• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 11 12 13 14 15 16 Dalej »
[wiosna, 1972] To nieładnie tak spadać na cudzy grzyb

[wiosna, 1972] To nieładnie tak spadać na cudzy grzyb
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#1
26.02.2023, 23:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2023, 22:15 przez Morgana le Fay.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Patrick Steward - Bajarz
Rozliczono - Cathal Shafiq - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty

Odkryj wiadomość pozafabularną
Sesję prowadzi: P. Steward

Cathal ocknął się w pięknym, choć dość dziwacznym ogrodzie. Dziwacznym, bo chociaż trawa, drzewa, kwiaty i nawet liście i właściwie wszystko dookoła – choć wyglądało całkiem podobnie do wszystkich innych traw, drzew, kwiatów i nawet liści i właściwie wszystkiego dookoła, co znał, było tu jakiś bardzo dużych rozmiarów. Albo to on dramatycznie zmalał. I kolory były jakieś inne. W dodatku on sam siedział na środku kapelusza wielkiego, fioletowego grzyba. Obok niego na tym samym grzybie przebywała wielka dżdżownica o twarzy Nell, która ćmiła akurat fajkę a z jej ust co i rusz wylatywały kolorowe dymki.
- To nieładnie tak spadać na cudzy grzyb – powiedziała. Niby jej głos brzmiał podobnie do głosu Nell, który Shafiq znał, ale był jakiś taki wolniejszy, bardziej znudzony i chyba nawet zdegustowany faktem, że Cathal ocknął się akurat w tym miejscu, w którym się ocknął. – Zająłeś na nim moje ulubione miejsce na samym środku.
Zaraz obok fioletowego grzyba rosły różowe dmuchawce. Podmuch wiatru sprawił, że uczepione mięciutkich spadochroników zarodniki pofrunęły w kierunku znajdującego się nieopodal jeziora w swojej barwie przypominającego rozlane mleko. Pływał po nim na malutkiej łódeczce Marcowy Zając o twarzy Cadogana a tuż obok niego spał suseł – ten z kolei bardzo, ale to bardzo przypominał Sebastiana.
- Och, przestań spać! – poprosił Marcowy Zając Cadogan. I znowu brzmiał jak Cadogan, ale jednocześnie trochę jak mała, rozzłoszczona dziewczynka. – Chciałem ci wyrecytować wierszyk. Tylko mi się zupełnie w nim pomieszały słowa. No posłuchaj! - A potem nie czekając aż śpiący kamiennym snem suseł Sebastian w jakikolwiek sposób zareaguje, zaczął swoją recytację. - Jak ślicznie, mały krokodylu, upiększasz blask ogona, gdy każda łuska twa wodą z Nilu Złociście lśni zroszona! Jak mile paszcza twa uśmiechnięta i ładnie sterczą szpony, kiedy do środka małe rybięta zaprasza pysk wyszczerzony!
Suseł otworzył jedno oko. Otworzył drugie. A potem przewrócił się na drugi bok i wymamrotał:
- To zupełnie było nie tak. Całkowicie nie tak.
Przez morze niebieskiej trawy kicał sobie Biały Królik o twarzy Jamila. Rozglądał się niespokojnie, jakby czegoś szukał. Mamrotał przy tym pod nosem:
- Oj, księżna! Oj, księżna! Ach, moje biedne łapki! Ach, mojeż ty futerko i wąsy! Ona mnie każe ściąć, jak dżdżownicę kocham! Gdzie ja mogłem je zgubić? Gdzież ja mogłem zgubić mój cudowny wachlarzyk i zieloniutki szaliczek?!
Wielka Dżdżownica Nell westchnęła ze znudzeniem.
- Zaczyna się. Jeśli się pośpieszysz, zdążysz jeszcze na poranne ścinanie – powiedziała tym samym znudzonym, obrażonym, powolnym i jednocześnie jakoś ciągle podobnym do Nell głosem.
Niesamowitym zrządzeniem losu, pewnie zupełnym przypadkiem akurat koło niej znajdował się misterny wachlarzyk a na szyi Cathala zmaterializował się zieloniutki szaliczek. Biały Królik Jamil rozglądał się z zaaferowaniem dookoła, ciągle szukając swoich zagubionych rzeczy. Wreszcie podniósł pyszczek i dostrzegł Shafiqa.
- Hej tam, Cal, a co ty tu robisz? Proszę natychmiast skoczyć do domu i przynieść mi wachlarzyk i zieloniutki szaliczek! Ale już! – Zawołał to tonem głośnym, ostrym i kompletnie nie znoszącym sprzeciwu, jakby zwracał się do swojego służącego i to akurat tego, którego wcale nie lubił. - Królowa Kier nie lubi, kiedy ktoś się spóźnia na własną egzekucję!
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#2
26.02.2023, 23:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.02.2023, 11:49 przez Cathal Shafiq.)  
Odkryj wiadomość pozafabularną
Suma przypadków: CATHAL SHAFIQ W KRAINIE CZARÓW

Nie wiesz do końca, dlaczego postanowiłeś iść za tym przedziwnym królikiem, ale po kilku minutach bardzo tego żałowałeś. Wprowadził cię w pułapkę, a mówiąc konkretniej - stanąłeś na zapadni. Spadałeś w dół kilka długich minut… Kurczę, właściwie to spadałeś o wiele za długo. Później ciemność, jaka otaczała cię do tej pory, zamieniła się w czerwień, a na końcu wylądowałeś na wielkim grzybie. Znalazłeś się w świecie z Alicji w Krainie Czarów. Co gorsza - twoi znajomi, zarówno przyjaciele, jak i wrogowie, odgrywali tutaj role niczym w teatrze. Po jakimś czasie udało ci się ocknąć. Na szczęście to nie była prawda, tylko wytwór twojej wyobraźni po tym, jak upadłeś, biegnąc za królikiem i uderzyłeś się w głowę. Powinien cię obejrzeć uzdrowiciel.

Wszystko zaczęło się od królika.
Biały zwierzak grasował w ogrodzie domu, o którym Cathal wciąż myślał „dom matki”, chociaż Isabella Gaunt – będąca też jakiś czas Isabellą Shafiq i Isabellą Dołohow – nie żyła od kilkunastu lat. Cathal nie był pewny, jak królik dostał się na teren posesji. Pewnie w murku, o który nikt nie dbał specjalnie przez ostatnie trzy lata, pojawiła się jakaś dziura. Shafiq dostrzegł go o świcie, gdy ten obgryzał jeden z krzaków. Mężczyzna ruszył więc za nim pomiędzy zarośla, nawet się nie zastanawiając – nie był nawet pewny dlaczego, co przeszkadzał mu ten królik w ogrodzie, ale ot zadziałał odruchowo: chciał go wynieść na zewnątrz, by ten nie kręcił się tutaj…
…a potem, kiedy wpadł już między zarośla, coś otworzyło się pod jego stopami.
Cathal nie był tym nawet szczególnie zaskoczony. Jego matka była Gauntówną. Oczywiście, że mogła zamontować w ogrodzie jakąś zapadnię, zapewne magiczną, o której istnieniu zapomniała poinformować syna.
Spadał.
Spadał, spadał i spadał - i chociaż normalnie takie spadanie na pewno by go przeraziło, bo powinno skończyć się jednym, czyli śmiercią, tym razem nie czuł jakichś szczególnych emocji.
Zrobiło się mu ciemno przed oczyma. Może stracił przytomność, bo potem przez moment otaczała go ciemność, zamieniająca się w czerwień i wreszcie ocknął się na wielkim grzybie.
Shafiq usiadł powoli. Rozejrzał się: i trawa, i drzewa, i wszystko, było niby normalne, ale jakieś… duże. Nie, to nie mogło tak nagle urosnąć. Może ktoś rzucił na niego zaklęcie pomniejszające? Ta myśl zdawała się mu całkiem logiczna, przynajmniej dopóki nie usłyszał znajomego – nieznajomego głosu i nie obrócił się, by spojrzeć na…
- Nell? – spytał zaskoczony. – Kto transmutował cię w gąsienicę, do diaska? I skąd wzięłaś moją fajkę?
Gdyby był w pełni sprawny umysłowo, prawdopodobnie to drugie pytanie nie przyszłoby mu do głowy w takich okolicznościach. Ale teraz, patrząc na kolorowy dym, unoszący się z fajki, był pewien, że ta była identyczna do tej jego. Nim jednak Shafiq zdążył zastanowić się nad tym – albo czymkolwiek innym – znów rozległ się kolejny znajomy głos.
Recytacja Zająca pobudzała coś w jego pamięci. Cathal nie był fanem mugoli ani mugolskiej literatury, ale kiedyś, pośród szpargałów pewnego badacza, które porządkował, wpadła mu w ręce pewna książka. Przeczytał ją i oczywiście zapamiętał. Może dlatego słowa Marcowego Zająca wydawały się tak bardzo znajome. Cathal, wciąż nie ruszając się z grzyba, utkwił spojrzenie w twarzy Cadogana, kolegi ze szkolnej ławki. Milczał. Milczał długo, próbując jakoś uporządkować sobie ten nadmiar bodźców, ale nie był w stanie. Schwytany w szpony snu nie potrafił też odgadnąć, że to wszystko jest tylko przedziwnym koszmarem.
– To koniec – stwierdził w końcu, z zadziwiającym spokojem. Jeden z jego dwóch największych lęków właśnie się spełniał. Ten bardziej realny. – Kompletnie oszalałem.
A może tylko wypił coś, co doprowadziło go do takiego stanu? Nie mógł tu po prostu siedzieć. Może jeśli ruszy dalej, znajdzie… jakieś wyjście. Sposób na powrót do normalności.
Cathal zsunął się z grzyba i zeskoczył na ziemię akurat, kiedy nadbiegł biały królik. To że Jamil czegoś szukał i najwyraźniej był w kłopotach, jakoś nijak Shafiqa nie zdziwiło. To, że stał się białym królikiem też, chociaż chyba powinno.
– Na litość Merlina, Jamil, czy grałeś w Trefnego Lelka z tą Królową Kier? – spytał, kiedy Jamil zażądał od niego zielonego szaliczka. Takim nawet Shafiq dysponował, gdzieś w skrzyni powinien spoczywać stary szalik Slytherinu. Ale wachlarzyk? Przywiózł kiedyś wachlarz z wyprawy, tyle że ten został oddany do muzeum Shafiqów. A ten z Egiptu zawłaszczyła szybko Leta…
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#3
27.02.2023, 00:48  ✶  
Wielka Dżdżownica Nell popatrzyła na Cathala z godnością malującą się na jej dżdżownicowatej twarzy. Powolnymi ruchami wszystkich swoich kończyn przemieściła się na swój ulubiony środek kapelusza fioletowego grzyba.
- No – podsumowała, po czym znowu obficie pociągnęła ze swojej fajeczki (albo Cathala, zdążyła w końcu w jakiś sposób ukraść Białemu Królikowi Jamilowi jego wachlarzyk). Kolejne obłoczki kolorowego dymu uniosły się w powietrzu. – Co - co – dodała po chwili, najwyraźniej odpowiadając na resztę pytań Shafiqa.
Marcowy Królik Cadogan wiercił się w tym czasie na swojej łódeczce. Machał malutkimi wiosłami, próbując się chyba dostać do brzegu. Tylko, że zamiast wiosłować, rzeczywiście nimi machał w powietrzu. Suseł Sebastian spał kamiennym snem. Od czasu do czasu otwierał tylko jedno oko, kontrolował zachowanie Marcowego Zająca i wracał do spania.
- Spóźnimy się na herbatkę! – zamarudził Marcowy Zając. – Byłoby mi łatwiej, gdybyś tylko wypił całe mleko z jeziora.
W istocie jezioro, po którym pływali, wydawało się Cathalowi, nawet z odległości całkiem płytkie. Wystarczyłoby pewnie, żeby obydwaj wyskoczyli ze swojej malutkiej łódeczki a w kilka chwil mogliby się dostać do brzegu. Suseł Sebastian zachrapał.
- Szalony to jest Kapelusznik – wymruczała Wielka Dżdżownica Nell. Od nadmiaru tego, co znajdowało się w fajeczce jej głos trochę się zmienił. Teraz był jednocześnie jeszcze wolniejszy, bardziej rozmarzony i znudzony niż przedtem. Wokół niej unosiły się kłęby żółto-czerwonego dymu. – Ty jesteś źle wychowany.
Biały Królik Jamil podskakiwał, ciągle podenerwowany, że nie mógł znaleźć swojego wachlarzyku i zieloniutkiego szaliczka. Wielka Dżdżownica Nell, w tym czasie zaczęła pożerać jego wachlarzyk aż chrzęścił jej w ustach.
- Spóźnię się! Spóźnię się! – rozpaczał podenerwowany Biały Królik Jamil. – Spóźnię się nie tylko na poranne ścinanie, ale jeszcze na rozprawę! Och, Królowa Kier nie będzie zadowolona. Nie będzie zadowolona! Ona nie znosi, kiedy ktoś się spóźnia! Cath, czemu jeszcze stoisz! Proszę natychmiast skoczyć do domu i przynieść mi wachlarzyk i zieloniutki szaliczek! Ale już! – zawołał głośno, tonem najbardziej rozkazującym, na jaki tylko było go stać.
Aż zbudził susła z jego snu. I w jego przypadku, tym razem, skończyło się na czymś więcej niż tylko otworzeniem jednego albo drugiego oka. Suseł Sebastian zamlaskał, uniósł się nawet, żeby zobaczyć kto to tak krzyczy, a potem z trudem udało mu się uniknąć ciosu wiosłem, który prawie otrzymał od Marcowego Zająca Cadogana.
- W Krokieta – powiedział sennie. – Z Królową Kier można grać tylko w Krokieta. I nie wolno kraść jej ciasteczek.
A potem, jakby nigdy nic z powrotem zaczął szykować się do snu, ale Marcowy Zając wykorzystał moment, w którym jego towarzysz nie spał i wcisnął mu do łapek wiosło. Suseł westchnął a potem ku najwięcej rozpaczy zająca, ułożył się na nim wygodnie.
Do uszu Cathala dobiegł dźwięk trąbek. A kiedy się odwrócił zobaczył, że z oddali maszeruje talia karta. A wśród nich była i Królowa Kier. Ta miała twarz Lety.
- No i pięknie, nie poszliście do niej na poranne ścinanie to na ścinanie przyszła ona tu – zamarudził Marcowy Zając i jeszcze intensywniej zaczął machać wiosłem.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#4
27.02.2023, 01:09  ✶  
Cathal nic z tego nie rozumiał.
Czuł się zagubiony i nawet logika snu nie mogła do końca tego poczucia niewłaściwości zniwelować. W jego głowie odbijała się myśl, że bardzo chciałby stąd wyjść, nie potrafił jednak jeszcze zrozumieć, że to wszystko nie jest prawdziwe. Miał raczej wrażenie, że oszalał, a może podpadł w jakiś sposób Nell i kobieta zamiast wyjąć z apteczki środek na chorobę albo obrażenia, sprezentowała mu coś halucynogennego…
– Na Slytherina… – syknął, wyciągając różdżkę i celując w wodę. Chciał sprawić, że ta wyparowała, ale z jakichś powodów miał problem z wykonaniem właściwego gestu. Opuścił rękę, skonfundowany. Nie zapominał inkantacji. Gdy raz zobaczył prawidłowy ruch, wiedział, jak go wykonać. Dlaczego teraz to nie działało tak, jak trzeba?
– Może w takim razie ja jestem Kapelusznikiem – powiedział, unosząc głowę ku niebu. Gdy rośliny wokół były tak duże, zdawało się nieskończenie dalekie. Nie wiedzieć czemu na słowa Nell przed oczyma stanął mu obraz Slytherina, takim jakim był na posągu, który Cathal widział w Hogwarcie, ale z kapeluszem na głowie.
Ciekawe, czy Salazar też był szalony, i to szaleństwo przekazał wszystkim swoim przodkom w dziedzictwie, czy to jego podszepty doprowadzały Gauntów do obłędu…
– A moja matka zabiłaby cię za te słowa – dodał jeszcze, nim przeniósł wzrok z powrotem na Jamila. Czy widział go kiedyś tak zdenerwowanym? Może wtedy, kiedy się martwił, że nie zdążą wrócić do obozu na deser, a tego dnia podawali bardzo smaczną bakławę…? Kim była Królowa Kier, że wzbudzała w Anwarze aż takie zdenerwowanie?
– Twój wachlarz właśnie zjadła Nell, z nią rozmawiaj – odparł z irytacją. Może i czarodzieje dyskryminowali głównie z uwagi na krew, ale Cathal, choć lubił uważać się za obywatela świata, był jednak Anglikiem. Źle znosił to, że rozkazy wydawał mu Egipcjanin, młodszy w dodatku od niego… a nie, zaraz. Nie Egipcjanin. Królik. – A zielony szalik Slytherinu jest mój. Nie jesteś Ślizgonem. Nie byłeś nawet w Hogwarcie. A gdybyś był, na pewno trafiłbyś do Hufflepuffu.
Dla Cathala była to swego rodzaju obelga. W końcu, choć nie był śmierciożercą, to Ślizgonem z krwi i kości już owszem. W porządku, w okolicach piątego czy szóstego roku dotarło do niego to i owo, i po SUMAch nawet zadawał się z osobami z innych Domów, i do pewnego stopnia lubił paru Puchonów (acz wtedy miał raczej niewielu znajomych i trudno było to nazwać przyjaźnią), ale teraz, w tej przedziwnej krainie, nie myślał o takich rzeczach.
A potem rozległy się trąbki.
Oczywiście.
– Powinienem się domyśleć – westchnął, odkrywając, że to Alethea anonsowała swoje przybycie w ten sposób. – Co to w ogóle ma znaczyć? I dlaczego tak uparcie Jamil szuka dla ciebie wachlarza? Ten, który zabrałaś mnie z bagaży, gdy wracaliśmy z Egiptu, a jestem pewien, że to byłaś ty, ci już nie wystarczy? – prychnął, wodząc spojrzeniem po towarzyszącej kobiecie talii kart.
Z jakichś powodów większość z nich też zdawała się mu znajoma, choć twarze były nieco zamazane. Zamrugał.
Może jednak wypił coś, co doprowadziło go do takiego stanu…
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#5
28.02.2023, 02:45  ✶  
Wielka Dżdżownica Nell pykała sobie fajeczkę, siedząc w najlepsze na grzybie. Coś w jej sposobie bycia sugerowało, że miała ochotę zignorować słowa Cathala. Zamiast męczyć się z odpowiedzią, po prostu patrzyła na niego z politowaniem, jakby był tu jedyną istotą, która gadała same głupstwa.
Wreszcie nad udzieleniem mu odpowiedzi zlitował się Marcowy Zając Cadogan.
- Nie możesz być Kapelusznikiem, bo nie masz kapelusza! – zawołał zmęczonym głosem. Opuścił wiosło. Siadł na łódeczce i patrzył z poirytowaniem na śpiącego Susła Sebastiana. – No i nie poszliśmy na herbatkę. Szalony Kapelusznik będzie musiał ją wypić samodzielnie.
- I tak nie może jej wypić, odkąd stracił czas – przypomniał sennie, między jednym a drugim chrapnięciem, Suseł Sebastian.
Biały Królik Jamil wyciągnął malutki zegarek z kieszonki w swojej kamizelce (a był bardzo zadbanym Białym Królikiem, bo nosił kamizelkę wyglądającą jak kamizelka, której nie powstydziłby się żaden brytyjski arystokrata). Teatralnie sprawdził godzinę, ale jeśli tylko Cathal próbował zrobić to samo, to okazało się, że na tarczy wypisana była tylko jedna godzina. I była to akurat dziewiąta.
- Przecież nie mogę się pojawić na porannym ścinaniu bez zielonego szaliczka i mojego wachlarzyka! – przypomniał Biały Królik Jamil.
Na widok zbliżającej się Królowej Kier Lety, w dodatku w towarzystwie całej świty złożonej z całej talii kart, Jamil pokicał by pośpiesznie skryć się za Cathalem.
Słowa Shafiqa wywołały przedziwne wrażenie na zebranych wokół niego stworzeniach. Dżdżownica Nell odwróciła się od niego wszystkimi swoimi odnóżami a Marcowy Zając Cadogan położył uszy po sobie. Nawet suseł Sebastian, choć ciągle spał, jakby profilaktycznie postanowił zrezygnować z drzemania na wiośle i skrył się pod nim.
Królowa Kier Leta, chyba tylko dlatego, że została wzięta z zaskoczenia, ale pozwoliła Cathalowi na wypowiedzenie tych wszystkich pytań. W tym czasie całkiem spokojnie czerwieniała na twarzy.
- Co to w ogóle ma znaczyć? – zawołała, gdy skończył. – On się pyta, co to w ogóle ma znaczyć!
- Ale pyta o to, co to w ogóle ma znaczyć? Czy o to, co ma znaczyć to w ogóle? – zapytała Siódemka Kier. I zrobiła to takim tonem, że nie wiadomo było, czy próbowała przedrzeźniać Cathala, czy też pytała tak zupełnie na poważnie.
- A może pyta o w ogóle co ma znaczyć to? – zainteresowała się kolejna Siódemka Kier.
- To był mój wachlarzyk – usprawiedliwił się cicho Biały Królik Jamil, wychylając się zza Shafiqa. Zrobił to między jednymi pytaniami Siódemki Kier a kolejnym drugiej. – Nic nie wiem o wachlarzu Waszej Wysokości. I jeśli cokolwiek Wasza Wysokość zabrała temu grubianinowi, to miała do tego pełne prawo!
- No ściąć go każe, go każe ściąć – wymamrotał cicho Marcowy Zając Cadogan.
- Cisza! – przerwała Królowa Kier Leta. Nawet Wielka Dżdżownica Nell przestała w tym momencie pykać sobie kolorowe dymki z fajeczki. Wszystko na tej polanie zamarło na chwilę, a potem, jakby Marcowy Zając Cadogan był również jasnowidzem, rozkazała – Ściąć go! Natychmiast! Nie ma wachlarzyka! Nie ma zielonego szaliczka! Ściąć go! Ściąć! – palcem wskazała wprost na Białego Królika Jamila.
Cztery kierowe karty, każda z nich o ludzkiej twarzy i z halabardą w ręku, ruszyły w stronę Cathala i chowającego się za nim Jamila.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#6
28.02.2023, 11:46  ✶  
- Spędziłem trzy lata w pustynnym kraju. Mam całą kolekcję kapeluszy – prychnął Cathal, zgodnie z prawdą zresztą. Gdyby myślał w stu procentach jasno, być może sam sobie by się dziwił, że właśnie dyskutuje z… zającami na temat nakryć głowy. A może po prostu dyskutował z Cadogonem? Taka dyskusja z Weasleyem nie byłaby znowu aż tak dziwna.
Spojrzenie Shafiqa powędrowało znowu do Jamila. Uniósł lekko brwi, gdy przez jego głowę przemknęła myśl, skąd wziął tę kamizelkę – i ten zegarek. Ograł kogoś w karty? Jeśli tak, to Cathal miał wielką nadzieję, że tym kimś był mugol, a nie bogaty czarodziej czystej krwi.
Reakcja Jamila mogła sugerować jednak, że tym, z którym grał, był któryś z karcianych rycerzy. Reakcja innych z kolei, że karciani rycerze są bardzo niebezpieczni. Ewentualnie, że Leta potraktowała ich paroma bardzo paskudnymi klątwami, skoro reagowali w ten sposób na kogoś, kto jeśli miał metr sześćdziesiąt wzrostu, to tylko z powodu fryzury i jeszcze kapelusza.
- To jakieś szaleństwo – wymruczał mężczyzna, bardziej chyba do siebie niż do nich, gdy zaczęli zastanawiać się, o co dokładnie pytał, a potem jeszcze okazało się, że z jakichś powodów jeśli nie masz zielonego szaliczka i wachlarzyka, musisz zostać ścięty.
Przez głowę przeszło mu najpierw, że on przecież też nie ma przy sobie szalika Slytherinu. Właściwie to nie nosił go od czasów i szkolnych i niewykluczone, że na dnie skrzyni zżarły go mole. Nie mówiąc już o jakimkolwiek wachlarzu.
A potem, że przecież Jamil jest mu potrzebny, bo miał próbować wywoływać duchy w waliskiej wiosce, o której na razie wiedzieli tyle, że była bardzo magiczna i pewnego dnia nagle znikła pod ziemią – a przy czym zachowała się pod tą ziemią zaskakująco dobrze. A oni chcieli ustalić, kto tam mieszkał i co się stało. I oczywiście, mogliby robić to jak mugolscy archeolodzy, czyli oglądać resztki jedzenia, talerze i tym podobne, ale znacznie prościej było porozmawiać z duchem kogoś, kto zginął w kataklizmie.
- Bez głowy nie będzie mógł przywołać żadnego ducha – zirytował się, ponownie sięgając po różdżkę, chociaż być może był to już ten moment, w którym należało uciekać. Zwłaszcza, że wcześniej osuszanie jeziora wyszło mu bardzo ładnie. – Jak ma przekazywać jego słowa bez ust?!
To, co mówił Cathal, w uszach postronnego obserwatora mogło brzmieć równie absurdalnie, jak to wszystko, co opowiadała cała reszta. Dla niego jednak miało perfekcyjny sens. Przecież ścięcie Jamila, nawet jeśli ten został Białym Królikiem, mogło położyć cały plan prac! Anglicy z jakichś powodów dość rzadko bawili się w wywoływanie duchów.
Shafiq machnął różdżką, próbując potraktować najbliższą kartę drętwotą.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#7
02.03.2023, 01:40  ✶  
Z chwilą pojawienia się Królowej Kier Lety, sprawa kapeluszy, które miał Cathal (albo tylko mówił, że miał, przecież nie było wcale takie oczywiste, czy to Shafiq miał nakrycia głowy czy też nakrycia głowy miały Szafiqa) zeszła na dalszy plan. I tak, pewnie z ulgą dla samego zainteresowanego, bo nie poczuł na sobie wielu par oczu, które patrzyłyby na niego oskarżycielsko. Nie musiał również wysłuchiwać sporu między Wielką Dżdżownica Nell, Marcowym Zającem Cadoganem i Białym Królikiem o to, czy kłamał, czy po prostu bredził. Spór ten zakończyłby pewnie dopiero Suseł Sebastian słowami: Kłamie. Gdyby je miał, to nosiłby je wszystkie na głowie.
Pojawienie się Królowej Kier Lety zwróciło bieg całej historii na zupełnie przeciwne tory. Biały Królik Jamil wybałuszył oczy, gdy tylko usłyszał wyrok śmierci. Marcowy Zając Cadogan jęknął (chyba z ulgi, że wyrok ścięcia ominął jego szyję) a Suseł Sebastian obudził się. Wyjrzał zza burty łódeczki i zawołał:
- Ale jak to? Tak bez rozprawy?
- Bez rozprawy! Bez rozprawy! – odwarknęła rozwścieczona Królowa Kier Leta i Suseł z powrotem schował się w łódce. Najwyraźniej odwagi starczyło mu tylko na pierwszą linię obrony Białego Królika Jamila.
Ten zaś podskakiwał na swoich króliczych nóżkach, ale – wbrew wszelkiej logice, nie zdecydował się na ucieczkę. Jakby nawet on podlegał rozkazom Królowej Kier. Po prostu patrzył jak w jego stronę zmierzały dwie Siódemki, by skrócić go o głowę. W rękach miały halabardy – wyglądające zresztą na bardzo ostre i akurat takie, które naprawdę mogły zrobić krzywdę.
Cathalowi nie udało się spleść zaklęcia drętwoty. Machnięcie różdżką sprawiło jednak, że w samym środku jednej Siódemki Kier pojawiła się spora dziura. Zaskoczona spojrzała w dół, by zobaczyć co jej się stało właśnie. Przez to, że podeszła bliżej, Shafiq mógł wreszcie dojrzeć, że miała twarz Nolana.
Reszta orszaku Królowej Kier Lety wydała głośnie: Och! A potem równie głośnie i pełne przerażenia: Ach! Sama władczyni zaś spurpurowiała, jakby czarodziej zdecydował się na zaatakowanie jej osobiście.
- I jego też ściąć! Też ściąć! – ryknęła wściekle. Wyciągnęła palec i wskazała na Cathala. Wydając rozkaz, nawet podskakiwała ze złości, chyba nawykła do tego, że jej rozkazy były spełniane od razu. – Skrócić o głowę! Ściąć! W tej chwili!
Z orszaku wychynęły kolejne trzy Siódemki Kier. Każda z nich niosła w rękach halabardę. Rozróżnić je dało się jedynie po ludzkich twarzach, które zostały umieszczone na karcianych ciałach. A te należały do Cassiopei, Rileya i Aydena. Za nimi ruszyła sama Królowa Kier Leta, również z halabardą.
Karty zmierzały na Cathala, chcąc pozbawić go głowy. Czwarta, ta której nie zdążył zaatakować, zamachnęła się na Białego Królika Jamila.
Ktoś krzyknął, ale krzyk był osobliwie przeciągnięty (więc pewnie należał do Wielkiej Dżdżownicy Nell). Z Jamilem zaś zaczęły się dziać rzeczy jeszcze dziwniejsze niż wszystko, co się do tej pory z nim stało. Podzielił się jakby na dwie części. Jego ciało od szyi w dół padło na ziemię. Tymczasem głowa nadal unosiła się w powietrzu. Ale i ona zaczęła się zmieniać. Najpierw przestała być w ogóle podobne do króliczej głowy. Stała się okrąglejsza. Skróceniu uległy uszy i stały się spiczaste, potem powiększyły się oczy a w nich pojawiły się podłużne źrenice, wreszcie jego usta zaczęły się rozszerzać i rozszerzać, w coraz bardziej okazałym uśmiechu.
I już nie było Białego Królika. Była tylko głowa Jamila Kota z Chesire.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#8
02.03.2023, 10:13  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.03.2023, 10:14 przez Cathal Shafiq.)  
Dobrze, że nie doszło do dyskusji o kapeluszach. Shafiq mógłby się bardzo oburzyć i zacząć wykład o znaczeniu nakrycia głowy oraz odpowiedniego ubioru w krajach, w których słońce jest dużo mocniejsze od Anglii. A te przedziwne postacie zapewne zinterpretowałyby to wszystko po swojemu, aż mężczyzna doszedłby do wniosku, że tak, zdecydowanie, na pewno oszalał. Gorzej, że nie doszło do tej dyskusji, bo karty i królowa przystąpili do ataku.
Cathal nawet nie zdziwił się, że jego zaklęcie nie zadziałało tak, jak powinno. Logika tego przedziwnego miejsca sprawiała, że choć chciał rzucić Drętwotę, efekt w postaci wypalenia dziury zdawał się umysłowi Shafiqa całkowicie normalny.
Ale obecność Nolana?
Już nie.
Cathal zamarł, jak zamieniony w posąg, przypatrując się znajomej twarzy. Jego wuj, kierownik prac archeologicznych w Irlandii, który zginął w zwale, stał przed nim…
…prawie jak żywy, bo właściwie Cathal zapamiętał go z ludzkim, nie karcianym ciałem.
Ty nie żyjesz, pomyślał, a potem jego spojrzenie powędrowało ku reszcie karcianych rycerzy. Cassiopeia. Egzorcystka i wywoływaczka duchów, która zdawała się zawsze mieć mocniejszy kontakt z tą „drugą stroną” niż żywymi. Martwa. Irlandczyk Riley O’Connor, z włosami jak płomień, główny archeolog. Martwy. Ayden, specjalista od run i mechanizmów… martwy.
Wy wszyscy nie żyjecie.
Nie poruszył się, kiedy przeszli obok niego, gdy cięcie zabiło – nie zabiło Jamila, a biały królik stał się najpierw bezgłowym królikiem, potem zaś kocią głową, unoszącą się w powietrzu. Cathal ledwo to zauważył. Powinien rzucić się do ucieczki albo próbować się bronić, zaatakować karcianych rycerzy magią. Może to logika snu, może choroba, w połączeniu z którą to miejsce przeciążało jego umysł, sprawiły jednak, że nie zdołał ruszyć się z miejsca.
Riley zamierzył się na niego halabardą i…
*
…Cathal obudził się.
Na jego twarz spadła kropla deszczu. Pierwsza, potem druga i trzecia. Leżał w ogrodzie matki, w miejscu, gdzie rozrosły się chwasty i chaszcze, zapatrzony w zachmurzone niebo, a biały królik, sprawca zamieszania, siedział tuż obok i próbował zjeść jasne włosy Shafiqa. Gdy ten drgnął, zwierzak prysnął gdzieś pomiędzy krzewy.
- Jasna cholera – powiedział Cathal. Usiadł powoli, z pewnym trudem. Głowa mu pękała. Jak się okazało, wcale nie z powodu tego szalonego snu (choć jego fragmenty wirowały w umyśle Shafiqa i sam sobie dziwił, że potrafił stworzyć w głowie takie przedziwne rzeczy…), a dlatego, że tę głowę rozbił. Gdy uniósł dłoń i dotknął czaszki, okazało się, że pod palcami czuje krew.
Spojrzenie jasnych oczu powędrowało ku chaszczom. Wyglądało na to, że nie było tu żadnej zapadni, za to matka faktycznie coś porzuciła w trawie. Może w ramach pułapki na intruzów? Cathal nawet nie próbował się zastanawiać, o co mogło chodzić: Isabella Gaunt pod koniec życia była w końcu niemal zupełnie szalona i cierpiała na manię prześladowczą.
Może on też był szalony, skoro miał takie sny. Po co czytał tamtą książkę Carolla?
Shafiq podniósł się powoli. Wyglądało na to, że przyjdzie mu odwiedzić uzdrowicielkę, choć wpadnięcie teraz do Nell było jedną z ostatnich rzeczy, na jakie miał ochotę…

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (2111), Norvel Twonk (2085)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa