Była bardziej nerwowa i ostrożna niż zwykle: może nawet przesadnie, nie tylko z powodu wszystkich skutków Spalonej Nocy. W ostatnich dniach starała się trzymać z dala od niemagicznego Londynu, nie do końca ufając sama sobie: paniczny lęk przed ogniem wprawdzie umknął wraz z kilkoma wspomnieniami, wydartymi jej z pamięci hipnozą, ale omamy, choć zdaniem Phil miały wkrótce ustąpić, czasem powracały. I chociaż uprzedziła Olivię, to i tak po tym, co wydarzyło się w ciągu ostatnich paru dni, miała pewne obawy. Ale listy Quirke dość jasno pokazywały, że to nie mogło i nie powinno dłużej czekać. Brenna martwiła się i o bezpieczeństwo kobiety i jej partnera, i o to, co ta może postanowić zrobić, zostawiona samej sobie.
Może miała parę pomysłów, chociaż też nie była pewna, ile z nich faktycznie okaże się przydatnych.
Musieli jednak próbować.
Ktokolwiek poprosi o pomoc, zawsze ją dostanie.
Gdy znalazła się pod właściwymi drzwiami, zapukała, ściągając jednocześnie kaptur z głowy.
– To ja – rzuciła, jeszcze nim te się otworzyły, wyobrażając sobie, że pukanie do drzwi może w tej chwili wywoływać pewną nerwowość, nawet jeżeli się umówiły. – Cześć. Mam nadzieję, że naprawdę masz pod ręką wiadro z wodą – dodała, gdy te się otworzyły, ani trochę nie w żartach. Olivia wspominała, że Tristan boi się ognia, a jeżeli objawiało się to tak samo, jak u Brenny… to problem należał do kategorii „poważne”, niestety. Zwidy, głosy, a nawet magia wymykająca się spod kontroli.
!Trauma Ognia