- Uwielbiam, jak robisz z siebie ofiarę systemu. - Parsknąłem. Po chwili odwróciłem wzrok na horyzont, biorąc oddech - powietrze nad błoniami było zimne, niemal ostre, myśl o liście wróciła nagle, jak cień za plecami, ale na razie przysunąłem ją gdzieś na bok. - Tak wygodnie jest kryć się za kartką z notatkami i mówić o cierpieniu innych, kiedy tak naprawdę jedyne, czego chcesz, to spokój w swojej mysiej norce. Cóż za heroizm. - Wypuściłem dym, czysto manifestacyjnie - tak, żeby leciał jej prosto pod nos. Nie dlatego, że tego potrzebowałem, raczej dlatego, że chciałem, żeby poczuła dyskomfort. Prue nie rozumiała mojego świata, zresztą, nie chciałem, żeby go rozumiała. W odległej przeszłości, dawno temu, kiedyś może tak, ale teraz? Teraz już nie. Na teraz miałem inne przyjemności - prowokowanie, obserwowanie, celowanie w miejsce, które było najłatwiej zranić. Szkoda tylko, że i ona posiadła tę umiejętność. To „Rooky” było jak igła wbita pod paznokieć, nawet jeśli próbowałem tego nie okazywać.
- Gniew to luksus, na który mnie stać. - Odpowiedziałem cicho, z tą samą pozorną lekkością, z jaką pewnie wyobrażała sobie, że mój ojciec podpisywał czeki. - Zresztą, Prudy, jeżeli ten murek to to twoje „szkolne mienie”, to naprawdę musisz ustawić swoje priorytety. W zasadzie to powinienem dostać medal za ujawnienie poważnych usterek infrastrukturalnych szkoły, bo sam się rozpada. - Uśmiechnąłem się szerzej. Wiedziałem, że to ją wkurzy. Widziałem już wcześniej, jak jej oczy błysnęły tą iskrą, którą zwykle rezerwowała dla momentów, gdy naprawdę chciała kogoś udusić. Idealnie. - Poza tym, cóż, nie każdy potrafi wyglądać dobrze, gdy traci panowanie nad sobą. Ja mogę sobie na to pozwolić, na wiele rzeczy mogę sobie pozwolić, ale to już dobrze wiesz, prawda? - Nie potrzebowałem odpowiedzi, tak samo, jak nie musiałem jeszcze mocniej podkreślać tego, że jej sugestie podzielenia się moimi wykroczeniami z kimś, kto mógłby mi namieszać w życiu, spływały po mnie, jak woda po kaczce. - Świetnie, wpisuj, moja droga. Notuj, kreśl, archiwizuj moje rzekome zbrodnie. - Uniosłem brew, przechylając głowę w jej stronę. - Smacznego retuszu faktów. - Byłem ciekaw, jak daleko się posunie - zawsze byłem ciekaw, chciałem wiedzieć, gdzie kończyły się jej sztywne moralne zasady, a zaczynała prawda o tym, że i ona potrafiła być paskudna, naprawdę paskudna, perfidna i pozbawiona kręgosłupa, którym tak bardzo się szczyciła. Ludzie tacy jak ona rzadko dawali się złapać bez maski, a jednak czasem się zdarzało. Lubiłem obserwować te rzadkie momenty, kiedy ktoś zostawiał rysy na gładkiej, starannie nakładanej otoczce swojego wizerunku.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)