• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
1 2 3 4 Dalej »
[8.09.1972] The Dust / Charlotte Mulciber i Vienne Avery

[8.09.1972] The Dust / Charlotte Mulciber i Vienne Avery
Butterfly effect
kiedyś byłam różą, dzisiaj jestem ćmą
wiek
28
sława
V
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
wróżbitka, medium
Wyjątkowo niekształtna, koścista sylwetka; więcej kantów niż zaokrągleń - nieporadne kończyny, chyży wzrost, osiągający miarę 177 centymetrów; ostro zarysowana szczęka, głęboko osadzone, błękitne, wielkie oczy i zaciskające się w ciasną linię, pełne usta; ciemnobrązowe włosy opadające kaskadami na ramiona. Nosi się po męsku; szerokie koszule, zakrywające solidną niedowagę, czarne spodnie, niewysokie obcasy. Jej aura jest intensywnie żółta, przeplatana czarnymi nićmi.

Vienne Avery
#1
27.11.2025, 14:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.11.2025, 14:53 przez Vienne Avery.)  

Niebo rozwarło swoje wieczyste arkana, złotem zionącym z nieprzejednanej kuli słońca wędrującej po szczycie nieboskłonu – tandetny blichtr tkanin zamieniając w lśniący przepych, podkreślając migotliwy kurz wirujący nad kostką brukową. I wszystko płynęło, jak w wartkim nurcie rzecznym, pozostawiając po sobie raptem duchy plam – jak te, które zostawiały po sobie ściągnięte ze ścian obrazy. Jedno westchnięcie zafrapowanej matki natury ściągało na horyzont gęste, puszyste obłoki chmur, które pędzone siłą wiatru, wkrótce miały przysłonić ognistą kulę, pozostawiając po sobie raptem cień pomarańczy – ostatni oddech złocistych wstęg.

Parszywy uśmiech na obliczu wszechświata; westchnięcie łabędzie, zamierające w zgięciu szyi; śmierć tak słodka, jak tylko mogła być w swoim danse macabre. Niespodziewane miało nadejść, teraz jednak słodycz promiennej jesieni rozpościerała swoje połacie ponad Nokturnem.

Odrzuciła głowę do tyłu, wpatrując się w chmurzyste nitki, watę cukrową wędrującą po nieboskłonie. Zmrużyła nieznacznie oczy – wielkie, błękitne tęczówki, w których odbijało się słońce – a na jej twarz wpłynął nieważki uśmiech, taki jak gdy usiłuje się naciągnąć prześcieradło, a jedno z jego rogów zwija się do wewnątrz.

Gęste, ciemne włosy ułożyły się pędzlem akwareli na policzku, a gdy ponownie skoncentrowała wzrok na drodze, potrząsnęła lekko głową, odganiając uporczywe kosmyki.

Buty na niewielkim obcasie w konfrontacji z kostką brukową brzmiały lekkim stukotem i choć była w dzielnicy parszywej, pasowała do niej względnie; nie ściągała na siebie uporczywych spojrzeń, nie nosiła się zresztą tak, aby je prowokować. Proste, czarne spodnie; za duża koszula maskująca solidną niedowagę; lekki, czarny płaszcz i przejęcie rysujące się na samym dnie błyszczących tęczówek.

I jedno westchnięcie.

Baczny wzrok skierowała na swoją kuzynkę, zmuszając się do lekkiego uśmiechu, który wpłynął na jej wargi, wpasowując się w dark edgy jej wrodzoną obojętność i powszechną prezencję jak pięść do nosa. Na przestrzeni lat nauczyła się w niewielkiej mierze kokietować i uwodzić, nigdy jednak nie była w tej materii biegła i jedynie podwiązki pokazujące drogę podboju mogły świadczyć o faktycznym rysie biedackiej femme fatale. Prędko zmyła z twarzy krzywą parodię uśmiechu, powracając do swojej standardowej, nieprzystępnej uwertury.

Poklepała kuzynkę niezręcznie po ramieniu.

– Lottie – powzięła pierwsze słowo. – Dawno nie była grana ognista – dodała, nie bacząc na język.

W gruncie rzeczy zabrzmiała dosyć groteskowo, ale przestała baczyć na słowa, odkąd tylko zbrzydła jej ludzka krzątanina. Ilekroć brzmiała siarczyście, jej matka wywracała oczyma, a z jej ust ulatywał cichy świst – już od wczesnych lat jednak było wiadomo, że z Vienne nie wyrośnie nikt porządny; nikt, kim warto się pochwalić – prawdopodobnie dlatego Astoria dostawała lwią część rodzicielskiej uwagi.

A Vienne to nie przeszkadzało. Była niezależną ćmą.

– Jak ci się ostatnio żyje? Dobrze? Mniej dobrze? – zagaiła, klepiąc ją po ramieniu. – Lubię słuchać twoich miłosnych historii. Głównie dlatego, że przypominam sobie, jak dystopijne są uczucia i cieszę się, że możesz w nich za mnie nadrabiać – dodała po chwili, tym razem na twarz przywołując szczery uśmiech, ukazujący dziąsła i niewielką diastemę między jedynkami.


!nokturn
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
27.11.2025, 14:36  ✶  

Podążają za tobą nieprzychylne spojrzenia. Może to zostać wykorzystane przeciwko tobie*.


* jeśli jesteś funkcjonariuszem, to trudno będzie ci załatwić to, po co tutaj przyszedłeś – postaci niezależne będą ostrzeżone o twojej wizycie.
Harpagan
Śnisz, a ja jestem twoim koszmarem
wiek
22
sława
III
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Sprzedawca w Czarcim Oku
Długie blond włosy, lekko falowane, zwykle są rozpuszczone. To, co przykuwa uwagę to nienaturalne, srebrne oczy oraz wędrujący srebrny rumień na prawej ręce - objaw srebrzycy. Sylwetka szczupła, zwykle odziana w dobrej jakości ubrania, podkreślające talię i długie nogi. Piegi na nosie i policzkach dodają jej uroku, ale lwia zmarszczka pojawiająca się na czole świadczy o tym, że kobieta często się denerwuje. Ma około 170 cm wzrostu.

Charlotte Mulciber
#3
28.11.2025, 13:55  ✶  
Gdy słońce zachodziło, a Pokątna układała się do snu, Nokturn się budził do życia. Razem z ostatnimi chowającymi się za budynkami promieniami słońca chowały się także troski minionego dnia. Każda osoba, którą mijały, dźwigała swój krzyż. U jednych była to toksyczna rodzina, u drugich długi. U niektórych bardziej przyziemne rzeczy, jak kłótnie, zwinięte sakiewki czy problemy w pracy. Wszystko to jednak odchodziło w niepamięć, gdy Nokturn budził się do życia. Na ulicę wypełzały nie tylko pomniejsze męty, ale także zwykli ludzie. Ludzie, którzy mieli tu coś do załatwienia lub po prostu tu mieszkali z tego samego powodu, z którego od niedawna mieszkała Charlotte - pieniędzy.

Pieniądze nigdy nie były w jej domu tabu, lecz gdy umarł jej ojciec, Thaddeus Mulciber, matce odbiło. Lotte była błękitnym ptakiem, wciąż szukała swojego miejsca na tym świecie. Próbowała wielu prac, ale zawsze lądowała w tej jednej, w której postanowiła na dłuższy czas zapuścić korzenie. Ostatnie miesiące zlewały jej się w jedno, a pamięć zawodziła, nadwyrężana oparami opium oraz alkoholem. Charlotte Mulciber nie była już trzpiotką w warkoczykach, za które mogły ciągnąć dzieciaki, gdy coś robiła nie tak. Nie była małą Lottie, która siadała cioci Lorien na kolanach, gdy stłukła kolano podczas biegania po domu (a mama przecież mówiła, że dobrze wychowane dziewczynki nie biegają jak harpagany). Wyrosła na kogoś, kto wciąż nie miał swojego celu w życiu. Wyrosła na kogoś, w kim potrzeba wolności i niezależności urosła do tak karykaturalnych rozmiarów, że zaczęła ją pożerać od środka.

Nie było tajemnicą ale Vienne, że Charlotte uciekła od matki i zamieszkała na Nokturnie. Nie było też dla niej tajemnicą, że pracowała w Czarcim Oku. Tajemnicą pozostawał jej związek z Madame Fontaine, który utrzymywała w tajemnicy przed światem. Jeżeli nie byłeś jednym ze Szczurów - nie wiedziałeś że Charlie wykorzystuje swój dar aurowidzenia do sprawdzania tych, z którymi Fontaine miała prowadzić interesy. Nie było tajemnicą, że Charlotte sama zarabiała pieniądze i nie przyjmowała darowizn zarówno od matki, jak i Rosierów. Oraz Mulciberów. Nie przyjmowała jałmużny. Dryfowała po powierzchni, zgarniając co lepsze rybne kąski dla siebie, ale daleko jej było do rekina. Jeszcze.
- Chyba u ciebie, Vi, bo ja doskonale pamiętam, jak rzygałam dwa dni temu w kiblu w domu przez pół nocy - odpowiedziała beztrosko, odpalając papierosa. Przy Vienne mogła być sobą, a ostry język nie musiał siedzieć w klatce pozorów i słodkich słówek, tak jak przy pozostałych członkach jej rodziny. W gruncie rzeczy obie były wyrzutkami, chociaż co do Charlotte to matka wciąż się łudziła, że wyjdzie na ludzi. - Całkiem dobrze się żyje. Mało pracy, to mogę rozwiązywać krzyżówki. Co do życia miłosnego, to nadal tak samo. Nikt konkretny na horyzoncie, mało kto może ze mną wytrzymać. Poza tym wkurwiają mnie faceci ostatnio. Większość z nich myśli chujem, a ja lubię czasem porozmawiać.
Była w końcu Mulciberówną - oczytaną i dobrze wychowaną. Przygodny seks, narkotyki i alkohol oraz tytoń to nie było całe jej życie. Potrzebowała mieć z kim porozmawiać, a nie wkurwiać się, że za głośno oddycha.
- Uczucia są przereklamowane, same z nimi problemy - gdy Vienne poklepała ją po ramieniu, odruchowo nakryła jej dłoń swoją. Charlotte zaśmiała się cicho, bo mogła próbować zaklinać rzeczywistość, lecz było oczywistością, że emocje były czymś niezwykle istotnym w jej życiu. - Dlatego potrzebuję się najebać. Żeby zapomnieć o problemach.
Zakończyła, wskazując na kołyszący się w oddali szyld. Kilka metrów i będą w knajpie, będzie można się napić. Lotte była tak skupiona na kuzynce, że nie dostrzegła, iż łuna na niebie, która powinna zniknąć z promieniami zachodzącego słońca, wciąż się utrzymywała na niebie.
Butterfly effect
kiedyś byłam różą, dzisiaj jestem ćmą
wiek
28
sława
V
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
wróżbitka, medium
Wyjątkowo niekształtna, koścista sylwetka; więcej kantów niż zaokrągleń - nieporadne kończyny, chyży wzrost, osiągający miarę 177 centymetrów; ostro zarysowana szczęka, głęboko osadzone, błękitne, wielkie oczy i zaciskające się w ciasną linię, pełne usta; ciemnobrązowe włosy opadające kaskadami na ramiona. Nosi się po męsku; szerokie koszule, zakrywające solidną niedowagę, czarne spodnie, niewysokie obcasy. Jej aura jest intensywnie żółta, przeplatana czarnymi nićmi.

Vienne Avery
#4
28.11.2025, 16:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.11.2025, 16:01 przez Vienne Avery.)  

Była niewydarzonym wybrykiem, bardziej chłodną lichwiarką niż nęcącą ogniem, roznegliżowaną tancerką, a na polu istnienia, zachowywała pokerową twarz częściej, niż sprowadzała na wargi emocje. Ludzie niejednokrotnie jej unikali; przenikające spojrzenie zionące z głębokich, pełnych toni morskiej tęczówek mogło paraliżować na płaszczyźnie społecznej; raczej nie była tą panną, do której zagaduje się na bankiecie, uskuteczniając prosty w słowach flirt, wywołujący chichot – rubaszny, ale wyważony, perlisty, trenowany przed lustrem wiele razy. Ona zaś, obcinała wzrokiem i patrzyła spode łba na każdego, kto raczył naruszyć jej spokój i choć potrafiła przybrać rolę kokietki, na ogół prowadziła się obraźliwie.

Matka nie miała złudzeń – z obecnie kroczącej po Nokturnie, wielkomiejsko pysznej Vienne nie mogło wyjść nic dobrego. Obrzucała każdego spojrzeniem niemego wyrzutu, a ludzkie sprawy zbrzydły jej wyjątkowo wcześnie; coraz częściej sięgała po dar zawierający się w przepowiadaniu przyszłości – tylko po to, aby móc w odpowiednim momentem rzucić siarczystym przekleństwem, plamiącym arystokratyczne wargi. Nie była teatralną femme fatale, przewracającą oczyma i świergoczącą, miała jednak z nią jedną wspólną cechę – sprowadzała na manowce.

Miłość nie należała do jej kategorii i z absolutem pewności twierdziła, iż nie podlega tak prostym uczuciom; jednak serce w jej klatce piersiowej biło, odrobinę przeżartym czarną magią i rozczarowania rytmem. Potrafiła kłamać, potrafiła mącić, w gruncie rzeczy robiła w życiu wiele rzeczy dla fabuły – zbyt nudziła ją codzienna proza.

Zerknęła w niebo, na którym wirowały obłoki, marszcząc nieznacznie brwi, gdy spojrzenie ulokowała w łunie, która raną drasnęła podszycie ziemskie, nie znikając wraz z rozpędzonym wiatrem.

Ten również przybrał na sile, długie, ciemne włosy zawiewając na bladą twarz. Odgarnęła kosmyki prędko, zakładając za ucho, skupiając się na słowach Charlotte.

– Wiesz w takim razie co jest grane u ciebie? Skurwienie alkoholowe – odparła miękko, wykrzywiając wargi w urągliwy, acz przyjemny dla oka uśmiech. – Przeprosiłabym, ale za prawdę się nie przeprasza,

Uczyniła jeszcze parę kroków, przekrzywiając nieznacznie głowę, tak jakby chciała swoją rozmówczynię przestudiować; a przecież na ogół nie interesowali jej ludzie. Tęskniła za letnią porą, gdy wiele ciem wkraczało w jej włości, rozbijając się o światło bijące z lampy – a ona, gdy tylko dokonały swojego żywota, pieszczotliwie rozkładała ich skrzydła i umieszczała za szklaną powłoką.

– Uczucia nigdy nie były moją mocną stroną, ale to wiesz. Ostatnio zakochałam się w pierwszej klasie, w tym chłopaku, który powiedział mi, że czytanie książek nie jest seksi. To był koniec mojej płonnej miłości. Jak on miał? – zamyśliła się na moment. – Mniejsza, jego imię nie jest ważne; on cały nie jest ważny.

– Mówisz często, że przyjdziesz kiedyś do mnie na seans spirytystyczny, a jedyną osobą podobną do ciebie, którą tam widuję, jest ta nadęta Malfoy’ówna. Nie odbierz mnie źle, po prostu obie macie blond włosy i wkurwienie wymalowane na twarzy. Ciągle chce się kontaktować z matką. Ty ze swoją byś raczej nie chciała i jesteś w gorszej sytuacji, bo twoja żyje. – Parsknęła śmiechem na własne słowa.

W delikatnej posturze elfa kryło się coś niebezpiecznego; tak jakby była demonem w ciele kruchego, chorowitego dziewczęcia – wysokiego ponad wzrost panien ze swojego otoczenia i o chudości porównywalnym do szkapy. W oczach jednak, poza często wyrysowanym lękiem, kryły się diabliki – to one skrywały pod całunem jej temperament i choć raczej blada niż malowana żywotnymi barwami, potrafiła być najgorszą wersją siebie z umiłowaniem.

Harpagan
Śnisz, a ja jestem twoim koszmarem
wiek
22
sława
III
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Sprzedawca w Czarcim Oku
Długie blond włosy, lekko falowane, zwykle są rozpuszczone. To, co przykuwa uwagę to nienaturalne, srebrne oczy oraz wędrujący srebrny rumień na prawej ręce - objaw srebrzycy. Sylwetka szczupła, zwykle odziana w dobrej jakości ubrania, podkreślające talię i długie nogi. Piegi na nosie i policzkach dodają jej uroku, ale lwia zmarszczka pojawiająca się na czole świadczy o tym, że kobieta często się denerwuje. Ma około 170 cm wzrostu.

Charlotte Mulciber
#5
01.12.2025, 11:22  ✶  
Charlotte była inna. Nie była urodzoną flirciarą, która wykorzystywała długie, lepkie spojrzenia rzucane spod woali ciężkich, ciemnych rzęs. Uważała - nawet po zejściu na Nokturn - że flirt i dotyk nie powinien być jedną z dróg, którą obierało się by dotrzeć do celu. Co nie oznaczało, że nie posyłała uśmiechów i spojrzeń ludziom, od których czegoś chciała. Różnica była jednak zasadnicza: Lotte była charyzmatyczna i nie potrzebowała muskać ustami ucha osoby, którą obrała za cel. Wystarczył uśmiech, odrobina zrozumienia, a także cała gama innych emocji, wśród których poruszała się jak zawodowa tancerka. I chociaż stroniła do tej pory od bali i innych tego typu zabaw, to w knajpach zdarzało się, że ludzie do niej podchodzili i pytali, czy mogą postawić jej drinka. Była głośna, emanowała pewnością siebie i stylem, który krzyczał baw się tak, jakby jutra miało nie być.
- Twoja matka wyszorowałaby ci język mydłem, gdyby usłyszała, jakich słów używasz - powiedziała swobodnym tonem, obdarzając Vi uśmiechem. Przyganiał kocioł garnkowi a sam smolił - gdyby jej matka usłyszała, co mówi ukochana Charlie, to nie tylko by wyszorowała jej jęzor, ale także wrzuciłaby ją do jakiejś kadzi z oczyszczającymi eliksirami. Matka Charlotte traktowała Nokturn jako coś brudnego, coś co przylepia się do ubrań i ciała, i po czasie wżera się w skórę, nie pozwalając się zmyć. Charlotte z kolei uważała to za szansę - nie coś, co ją oblepi i nie pozwoli uciec. Pytanie tylko, która z Mulciberów miała rację. - Wiem, Vi.
Czy Vienne kiedykolwiek miała chłopaka? Sięgała pamięcią do przeszłości, ale nie potrafiła sobie przypomnieć. Z reguły była sama, ludzie się wokół niej nie kręcili, nie chcieli jej poznać. Uważała ich za głupców: jej kuzynka miała naprawdę dużo zalet i ogrom rzeczy do zaoferowania, ale podejrzewała, że przez to, że była inna ludzie oceniali ją źle. Czy gdyby dorobić Vienne duże cycki i przykleić uśmiech na twarz, to zakręciliby się wokół niej adoratorzy? Pewnie tak, faceci byli cholernie płytcy i durni.
- Moja matka uważa, że z książkami mi nie po drodze, ale rozumiem cię - wtrąciła się, gdy Vienne łapała oddech, by móc kontynuować rozmowę. - Seks jest fajny, ale co później? Nudzi się szybko, jak w głowie jest pustka.
Wzruszyła ramionami, zaciągając się papierosem. Tamten chłopak był nieważny, jego istnienie było nieważne. Miała rację: po co zaprzątać sobie głowę takimi ludźmi, skoro świat miał o wiele więcej do zaoferowania?
- Nie denerwuj mnie nawet - jakby na potwierdzenie jej słów, lico Charlotte się nachmurzyło, a wspomniane wkurwienie ujawniło się na twarzy. Jego żywot był krótszy niż istnienie motyla, bo trwał zaledwie kilka sekund, jednak był bardzo wyraźny: Lottie nie lubiła rozmawiać o swojej matce. Nie potrafiła o niej myśleć bez poczucia zawodu, niesprawiedliwości i gniewu. - Kurde, Vi, nie wiem z kim miałabym porozmawiać. Może z ojcem? Brakuje mi go czasem, wprowadzał do tego chaosu porządek.
Do tej pory o tym nie myślała, ale to nie był w sumie taki głupi pomysł. Może by jej doradził, co miała robić dalej. Jakie kroki powinna podjąć, na kogo uważać... I pewnie pociągnęłaby temat dalej, gdyby na czarne włosy Vienne nie spadł srebrno-szary płatek. Charlotte zmarszczyła brwi, wyciągając dłoń w kierunku włosów kuzynki.
- Czekaj, masz coś... - najpierw myślała, że to popiół z jej papierosa. Ale był za duży. Płatek rozsypał się między jej palcami, gdy nimi poruszyła. - Co to za gówno?
Podobne płatki zaczęły spływać z nieba, osadzając się powoli i ostrzegawczo na ich włosach, skórze i ubraniu.
Butterfly effect
kiedyś byłam różą, dzisiaj jestem ćmą
wiek
28
sława
V
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
wróżbitka, medium
Wyjątkowo niekształtna, koścista sylwetka; więcej kantów niż zaokrągleń - nieporadne kończyny, chyży wzrost, osiągający miarę 177 centymetrów; ostro zarysowana szczęka, głęboko osadzone, błękitne, wielkie oczy i zaciskające się w ciasną linię, pełne usta; ciemnobrązowe włosy opadające kaskadami na ramiona. Nosi się po męsku; szerokie koszule, zakrywające solidną niedowagę, czarne spodnie, niewysokie obcasy. Jej aura jest intensywnie żółta, przeplatana czarnymi nićmi.

Vienne Avery
#6
02.12.2025, 16:40  ✶  

Istniała gdzieś między jedną a drugą konstelacją, jak sputnik krążąc wokół ludzi, nie rozumiejąc ich natury i będąc odwiecznym dziwakiem. Jej imię kładło się szramą na westchnięciach matki, które wzburzały eter ilekolwiek słyszała zdanie rozpoczynające się od Vienne. Pomimo swojego absurdalnego zdziwaczenia, była wybiórczo charyzmatyczna – potrafiła czarować osobowością, uwodzić dotykiem i była wybitnym mówcą, wszystko to jednak było przykryte koronką specyficzności, własnego gardzenia lwią częścią społeczeństwa, ciętym językiem i tym, jak potrafiła omamić. Bardziej sycząca aniżeli przymilna, jedna rzecz z Charlotte łączyła ją ponad wszelką wątpliwość – baw się, jakby jutra miało nie być.

Inna kwestia, że Vienne odnajdywała zabawę w nietypowych wersetach rzeczywistości. Bawiło ją trzepotanie rzęsami, bawiła ją płytkość natury ludzkiej, bawiły ją świergotliwe głosy panien na bankietach – jej zabawa jednak, zawierała się w perfidnym przybieraniem uśmiechów i ubierania masek; w gruncie rzeczy gardziła pustostanem światopoglądowym i ceniła inteligencję ponad wszelakość. Z ogromem prawdopodobności nie lubiła ludzi z zasady, wiedząc, że niczym jej nie zaskoczą.

– Matka by mnie wyszarpała za kudły gdyby wiedziała o wszystkich moich niegodziwych poczynaniach – odparła, wzruszając nieznacznie ramionami. – Powiedzmy, że jestem mierna w rozważnych wyborach życiowych.

Uśmiech wpłynął na jej wargi mimowolnie, rozpromieniając całokształt naburmuszonej, niemniej po mimo upływu lat dziecięcej twarzy. Nawet wydatne kości policzkowe, które zarysowały się gdzieś między dojrzewaniem a faktycznym, życiowym dorastaniem, nie kryły delikatnie rysujących się dołeczków, urokliwej diastemy między jedynkami i rozgwieżdżonych oczu.

– Cokolwiek twoja matka uważa, na pewno nie jest tak parszywe jak to, co moja sądzi o mnie. Lottie, na miły bóg, pamiętasz ten atlas gwiazd, który chciałam dostać na święta gdy miałam pi razy drzwi jedenaście lat? Dostałam książkę z baśniami o księżniczkach. O KSIĘŻNICZKACH, rozumiesz to? Tak jakby moja natura sprzeciwiająca się patriarchalnemu paradygmatowi nic nie znaczyła – rzekła, załamując dłonie bezradnie.

– Astoria miała wszystko co chciała, chociaż jakby się zastanowić – przerwała, marszcząc brwi. – Astoria nigdy nie chciała książek o śmierci – dokończyła, tak jakby puentowała długi monolog, cichym westchnięciem.

Otuliła filtr papierosa wargami, zaciągając się głęboko, aby po chwili dym ulatujący z jej ust rozlał się w przestrzeni. Smugi dymu zaznaczyły się wydatnie, rozlewając się akwarelą w niebycie.

– Mam wrażenie, że w naszej rodzinie tylko my nie postradałyśmy zmysłów do reszty – odparła. – Jeśli masz z kimś rozmawiać, rozmawiaj ze mną – dodała, układając smukłą dłoń na jej ramieniu, na wargi wtrącając uśmiech na tyle miły, na ile była zdolna w swojej mizantropicznej naturze.

Nie zwróciła uwagi na szybujące w przestrzeni płatki, przypominające jak strącony za wcześnie popioł z jarzącej się główki papierosa. Dopiero gdy zobaczyła konsternację na twarzy Charlotte, zmarszczyła brwi, widząc, jak gęsto martwe iskry opadały na ich ramiona. Łuna rozpostarta na niebie wciąż znaczyła się rozżarzonym pociągnięciem pędzla, nieprzejednana wiatrem, który zaczął świszczeć między uliczkami.

– Co jest? – zabrzmiała retorycznie, marszcząc brwi, gdy szarawe skrawki popiołu zaczęły osadzać się coraz mocniej na ich skórze.

Harpagan
Śnisz, a ja jestem twoim koszmarem
wiek
22
sława
III
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Sprzedawca w Czarcim Oku
Długie blond włosy, lekko falowane, zwykle są rozpuszczone. To, co przykuwa uwagę to nienaturalne, srebrne oczy oraz wędrujący srebrny rumień na prawej ręce - objaw srebrzycy. Sylwetka szczupła, zwykle odziana w dobrej jakości ubrania, podkreślające talię i długie nogi. Piegi na nosie i policzkach dodają jej uroku, ale lwia zmarszczka pojawiająca się na czole świadczy o tym, że kobieta często się denerwuje. Ma około 170 cm wzrostu.

Charlotte Mulciber
#7
03.12.2025, 22:23  ✶  
- Jesteśmy bardziej podobne, niż myślisz - uśmiechnęła się lekko do kuzynki, odgarniając blond włosy na bok. Popielaty blond jednak nabierał w tej chwili zupełnie innego znaczenia, niż normalnie. - Może to był przekaz podprogowy, że jesteś jej małą księżniczką?
Pokręciła głową. Astoria... Nie miała z nią tak bliskiej relacji, jak z Vienne. Ale znała ją i wiedziała, że musiała być wymarzoną córeczką mamusi i tatusia. Miała talent, była piękna, była... Była sobą. Była przeciwieństwem Vienne, jeżeli chodzi o ścieżkę, którą wybrała. Była kustoszką, pracowała w OdNowie. A Vi? Vi była... Inna. Ale w dobrym sensie, bo gdyby była Astorią, to nie szły by teraz się napić.
- Nasza rodzina jest w połowie pojebana, a drugie połowy są jeszcze gorsze, niż te pierwsze - powiedziała, wzruszając ramionami. - Avery chyba są mniej walnięci, niż Rosierowie. Wiesz, że matka chciała, żebym poszła w jej ślady i zdarzało jej się kupować mi maszyny do szycia, a także książki o modzie?
Charlotte rozłożyła ręce, jakby chciała powiedzieć spójrz, czy z kogoś takiego jak ja mogłaby wyjść modelka albo - co gorsza - modowa wyrocznia?

Ale nie to teraz zaprzątało jej głowę. Gdy popiół rozkruszył się pomiędzy jej palcami, zmarszczyła brwi. Kolejne ciężkie płaty opadały lekko na ich głowy i ramiona, a gdy Charlie podniosła głowę, jeden osiadł na jej rzęsach.
- Um... Vi? - strzepnęła popiół z ramienia kuzynki, a potem z uliczki niedaleko dobiegł ich huk. Charlotte odruchowo zakryła głowę rękami, kuląc się. Nie była typem bohaterki, nie rzuciła się na oślep, by chronić swoją kuzynkę. Chroniła siebie. Egoistka.

Huk dochodził z jakiegoś sklepu. Zaraz za nim rozległ się kolejny, a potem krzyki. Nokturn zapłonął - po kolei pojawiały się płomienie, najpierw pomalutku, w różnych miejscach. Z budynków zaczęli wybiegać ludzie, przerażeni tym, co się działo. Krzyczeli, przerażeni.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Charlotte Mulciber (1455), Pan Losu (33), Vienne Avery (1501)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa