• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[02.10.1972 Hannibal & Jessie] Don’t you wish you were a fortune teller?

[02.10.1972 Hannibal & Jessie] Don’t you wish you were a fortune teller?
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#1
19.10.2025, 00:38  ✶  
02.10.1972, wieczór
Niemagiczny Londyn

Był poniedziałek po weekendzie premierowym “Ekstazy Merlina” i Hannibal, wyspawszy się i pozwoliwszy obolałym mięśniom odpocząć przez niemal cały dzień na kanapie, poczuł się wieczorem gotowy na to, by z rozrywek wielkiego miasta korzystać, dla odmiany po trzech dniach zapewniania ich czarodziejskiej socjecie na deskach teatralnej sceny.
Jessie co prawda zgłaszał pewne wątpliwości, wspominał coś o tym, że pracuje następnego dnia, ale Selwyn zapewnił go, że wrócą wcześnie i względnie trzeźwi. Dwa piwa. No, może trzy.

Jak to często bywało w takich przypadkach, zwłaszcza po dużych wydarzeniach towarzyskich, wybór aktora padł na mugolskie dzielnice Londynu. Hannibal cenił sobie ich anonimowość, barwność i intensywność.
Opuścili właśnie jeden pub, tyko po to, by przenieść się do kolejnego. Wiele lokali miało już o tej porze roku halloweenowy wystrój, ale ten przebijał wszystkie inne. Dyniowe latarnie oświetlały wejście pomarańczowym blaskiem, plastikowe pająki oplatały drzwi pajęczyną, a wewnątrz barmani wystrojeni byli w czarodziejskie szaty i szpiczaste kapelusze.
- Nawet adekwatne - mruknął Hannibal do Jessiego, nim okazało się, że przebrane za czarodziejki barmanki mają na sobie spódniczki o długości, na którą pozwoliłaby sobie mało która szanująca się czarownica. Nie zamierzał jednak narzekać.

Przy największym stole na środku sali zgromadziła się spora grupa mugolskiej młodzieży, zajęta, jak się wydawało, czymś, co wśród nich uchodziło za praktyki okultystyczne. Można było dostrzec całkiem niezgodne z mugolskim BHP świece, jakąś misę i tygielek na długim trzonku. Nie sposób było dotrzeć do baru bez przeciśnięcia się obok nich i młodzi czarodzieje ruszyli w tamtym kierunku.

Kiedy byli już blisko, Hannibal pochwycił wzrok jednej z dziewczyn, posłał jej - na wpół odruchowo - swój firmowy czarujący uśmiech, a ona podchwyciła zaczepkę i zamachała do nich. Zanim aktor zdążył zastanowić się porządniej nad tym, czy możliwe jest, by się znali, dziewczyna - nienosząca co prawda czarodziejskiego kapelusza, ale za to mająca mocny makijaż i coś, co wyglądało, jak naszyjnik z zębów na szyi - zawołała ich.
- Chodźcie, chodźcie! Dzisiaj jest doskonała noc na wróżby i dlatego lejemy wosk! To stara słowiańska tradycja, jego kształt pozwala odgadnąć przyszłość!

Dziewczyna, ewidentnie zafascynowana wróżbiarstwem, o którym jako mugolka nie mogła mieć zbyt wielkiego pojęcia, ewidentnie wiodła prym w swojej grupie znajomych - podobnie jak ona ubranych na czarno i obwieszonych najprzeróżniejszą biżuterią, pełną symbolicznych, kamiennych i kościanych wisiorków. Hannibal miał jakieś tam pojęcie o wróżbiarstwie jeszcze z czasów nauki w Hogwarcie. Pamiętał, że był niezły w te klocki, ale nigdy nie został pasjonatem. Z jego kreatywnością, interpretacja woskowych kształtów nie mogła być specjalnie trudna, nawet, jeżeli nie pamiętał znaczenia wszystkich możliwych symboli. Spojrzał jednak na Jessiego w poszukiwaniu jego aprobaty.
- Pamiętasz cokolwiek o tym wróżeniu z wosku z Wróżbiarstwa? - zapytał go, gdy jedna z koleżanek na chwilę odwróciła uwagę domorosłej wróżki. Super byłoby zaprezentować jakąś imponującą wizję przyszłości… ale nie mogli zdradzić się ze zbyt dużą wiedzą i swoimi czarodziejskimi zdolnościami.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#2
21.10.2025, 16:06  ✶  

Kiedy ostatnio Jessie zdecydował się wyjść w środku tygodnia na jedno piwo, ze świadomością, że następnego dnia musiał iść do pracy, a gobliny patrzą na niego mniej przychylnie (bo ich matki nie kochają i by się o nich nie martwiły, gdyby to oni mieli spłonąć w domu albo w pracy), wypad skończył się bójką. Bójką z jakąś pijacką, śmierdzącą ekipą, która postanowiła wywoływać u ludzi halucynacje, paląc jakieś halucynogenne coś, a ich ofiarą stał się Henry. Oczywiście, nie miał Henry'emu tego za złe - w końcu gdyby tamci goście nie palili tych swoich śmieci, Henry by się nie wkurzył, nie podskoczyłby im i nie wywiązałaby się bójka - a dobra bójka nie jest zła, żeby rozprostować kości, ale wolałby, żeby nie stało się to w pewien sposób zwyczajem. Hannibal zdołał go jednak przekonać do wyjścia. Nie, argument, że wrócą wcześnie i będą względnie trzeźwi nie był jedynym powodem, dla którego się zgodził. Nieczęsto nadarzała się okazja do wspólnego wyjścia, a skoro Hannibal miał wolną chwilkę i chciał ją wykorzystać, byłoby zbrodnią mu odmówić. Jessie wcale nie musiał się upijać.

Wybór mugolskiej części Londynu na cel ich wypadu był według Jessiego dobrym wyborem. Mugole nie znali ich nazwisk, nie znali ich historii i powiązań, nie było więc krzywych spojrzeń i niepotrzebnych zamieszek. Poza tym niemagiczność zajmowała niewielkie miejsce w jego sercu za sprawą jego ojca, mugolaka, i dziadków, mugoli. Wystawione już ozdoby na Halloween wywołały na jego twarzy uśmiech i chociaż defekt jego oczu uniemożliwiał mu podziwianie niektórych ozdób takimi, jakimi były dla innych, to jednak dało się odczuć tę "magię".

Zgodził się z uwagą Hannibala, dotyczącą przebrań barmanek i kącik jego ust uniósł się w lekkim uśmiechu, dostrzegając różnicę w długości dolnej części ubioru.

-Wyobrażasz sobie, jakby dziewczyny na naszym roku chodziły w takich spódniczkach?

Na grupkę mugolskich nastolatków, zebranych przy największym stole, w pierwszej chwili nie zwrócił większej uwagi. Widział ich - trudno było przeoczyć taką zgraję i to jeszcze na samym środku sali- ale nie przyglądał się dokładniej, co oni tam właściwie wyprawiali i z pewnością dalej nie zwracałby na nich uwagi, gdyby dziewczyna, do której Hannibal się uśmiechnął, ich nie zawołała.

-Lanie wosku? - powtórzył po dziewczynie, spojrzał na Hannibala i wzruszył ramionami.

W sumie to, czemu nie? Skoro ich już zapraszali do siebie, to czemu by nie dołączyć?

Z Jessiego wróżbita był marny. W Hogwarcie musiał mocno się postarać, żeby nie skończyć z kiepską oceną z tego właśnie przedmiotu, nieważne, czy było to czytanie z fusów, z wosku, z kryształowej kuli czy z dłoni, co trochę go zraziło do tej sztuki.

Chyba że wróżyć miałby wuj Morpheus. Wtedy była to zupełnie inna bajka.

-Hm... Tylko tyle, że nieważne, jaki kształt ci wyszedł, i tak ciebie albo kogoś ci bliskiego czekała śmierć, cierpienie, ból i męka - zmarszczył brwi i wytężył pamięć.

Może wuj Morpheus kiedyś coś wspominał o jakichś kształtach z wosku? Albo faktycznie sobie przypomni coś z zajęć w szkole?

-Jabłko chyba oznaczało... że czeka cię romans... I wydaje mi się, że... Hm... Chmura miała oznaczać, że ktoś z twoich bliskich jest fałszywy. Jakoś tak to było.

Właściwie to nawet nie musieli się zdradzać ze swoimi magicznymi umiejętnościami. Wystarczyło jakieś skojarzenie, a umiejętności aktorskie Hannibala mogły załatwić resztę.


!Strach przed imieniem
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#3
21.10.2025, 16:06  ✶  
Chociaż nie doznajesz żadnych omamów słuchowych, nie jesteś w stanie wydusić z siebie Jego imienia. Kogo? Sam-wiesz-kogo... T-tego, którego imienia nie wolno wymawiać... Tego, który zasiał w ludziach strach.
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#4
22.10.2025, 11:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.10.2025, 12:55 przez Hannibal Selwyn.)  
Uśmiechnął się na wizję uczennic Hogwartu paradujących w krótkich spódniczkach. Zdecydowanie lepszy wybór, niż te bezkształtne szaty, które nawiasem mówiąc równie skutecznie ukrywały kobiece, jak i męskie kształty. A szkoda. W dodatku nawet nie powiewały wystarczająco dramatycznie, by była to uczciwa wymiana. Mugolscy adepci wróżbiarstwa już zwracali się na powrót w ich stronę, więc tylko pochylił się ku Jessiemu i mruknął mu do ucha:
- Nie musimy od razu przepowiadać im śmierci! Chociaż za romans bym się nie obraził… - po czym dziarskim krokiem podszedł do stołu. Wcisnął się między podekscytowany tłumek i zrobił koledze miejsce obok siebie.

- O co w tym chodzi? - zapytał, udając całkiem niezorientowanego - Mamy wylać inicjały swojej ukochanej, czy jak?
- Nie, inicjały to są przy obieraniu jabłka! - skarciła go jedna z dziewczyn - Po prostu przelewasz przez klucz i patrzysz, co wyszło, to zdradzi ci przyszłość!
- No dobrze… - Hannibal zawahał się - A jak wyjdzie mi coś paskudnego?
- Przynajmniej będziesz mógł się przygotować. Zresztą, jeszcze nikomu tu nie wyszło nic złego - padła odpowiedź. No jasne, przecież nawet, jak wyjdzie czaszka, to można to zinterpretować jako wycieczkę do Meksyku na Dia de los Muertos.
- Ostatnio wywróżono mi przejściowe kłopoty - burknął. To była prawdziwa wróżba od prawdziwego jasnowidza i za każdym razem, kiedy pakował się w jakieś tarapaty, zastanawiał się, czy właśnie się nie ziściła.
Misa na stole okazała się pełna wody. Oprócz tygielka i dużej świecy, prawdopodobnie służącej do podgrzewania wosku, na blacie leżały też jakieś ogarki przeznaczone pewnie do topienia i żelazny klucz - dorównujący rozmiarem i zdobnością temu, który otwierał bramy The Globe, a którego portierzy strzegli, jakby nie istniał zapasowy. Kto wie, może tak właśnie było.

Naczelna “czarownica” grupy ujęła tygielek, a klucz podała Hannibalowi.
- Trzymaj! - rozkazała i czarodziej chwycił go z przejęciem. Dziewczyna roztopiła wosk nad świecą, a potem z namaszczeniem przelała przez - nieco już upaćkane - ucho klucza. Cała grupa pochyliła się nad misą, a domorosła wróżbitka sięgnęła do wody i wyciągnęła woskowy kształt.
Hannibal pamiętał mgliście coś o rzucaniu cienia na ścianę i odczytywaniu przyszłości właśnie z niego, ale najwyraźniej w tej grupie był to obcy zwyczaj, bo młodzież po prostu zaczęła się przerzucać pomysłami. Wylany w losowy sposób kawałek wosku po kilkukrotnym obróceniu i odpowiednim ustawieniu przypominał…

Rzut Symbol 1d258 - 28
Czajnik (lekka choroba)


- To... torebka? Nie, jak obrócisz bokiem, to wygląda trochę jak filiżanka! - podekscytowane dziewczęta niemal wyrywały sobie wróżbę.
- Bardzo krzywa... - mruknął jeden z nielicznych w towarzystwie chłopców.
- A może jakiś imbryk? Zobacz, tu ma jakby dzióbek?
Mugole prześcigali się w domysłach. Selwyn widział wyraźnie rączkę i - faktycznie - dzióbek, więc pomysłodawca imbryczka był chyba najbliżej.
- Imbryk albo... czajnik? - powiedział po namyśle - Czy to może być czajnik?
Wysoki blondyn stojący naprzeciwko wzruszył ramionami.
- No i co to może znaczyć? Że napijemy się herbaty?
Hannibal nie miał najmniejszego pojęcia, co oznaczał ten symbol. Nie, żeby w niemagicznym towarzystwie miało to jakiekolwiek znaczenie. Co jednak można było wywróżyć z... czajnika? Trzeba było improwizować. Pomysłu z herbatą był całkiem niezły...

- Dajcie mi pomyśleć! - wyciągnął dłoń po kawałek wosku i uniósł go do światła - A co, jeżeli to prawda? - przeskoczył spojrzeniem między chłopakiem a wróżącą dziewczyną - Co, jeżeli gwiazdy usiłują ci powiedzieć, że zostaniesz zaproszona na herbatę... w miłym towarzystwie? - wpatrzone w Selwyna oczy nastolatki urosły odrobinę, ale ten, całkiem niewzruszony, przeniósł wzrok na jasnowłosego mugola obok. Uniósł lekko brwi. Chłopak na sekundę przyjął wyraz twarzy jelenia złapanego w światła reflektorów, ale po chwili jakby odrobinę poróżowiał. Spojrzenia dwójki mugoli spotkały się, a potem oboje jak na komendę bardzo zainteresowali się noszącym ślady setek przesuwanych po nim kufli i wypalonych świec drewnem stołu. Aktor uśmiechnął się lekko.
- Albo odsyłają nas do herbacianych fusów po dalsze wskazówki - wzruszył ramionami- W takim wypadku chętnie jeszcze raz posłużę pomocą.
- Nie trzeba! - oznajmił jasnowłosy chłopiec, zdecydowanie i trochę zbyt szybko, przysuwając się do naczelnej "wróżki" w geście, który można było uznać za obronny. Hannibal stłumił chichot.
- Chcesz teraz ty spróbować? - rozbawiony zwrócił się do Jessiego - Potrzymam ci klucz!
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#5
23.10.2025, 17:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.10.2025, 17:15 przez Jessie Kelly.)  

Wyobrażenie szkolnych koleżanek w krótszych spódniczkach, niż musiały nosić, było całkiem miłe do momentu, w którym uświadomił sobie, że jego własna siostra również nosiłaby odważniejszą szatę, a to już nie była taka miła myśl.

Wracając do przyjemniejszego wyobrażenia - szkole szaty nie dawały dużego pola popisu fantazji, powiewając bardziej szkolną nudą, niż dramatem, nad czym ubolewało się bardziej w późniejszych latach nauki. Gdzie jednak fantazja nie mogła dotrzeć, znalazł się łut szczęścia. Jessie, jako członek drużyny Quidditcha, przebierał się w jednej szatni z kilkoma starszymi kolegami, którzy też byli w drużynie. Oczywiście, nie oznaczało to niezdrowego podglądania chłopaków, ale chłopcy, jak to chłopcy, lubili czasami porównywać swoją muskulaturę, dzięki czemu Jessie byłby w stanie powiedzieć kilka słów o swoich kolegach z drużyny, gdy ich fanki chichotały między sobą, wyobrażając ich sobie bez koszulek.

-Wywróż sobie taki, uśmiechnij się do którejś z tych dziewczyn, albo do chłopaków, i może coś na tym ugrasz - romans albo skandal.

Gdyby z powodu skandalu Hannibal musiał wynieść się z kraju, jak kiedyś Charlotte i Ned, jaki kraj by wybrał na swój cel?

Mugolski tłumek przyjął ich w swój krąg. Jessie stanął obok Hannibala i z lekko uniesionymi brwiami przysłuchiwał się wymianie zdań, gdy mugolscy wróżbici tłumaczyli im, na czym miał polegać rytuał, do którego zostali zaproszeni.

Jeszcze nikomu tu nie wyszło nic złego - albo po prostu widzieli w woskowych tworach kształty inne, niż te złe. Czy odwrócona czaszka nie wyglądała trochę, jak samochód z sercem na drzwiach, jakie rysowało się za dzieciaka, gdy udało się w końcu odpowiednio złapać kredkę?

Hannibal mruknął coś chyba o kłopotach i Jessie zerknął na niego ze zmartwieniem. Czyżby Hannibal wplątał się w kolejne kłopoty?

Upaćkany klucz znalazł się w dłoni Hannibala i rozpoczęło się tworzenie wróżby. Wszyscy w napięciu obserwowali kapiący do wody wosk, który sklejając się z poprzednimi kroplami, stygnącymi na tafli wody, kształtowały... nie wiadomo jeszcze co. Jessie również przechylił głowę, próbując odgadnąć, jaką formę ostatecznie przybierze woskowy twór.

Bardziej jednak niż jego faktyczną symboliką, Jessie był zainteresowany jego interpretacją w wykonaniu Hannibala - czy faktycznie wywróży którejś parze romans? A może postawi samego siebie w roli bratniej duszy, na którą właśnie czekała dziewczyna, topiąca wosk?

Ostatnia kropla wosku spadła do misy, woskowa forma została wyjęta z wody i podniosły się głosy, gdy zebrani próbowali rozpoznać kształt, by zinterpretować jego znaczenie.

-Filiżanka? - mruknął i przyjrzał się uważniej woskowy. -Raczej nie. Zobacz - wyciągnął rękę i przesunął palcem nad częścią wróżby -czy to nie wygląda na ucho?

"Krzywy" komentarz został zignorowany, ale padła odpowiedź bliska tej, jaka faktycznie powinna była paść.

-Czajnik? Hm... Tak, to może być czajnik. Czy ktoś wie, co oznacza czajnik?

Poza tym, że można było zrobić w nim dobrą herbatę?

Hannibal przejął woskowy czajniczek i rozpoczął swój występ, a zebrani mugole wpatrywali się w niego, jak w jakiegoś posłańca bogów. Przez moment Jessie zastanowił się, jaka byłaby reakcja wujka Morpheusa na tę scenę...

Jessie zaśmiał się cicho, kiedy jasnowłosy chłopak za szybko odrzucił chęć pomocy Selwyna. Zerknął jeszcze ukradkiem na dziewczynę, która lała wosk. Oho, chyba się uśmiechała.

-A dlaczego nie? - zwrócił się do jasnowłosego chłopaka. -W końcu Wróżby to tylko cień przyszłości. Nie chciałbyś się dowiedzieć, co czeka dalej?

Gdyby tylko nie była to mugolska zabawa, a prawdziwa wróżba od prawdziwego jasnowidza...

-Pewnie, dzięki - powiedział, gdy Hannibal zwrócił się do niego, wziął tygiel od "czarownicy", roztopił wosk nad świecą i przelał go przez klucz z większym skupieniem, niż powinien.


Rzut Symbol 1d258 - 144
Naparstek (zmiany w domu)


Kształt był... dziwny. Jessie wyjął swoją wróżbę z misy, zanim ktoś inny zdążył po nią sięgnąć, i delikatnie obrócił ją w palcach.

-Czy ktoś wie, co to może być? - przesunął wzrokiem po zgromadzeniu i zatrzymał się na Hannibalu. -Co to dla mnie oznacza?

lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#6
24.10.2025, 11:04  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.10.2025, 11:07 przez Hannibal Selwyn.)  
Uśmiechnij się do którejś z tych dziewczyn, albo do chłopaków, i może coś na tym ugrasz…
Rozbawiony uśmiech Hannibala trafił w pierwszej kolejności do Jessiego. Oczywiście, że mógł poderwać losową osobę dowolnej płci, ale jednak z rzucaniem powłóczystych spojrzeń chłopcom w nieodpowiednich miejscach trzeba było uważać. Można było faktycznie ugrać romans, albo skandal, dwa optymalne w mniemaniu młodego aktora scenariusze… ale można było też zarobić w nos. Nie wspominając o innych, znacznie mniej przewidywalnych rezultatach… Żaden z obecnych przy stole mugoli jednakże nie wzbudził tego wieczoru jego zainteresowania, a poza tym przyszli tu na kulturalne koleżeńskie piwo, nie na podryw.

Widząc zaniepokojenie Jessiego na swoje słowa o kłopotach, machnął uspokajająco ręką.
- Przejściowe miały być, to nic takiego.
Tym niemniej, to była prawdziwa wróżba.

Wysoki nastolatek najprawdopodobniej nie miał nic przeciwko dalszym wróżbom i poznaniu przyszłości, a protest dotyczył jedynie obecności Hannibala w tejże. Trudno było mu się dziwić, pewnie postrzegał go jako konkurencję do wdzięków koleżanki. Selwyn miłosiernie postanowił oszczędzić parze dalszych krępujących chwil i skupił się na kolejnej wróżbie.
- Wygląda trochę jak wiadro… ale jak obrócisz do góry nogami, to bardziej jak fez - zmarszczył brwi. Jakoś podejrzanie mały ten kształt, jak na ilość przelanego wosku. Hannibal zerknął z powrotem do misy, ale nie, nie pływało w niej nic więcej. Wróżby jednak działały w najdziwniejszy sposób. Co, jeżeli nawet wykonane w tak chaotyczny sposób i w tak mało magicznym towarzystwie wciąż miały moc?

Spróbował przypomnieć sobie listę możliwych do wywróżenia symboli. Pamiętał, że było ich strasznie dużo, chyba ze dwieście, i swego czasu wykuł na blachę znaczenia wszystkich - ale zapomniał o nich czym prędzej, zaraz po zdaniu egzaminu.
Małe wiadro… a może kubeczek?
Natchnienie, jak to często bywa w przypadku artystów, przybrało kobiecą postać. Zawiesił w zamyśleniu wzrok na drobnej mugolce o ciemnych, kręconych włosach, której strój nosił silne znamiona własnej roboty. Miała na sobie jakąś szydełkową narzutkę z losowo dobranymi guzikami i naszyjnik przyozdobiony agrafkami i…
- Takie małe i nierówne, to wygląda jak naparstek! - powiedziała i jakby odpowiednia klapka otworzyła się w jego głowie, Hannibal przypomniał sobie znaczenie wróżby. Naparstek symbolizował zmiany w domu, przewrotnie nie precyzując, czy chodziło o przemeblowanie, zmianę składu osobowego rodziny, czy o co właściwie. Prychnął.
- Phi! Też mi wróżba!- powiedział cicho do Jessiego, nie chcąc się dzielić z tą - nijak niepasującą do naparstka - interpretacją.
Po Spalonej Nocy niemal każdego czekały zmiany w domu.

- Naparstek? Czy oznacza… - powiódł wzrokiem po zebranych, szukając jakiegoś efekciarskiego albo zabawnego wytłumaczenia - że podrze ci się ubranie? Wiesz, ja trochę umiem szyć jak coś…

Przyszła kolej na niego. Oddał Jessiemu klucz i podwinął rękawy koszuli z namaszczeniem, które wywołało chichot wśród zgromadzonych. Przypomniał sobie mgliście ceremonie, jakie odprawiał Anthony podczas wróżenia z fusów w Mabon. Czy wróżeniu z wosku też powinna towarzyszyć jakaś inkantacja? Nie miał pojęcia, a zresztą i tak nie za bardzo powinien się z takową wychylać. Ujął w dłoń tygielek i powolutku przelał wosk przez ucho klucza.
Jabłko, pomyślał, już nawet nie dla tego ewentualnego romansu, tylko po to, żeby zobaczyć minę Jessiego i móc oddać się odpowiednio barwnej intepretacji tego symbolu przed zgromadzoną wokół widownią. Niech to będzie jabłko!

Rzut Symbol 1d258 - 219
Telefon (kłopot z pamięcią)


Zanurzył rękę w wodzie i wyłowił kształt. Uniósł go, nie dbając o wodę ściekającą mu po przedramionach i wsiąkającą w rękawy koszuli.
To zdecydowanie nie wyglądało jak jabłko.

- Co to jest, kolejny czajnik?... Żelazko? - skrzywił się, rozczarowany.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#7
24.10.2025, 20:19  ✶  

Na całe szczęście rozmowa o upragnionym romansie i rzucaniu sugestywnych spojrzeń była przeznaczona tylko i wyłącznie dla ich uszu, w formie żartu, i nawet gdyby Hannibal zdecydował się rzucić kilka spojrzeń bądź dwuznacznych tekstów, można było nazwać to zwykłym żartem, popisem artystycznym kreatywnej osoby, zanim ktokolwiek w nos oberwie.

Machnięcie ręką trochę go uspokoiło, bo o ile za dużo osób za bardzo lubiło machać ręką na swoje problemy, nazywając je malutkimi (często okazywało się, że wcale takimi malutkimi nie były), o tyle wiedział, że Hannibal był na tyle rozsądny, my nie machać ręką na problemy, które by go zdecydowanie przerastały.

-Wygląda jak coś, co powinieneś nałożyć na palec - powiedział, obracając wosk w różne strony, szukając ustawienia, które odkryłoby jego prawdziwy kształt. -Może to jakiś ochraniacz na palce? Dla kogoś, kto lubuje się w hodowli kaktusów?

Czy to było wiadro, czy jednak fez, tego Jessie jeszcze nie wiedział. Mruknął cicho, jeszcze raz obrócił wróżbę i nałożył ją sobie na palec. Pasowała.

-Patrz, pasuje - pochwalił się Hannibalowi. -Może gwiazdy usiłują mi przekazać, że przygarnę sobie jakąś niesamowitą roślinę, przed którą będę musiał chronić palce?

-Och, przestań się tym bawić - druga z dziewcząt wyciągnęła się nad stołem i wyciągnęła rękę, by go zdzielić po głowie. -Zniszczysz swoją wróżbę!

Jessie podniósł drugą rękę w geście kapitulacji i posłusznie zdjął wosk z palca z aż przesadną ostrożnością, pod czujnym okiem dziewczyny.

Takie małe i nierówne, to wygląda jak naparstek!, padła odpowiedź i Jessie otworzył usta, by spytać, co takiego naparstek mógł mu powiedzieć, ale Hannibal ją uprzedził i Jessie zmarszczył brwi.

Mam nadzieję, że podzielisz się swoją znajomością symbolu naparstka później, pomyślał.

Jemu żadna klapka w głowie się nie otworzyła, by magicznie przypomniał sobie znaczenie naparstka, reakcja Hannibala sugerowała, że on sam wiedział, ale nie było dobrym pomysłem pytanie go o to wśród mugoli. Jeszcze zaczęliby zadawać pytania, więcej pytań i dwaj czarodzieje jeszcze pomyliliby się we własnych zeznaniach i zrobiłoby się nieciekawie.

-Albo sugestia, że może sam powinienem nauczyć się szyć - zamyślił się. -W sumie zniszczyło mi się ostatnio sporo ubrań, więc... Gwiazdy są złośliwe - poskarżył się.

Nadal trochę ubolewał nad tą czerwoną koszulą, nawet jeśli dla niego nie wyglądała ani trochę dobrze.

-Teraz twoja kolej - powiedział do Hannibala, biorąc od niego klucz.

Rękaw został podwinięty, wosk roztopiony i przelany przez klucz w ciszy, podczas której kilka par oczu śledziło ruchy ręki i krople wosku, spadające do misy.

Odłożył klucz na stół i oparł się o niego bokiem, gdy Hannibal wyjął swoją wróżbę z wody i uniósł ją, próbując rozszyfrować jej kształt.

-Albo torebka? - spróbował zgadnąć, pochylając się bliżej wróżby. -Ktoś wie, co oznacza torebka?

W większości odpowiedzią było kręcenie głową. Jessie mruknął cicho i wrócił spojrzeniem na wróżbę.

-Hej, spójrz - dołączył się do nich milczący do tej pory chłopak i wskazał na górną część woskowej wróżby. -Czy to nie jest jakoś za słabo połączone?

-Za słabo połączone?

-No-no tak... Jakby... Jakby to były... dwie oddzielne części?... A nieważne - chłopak skapitulował.

Jak się dłużej przyjrzało wróżbie, to chłopak miał rację. Wróżba w dwóch miejscach miała mniej wosku - gdyby było to żelazko albo torebka, wosku byłoby więcej, żeby połączenie było mocniejsze.

-To trochę wygląda jak... telefon? - podniósł wzrok i zerknął na dziewczynę, która wcześniej próbowała go zdzielić.

-Hm... Telefon?... Hej, faktycznie! To telefon!

Jessie odwrócił się powoli do Hannibala, wyprostował się i położył dłoń na jego ramieniu.

-Czyżby wróżba próbowała ci przekazać, że nadszedł właśnie ten moment? Czyżby wkrótce miała do ciebie zadzwonić - albo wysłać sowę - ta, która jest ci przeznaczona? - chciał romans, niechaj ma romans.

Mgliście mu się coś przebijało w pamięci, że telefon był jakoś związany z pamięcią, ale za nim nie potrafił sobie przypomnieć, by było to coś złego czy dobrego.

Za kija groma nie mam pojęcia, co to znaczy, pomyślał, uśmiechając się szeroko do kumpla.

lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#8
25.10.2025, 08:10  ✶  
Telefon?
Hannibal nigdy by na to nie wpadł. To chyba niemożliwe, by można było wywróżyć telefon, tak naprawdę? No bo jak niby, kiedy wielu czystokrwistych czarodziejów nigdy pewnie nie widziało go na oczy?
Był jednak zbyt dobry w swoim fachu, by chwilowa konfuzja wytrąciła go z roli. Odwrócił się do Jessiego i spojrzał mu w oczy z nadzieją.
- Tak myślisz? Och, a może to jedna z tych wróżb, kiedy następna osoba, od której odbiorę telefon, okaże się moją ukochaną? - na całe szczęście wiedział wystarczająco dużo o mugolskich wynalazkach, by mieć pojęcie, jak obsługuje się niektóre ich urządzenia. Telefonu to nawet miał okazję kilka razy używać osobiście! Westchnął teatralnie.
- Teraz będę się bał podnieść słuchawkę, co jak to będzie ktoś całkiem bez sensu?
- Daj mi swój numer, to oszczędzę ci tego stresu! - odezwała się jedna z dziewczyn, co wywołało ogólną wesołość.
- Nie dawaj, odda go swojej babci i co wtedy?
- Dobra babcia nie jest zła - roześmiał się Hannibal - Upiekłaby mi ciasto, czy coś…

Pożartowali jeszcze chwilę z młodzieżą, a potem podziękowali za wspólne wróżby i zajęli stolik w pewnym oddaleniu. Dopiero wtedy Hannibal postanowił podzielić się swoimi refleksjami.
- Nie mam pojęcia, co znaczą te dwa pozostałe symbole, ale ten naparstek akurat został mi w głowie. On znaczył “zmiany w domu”, czy coś takiego. Myślisz, że to znaczy, że wreszcie uda wam się ogarnąć tę klątwę w chacie?
Sam, wbrew swym nadziejom sprzed Mabon, ciągle jeszcze borykał się z sadzą w swoim mieszkaniu i nic nie wskazywało na to, żeby ten stan rzeczy miał się w ogóle zmienić.
- Jeżeli w ogóle takie wróżby mają sens… - dodał z powątpiewaniem - Prawdziwy wróżbita pewnie by z miejsca osiwiał, widząc to, co się przed chwilą odwaliło…

Z drugiej strony, czarodzieje również bawili się ten sposób - sam niespełna dwa tygodnie temu wróżył z fusów z Jonathanem, Robertem i Anthonym, na dodatek wspierając się solidną dawką procentów. Nie miał zamiaru winić mugoli za ich zabawy, wcale nie dziwił się, że chcą poznać przyszłość.
Zamówił jeszcze jedno piwo. Tego mu właśnie było trzeba. Wyjścia gdzieś, gdzie nikt go nie znał, ucieczki od nieuchronnych dyskusji o polityce, czarodziejach i mugolach, poszukiwaniu winnych Spalonej Nocy, które ostatnimi czasy towarzyszyły czarodziejskim zgromadzeniom zbyt często, jak na gust młodego Selwyna. Męczyły go bardziej, niż cały weekend wcielania się w Merlina na scenie, a przecież to była wymagająca rola! Westchnął. Ciekawe, czy Jessie też miał podobne odczucia. Hannibal miał nadzieję, że nie - jako dla czarodzieja półkrwi, musiały być dla niego podwójnie przykre. Chociaż może pracując w banku z goblinami mierzył się z całkiem innymi wyzwaniami?
- Jak w ogóle nastroje u ciebie w pracy po Spalonej? - zapytał - Jeżeli oczywiście chcesz o tym mówić… - zastrzegł szybko. Przekonał się ostatnimi czasy wystarczająco dobitnie, że daleko nie wszyscy równie chętnie jak on leczyli swoje traumy okładem z rodziny i przyjaciół i tym razem zamierzał to uszanować.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#9
26.10.2025, 11:06  ✶  

Czy gdyby prawdziwy, magiczny wróżbita wywróżył w ten sposób telefon, wiedziałby, co takiego ukazywało mu się w wosku? Byłby w stanie odczytać z tego przyszłość, czy może stałoby się to dla niego większą zagadką, niż sam los? W końcu większość czystokrwistych czarodziejów z pewnością nie wiedziała nawet, czym był ten telefon. Jak można było odczytać znaczenie czegoś, czego nie potrafiło się nawet zidentyfikować?

-A potem okaże się, że dzwoniła twoja mama - powiedział, zanim padła propozycja podania numeru.

Babcia upiekłaby ciasto, nalepiłaby mu pierogów, może wydziergałaby mu jakiś gustowny sweterek. Dobra babcia nie była zła.

W końcu pożegnali się z mugolskimi wróżbitami i zajęli stolik.

Zmiany w domu? Jessie zamyślił się na dłuższą chwilę. Zmiany w domu mogły oznaczać wiele rzeczy - albo zmianę wystroju, może faktycznie będą mogli wrócić na Horyzontalną szybciej, niż sądzą, a może oznaczało to, że któreś z nich się po prostu wyprowadzi.

-Byłoby miło - westchnął -ale raczej bym się na to nie nastawiał. Mimo wszystko, to były mugolskie wróżby. Mało prawdopodobne, by miałby jakąkolwiek moc sprawczą. Ale życzę ci tej wiadomości od Tej Jedynej - mrugnął do niego. -Ale w twoim przypadku raczej spodziewałbym się sowy.

Prawdziwy wróżbita pewnie by osiwiał, dostał załamania nerwowego i pewnie poszukałby jakiejś klątwy, żeby uniemożliwić im jakiekolwiek zabawy z wróżeniem w przyszłości.

Dla siebie również wziął piwo - ostatnie tego wieczoru, przynajmniej tak sobie obiecywał.

Skutki Spalonej Nocy były ciężkie dla wszystkich, przez co trochę zaczął zazdrościć mugolom, tak beztrosko, w porównaniu do społeczności magicznej, prowadzących swoje życie, a teraz bawiących się we wróżby, albo wykonujących swoją pracę. Oni o niczym nie wiedzieli. Nie dotyczyła ich ta dyskryminacja, z którą musieli radzić sobie czarodzieje mugolskiego pochodzenia i Zdrajcy Krwi. Jeszcze nie musieli bać się o swoje życie i nie musieli zbierać swojego życia do kupy kawałek po kawałku po pożarze.

-Niektórzy próbują zachowywać się normalnie, ale goblinom siadło na głowy - stwierdził. -Gringotta, na szczęście, pożar ominął, ale chcą wprowadzić jeszcze jakieś zabezpieczenia na wypadek, gdyby ktoś jednak zdecydował się uderzyć w bank. Patrzą nam na ręce bardziej, niż do tej pory, co jest trochę uciążliwe.

I patrzą na niego spod byka po wizycie jego matki w wieczór pożaru. Naprawdę, mogliby sobie już dać spokój.

-A u was jak? Wystawialiście ostatnio jakąś sztukę, prawda?

lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#10
27.10.2025, 10:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.10.2025, 23:14 przez Hannibal Selwyn.)  
- Nie wiem, kto miałby być “tą jedyną”. Nie wiem nawet, czy jestem gotów ograniczyć się do jednej - wzruszył ramionami. Prawdę mówiąc Hannibal Selwyn nie był nawet zdecydowany, czy gdyby miał się związać z tylko jedna osobą, wolałby, żeby to była kobieta, czy mężczyzna. Obie opcje miały swoje zalety, choć oczywiście nie wypadało się otwarcie przyznawać do takich opinii i doświadczeń.
- W Mabon znalazły się oczywiście ciocie i babcie gotowe swatać mnie z niemal każda czystokrwistą panną - ten problem był z pewnością obcy Jessiemu, który nie dźwigał na barkach ciężaru rodowego dziedzictwa - Zamknęły się, gdy zapytałem, czy w czystokrwistych kawalerach też mogę wybierać, bo przecież mamy tę magiczną toaletkę… - zachichotał na wspomnienie urażonego “Hannibalu!” i “Ta dzisiejsza młodzież!” które padły wtedy pod jego adresem. Ojciec strategicznie udał, że w ogóle tego nie usłyszał. Babcia, zdumiewająco postępowa jak na swoje lata, puściła do niego oko.

- Ciekawe, czy gobliny postanowią zrezygnować ze współpracy z czarodziejami - westchnął - Słyszałem jakieś takie plotki, ale nie chce mi się w to wierzyć.
Po Spalonej Nocy szerzyły się najróżniejsze pogłoski, co jedna to fantastyczniejsza i mniej prawdziwa. W samym The Globe Hannibal zdążył już usłyszeć, że kaszel, który męczył prawie wszystkich pracowników po pożarach, był sposobem zmuszenia czarodziejów do przyjmowania eliksirów zawierających jakieś ministerialne wszczepy. Niektórzy twierdzili również, że pożary były zaplanowane przez rząd albo dowolną organizację, w jaką wierzył akurat dany foliarz, bo to niemożliwe, żeby żaden jasnowidz tego nie przewidział i nie ostrzegł.
- Trudno się z nimi dogadać? Goblinami, znaczy? Kupa ludzi wydaje się ich wprost nie znosić, ale jednak jakoś cały czas korzystają z Gringotta - zapytał.

- Mieliśmy premierę “Ekstazy Merlina” z charytatywnym bankietem, kulturalne wydarzenie sezonu! - oznajmił z dumą - Z pewnością widziałeś wzmianki w “Proroku”!
Fotografie zrobione podczas otwartej dla prasy próby, były w opinii Hannibala cudownie dramatyczne. Zwłaszcza te, które przedstawiały półnagiego, zakrwawionego Merlina z ociekającym biczem w dłoni i czerwone ślady jego rąk na pomarańczowym materiale sukienki Ekstazy. No i zdjęcia autorstwa Henry'ego z samego bankietu - śmietanka towarzyska bawiąca się, jakby tuż za oknem nie było osmalonych ścian i placów budowy. Piękny kontrast z rzeczywistością, wobec którego mało kto mógł pozostać obojętnym. Sam Selwyn niemal zawsze występował na nich w towarzystwie Electry.
- Gramy ją do końca października, w weekendy ja, a w czwartek i piątek Baldwin i, uhh… nie wiem kto tańczy… - nazwisko dublera baletowego wyleciało mu chwilowo z głowy - Zapraszam! - posłał Jessiemu kokieteryjny uśmiech. Oczywiście doceniał grę drugiej obsady sztuki, co nie przeszkadzało mu oczywiście uważać swojej własnej za lepszą.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Hannibal Selwyn (2633), Jessie Kelly (2587), Pan Losu (29)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa