26.02.2023, 23:13 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2023, 22:15 przez Morgana le Fay.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Patrick Steward - Bajarz
Rozliczono - Cathal Shafiq - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty
Rozliczono - Cathal Shafiq - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty
Sesję prowadzi: P. Steward
Cathal ocknął się w pięknym, choć dość dziwacznym ogrodzie. Dziwacznym, bo chociaż trawa, drzewa, kwiaty i nawet liście i właściwie wszystko dookoła – choć wyglądało całkiem podobnie do wszystkich innych traw, drzew, kwiatów i nawet liści i właściwie wszystkiego dookoła, co znał, było tu jakiś bardzo dużych rozmiarów. Albo to on dramatycznie zmalał. I kolory były jakieś inne. W dodatku on sam siedział na środku kapelusza wielkiego, fioletowego grzyba. Obok niego na tym samym grzybie przebywała wielka dżdżownica o twarzy Nell, która ćmiła akurat fajkę a z jej ust co i rusz wylatywały kolorowe dymki.
- To nieładnie tak spadać na cudzy grzyb – powiedziała. Niby jej głos brzmiał podobnie do głosu Nell, który Shafiq znał, ale był jakiś taki wolniejszy, bardziej znudzony i chyba nawet zdegustowany faktem, że Cathal ocknął się akurat w tym miejscu, w którym się ocknął. – Zająłeś na nim moje ulubione miejsce na samym środku.
Zaraz obok fioletowego grzyba rosły różowe dmuchawce. Podmuch wiatru sprawił, że uczepione mięciutkich spadochroników zarodniki pofrunęły w kierunku znajdującego się nieopodal jeziora w swojej barwie przypominającego rozlane mleko. Pływał po nim na malutkiej łódeczce Marcowy Zając o twarzy Cadogana a tuż obok niego spał suseł – ten z kolei bardzo, ale to bardzo przypominał Sebastiana.
- Och, przestań spać! – poprosił Marcowy Zając Cadogan. I znowu brzmiał jak Cadogan, ale jednocześnie trochę jak mała, rozzłoszczona dziewczynka. – Chciałem ci wyrecytować wierszyk. Tylko mi się zupełnie w nim pomieszały słowa. No posłuchaj! - A potem nie czekając aż śpiący kamiennym snem suseł Sebastian w jakikolwiek sposób zareaguje, zaczął swoją recytację. - Jak ślicznie, mały krokodylu, upiększasz blask ogona, gdy każda łuska twa wodą z Nilu Złociście lśni zroszona! Jak mile paszcza twa uśmiechnięta i ładnie sterczą szpony, kiedy do środka małe rybięta zaprasza pysk wyszczerzony!
Suseł otworzył jedno oko. Otworzył drugie. A potem przewrócił się na drugi bok i wymamrotał:
- To zupełnie było nie tak. Całkowicie nie tak.
Przez morze niebieskiej trawy kicał sobie Biały Królik o twarzy Jamila. Rozglądał się niespokojnie, jakby czegoś szukał. Mamrotał przy tym pod nosem:
- Oj, księżna! Oj, księżna! Ach, moje biedne łapki! Ach, mojeż ty futerko i wąsy! Ona mnie każe ściąć, jak dżdżownicę kocham! Gdzie ja mogłem je zgubić? Gdzież ja mogłem zgubić mój cudowny wachlarzyk i zieloniutki szaliczek?!
Wielka Dżdżownica Nell westchnęła ze znudzeniem.
- Zaczyna się. Jeśli się pośpieszysz, zdążysz jeszcze na poranne ścinanie – powiedziała tym samym znudzonym, obrażonym, powolnym i jednocześnie jakoś ciągle podobnym do Nell głosem.
Niesamowitym zrządzeniem losu, pewnie zupełnym przypadkiem akurat koło niej znajdował się misterny wachlarzyk a na szyi Cathala zmaterializował się zieloniutki szaliczek. Biały Królik Jamil rozglądał się z zaaferowaniem dookoła, ciągle szukając swoich zagubionych rzeczy. Wreszcie podniósł pyszczek i dostrzegł Shafiqa.
- Hej tam, Cal, a co ty tu robisz? Proszę natychmiast skoczyć do domu i przynieść mi wachlarzyk i zieloniutki szaliczek! Ale już! – Zawołał to tonem głośnym, ostrym i kompletnie nie znoszącym sprzeciwu, jakby zwracał się do swojego służącego i to akurat tego, którego wcale nie lubił. - Królowa Kier nie lubi, kiedy ktoś się spóźnia na własną egzekucję!
- To nieładnie tak spadać na cudzy grzyb – powiedziała. Niby jej głos brzmiał podobnie do głosu Nell, który Shafiq znał, ale był jakiś taki wolniejszy, bardziej znudzony i chyba nawet zdegustowany faktem, że Cathal ocknął się akurat w tym miejscu, w którym się ocknął. – Zająłeś na nim moje ulubione miejsce na samym środku.
Zaraz obok fioletowego grzyba rosły różowe dmuchawce. Podmuch wiatru sprawił, że uczepione mięciutkich spadochroników zarodniki pofrunęły w kierunku znajdującego się nieopodal jeziora w swojej barwie przypominającego rozlane mleko. Pływał po nim na malutkiej łódeczce Marcowy Zając o twarzy Cadogana a tuż obok niego spał suseł – ten z kolei bardzo, ale to bardzo przypominał Sebastiana.
- Och, przestań spać! – poprosił Marcowy Zając Cadogan. I znowu brzmiał jak Cadogan, ale jednocześnie trochę jak mała, rozzłoszczona dziewczynka. – Chciałem ci wyrecytować wierszyk. Tylko mi się zupełnie w nim pomieszały słowa. No posłuchaj! - A potem nie czekając aż śpiący kamiennym snem suseł Sebastian w jakikolwiek sposób zareaguje, zaczął swoją recytację. - Jak ślicznie, mały krokodylu, upiększasz blask ogona, gdy każda łuska twa wodą z Nilu Złociście lśni zroszona! Jak mile paszcza twa uśmiechnięta i ładnie sterczą szpony, kiedy do środka małe rybięta zaprasza pysk wyszczerzony!
Suseł otworzył jedno oko. Otworzył drugie. A potem przewrócił się na drugi bok i wymamrotał:
- To zupełnie było nie tak. Całkowicie nie tak.
Przez morze niebieskiej trawy kicał sobie Biały Królik o twarzy Jamila. Rozglądał się niespokojnie, jakby czegoś szukał. Mamrotał przy tym pod nosem:
- Oj, księżna! Oj, księżna! Ach, moje biedne łapki! Ach, mojeż ty futerko i wąsy! Ona mnie każe ściąć, jak dżdżownicę kocham! Gdzie ja mogłem je zgubić? Gdzież ja mogłem zgubić mój cudowny wachlarzyk i zieloniutki szaliczek?!
Wielka Dżdżownica Nell westchnęła ze znudzeniem.
- Zaczyna się. Jeśli się pośpieszysz, zdążysz jeszcze na poranne ścinanie – powiedziała tym samym znudzonym, obrażonym, powolnym i jednocześnie jakoś ciągle podobnym do Nell głosem.
Niesamowitym zrządzeniem losu, pewnie zupełnym przypadkiem akurat koło niej znajdował się misterny wachlarzyk a na szyi Cathala zmaterializował się zieloniutki szaliczek. Biały Królik Jamil rozglądał się z zaaferowaniem dookoła, ciągle szukając swoich zagubionych rzeczy. Wreszcie podniósł pyszczek i dostrzegł Shafiqa.
- Hej tam, Cal, a co ty tu robisz? Proszę natychmiast skoczyć do domu i przynieść mi wachlarzyk i zieloniutki szaliczek! Ale już! – Zawołał to tonem głośnym, ostrym i kompletnie nie znoszącym sprzeciwu, jakby zwracał się do swojego służącego i to akurat tego, którego wcale nie lubił. - Królowa Kier nie lubi, kiedy ktoś się spóźnia na własną egzekucję!