Rozliczono - Benjy Fenwick - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Był to jeden z tych zwyczajnych dni. Nie działo się nic interesującego, nic co mogłoby powodować, że zostałby zapamiętany. Prue musiała się tu znaleźć, miała swoje obowiązki, które musiała wykonać. Nie czuła się może w pełni na siłach, ale nie mogła tak po prostu sobie odpuścić. Znajomości na Nokturnie... Być może nie powinna się nimi chwalić, nie było bowiem sensu zwracać na siebie uwagi, jej umiejętności uzdrowicielskie były jednak wyjątkowo docenianie w tym miejscu. Nie mogła udawać, że było inaczej. Tutaj przydawali się tacy jak ona - nie wypytujący o przyczyny, świadczący po prostu swoje usługi. Pan Carter był zresztą, całkiem miłym staruszkiem, może sprowadzał księgi, które nie mogły trafić w ręce byle kogo... To jednak nie było istotne, grunt, że mogła mu pomóc, a przy okazji dostała nagrodę, która chociaż na chwilę przyniosła uśmiech na jej twarz.
Ostatni czas w to nie obfitował, musiała zmienić swoje przyzwyczajenia, ktoś rozpieprzył jej mieszkanie, musiała wrócić do rodziców, nic nie układało się po jej myśli, cały świat się jej walił, jakby naprawdę sobie czymś na to zasłużyła. Miewała wrażenie, że ktoś się pomylił wziął ją za kogoś innego, przecież nie rzucała się w oczy, nie zwracała na siebie uwagi, trwała sobie gdzieś z boku i było jej z tym całkiem dobrze, ale pojawił się ten napis na jej ścianie, wiedziała, co mogło to sugerować. Tyle, że teraz? Teraz? Nic nie mogła z tym zrobić, bo on się przecież rozmył, zignorował ją zupełnie, był gdzieś daleko stąd, a szkoda.
Bary nie były jej pierwszym wyborem, raczej po nich nie chadzała. Miała jednak ochotę napić się czegoś gorzkiego, co mogłoby nieco przytłumić gorycz jej życia. Jeden drink, później stąd wyjdzie, pójdzie do siebie... To znaczy do rodziców. Nadal nie mogła się do tego przyzwyczaić. Nikt nie powinien wypytywać jej o nokturnowe znajomości, posiadała je od lat, od kiedy zainteresowała się tą mniej przyjemną stroną magii, której większość się bała. Przysługa za przysługę, to było całkiem proste.
Więc tak, jeden mocny, gorzki drinki, może kolejny? Nie chciała jeszcze iść do rodziców, u niej nie było bezpiecznie, więc wybór sam się nasuwał. Musiała zostać tutaj, w tym obrzydliwym barze, za którym nawet nie przepadała, ale to miała być tylko chwila, gotowa była się poświęcić. Potrzebowała jeszcze odrobiny alkoholu, nie więcej. Prue nie była jedną z tych osób, które lubiły przesadzać, chociaż jej sytuacja życiowa, aktualnie prosiła się o więcej, miała jednak swoje zasady, których pilnie przestrzegała.
- Gin i tonik, poproszę. - Powiedziała cicho, aczkolwiek pewnie, gdy opierała się o ladę spoglądając na młodego barmana. Może nie do końca pasowała do tego miejsca, jednak, czy tak naprawdę ktokolwiek pasował. Na szczęście nikt nie pytał, nikt nie próbował zrozumieć.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)