— Jak ty dziecko wyglądasz! — załamywała ręce Ivanka, czy raczej jedną rękę, bo w drugiej trzymała papierosa. Kobieta wyszykowana w magiczną szatę w agresywnym odcieniu świeżo skoszonej trawy, nie mogła różnić się w tym momencie bardziej od swojej córki. Czarownica spędziła przynajmniej pół dnia na kąpieli, nacieraniu ciała wonnościami, dobieraniu biżuterii oraz nadawaniu swojej twarzy i włosom odpowiedniego wyglądu za pomocą Ulizanny i specyfików Potterów. Należało również wspomnieć o tym, że oddała do farbowania pantofle, aby ich odcień idealnie pasował do zakupionych niedawno rękawiczek oraz torebki. Nic nie pozostawiała przypadkowi, a siwiejące włosy ułożyła tak sztywno, że żadna wichura nie ruszyłaby żadnym kosmykiem.
— Skończyłam dyżur pół godziny temu— westchnęła ciężko Deirdre, trzymająca w dłoniach swój wieniec, jako wymówkę, aby nie być złapaną pod rękę z matką, która próbowała jeszcze coś poprawiać przy swoim.
— Wymówki, wymówki — żachnęła się starsza kobieta. — Ja wzięłam po prostu wolne.
— Mamo, ja pra...
— Byłaś takim ładnym dzieckiem. Dobrze, że chociaż ten paskudny uniform przebrałaś. — kontynuowała pani Dolohov-Malfoy, nie zwracając uwagi na córkę, która próbowała coś jej powiedzieć na temat rannych i kryzysu w Mungu po Spalonej Nocy. — A teraz co, cienie pod oczami, włosy bez wałków, a ta szata to nie wiem skąd.
— Pożyczyłam od Oleandra — odpowiedziała, chociaż nie było to tak na prawdę pytanie i pani Malfoy nie zwróciła nawet uwagi na to, co mamrotała córka. Zaraz przywitała się z panią Burke i zaczęły rozmawiać na temat wieńców oraz tego, co Ministerstwo powinno wyremontować jako pierwsze.
W gruncie rzeczy Deirdre nie wyglądała tak okropnie, jak to malowała jej matka. Owszem, zmęczenie związane z przedłużonymi dyżurami, konieczność wysłuchiwania żali mugolaków, bez możliwości komentarza czy wyrzucenia ich z placówki, ciągle bieganie po różnych oddziałach ze względu na powoli ustający chaos organizacyjny, odbijały się zmęczeniem na młodej twarzy. Po powrocie rozpuściła jedynie i przeczesała włosy, dopasowała transmutacją czarną szatę i przebrała ubranie spodnie, zamiast utylitarnej krochmalonej koszuli i wełnianej spódnicy w kolorach Munga, założyła na świeżą halkę jedwabną bluzeczkę w perłowym kolorze i taftową spódnicę haftowaną w jesienne wzory, idealna na święta, która pojawiała się w rozcięciach czarnej szaty, jak błyski płomienia pośród węgla. Może nie była to najbardziej stosowna spódnica, ale obecnie najładniejsza z tych, które miała młoda Malfoyówna. Większość jej dobytku spaliła się w świętym gniewie płomieni z ósmego na dziewiątego września.
Nie przysłuchiwała się wcale rozmowie dwóch czarownic. Górując nieco nad nimi, utknęła w nieinteresującej jej konwersacji i zaczęła przetaczać wzrokiem po ulicy Whitecroft. Po popiele, który spadł na Londyn jak śnieg. Lubiła zimę i lubiła śnieg, gdy wyciągała z kufrów grube futra i ciepłe buty, uwielbiała czas Nowego Roku, celebracje strzelającymi korkami szampana i górami szampana. Marzyła jej się góra ptysiów nadziewanych półpłynnym kremem budyniowo-adwokatowym, pokrytych cukrem pudrem, jak śniegiem, który mogła zlizywać z palców. Może na Yule pomaluje sobie paznokcie? Zależy, czy będzie miała dyżur. Zamknęła oczy. Chociaż dopiero nadeszła zima, już kilka dni temu śniła o śniegu, niewyraźny biały sen, gdzie wszystko otuliło ciepło białego puchu, mokrego i tak uroczego, topniejącego na jej nosie. To był dobry sen, całe cierpienie zostało zasłonięte, nie było widać brudnych ulic, nawet Nokturn dało się przeżyć. Szła przez Pokątną, albo Horyzontalną, jakąś ulicę i śniła. O śniegu skrzypiącym pod jej butami. Nie rozumiała, dlaczego to miało być tak ważne. Może powinna napisać do jakieś jasnowidza? Zastanowi się nad tym.
— Pani Burke. Matko, położę wieniec na ołtarz — oznajmiła cicho, wiedząc, że matka i tak nie zwróci uwagi, zajęta plotkowaniem. Było jednak w dobrym tonie, aby wiedziała, gdzie zniknęło jej potomstwo.
Wieniec Deirdre należał do tych skromniejszych, bo nie miała czasu na przygotowanie niczego lepszego. Bazę uwiła z zasuszonych hortensji, przywiązanych drucikiem do drewnianego krążka, do środka wstawiła białą świecę intencyjną. Kolorowe piórka, zebrane ze zwierząt, które poświęcimy się wyższej sprawie, dodały koloru całości, a eliksir, który miał sprawić, że kwiaty rozbłysną w ogniu ofiarnym, lśnił tęczową poświatą na płatkach i listkach. Notatki na temat składu eliksiru spłonęły razem z jej mieszkaniem, tych nie trzymała głęboko wewnątrz swojego żołądka, więc równie dobrze mogła puścić z dymem i zawartości fiolki.
Ułożyła wieniec na ołtarzu. Deirdre nie była bardzo pobożną osobą, ale dostatecznie, aby czcić Matkę podczas wszystkich obrzędów z pewnego rodzaju szczerością. Wierzyła w istnienie boskiej ingerencji w ich życia oraz w moc, jaka płynęła ze świątecznych obrzędów, wierzyła, że ktoś czuwa nad nimi, ale nie myślała o tym na co dzień. Nie lubiła, gdy po tym, jak usunęła jad z ciała nieupilnowanego brzdąca, padało sławetne Dzięki, Bogini, bo co prawda nosiła imię celtyckiego bożka, ale siedziała doskonale, że nie o nią chodziło. Gdy coś poszło nie tak, to oczywiście Matka była ostatnia do winienia, gdy pomoc przyszła zbyt późno.
Z zamyśloną miną została chwilę przy ołtarzu. Zapaliła świecę wotywną i odmówiła modlitwę, której nauczyła ją matka w dzieciństwie. To właśnie tego typu słowa, proste i bardzo naiwne, zawsze znajdywały drogę w jej pamięci, gdy przychodziło do religijnych obrządków, te poznane, gdy była jeszcze ziarnem swojej osoby, a nie jej pełnią.
[a]Matko, jeżeli mnie słyszysz, najłaskawsza, przynieś moim bliskim łaskę swej dobroci. Pobłogosław moim rodzicom, pobłogosław Lorraine, Baldwinowi, bądź im światłem w ciemnościach Nokturnu. Matko, chroń Desmonda i Oleandra, którzy mnie przyjęli pod swój dach. Pani, daj szczęście Roselyn w jej przyszłym małżeństwie i Lanie spokoju ducha. A jeżeli pozostanie coś dla mnie, przynieś mi iskrę łaski kreacji z Ciebie, aby nadtchnęła mój warsztat.
Tylko Bogini i sama Deirdara wiedziały, że ta ostatnia prośba była najszczersza.
Rzemiosło ◉◉○○○: +10
Tworzenie eliksirów i maści (II): +20 eliksir, który sprawi, że kwiaty pod wpływem ognia rozkwitną
Opieka nad magicznymi stworzeniami (I): +10 pozyskane od zwierząt piórka do dekoracji wieńca