19.12.2025, 00:52 ✶
Basilius może nie znał się za bardzo na ślubach i udanych małżeństwach, ale z tego co widział, to jak na razie dzisiejszy dzień wydawał się naprawdę udany. W końcu nikt się nie pokłócił, nikt nikogo nie zostawił przed ołtarzem i, młoda para wydawała się zgodna i co było dla niego najważniejsze, nikt z jego bliskich nie zrobił niczego głupiego co skończyłoby się ich krzywdą.
A jednocześnie przez cały ten czas Basilius czuł się strasznie głupi. Głupi po stał właśnie obok Millie i próbował skupić się na czymkolwiek innym, niż na toczącej się w jego głowie debacie, czy powiedzieć jej jak dobrze dzisiaj wyglądała, czy może jednak zamilknąć. Rozsądek podpowiadał, aby nic nie mówić. To co sabotażowało rozsądek myślało o każdym aspekcie sukienki przyjaciółki, który sprawiał, że wyglądała dzisiaj jeszcze lepiej i jak można było powiedzieć o tym na głos. Głupi. Tak. Był głupi. Naprawdę liczył, że radzenie sobie z pokłosiem pożarów i ogólne zmęczenie sprawi, że wkrótce się z tym ogarnie i pozwoli tak ważnej dla niego przyjaźni być po prostu przyjaźnią, ale najwyraźniej na to się nie zapowiadało.
– Ale trzeba im przyznać. Śluby w plenerze mają swój urok – powiedział do Millie, gdy na chwilę odeszli nieco na bok, by odpocząć od chaosu wydarzeń towarzyskich. Zmarszczył brwi. – Nawet jeśli ktoś coś mówił o dzikiej wiewiórce. I zapewne część gości skończy przeziębionych. Mogę się założyć, że ktoś zaraz zdąży się upić, pójdzie tańczyć i uzna, że nie potrzebuje żadnego płaszcza, bo mu ciepło, a potem skończy z katarem.
Czy zaczał tworzyć w głowie zakłady odnośnie potencjalnych chorób poślubnych tylko po to, aby nie myśleć o tych głupich rzeczach? Być może.
– Mogę tez obstawić, że przynajmniej jedna kostka zostanie... – kontynuował i nagle urwał, bo akurat spojrzał w górę i zobaczył...
Jemioła.
Tak. To była jemioła.
Idealnie pod nimi.
Kto tu do jasnej cholery dał jemiołę? We wrześniu!
Chociaż...
Zaraz. Kształt liści i owoców. Nie. To nie była jemioła.
To nie była jemioła?
Uf... Tak! To nie była jemioła!
Kto do jasnej cholery uznał, że w ramach dekoracji dorzuci coś co wygląda jak jemioła?
I czy on przypadkiem cały czas nie wpatrywał się w tę jemiołę?
Szybko spojrzał ponownie na Millie, próbując ukryć zmieszanie.
– Zostanie skręcona, albo chociaż stłuczona – dodał szybko, licząc że jakimś cudem Millie nie pomyśli o jemiole.
Pocałunek pod jemiołą brzmiał ogólnie jak głupia tradycja i Basilius zdecydowanie nie był fanem tej jej interpretacji, która nakazywała pocałować się, dwójce przypadkowych osób, które miały tego pecha, aby stanąć wspólnie w złym miejscu.
A jednak... Jednak zapewne, gdyby sytuacja była inna, nie miałby nic przeciwko temu, aby to przydażyłoby się właśnie jemu i Millie. To znaczy, dalej miałby to za strasznie głupie, to myślenie i tak było już strasznie, ale... Skłamałby, gdyby powiedzieć, że nie było nikogo kogo chciałby pocałować pod jemiołą, albo chociaż o tym pomyśleć, gdy ta osoba właśnie stała obok niego.
Może powinien rozwinąć temat skręconych kostek. W sumie nie obraziłby się też gdyby teraz zasłabł.