22-24 września 1972r.
Rodzinna Posiadłość Travers
Dolina Glen Affric / Szkocja
Wyjątkowo na ten dzień, Delilah zdecydowała, że zostanie przygotowana uroczysta kolacja dla ich rodziny. Nie chciała czekać do zimowego Yule. Rozważała tę decyzję jeszcze kilka dni po tragicznych wydarzeniach, jakie spotkały stolicę Anglii. Informacje te dotarły także do ich posiadłości. Nevan wierzył, że ich dzieciom nic się nie stało. Gdyby było inaczej, dostaliby list.
Kiedy Delilah podjęła decyzję, zleciła swojemu starszemu synowi rozesłanie zaproszeń. Uroczysta, rodzinna kolacja w Mabon, ma się odbyć. Nevan na polecenie matki, wysłał listy do swoich dzieci oraz rodzeństwa. Jednakże, nie wszystkie listy wróciły z jakąkolwiek odpowiedzią.
Rezydencja jak zawsze, była zadbana. Służbę tego miejsca, stanowiły skrzaty. Nie zatrudniali nikogo ludzkiego, zważając na swoją rodzinną klątwę, przechodzącą genetycznie na kolejne ich pokolenia. Nie chcieli za bardzo ryzykować.
Seniorka Rodu osobiście dopilnowała, aby wszystko było jak najlepiej przygotowane. Dyktując polecenia skrzatowi, co ma poprawić, co zmienić, co przygotować. Kiedy pozostałe, zajmowały się przygotowaniem jedzenia. Przebywała właśnie w jadalni, przyglądając się dużemu stołowi, przykrytemu granatowym obrusem ze złotymi wykończeniami. Położonej zastawie do kolacji. Była już ubrana w swoją ciemno butelkową suknię. Włosy mając upięte wysoko w kok. Na sobie mając jeden z kompletów rzadko spotykanej biżuterii, która otrzymała od swojego męża. Jego duch, wciąż pozostawał w tej rezydencji, w bibliotece.
Do Delilah, dołączył Nevan, poprawiający mankiety od swojej białej koszuli. W połowie gotowy do uroczystości. Nie spieszył się, gdyż mieli jeszcze spory zapas czasu. Mężczyzna stanął obok swojej rodzicielki, rzuciwszy okiem na przygotowania.
- Faye potwierdziła, że przybędzie. Sebastian nie da rady dotrzeć. Obiecał, że postara się być na Yule. Nie mam jeszcze odpowiedzi od Very.Zakomunikował matce, uprzedzając jej pytania. Wiedział, że nie będzie z tej informacji zadowolona.
- A Theon i Nicholas?
Zapytała, nie chcąc usłyszeć to, czego najpewniej mogła się spodziewać.
- Nie odpisali. Od Faye wiemy, że z Nicholasem jest dobrze.
Odparł zgodnie z prawdą. Delilah pokręciła głową niezadowolona z takiego raportu. Mogła wziąć na siebie wysyłanie listów. Czy może wyjców? Ostatni na Nicholasa bardzo podziałał.
- Pomogę przygotować się Tarah.
Oświadczył Nevan, zawracając do głównych schodów. Delilah nie zatrzymywała go. Wiedziała, że synowa zmagała się z problemami zdrowotnymi.
- Nie tutaj. Ten wazon postaw na tamtym stoliku.
Zwróciła uwagę skrzatowi, który chciał wazon z kwiatami postawić na głównym stole. Mógłby tylko przeszkadzać. Wolała go mieć dalej od potraw. Jeszcze jakiś płatek spadnie na pieczeń i cały smak się zmieni.
Słońce zachodziło, do kolacji było coraz bliżej. Stół został już odpowiednio przygotowany i zastawiony potrawami. dla każdego było przygotowane odpowiednie miejsce. Szczytowe, po swoim zmarłym małżonku, zajmowała Delilah. Po jej prawej stronie, miał zasiąść starszy syn - Nevan. Zaś obok niego, Tarah, jego zona. Jako że Sebastian, nie stawi się na kolacji, jego miejsce miał zająć Nicholas, po lewej stronie Delilah. Obok niego, były przygotowane miejsca dla Theona i Faye. Najwyraźniej Delilah nie uznawała odmowy, więc liczyła na ich przybycie, nawet jeżeli nie odpisali na zaproszenia. Tak samo było przygotowane miejsce dla jej córki, tuż obok Tarah.
Nevan pomógł przygotować się do wieczoru swojej żonie, jak choćby w ubiorem sukni, prostej, ciemnoniebieskiej. Makijaż kobieta nałożyła sobie sama. Delikatny, wystarczający. Nevan poprawił swoją koszulę i przewiązał elegancki krawat w kolorze sukni swojej małżonki. Na koszulę, ubrał ciemną marynarkę, będącą szatą wyjściową. Poprawił jeszcze swoje uczesanie i kiedy oboje byli gotowi, zeszli na dół, aby w salonie poczekać na pozostałych gości. W tym swoich dzieci. W między czasie, skrzat podszedł do niego.
- Panie Nevan. List do Pana.Skrzat wyciągnął dłoń z listem, jaki odebrany został od sowy.
- Dziękuję.
Od razu otworzył i przeczytał. Dostając spóźnione potwierdzenie, że jego siostra, także nie zjawi się na kolacji. W takim razie, wraz z żoną, czekali na przybycie swoich dzieci. Czy się zjawią?