Niemagiczny Londyn
Był poniedziałek po weekendzie premierowym “Ekstazy Merlina” i Hannibal, wyspawszy się i pozwoliwszy obolałym mięśniom odpocząć przez niemal cały dzień na kanapie, poczuł się wieczorem gotowy na to, by z rozrywek wielkiego miasta korzystać, dla odmiany po trzech dniach zapewniania ich czarodziejskiej socjecie na deskach teatralnej sceny.
Jessie co prawda zgłaszał pewne wątpliwości, wspominał coś o tym, że pracuje następnego dnia, ale Selwyn zapewnił go, że wrócą wcześnie i względnie trzeźwi. Dwa piwa. No, może trzy.
Jak to często bywało w takich przypadkach, zwłaszcza po dużych wydarzeniach towarzyskich, wybór aktora padł na mugolskie dzielnice Londynu. Hannibal cenił sobie ich anonimowość, barwność i intensywność.
Opuścili właśnie jeden pub, tyko po to, by przenieść się do kolejnego. Wiele lokali miało już o tej porze roku halloweenowy wystrój, ale ten przebijał wszystkie inne. Dyniowe latarnie oświetlały wejście pomarańczowym blaskiem, plastikowe pająki oplatały drzwi pajęczyną, a wewnątrz barmani wystrojeni byli w czarodziejskie szaty i szpiczaste kapelusze.
- Nawet adekwatne - mruknął Hannibal do Jessiego, nim okazało się, że przebrane za czarodziejki barmanki mają na sobie spódniczki o długości, na którą pozwoliłaby sobie mało która szanująca się czarownica. Nie zamierzał jednak narzekać.
Przy największym stole na środku sali zgromadziła się spora grupa mugolskiej młodzieży, zajęta, jak się wydawało, czymś, co wśród nich uchodziło za praktyki okultystyczne. Można było dostrzec całkiem niezgodne z mugolskim BHP świece, jakąś misę i tygielek na długim trzonku. Nie sposób było dotrzeć do baru bez przeciśnięcia się obok nich i młodzi czarodzieje ruszyli w tamtym kierunku.
Kiedy byli już blisko, Hannibal pochwycił wzrok jednej z dziewczyn, posłał jej - na wpół odruchowo - swój firmowy czarujący uśmiech, a ona podchwyciła zaczepkę i zamachała do nich. Zanim aktor zdążył zastanowić się porządniej nad tym, czy możliwe jest, by się znali, dziewczyna - nienosząca co prawda czarodziejskiego kapelusza, ale za to mająca mocny makijaż i coś, co wyglądało, jak naszyjnik z zębów na szyi - zawołała ich.
- Chodźcie, chodźcie! Dzisiaj jest doskonała noc na wróżby i dlatego lejemy wosk! To stara słowiańska tradycja, jego kształt pozwala odgadnąć przyszłość!
Dziewczyna, ewidentnie zafascynowana wróżbiarstwem, o którym jako mugolka nie mogła mieć zbyt wielkiego pojęcia, ewidentnie wiodła prym w swojej grupie znajomych - podobnie jak ona ubranych na czarno i obwieszonych najprzeróżniejszą biżuterią, pełną symbolicznych, kamiennych i kościanych wisiorków. Hannibal miał jakieś tam pojęcie o wróżbiarstwie jeszcze z czasów nauki w Hogwarcie. Pamiętał, że był niezły w te klocki, ale nigdy nie został pasjonatem. Z jego kreatywnością, interpretacja woskowych kształtów nie mogła być specjalnie trudna, nawet, jeżeli nie pamiętał znaczenia wszystkich możliwych symboli. Spojrzał jednak na Jessiego w poszukiwaniu jego aprobaty.
- Pamiętasz cokolwiek o tym wróżeniu z wosku z Wróżbiarstwa? - zapytał go, gdy jedna z koleżanek na chwilę odwróciła uwagę domorosłej wróżki. Super byłoby zaprezentować jakąś imponującą wizję przyszłości… ale nie mogli zdradzić się ze zbyt dużą wiedzą i swoimi czarodziejskimi zdolnościami.