• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
1 2 3 Dalej »
[8.10.72, późny wieczór] Bajka o smokach

[8.10.72, późny wieczór] Bajka o smokach
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
08.01.2026, 20:26  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.03.2026, 11:12 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VII

Powiedzieć, że Brenna była podejrzliwa wobec notatnika, w którym znalazła zapiski – sporządzone jej własną ręką – na temat najbliższych dni, to jak nic nie powiedzieć. Ale wypadek Lazaursa Lovegooda się wydarzył… czy raczej omal się wydarzył, i nie doszło do niego tylko dlatego, że pojawiła się tam, podążając za instrukcjami.
Wizja, ujrzana w dymie w kręgu widmowidza, tylko tę podejrzliwość i niepokój powiększyła. Napisała do Phil, napisała do Woody’ego, ale nie miała pojęcia, co zrobić z tym dalej… to znaczy długoterminowo. Bo krótkoterminowo, gdy już zapoznała się z informacjami zapisanymi w notatniku, dotyczącymi kilkunastu nocnych godzin, wiedziała, że nie może ich zignorować. Niezależnie od tego, czy dalej miały spełniać się wiernie, czy nie, czy był to podstęp, i skąd wzięły się te zapiski… Musiała to sprawdzić.
Siedziała w pracy właściwie cały dzień, aż do wieczora, gdy wypadła sprawdzić, że Lovegood faktycznie będzie zagrożony rozjechaniem, a po odstawieniu go do szpitala – do siebie, by spróbować z widmowidzeniem. Wróciła więc do biura już właściwie poza godzinami oficjalnego dyżuru, ale… nie pierwszy raz, a w ostatnich tygodniach właściwie wszyscy tłukli nadgodziny.
Nie wiedziała, czy Victoria pojawiła się wieczorem, bo tak ustawiła grafik, by odpocząć po przyjęciu, czy została w nadgodzinach, czy wpadła coś zabrać, czy może też zaraz miała kończyć. Wiedziała jednak, że zastanie ją przy biurku, bo tak mówił notatnik.
I Brenna nawet nie była już zaskoczona, że nie mylił się i w tym względzie.
– Cześć – rzuciła, podpierając się o blat. – Jest taka sprawa. Albo wiem, gdzie znajduje się miejsce, do którego zabrano pisklaki, albo czeka tam paskudna pułapka. A że już dwa razy spierdolili mi sprzed samego nosa… to chyba chciałabym to sprawdzić od razu. Spodziewam się przynajmniej jednego kolegi tamtych dwóch… w sensie, że czarnoksiężnika. Według notatek miał tam być. Cóż, kłusownicy rzadko kłusowali dla zabawy, ktoś od nich to wszystko kupował… a taką krew jednorożców raczej nie biedne, samotne matki. - Zainteresowana?
Oczywiście, to też nie tak, że chciała biec tam absolutnie na łapu capu. Porównała zapiski z notatnika z tym, co udało się ustalić na podstawie rzeczy z obozowiska, przeszukania w Chinatown, tego, co wyciągnęła z Vincentem… ale… dwukrotnie obozowisko zwinięto na moment przed tym, jak się tam pojawili. I miała obawy, że jeśli teraz nie podąży za tą wskazówką od razu, a zacznie organizować większą akcję, ktoś gdzieś komuś coś szepnie i znowu zastaną tylko pustkę.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#2
09.01.2026, 01:01  ✶  

Pojawiła się wieczorem, bo dokładnie tak ustawiła grafik. Lubiła przezornie, jeśli dzień wcześniej miała być jakaś dłuższa impreza, która zapewne zahaczy o godziny nocne, mieć ten ranek wolny, żeby nie przychodzić do pracy jeszcze wczorajsza. A skoro już się przez ten miesiąc trochę uspokoiło, to i na imprezę organizowaną przez jej własną rodzinę, wybrać się chciała i akurat tak wyszło, że załapała się na nockę, a nie na popołudnie – co było jej też na rękę, bo miała w dzień trochę czasu, żeby przenieść do nowego miejsca więcej rzeczy, trochę tam pourządzać i tak dalej… Czuła pewną ulgę w kościach, że wynosiła się z Londynu. To nie tak, że miała coś przeciwko życiu w mieście, bo było to na swój sposób wygodne, jednak wychowała się w mniejszym miasteczku pośród łąk, pól i lasu i to takie widoki były bliższe jej sercu. Tym bardziej, że mieszkając w domu, a nie kamienicy na Pokątnej, miała teraz miejsce na prawdziwy ogród i to nim się dzisiaj zajmowała: bo jesienią trzeba było posadzić kwiaty, które wyrastały wiosną, jak tulipany, narcyzy czy krokusy, ale też inne, bo róże, piwonie, astry czy wrzosy i było przy tym sporo roboty, na którą potrzebowała czasu i to był idealny moment, skoro nie było jeszcze przymrozków. Przy domu zawsze było coś do roboty. I koty też chyba aprobowały tę zmianę. Cieszyła się przy tym, że zabrała do siebie skrzatkę, bo jej pomoc była teraz nieoceniona. Ach no i miała jeszcze rybki w akwarium, które wysłał jej Aidan. Rybki, które musiała rozdzielić od razu, jak tylko dostała ten… prezent, bo Aidan wrzucił do jednego akwarium dwójkę samców bojownika, a tragedia była blisko. Teraz cieszyły oko jej i jej kotom… Gdy stały w salonie w nowym domu i zajmowały tam przestrzeń, piękne, kolorowe.

Przeglądała właśnie jakieś papiery i notatki służbowe, popijając przy tym kawę z filiżanki, jak zawsze schludna, ładnie uczesana i lekko umalowana, by ukryć cienie pod oczami i podkreślić to, co trzeba. Podniosła głowę, kiedy Brenna zjawiła się przy jej biurku.

– Cześć, Brenn – przywitała się z przyjaciółką, posyłając jej lekki uśmiech. Brenna nie była w biegu, może miała wolną chwilę i po prostu przyszła zobaczyć, czy u aurorów jest ktoś znajomy, żeby zabić czas? Ale już przy kolejnym zdaniu wiedziała, że to nie w tym rzecz. Patrzyła się na Brennę nie zmieniając wyrazu twarzy, ale to nie było dla niej nic nadzwyczajnego. Słuchała. I z każdym słowem była bardziej zdziwiona. – Więc albo smoki albo pułapka? – postukała palcem w papiery, nad którymi siedziała, jakby się nad tym zastanawiała, ale po prawdzie tak – oczywiście, że była zainteresowana. To nad czym innym myślała. – Zastanawiam się, czy nie mają w swoich szeregach jasnowidza, dlatego tak nam uciekają ciągle o włos – powiedziała w końcu i odsunęła jedną z szuflad, by wyciągnąć z niej podręczne eliksiry. Lubiła mieć tutaj swój mały zapas, przydawały się. I jeden z nich przesunęła zresztą w kierunku Brenny. – To na ogień. Wiesz, smoki – mruknęła i wstała z krzesła. – Chyba nie ma na co czekać – dodała, pakując do torby na ramię swoje rzeczy, takie właśnie podręczne. – I tak siedziałam tylko nad papierami.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
09.01.2026, 13:55  ✶  
– Taaak, albo jedno, albo drugie – przytaknęła Brenna, bo chyba jej umysł wciąż nie do końca ogarniał całą sytuację, a paranoja szeptała, że może to być jakaś dziwna pułapka. Nie pojmowała tylko za żadne skarby, dlaczego ktoś miałby tak się starać, by taką na nią założyć. Nie, że uważała, że nikt nie chciałby się jej pozbyć – oczywiście, że były takie osoby – ale spodziewałaby się prędzej jakiejś cegły zrzuconej na głowę czy próby dopadnięcia w ciemnej uliczce niż snucia naprawdę bardzo skomplikowanych planów, wymagających używania zaawansowanej magii. Była chyba na to za mało znacząca.
Tyle że alternatywą były dziury czasoprzestrzenne, zmieniacze czasu albo jakieś anomalie, i to wszystko przyprawiało Brennę o ból głowy.
– Dzięki, chociaż mam nadzieję, że dorosłego smoka tam nie trzymają… tylko pisklęta i może jajka – powiedziała, przyjmując bez protestów eliksir. Jeśli faktycznie kłusownicy porwali sobie jakiegoś smoka i trzymali go tam w kajdanach, to chyba byłoby gorsze od pułapki, i groziło spaleniem, zmiażdżeniem, zjedzeniem, rozerwaniem na strzępy i w ogóle kilkoma innymi paskudnymi rzeczami. – Apollo i Sadwick pójdą z nami, mam nadzieję, że to wystarczy. Lokacja, jedna z tych opuszczonych ruin w szkockich lasach… Wiesz, tych, co wyglądają, jakby człowiek mógł się tam spodziewać odkrycia źródeł pradawnej magii, a ostatecznie zwykle zastaje tylko dużo kamienia i obraźliwe napisy na ścianach. Apollo właśnie ogarnia zgody na świstoklik, żeby łatwiej było skoczyć w pobliże…
Zastukała palcami w blat, zamyślając się na moment. Jasnowidz. Myśli Brenny biegły automatycznie ku bardziej prozaicznemu wyjaśnieniu czyli: ktoś od nich mógł mieć jakiś kontakt w Ministerstwie. Albo nawet sam tutaj pracował. Wersja panny Lestrange podobała się jej jednak zdecydowanie bardziej, nawet jeśli oznaczałoby, że mogli przewidzieć ich wizytę i teraz. Naprawdę wystarczająco często oglądała się, niepewna, czy zaraz z jej pleców nie wyrośnie rękojeść czyjegoś noża.
– Ewentualnie trzymają rękę na pulsie i szybko dowiadywali się, że ktoś zadaje niewygodne pytania albo kogoś aresztowano i przenosili się zapobiegliwie… – mruknęła. – W każdym razie, nie spodziewam się tam armii, za łatwo zwróciliby na siebie uwagę, ale na pewno pułapek, kogoś, kto te zwierzaki ogarnia, pewnie jakiejś pomocy… Według notatnika stworzenia wciąż żyły i miała nadzieję, że tak jest. Podejrzewała, że po prostu póki były małe, ich łuski i skóry było tak „niewiele”, że ich ubicie niekoniecznie się opłacało. Cokolwiek planowali z nimi zrobić. – No i pana czarnoksiężnika. Jakkolwiek głupio to nie zabrzmi, mam coś w stylu cynku o jednej pułapce, więc powinniśmy ją minąć bez problemów.
Odsunęła się od biurka czekając aż Victoria się zbierze, gotowa po drodze spróbować odpowiedzieć na jej pytania. Spróbować, bo odpowiedzenie na niektóre było zwyczajnie trudne.
– A tak poza tym, jak bawiłaś się wczoraj? Mam nadzieję, że twój partner nie opowiadał o żadnych toaletowych przebojach? – dodała jeszcze szeptem, gdy Lestrange wstała. Nieodpowiedni moment? Może, ale w końcu póki co nie wchodziły do żadnej siedziby kłusowników, więc dlaczego miałaby nie skorzystać z okazji i nie spytać.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#4
10.01.2026, 00:04  ✶  

– A opcja zawierająca obie możliwości jednocześnie jest możliwa? – zaczepiła ją, przekładając na biurku swoje dokumenty, bo nie znosiła zostawiać za sobą nieporządku, jeśli to nie było coś super pilnego, a to, że Brenna szła, a nie biegła na złamanie karku, właśnie to jej sugerowało. Złapała plik kartek, postukała nimi o blat, by ułożyły się równo i odłożyła na odpowiednie miejsce. Wzięła przy tym jaką małą karteczkę i skreśliła na niej kilka słów – notatka dla przyszłej Victorii zapewne, i położyła ją również w takim miejscu, by nie walało się to bez ładu i składu.

– Lewdwo wyklute pisklęta potrafią czasem kaszlnąć ogniem. Co prawda nie tak mocnym, ale nadal mogą coś podpalić – po ostatniej przygodzie ze smokami Victoria odrobiła pracę domową i poczytała o nich znacznie więcej, żeby w przyszłości się nie zdziwić. Zwłaszcza o tych walijskich zielonych, bo to ten gatunek spotkały, ale zahaczyła przy tym o czarnego hebrydzkiego, jako że też występował na terenie Wielkiej Brytanii i z ciekawości na rogogona węgierskiego czy ukraińskiego spiżobrzucha. Nie była w żadnej mierze wielką ekspertką, nie wiedziałaby zapewne jak się takim maluchem zająć na dłuższą metę, ale wiedzę teoretyczną posiadała. – Ten eliksir to na wszelki wypadek. Jakby jednak się okazało, że jest tam bardziej gorąco niż ustawa przewiduje – powiedział i uśmiechnęła się do Brenny. – Apollo na pewno jest zachwycony, że to znowu my dwie i znowu te przeklęte smoki – i Sadwick… Pamiętała go z akcji w Hogsmeade, to chyba był dość młody stażem brygadzista, o ile pamięć jej nie myliła, ale Victorii to nie przeszkadzało. – Jest o tej godzinie w ogóle ktoś z biura świstoklików? Nie zajmie za dużo czasu zrobienie takiego? – zastanowiła się na głos, patrząc przy tym na zegarek. Bo coś czuła, że tam stwierdzą, żeby przyszli jutro, albo inne tego typu, albo całkiem pocałują klamkę.

– Może. Ale ile można się tak przenosić z całym tym… no ze wszystkim i małymi smokami też… – wtedy w jaskini znalazły skorupki jaj, znaczy, że pisklaki się już wykluły, a teraz rosły. Miały gdzieś na oko 3 miesiące, co oznaczało, że nie były już aż tak małe… I spokojnie mogły już chyba tym ogniem zionąć… jakoś. Na pewno lepiej niż ledwo wyklute pisklęta. – Cynk o pułapce? Coś w stylu? – uniosła wyżej brwi, narzucając na ramię swoją torbę. – Skąd ten cynk? – zapytała w końcu. – I co za pułapka? – skoro o niej wiedziała, to lepiej było się przygotować…

– Bawiłam się naprawdę dobrze – odparła, właściwie spodziewając się gdzieś po drodze tego pytania, skoro to było ledwo wczoraj. – Ach, nie, jemu by chyba przez usta nie przeszło słowo „kupa”, „gówno” i „sraka” – zażartowała jeszcze (znaczyło to tyle, że na balu nie mogła być z Rookwoodem, bo o nim czegoś takiego by nie mogła powiedzieć, a Brenna przecież wiedziała jak on się wypowiadał). – A ty? Bulstrode chyba by o takich rzeczach nie opowiadał, chociaż wiem, że akurat on by je spokojnie wymówił i to najlepiej dla efektu kilka razy…

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
11.01.2026, 13:06  ✶  
Brenna zamarła na moment na słowa Victorii, a potem pociągnęła w zamyśleniu za kosmyk włosów, wymykających się z kitki, w które je ściągnęła, by nie pchały się do oczu.
– Hm… chyba nie… – powiedziała, ale trochę niepewnie, bo sytuacja była przecież tak straszliwie dziwna, że nie mogła niczego wykluczyć w stu procentach. W ogóle prawdopodobnie jeszcze dwa lata temu siedziałaby w stuporze, nie mając pojęcia, o co tu chodzi, ewentualnie biegała po specjalistach. Ale w ostatnim roku wszystko stawało tak dziwaczne, że to stawało się niejako nową normą i Brenna chyba po prostu… trochę przywykła i po prostu działała. – Pewnie też trzymają je w jakimś ciepłym miejscu? Chociaż… kurde, poczytałam o wykluwaniu jaj, ale nie o opiece nad pisklętami, powinnam była – westchnęła, trochę zła na samą siebie z tego powodu. Na swoje usprawiedliwienie miała jednak to, że ta sprawa została trochę zepchnięta na bok. Przez to, że miasto spłonęło, ona wylądowała w Mungu, jak już się pozbierała próbowała pracować, ale świrowała z powodu ognia, no i mieli inne zajęcia, więc… nie było czasu na lekturę. A. I wprawdzie nie wszystko, ale trochę jej książek spłonęło, do księgarni też już nie dało się iść ot tak, bo i część tych spłonęła albo wymagała remontów… – Skacze ze szczęścia. Szkoda, że chyba nie ma Aidana, inaczej powinnyśmy mu zaproponować wycieczkę i patrzeć, jak się skręca – stwierdziła, posyłając Victorii uśmiech. Taki całkiem radosny, bo właśnie wyobrażała sobie minę Aidana, gdyby wpadła i oświadczyła mu, że zabiera go na wycieczkę, i że Victoria też tam będzie, i że OCH BĘDĄ TAM KŁUSOWNICY I MOŻE SMOKI, AIDAN, CIESZYSZ SIĘ?!
– Jak nie da rady, kopsniemy się fiuu i teleportujemy dalej, mam koordynaty. Boję się ot trochę, że może kogoś mają w Hogsmeade, ale nie musimy lecieć tam w mundurach… – mruknęła po sekundzie zastanowienia. Kiwnęła tylko głową, bo miała nadzieję, że Victoria ma rację i tym razem nie będą mogli się przenieść. Ostatnio uciekli im, gdy były razem, jak sądziła Brenna z powodu aresztowania kilku osób zamieszanych w sprawę – może wiedzieli, że ci puszczą parę. Potem zwiali jej znowu z przed nosa… ale nie była i pewna, czy w tamtym obozowisku mieli ze sobą pisklęta… Ale skoro teraz miały być na miejscu, to może faktycznie ich przetransportowanie nie będzie takie łatwe? Wciąż jednak wolała nie czekać do rana, gdy mogliby zebrać w teorii więcej ludzi i działać bardziej przemyślanie, bo… raz, miała opis wydarzeń, dwa, mogli znowu spierdolić, jeśli faktycznie mieli jasnowidzów albo cynk.
– To cynk z gatunku tych, na które kręcisz głową, i masz wrażenie, że ktoś robi sobie z ciebie dziwne żarty ale potem sprawdzasz szczegóły i wszystko zgadza ci się z tym, do czego doszłaś do tej pory – wyjaśniła krótko Brenna uznając, że może i historią się podzieli, ale teraz chyba nie chciała Victorii mieszać za bardzo w głowie, a i jeszcze wpadną na Apollo podczas opowieści, i jeśli zacznie opowiadać o tym jemu, to on na pewno zeświruje… – To dobrze, źle, czy neutralnie? – spytała znów z uśmiechem, zerkając na Victorię. Nie wiedziała, z kim ta była, za to wiedziała, z kim nie: w stroju i masce nie rozpoznała jej partnera, ale raz Victoria jej mignęła na Sali i Brennie się zdawało, że u jej boku był blondyn. I tak, to… hm, może nie tyle rozpalało ciekawość, co sprawiało, że trochę się martwiła. – I chcesz kiedyś o tym pogadać, niekoniecznie na moment przed ściganiem kłusowników, czy mam zamilknąć w temacie? – zapytała jeszcze wprost. Czasem o niektórych rzeczach człowiek nie chciał rozmawiać. A czasem chciał. I Brenna zamiast zastanawiać się, jak było tutaj, wolała ot się zorientować. – Pewnie nie miałyby oporów, ale tylko groził mi utopieniem. Nie pierwszy raz zresztą.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#6
11.01.2026, 21:26  ✶  

– Czyli pułapka nie zawiera w sobie smoków? – to było bardziej pytanie retoryczne, no bo skąd Brenna miała to dokładnie wiedzieć… no chyba że w jakiś magiczny sposób wiedziała, ale Victoria po prostu zastanawiała się na głos. Uniosła zresztą teraz ręce w górę, by przeczesać włosy i podzielić je sobie, by na szybko spleść warkocz – to na szczęście nie zajmowało dużo czasu jeśli miało się wprawę, a tę Victoria miała. Skoro zaś miała to być nagła akcja, nie zamierzała pozwolić, by włosy weszły jej gdzieś w paradę. – Niekoniecznie. Gdyby to były jaja, to na pewno. Ale to są już no… trzymiesięczne smoki, więc możliwe że już sobie nie zawracają głowy ciepłem. Będą na oko gdzieś, bo ja wiem, tej wielkości – tutaj Victoria rozstawiła ręce, żeby pokazać Brennie wysokość i szerokość zwierzaków. – I myślę, że już będą potrafiły trochę tym ogniem zionąć, ale też bez przesady. Ugryźć też, ale to bardziej jak kłapnięcie małego psa – zastanawiała się nad tym, czy kłusownicy przypadkiem nie faszerowali tych smoczątek czymś co na przykład przyspieszało ich wzrost, ale tego też przewidzieć nie mogli… Powiedziała więc tyle, ile wiedziała, myśląc o naturalnym wzroście smoka w tym wieku. Oczywiście według książek. – O wyobrażam sobie to skakanie – zwłaszcza, że Apollo raczej wolał nigdzie nie chodzić, tylko się teleportować. – To idealna robota dla Aidanka – zgodziła się z Brenną. – Mógłby o tym opowiadać dziewczynom, a nie o jakichś rewolucjach żołądkowych sprzed trzech lat – westchnęła, ale niestety! Były tu one, był Apollo i Sadwick, Parkinsona niet.

– Tak szybko chyba się nie spakują w razie czego? – no bo jak szybko można było spakować cały obóz i dorastające smoki? – Swoją drogą… Myślisz że tam też mają barierę przeciw teleportacji? – bo ostatnim razem to właśnie to było głównym problemem, przez który utknęły sam na sam z wściekłą smoczycą. Victoria też wcale nie chciała czekać do rana. Lepiej było kuć żelazo póki gorące, wpaść tam do nich, gdy już się będą układać do snu… Tak było łatwiej. Lepiej. To jest zakładając, że będą mieć jakiś element zaskoczenia, co nie było wcale pewne.

– Anonimowy? – bo jeśli tak, to mogło to znaczyć rzeczywiście wszystko: i pułapkę i smoki. A jeśli nie było to całkowicie niedorzeczne, to rzeczywiście należało to sprawdzić…

– Jeszcze nie wiem… – odparła Brennie i zaśmiała się cicho, bo chyba było jej obojętnie, czy facet potrafi mówić brzydko czy nie. Ona potrafiła i przyzwyczajona była do różnych wyrażeń, nie więdły jej od razu uszy… Choć w dobrym tonie było dopasować słownictwo do okoliczności. Jednak następne pytanie przyjaciółki sprawiło, że uśmiech Victorii stał się trochę… lżejszy. Nie zniknął całkiem, ale na pewno zmalał. Żadna z nich nie była głupia, nie chodzisz na bal z jednym facetem, gdy spotykasz się z drugim. A Victoria z jednej strony zupełnie nie chciała o tym rozmawiać, rozdrapywać tych wszystkich emocji, które próbowała utrzymać na smyczy, a z drugiej… gnieść to wszystko w głowie i sercu też nie było dobrze. – Mmm… – mruknęła i nabrała głębszy wdech, by zaraz powoli wypuścić powietrze. – To jest… Bardzo krótka historia. Kończy się ona tak, że nie jest się dla kogoś pierwszym, ani drugim wyborem. Ani w sumie żadnym – stwierdziła. – Wybiera się ucieczkę gdzieś daleko i nie bierze pod uwagę powrotu. Tak z dnia na dzień, bez słowa wyjaśnienia – Lestrange przygryzła wargi i złapała się na tym, że patrzy się w podłogę, na swoje buty. – To tak w skrócie – co tu było więcej do dodania? Tego w sumie Victoria nie wiedziała, choć gdyby się nad tym zastanowić, to było wiele. TO jak ona się z tym czuła, czy było to ważne, dlaczego w ogóle się tym wszystkim przejęła, skoro już raz dostała kosza i tak dalej. Ostatecznie wychodziło, że jest głupią, naiwną siksą. – Groził czy obiecywał? – zagaiła jeszcze w stosunku do Bulstrode’a, choć nie wierzyła, by mówił to na poważnie.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
12.01.2026, 11:36  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.01.2026, 11:38 przez Brenna Longbottom.)  
– Tak sobie myślę, że to byłaby bardzo widowiskowa pułapka, gdyby ktoś specjalnie po to, żeby się mnie pozbyć, załatwiłby smoki… – stwierdziła Brenna, uśmiechając się lekko, bo dobra, nie mogła tego wykluczyć w stu procentach, ale jednak wątpiła, aby ktoś ryzykował ze smokiem. Albo nawet utratę piskląt tylko po to, żeby dorwać tę wkurzającą detektyw, która nie dawała im działać od ładnych paru miesięcy. Dziennik i wciągnięcie w to Lazarusa – być może. Ale chyba nie smoki…
…chyba, prawda?
– Może w samym zamku? Ale i tak nie chcę się teleportować w środku, bo jeszcze wjebiemy się w jakąś ścianę albo na piętro, które nie ma podłogi i połamiemy na dzień dobry. – Dziennik nic nie wspominał o barierze antyteleportacyjnej, ale też opisywał tylko krótko niektóre poczynania, jak przybycie na miejsce, a Brenna nie zamierzała pojawiać się bezpośrednio w budynku, którego zupełnie nie znała i który mógł być częściowo zniszczony. Nie była w końcu aż tak nieostrożna.
Spojrzała na Victorię trochę dziwnie, kiedy ta spytała, czy anonimowy, a potem po prostu westchnęła, uznając, ze skoro ta wypytuje, dalsze uniki nic nie dadzą.
– Był zapisany moim pismem. I dlatego biorę pod uwagę, że to pułapka. Ale zgodziły się już przynajmniej trzy rzeczy z tych zapisków. Sprawdziłam tyle, ile się tylko dało, żeby się w coś nie wrąbać. I proszę, nie pytaj, czy zapisałam go, a potem ktoś usunął mi wspomnienia, na podstawie których do tego doszłam, czy jakiś Crouch mi go wysłał i zmienił ten charakter pisma, żebym na pewno zwróciła uwagę albo czy bawiłam się… znaczy się będę się bawić… jakimiś zmieniaczami czasu, bo naprawdę nie mam pojęcia.
Tak, w tej chwili wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że albo Brenna sama sobie złożyła donos, albo że ktoś bardzo się postarał, żeby namieszać jej w głowie. Nie mogła tego sprawdzić w inny sposób niż idąc do miejsca, gdzie w teorii mieli ukrywać się kłusownicy… oczywiście dbając o zachowanie ostrożności.
A gdy Victoria opowiedziała tę krótką, niby typową, ale wciąż smutną historię, Brenna na moment sięgnęła ku jej ręce, ściskając zimną dłoń. Nie była pewna, co o tym myśleć. Nie miała jednak w tej chwili znaczenia, czy Sauriel był dobrym partnerem dla Lestrange czy złym, liczyło się tylko to, że ewidentnie ją to bolało.
– Chciał być wolny jak kot. Chyba czasem zapominał, że koty nie bez powodu są udomowione – szepnęła, spoglądając na nią przez moment. Koty chodziły swoimi ścieżkami i były niezależne, ale te, które nie miały dokąd wrócić, szybko padały ofiarą głodu, chorób, zimna, aut i złych ludzi. Nie poznała Sauriela dobrze, ale to jedno dało się u niego zauważyć: nie chciał być zależny ani by ktoś mu mówił, co ma robić... – Jakbyś chciała o tym pogadać albo… albo pomilczeć, to możemy potem porównać grafiki i gdzieś skoczyć. Daleko od tego cholernego Londynu. Nawet się z tobą napiję, jeśli to miałoby pomóc.
Nie powinna w teorii ruszać się z Londynu. Ani pić. Ale do diabła, trzy czy cztery godziny chyba nie zbawią świata, a nie powinna też zostawić Victorii w takiej sytuacji. I tak ukłuły ją wyrzuty sumienia, że nie zorientowała się wcześniej, bo przecież skoro na balu była z blondynem, musiało do tego dojść przynajmniej ze cztery dni temu…
– Myślę, że po prostu dzielił się planami. - O tak, wierzyła, że był gotów wrzucić ją do tej sadzawki. A ona pewnie nawet by się nie wkurzyła, tylko też go do niej wepchnęła. - To co? Do Apolla?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#8
12.01.2026, 20:23  ✶  

Victoria lekko przekrzywiła głowę, zapewne próbując sobie właśnie wyobrazić tę widowiskową pułapkę, przymrużyła jedno oko, po czym pokręciła przecząco głową.

– Na pewno kosztowa taka pułapka. Wiesz, złapać smoki, później je utrzymać i nie stracić przy tym palców to niełatwa sztuka. To nie są stworzenia, które można sobie podporządkować… – i chyba właśnie dlatego hodowla smoków w Anglii była zakazana: bo było to praktycznie niemożliwe. Ich nie dało się ułożyć, zawsze miały w sobie pierwiastek dzikości w sercu.

– Nie nie, nie chciałam  sugerować teleportowania się tam od razu, obie wiemy jak to się może skończyć. Zastanawiałam się nad tym czysto… logistycznie – przyznała, przypominając sobie jak skończyło się ich łażenie po smoczym leżu ostatnim razem.

A potem uniosła wyżej brwi. Zapisany pismem Brenny? No to już było co najmniej zastanawiające, bo po całym wywodzie te brwi się zmarszczyły, gdy Victoria zastanawiała się nad tym wszystkim. Nie miała zamiaru pytać, czy usunięto jej wspomnienia, bo byłoby to trochę bezcelowe. Crouch był możliwy, ale przy tym musiałby się nieźle namęczyć, żeby wymyślić spójną historyjkę, w którą Brenna mogłaby uwierzyć, a zmieniacze czasu… czy one faktycznie w ogóle istniały? Choć to mogło być po prostu żartem ze strony Brenny, więc na te wszystkie opcje Tori mogła tylko wzruszyć ramionami.

– Cóż, lepiej sprawdzić i potem najwyżej uznać, że to fałszywy trop, niż to całkiem zignorować – stwierdziła w końcu i poklepała Brennę po ramieniu. Zresztą i tak nie miała nic lepszego do roboty, to równie dobrze mogła asystować brygadzistom przy sprawie, w której już brała udział.

Odpowiedziała na uścisk dłoni swoim własnym.

– Tak – odparła krótko, bo taka była prawda. Sauriel chciał być wolny i zapominał, że w tym świecie to nie jest tak do końca możliwe. Porównywał się do kota, a te przecież wybierały sobie swojego właściciela. Najwyraźniej takim dla niego nie była Victoria. Tak, ciążyło jej to. Tak, odetchnęła jakby nieco ciężej i uśmiechnęła się krzywo – była to raczej karykatura uśmiechu, niż ten szczery. A potem pokiwała głową bardzo krótko. – Dzięki, Brenn – może tak będzie lżej: porozmawiać o tym wszystkim, zamiast dusić to w sobie i zgniatać, by nie wyłaziło za mocno i nie przeszkadzało w… cóż, życiu.

– Już ja znam te jego plany – parsknęła, bo mimo wszystko znała się z Bulstrodem nie od wczoraj, stąd te wszystkie wymierzane w niego uszczypliwości (a i on nie pozostawał jej zwykle dłużny).

Chwilę później weszły do windy.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2081), Victoria Lestrange (2080)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa