26.11.2025, 22:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.11.2025, 22:40 przez Astoria Avery.)
Po kilku dniach, zbyt długich, jak na kogoś, kto rzekomo niczego się nie bał i niczego nie czuł, Astoria pojawiła się w Ministerstwie Magii, niosąc ciężar decyzji, która dojrzewała w niej niechętnie, jak drapieżny kwiat otwierający się dopiero pod przymusem. Na ramieniu miała torbę z jego płaszczem, starannie złożonym i wsuniętym między inne rzeczy, tak jakby porządek mógł choć odrobinę okiełznać chaos, który zostawił w niej po sobie. Jej palce od czasu do czasu zaciskały się na rączce torby mocniej, jakby chciała się upewnić, że naprawdę przyszła tu po coś tak banalnego jak oddanie ubrania.
Po krótkiej przejażdżce budką telefoniczną, znalazła się w centrum zamieszania. Hol Ministerstwa o poranku pulsował życiem - stukot obcasów odbijał się echem od ścian, a strzępy rozmów mieszały się z brzękiem pergaminów i trzaskiem teleportacji. Zatrzymała się, próbując złapać kogoś wzrokiem. Na chwilę poczuła się absurdalnie obca, jakby dokleiła się nie do tego świata, w którym każdy zdawał się wiedzieć, dokąd idzie. Ona kierowała się ku windom Ministerstwa. Wiedziała, że Departament Tajemnic mieścił się na dziewiątym poziomie, jednym z najgłębszych, najtrudniej dostępnych. Czy mogła tam w ogóle iść? Na razie nikt jej nie zatrzymywał. Winda ruszyła natychmiast, gwałtownie i zdecydowanie zbyt szybko. Szarpnięcia były nieregularne, jakby ktoś na górze trzymał za sznur i nie mógł się zdecydować, czy zatrzymać ją na którymś z pięter, czy może zrzucić w dół, zobaczyć, co się stanie.
W końcu winda zrobiła taki obrót - ni to boczny, ni w górę - że musiała zacisnąć palce na drewnianym relingu, bo świat zawirował jej przed oczami. To był moment, w którym odmówiła udziału w dalszej farsie.
Wyszła z impetem, niemal wypadając z kabiny. Dopiero gdy poczuła stabilny, chłodny kamień pod butami, odważyła się odetchnąć. Winda zamknęła się natychmiast, jakby nie życzyła sobie sprzeciwów, i pognała dalej w głąb budynku. A Astoria została w obcym korytarzu, w którym powietrze było cieplejsze, duszniejsze, przesycone zapachem parzonej kawy i pergaminu. Ściany były obwieszone tablicami ogłoszeń, urzędniczymi karteczkami i schematami, których nie zamierzała czytać. Czuła lekkie mdłości, pulsowanie w skroni, a w dłoni torbę, której pasek wbijał jej się w dłoń, choć dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że trzyma go tak mocno, jakby miała wyrwać sobie nią drogę ucieczki. Zaczerpnęła łapczywie powietrze.
Po cholerę tu w ogóle przyszła? Po co niesie mu płaszcz, skoro równie dobrze mogła go odesłać skrzatem, sową, lub, jak radził rozsądek, po prostu wyrzucić? Czasem sama siebie nie rozumiała. Od kiedy ignorowała zdrowy rozsądek?
Przeszła kilka kroków, próbując ustabilizować oddech. Dopiero wtedy usłyszała, że ktoś idzie. Odwróciła się powoli, starając się przybrać neutralny wyraz twarzy, choć wciąż czuła, że jej żołądek wykonuje opóźnione salta. Przed nią stał czarodziej w jasno-niebieskiej, sztywno zaprasowanej szacie, trzymający pod pachą rulon pergaminu.
- P-przepraszam. Szukam Rodolphusa Lestrange'a - odezwała się pewnym głosem, prostując się dumnie, bo nie zamierzała po sobie poznać, że kompletnie zgubiła się w labiryncie nieznanych korytarzy.
Zdrowy rozsądek mówił, że powinna odejść. Godność, że nie powinna go szukać. Ale ciekawość, gniew, i coś, czego nawet nie potrafiła nazwać, pchały ją dalej.
Po krótkiej przejażdżce budką telefoniczną, znalazła się w centrum zamieszania. Hol Ministerstwa o poranku pulsował życiem - stukot obcasów odbijał się echem od ścian, a strzępy rozmów mieszały się z brzękiem pergaminów i trzaskiem teleportacji. Zatrzymała się, próbując złapać kogoś wzrokiem. Na chwilę poczuła się absurdalnie obca, jakby dokleiła się nie do tego świata, w którym każdy zdawał się wiedzieć, dokąd idzie. Ona kierowała się ku windom Ministerstwa. Wiedziała, że Departament Tajemnic mieścił się na dziewiątym poziomie, jednym z najgłębszych, najtrudniej dostępnych. Czy mogła tam w ogóle iść? Na razie nikt jej nie zatrzymywał. Winda ruszyła natychmiast, gwałtownie i zdecydowanie zbyt szybko. Szarpnięcia były nieregularne, jakby ktoś na górze trzymał za sznur i nie mógł się zdecydować, czy zatrzymać ją na którymś z pięter, czy może zrzucić w dół, zobaczyć, co się stanie.
W końcu winda zrobiła taki obrót - ni to boczny, ni w górę - że musiała zacisnąć palce na drewnianym relingu, bo świat zawirował jej przed oczami. To był moment, w którym odmówiła udziału w dalszej farsie.
Wyszła z impetem, niemal wypadając z kabiny. Dopiero gdy poczuła stabilny, chłodny kamień pod butami, odważyła się odetchnąć. Winda zamknęła się natychmiast, jakby nie życzyła sobie sprzeciwów, i pognała dalej w głąb budynku. A Astoria została w obcym korytarzu, w którym powietrze było cieplejsze, duszniejsze, przesycone zapachem parzonej kawy i pergaminu. Ściany były obwieszone tablicami ogłoszeń, urzędniczymi karteczkami i schematami, których nie zamierzała czytać. Czuła lekkie mdłości, pulsowanie w skroni, a w dłoni torbę, której pasek wbijał jej się w dłoń, choć dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że trzyma go tak mocno, jakby miała wyrwać sobie nią drogę ucieczki. Zaczerpnęła łapczywie powietrze.
Po cholerę tu w ogóle przyszła? Po co niesie mu płaszcz, skoro równie dobrze mogła go odesłać skrzatem, sową, lub, jak radził rozsądek, po prostu wyrzucić? Czasem sama siebie nie rozumiała. Od kiedy ignorowała zdrowy rozsądek?
Przeszła kilka kroków, próbując ustabilizować oddech. Dopiero wtedy usłyszała, że ktoś idzie. Odwróciła się powoli, starając się przybrać neutralny wyraz twarzy, choć wciąż czuła, że jej żołądek wykonuje opóźnione salta. Przed nią stał czarodziej w jasno-niebieskiej, sztywno zaprasowanej szacie, trzymający pod pachą rulon pergaminu.
- P-przepraszam. Szukam Rodolphusa Lestrange'a - odezwała się pewnym głosem, prostując się dumnie, bo nie zamierzała po sobie poznać, że kompletnie zgubiła się w labiryncie nieznanych korytarzy.
Zdrowy rozsądek mówił, że powinna odejść. Godność, że nie powinna go szukać. Ale ciekawość, gniew, i coś, czego nawet nie potrafiła nazwać, pchały ją dalej.