedzieć, że nie chodziło mi o kuchnię. Kiedy nazwała się słabą gospodynią, zaśmiałem się cicho i pokręciłem głową.
- Słaba? Wiesz, ilu facetów chciałoby dostaś klucze do twojego klólestwa? - Spytałem, unosząc brew i uśmiechając się w pół żartobliwie, pół poważnie. Droczenie się z nią było zbyt przyjemne, by od razu wyciągać wszystkie karty, ale ta akurat powinna znaleźć się w jej ręce, miała naprawdę urocze mieszkanko, chociaż, prawdę mówiąc, poprzednim razem, kiedy znalazłem się w tym miejscu, nie miałem nawet okazji zobaczyć jego prawdziwego oblicza. Wtedy byłem obcym, kimś z zewnątrz, kto pojawił się z praktycznej potrzeby, i zachowywałem się odpowiednio - żadnego chodzenia po kątach, żadnych niepotrzebnych spojrzeń. Teraz sytuacja wyglądała zupełnie inaczej, nadal nie rozglądałem się na własną rękę, bo nie chciałem naruszać jej przestrzeni, ale tym razem nie byłem już intruzem. Jeśli miałem ją poznać, to tylko z jej inicjatywy, i cholernie mnie kusiło, by pozwoliła mi jeszcze szerzej zobaczyć jej świat od środka.
- To, sze jeszcze nie zlobiłaś mi oficjalnej wycieczki, tylko sprawia, sze mam, po co wlacaś. - Przesunąłem dłonią po jej plecach, powoli, jakby od niechcenia, chociaż dobrze wiedziałem, że takie drobiazgi robią różnicę. Pierwszy raz mogliśmy pozwolić sobie na zwyczajność, a raczej na własne jej definicje. Naturalne było, że moje myśli biegły w bardzo konkretnym kierunku. W końcu byłem tylko człowiekiem, prostym facetem, któremu podobała się jego kobieta. Patrzyłem na nią i czułem w sobie tę chęć coraz mocniej, żeby wreszcie wykorzystać okazję, nacieszyć się bliskością, która do tej pory zawsze musiała być przefiltrowana przez okoliczności. - No, ale skolo jusz szię tak deklalujesz… To ploponuję zacząś od najwaszniejszego pokoju. - Zawiesiłem głos na moment, jakbym rozważał coś poważnego. - Łazienka czy sypialnia, twoja decyzja. - Kiedy mówiłem to w ten sposób, brzmiało jak całkiem zwyczajna propozycja, ale moje spojrzenie - i to, jak leniwie przejechałem kciukiem po jej boku - nie zostawiało złudzeń, że nie chodzi mi o nic niewinnego. - Ostatecznie mogę znieść oplowadzanie w tladycyjnej kolejności. - Dodałem, przeciągając słowa, kiedy przylgnęła do mnie jeszcze ciaśniej. Poczułem ciepło jej ciała tak wyraźnie, że serce zabiło odrobinę szybciej. Nie ruszyłem się gwałtownie, zamiast tego pozwoliłem dłoni przesunąć się powoli wzdłuż jej ramienia, zatrzymując się na moment w miejscu, gdzie skóra była najcieplejsza. - Salon, kuchnia, łazienka, sypialnia… Ale nie obiecuję, sze na końcu będę jeszcze w stanie skupiś szię na tym, co mówisz. - Zawiesiłem na niej spojrzenie, a kącik moich ust drgnął w półuśmiechu. Nie musiałem dodawać nic więcej, sugestia wisiała w powietrzu wystarczająco wyraźnie. Pierwszy raz mieliśmy moment, który należał tylko do nas, i choć sam zwykle trzymałem się twardo praktycznych ram, tutaj aż prosiło się, żeby je rozciągnąć. Moje słowa zabrzmiały żartobliwie, ale były w nich dwa dna. Owszem, dokuczałem jej lekko, ale też sugerowałem, że chciałbym dowiedzieć się więcej, zobaczyć więcej, poczuć się częścią tego świata, który tak skrzętnie chroniła. Świat Prudence, jej mieszkanie, to nie było coś, co brało się szturmem. To było miejsce, do którego mnie dopuściła, i jeśli miała ochotę naprawdę je pokazać, tym lepiej, a jeśli przy tym miało się zacząć od wanny i sypialni… No, cóż, jak to mówiłem - rzeczy ważne i ważniejsze.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#14
07.09.2025, 21:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.10.2025, 22:06 przez Prudence Fenwick.)  

Wiedziała do czego zmierza, bo przecież i ona o tym myślała. Znaleźli się w końcu z dala od wszystkich, zupełnie sami, w jej azylu, nikt nie mógł ich tutaj nawiedzić, rezydencja niby była duża, każdy miał swoją przestrzeń, ale miała wrażenie, że ściany miały tam uszy, nic się przed nikim nie ukryje. Tutaj nie musieli przejmować się niczym.

Chętnie podjęła tę grę, od samego początku Benjy był przecież naprawdę świetnym przeciwnikiem, a skoro zmierzali razem ku wspólnej wygranej - tym lepiej. Nie było powodu, aby tego nie robiła, pozostawało zaczekać i zobaczyć, które z nich jako pierwsze pozwoli sobie na więcej. Nie dało się nie zauważyć napięcia wiszącego w powietrzu, możliwości, które pojawiły się wraz ze zmianą otoczenia.

- Dobrze, że mi nie wierzysz, sen jest nieco niżej na mojej liście. - i najwyraźniej nie miała zamiaru udawać, że było inaczej. - Oczywiście, że ma - szerokie blaty... - Bardzo dobrze wiedziała, że nie do tego zmierzał, ale nie mogła się powstrzymać przed tym, aby znowu podejść do tego tak, jakby wcale, ale to wcale nie zrozumiała aluzji, ton jej głosu był lekki, ale Benjy mógł się domyślać o co jej chodziło. - Szerokie blaty są bardzo istotne dla pasjonatów gotowania. - bo przecież o tym rozmawiali, o wygodzie, funkcjonalności... tak, to było w tej chwili najbardziej istotne.

- Tak, wiem, widziałam tę kolejkę, która ustawiła się pod drzwiami. - Rzuciła śmiertelnie poważnie, chociaż kącik ust znowu drgnął jej w uśmiechu. - ale mam tylko dwa komplety kluczy. - Dodała jeszcze, jakby faktycznie podobna sytuacja mogła mieć miejsce. To, że wyszła z taką inicjatywą, podzieliła się z nim dostępem do swojego królestwa wcale nie było czymś oczywistym, raczej starała się trzymać wszystkich na dystans od tego miejsca. To był jej dom, azyl, w którym można było dostrzec drobne szczegóły, dzięki którym łatwo było poznać jakim człowiekiem była Prudence. Nie lubiła za bardzo się spoufalać, dużo łatwiej było jej trzymać ludzi na dystans, no poza jednym wyjątkiem, jak się okazywało. Nie miała nic przeciwko temu, aby wpuścić tu Benjy'ego - nawet po jej nieobecność. Czuła, że nie należał do osób, które by to wykorzystały, ufała mu jak nikomu innemu, chociaż przecież znali się dość krótko.

- Masz klucze, więc możesz tu wracać, gdy tylko będziesz miał ochotę. - Nie miała zamiaru pozbawiać go dostępu do swojego świata po tym jednym razie. Wykazał się inicjatywą, zajął się tym miejscem, od wczoraj był jej chłopakiem, więc chyba nie było w tym nic dziwnego... tworzyli swoje własne zasady może w nietypowy sposób, zresztą jak całą tę relację, ale dlaczego mieliby postępować inaczej? Nie byli, jak wszyscy inni, różnili się od zwyczajnych ludzi.

- ale będę mieć to na uwadze. - Skoro sam o tym wspomniał, to nie zamierzała mu pokazać wszystkiego od razu, z drugiej strony to mieszkanie nie było ogromne, niedługo pewnie skończą się możliwości, pozostawało mieć nadzieję, że i bez kolejnych części do odkrycia będzie miał chęć tu wracać.

Czuła jego dotyk na swojej skórze, kciuk powoli przesuwał się po jej boku, pozostawiał przyjemne ciepło, które zaczynało rozlewać się po całym ciele, przymknęła na moment oczy, skupiła się na tym geście. - Sypialnia. - Powiedziała cicho, ale nie dało się wyczuć pewności w tonie jej głosu. Łazienkę będą mogli obejrzeć dokładnie później, przecież nigdzie się nie spieszyli, w końcu mieli chwilę dla siebie, może nawet więcej niż chwilę.

- Wydaje mi się, że w zaistniałej sytuacji możemy sobie odpuścić tradycyjne oprowadzanie. - Na ten moment, to chyba nie było szczególnie istotne, tak czy siak, nie zrobiła tego jak trzeba na samym początku, więc w tej chwili niczego to nie zmieniało. Chciała mu pokazać swój świat, ale to nie ucieknie, tym bardziej, że chyba priorytetem stało się coś innego.

- Skoro i tak nie słuchałbyś, co mam Ci do powiedzenia, to nie ma sensu, lepiej zająć się każdym pomieszczeniem oddzielnie. - Bo przecież o tym ciągle mówili, czyż nie? O zupełnie, niewinnym oprowadzaniu, tak, jasne, szkoda tylko, że skupiała się raczej tylko i wyłącznie na wyobrażeniu, jak będzie wyglądał w jej pościeli, nago, cóż, i ona nie mogła odpuścić od siebie tych myśli.


Koniec sesji


Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (4268), Pan Losu (29), Prudence Fenwick (4311)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa