Zbliżał się wieczór, latarnie już oświetlały okolicę z racji na to, że dosyć wcześnie robiło się ciemno. Październik na dobre rozgościł się w Londynie, przyniósł ze sobą chłodne powietrze i krótkie dni. Nie, żeby to jej przeszkadzało. Prudence lubiła otaczać się ciemnością, była ich sprzymierzeńcem, jakby nie patrzeć łatwo wtedy mogli przemykać uliczkami stolicy, nikt nie zwracał na nich uwagi, nie rzucali się w oczy.
Wsunęła rękę pod ramię męża, męża, nadal nie do końca przywykła do tego, żeby go nazywać w ten sposób, było to nowe, pewnie w końcu się przyzwyczai, jednak nie zakładała tego, że uda im się kiedykolwiek dojść do tego momentu w życiu. Chciała tego okropnie, ale nie sądziła, że w ogóle jest to możliwe. Benjy jednak szedł tuż obok niej, czuła pod ręką ciepło jego ciała, naprawdę był tutaj z nią i miało być tak już zawsze. Na zawsze jednak miało sens w ich przypadku.
Mimowolnie się uśmiechała, naprawdę była szczęśliwa, tak jak nigdy wcześniej, jakże mogłoby być inaczej skoro poślubiła człowieka, który od zawsze był jej bliski, którego kochała od lat, mimo, że przez tyle czasu nie był obecny w jej życiu. Wystarczyło jednak, że wrócił, pojawił się obok, a wszystko się w niej obudziło, znowu czuła się wyjątkowa, zawsze na nią patrzył inaczej niż inni. Wybrał ją, postanowił zostać w miejscu, które zdecydowanie nie było jego miejscem na ziemi, wziął z nią ślub i już zawsze miał być gdzieś obok.
Spojrzała na twarz Benjy’ego kątem oka, lubiła na niego patrzeć, trudno jej było odwrócić wzrok, kiedy znajdował się tuż obok niej, musiała się jednak skupić na tym, by potknąć się o nierówną kostkę brukową, czy krawężnik, chociaż tak właściwie to nie musiała, bo przecież był tuż obok, gdyby się potknęła to na pewno by ją złapał, jak kiedyś. Zaśmiała się cicho sama do siebie na tę myśl.
Przechodzili koło Dziurawego Kotła, z wnętrza baru uderzył w nich zapach cynamonu, pomarańczy, goździków. Wina, grzanego wina. To zdecydowanie było ono. Spowodowało to, że Prue zatrzymała się na moment, uniosła głowę, spojrzała na swojego męża, wpatrywała się w niego dłuższą chwilę.
– Czy miałbyś coś przeciwko temu, żebyśmy weszli tutaj na chwilę, ten zapach spowodował, że mam chęć sprawdzić tegorocznego grzańca, jestem ciekawa, czy jest lepszy od tego z poprzedniego roku. – Nie sądziła, że Benjy jej odmówi, zrobiła te swoje słodkie oczka niczym sarenka, co zdarzało się naprawdę rzadko, właściwie to tylko wtedy gdy jej na czymś bardzo mocno zależało, a ten intensywny zapach spowodował, że nie mogła się powstrzymać przed wejściem do środka. Oczywiście, że zapytała go o zdanie, chyba jej nie odmówi, tym bardziej, że się nigdzie nie spieszyli, prawda?
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)