• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Szkocja [22-24.09.1972r.] Mabon i Pełnia – Travers

[22-24.09.1972r.] Mabon i Pełnia – Travers
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#1
11.11.2025, 01:24  ✶  

22-24 września 1972r.


Rodzinna Posiadłość Travers
Dolina Glen Affric / Szkocja

Wyjątkowo na ten dzień, Delilah zdecydowała, że zostanie przygotowana uroczysta kolacja dla ich rodziny. Nie chciała czekać do zimowego Yule. Rozważała tę decyzję jeszcze kilka dni po tragicznych wydarzeniach, jakie spotkały stolicę Anglii. Informacje te dotarły także do ich posiadłości. Nevan wierzył, że ich dzieciom nic się nie stało. Gdyby było inaczej, dostaliby list.

Kiedy Delilah podjęła decyzję, zleciła swojemu starszemu synowi rozesłanie zaproszeń. Uroczysta, rodzinna kolacja w Mabon, ma się odbyć. Nevan na polecenie matki, wysłał listy do swoich dzieci oraz rodzeństwa. Jednakże, nie wszystkie listy wróciły z jakąkolwiek odpowiedzią.

Rezydencja jak zawsze, była zadbana. Służbę tego miejsca, stanowiły skrzaty. Nie zatrudniali nikogo ludzkiego, zważając na swoją rodzinną klątwę, przechodzącą genetycznie na kolejne ich pokolenia. Nie chcieli za bardzo ryzykować.

Seniorka Rodu osobiście dopilnowała, aby wszystko było jak najlepiej przygotowane. Dyktując polecenia skrzatowi, co ma poprawić, co zmienić, co przygotować. Kiedy pozostałe, zajmowały się przygotowaniem jedzenia. Przebywała właśnie w jadalni, przyglądając się dużemu stołowi, przykrytemu granatowym obrusem ze złotymi wykończeniami. Położonej zastawie do kolacji. Była już ubrana w swoją ciemno butelkową suknię. Włosy mając upięte wysoko w kok. Na sobie mając jeden z kompletów rzadko spotykanej biżuterii, która otrzymała od swojego męża. Jego duch, wciąż pozostawał w tej rezydencji, w bibliotece.

Do Delilah, dołączył Nevan, poprawiający mankiety od swojej białej koszuli. W połowie gotowy do uroczystości. Nie spieszył się, gdyż mieli jeszcze spory zapas czasu. Mężczyzna stanął obok swojej rodzicielki, rzuciwszy okiem na przygotowania.

- Faye potwierdziła, że przybędzie. Sebastian nie da rady dotrzeć. Obiecał, że postara się być na Yule. Nie mam jeszcze odpowiedzi od Very.
Zakomunikował matce, uprzedzając jej pytania. Wiedział, że nie będzie z tej informacji zadowolona.
- A Theon i Nicholas?
Zapytała, nie chcąc usłyszeć to, czego najpewniej mogła się spodziewać.
- Nie odpisali. Od Faye wiemy, że z Nicholasem jest dobrze.
Odparł zgodnie z prawdą. Delilah pokręciła głową niezadowolona z takiego raportu. Mogła wziąć na siebie wysyłanie listów. Czy może wyjców? Ostatni na Nicholasa bardzo podziałał.
- Pomogę przygotować się Tarah.
Oświadczył Nevan, zawracając do głównych schodów. Delilah nie zatrzymywała go. Wiedziała, że synowa zmagała się z problemami zdrowotnymi.
- Nie tutaj. Ten wazon postaw na tamtym stoliku.
Zwróciła uwagę skrzatowi, który chciał wazon z kwiatami postawić na głównym stole. Mógłby tylko przeszkadzać. Wolała go mieć dalej od potraw. Jeszcze jakiś płatek spadnie na pieczeń i cały smak się zmieni.

Słońce zachodziło, do kolacji było coraz bliżej. Stół został już odpowiednio przygotowany i zastawiony potrawami. dla każdego było przygotowane odpowiednie miejsce. Szczytowe, po swoim zmarłym małżonku, zajmowała Delilah. Po jej prawej stronie, miał zasiąść starszy syn - Nevan. Zaś obok niego, Tarah, jego zona. Jako że Sebastian, nie stawi się na kolacji, jego miejsce miał zająć Nicholas, po lewej stronie Delilah. Obok niego, były przygotowane miejsca dla Theona i Faye. Najwyraźniej Delilah nie uznawała odmowy, więc liczyła na ich przybycie, nawet jeżeli nie odpisali na zaproszenia. Tak samo było przygotowane miejsce dla jej córki, tuż obok Tarah.

Nevan pomógł przygotować się do wieczoru swojej żonie, jak choćby w ubiorem sukni, prostej, ciemnoniebieskiej. Makijaż kobieta nałożyła sobie sama. Delikatny, wystarczający. Nevan poprawił swoją koszulę i przewiązał elegancki krawat w kolorze sukni swojej małżonki. Na koszulę, ubrał ciemną marynarkę, będącą szatą wyjściową. Poprawił jeszcze swoje uczesanie i kiedy oboje byli gotowi, zeszli na dół, aby w salonie poczekać na pozostałych gości. W tym swoich dzieci. W między czasie, skrzat podszedł do niego.

- Panie Nevan. List do Pana.
Skrzat wyciągnął dłoń z listem, jaki odebrany został od sowy.
- Dziękuję.
Od razu otworzył i przeczytał. Dostając spóźnione potwierdzenie, że jego siostra, także nie zjawi się na kolacji. W takim razie, wraz z żoną, czekali na przybycie swoich dzieci. Czy się zjawią?


@Faye Travers
Leśna powsinoga
Może lew jest silniejszy od wilka, ale wilka nigdy nie widziałem w cyrku.
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
Magiłowca
Niewysoka, mierząca około 155 cm. Ma wysportowaną sylwetkę i gibki chód, zdradzający że dużą część czasu poświęca na aktywność fizyczną. Faye ma brązowe włosy, mieniące się rudością w świetle słonecznym, oraz jasnobrązowe oczy. Usta są wiecznie rozciągnięte w uśmiechu, a nosek zadarty.

Faye Travers
#2
13.11.2025, 14:23  ✶  

Faye nie była pewna, dlaczego rodzina ją wezwała. Nicholas obiecał, że nie puści pary z ust a komu jak komu, mu wierzyła po stokroć. Być może więc rodzice martwili się ostatnimi wydarzeniami bardziej, niż chcieli to przyznać w liście? Gdy dostała pismo, jej serce drgnęło. Ona tak bardzo szukała akceptacji i miłości z ich strony - chciała być niezależna i uciekała, lecz chciała, żeby byli z niej po prostu dumni. Czy była lepsza okazja do tego, niż wspólna kolacja na Mabon?

Oczywiście że odpisała - nie mogłaby zignorować wiadomości od rodziców. Może i nie zawsze było jej po drodze z tym, jaki był ojciec, lecz przecież kochała go całym sercem, tak samo jak matkę. I babkę. Delilah mogła wydawać się ostra i nieprzyjemna, ale mała Faye od zawsze ją uwielbiała. Kochała mówić do niej babciu, nawet gdy ta krzywiła się na ten tytuł. Kochała dawać jej drobne upominki jako dziecko, kochała ciągnąć ją za spódnicę i mówić to będzie nasz sekret, babciu. A ona... Ona po prostu się z tym godziła. Mimo iż Faye była określana jako zakała rodu, to nie wypadało odtrącać wnuczki, która dawała jej tyle miłości - i nadziei na prawnuki, mimo że jeszcze nie przyprowadziła kawalera.

Gdy zjawiła się w rezydencji, była już gotowa. Na sobie miała elegancką, czarną sukienkę z błyszczącego materiału. Makijaż, który zdobił jej twarz, był lekki i niemal niewidoczny. Prawdziwą ozdobą były kolczyki, które doskonale współgrały ze srebrnymi akcentami sukienki. Bagaż Faye przejęły skrzaty domowe, bo przecież kobieta miała tu zostać na dłużej.
- Poczekajcie - zatrzymała stworzenia, a potem wyciągnęła kilka paczuszek. - Możecie iść.
Nie mogła zjawić się z pustymi rękoma. Nie denerwowała się - wiedziała, że rodzice jej oczekują, w końcu potwierdziła swoje przybycie. Gdy jednak weszła do jadalni, przywitała ją pustka. Faye zmarszczyła brwi, widząc tylko trzy osoby.

- Mamo, tato. Babciu - powiedziała miękko, podchodząc najpierw do rodziców. Nevan dostał butelkę bardzo starej, rzadkiej whisky i posrebrzane spinki do mankietów. Tarah - przepiękny naszyjnik, również ze srebra, przedstawiający księżyc. Faye ucałowała rodziców w policzki, a potem spojrzała na Delilah ciepło. - Babciu.
Ją również ucałowała. Kobieta dostała w prezencie pierścień z wygrawerowanymi fazami księżyca oraz herbatę, prosto z Chin, czarną i mocną, zbieraną o północy.
- Gdzie Nick? I Theon? Gdzie reszta? - zapytała, zerkając na wiszący zegar. Była punktualnie - co z resztą rodziny?
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#3
14.11.2025, 19:11  ✶  

Taka była decyzja Delilah. To była możliwe wyjątkowa sytuacja, w której zdecydowała się na zorganizowanie rodzinnej kolacji, po tym jak Londyn został zaatakowany. Chciała zobaczyć dzieci i wnuków. Upewnić się, że dają sobie radę, mają gdzie mieszkać, dobrze się odżywiają, mają poważne plany na przyszłość.

Jak tylko Faye pojawiła się w rezydencji, jeden ze skrzatów przywitał ją należycie i przejął bagaż, aby dostarczyć go do jej dawnego pokoju. Pod jej nieobecność, zawsze zachowanego w czystości. Pokoje z sypialniami, należące do członków rodziny, którzy się wyprowadzali, pozostawały nienaruszone. Na wypadek, gdyby los sprawił, że musieliby wrócić. Mieli gdzie się zatrzymać. Inna wyglądała sytuacja, po śmierci kogoś, kto tutaj mieszkał. Wtedy jego pokój przeznaczony był dla gościa lub nowego członka rodziny.

- Faye.
Odezwał się pierw Nevan, a Tarah wychyliła się trochę z fotela, posyłając blady uśmiech szczęścia, widząc córkę całą i zdrową. Nevan przyjął prezenty, ale nie spodziewał się ich. Podziękował jednocześnie witając córkę. Whisky jak i spinki odłożył na razie na ławę. Tarah podniosła się, aby córkę przytulić do siebie.
- Cieszę się widząc Cię całą i zdrową.
Rzekła, również przy okazji dziękując za prezent. Który oczywiście obejrzała. Nie spodziewała się dostać biżuterii. A też niczego na siebie nie zakładała. Poprosiła męża i założenie naszyjnika. Chcąc, aby tego wieczoru jej towarzyszył.
Z jadalni wyszła Delilah słysząc głosy i chcąc zakomunikować, że mogą siadać do stołu, a spóźnialskim wygłosi odpowiednie kazanie upominające o kulturze. Widząc Faye, zmrużyła oczy.
- Niech ci się przyjrzę dziecko.
Zlustrowała dziewczynę swoim czujnym okiem. Jej sylwetkę, twarz, ubiór.
- Chuda coś jesteś. Zaraz coś zjesz porządnie. I też cieszę się że przyjechałaś. Choć jedno dziecko masz ułożone synu.
Skomentowała i skarciła trochę syna. A dopiero potem odebrała prezent od wnuczki, ucałowawszy ją w policzki jak to babcia. Nie zaglądała jeszcze do pudełeczka.
- Sebastian i Vera napisali mi, że nie zjawią się.
Odpowiedź na pytanie Faye, udzielił Nevan.
- Jeżeli chodzi o Twoich braci…
Tutaj nie dokończył. W tym momencie mogli usłyszeć, że ktoś pojawił się w głównym holu.

Z dnia na dzień, było dużo spotkań, planów i działania. List jaki Nicholas otrzymał od ojca, wymusił na nim westchnięcie. Nie odpisał jednak czy się pojawi, czy też nie. Dopisek o tym, że może znów dostać wyjca od babki, jeżeli nie stawi się w rodzinnej rezydencji na kolacji, był chyba jedyną wymowną siłą zmuszenia go do stawienia tego dnia w domu.

Nicholas nie obchodził świąt. Nie organizował od siebie żadnych prezentów. Mabon według niego, do takich nie należało. Najszybciej, Yule. Stojąc przed lustrem swojej sypialni w domu mieszczącym się na Little Hangleton, przyglądał swojej czarnej szacie, której marynarka sięgała kolan. Granatowa koszula, jako jedna wyróżniała się w czerni, jaką na sobie miał. Wyjątkowo na tę kolację, przełamał całkowitą czerń na sobie. Upewnił się, że mroczny znak jest bezpiecznie ukryty pod zaklęcie maskującym. Sprawił, czy spakował do podręcznej torby eliksiry, które musi zażywać. Spakował kilka innych potrzebnych rzeczy jak ubranie na zmianę czy kosmetyki. Nie często się zdarza, aby święta tego pokroju, były w terminie bardzo blisko pełni księżyca. Nie planował zostawać tam na noc, ale tym razem najpewniej to uczyni. Choćby pod względem własnych badań, czy Faye może nadal swobodnie się przemieniać czy znów wbrew własnej woli.

Zamknął torbę, lecz w tym czasie znów zaatakował go kaszel. Eliksir już wziął, ale go informowano, kaszel nie zniknie nagle. Będzie musiał się z tym trochę pomęczyć, a eliksiry mają złagodzić objawy i wyciszać, stopniowo niwelować.

Jak tylko mu przeszło, ubrał płaszcz i zabezpieczył swój dom zaklęciami. Za pomocą świstoklika, teleportował się przed Rezydencję Traversów. Otworzył drzwi wchodząc do środka. Najwyraźniej przerywając rozmowy rodzinne.

- Pan Nicholas. Rodzina już czeka.
Skrzat od razu do niego podbiegł z komunikatem, aby tym samym przejąć bagaż. Bez oporu, Nicholas mu oddał, aby zabrał go do jego pokoju, w tym czasie zmierzając do salonu.
- Wybaczcie lekkie spóźnienie.
Nie tłumaczył się, bo uważał, że nie musiał. Był może o minutę spóźniony, ale prawie punktualny.
- Nareszcie. Już miałam szykować dla ciebie kazanie…
Odezwała się nagle Delilah, krytycznie oceniając Nicholasa, który zdejmował przy okazji swój płaszcz.
- Też chudy.
Skrytykowała go, po czym spojrzała po pozostałych.
- Do jadalni. Bo wszystko zaraz wystygnie.
Ponaglała, gdyż powinni już kolację zacząć. a wnuki się onijają. Od razu nie czekając na nikogo, podeszła do swojego szczytowego miejsca odkładając prezent od Faye obok swojego talerza.
Nevan pomógł wstać Tarah i podeszli do Nicholasa, aby się przywitać.
- Dobrze że już jesteś.
Powiedziała Tarah i objęła syna, niezależnie od tego, czy tego chciał czy nie. Pozwolił na to.
- Chodźmy już, porozmawiamy przy stole.
Ponaglił trochę Nevan słowa kierując do dzieci. Nicholas nim ruszył za nimi, oddał płaszcz skrzatowi, który czekał na to, a następnie spojrzał na Faye. Gestem ręki wskazał kierunek jadalni, aby pierwsza weszła.

Gdy znaleźli się wszyscy w jadalni, Delilah palcem wskazującym przywołała do siebie wnuka, jakby chciała mu przypomnieć zasady kultury. Nicholas nie wyglądał na zadowolonego, ale podszedł, odsunął jej krzesło i zasunął, kiedy usiadła. Nevan z kolei pomógł z tym swojej żonie Tarah. Nicholas nim zajął swoje miejsce, które wskazała mu babka, spojrzał na Faye.

- Tobie też odsunąć?
Zapytał trochę z grzeczności i zachowania odpowiedniej kultury, a trochę jakby zaczepnie, w końcu lubiła się z nim droczyć.


@Faye Travers
Leśna powsinoga
Może lew jest silniejszy od wilka, ale wilka nigdy nie widziałem w cyrku.
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
Magiłowca
Niewysoka, mierząca około 155 cm. Ma wysportowaną sylwetkę i gibki chód, zdradzający że dużą część czasu poświęca na aktywność fizyczną. Faye ma brązowe włosy, mieniące się rudością w świetle słonecznym, oraz jasnobrązowe oczy. Usta są wiecznie rozciągnięte w uśmiechu, a nosek zadarty.

Faye Travers
#4
14.11.2025, 19:30  ✶  

To, że się nie spodziewali prezentów, nie było dla niej zaskoczeniem. Wiedziała, że rodzice ją kochają, ale nigdy nie byli wylewni w swoich uczuciach - nie okazywali tego drobnymi gestami, nie byli tak emocjonalni, tak jak ona sama. W zasadzie nie byli też tak chłodni jak Nicholas. Tak naprawdę najbliżej do nich było chyba Theonowi, ale ten zapadł się pod ziemię. Martwiła się, ale nie miała na to wpływu. Nie zamierzała gonić za kimś, kto nie chciał być znaleziony - sama przecież uciekła na kilka lat, najwyraźniej to było rodzinne. Kiedy więc Nick ucieknie?

- Oszczędzałam miejsce na kolację - odpowiedziała babci wesoło, z radosnym błyskiem w oku. Nic się nie zmieniła. W swojej opinii wcale nie była chuda, ale fakt że przez to, że było jej pełno, to nie potrafiła przytyć. Ruszała się codziennie, czy to biegając, ćwicząc czy po prostu gestykulując. W zasadzie to podobała jej się jej figura, ale gdy przyjrzała się swojemu odbiciu w szybie, dostrzegła zapadnięte policzki. Chyba ostatnio zaniedbała dietę, faktycznie. Ale odrobi to z nawiązką. Faye przeniosła wzrok z babci na ojca, posyłając mu pytające spojrzenie. - Nie mów, że ich nie będzie.
Nachmurzyła się. Jeżeli chociaż Nicholas, który pchał nos w jej sprawy, się nie zjawi, to osobiście mu tego nochala utrze. Mabon było dla niej ważne, może nie tak ważne jak Yule, ale wciąż - i liczyła, że się zjawi, nawet jeżeli nie należał do rodzinnych osób. Już miała siadać i zacząć paplać, jak to wielki pan Niewymowny jest zajęty i pewnie znowu zasnął z nosem w książce (życie by za niego oddała, ale wspólne rodzinne narzekanie to było coś, czego nie odpuściłaby za żadne skarby świata), gdy usłyszała, że ktoś się zjawił. Very miało nie być, Sebastiana także. Więc...?

Gdy Nicholas zjawił się w pomieszczeniu, odetchnęła z ulgą, ale serce mimowolnie drgnęło. Gdzie drugi z braci? Obdarzyła Nicholasa uważnym spojrzeniem, ale posłusznie ruszyła za rodzicami do jadalni. Trochę tylko zwolniła, by zrównali ze sobą kroku.
- Gdzie Theon? - szepnęła cichutko, wyciągając z torebki niewielki pakunek. Wcisnęła go Nickowi w kieszeń. - Prezent dla ciebie. Nie daję przy rodzicach, bo wiem że nie lubisz.
Jaka łaskawa! Obdarzyła go przy okazji pięknym uśmiechem. Uścisnęła też jego dłoń, darując sobie przytulenie. Wystarczająco wkurzyła go pewnie tym prezentem, którym był przepiękny płatek śniegu, sprowadzony z Arktyki, zaklęty w magicznym szkle, by nigdy nie stopniał. Mały drobiazg, trochę złośliwy, ale od serca i wydawało jej się, że pasuje do Nicholasa.
- Widzisz, babciu? Nicholas też jest dobrze wychowany - powiedziała do Delilah słodkim tonem, kiwając głową że owszem, niech odsunie to krzesło, skoro tak bardzo chciał. Zatrzepotała rzęsami. - Na pewno ma nam wiele ciekawego do opowiedzenia! Jestem dumna, że pracujesz w tak szanowanej instytucji jak Ministerstwo Magii i zajmujesz się tak ważnymi sprawami.
Posłała Nicholasowi złośliwe spojrzenie. Guzik prawda, to znaczy - była z niego dumna, owszem, ale wcale nie uważała, żeby Ministerstwo było szanowaną instytucją. Szczególnie po tej nocy 8 września pokazało społeczności czarodziejów, że guzik potrafi. Ale ona wiedziała o tym wcześniej, przecież dlatego nie pracowała tam "na etat", a tylko na zlecenia.
- Przepięknie pachnie. Nick pewnie też jest głodny, prawda? - uśmiechnęła się szeroko. To akurat powiedziała specjalnie - trochę nakierowała rozmowę na jego pracę, a trochę chciała zamknąć wszystkim usta jedzeniem. Oby docenił, przemknęło jej przez myśl.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#5
14.11.2025, 23:47  ✶  

Oszczędza miejsce na kolację. Takie słowa podobały się Delilah. Niech się dziecko naje do syta, skoro w Londynie mieszkając, nie umie odpowiedniego jedzenia sobie przygotować i o siebie odpowiednio zadbać. Podobnie jak jej bracia. Dlatego też i na Nicholasa znów spojrzała krytycznie, tak jak przy ostatnim spotkaniu, gdy go wzywała.

Nicholas pojawił się w ostatniej chwili, ale sam. Nie było z nim Theona. Środkowy z braci, utrzymywał w miarę częstszy kontakt ze starszym. Od czasu do czasu meldując się ojcu, że żyje. Tak się umówili, aby za wiele wiadomości nie docierało do młodego Traversa. Aby za wiele słów i domysłów, nie zostało tam przelanych.

- Nie zjawi się.
Odpowiedział krótko Faye, kiedy za rodzicami zmierzali do jadalni. Wiedział, że siostra bywa nieprzewidywalna, ale żeby aż tak? Drgnął, kiedy mu coś wcisnęła do kieszeni marynarki i spojrzał na nią dość chłodno. Prezent? Kolejny śmieciowy rysunek? Nie tym razem, gdyż czuł większy tego ciężar jak na złożony papier. Na razie nie wyjmował, gdyż musieli skupić się na kolacji. Podszedł do babki, która zażyczyła sobie dżentelmeńskiego zachowania z odsunięciem krzesła. Zapytawszy zaraz siostrę, czy też sobie tego życzy. Złośliwiec mały, zamiast odmówić, to podkręca jego nerwy. Jego spojrzenie stało się chłodniejsze, kiedy siostra napomknęła przy stole o jego zachowaniu. Ale zrobił to. Odsunął jej krzesło i zasunął, gdy usiadła. Zajmując ostatecznie swoje obok siostry.
- Nic się nie zmieniliście.
Skomentowała ich zachowanie Delilah. Czekając aż wszyscy usiądą, słuchając Faye, która chyba miała najwięcej do powiedzenia aż brew uniosła ku górze.
- Niestety jako Niewymowny nie mam nic do opowiadania.
Wybronił się Nicholas, posyłając siostrze zwycięskie spojrzenie. Miał wygodną posadę. Taką, która posiadała również słowo tajemnicy, że niczego nie mógł wynieść z badań jakie tam prowadził. Jeżeli do tego nawiązywała. A jeśli do całokształtu, to podpiął całość pod swoje stanowisko.
Mógłby się odgryźć, aby opowiedziała o swoich przygodach w Kniei. Może wtedy by się zamknęła? Rodzicom niczego nie mówił o tym, czego doświadczyła. Z czym się zmierzała. Może to się jednak zmienić.

Stół prezentował się smakowicie w różnego rodzaju przekąski, opiekane warzywa, sałatki a także kilka rodzajów pieczonego mięsa. Dla każdego było co wybierać. Nevan pamiętał o problemach żywieniowych Nicholasa, więc kazał dla niego przygotować także potrawy pozbawione laktozy. Te oczywiście zostały postawione bliżej jego miejsca siedzącego.
Na pytanie Faye, Nicholas wywrócił oczami. Musiał mieć spore pokłady cierpliwości, aby wytrzymać tę rodzinną kolację.

- Uspokójcie się.
Nakazał Nevan poważniejszym tonem.
- To jest spotkanie rodzinne, nie rozmawiajmy o pracy.
Przypomniał im, jeżeli zapomnieli gdzie byli. To był ich dom rodzinny, nie ekskluzywna restauracja biznesowa.
Tarah była cały czas uśmiechnięta, obserwując swoje dzieci. Ich widok bardzo ją cieszył. Szkoda tylko, że nie było z nimi Theona.
- No dobrze. Dzieci głodne, to nie zwlekajmy. Jedzmy, póki ciepłe.
Oznajmiła oficjalnie Delilah, nakładając sobie już pałeczkę i ziemniaczki. Może jak wnuki się najedzą porządnie, to odechce im się skakać sobie do oczu.
Nevan nałożył żonie sałatki, o którą prosiła. Sobie zaś wziął kawałek pieczeni i faszerowaną dynię. Nicholas z kolei niezbyt miał ochotę na jedzenie, ale siłą przymusu, nałożył sobie warzywa.
- Faye, kochaniutka.
Zwróciła się do niej Delilah.
- Jak sobie radzisz w Londynie?


@Faye Travers
Leśna powsinoga
Może lew jest silniejszy od wilka, ale wilka nigdy nie widziałem w cyrku.
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
Magiłowca
Niewysoka, mierząca około 155 cm. Ma wysportowaną sylwetkę i gibki chód, zdradzający że dużą część czasu poświęca na aktywność fizyczną. Faye ma brązowe włosy, mieniące się rudością w świetle słonecznym, oraz jasnobrązowe oczy. Usta są wiecznie rozciągnięte w uśmiechu, a nosek zadarty.

Faye Travers
#6
15.11.2025, 18:02  ✶  

Westchnęła cicho, gdy odpowiedział, że Theona nie będzie. Trudno - to nie była jedyna osoba, której dzisiaj przy stole Traversów będzie brakować. Na chłodne spojrzenie odpowiedziała wzruszeniem ramion. Już wyjaśniła, czemu nie dała mu prezentu przy wszystkich, chociaż za tyle powinien być wdzięczny.

Gdy odsunął jej krzesło, uśmiechnęła się i usiadła, a na słowa babki posłała jej szeroki, promienny uśmiech. Gdyby tylko wiedziała, jak bardzo Faye się zmieniła... Ale nie wiedziała - Nicholas nie puścił pary z ust o ostatnich wydarzeniach w Dolinie Godryka. Inaczej na pewno albo babcia, albo rodzice by z nią rozmawiali na ten temat. Powinna mu później podziękować za to, że potrafił dochować tajemnicy. Faye nałożyła sobie pieczeń, a potem odrobinę sałatki. Zdecydowanie jej dieta była bardziej mięsna, niż powinna być dla młodej, zdrowej kobiety, ale nikt nigdy jej tego nie wytknął. Podczas gdy Nicholas jadł głównie warzywa, te były dla Faye zaledwie dodatkiem. Nie wiedziała, jakim cudem jej brat najadał się samymi warzywami - ona mogłaby zjeść wszystko to, co miał w lodówce a i tak po pięciu minutach byłaby głodna. Odnosiła wrażenie, że mogło to mieć jakiś związek z jej klątwa, ale nigdy w zasadzie nie zastanawiała się nad tym mocniej.
- Przecież nic nie robię - mruknęła cicho w odpowiedzi na słowa ojca, odkrawając kawałek pieczeni. Spojrzała na Nevana niewinnym wzrokiem. Czy ktoś taki mógłby celowo prowokować brata? No gdzie, te słodkie sarnie oczy, niewinne w swojej naiwności: w życiu! Uniosła widelec do ust, wbijając wzrok w talerz. Nie mogło być za pięknie - bardzo cieszyła się na to spotkanie, ale słowa ojca skutecznie sprowadziły ją na ziemię. Jej myśli odruchowo powędrowały w stronę Maddoxa. Ciekawe co robił? Zbliżała się pełnia, czy zadbał o siebie należycie? A co z jego rodzeństwem? Dawno nie miała wieści od Skolla czy Hatiego. Pomyślała też przez chwilę o Leviathanie, ale wolała sobie nie psuć tej kolacji rozmyślaniem akurat o nim. Wiedziała, że musi rozwiązać problem ich "małżeństwa" i to jak najszybciej, ale mężczyzna zdawał się nie być skory do pomocy. Czy znowu będzie musiała się sama wszystkim zająć?

- Dobrze, babciu - drgnęła, gdy Delilah się do niej zwróciła. Odpowiedziała jej tak, jak należy - gdy przełknęła wszystko to, co miała w ustach. - Mam trochę pracy, ale nic ponad moje siły. Będę się też przeprowadzać.
Mimowolnie zerknęła na Nicholasa, ale nie powiedziała nic. Siedź cicho zdawał się mówić jej wzrok. Albo urwę ci ten zimny łeb.
- Być może nie dotknęły mnie bezpośrednio problemy, które pojawiły się w Londynie 8 września, ale okolica, w której mieszkam, jest... Hm. Nie nadaje się już do mieszkania - powiedziała, sięgając po puchar z winem. - Nadpaliło się kilka budynków, na dodatek okoliczne budowle spłonęły i uważam, że rozsądnie jest poszukać czegoś w okolicy, która nie grozi zawaleniem.
Oczywiście nie powiedziała, że do wyprowadzki zmusza ją Nicholas. Nie powiedziała też, co się stało w Kniei. Nie wspomniała nawet słowem o tym, że parter jej domu spłonął niemalże doszczętnie.
- A jak u was? Babciu, mamo, tato? Czy wiadomo, co z resztą rodziny? Są bezpieczni? - zapytała zatroskana i to była troska szczera, niewymuszona. Nie utrzymywała z nikim poza rodzicami, babcią i Nickiem kontaktu. Martwiła się.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#7
28.12.2025, 13:40  ✶  

Słodkie sarnie oczy, broniące się przed ojcem, zwracającym uwagę o zachowaniu, rozbawiły odrobinę Tarah. To dziecięce przekomarzanie się i udawanie, że jest się niewinnym, zawsze rozczulało serce kobiety. Zauważyła także, że z biegiem lat jej dzieci się bardzo zmieniły. Usamodzielniły i bardziej dorosły. To nie były maluchy kłócące się o zabawkę czy prowadzące do wzajemnej szarpaniny. Nawet w postaci szczeniąt. Wtedy to już jej mąż musiał interweniować.

Czy takie zmiany zafundowała im praca, czy całokształt życia w Londynie, jakie prowadzili? Właśnie miała się dowiedzieć, jak sobie radzi Faye, kiedy pytanie zadała Delilah jej córce.

Gdy Faye mówiła i wspomniała o przeprowadzce, Nicholas zerknął na nią, dostrzegając ten charakterystyczny wzrok, jakby serio myślała, że zacznie się wtrącać w jej monolog odpowiedzi. Skupił się na jedzeniu swojej zawartości talerza. Licząc na to, że pytania żadne w jego stronę nie padną.

Słuchając o pożarach i jak wiele strat poniosła wspomniana dzielnica przez Faye, zaniepokoiło to szczególnie Tarah. Na jej twarzy malowało się zmartwienie. Jakby obawiała się usłyszeć, że jej córka nie ma gdzie mieszkać. Tu także spojrzała na swojego starszego syna, jakby liczyła że zapewnił siostrze jakieś schronienie. W końcu też mieszkał w Londynie.

- Ale, masz gdzie mieszkać?
Pytanie zadała Tarah, patrząc z troską i przejęciem na córkę. Jakby wcześniej rozumiała, że Faye straciła też dach nad głową w pożarze.
- U nas w porządku. Z naszej rodziny to mało kto mieszka w Londynie. Sebastian ze swoją rodziną wyjechał latem za granicę i wysłał mi list, że nie zdąży wrócić na Mabon. Ale na Yule postara się dotrzeć. Vera także jest u siebie za granicą, także w skrócie Ci powiem, że wszyscy są bezpieczni.
Odpowiedzi udzielił Nevan ze spokojem w głosie, nie chcąc aby córka się zamartwiała. Nie potrzebne jej to teraz.

Delilah przełknąwszy kęs mięsa, słuchała odpowiedzi wnuczki i syna z zainteresowaniem, czekając także na odpowiedź pytania zadanego przez synową. A dopiero potem uwagę przeniosła na wnuka.

- A jak u Ciebie Nicholas, po tych pożarach?
Nie odpuściła mu. Nicholas słysząc pytanie, spojrzał na babkę. A potem na rodziców, wyczekujących odpowiedzi.
- Moje mieszkanie dotknęła dziwna klątwa. Tymczasowo mieszkam u kolegi z pracy, póki nie rozwiążę tego problemu.
Tutaj nie miał co kłamać. Ale też miał wytłumaczenie, dlaczego nie mógłby wziąć siostry do siebie, gdyby chcieli go o to pytać. Temat klątwy jednak zainteresował Tarah. Kobieta posiadała zdolności klątwołamania.
- Jaki to rodzaj klątwy?
Zapytała syna. Jednakże Nevan postanowił przerwać tę rozmowę.
- Zostawmy ten temat na później kochanie.
Poprosił z troską, dotykając jej dłoni. Nie chciał, aby się w to zagłębiała i angażowała, ze względu na swój stan zdrowia.


@Faye Travers
Leśna powsinoga
Może lew jest silniejszy od wilka, ale wilka nigdy nie widziałem w cyrku.
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
Magiłowca
Niewysoka, mierząca około 155 cm. Ma wysportowaną sylwetkę i gibki chód, zdradzający że dużą część czasu poświęca na aktywność fizyczną. Faye ma brązowe włosy, mieniące się rudością w świetle słonecznym, oraz jasnobrązowe oczy. Usta są wiecznie rozciągnięte w uśmiechu, a nosek zadarty.

Faye Travers
#8
30.12.2025, 21:38  ✶  

- Och nie, nie, mam gdzie mieszkać - powiedziała wesoło, jakby ton wypowiedzi miał uspokoić wszystkich dodatkowo, poza jej zapewnieniami. - Ktoś już sprawdzał cały budynek i jest bezpieczny, ale śmierdzi tam spalenizną. Na dodatek pewnie będą odbudowywać piętro. Może wpadnie jakieś odszkodowanie... Nie chcę tam być podczas remontu, zwłaszcza że będą go robić zapewne mugole. Nie dość, że potrwa długo, to wyobraźcie sobie ten bałagan.
Uniosła teatralnie ręce ku górze, kręcąc głową. Ale miała rację: Dolina Godryka była zamieszkana przez mugoli, więc nie mogli tak po prostu magicznie zacząć naprawiać piętra. A syf podczas remontów byłby dla niej nie do zniesienia.
- W razie czego przeniosę się do Kotła na chwilę, ale liczę, że do tego czasu znajdę coś, co mnie zadowoli - dodała, sięgając widelcem po kawałek mięsa. Gdy ich uwaga przeniosła się na Nicholasa, dziewczyna odetchnęła z ulgą. Jej myśli na moment powędrowały gdzieś dalej, do Londynu. Nie słuchała tego, co mówił jej brat. Yule... Ciekawe, jak Maddox spędzał Yule? Czy jeżeli poszłaby na Ścieżki albo zaprosiła go gdzieś, to czy by przyszedł? Czy zrozumiałby, gdyby stanęła pod jemiołą, specjalnie, i by ją pocałował? Ostatnio dużo rzeczy w jej życiu było popieprzonych, ale akurat jednego była pewna: Maddox był tym, którego chciałaby pocałować pod jemiołą.

- Hm? Klątwa? - obudziła się, jakby wyrwana ze snu. Spojrzała na Nicholasa, a potem na matkę. Już chciała coś powiedzieć, ale ojciec im przerwał. Wbiła więc z powrotem wzrok w swój talerz. - Pewnie masz dużo pracy w związku z tym wszystkim, prawda? Dobrze sypiasz i dużo jesz?
Odezwała się z troską w głosie, ale zrobiła to specjalnie. Chciała skupić całą uwagę rodziców i babki na Nicholasie. I jego diecie i braku snu. Sorry not sorry braciszku - tutaj panowała zasada: albo ty, albo ja.
- Jakby co, to mogę ci przynieść coś dobrego do pracy. W Dolinie Godryka mają fajny bar, U Lizzy. Bardzo dobre rzeczy tam można kupić. Chociaż ostatnio staram się gotować sama - była z tego dumna, chociaż jej gotowanie ograniczało się głównie do upieczenia mięsa, a z tego co wiedziała: Nick go nie jadł. Ale to nic, mogłaby mu robić kanapkę z serem. Albo yyy... Sałatą.
Niewymowny
Jeśli mnie nie lubisz, to twój problem, a nie mój.
wiek
35
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Niewymowny - Departament Tajemnic / Komnata Śmierci
Wysoki blondyn, mierzący 194 cm wzrostu. Jego niebieskie oczy przejawiają najczęściej chłód, odwagę, opanowanie, tajemniczość. Nie łatwo odczytać jego zamierzenia i jakie może mieć intencje względem osób drugich.

Nicholas Travers
#9
08.01.2026, 15:35  ✶  

Tarah uspokoiła się na odpowiedź córki, która zapewniła, że ma gdzie mieszkać, mimo pożarów i zniszczeń w lokalizacji, w jakiej nocowała. Wspomnienie jednak o mugolach, którzy mają zająć się remontem, sprawiło, że Nicholas uniósł brew ku górze, nie odzywając się na razie nic.  Brawo Faye. – skomentował w myślach. Rodzice młodych Traversów spojrzeli po sobie, z kolei babka przerwała jedzenie, utkwiwszy badawcze spojrzenie na wnuczce.

Faye od dziecka była inna. Wyróżniała się swoim zachowaniem i poglądami. Choć tego by się nie spodziewali, że będzie mieszkać w otoczeniu mugoli. Jej wspomniana przeprowadzka była w tym momencie na rękę i być może uniknęła pytań "Dlaczego mieszka wśród mugoli?"

- Możesz zostać tutaj.  Przynajmniej do czasu, aż sytuacja w Anglii się uspokoi. Dlaczego masz się zatrzymywać w Dziurawym Kotle, skoro masz dom rodzinny?
Zapytała Delilah, zaznaczając w swoich słowach fakt, że po co mają szukać tymczasowych miejsc zamieszkania, jak mają tutejszą Rezydencję.
- Ciebie to także dotyczy, Nicholas.
Babka skierowała swoje spojrzenie i słowa także do wnuka. Któremu także musiała widocznie przypomnieć, że również ma dom rodzinny. Ten dom, w którym jedzą właśnie kolację. A ich pokoje pozostały nienaruszone. Zadbane jedynie o czystość. Stwierdzenie swoje dodała, kiedy wnuk przedstawił swoją sytuację mieszkalną w Londynie.
Nicholasowi już to się nie podobało.
- Dziękuję. Ale jestem potrzebny w Londynie, ze względu na wykonywany zawód.
Podziękował uprzejmie babce, posyłając także lekki uśmiech wdzięczności z którego żadne ciepło nie biło. Życie w ostatnich latach go zmieniło, a także dołączenie do organizacji, odpowiadającej za ostatnie liczne ataki.

Uwagę szybko przeniósł na siostrę i matkę, które zainteresowały się klątwą jego mieszkania. Ojciec skutecznie zamknął temat. Nie chcąc widocznie, aby Tarah się angażowała w tę sprawę. Nicholas to doceniał i myślał, aby z matką o tym porozmawiać. Lecz czy warto? Szybciej byłoby mu sprzedać te śmierdzące cztery ściany. Miał dom, lecz tylko dla siebie. Nie mówił im o tym, gdyż nie chciał tam zjazdu rodzinnego. Dlatego skłamał, że mieszka u kolegi z pracy.

Buzia Faye się nie zamykała, bo kiedy ojciec nie chciał, aby matka się w temat zagłębiała, siostra musiała wykazać swoją troskę o brata. Urocze, że aż Nicholasowi ścisnęło żołądek.

- Dziękuję siostro, ale może lepiej zacznij odpowiednio dbać o siebie.
Posłał jej ostre i porozumiewawcze spojrzenie. Nie powiedział rodzicom, co wydarzyło się w Dolinie Godryka, ale może się to niebawem zmienić.
- Ma rację. Schudłeś od ostatniej wizyty u nas. Jedz.
Wtrąciła się Delilah, jakby poganiała wnuka z jedzeniem. Nicholas westchnął i spojrzał na swój talerz z sałatką. Niby coś zjadł, ale wydawać się mogło, że porcja objętościowo się nie zmieniła. Skubał?

W tym momencie Nicholas zajął się kaszlem. Niebyt ostrym, ale znośnym. Zakrył usta dłonią aby odkaszlnąć. Eliksir jaki wziął wcześniej, łagodził objawy, że nie wypalało go od środka, ale wciąż nie sprawił że kaszel zniknął.

- Przepraszam.
Przeprosił, a rodzice uważniej mu się przyjrzeli zaniepokojeni?
- Po kolacji, chciałbym z wami porozmawiać dzieci.
Odezwał się Nevan, wracając do krojenia swojej nałożonej porcji mięsa.


@Faye Travers
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Faye Travers (1826), Nicholas Travers (2924)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa