Nie bardzo miała ochotę wychodzić gdziekolwiek, ale wiedziała doskonale, że razem z Tristanem nie mają wyjścia. Nie mogli się wiecznie chować, mieli swoje życie i swoje zadania, swoje zobowiązania. A skoro zaczynali wracać do względnej normalności... To mogli też spróbować wyjść do ludzi. Wiedziała, że Tristanowi nie przyjdzie to łatwo, jej również - ale musieli spróbować.
- Tylko na chwilę - powiedziała cicho, zaciskając palce na przedramieniu mężczyzny. Uśmiechnęła się nerwowo, bo i dla niej nie było to takie proste. Upewniała się co i rusz, że jej rodzicom nic nie groziło, ale jednocześnie czuła, że dziczeje bez ludzi. Nie chciała cofać tego progresu, którego dokonała przez minione lato. - To też dobra okazja do tego, żeby się rozejrzeć i ocenić skalę zniszczeń.
Od przyjaciół wiedziała, że Pokątna powoli była odbudowywana, sklepy na nowo się otwierały, a ludzie próbowali żyć tak, jak kiedyś. Było to jednak niemożliwe - dużo osób, szczególnie pochodzenia mugolskiego, wciąż oglądało się za siebie. Może było za wcześnie na takie wyjścia? Ale jednocześnie Quirke chciała po prostu usłyszeć głos innych ludzi, zobaczyć obce twarze, oby uśmiechnięte. Posłuchać, o czym rozmawiają inni. A nie siedzieć tylko w 4 ścianach jednego z mieszkań Moodych.
Jednocześnie nie chciała zostawiać Tristana samego. Wierzyła, że był najbezpieczniejszy u jej boku. Dlatego wyciągnęła go z mieszkania i zaprosiła do Kotła. Słyszała, że mają na spróbowanie nowego grzańca. Uznała, że to chyba najlepszy moment i powód, żeby wyjść z Tristanem do ludzi.