• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[Jesień 72, 13.09 Keyleth & Elias] Mirror mirror on the wall

[Jesień 72, 13.09 Keyleth & Elias] Mirror mirror on the wall
fretka
wiek
21
sława
I
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
kieszonkowiec
uwaga - metamorfomag na gigancie! dość wysoka mulatka, 175 cm, 83 kg, kręcone czarne włosy, intensywnie zielone oczy

Keyleth Nico Yako
#11
04.09.2025, 18:53  ✶  
– To absolutnie normalne działania, wiesz duchy lgną do negatywnej energii płynącej z naszych głów. Kiedy kadzidło oczyszcza nasze głowy, te nie mają jak karmić się nadmiarem emocji. Mam nawet przepis na kilka emocjonalnych stanów, jak je koić i rozładowywać. Bardzo pomocne, nie raz uratowało mi tyłek. – Zaręczał JeszczeNico niknąc wśród magazynowych półek.

Jakże to wszystko było piękne - tego słowami nie dało się opisać! Kolorowe świecidełka nawet jeśli nie niosły ze sobą wartości szlachetnych kamieni, sprawiały że zwykle lepkie rączki Key stawały się jeszcze bardziej lepkie. No przecież to nie problem! To przecież i tak niedokończone, zapomniane, niekochane prace, a ona tak by je kochała... och jakby je kochała... baletnica z ułamaną nóżką, piękna szklana dynia z zawijaskową łodyżką, cudny statek w butelce jakże to tam zostało umieszczone! niewielki witrażyk, czy witrażyk w kawałkach, szklane puzzle czekające połączenia, jak tylko by jej przesycony i spragniony kolorów umysł pragnął. Wszystko było takie cudne, kieszenie zbyt szybko zaczęły jej grzechotać ale nie dbała o to, wybierając raczej mniejsze cudeńka nad większe. Tylko ta dynia... może udałoby się ubłagać Eliasa, żeby dał jej to w ramach wypłaty za pomoc?

Keyleth była zupełnie nieświadoma, że za moment będzie musiała błagać go o co innego.

Gdy w końcu pojawił się w korytarzu, uniosła ku niemu szklane warzywo, oczy jej lśniły w zachwycie.
– Brachu, no ale to jest cudo nad cuda, błagam Cię powiedz że uszkodzone i i tak miało lądować na śmietniku, oddałbym duszę, żeby moc się na taki cudny pomarańcz patrzeć co wieczór... Idealne do świeczki do środka, czyż nie? – podjął JużNieNico, wyciągając ku Eliasowi ręce, a potem w końcu JużNieCzarneJakWęgleOczy powędrowały do twarzy nowego przyjaciela i zobaczył jego przestrach. A potem CałkiemJadeitoweOczy ześlizgnęły się na własne dłonie, a umysł usłyszał jakim głosem przed momentem wypowiedziała to zdanie.

– OnienienienienienieieonieoniejużczekajjużbłagamCięcichoutkocichuteńko... – wyszło spomiędzy absolutnie kobiecych warg bardzo dużo słów gdy pospiesznie odłożyła szklaną figurkę i pognała do skołowanego szklarza, napierając na niego tak, by nie umknął spomiędzy niej a regału. Zawartość wspomnianego zakołysała się lekko wydając niezadowolony chrobot, a już dwa palce powędrowały na wargi Eliasa w uniwersalnym geście - błaganiu o zachowanie ciszy, druga zaś ręka wczepiła się w jedną półkę czyniąc rzemieślnikowi małe więzienie z jednej strony twarde z drugiej - z oczywistych względów - całkiem miękkie. Jej twarz - przyjemna, znajoma, absolutnie obecnie przerażona wpatrywała się z odległości kilku cali w oczy mężczyzny, a nie było to trudne, skoro była ledwie cal niższa od niego.
–Eliasbłagamtylkospokojnienicniemówjacito.. jaciwszystkowyjaśnietylkoobiecajżeniezacznieszwzywaćpomocypamiętaszmnieprzecieżprawdatojaKeyzdziurawegoale... ale,alenietylkobowieszbototeżjaNicocoprzedmomentemCipomagałproszępoczekajinikogoniewołajdobrze?
– szeptała spanikowana zapominając o oddychaniu i jakichkolwiek przerwach między rozpaczliwie tkanymi słowami. Lubiła go, lubiła tu przychodzić i zjebać tak koncertowo podczas drugich odwiedzin to tylko ona mogła...
ᴀʟᴄʜᴇᴍɪsᴛ ᴏꜰ ɢʟᴀss
what is the point
in having a mind
if you do not use it
to make judgements
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
szklarz
178cm wzrostu; zielone oczy; ciemnobrązowe kręcone włosy; trzydniowy zarost na twarzy; dołeczki w policzkach; lekko przygarbiona postura; chód opieszały, nieco niezgrabny

Elias Bletchley
#12
21.09.2025, 17:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.09.2025, 17:30 przez Elias Bletchley.)  
Elias nie miał okazji odpowiedzieć na pytanie swojej... kompanki, gdy zaczęła rozpytywać o kolorową ozdobe, a kiedy przyszło co do czego... Pozwolił się przygwoździć do pobliskiego regału, jednak wynikało to raczej z mieszanki szoku i słabej kondycji fizycznej, niźli braku obaw względem... Jak właściwie powinien ją nazywać? Keyleth? Nicholas? Nicole? Kto wie, które imię jest tym właściwym, pomyślał bezwiednie, mimowolnie przyciskając głowę mocniej do krawędzi regału, jakby w ten sposób mógł zyskać parę cennych centymetrów dystansu, które mogły ocalić mu życie.

Oczywiście, Bletchley był świadomy tego, że nie jest jedynym metamorfomagiem na świecie. Nigdy nie uważał się za jakiś szczególny płatek śniegu tylko przez to, że dysponował tak niecodziennymi... umiejętnościami. W niektórych rodzinach takich osób musiało się rodzić na pęczki! Całe rodzeństwa. Zastępy rodzeństw i kuzynów! Nie powinno go więc dziwić, że spotkał kogoś o podobnych zdolnościach. Po prostu... Nie spodziewał się tego akurat w tej sytuacji. I to jeszcze w swojej świątyni na zapleczu Alchemii.

Błagam. Nie. Wzywać. Pomocy. Key. Nico. Tłumaczenia czarownicy nie miały dla niego żadnego sensu; słowa mieszały się ze sobą, tworząc praktycznie niezrozumiałą kakofonię ludzkich odgłosów. A mimo to Elias wodził wzrokiem po twarzy Keyleth próbując zrozumieć cokolwiek. Szukał odpowiedzi w jej oczach, emocji zmieniających rysy twarzy. Jaki był jej cel? Chciała mu zrobić krzywdę? Przeprosić? Wytłumaczyć? Zabić? Okraść? Porwać? Z jakiegoś powodu ta ostatnia opcja, jakkolwiek irracjonalna, wydała mu się najbardziej przerażająca.

Czarodziej poczuł nieprzyjemny ścisk w żołądku i... Dał się ponieść fali energii, która nim wstrząsnęła. Pozwolił, aby dziedzictwo metamorfomaga wyszło na wierzch. Poczuł jak zmienia się jego twarz, włosy wydłużają się i zmieniają strukturę, aby koniec końców Keyleth objawiła się... Jej całkiem niezła kopia. Nie idealna, ale biorąc pod uwagę, jak chaotyczny był cały proces i tak wyszło mu całkiem nieźle.

— Nie... Zabijaj... Mnie! — wyrzęził Elias, wzdrygając się na to, jak słowa te zatańczyły na jego ustach. — Ja nic nikomu nie zrobiłem! Chodzi o pieniądze? O jakieś długi karciane? Ja... — Nawet jeśli w tej chwili nie wiedział, czy w ogóle jest komuś cokolwiek winien. — Ja oddam! Przysięgam, że oddam!


Skrzywił się, strzelając oczami na wszystkie strony, aby dopiero po chwili zdać sobie sprawę, że jego skóra zmieniła kolor. Dopiero wtedy w głowie zaświtała mu myśl, że chyba przybrał postać swojej... koleżanki? Oprawczyni? Elias odchylił głowę w bok i uniósł ręce w górę, jakby chciał się przygotować na Plaskacza lub nagłe uderzenie w głowę.

(Transmutacja) Jak dobrze wyjdzie transformacja w Keyleth z nerwów? x2
Rzut N 1d100 - 88
Sukces!

Rzut N 1d100 - 13
Akcja nieudana

fretka
wiek
21
sława
I
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
kieszonkowiec
uwaga - metamorfomag na gigancie! dość wysoka mulatka, 175 cm, 83 kg, kręcone czarne włosy, intensywnie zielone oczy

Keyleth Nico Yako
#13
22.09.2025, 09:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.09.2025, 09:53 przez Keyleth Nico Yako.)  
Adrenalina szumiała jej w uszach, no nie mogła po prostu nie mogła ani go stracić, ani tego miejsca pełnego świecących rzeczy i srebrzystych tafli. Przecież pomagała! Przecież się starała! Przecież była miła!

Jego strach się jej udzielił, tak współczulnie neuronami, które nakazują dwóm kurczakom leżeć plackiem i udawać trupa, nawet jeśli nie ma zagrożenia. Ale jeśli choćby jeden się nie podniesie, drugi jak kłoda (mała żółta kłódka) leży i ani myśli się podnieść. Trochę sytuacja bez wyjścia.

Więc jego strach udzielił się i jej, mógł zobaczyć to w jej oczach, że jeśli ktokolwiek tą osobę uznałby za zastraszającą... no dobrze, mocno przekraczała sferę osobistą, nie była tym kim powinna być i mówiła coś bardzo szybko i nieskładnie, ale...

A potem Eliasowi urosły włosy i Key w niemym zachwycie zapomniała jak się oddycha. Obserwowała tę przemianę łapczywie, z niedowierzaniem i rosnącą ekscytacją (albo po prostu wzięła strach który już w niej był i przebrała go z sukienki "o bogowie i duchy pustyni co teraz?!" w "o bogowie i duchy pustyni co teraz!!"). Zaciśnięte pięści rozluźniły się do dłoni swobodnie położonych na barkach, a potrzeba rotacji, potrzeba zmiany, potrzeba rozmowy inaczej niż słowami (które bardzo ją zawodziły) wypełniała ją po czubek głowy.

Transmutacja ◉◉◉○○, Metamorfomagia na przemianę w takiego jednego typa
Rzut Z 1d100 - 90
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 38
Slaby sukces...

Niesforne kędziory skróciły się, wzrost za bardzo nie zmienił, choć jej budowa i owszem.

Panie Elias Bletchley kiedy się pan ostatnio przeglądał w lustrze

Nie była to jednak do końca ta sama zmęczona, wymizerniała spaloną nocą twarz, blada i przepracowana. Oczy tego Eliasa lśniły czystą, niepohamowaną fascynacją.

– Jesteś taka sama jak ja...! – wyszeptał nie odsuwając się ani o jotę, nie przejmując się bynajmniej tym, że ktokolwiek z pracowników mógłby tu wejść i nakryć ich w bardzo... dwuznacznej sytuacji. Nie to, że Keyleth by się nie przejmowała, w końcu nie chciała by jej nowy przyjaciel, tak wyjątkowy przyjaciel miał jakiekolwiek problemy. Po prostu nie była zbyt dobra w myślenie. Zwłaszcza o rzeczach, które były do myślenia najbardziej hehe palące. – Co za precyzja... zauważyłaś nawet pieprzyk który mam koło ucha, jak uroczo – ześlizgiwał się wzrokiem po własnej twarzy, przygryzając dolną wargę, by och nie mówić przypadkiem za głośno. Stracił już zupełnie zainteresowanie szkłem. Teraz co innego pobudzało mu wyobraźnię.

ᴀʟᴄʜᴇᴍɪsᴛ ᴏꜰ ɢʟᴀss
what is the point
in having a mind
if you do not use it
to make judgements
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
szklarz
178cm wzrostu; zielone oczy; ciemnobrązowe kręcone włosy; trzydniowy zarost na twarzy; dołeczki w policzkach; lekko przygarbiona postura; chód opieszały, nieco niezgrabny

Elias Bletchley
#14
09.10.2025, 21:27  ✶  
Haha! A więc transformacja w oponenta była jedną dobrą taktyką. Gdyby Eliasz był strategiem ze starożytnej Grecji lub Rzymu, być może udałoby mu się jakoś wykorzystać tę chwilę zdziwienia Keyleth na swoją korzyść. Mógłby spróbować ją znokautować, cisnąć w nią zaklęciem lub po prostu uciec, a zamiast tego...

Zamiast tego stał zlękniony przy regale, modląc się w duchu o to, aby nie było mu przeznaczone dokonać żywota na tyłach ''Szklanej Alchemii''. Z jednej strony byłoby to nadzwyczaj romantyczne zakończenie jego historii: umarłby w miejscu, które szczerze kochał, ale z drugiej... Następne dwa pokolenia Bletchleyów w trakcie każdych świąt Yule wspominałoby, że mają w drzewie genealogicznym takiego jednego krewniaka, który dał się zbić w swoim własnym miejscu pracy.

Może płacz to też jakaś opcja?, pomyślał tępo, nie mając pojęcia, czego może chcieć od niego napastnik. Wydawało mu się, że nie siedział po uszy w długach, ale może zapomniał o jakimś zobowiązaniu finansowym? Może wisiał komuś kilkaset galeonów, a ten ktoś po Spalonej Nocy zdecydował się w końcu wyrównać rachunki i odebrać to, co mu się należało? Tylko kto. Kto mógłby...

Bletchley wybałuszył oczy, gdy Keyleth ponownie zaczęła się zmieniać, ale tym razem przybrała postać... Jego samego. Tylko takiego jakby... lepszego. Chyba tak właśnie by wyglądał, gdyby nie pracował tyle godzin w pracowni szklarskiej, a zamiast tego wylegiwał się całe dnie i ciągle szukał nowych wrażeń. Ta pasja w oczach. Zakrawało na obłęd prawie. Ale taki pozytywny.

— Oczywiście, że zauważyłem! To bardzo rzucający się w oczy element wyglądu! Każdy by zauważył! — sarknął, odskakując od regału i wymachując rękami, które w pewnym momencie przybrały pozę ucznia karate. Chyba widział to gdzieś na plakatach w mugolskim Londynie. Może to ją jakoś zniechęci do dalszej napaści? — A ja mam oczy... i patrzę na ludzi.

To wcale nie było tak, że nauczył się zwracać uwagę na takie rzeczy przez mentorów z czasów nauki w Hogwarcie czy własnych eksperymentów ze zmianą wyglądu. Mimo to nie potrafił ukryć zainteresowania, gdy stanął oko z... Cóż, samym sobą. Musiał oddać Keyleth jedno: miała równie dobre oko do detali co i on. Czy tak się właśnie czują ludzie, kiedy się w nich zmieniam?, pomyślał przelotnie. Wiedziony instynktem zbliżył się do Keyleth i... nacisnął mocno palcem wskazującym na jej policzek, jakby próbował sprawdzić, czy to w jakiś sposób wpłynie na metamorfomagiczną transformację.

— Niesamowite, nawet skóra odkształca się realistycznie według... No... Zasad fizyki? Praw Natury? — Przejechał parę razy palcem po jej policzku, aby zaraz zahaczyć o jej nos.

Ledwo powstrzymał się przed tym, żeby nie wsadzić jej tam palucha. Ciekawe, jaką reakcję by to wywołało? Zmianę koloru oczu? Włosów? A może dziewczyna wróciłaby do swojej oryginalnej postaci... Jaka by ona nie była.
fretka
wiek
21
sława
I
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
kieszonkowiec
uwaga - metamorfomag na gigancie! dość wysoka mulatka, 175 cm, 83 kg, kręcone czarne włosy, intensywnie zielone oczy

Keyleth Nico Yako
#15
29.10.2025, 16:32  ✶  
Niekłamany, nieokrzesany entuzjazm iskrzył w oczach fałszywego Eliasa, gdy obserwował fałszywąKeyleth, nie dostrzegając oczywiście oczywistych sygnałów jej przerażenia i dyskomfortu.

Pozwolił sobie badać twarz, przyjmując komplement własnej przemiany, samemu zbliżając się do twarzy dziewczyny by sprawdzić czy bystre Eliasowe oko wychwyciło przechodzenie zieleni i żółci w jej tęczówkach. Był ciekaw, czy sam odwzorował dobrze ślepia sprzedawcy, nie miał w sumie zbyt wiele okazji przyjrzeć się im tak dobrze, a czarując bardziej skupił się na tych uroczych dołeczkach znaczących jego uśmiech, na loczkach okraszających tak przyjemną twarz kogoś, kogo Keyleth życzyłaby sobie nazywać przyjacielem w tym strasznym spalonym świecie. Ciało napierało na ciało, dziwny hutniczy płomień rozjaśnił jej wnętrze, w formie, której nie spodziewała się zbytnio po tej niewinnej konfrontacji na zapleczu szklanicznej faktorii.

- Znajdźcie sobie pokój tu się pracuje! - krzyknął nagle ktoś za plecami pary, sprawiając, że fałszywyElias odskoczył od fałszywejKeyleth jak poparzony, zaraz potem roześmiał się serdecznie machając lekceważąco ręką.

-Tak tak! Przepraszam! Ona nam tu tylko pomaga, eee... popiół wpadł jej do oka, tylko pomagałem! - pokrzykwił nieco zbyt entuzjastycznie, może powinien serio przestać się tak cieszyć.

Odwrócił głowę w stronę prawdziwego pracownika tego miejsca ubranego w skórę gościa i zachichotał, trochę jak Niko, trochę jak Keyleth i teraz trochę jak Elias, ale bardzo nie.
- Ja Ci to wszystko wynagrodzę Eli. - szepnął. - Dokończmy może, a potem przejdziemy się na piwo? Chce Ci udowodnić, że zasady fizyki i zasady natury działają mi świetnie bez względu na to o jaką część ciała pytasz. - zaproponował absolutnie szczerze i też zaskakująco niewinnie, jak na treść komunikatu. Podteksty. W tym Keyleth też nie była zbyt lotna.
ᴀʟᴄʜᴇᴍɪsᴛ ᴏꜰ ɢʟᴀss
what is the point
in having a mind
if you do not use it
to make judgements
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
szklarz
178cm wzrostu; zielone oczy; ciemnobrązowe kręcone włosy; trzydniowy zarost na twarzy; dołeczki w policzkach; lekko przygarbiona postura; chód opieszały, nieco niezgrabny

Elias Bletchley
#16
02.11.2025, 01:21  ✶  
Czuł się nieco jak królik doświadczalny. Chociaż sam wykazał zainteresowanie kunsztem transformacyjnym Keyleth, tak nie potrafił wyzbyć się uczucia niepokoju, kiedy sam stawał się obiektem obserwacji. Mimowolnie przypominały mu się wizyty u lekarzy w Szpitalu św. Munga, których starał się tak skrzętnie unikać.

Czy właśnie tak jego ojciec reagował na pacjentów, którzy przychodzili do izby przyjęć z jakąś nową, niespotykaną odmianą choroby? Lub gdy do Londynu trafiał pacjent spoza Wyspy Brytyjskich, który wymagał wizyty u tutejszych ekspertów? Wzdrygnął się lekko na tę myśl i już miał dać ujście temu potokowi myśli, gdy z innej strony dobiegły ich nawoływania. Eliasz mimowolnie odskoczył w bok, jednak nie był w stanie już powstrzymać słów, które zatańczyły na jego języku.

— Pff — sapnął, biorąc się pod boki i wlepiając spojrzenie w kąt zakładu w którym zapewne krył się jeden z pracowników. — My przynajmniej coś robimy, a nie tylko udajemy, że potrafimy obsłużyć, jak sądzę, piec numer cztery. Może gdybyś raz w życiu ustawił prawidłowo rampę temperaturową, to piec przestałby wypluwać półpłynne bańki, kolego.

To go powinno uciszyć. Przynajmniej na moment.

— A więc profesjonalistka — skomentował, poprawiając przejętą po Keyleth burzę brązowych loków, kiedy ta zaprosiła go na piwo.

Na Merlina, wystarczyło parę minut w skórze tej dziewczyny, a już robiło mu się gorąco. Gdyby kiedyś udało mu się zapuścić takie długie włosy, to chyba musiałby nosić jakiś czepek. Albo zapoznać się z bardzo dobrymi zaklęciami odpowiedzialnymi za utrzymanie takich długich kudłów we względnym ładzie. A teraz przecież nie wszystkie piece działają i ogień nie bucha ile fabryka dała, skomentował bezgłośnie, starając się zaczesać włosy w jakąś znośną fryzurę - zapewne ku przerażeniu fałszywegoEliasza.

— Niech będzie. Historia za historię — rzucił z nutką wahania w głosie. Chwycił za końcówkę włosa, przyglądając mu się. — One naprawdę tak reagują na temperaturę czy to ja coś spier...dzieliłem? Wydają się nieco... puszyć?

Westchnął cicho. Rzadko kiedy miał rozmawiać z innymi metamorfomagami, więc powinien z tego wypadu do baru wynieść sporo nowych informacji. I być może dowiedzieć się za jak wieloma twarzami do tej pory kryła się Keyleth. Kto wie, może widywał ją już dziesiątki lub setki razy! To by było nieco przerażające, dodał w myślach, starając się nie myśleć o tym, że sam przecież jeszcze parę lat temu potrafił odwalać podobne numery w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie.
fretka
wiek
21
sława
I
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
kieszonkowiec
uwaga - metamorfomag na gigancie! dość wysoka mulatka, 175 cm, 83 kg, kręcone czarne włosy, intensywnie zielone oczy

Keyleth Nico Yako
#17
12.11.2025, 09:42  ✶  
Zaśmiała się znów pod nosem słysząc swoje pokrzykiwania, pochylając się ku niemu i szepcząc prosto do ucha pomimo łaskoczącej w nos aureoli.
- Elias błagam Cię, nie wychodź z roli, toć tu nie pracujesz. - wyszeptał nieprzerwanie się uśmiechając. - Rampa temperaturowa… - powtórzyła smakując słowa na języku, a potem złapała siebie pod buńczuczne boczki i pociągnęła w zaciemnioną alejkę między regałami. Zieleń tęczówek iskrzyła odwzajemnioną fascynacją, a określenie jej mianem profesjonalistki mile połechtało młodziutkie ego.

Dobrze, że było tu nieco ciemniej bo się nawet trochę zarumieniła, ale tylko troszeczkę i z pewnością była to kwestia karnacji Eliasa, a nie, że on coś by teges. Cokolwiek.

Nie myślała jednak zbyt dużo, gdy zapytał o włosy, zamiast odpowiedzi ładując palce od razu między kosmyki, analizując skręt włosa i jego strukturę w sposób nader empiryczny, po chwili też odgarniając ogrzewające ciało fryzyrę, by przyjrzeć się uważnie skórze na karku.
- A tu jest grupa pieprzyków, które przegapiłeś, ale w sumie w Kotle siedziałam do Ciebie drugim profilem - mruknęła w zamyśleniu, nie mogąc się powstrzymać by nie weryfikować dalej jego pracy. - A włosy… są doskonałe. Wymagają specjalnej pielęgnacji, aby ułożyć je w sposób zadowalający. Mogę… - Oczy fałszywego Eliasa spotkały się z nieco rozbieganymi oczami fałszywej Keyleth. Jakoś tak wyszło, że cały czas się do niego lepiła, cały czas była blisko, a wspomniany kolega obsługujący piec numer cztery już swoje wiedział, nawet jeśli teraz ta dwójka kitrała się w głębi części magazynowej.
- …mogę Ci pokazać jak pokierować strumień. Jeśli puścisz go wolno, będziesz mieć możliwie naturalny efekt, a to nie jest rzecz, do której dążysz.A Ty… - zwątpiła na moment, może to nie było pytanie, które powinna zadać. Jej dar płynął od matki, od duchów zupełnie innej ziemi, zupełnie innej magii. Takich jak ona znała na Czarnej Ziemię ledwie kilku, a ich drogi nigdy nie schodziły się bardziej ponad kurtuazyjną wymianę zdań. Tymczasem tutaj… gdzie znaleźć miała nie kształt w odkształcie po kądzieli, a nos mogący wytropić każdego po nieznanym mieczu… tymczasem tutaj…  - Myślałeś o tym kiedyś - podjęła jednak konspiracyjnym szeptem - czy jesteś ze srebra, skoro można przejrzeć się w Tobie jak… jak w lustrze?
ᴀʟᴄʜᴇᴍɪsᴛ ᴏꜰ ɢʟᴀss
what is the point
in having a mind
if you do not use it
to make judgements
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
szklarz
178cm wzrostu; zielone oczy; ciemnobrązowe kręcone włosy; trzydniowy zarost na twarzy; dołeczki w policzkach; lekko przygarbiona postura; chód opieszały, nieco niezgrabny

Elias Bletchley
#18
17.11.2025, 22:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.11.2025, 22:25 przez Elias Bletchley.)  
— To nie znaczy, że nie mogę wiedzieć rzeczy — syknął, rozważając, czy nie ugryźć fałszywego Eliasza w rękę, gdy ten pociągnął go w stronę regałów.

A kto wie, może idiota przyjąłby szybciej radę od młodej kobiety, pomyślał, zerkając mimowolnie w stronę pieca numer cztery. Kto wie, może jego współpracownik jednak pofatygowałby się bliżej, żeby dostać jeszcze parę cennych wskazówek i złotych rad?

— Nie trzeba — stwierdził z cichym westchnieniem. — I tak musiałbym to przetestować kilka razy, zanim załapałbym o co chodzi. Nie jestem przyzwyczajony do takiego typu włosów. W sensie... Kręcą się trochę jak moje, ale w inny sposób. I jest ich dużo, dużo więcej. — Wzruszył lekko ramionami. — Zauważyłem, że osiągam najlepsze efekty, kiedy mogłem zobaczyć kogoś w różnych... eee… warunkach? Wiesz, w różnym oświetleniu, warunkach pogodowych... Wtedy jakoś łatwiej skupić się na tym, jak ktoś powinien wyglądać. Ty też miewasz problemy z zaburzeniem równowagi? Jak zmieniasz się w kogoś większego, grubszego i tak dalej? Czasem się zastanawiam, co się dzieje z wnętrznościami metamorfomaga w takim przypadku.

Zmarszczył nagle czoło na te myśl. Czy to był dobry moment, aby pytać o takie rzeczy? W każdym razie, podczas trasnformacji sporą część roboty załatwiała sama technika metamorfomagiczna, ale skupienie się na paru dodatkowych szczegółach raczej nigdy nikomu nie szkodziło. Eliasz wychodził z założenia, że jednak była spora różnica w przywdzianiu skóry kogoś, kto był z nim równy wzrostem i miał podobną budowę ciała, a kimś, kto był od niego o trzydzieści centymetrów wyższy i cięższy o parę- lub paręnaście kilogramów.

— Nie? Raczej nie? — bąknął pod nosem z nutą wahania w głosie. — To po prostu magia. Tylko magia.

Nie do końca rozumiał, co właściwie próbowała z niego wyciągnąć tym pytaniem. Chociaż miał dość kreatywną duszę i miał do czynienia z całkiem wieloma odnogami sztuki pokroju rysowania czy tworzenia witraży, tak nigdy jakoś szczególnie nie zastanawiał się, co właściwie pozwalało mu na zmianę wyglądu. Jak przez mgłę kojarzył, że rodzice zwykli teoretyzować o jakichś zmianach genetycznych lub biologicznych, ale absolutnie niczego z tego nie rozumiał. A nawet jeśli była to kwestia przekazania mu czegoś konkretnego przez przodków, to i tak nie byłby największym dziwadłem w magicznym Londynie. Jakby się tak przyjrzeć sąsiadom, to na pewno znalazłby tam parę wilkołaków, wampirów czy animagów. To dopiero była zmiana: całkowita transformacja w dzikie zwierzę.

— Poza tym, większość ludzi nie lubi patrzeć w lustro. Zwłaszcza, gdy potrafi im odpowiedzieć albo pokazać, jak wyglądają na co dzień z perspektywy osób trzecich — dokończył i dopiero po tych słowach zorientował się, że przecież robili teraz dokładnie to samo. — To chyba znaczy, że ludzie naszego pokroju nie są tacy jak cała reszta.
fretka
wiek
21
sława
I
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
kieszonkowiec
uwaga - metamorfomag na gigancie! dość wysoka mulatka, 175 cm, 83 kg, kręcone czarne włosy, intensywnie zielone oczy

Keyleth Nico Yako
#19
04.12.2025, 22:55  ✶  
Słuchanie swojego własnego głosu było chyba największym wyzwaniem. Brzmiał dziwacznie, skoro normalnie rozchodził jej się pod czaszką, a teraz nagle słyszała to z tak kompletnie innej perspektywy. Ale wzrok, och oczy jej były o wiele bardziej zachwycone. Zafascynowane.

— Tak… to chyba tak znaczy… — zamyśliła się rozmarzona a potem… bardzo niedługo potem zaburczało jej w brzuchu, co totalnie popsuło moment i jakąkolwiek intymność tej sytuacji, nawet jeśli owa intymność była czytelna tylko dla jednej ze stron. — Kończmy i chodźmy na obiad. — wyrzuciła z siebie ochoczo, morfując w siebie z włosami ułożonymi jak trzeba, przetkanymi amuletami i koralikami z rodzinnych stron. — Pokażę Ci najlepszą NAJLEPSZĄ knajpę w całym Londynie. Przetrwała pożar właściwie wiesz, ja też ledwie go przetrwałam wszystko było takie dziwne, serio to popiół padał z czarnych chmur, totalnie tego nie ogarnęłam, a w podziemiach zdawali się wszyscy świętować i dobrze bawić, nie wiem, to było dziwne, tu ludzie umierają, tam uprawiają seks w łazience… Ale to krąg życia mama zawsze mi mówiła, że duch musi krążyć, a ja… a my wiemy to najlepiej. Wiesz. Przez naszą krew. — paplała sobie jak gdyby nigdy nic, przestawiając kartony, porządkując je według wcześniejszej instrukcji. To były takie piękne, takie piękne rzeczy, że nie mogła się na nie napatrzeć, mimo, że tak na prawdę to były tylko rzeczy z e-e… pieca numer cztery być może, a nie rubiny i szafiry. Nie było to ważne.

Co było ważne, że nie dała się zbyt łatwo odlepić o siebie, a nim weszli w ulicę bardzo niemiłą dla wielu osób, przywdziała twarz innego chłopaka, takiego bardzo dobrze znanego w okolicy. Lewis McKinnon może nie dał jej na to permanentnej zgody, ale tak jej się bezpieczniej szło, gdy ludzie kiwali jej głową na powitanie a nie patrzyli spodełba. No i chciała się popisać przed swoim nowym przyjacielem. I była głodna. Bardzo głodna.

- Ja stawiam. - rzuciła radośnie gdy stanęli przed drzwiami jakże przemiłego miejsca o jakże przemiłym szyldzie głoszącym:

REJWACH


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Elias Bletchley (4130), Keyleth Nico Yako (3468)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa