• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[Jesień 72, 2.10 | Jonathan, Hannibal, Jessie & Gabriel] Interview with the Vampire

[Jesień 72, 2.10 | Jonathan, Hannibal, Jessie & Gabriel] Interview with the Vampire
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#21
19.01.2026, 22:10  ✶  

Wcale nie potrzebował skorzystać z łazienki, ale był dziwny paradoks z jego małą fobią - podczas gdy otwarte wody wywoływały u niego panikę, szum wody puszczonej z kranu był nawet uspokajający. A może nie chodziło o samą wodę, a po prostu o biały dźwięk? W każdym razie był w stanie trochę jaśniej myśleć, kiedy stał oparty nas umywalką, wpatrując się w lejącą się wodę.

Tak, łazienka. Bo w łazience było chyba najmniej rzeczy, którymi potencjalnie mógł rzucić, a które mogłyby wyrządzić komuś poważniejszą krzywdę. W kuchni były noże...
-Tak, łazienka. Chyba że wolisz piwnicę, to możemy iść tam.
Odpowiedź nie była nawiązaniem do czegokolwiek, ale przecież nie mógł sobie odpuścić odpyskowania.

Wdech i wydech. Zakręcił wodę, wyprostował się powoli, obrócił na pięcie i oparł o ścianę przy umywalce, krzyżując ręce na piersi i lustrując przyjaciela uważnym spojrzeniem.
-Więc... - zaczął powoli, po dłuższej chwili milczenia, przeciągając głoski. -Ty i nasz nieoczekiwany towarzysz się... znacie?
Tonacja balansowała na pograniczu pytania i stwierdzenia. Na chwilę jego wzrok uciekł do klamki, a konkretniej do zamka, przekręconego przez Hannibala, jakby miało to ich jakkolwiek bardziej oddzielić od właściciela domu i jego towarzysza bardziej, niż robiło to samo skrzydło drzwi. A może był to jakiś magiczny zamek, dzięki któremu dźwięki nie wydostawały się przez ściany i osoba korzystająca z tej łazienki mogła cieszyć się pełnią prywatności? Czy Jonathan i Gabriel usłyszeliby, gdyby zaczął krzyczeć? Czy on i Hannibal byliby w stanie zrozumieć wszystkie słowa, gdyby to Jonathan i Gabriel zaczęli krzyczeć?
-Dlaczego odnoszę wrażenie, że omija mnie bardzo duża, bardzo ważna część całego tego przedstawienia tutaj? Jonathan powiedział mi, że tego gościa nie kojarzy i ja również nie powinienem się nim przejmować, więc zignorowałem jego podobieństwo do Anthony'ego, przez które zaczyna mnie mdlić, a tu nagle on się pokazuje i nagle wszyscy go znają? Oh, przepraszam, ja go nie znam, skoro ty również masz z nim jakąś wspólną historię. Co jeszcze? On i Jonathan byli kochankami? Han, co tu się odwala? Kim jest ten facet?
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#22
20.01.2026, 10:21  ✶  
Pokrzykiwali na siebie i było w tym coś przyjemnie znajomego. Gdy jednak Selwyn obdarzył go swoim szczerym udarowaniem, w pierwszej chwili zamarł, sparaliżowany tym charakterystycznym ukłuciem... nie... metalowym zaciskiem na sercu, które w żaden sposób nie było mile widziane. Pamiętał doskonale kiedy czuł się tak ostatnio i było to w tym domu, piętro wyżej, kiedy wszystko się miało skończyć, a on nie potrafił, tak bardzo nie potrafił zrobić ostatniego z zaplanowanych ruchów.

Nie oddał tego uścisku, choć marzył o nim, o tej spontaniczności i cieple latami. Teraz to nie miało znaczenia, czy może miało znaczenie, które wcale mu się nie podobało. Jedno co z pewnością udało się Jonathanowi zrobić to wytrącić go z tej szarżującej pewności siebie i wypluwania zbyt dużej ilości słów na minutę. Nie wiedząc co ma z tym zrobić i jak się zachować, wolną dłonią poklepał plecy gospodarza w kilku niezręcznych pacnięciach.

Jeśli Jonathan skutecznie chciał go odstraszyć od ponownych odwiedzin, to nie mógł znaleźć lepszej metody, skuteczniejszej niż machanie mu przed nosem ichnim Departamentem Tajemnic.

Gabriel wstał, wciąż spięty, z dumą naderwaną lata temu, dłoń zacisnął na oparciu fotela, niechętny zwierzeniom, ale gniew formował wyrzuty, jak przed laty wybrzmiewający lepiej w języku do której przywykł przez te wieki egzystencji. 
– Ja się zauroczyłem? Ja? – był nagle poważny, zbyt cichy, jakby Jonathan trafił w oko cyklonu, a wewnątrz odarta z całej pozy istota, była po prostu przerażona. I wściekła. – To Ty rzuciłeś na mnie urok, zrobiłeś ze mnie miękkiego sentymentalnego wampira, z przeklętym kryzysem egzystencjalnym! Ja już nawet nikogo nie mogę porządnie zabić, włączając w to samego siebie! –ile miał tych prób za sobą? Trzy? Cztery? – I nie, pocałunek nie wchodzi w grę. WY ludzie, macie do tego taki lekki stosunek. Jak nie ta, to inna, cieszycie się zupełnie nieświadomie przywilejem szerokiego wyboru. To nie jest polowanie, tu nie chodzi o przyprawę do krwi. Jeśli mam szansę, niewielką, ale zawsze, na to, że spotkałem kogoś z kim miło spędza mi się czas, a on nie rozsypie się w proch za pięćdziesiąt, sześćdziesiąt lat, to nie mogę pozwolić sobie na błąd. Bo ona jest jedna jedyna i drugiej takiej nie ma na całym świecie! I nienawidzi romansów. Gardzi nimi. Szczyci się faktem, że z nikim nie jest związana, więc nie pytam o radę, jak to zrobić, tylko jak przekonać ją, że absolutnie z mojej strony nie ma woli w tym kierunku. Straciłaby jakiekolwiek resztki szacunku do mnie wtedy, choć... – odchrząknął zmieszany, wspominając rozmowy, które zdążyli odbyć, włączając te najbardziej upodlające dla jego samego. – Nie wiem właściwie, może mi się tylko wydaje. Nie mam podstaw, żeby uważać, że mnie choćby lubi. – przełknął ślinę boleśnie, w tempie orient ekspresowym przechodząc przez wszystkie stadia żałoby w toku jednej wypowiedzi.
– To był błąd, że przyszedłem. Nie będę Cię już niepokoił. Wybacz – wyrzucił przygaszony i skierował się do wyjścia.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#23
05.02.2026, 03:43  ✶  
Jonatham, zorientowawszy się że chyba nieco pospieszył się z tym obejmowaniem wampira, odsunął się nieco od swojego gościa, który wstał ale uśmiech jeszcze przez kilka dobrych sekund nie zszedł mu z twarzy.
– Oh wybacz. A jakże inaczej byś to nazwał? – powiedział, przechylając nieco głowę. Mówił jednak już mniej radośnie, bardziej spokojnie, zdając sobie sprawę, że nieopatrznie wszedł na cienki lód.
Gabriel ewidetnie przeżywał rzeczy i najwyraźniej była to wina Jonathana, jakby tylko on z tej dwójki namieszał kiedykolwiek w uczuciowym życiu tego drugiego. – Po pierwsze wiem, że mam w sobie duży urok, ale zapewniam cię, że nie zaklinam innych, aby również go odczuwali. Po drugie, może i mamy większy wybór, ale gwarantuję ci, że takie rozterki nie są o wiele łatwiejsze tylko dlatego, że komuś bije serce. Po trzecie... Prosiłeś mnie o poradę, chętnie ci jej udzielę, ale muszę zrozumieć w pełni sytuację. Nie chcesz ryzykować, rozumiem. – To znaczy, Jonathan dalej był przekonany, że Gabriel powinien zaryzykować, ale nie chciał jeszcze bardziej drażnić już i tak rozdrażnionego wampira. – A myślisz, że ona coś zauważyła? Bo jeśli nie to po prostu... – Westchnął cicho. – Jeśli naprawdę jesteś pewny, że żaden romans nie wchodzi w grę, to z własnego doświadczenia powiem ci, że najlepiej jest zachowywać się dalej po przyjacielsku i poczekać aż wszelkie... Uczucia miną. Nie przekonuj jej, że tych uczuć nie ma. Po prostu skup się na tych, które możesz przy niej okazywać. – I kto wie? Może jednak te przyjacielskie uczucia i tak doprowadzą do czegoś więcej? Naprawdę mu tego szczerze życzył.
– Poczekaj – powiedział, wstając ze swojego miejsca, ale nie złapał go za rękę. Nie chciał, aby Gabriel jeszcze odchodził. Nie kiedy znowu wspomniał o szczęśliwie nieudanych próbach zakończenia swojego życia. – To nie był błąd, chociaż wolałbym abyś zapowiadał swoje wizyty. Mam nadzieję, że wszystko ci się ułoży. Pożar nie dotknął za bardzo miejsca w którym się zatrzymujesz? I... – Zawahał się, zerkając na korytarz, w którym zniknęli Hannibal i Jessie. Ściszył głos. – Czy to będzie dla ciebie w porządku jeśli powiem im o naturze naszej poprzedniej relacji?
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#24
06.02.2026, 22:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.02.2026, 22:28 przez Hannibal Selwyn.)  

Morpheus Longbottom wywróżył mu dwa dni temu przejściowe kłopoty. Czy tak właśnie spełniały się przepowiednie jasnowidza, za którego talent ręczył Anthony Shafiq? Bo to, co przeczuwał w tym momencie Selwyn zdecydowanie mieściło się w definicji “kłopotów”. Jeżeli Gabriel postanowi podzielić się szczegółami  ich nocnej wycieczki po zakamarkach The Globe…
Przeszło mu przez myśl, że może nie powinien poddawać się chwilowemu przypływowi sentymentalizmu i pozwalać, by ukąszenie pozostawiło bliznę, ale miał słabość do pamiątek pozostawionych na jego ciele po szczególnie szalonych nocach. Malinki, zadrapania, zwykłe ślady zębów i siniaki znikały najdalej po tygodniu. Gabriel oznaczył go zdecydowanie trwalej.

Skurcz, jaki ta myśl wzbudziła w jego brzuchu był zdecydowanie nie na miejscu.

W głosie Jessiego nadal drgała jakaś niebezpieczna nuta, ale póki nie krzyczał, Hannibal nie widział powodu, żeby zrezygnować ze swojej sprawdzonej taktyki. Jego uśmiech nie stał się ani na jotę mniej prowokujący.
- Gdziekolwiek zechcesz - mruknął niemalże odruchowo na wydechu, tylko na tyle głośno, by być słyszalnym ponad szumem wody. Poddał się obserwacji, odwzajemniając spojrzenie i kokieteryjnym gestem odgarniając włosy za ucho po tej bezpiecznej stronie.

Ty i nasz nieoczekiwany towarzysz się... znacie?
- Tak… - odpowiedział, równie przeciągle - Zazdrosny? - dodał i być może to było o jedno słowo za wiele, ale samemu również daleko mu było do spokoju. Zauważył, gdzie zsunął się wzrok drugiego chłopaka i oparł dłoń na drzwiach za sobą, opuszkami palców przesuwając po ich powierzchni w górę i w dół w niemal pieszczotliwym geście. Całkowicie wytłumiały echo toczącej się w drugim pokoju rozmowy - prawdopodobnie obłożone były odpowiednimi zaklęciami. Hannibal przez jedną, pełną histerii chwilę zastanowił się, co zrobi, jeżeli Gabriel zacznie się tu i teraz dobierać do Jonathana.

Nie będę go, kurwa, ratował, pomyślał, sam nie do końca pewien, którego z mężczyzn ma na myśli.

Przez drugą, równie szaloną, wyobraził sobie siebie i Jessiego, uwięzionych w łazience, podczas, gdy Jonathan i Gabriel…

Miał nadzieję, że echo tych myśli nie odbija się w jego oczach, ale sądząc po tym, jak Jessie się w niego wpatrywał, wcale nie było to wykluczone. Przymknął oczy, opanowując rodzący się na twarzy grymas i odpędzając upiorną wizję. Odepchnął się od drzwi, jakby te dwa dodatkowe kroki dystansu między nim a wampirem i kuzynem miały jakkolwiek pomóc. Umieściło go to na wyciągnięcie ręki od Kelly’ego.
-  Jedną noc trudno nazwać “wspólną historią” - odparł, patrząc gdzieś w bok, jakby z tak bliska trudniej było wytrzymać pojedynek na spojrzenia - Powinieneś zadawać te pytania Jonathanowi. On miał okazję poznać hrabiego Montbela dużo bliżej - w jego ostatnich słowach zabrzmiało trochę więcej jadu, niż planował.

Kiedy Jessie zapytał, czy byli kochankami, Selwyn podniósł głowę i wbił w niego badawczy wzrok.
- Skąd wiedziałeś? - zapytał, trochę bardziej ochryple, niż by chciał, bo temat piekł, jak świeżo otarta skóra. Jemu samemu dojście do tej konkluzji zajęło może kwadrans, ale miał, jak się zdawało, dużo więcej podpowiedzi.

Kim jest ten facet?
Hannibal wzruszył ramionami.
- Przedstawił się, prawda? A poza tym… wampirem. Prawdopodobnie szaleńcem. Kolekcjonerem Selwynów, jak się okazuje.
Kimś, kto zaproponował mi przemianę, pomyślał, ale nie powiedział tego na głos. Kimś, kto prawie mnie zabił. Och, a propos…
- Mnie najwyraźniej też coś ominęło - podjął z przekąsem - Jak to się stało, że zostałeś zaatakowany… i czemu mi nic nie powiedziałeś? - jego spojrzenie odruchowo spoczęło na szyi przyjaciela.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#25
08.02.2026, 16:56  ✶  

W normalnych warunkach pewnie dopasowałby swój ton, swoją mimikę i gesty do Hannibala, imitując jego kokieteryjność, która w szkole nieraz wpędzała ich w jakieś kłopoty, bo jakiś kretyn stwierdził, że to, jak oni sobie okazując swoją sympatię, było jego sprawą. W tym momencie tego nie robił i nawet trochę irytowało go to, jak lekko do sprawy podchodził Hannibal - jakby nie brał na poważnie faktu, że Jessie się o niego martwił, że martwił się o Jonathana, że w braku informacji, które posiadali obaj Selwynowie, on mógł widzieć w Gabrielu zagrożenie. Jakby nie był wart tego, by Hannibal dzielił się z nim mniej przyjemnymi szczegółami, z którymi Kelly może mógłby mu pomóc.

Zignorował pierwsze słowa, skupił się na kolejnych. Tak....
-Powinienem być?
Dla niego nie było tu miejsca na zazdrość - nawet tą przyjacielską. Hannibala i Gabriela coś łączyło i było to coś, co zostawiło ślad, którego Hannibal nie chciał mu pokazywać, ale zdawało się, że chciał eksponować tylko temu jednemu wampirowi. I chociaż wybory romantyczne Hannibala nie były jego sprawą, tak w ty momencie mu się to nie podobało, bo widział wobec przyjaciela za duże niebezpieczeństwo.

Czekał. Czekał, aż Hannibal zdecyduje, czy Jessiemu warto powiedzieć coś więcej, czy jednak będzie milczał. Bolała go myśl, że młodszy Selwyn mógłby wybrać to drugie i w jego głowie pojawiła się myśl, że może Hannibal nie ufał mu tak bardzo, jak Jessie do tej pory wierzył i sam ufał Hannibalowi. Nie próbował domyślać się, jakie myśli pojawiały się teraz w głowie Hannibala i nie ruszył się, kiedy Selwyn zbliżył się do niego na wyciągnięcie ręki. Potem padły kolejne słowa.

-Dużo bliżej - powtórzył, przeciągając głoski. -Zazdrosny?
Może nie powinien używać wobec Hannibala jego własnych ruchów, ale to, czy wyjdzie mu to na dobre, czy jednak nie, dopiero się okaże.

Kolejnym pytaniem Hannibal wylał na niego kubeł zimnej wody. Jessie zamarł, z szeroko otwartymi oczami, przetwarzając w głowie te dwa słowa, łącząc je ze swoim wcześniejszym słowotokiem i palniętym na głupa tekstem.
-Że co, kurwa? - jego usta ułożyły się w znajome słowa, ale bez głosu. -Myślałem, że jest hetero! - to już powiedział na głos.

Oczywiście, że się, kurwa, przedstawił, ale to nie mówiło nic. Imię nie odkrywało czynów. Zawód nie opowiadał historii. Że był wampirem to już Jessie wiedział. Że był szaleńcem - tego to już się wcześniej domyślił. Nadal nie wiedział jednak, w jaki sposób Hannibal go poznał. Nie wiedział, co dokładnie łączyło tego wampira z Jonathanem.

W odpowiedzi na pytanie Hannibala krzyknął, załamany, i wyrzucił ręce w powietrze.

-Han, to było miesiące temu! - zawołał. -To było dawno i się za mną nie ciągnie! Gabriel jest tu! Teraz! i nie wiem, czy powinniśmy szukać jakiegoś kołka, czy... Czekaj, co to jest? - jego głos zrobił się cichszy i delikatniejszy, kiedy wzrok przesunął się niżej i trafił na ślad na szyi Hannibala.
Podniósł dłoń, by przesunąć palcami po skórze przyjaciela i po bliźnie, jeżeli Selwyn mu pozwolił.
-Czy on cię ssał? Czy on cię, KURWA, UGRYZŁ?!
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#26
10.02.2026, 10:20  ✶  
Gabriel prawdziwie nie był zbyt mądrym wampirem.

Przypominał ćmę, która uporczywie leciała do ognia, a potem dziwiła się spopielonymi skrzydłami.

Jeszcze przed momentem pan sytuacji, jeszcze przed momentem pewny siebie, przebojem domagający się odpowiedzi od śmiertelnych, wyśmiewający meble, rozdający karty, rozdający stanowczo za dużo kart.

Co mogło pójść nie tak?

Chodzący chaos pożarł swój własny ogon i nagle, kiedy byli tylko z Jonathanem, w tym miejscu, w tych okolicznościach, gdy stał już w pewnej odległości od niego, wciąż czując na sobie zapach wody kolońskiej, mrowienie skóry po krótkim ale istniejącym uścisku.

Chciał go rozszarpać. Chciał umyć się jego krwią, w pojedynczym, krótkim i - nade wszystko - ostatecznym akcie przemocy i destrukcji. Zamknięcie tematu, nie kolejny tom. Śmierć, nie transformacja.

Ogień, ogień, wszędzie ogień, czy ćma jest świadoma że płonie, gdy poddaje się impulsowi i zaczyna tańczyć z ogniem?

Chciał się w niego wczepić i wypłakać cierpienie ostatniej dekady, zasnąć i obudzić się wolnym. Był to znaczący postęp w porównaniu do marzeń o śnie bez zmierzchu, bez otworzenia oczu. Bez oczu.

- Znowu zatrzymujesz mnie, gdy chcę po prostu wyjść i dać Ci spokój. Dlaczego? - wypluł z siebie pytanie, tonem oskarżenia, wspomnieniem obu ich ostatnich pocałunków. A przecież powinien cieszyć się z tego, co udało mu się osiągnąć w tej relacji. Kontynuacja. Czy nie tego chciał? Znaleźć sobie jakieś miejsce w życiu człowieka, aż on w końcu umrze z tego czy innego powodu i da mu spokój, jak duch, którego w końcu wyegzorcyzmowano. - Udawanie brzmi jak doskonała strategia, z doświadczenia widzę, jak doskonale się sprawdza. - rzucił bezmyślnie, szerokim gestem wskazując pokój, choć nie miało to większego sensu. Strzelał na ślepo, jak dziecko, które czuło się źle, więc informowało o tym otoczenie aktywnością, która sprawiała, że wszyscy czuli się źle.

Dlaczego też niby pocałunek miał nieść ze sobą jakiekolwiek uczucia? Czemu tak wiele znaczenia przypisywano połączeniu ust, dotknięciu miękkich, oślizgłych języków, stuknięciu o siebie zębów, jak kieliszków na przyjęciu.

Setki pocałunków, tysiące języków później, czemu to miało robić na kimkolwiek, jakiekolwiek wrażenie?

- Mów im co chcesz, to Twoi bliscy. - odburczał jeszcze w odpowiedzi, stojąc w połowie drogi do drzwi jak słup soli. Zależało mi kiedyś, teraz już mi nie zależy, wciąż mi zależy, czemu nie chciałeś mnie wcześniej w swoim życiu? - kołowrotek terkotał, każda myśl, której się chwytał, była gorsza od poprzedniej. Okazywało się, że najlepiej jeden problem przesłonić innym, nagle czarne włosy łopoczące na wietrze i rozchylone czerwone wargi obejmujące ciasno kolejne ciasteczko z marcepanem zdawały się przyjemną okolicznością, która nie wymagała żadnej interwencji. Żadnego zmartwienia. Żadnego ruchu.

Ćma płonęła. Nic już nie miało znaczenia.

- …ale Hani byłby totalnym idiotą, gdyby już tego nie wiedział - pozwolił sobie na mimowolną refleksję. Czuł się bardzo źle. Nie było lepszej, oczywistszej drogi, by inni zrozumieli jak bardzo mu jest źle, niż dolanie oliwy do tego płomienia.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#27
18.03.2026, 14:05  ✶  
Jonathan sam chciałby znać odpowiedź na to pytanie.
W końcu jeszcze niedawno myślał, że jedyne czego potrzebował od tej relacji to, aby zniknął mu z oczu i zostawił go w spokoju raz na zawsze. A potem się spotkali i najwyraźniej nie potrafił się zdecydować czego od niego potrzebował. A potem nastąpiła rozmowa na latarnii i najwyraźniej byli przyjaciółmi. A Gabriel chciał wyjść, a on znowu go powstrzymał. I chyba właśnie o to chodziło. Nie o zachowywanie go przy sobie, bo jednak ich relacja od dawna na tym nie polegała, ale aby nie kończyć rozmów w sposób, który mógłby tworzyć tylko kolejne nieporozumienia i animozje.
– Nie chcę kończyć z tobą rozmów w ten sposób Gabrielu – powiedział w końcu już zdecydowanie pewniej. – Skoro mamy być przyjaciółmi to nie chcę, aby którykolwiek z nas nagle wychodził w trakcie rozmowy, mówiąc że jednak przyjście do tego drugiego było błędem. – Tak, zdecydowanie o to chodziło. Przyszedł do niego z problemem, zrobił scenę przy Jessim i Hannibalu, a następnie chciał wyjść burcząc pod nosem, że w ogóle nie powinien tutaj przychodzić. Cudownie. – Obawiam się, że udawanie jest dość krótkotrwałą strategią. – On udawał przez wiele lat, że nic się nie wydarzyło we Francji i wcale nie miał wampirzego kochanka i proszę jak to się wszystko skończyło. – Ale może rzeczywiście odczekaj chwilę. Tylko nie szukaj argumentów wyłącznie pod tezę, że na pewno nic z tego nie wyjdzie.
Spojrzał na niego z zaskoczeniem, a następnie jego wzrok powędrował w stronę korytarza, w którym zniknęli Hannibal i Jessie.
– Nie jestem pewny jak tak naprawdę miałby się zorientować – powiedział w pełni przekonany, że nigdy ale to nigdy nie dał pretekstu kuzynowi do odkrycia jego romantycznych tajemnic.
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#28
19.03.2026, 08:13  ✶  

Może w innej sytuacji Hannibal byłby w stanie zauważyć troskę Jessiego, jak zwykle między nimi, przebraną za irytację, podszytą teraz gniewem nie dlatego, że ten drugi wpakował się w coś niebezpiecznego, ale że zrobił to sam. Może dostrzegłby, w jak lustrzanie podobnej pozycji się znaleźli - odkrywszy nagle, że wzajemne zaufanie pozostawiało jednak miejsce na tajemnice i że mimo dziesięcioletniej (dziesięcio-kurwa-letniej!) przyjaźni, wciąż były rzeczy, których o sobie nie wiedzieli. Że Jonathan - pełniący dla nich obu poniekąd ojcowską rolę - miał wampirzego chłopaka, do którego im się nie przyznał, a który najwyraźniej nie cofał się przed używaniem członków jego rodziny do własnych pokrętnych celów i Hannibal podejrzewał, że obściskiwanie się po nocach w teatrze i potraktowanie go jako przystawki należały jeszcze do tych niewinniejszych.
Może zaproponowałby wymianę informacji i próbę ułożenia tych faktów, które znali w jakąś logiczną całość.
W tym momencie urażona duma, niespodziewanie magnetyczna aura roztaczana przez hrabiego i rewelacje o tym, że Jessie również padł ofiarą wampira (chociaż innego - nie z własnej woli, najwyraźniej - i nie w sposób ostateczny, dzięki Matce), nieco zaburzały Selwynowi osąd. Zasobów starczyło tylko na obronę i atak.

Zazdrosny?
Przez twarz Hannibala przebiegł grymas, jakby Jessie go uderzył. Coś miękkiego i zranionego, odsłoniętego na krótką chwilę zanim jego rysy na powrót stwardniały.
Nie był zazdrosny. Nie był zazdrosny!
- O cieknącego wampira z zaburzonym poczuciem estetyki? - prychnął.
Czy o zaufanie mojego najlepszego przyjaciela, którego najwyraźniej nie jestem godzien? - pomyślał.
Gdyby spróbował to powiedzieć, zacząłby krzyczeć.

(Kawałek za kawałek. Niektórzy odmawiali oddania swojego w ramach wymiany.)

Zdumienie Jessiego wieściami o inkluzywnych zwyczajach seksualnych Jonathana niewiele zrobiło dla poprawy selwynowego nastroju.
- No widzisz, co za niespodzianka - powiedział, jasno dając do zrozumienia, że dla niego nie jest to żadne zaskoczenie, choć przecież tak naprawdę nie wiedział nic na pewno - Może to u nas rodzinne?... - jego beztroska była tak sztuczna, jak przesłodzona sacharyną herbata i podobnie groziła wywróceniem żołądka na drugą stronę. Przechylił głowę i nawinął sobie kosmyk włosów na palec przerysowanym, kokieteryjnym gestem.

I wtedy Jessie zauważył ślady zębów.

Przejściowe kłopoty! - pomyślał rozpaczliwie Hannibal - Przejściowe! To znaczy że powinny  p r z e c h o d z i ć , nie wskakiwać jedne na drugie, jak akrobaci w cyrku!

Sięgnął do szyi, w bezsensownej, odruchowej próbie zasłonięcia blizny, ale natrafił na dłoń Jessiego, która była tam szybciej. Zamarł na chwilę, zanim kolejne instynktowne zachowanie wskoczyło na swoje miejsce i na wpół nieświadomie zamknął na niej palce, pogłaskał kciukiem, kontakt fizyczny perfekcyjnie przekuty w mechanizm obronny, w odwrócenie uwagi.

Czy on cię, KURWA, UGRYZŁ?!
Jessie krzyczał i Hannibal tak dobrze to znał, perski dywan gabinetu ojca pod stopami, śliski parkiet sali treningowej pod stopami, wytarte deski sceny, a teraz najwyraźniej też kafelki łazienki, i mógłby - powinien - zacisnąć zęby i odpowiedzieć czymś agresywnym albo odmierzonym i bezczelnym, ale -


chwilę wcześniej


Jessie pytał łagodnie i z troską i Hannibal -


- Hannibal nie był gotowy -


Fasada jego opanowania złożyła się jak domek z kart, cicho i spektakularnie.

Przełknął z trudem, za głośno. Popatrzył na niego, ważąc w duchu możliwości albo może tocząc wewnętrzną walkę, a potem jakby oklapł. Uwolnił jego rękę. Pozwolił własnej opaść bezwładnie wzdłuż boku.

- Nie wydaje mi się, żeby Gabriel potrzebował twojego kołka - wymamrotał, już nie kąśliwie, a z rezygnacją - Jak widziałeś, wydaje się być całkowicie pochłonięty nowym projektem.
Tym razem nie zrobił nic, by ukryć zdradliwe emocje w swoim głosie. Brzmiał jak zagubiony, dwudziestoletni chłopak, który właśnie zorientował się, że być może ugryzł (o ironio!) więcej, niż był w stanie łyknąć i że nie za bardzo wie, co ma czuć i myśleć. W głębi duszy był na siebie za to zły, bo przecież jedyna słabość, jaką wolno było okazywać dziedzicowi Selwynów, to ta, którą grał. Westchnął - nie teatralnie i ostentacyjnie, a ze zmęczeniem, jak zwykły człowiek.
- Tak, ugryzł mnie. Pozwoliłem mu na to. Nie wiedziałem wtedy o… - wymownym gestem wskazał na drzwi oddzielające ich od starszych mężczyzn - Nie zrobił mi krzywdy. Nie mów Jonathanowi?... - poprosił dziecinnie, żałośnie, upokarzająco.

Oparł się o ścianę obok Jessiego.
- A ty? - zapytał cicho i ponownie przyjrzał się jego szyi, szukając ewentualnych śladów. Uniósł dłoń, jakby chciał do niej sięgnąć, jak wczesniej Kelly, ale gest zawisł w powietrzu, niepewny, niedokończony.
Kiedy? Jak?  Bał się zapytać o szczegóły, o bardziej długofalowe skutki, skoro stało się wbrew jego woli. Do diabła, teraz, kiedy o tym pomyślał w ten sposób, bał się go nawet dotknąć.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#29
19.03.2026, 22:11  ✶  

Jessie nie był zły na Hannibala o to, że wpakował się w coś niebezpiecznego sam... No, może troszeczkę również o to, bo przecież w grupie zawsze raźniej i trochę bezpieczniej. Jessie był zły, bo coś niebezpiecznego przydarzyło się Hannibalowi, a to niebezpieczeństwo wcale nie zniknęło, nie zostało schwytane i zamknięte w, powiedzmy, Azkabanie, ani nie zostało spalone, utopione, wysadzone w powietrze, nabite na pal, ani w żaden inny sposób unicestwione. Niebezpieczeństwo wtargnęło w bezpieczną przystań, którą był dom Jonathana, goszcząc się w nim, jak przemoczony Pan i Władca, teraz jeszcze może dobierający się do prawidłowego właściciela domu. Pewnie zareagowałby zupełnie inaczej, gdyby Hannibal powiedział mu o tym w innych okolicznościach - na przykład, kiedy wróżyli sobie z kart tarota, albo kiedy Jessie pomagał Hannibalowi w przeprowadzce. Jessie jednak dowiedział się teraz, kiedy Gabriel tu był, miał dostęp do barku i właściwie Kelly nie mógł wiedzieć, czego mógł się po nim spodziewać.

A może o historię, którą chciałbyś kontynuować, ale została zakończona bez twojej zgody? Bolało.

Przesłodzony ton, sztuczna beztroska i nawinięcie kosmyka w niby-kokieteryjnym geście nie zrobiło na nim takiego wrażenia, jakie może zrobiłyby podczas normalnej rozmowy, ale pozwoliły mu dostrzec ślad na szyi Hannibala.

Jego dłoń znalazła się w górze, ale nie zdążyła dotrzeć do skóry szyi i poczuć pod opuszkami dowód na to, że Gabriel tu był - dłoń Hannibala była szybsza, zatrzymując rękę Jessiego w powietrzu i zaciskając na niej swoje palce. Powolne głaskanie mogło być gestem kojącym, prośbą o powrót do tonu rozmów, jakie prowadzili przed tym spotkaniem - bez krzyków, bez oskarżania siebie nawzajem, bo nic mi nie powiedziałeś! - ale mógł być również postawieniem granicy. Zaznaczeniem muru, przez który Hannibal z jakiegokolwiek powodu nie chciał przepuszczać Jessiego - możesz zobaczyć, ale nie możesz dotknąć, ponieważ nie chcę, być dotykał.

Dłonie powoli opadły, podobnie jak ten domem z kart, którym było opanowanie Hannibala. Patrząc w oczy przyjaciela, Jessie był w stanie dostrzec odbicie swojej zmartwionej twarzy i przez ułamek sekundy nawet zastanowił się, czy Hannibal widział coś więcej w jego oczach.

-Hanni... - odezwał się cicho, a język jakby zdrętwiał mu w ustach.

Chciał po niego sięgnąć. Chciał go do siebie przygarnąć w tej dziwnej potrzebie przejęcia, chociaż części jego bólu, żeby Selwynowi było łatwiej, i zaoferowania mu ramienia, w którym mógłby się wypłakać, albo po prostu kryć twarz, kiedy emocje zaczynają się wydostawać.

-Dlaczego mu na to pozwoliłeś? - spytał.

Nie było w jego głosie oskarżenia, a zwykła chęć poznania całej historii. Jak do tego doszło? W jakich okolicznościach się poznali? Czy Gabriel użył jakiegoś zaklęcia albo jakichś dziwnych wampirycznych zdolności, żeby przekonać Hannibala do odsłonięcia szyi?

Westchnął cicho. Kilka miesięcy temu o coś podobnego prosił Jonathana i w tym momencie zaczynało do niego docierać, że może... Może podjął wtedy kolejną złą decyzję? Czy Jonathan nie powinien wiedzieć, że jego były kochanek, a teraz przyjaciel karmił się jego kuzynem? Jeżeli Gabriel nie widział problemu z robienia sobie posiłku z bliskich starszego Selwyna, czy na pewno bezpieczne było, by Jonathan i Gabriel kontynuowali swoją znajomość na przyjaznej stopie?

Nie odpowiedział na prośbę, ale ją przyjął. To nie była jego kwestia do wypowiedzenia.

Z kolejnym westchnięciem oparł plecy o ścianę, a potem głowę, kierując wzrok na sufit, nie kryjąc szyi. Co prawda, aby zobaczyć ślady trzeba było bardzo mocno przyglądać się jego skórze w dobrym świetle, ale gdyby były one bardziej widoczne, w tym momencie by ich nie krył.

-...To było na Pokątnej - zaczął. -Wracałem dość późno do domu i zauważyłem go w jednej z uliczek. Karmił się kimś. Zauważył mnie i próbował mnie przekonać, że tamta dziewczyna się na to zgodziła, ale ona... Ta dziewczyna była ledwo przytomna... Ja... Popełniłem błąd... Źle oceniłem sytuację i... Dorwał mnie. Nie zrobił mi krzywdy. Ugryzł mnie, fakt, ale nie pił mojej krwi. A potem uciekł. Mną i tą dziewczyną zajęto się w Mungu, a potem rozmawiałem z Detektywem, który zajął się tą sprawą. Złapano tego wampira i z tego, co wiem, znaleziono na niego jeszcze jakieś brudy, więc raczej nie będzie sprawiał więcej żadnych problemów. Ja... Przepraszam, że nie powiedziałem nic wcześniej. Nie chciałem, żeby ktokolwiek przejmował się tym bardziej, niż wydawało mi się, że warto.

Zakończył swoją przemowę głębokim wdechem i spojrzał na przyjaciela.

-Jak się czujesz?
Czarodziej
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
III
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#30
20.03.2026, 12:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.03.2026, 11:19 przez Gabriel Montbel.)  
Gabriel miał stanowczo za dużo myśli i co najmniej dwa razy tyle uczuć.

Był tu za prędko. Ta rana jeszcze się tak na prawdę nie zagoiła, choć oczywiście krnąbrna pijawka chciała ją wymodelować według własnego widzimisię i tak to się teraz kończyło. Zbiorową histerią.

Podążył za spojrzeniem Jonathana do łazienki.

– Być może po tym słynnym napowietrznym koncercie nie mogłem znieść myśli, że ruchasz się z tym dzieciakiem, którego zabrałeś ze sobą i bardzo źle się czułem w związku z tym więc poszedłem na polowanie, gdzie spotkałem bruneta, który po zmrużeniu oczu był wystarczająco podobny do Ciebie... – Gabriel pamiętał tę interakcję jak przez mgłę. Głuche uderzenie o deski teatru, jego krew, własne łzy i pragnienie śmierci ciążące na piersi tak silne, że zapewne gdyby ten dzieciak nie otworzył przed nim swoich żył, to by go tak znaleźli rano i wyrzucili jak zmiętą ścierkę prosto na słońce. – Być może, nie wchodząc w konkretne dane związane z imieniem czy nazwiskiem, wyrażałem swój głęboki żal i tęsknotę, za mężczyzną, który najpierw udowodnił mi, że mogę kochać tylko po to, żeby przed tą miłością uciec. Tutaj. Do kamienicy z tandetnym barkiem i rodziny, która nigdy nie miała dowiedzieć się o moim istnieniu. – Zaciągnął z sykiem powietrze odwracając się od Jonathana i wracając na miejsce, na którym rozlał się raz po wejściu.

– A teraz ona... ta kobieta, przy której czuję spokój, przy której moja głowa w końcu przestaje jątrzyć i sabotować każde działanie. – Podciągnął kolano, depcząc piętą tapicerkę, tylko po to by mieć dobre podparcie pod łokieć, ażeby jego przedramię było dobrym podparciem dla wspomnianej ciężkiej głowy. – Może i nie rzuciłeś na mnie uroku, ale jestem tak przeklęcie sentymentalny, że z trudem znoszę samego siebie. To tak szalenie upokarzające. – Przymknął powieki w pełni świadomości, że po prostu przyszedł tu za szybko. Ciężko mu jednak było też wyczuć żywot śmiertelnych. Może jakby w końcu uznał, że jest dobry czas na ponowną interakcję, to Jonathan miałby już ponad setkę i odstręczał demencją i brakiem wewnętrznego blasku, którym zawsze tak miło było się ogrzać? Brzmiało to jak poznawanie się na nowo, a nie korzystanie z tej samej, tylko niezbędnej do odbudowania, znajomości.

– Odpowiadając na Twoje niezadane jeszcze pytanie - nie robiłem tego Tobie po złości. W sensie nie spotkałem się z Hannibalem po złości. To była mugolska dzielnica, początkowo nawet nie wiedziałem, że to mag. Gdybym chciał coś zrobić Tobie po złości, to bym nieco inaczej pokierował rozmową z tym trzecim... – zmrużył oczy w zastanowieniu. – Thima? Theo? Ten najmłodszy. Urocza bułka, choć nieco zbyt głośno krzyczy o tym jacy mugole są fajni przy bieżącym angielskim klimacie. Ale jak mniemam... to kwestia krwi matki? – W intencji nie miało to brzmieć jak groźba i próba zastraszania, ale może nie było to zbyt rozważne wspominać o tych spotkaniach jedno po drugim. O hrabim jednak można było powiedzieć wiele, ale raczej nie to, że był rozważną osobą. – Albo odwiedziłbym tą ambasadorską mendę Twojego szefa. Albo przez Bletchleya władowałbym Ci się do biura, jako konsultant do spraw wszelakich. Och po złości mógłbym zrobić Ci tyle rzeczy, mam wrażenie, że w ogóle tego nie doceniasz. – burknął, absolutnie przekonany, że to co mówi ma cały sens tego świata.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Gabriel Montbel (4706), Hannibal Selwyn (4800), Jessie Kelly (3879), Jonathan Selwyn (2947), Pan Losu (29)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa