Bletchley niezbyt często wychodziła do ludzi. Bywały jednak takie osoby, którym nie potrafiła odmówić, jedną z nich była Lockhart, u której boku właśnie szła. Umówiły się na krótkie spotkanie, miały wypić kawę, przedyskutować o tym, co się u nich ostatnio działo. Opowiedzieć sobie o swoich ostatnich przypadkach, tak właściwie praca z trupami nie różniła się zbyt bardzo od tej z żywymi. Jedna i druga miała do czynienia z ludzkim ciałem, z tym co je trapiło, tyle, że w przypadku Bletchley już nie było dla nich ratunku. Cóż, takie życie, śmierć czekała na każdego. Czasem nieco jej brakowało tej głębi, która wiązała się z ratowaniem ludzi, jednak od tego miała swoje zlecenia na Nokturnie, które wystarczały, by nie straciła wprawy nad pracą z różnymi przypadkami.
Jesień powoli była wyczuwalna w powietrzu, było zdecydowanie chłodniejsze, niż kilka dni temu, jakby wrzesień przyniósł ze sobą nową porę roku. Wiatr delikatnie muskał włosy czarodziejów, słońce właśnie chowało się za horyzontem, chociaż jeszcze nie było, aż tak zimno, aby wyciągać grubsze płaszcze ze swoich szaf.
Ludzie pędzili ulicami Londynu, spieszyli się zapewne do swoich rodzin, czy bliskich. Był to całkiem zwyczajny dzień, jeden z wielu, niczym się nie wyróżniał.
- Nie mogę się doczekać, aż opowiesz, jak wygląda sytuacja w Mungu, czasem brakuje mi tego bałaganu. - Powiedziała jeszcze cicho do przyjaciółki, naprawdę ciekawa tego, jak wyglądały jej ostatnie dni. Wiedziała, że w szpitalu bywało różnie - raz lepiej, raz gorzej.
Uwagę Prue przykuło niewielkie stoisko, które właśnie miały minąć, grupa młodych chłopaków rozłożyła stragan z jakimiś pierdołami, a że warto wspierać młodych przedsiębiorców... to postanowiła się zatrzymać. - Zobaczymy, co tam mają? Być może coś nam się rzuci w oczy, a dzieciaki się ucieszą z każdego grosza. - Doceniała to, że młodzi mieli chęć zarobić na swoje wydatki, to się ceniło... gdyby tylko wiedziała skąd brały się przedmioty, które mieli do zaoferowania.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control