• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[maj, 1970r, Hogwart] Śliska sprawa...

[maj, 1970r, Hogwart] Śliska sprawa...
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#1
06.01.2026, 12:33  ✶  

Za ten zamach pałką Jasper powinien dostać oddzielne wyróżnienie dla Pałkarzy. Naprawdę. Wziął go ze sobą tylko dlatego, że udało mu się ubłagać kapitana, że chciałby tę pałkę na pamiątkę - w końcu ta konkretna pałka miała już ślady zbyt długiego użytkowania, więc zbliżał się moment, w którym Hogwart powinien zaopatrzyć się w nowy sprzęt. Miał zamiar wziąć go do domu i powiesić sobie nad łóżkiem, żeby móc sobie kiedyś wspominać wszystkie te momenty, w których uderzył w tłuczka tak dobrze, że zrzucił ścigających innej drużyny, dzięki czemu jego własna drużyna zyskiwała przewagę. Pałka jednak przydała się teraz do czegoś innego.

Ślizgoni przegrali z Krukonami i czy kogoś powinno dziwić, że nie byli w tego powodu zadowoleni? Nikt by nie był, ale nie każdy miał na tyle mało oleju w głowie, żeby po meczu, kiedy prawie wszyscy wracali już do zamku, zaczepić pałkarza wygranej drużyny i zacząć mieszać go z błotem. Jeszcze pal licho, gdyby chodziło tylko o Jessiego - na to mógłby po prostu machnąć ręką i może postraszyłby ich siostrą, która wciąż mogła odebrać im punkty, będąc prefektem. Problem się zaczął, kiedy wygadani Ślizgoni najechali na towarzyszącemu mu Hannibala, na samego Jonathana i Charlotte. Wtedy Jessiemu puściły nerwy i zanim Hannibal zdołał go powstrzymać, o ile w ogóle próbował, Jasper wziął zamach i przywalił Ślizgonowi w żebra. Ale jaki piękny był to zamach. Palce zaciśnięte na rączce nie za mocno, ale też nie za lekko. Łuk uderzenia, który posłałby tłuczka przez bramkę i pięknym zakrętem przerzuciłby go przez drugą. Oczywiście, nie było to możliwe, bo przecież tłuczek nie pozwoliłby się tak po prostu ukierunkować, ale to był taki piękny zamach!

Na jednym ciosie się nie skończyło, naturalnie, i brakowało jedynie otaczającego ich tłumu, żeby idealnie odwzorować scenę bójki ze zwykłej mugolskiej szkoły - tylko że w mugolskich szkołach nie nosiło się takich szat, jakie nosiło się w Hogwarcie.

Przy nauczycielu, który pojawił się nagle, stał Ślizgon z jakiegoś młodszego rocznika, z tym swoim krzywym, niby złośliwym uśmieszkiem, i Jessie nabrał ochoty przywalić również jemu, chociaż nie był fanem podnoszenia ręki na dzieci. Zostali rozdzieleni - Wielce Biedni Ślizgoni z obitymi żebrami i złamanymi nosami zostali odesłani do Skrzydła Szpitalnego, a Hannibal i Jessie otrzymali bardzo wspierające słowo "SZLAAAAABAAAAAAN!" od czerwonego na twarzy nauczyciela.

-Powinienem przywalić mu mocniej. Może jakbym się lepiej zamachnął, przestawiłbym mu tę skośną szczękę i może w końcu zacząłby wyglądać, jak normalny człowiek, a nie potomek ogra z krasnalem ogrodowym - mruknął, kiedy kończyli już przydzielone im zadanie, i nawet wziął powolny zamach pięścią, próbując sobie wyobrazić, jak wyprowadzony cios dałby lepszy efekt. -I przepraszam cię, Han. Poniosło mnie i jeszcze ty zebrałeś szlaban.
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#2
06.01.2026, 14:06  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.01.2026, 00:04 przez Hannibal Selwyn.)  
Hannibal sam nie był bez winy w tej bójce - gdy tylko w stronę Jessiego poleciały komentarze na temat jego pochodzenia, oznajmił, że lepiej mieć ojca mugola, niż ojca, który rucha własną ciotkę. Skąd Hannibal miał te rewelacje - nie wiadomo, ale musiało być w nich ziarno prawdy, bo adresat zrobił się czerwony na twarzy i powiedział coś o tym, żeby nie byli tacy pewni siebie, bo sami niedługo też będą spowinowaceni, bo najwyraźniej Selwynom nie przeszkadzają używane dobra, a w ogóle to który z nich któremu obciąga, że tak się nawzajem bronią, chociaż nie są nawet w jednym domu?
Obelgi na temat domniemanych aktywności seksualnych Hannibala zwykle jedynie go bawiły, ale Ślizgoni nie dość, że zaatakowali Jessiego, to jeszcze usiłowali obrażać Jonathana i na to dziedzic Selwynów nie mógł pozwolić. Jessie ze swoim refleksem pałkarza był co prawda szybszy, ale Hannibal stracił tylko jakieś dwie sekundy na gapienie się na niego z rozdziawioną buzią, zanim sam ochoczo dołączył do wyzwisk i szarpaniny. W imię obrony godności rodu, oczywiście. Niestety, nauczyciel miał na ten temat inne zdanie.

Spędzili więc czarujący wieczór we dwóch w pustej sali lekcyjnej, czyszcząc puchary domów i trofea zdobyte w rozgrywkach Quidditcha i psiocząc na Ślizgonów. Zajęcie, choć żmudne, okazało się jednak dobrym lekiem na wzburzone emocje i z upływem godzin ich narzekania straciły jad, a potem przeszły w odrobinę zmęczone milczenie.

- Daj spokój, po pierwsze ja też dołożyłem swoje, a po drugie nie udawaj, że wolałbyś samotnie polerować świecznik Slytherina - Hannibal uśmiechnął się do przyjaciela i odstawił ostatni, błyszczący, jak psie jajca kawał żelastwa na półkę - Nie będę spokojnie słuchać, jak ktoś obraża mi rodzinę i przyjaciół - dodał, przeglądając się w jakimś stojącym tuż obok talerzu i przeczesując palcami opadające na czoło włosy. Wracając, zatrzymał się tuż przed Jessiem, na próbnej trajektorii jego pięści. Oczywiście nie zamierzał dać się obić kumplowi, ale mógł posłużyć za manekin treningowy - dopóki ciosy były pozorowane. Mógłby nawet udać, że obrywa i odegrać malowniczy upadek w odpowiednim kierunku.

- Ten cios pałką był idealny! - westchnął, bez cienia strachu patrząc w oczy zamachniętego Jessiego. Przypomniał sobie tamtą chwalebną chwilę i wzdrygnął się lekko, bo wraz ze wspomnieniem wrócił ohydny odgłos łamanego ślizgońskiego nosa  - Mam nadzieję, że jak te łajzy wylezą ze skrzydła szpitalnego, to też dostaną szlaban! Przecież twoi kumple z drużyny chyba to widzieli?

Nie był to jego pierwszy szlaban, na ostatnim roku nauki zdążył już ich nazbierać całkiem sporo, ale rzadko który kończył się tak późno. Kiedy wychodzili z klasy za oknami panowała już majowa noc - wciąż niezbyt ciepła, ale zdecydowanie przyjemniejsza, niż jeszcze parę dni temu.
- Wcale nie mam ochoty iść spać - powiedział z przekornym błyskiem w oku i trącił Jessiego ramieniem - Wciąż nie uczciliśmy waszego zwycięstwa.
Zwycięstwa Krukonów - nie jego drużyny, ale Hannibal przede wszystkim kibicował swoim przyjaciołom, a dopiero w drugiej kolejności Domom. Pokazał Jessiemu wnętrze swojej torby - podejrzanie ciężkiej - jak się okazało, za sprawą czteropaku piwa kremowego w środku. Otwieranie go podczas polerowania sreber nie było odpowiednie do okazji, ale teraz… Selwyn spojrzał w kierunku Wieży Astronomicznej. Nawet, jeżeli ktoś miał tam dziś zajęcia, to dopiero o północy…

Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#3
07.01.2026, 18:12  ✶  

Tekst o "używanych dobrach" wyraźnie podkurwił Jessiego, ale w odpowiedzi na zaczepkę o obciąganie Ślizgon usłyszał od Jessiego pytanie, czy jest zazdrosny, bo do niego nawet skrzaty domowe nie chcą się schylać, czy dlatego, że u niego nie byłoby co obciągać. Zaraz jednak poleciał kolejny tekst o Jonathanie i Charlotte, niedokończony dlatego, że Ślizgon oberwał po żebrach. Szkoda tylko, że nauczyciel nie zjawił się wcześniej, kiedy ze strony Ślizgonów padały obelgi, a akurat wtedy, kiedy te łajzy zbierały łomot.

Czyszczenie Pucharów, Trofeów i innych nagród nie było może najgorszą karą, ale Jessie chyba już by lepiej przyjął jakieś zadanie w Zakazanym Lesie z gajowym, który zawsze mamrotał coś o za głośno galopujących centaurach i śmierdział starą skórą. Pocieszeniem dla Jessiego była obecność Hannibala, z którym nie można było się nudzić, a tak to we dwóch sobie ponarzekali na nauczyciela i Ślizgonów i jakoś tak całe te nerwy zeszły.

-A w życiu - żachnął się na samą sugestię, że mógłby chcieć sam tu siedzieć i próbować "przypadkiem" nie porysować pucharu Slytherinu. -Głupio mi, że przeze mnie... a właściwie to przez tamtych kretynów... dostałeś szlaban, ale cieszę się, że jesteś tu ze mną.
W momencie, w którym Hannibal zaczął przeglądać się w talerzu, Jessie oparł głowę na swoich pięściach, przyglądając się mu z udawanym rozmarzeniem.
-Jesteś moim bohaterem, wiesz? Tak dzielnie broniłeś honoru mojego i mojej rodziny. I swojej. Poczułem się, jak księżniczka - brakowało jedynie, żeby się położył i zaczął machać nogami.

Trochę dziwnie się poczuł z tym chyba przesadnym słodzeniem, więc szybko się ogarnął, posprzątał resztę rzeczy i po krótkiej chwili namysłu zaczął odwzorowywać we własnej głowie bójkę, testując inne zamachnięcia. Nie przerwał, kiedy tuż przed nim, na linii ciosu, pojawił się Hannibal, ale nie uderzył go. Z lekkim uśmiechem zamachnął się prawą ręką, jakby celował w skroń Selwyna, i kiedy jego ręka miała się już zetknąć ze skórą Hana, rozprostował palce i poczochrał mu włosy.
-Ach, dziękuję. Mogłem trochę bardziej zakręcić nadgarstkiem, żeby go bardziej zabolało, ale właściwie jestem z niego dumny - przyjął komplement, strzepując z ramienia kurz, którego tam nie było. Zaraz jednak na jego twarzy pojawił się grymas. -Byłoby miło, ale podejrzewam, że ich rodzice dają dupy komuś ważnemu z Ministerstwa, więc dla świętego spokoju od Tatuśka z luźnym tyłkiem pewnie skończy dla na upomnieniu dla nich. Nawet jeśli moja drużyna to widziała. Wiesz, jak jest. Dobra, spadajmy stąd. Jak zobaczę jeszcze jedną Odznakę Za Zasługo Dla Szkoły dla jakiegoś Ślizgona, to chyba zwrócę wczorajszy obiad - aż się wzdrygnął. -Myślisz, że dostaniemy od Jonathana i mojej mamy wyjce za bójkę czy podpowiedzi, jakich lepszych tekstów mogliśmy użyć?

Tak właściwie to również nie chciał jeszcze wracać do Wieży Ravenclaw i kończyć ten wieczór, który w swoim planie właściwie nie zawierał bójki i szlabanu, ale przynajmniej coś się zadziało. Z uniesionymi brwiami zajrzał do otwartej przez Hannibala torby i na chwilę rozdziawił buzię.
-Hannibalu - zaczął poważnym tonem. -Dopiero co skończyliśmy odwalać szlaban i myślisz, że pójdę z tobą na Wieżę Astronomiczną pić kremowe? - ostatnie słowa powiedział już szeptem, bo przecież obrazy mogły słuchać. Uśmiechnął się szeroko. -Za dobrze mnie znasz. Jak ty to schowałeś, że ci tego nie skonfiskowali?

Jessie zawsze miał wrażenie, że na Wieżę Astronomiczną musieli wspinać się wieczność, ale teraz całkiem szybko tam dotarli i mogli się rozsiąść pod rozgwieżdżonym niebem, które chyba tej nocy miało więcej gwiazd, niż normalnie.
-Łał - powiedział Krukon w cichym zachwycie. -Jest naprawdę pięknie.
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#4
07.01.2026, 22:58  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.01.2026, 00:04 przez Hannibal Selwyn.)  
Hannibal zachichotał, wyobrażając sobie wyjce wywrzaskujące lepsze w mniemaniu autorów wiązanki na temat Ślizgonów, ale zaraz spoważniał.
- Mój ojciec pewnie nie podejdzie do tego z dystansem. Będę miał szczęście, jak postanowi to pominąć milczeniem.
Everett Selwyn mógł uznać to za niewart uwagi szczeniacki wybryk albo za kolejne nieodpowiednie PR-owo zagranie - syn nigdy nie wiedział do końca, czego się spodziewać. Większą część swego okresu nastoletniego buntu młody Selwyn miał już za sobą, ale wciąż tęsknił za wakacyjnym powrotem do domu mniej, niż większość uczniów. Na szczęście wracał właściwie tylko po to, by przepakować kufer i jeszcze przed końcem lata ruszał do Paryża, kształcić się w tamtejszym teatrze. Nie mógł się doczekać i na myśl o tym rozchmurzył się.

Z zadowolonym z siebie uśmiechem pieczołowicie zamknął torbę.
- Tak, dokładnie tak myślę. Jako twój dzielny obrońca, chyba zasługuję na odrobinę twojego czasu, co? - zapytał niewinnie, jakby przed chwilą nie skończyli parugodzinnego wspólnego szlabanu. Podniósł wzrok na Jessiego - Albo w imię naszej zahartowanej w boju przyjaźni! - dodał na wypadek, gdyby pierwsza wersja była dla niego zbyt odważna. Kelly - bałamutnik! - mógł mówić, że czuł się jak księżniczka, ale tak naprawdę wcale nie dawał z siebie mniej w przepychance za szatnią.
- A co do flaszek - mam swoje sposoby! - szepnął Hannibal, nie zamierzając zdradzać swych sekretów. Być może niedawna poprawka z Transmutacji przysłużyła się jego karierze przemytnika.

Schody na wieżę nie były żadnym wyzwaniem ani dla gracza w Quidditcha, ani dla zawodowego tancerza. Za to na samej górze…
Hannibal stanął ramię w ramię z Jessiem i również się rozejrzał. Było całkiem inaczej, niż podczas lekcji. Otaczała ich cisza, z rzadka przerywana pohukiwaniem sowy. Pomoce naukowe stały ponakrywane pokrowcami. Widok - z jednej strony na Hogwart i jego błonia, z drugiej - na otaczające zamek równiny - zapierał dech w piersiach. Gdzieś w oddali można było dostrzec nawet światła Hogsmeade, jeżeli wiedziało się, gdzie szukać. Najbardziej zachwycająca jednak była możliwość obserwacji rozgwieżdżonego nieba. Znajdowali się wysoko ponad resztą zamku, a Wieża Astronomiczna celowo była umieszczona w części, której nie oświetlano na noc zbyt obficie.
- Och… - Hannibal również na chwilę zaniemówił - Całkiem inaczej, niż w Londynie…

Przez kilka chwil stali, zadzierając razem głowy, a potem Hannibal przekrzywił swoją i kątem oka zerknął na Jessiego. Zakołysał się na nogach i dotknął go lekko ramieniem, by zwrócić na siebie jego uwagę. Głową wskazał na niską, długą ławkę pod murem okalającym wieżę - szerokim  i opatrzonym oznaczeniami kierunków geograficznych. Usiadł i ostrożnie postawił swoją torbę na kamiennej posadzce. Wyciągnął butelki. Pacnięte różdżką kapsle odskoczyły, a Selwyn podał jedno piwo kremowe Jasperowi.
- Za honor Kellych i Selwynów! - wzniósł cichy toast, ale zaraz zmitygował się - Ach, no i za dominację Krukonów nad Ślizgonami!
Na więcej, niż jeden sposób, pomyślał z rozbawieniem. Ich dzisiejszym przeciwnikom bardziej przydadzą się teraz znajomości rodziców w klinice Potterów, niż gdziekolwiek indziej. Stuknął szkłem o szkło i podniósł butelkę do ust. Pociągnąwszy parę łyków, ponownie spojrzał w niebo.
- Nie żebym tęsknił za powtórką z astronomii, ale ta noc jest jakby stworzona do patrzenia w gwiazdy... - westchnął, rozsiadając się swobodnie.

Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#5
08.01.2026, 12:56  ✶  

To był ich ostatni rok w Hogwarcie - niedługo właściwie zakończą swoją naukę w zamku - więc Jessie zastanawiał się, jaka była szansa, że nauczycielowi ktoś wybije z głowy wysyłanie wyjców do ich rodziców. Zapewne bardzo mała, bo skoro nauczyciel wlepił im szlaban bez właściwie wysłuchania całej historii po wysłuchaniu wersji Ślizgonów, to pewnie nie przepuści okazji, żeby ich "udupić". Właściwie to Jessie poczuł małą ulgę, że doszło do tego teraz, na praktycznie samej końcówce ich nauki, a nie wcześniej, kiedy jego wybryki mogłyby jakoś wpłynąć na pozycję Rity, bo tego by już nie zniósł, a siostra pewnie też by mu nie puściła tego płazem.

-Za to, jak pięknie przywaliłeś tamtemu gnojkowi? Jestem cały twój - uczczenie "zahartowanej w boju" przyjaźni również było dobrym argumentem, ale ten pierwszy był w zasadzie lepszy.
Jęknął męczeńsko, bo tekst "mam swoje sposoby" oznaczał, że tymi sposobami Han raczej nie będzie chciał się podzielić, nawet z kumplem.

-Niby mamy te zajęcia z Astronomii, ale właściwie nigdy nie patrzymy w niebo tylko po to, żeby na nie popatrzeć i docenić, że te gwiazdy po prostu... istnieją - powiedział po kilku sekundach milczenia. -Nie wiem, czy to, co mówię, ma sens, ale pomyśl... Wpatrujemy się w niebo, szukamy konstelacji, gubimy się, bo każda z nich może oznaczać coś innego i spróbuj zapamiętać wszystkie ich znaczenia, że przestajemy patrzeć na niego po prostu... jak na gwiazdy.

Znowu zamilkł, nawet na chwile nie odrywając wzroku od sklepienia, które odbijało się w jego oczach. Hannibal wyrwał go z tego transu szturchnięciem w ramię. Zaśmiał się cicho, podążając wzrokiem za kumplem, w stronę ławki. Mieli w końcu świętować, czyż nie?
-Za honor, za dominację i za pałki i pięści, które nigdy nie pudłują! - stuknęli się butelki i pociągnęli pierwsze łyki piwa.

Hannibal miał rację - niebo aż błagało, by na nie spojrzeć, ale bez teleskopów, bez podręczników i wszystkiego innego, co by odciągało uwagę od jego zwykłego, naturalnego piękna.
-Racja - powiedział i minęło kilkanaście sekund, zanim znowu się odezwał. -Mój tata lubił patrzeć w niebo. Tak po prostu. Uwielbiał, kiedy nie było ani jednej chmury i było tak dużo gwiazd. Kiedy byłem mały i miałem kiepski dzień albo po prostu jakieś dziecięce humorki, zabierał mnie nocą na dwór i po prostu gapiliśmy się w niebo, dopóki mi się nie polepszyło. Zawsze próbował znaleźć największą gwiazdę. Pamiętam, że którejś nocy szukaliśmy na niebie konstelacji i tata potrafił niektóre nazwać, ale ja nadawałem im po prostu imiona mojej rodziny. Największą gwiazdę, jaką znalazłem, zawsze nazywałem Mamą - zaśmiał się. -To było, zanim on...
Zacisnął na chwilę usta, odchrząknął i znowu rozejrzał się po niebie.
-Spójrz - powiedział i wskazał jedną z gwiazd. -Ta jest wielka. Chyba... Chyba największa z tych wokół.
Wskazana przez niego gwiazda jaśniała bardziej, niż te rozsiane wokół niej.
Po dłuższym wpatrywaniu się w nią można było zauważyć, że wraz z innymi gwiazdami tworzyła konstelację, ale w tym momencie Jessie nie mógł sobie przypomnieć jej nazwy.
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#6
09.01.2026, 11:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.01.2026, 13:52 przez Hannibal Selwyn.)  

Pijąc piwo kremowe na Wieży Astronomicznej w porze ciszy nocnej, łamali co najmniej kilka szkolnych zasad (znowu), ale przecież nikt nie musiał wiedzieć, że tu byli, prawda? Hannibal westchnął - w odróżnieniu od wszystkich jego przerysowanych, dramatycznych gestów i min, zachwyt, który malował się na jego twarzy w tym momencie, był czymś delikatnym i… prawdziwym. Jessie miał rację - te wszystkie koniunkcje i konstelacje miały mało uroku, kiedy brakowało czasu, by zatrzymać się i docenić ich piękno.
- Mhmm… - mruknął z aprobatą. Powinien mieć na takie okazje jakiś odpowiednio romantyczny cytat o gwiazdach, ale jak na złość, akurat żaden nie przychodził mu do głowy. Nie szkodzi - rozciągająca się między nimi cisza nie była uciążliwa.

Kiedy Jessie zaczął mówić o swoim ojcu, Selwyn oderwał wzrok od nieboskłonu i poświęcił towarzyszowi całą swoją uwagę. Ciemności skrywały ich twarze, ale ton jego głosu mówił sam za siebie. Hannibal wyciągnął rękę i położył na jego przedramieniu w geście milczącego wsparcia. Nie jesteś sam.
- Piękne wspomnienie - szepnął po chwili - Mój ojciec nie patrzył ze mną w gwiazdy. Mama… - urwał. To nie powinno być o nim - Mama w centrum Wszechświata. To urocze - wybrnął całkiem zgrabnie - Czy w Stanach widać te same gwiazdy, co u nas?

Cieszył się, że Jessie czuł się na tyle dobrze w jego towarzystwie, by dzielić się sprawami, które na pewno były dla niego trudne. Z tego, co opowiadał, miał z ojcem dobre kontakty. Hannibal był skłonny wysłuchać wszystkiego, co zechciałby mu opowiedzieć. Sam nie wyobrażał sobie, jak by to było - rozmawiać z Everettem swobodnie, nie doszukiwać się ukrytych szpil w co drugiej rozmowie?... Czasy jego własnych głośnych awantur z ojcem już minęły, miał wrażenie, że nastoletni bunt dopalał się w nim i zestalał w coś chłodniejszego i twardszego, ale wciąż trzy pierwsze słowa, jakie kojarzyły mu się z Everettem, brzmiały: wymagający. Niedostępny. Zapracowany.
Przegnał gorzką refleksję długim pociągnięciem z butelki.

Kiedy Kelly wskazał na najjaśniejszą gwiazdę, Hannibal zadarł ponownie głowę. Niebo było ich pełne i trudno było wybrać jedną najjaśniejszą, ale skoro Jessie wybrał tę konkretną, on nie zamierzał się spierać. Podobnie nie miał też głowy do przypominania sobie nazw. O ile bardziej ekscytujące było nadawanie im własnych!
- Gdybyś miał ją nazwać dzisiaj, jakie imię byś jej nadał? - rzucił trochę nieobecnym głosem.


Czy powinien mieć pod ręką życzenie, na wypadek, gdyby któraś spadła? Pewnie nie, to był tylko stary przesąd, ale Hannibal i tak je miał. Co więcej, osiemnastoletni, przekonany o własnej niezniszczalności, mający przyjaciela na wyciągnięcie ręki, a świetlaną perspektywę wyjazdu, wolności i przygody przed sobą, wierzył, że nie potrzebuje spadających gwiazd, by je spełnić.
- Nie podejrzewam, żebym miał w Paryżu tęsknić szczególnie za Hogwartem, ale za tym? Kto wie... - westchnął, podciągając jedno kolano pod brodę.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#7
12.01.2026, 10:41  ✶  

Pijąc piwo kremowe na Wieży Astronomicznej w porze ciszy nocnej, łamali co najmniej kilka szkolnych zasad, ale Jessie nie zamieniłby tego na tego miejsca na żadne inne. Byli tutaj we dwóch, sami, pod rozgwieżdżonym niebem, z butelkami piwa kremowego i własnym małym zwycięstwem, które świętowali wraz ze zwycięstwem drużyny Kelly'ego. A skoro nie było strachu przed przyłapaniem i myśli, że robi się coś złego, oznaczało to, że było to bardzo dobre miejsce dla tego właśnie momentu.

Wspomnienie faktycznie było piękne. I tak bardzo cenne bo było jednym z ostatnich, które Jessie miał ze swoim ojcem. Potem śmierć Neda uniemożliwiła im tworzenie następnym, równie pięknych lub piękniejszych. Obecność Hannibala była ogromnym wsparciem i ukojeniem i chociaż jego oczu wciąż chłonęły widok rozciągający się nad nimi, kącik jego ust uniósł się delikatnie.

Dziękuję.

-Możliwe - powiedział. -Ale mam wrażenie, że Amerykanie częściej patrzą w niebo niż Brytyjczycy.

Dla niego samego ten widok był jeszcze piękniejszy, bo nie był zakrzywiony przez wadę jego oczu.

Gdyby miał dzisiaj nazwać tę gwiazdę, którą wskazał jako najjaśniejszą, jakie imię by jej nadał? Hm... Zbyt wiele gwiazd nazwał za dziecka "Mama", "Tata" również nie wydawało się odpowiednie. Mógłby nazwać ją po swoim rodzeństwie, wujkach lub którymś z ich przyjaciół, ale... Nie, to nie było to. Było natomiast jedno imię, które tak bardzo pasowało mu do tego momentu, do nazwania nim gwiazdy. Imię, które od jakiegoś czasu coraz częściej pojawiało się w jego myślach, chociaż bardzo próbował je uciszyć i odesłać do skrytki, z której wylazło. Imię, które zaczęło układać się na jego ustach, ale powstrzymał je, nim sam dźwięk pierwszej litery mógłby go zdradzić. Hannibal był inteligentny - jeszcze domyśliłby się za dużo, a to nie było miejsce ani czas na takie wyznania. Odchrząknął po raz drugi, odsunął się od Hannibala ze złośliwym uśmiechem, opierając ręce na biodrach.

-Hannibal - oznajmił. -Chcę ją nazwać Hannibal. Jaśniejąca gwiazda Teatru Selwynów, a wkrótce Konstelacja Sceny Światowej.

W kolejnym toaście upił długi łyk kremowego.

-Chyba nie muszę cię prosić, żebyś nie zapomniał o zwykłym kumplu, kiedy już staniesz się sławny, prawda? Przywieź mi jakąś pocztówkę z Paryża.
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#8
13.01.2026, 14:41  ✶  

Palce na przedramieniu Jessiego, zacisnęły się lekko na moment, a potem opadły, kiedy chłopak odsunął się i oparł rece na biodrach.

W głębi duszy, Hannibal Selwyn nie miał oczywiście wątpliwości, że zasługuje na umieszczenie na firmamencie - przekonanie to wtłaczano mu do głowy od kiedy pamiętał, od pierwszych, niepewnych wyjść na deski teatru lata temu.

Nie spodziewał się jednak usłyszeć takiej odpowiedzi - nie teraz, nie od niego. Bezczelny, złośliwy uśmiech Jessiego nie pozostawiał wątpliwości, że poruszają się w sferze żartów i droczenia się, ale Hannibalowi nie przeszkodziło to odpowiednio zareagować. Spojrzał na Jessiego oczami pełnymi niewinnego zaskoczenia. Potem spuścił wzrok w udawanym zakłopotaniu.
- Jess, schlebiasz mi! - powiedział cicho. Butelka powędrowała do ust i dopiero u celu Hannibal zorientował się, że jest pusta. Nie szkodzi - zakołysał nią dla pewności i uśmiechnął się nieśmiało, marszcząc nos i zasłaniając dolną połowę twarzy dłonią i szkłem.

Tak naprawdę, wchłonął komplement jak gąbka. Trzeba było więcej, by zawstydzić Selwyna. Czarodziejski show-biznes nader skutecznie wykorzeniał z ludzi wstyd, a Hannibal był mielony w jego trybach nie od wczoraj.

Sięgnął po puste szkło Jessiego i razem ze swoim wsadził do torby, wymieniając je na pełne.
- Spodziewałem się raczej imienia jakiejś dziewczyny - przyznał, porzucając rolę - ale nie martw się, nie zapominam łatwo pięknych widoków - podał mu otwartą butelkę. Tak, jakby mógł po prostu zapomnieć o przyjaciołach tylko dlatego, że stanie się trochę bardziej znany, niż teraz! - Będę do ciebie pisał. Możesz mnie odwiedzić, jeżeli chcesz. Wiesz, że w Cancan Carcolh wystawiają również burleskę? - zapytał, bo ta rozmowa niebezpiecznie zaczęła przypominać pożegnanie, i to jakieś tanio łzawe, a do jego wyjazdu pozostało jeszcze dobre parę tygodni - Widziałem zdjęcia z przedstawienia, gdzie dziewczyna miała takie wielkie wachlarze ze strusich piór, jak skrzydła! To dopiero musi być zabawa! - nie krył ekscytacji, no bo tańczyć z takim czymś? Przecież to musi całkiem zmieniać dynamikę ruchu! Hannibal nie grał jeszcze nigdy żadnej sensownej roli z tak dużym rekwizytem, ale kiedyś za kulisami wdał się z jednym ze statystów w pojedynek na włócznie i już to było genialne. Wizja tych piór w połączeniu z muzyką i rozbieraniem się na scenie wywoływała motyle w brzuchu Selwyna.

Odwrócił się do rozmówcy przodem, przerzucając nogę nad ławeczką i siadając okrakiem. Od kiedy stanęli na posadzce wieży, czuł pokusę wskoczenia na mur i wykonania na nim kilku tanecznych kroków - na tle rozgwieżdżonego nieba i nocnego krajobrazu prezentowałby się zapewne malowniczo i dramatycznie. Wystarczyło jednak jedno spojrzenie za krawędź, w wielopiętrową otchłań, by wzdrygnął się lekko i zdecydował, że jego stopy pozostaną jednak na zgodnej z BHP powierzchni. Zamiast tego oparł łokieć na kamieniach i bezgłośnie wybił opuszkami palców rytm, który wydawał mu się odpowiedni. "Once upon a dream" ze "Śpiącej Królewny".
- Tańczyłbym - westchnął. Co prawda, starał się znajdować czas na rozciąganie i treningi między lekcjami, ale to nie było to samo.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#9
17.01.2026, 11:33  ✶  

Nawet jeśli poruszali się po strefie żartów i przyjacielskich złośliwości, Hannibal zasługiwał na komplementy. Zasługiwał na komplementy nie tylko ze względu na swój talent aktorski, ale również za samego siebie - Hannibal był kumplem, którego można było zazdrościć. I z pewnością niejedna osoba zazdrościła tej relacji przyjaciołom Selwyna.
-Starałem się - powiedział, oddając Hanowi pustą butelkę i odbierając od niego drugą, pełną.
Hannibal nawet nie wiedział, że nie brakowało dużo, żeby imię dziewczyny faktycznie padło, i chociaż uważał, że Hannibal faktycznie zasługiwał na to, co powiedział wcześniej, stanowił pewnego rodzaju osłonę przed wyznaniem, któremu nie chciał nadawać głosu.
-Uważasz, że jestem piękny?
Zaśmiał się swobodnie i pociągnął z butelki większy łyk piwa. Szybko jednak pojawił się uścisk w brzuchu, bo ta rozmowa faktycznie zaczynała przypominać pożegnanie, a Jessie nie chciał się czuć, jakby się żegnali. Co prawda za kilka tygodniu Hannibal faktycznie wyjeżdżał, ale do tego momentu było jeszcze dużo czasu, a poza tym jeszcze kiedyś przecież się zobaczą, prawda? Nie potrzeba było łzawych pożegnań.
-Nie jestem w stanie sobie nawet wyobrazić, jak można z czymś takim tańczyć - czy taki rekwizyt był ciężki, czy może nawet cała garść takich piór była lekka?
Czy takie majtające się z tyłu pióra nie przeszkadzały w tańcu? Nie rozpraszały, kiedy na plecach czuło się coś ruszającego? Jessie spróbował sobie wyobrazić, jak by się grało w Qidditcha, gdyby ktoś zarządził, że dla efektu estetycznego gracze mieliby nosić takie pióropusze i zaraz skrzywił się na samą tę myśl. W powietrzu to po prostu nie mogło być wygodne. A jeszcze jak cię taki ukłuje w oko...
Tańczyłbym...
Byłby to całkiem przyjemny widok, ale...
-Jeżeli chcesz tańczyć, to nie próbuj nawet wskakiwać na mur, proszę cię. Latam całkiem dobrze, ale nie mamy tutaj żadnej miotły, a mógłbym nie zdążyć cię złapać i tu ściągnąć, gdyby coś się stało.
A szkoda by było, gdyby Hannibalowi coś się stało przed wyjażdem.
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#10
18.01.2026, 21:55  ✶  

Uważasz, że jestem piękny?
Hannibal przyjrzał się Jessiemu uważnie, co było dość bezowocnym przedsięwzięciem, zważywszy na to, że był środek nocy.
A może wcale nie.
Rzucił swój komentarz jako swój typowy żarcik, wpisujący się w ich dynamikę, tę, która przyczyniła się do niewybrednych komentarzy Ślizgonów wcześniej tego dnia. Potrafił docenić urodę niezależnie od płci, różnicy wieku, czy statusu, a Jessiemu nic nie brakowało w tym departamencie, ale tak naprawdę w tej chwili wcale nie chodziło o to.
Wyznanie o patrzeniu w gwiazdy z ojcem było czymś cennym i delikatnym, co Jessie zdecydował się mu powierzyć. Selwyn oczywiście znał historię rodzinną Kellych, ale takie wspomnienia, to nie było coś, czym jego przyjaciel dzielił się lekką ręką. Doceniał to, tak samo jak doceniał wrażliwość i zaufanie, jakie za tym stały.

- Widzę, że bardzo chcesz usłyszeć, jak to mówię - nadał swojemu głosowi równie żartobliwy i bezczelny ton, jak wcześniej Jessie - W tej ciemności wyglądasz całkiem niczego sobie.
“W tej ciemności” nie było widać, czy oczy Hannibala błyszczały tylko rozbawieniem, czy czymś więcej.

Zerknął raz jeszcze w dół, poza mur wieży. Jakim cudem Jessie odgadł formujący się w jego głowie plan? Nieważne - do jego realizacji i tak byłoby potrzebne więcej  alkoholu, bo chyba żadna ilość kremowego piwa nie była w stanie pokonać hannibalowego lęku wysokości.
- Gdybyś miał miotłę, chyba nie oparłbym się pokusie bycia uratowanym - dobrze, że tej miotły nie było, bo to był od początku do końca blef. Hannibal gdzieś na drugim roku przekonał się (bardzo boleśnie), że latanie nie jest dla niego i prawdopodobnie taka akcja skończyłaby się obitym ego albo obitym tyłkiem, a najprawdopodobniej jednym i drugim - Ale nie jestem wystarczająco pijany.

Pociągnął z butelki. Piwem kremowym właściwie nie dało się upić, nie, kiedy miało się osiemnaście lat i nie było drobną dziewuszką o figurze wierzbowej witki.
- Mówię serio z tym Paryżem. Ustawię się i na jesieni możesz wpadać. Wyobrażasz sobie, że we wrześniu nie będziemy wsiadać do pociągu do Hogwartu? - zapatrzył się w dal. Raczej czuł się gotowy do opuszczenia szkolnych murów, jego ścieżka kariery była już od lat zdecydowana i wytyczona, a paryski czarodziejski teatr tylko czekał, by przyjąć go z otwartymi ramionami do terminu, ale trochę nostalgii jednak się w nim tliło, zwłaszcza w takich chwilach.
- Masz już w ogóle jakiś plan, co dalej?
Temat był delikatny i stresujący dla wielu uczniów, zwłaszcza niepochodzących z czystokrwistych rodów, ale Jessie nie dość, że mógł liczyć na wsparcie ojców chrzestnych (zarówno swojego, jak i swego rodzeństwa), to był w mniemaniu Hannibala tym ogarniętym kumplem, który Ma Plan.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Hannibal Selwyn (2935), Jessie Kelly (3060)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa