• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
1 2 Dalej »
[18.09.1972] Przyszła baba do lekarza, a lekarz też baba

[18.09.1972] Przyszła baba do lekarza, a lekarz też baba
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#1
26.01.2026, 21:37  ✶  

W życiu Victorii Lestrange nie było chyba żadnego odpowiedniego momentu na to, by udać się do uzdrowiciela. Zgoda, spędziła całą noc, od początku do końca, na ulicach Londynu, wdychając cały pył, dym i syf palonych budynków i mienia ludzi. Nawdychała się tego tyle, najadła wręcz, że gdy następnego dnia nadal krążyła po Magicznym Londynie i kaszlała co i rusz – nie była ani trochę zdziwiona podrażnionym gardłem. Ani tym, że momentami nie umiała złapać oddechu, ani tymi seriami kaszlu, które czasami zdawały się nie kończyć. W kolejnych dniach również nie miała czasu się sobą zająć, cóż z tego, że nawet w Czarownicy ukazał się artykuł, który cytował jej własnego, prywatnego ojca, uzdrowiciela – nawołującego do tego, by ten problem traktować poważnie. Przecież jej praca była równie poważna! I w pracy mieli taki kocioł, tylu niedysponowanych brygadzistów czy aurorów, że nadgodziny okazały się codziennością. I tak mijał dzień za dniem, były rzeczy ważne i ważniejsze, a kaszel wcale nie malał.

Dwa dni temu widziała się z Rosierem, który opowiadał o tym, że oglądał go uzdrowiciel i… to trochę zainspirowało Victorię do tego, że może to jednak najwyższy czas, by przestać się oszukiwać i jednak do tego medyka udać (nie żeby jej się jakoś bardzo do tego paliło). Że pochodziła z rodziny uzdrowicielów, babcia była dyrektorem szpitala? I co z tego. Nie chciała zawracać głowy ani ojcu, który miał tu urwanie głowy, ani nie chciała martwić babki, ani innych członków rodziny… Zapisała się jak należało – ale anonimowość nie wchodziła tutaj w grę. Zapłaciła sowicie za to, żeby nie robiono z tego sensacji, żeby nie zawracano głowy jej rodzinie, ale i tak ktoś kto ją wtedy zapisywał pociągnął za sznurki i zamiast czekać na wizytę tydzień albo i dłużej, przy tym obłożeniu potrzebujących, wyznaczono jej termin na następny dzień.

W ten właśnie sposób Lestrange trafiła do gabinetu uzdrowicielki Deirdre Malfoy. Ciemnowłosej było wszystko jedno, jaką ta skończyła specjalizację na akademii, pył w płucach był nowością dla czarodziei i czy oglądałby ją ktoś, kto zajmował się urazami pozaklęciowymi, albo zatruciami zielarskimi, albo czymkolwiek innym – chyba nie miało to żadnego znaczenia.

Siedziała sobie więc grzecznie na krześle przed biurkiem uzdrowicielki, która miała przed sobą jej kartę pacjenta i wszystkie dane. Mogła sobie więc poczytać o historii leczenia… tej szpitalnej. O tym, że nieżyjąca już Florence Bulstrode łamała tutaj jej klątwę magicznego rytuału Beltane, albo o tym, jak którejś późnomajowej nocy została tutaj przeniesiona w poważnych ranach ciętych na ciele – na całych plecach i na ręce. Albo o szczegółach jej początku życia jako jedna z Zimnych. Lestrange nie przeszkadzała uzdrowicielce, gdy tak siedziały w milczeniu, a ciemne oczy oglądały ściany pomieszczenia.

doktor Moreau
I am a demanding creature. I am selfish and cruel and extremely unreasonable.
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
magimedyk
Wysoka na metr osiemdziesiąt, bardzo jasna blondynka o niebieskich oczach, zwykle ubrana w szaty magimedyka ze św. Munga. Często jest brana za starszą, przez to że kilka lat temu wylała na siebie eksperymentalny eliksir swojego ojca. Wydaje się bardzo opanowana, gdy rozmawia z rodziną i znajomymi, ale w bardziej nerwowych sytuacjach zdarza jej się zacinać i być wyraźnie spłoszoną.

Deirdre Malfoy
#2
27.01.2026, 01:27  ✶  

Deirdre się to nie podobało.

Nie jej praca, swoją pracę, chociaż odbiegała od jej ambicji, również lubiła. Jej dłonie były użyteczne, jej talenty przysługiwały się magicznej socjecie, opłacały również rachunki poza rodzicami, pozwalając na swobodę, jakiej Malfoyówna nie zaznała nawet na etapie edukacji w Hogwarcie. Nawet szaty z kontrowersyjnym dla wielu układem kolorów nie sprawiał jej ani wewnętrznej, ani zewnętrznej przykrości. Wewnętrznie wiedziała, że szata uzdrowiciela chroni jej własne ubrania przed zniszczeniem od eliksirów, ludzkich wydzielin i innych przykrych zdarzeń, a zewnętrznie? Jej blada uroda i prawie srebrne włosy stawały się jasnym płótnem, na którym wszystko wyglądało odpowiednio.

Deirdre nie podobał się jej tymczasowy gabinet, który przejęła po dyżurującym wcześniej uzdorwicielu, ciasny i zabałaganiony przez oryginalnego właściciela. Nie pamiętała czuję był to gabinet, a na drzwiach nazwisko zaklejono kartką, określającą pomieszczenie jako gabinet uzdorwiciela pierwszego kontaktu. Przesunięto ją tam ze względu na kiepską wydolność jej organizmu. Były drobne oznaki zadomowienia, papeteria ułożona idealnie trzy całe od brzegu biurka, perfekcyjnie równolegle do krawędzi, kartoteki włożone w metalową kuwetę równiutko przekładane, pozamykane i gotowe do odłożenia na miejsce przez personel z rejestracji.

Deirdre nie podobało się że ona, na stanowisku tymczasowym, przyjmowała Victorię Lestrange. Aurorzy w ogóle nie byli lubianą grupą przez uzdrowicieli ze względu na szeroki zakres możliwych przypadłości, z jakimi takowy mógł przychodzić. Obite żebra, złamana kość, amputacja, wadliwa transmutacja czy może klątwa, która może zabić i pacjenta i medyka? Zakręć kołem losującym i sprawdź. Przy urazach zwierzęcych proces był dość prosty bo ofiara albo wiedziała, co ją zaatakowało albo uraz bardzo szybko odkrywał, jakie powinno być leczenie. Tymczasem tego dnia Malfoyówna przyjęła dwójkę dzieci z objawami tej samej choroby wieku dziecięcego i powiadomiła o tym listownie placówkę opiekuńczo-wychowawczą, starszą panią, której dolegała starość, a tak na prawdę chciała się rozejrzeć po ofiarach Spalonej Nocy, bo sama spędziła ją po drugiej stronie Kanału Angielskiego, we Francuskim uzdrowisku oraz przyszłego pana młodego z impotencją wynikającą ze stresu. To jednak była wnuczka jej pracodawczyni.

Jasne oczy Malfoyówny przebiegały po kolejnych stronach karteki bardzo pobieżnie. Na Boginię, nie zazdrościła Lestrange, patrząc na doświadczenia, ale na Boginię, zazdrościła jej. I na dodatek wyglądała, jak z okładki Czarownicy. Życie było niesprawiedliwe. Jak ona, czarownica pośledniej urody, na dodatek bez dobrego posagu, miała znaleźć męża, gdy takie cudo nadal chodziło niezamężne.

— Co panią sprowadza, pani Lestrange? Jakieś, yyym. Powikłania poprzednich urazów? Nie wygląda pani na ranną.

Jej ton brzmiał, jakby zakończyła dokończyć zdanie, jakby miała kontynuować słowa, a wcale nie chciała, więc tylko chrzaknęła, sztucznie stawiając kropkę na końcu swojego zdanie. Wpatrywała się w Victorię bladymi oczami, układając kartotekę na biurku i zapisując bardzo oszczędnym charakterem pisma datę.

W całym zamieszaniu Spalonej Nocy, Deirdre Mafloy wyglądała wyjątkowo czysto. To nie tak, że inni się nie myli, ale wszechobecny popiół wżerał się w skórę i znakomita większość, pomimo regularnego zachowania higieny, nosiła ślady w porach czy liniach papilarnych, spalenizny. U Deirdre problem był w drugą stronę, jej skóra wyraźnie była wyszorowana aż za nadto, zaczerwieniona i aż zdarta w okolicy kostek na dłoniach, ale całkowicie czysta. Kobieta musiała spędzić bardzo dużo czasu na szorowaniu ich aż do krwi. Paznokcie miała również obcięte tak dokładnie, że zamiast białych półksiężyców, były tylko blade, cienkie jak żyletka, linie, aby przycięcie nie bolało.

ko


I can feel the light shine on my face
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#3
27.01.2026, 23:40  ✶  

Zwykle było tak, że chcesz mieć to, czego nie masz. I gdy Deirdre zazdrościła Victorii urody, tak Victoria zazdrościła uzdrowicielce pięknych, jasnych włosów, których sama nie posiadała. Zazdrościła jej tych niebieskich oczu, które mogły przypominać jakiś odcień nieba, w przeciwieństwie do jej ciemnych. Faceci oglądali się za blondynkami, a z pewnością robił to mężczyzna, którego sama miała w sercu – to na blondynki patrzył, to z blondynami flirtował, nie z nią. Victoria przez tę dziwaczną relację zdążyła zapomnieć, że kiedyś i za nią patrzyli się mężczyźni, teraz potrafiła myśleć tylko o tym, jak sama paskudnie wyglądałaby w tym pięknym, jasnym odcieniu blondu.

Skupiła swoje spojrzenie na uzdrowicielce Malfoy, gdy ta w końcu, zapoznawszy się z kartoteką, odezwała się do niej w końcu. Victoria tego nie poganiała wcześniej, bo po pierwsze sama nie lubiła, gdy ktoś jej się wcinał w kompetencje, albo przejmował pierwsze skrzypce w rozmowie, w której ich przejmować nie powinien. Poza tym czuła też gdzieś wewnętrznie jakiś irracjonalny opór przed przychodzeniem do Munga z tą idiotyczną przypadłością, po trosze ją bagatelizując, a po trosze jakby odsuwając od siebie całą powage, bo gdzieś w głębi serca i rozumu wiedziała, że robi idiotycznie. Ale Victoria nie lubiła się przyznawać do tego, że popełnia błąd.

– Yhm – chrząknęła po tej dłuższej ciszy, czując, że jeśli tego nie zrobi, to będzie mówiła tak cienkim głosikiem, że tylko się przy tym pogorszy. – Nie, żadnych powikłań, to nowa sprawa – niemal odruchowo splotła ręce tak, by prawą dłonią zakryć wierzch lewej, na której srebrzyły się jeszcze blizny po majowym ataku we śnie. – Nie mogę się pozbyć tego uporczywego kaszlu – przyznała w końcu z kamienną twarzą, ale wewnętrznie czuła się jak absolutny przegryw. – Mam napady duszności, kaszel, drapie mnie w gardle, boli mnie już klatka piersiowa od ciągłego kaszlenia – wymieniała i rozplótłszy dłonie, uniosła jedną na wysokość mostka, przykładając ją do odsłoniętego kawałka ciała. – Tutaj. Byłam- – tu nastąpiło lekkie kaszlnięcie. – na zewnątrz przez całą noc i kolejny dzień podczas ataków – i minął tydzień, a Victorii się nie polepszało. – Próbowałam takich domowych sposobów… Herbata z sokiem z malin, napar z czarnego bzu, ale to pomaga tylko na chwilę – i ewidentnie nie było to wszystko regularne, bo w tej całej wypowiedzi Victoria kaszlnęła raptem raz, a czasami mówiła więcej – i tylko ją w gardle drapało, z koli innym razem miała całą serię kaszlu i duszności.

doktor Moreau
I am a demanding creature. I am selfish and cruel and extremely unreasonable.
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
magimedyk
Wysoka na metr osiemdziesiąt, bardzo jasna blondynka o niebieskich oczach, zwykle ubrana w szaty magimedyka ze św. Munga. Często jest brana za starszą, przez to że kilka lat temu wylała na siebie eksperymentalny eliksir swojego ojca. Wydaje się bardzo opanowana, gdy rozmawia z rodziną i znajomymi, ale w bardziej nerwowych sytuacjach zdarza jej się zacinać i być wyraźnie spłoszoną.

Deirdre Malfoy
#4
22.02.2026, 18:29  ✶  

To nie była pierwsza tego typu wizyta, którą przeprowadziła Deirdre w ciągu tego dnia, ani tygodnia. Właściwie większość pacjentów szukała jakiegoś wyśnionego remedium, które ukrywał przed społecznością św. Munga. Mieli kilku pacjentów, którzy święcie wierzyli, że dym i popiół był spiskiem wytwórców magimedykamentów, którzy chcą sprzedać jak najwięcej eliksirów i są w spisku z uzdrowicielami. Malfoyówna mocno wątpiła, aby skorzystali ze skierowania do Lecznicy Dusz.

Pokiwała głową, zapisując w karcie Victorii wszystko, co mówiła.

— Rozumiem. Posłucham teraz pani płuc —  powiedziała i wstała z miejsca. Wyminęła biurko i pacjentkę i podeszła do małego zlewu. Wtedy też chrząknęła i ponownie skierowała słowa do panny Lestrange. Zrezygnowała na sekundę z mycia rąk i zaciągnęła parawan, który oddzielał wejście i drzwi od pacjentki, w razie gdyby ktoś nagle wszedł do pomieszczenia. —  Proszę rozebrać się. To znaczy. Górną część, bieliznę może pani pozostawić.

Przez chwilę patrzyła krytycznie na parawan, wyraźnie zabrany z salki dziecięcej, z uroczym smokami, elfami, pufkami (albo pierdzipuszkami, Deirdre nie była pewna przez obrazkową formę rysunku, absolutnie anatomicznie niepoprawną, Pufki nie mają różowego umaszczenia, a pierdzipuszki takich wielkich oczu) i groteskowo ślicznymi gumochłonami. Zaraz jednak wróciła do szorowania dłoni, zapewniając pacjentce trochę prywatności w pozbywaniu się odzieży do badania.

Otworzyła kurek. Namoczyła dłonie. Wzięła mydło. Wnętrza dłoni o siebie. Sto lat, sto lat, niech żyje żyje nam. Grzbiety dłoni. Sto lat, sto lat, niech żyje żyje nam. Przestrzenie między palcami i palce. Jeszcze raz, jeszcze raz, niech żyje, żyje nam, niech żyje nam! Kciuki, najpierw prawy, później lewy.  Sto lat, sto lat, niech żyje żyje nam.  Opuszki palców i paznokcie.  Sto lat, sto lat, niech żyje żyje nam. Nadgarstki. Sto lat, sto lat, niech żyje żyje nam. Zamknęła kurek.

Przestrzeń owionęła chwilowo woń mocnego alkoholu, gdy Deirdre otworzyła korek buteleczki i nalała jej zawartość czystą, wygotowaną szmatkę. Szmatką wytarła mosiężną trąbkę i stanęła przy Victorii.

— Przyłożę cylinder do pani klatki piersiowej z przodu i z tyłu. Cylinder jest zimny — oznajmiła. To była prosta część. Wiedziała mniej więcej, czego się spodziewać, ale chciała wykluczyć znajome powikłania po wdychaniu pożaru, zanim (prawdopodobnie) zawyrokuje, że kobiecie dolega to samo, co innym, pokłosie Spalonej Nocy.


Przewaga: Leczenie
Zwada: Nerwica Natręctw


I can feel the light shine on my face
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#5
24.02.2026, 23:20  ✶  

Nie liczyła na żaden tajemniczy lek, bo ten zapewne jeszcze nie powstał. Gdyby tylko miała więcej czasu, pewnie sama poeksperymentowałaby nad kociołkiem, próbując stworzyć coś bardziej skutecznego niż te napary i herbatki, ale tego czasu jednak za dużo nie miała. Wiedziała też, że jednak dobrym kierunkiem byłoby, by obejrzał ją jakiś medyk, nawet jeśli żadnego super leku nie ma… ale może jednak w ciągu ostatnich dni zrobiono jakieś postępy? To znaczy od czasu jak jej ojciec dał komentarz Czarownicy.

Victoria zapatrzyła się na Deirdre, kiedy powiedziała, że ją osłucha, nie zrobiła jednak żadnego ruchu (prócz skinienia głową i cicho wypowiedzianego „dobrze”), póki uzdrowicielka nie zaciągnęła parawanu (bardzo zresztą uroczego, na co Lestrange lekko się nawet uśmiechnęła, ale wcale nie kpiąco) i powiedziała jej że ma się rozebrać. Tu już nastąpiło lekkie zawahanie, ale po tym, jak odetchnęła przez nos, sięgnęła do guzików, by zacząć je rozpinać, by faktycznie się rozebrać. Victoria, od czasu bardzo realistycznego snu, w którym została zaatakowana przez jakiegoś psychola chcącego ją zabić, miała na ciele rany, które – jak uważała – ją szpeciły, a ta największa znajdowała się właśnie na plecach; blizna biegła jej przez plecy na skos, zaczynając się przy prawym barku, a kończąc koło lewego biodra i w tych warunkach była właściwie nie do zakrycia, bo Victoria miała schludnie zaplecione włosy w warkocz, by nie przeszkadzały podczas wizyty.

Zauważyła przy tym, że uzdrowicielka spędziła chwilę czasu na myciu rąk i robiła to bardzo dokładnie, w jej głowie jednak wydało się to całkowicie normalnym, bo kto to wie, co pacjent ze sobą przyniesie i co się może przykleić z poprzednich wizyt. A być może, tylko być może, sama obsesyjnie czyściła swoje otoczenie i siebie samą, dlatego nie wyczuła w tym niczego nadzwyczajnego.

– Nie odczuwam zimna – wyrwało jej się, a gdy te słowa już padły w odpowiedzi do zimnego cylindra, to Victoria skrzywiła się, bo to w sumie nie do końca było tak. Źle się wyraziła. – Nie, inaczej. Nie czuję ciepła, czy raczej nie ma takiego ciepła, które byłoby w stanie mnie ogrzać, wobec czego ciągle jest mi zimno – było to pokłosie wejścia do Limbo i Deidre, gdy już zbliżyła się do Victorii, sama mogła to poczuć, nawet jeśli jeszcze jej nie dotknęła: to dojmujące, lodowate wręcz zimno bardziej utożsamiane z trupem niż żywym. Było to zimno, które z niej wręcz ziało i tłumaczyło dlaczego Zimni zostali nazwani właśnie tak… i dlaczego z początku (a może nawet i do teraz) mówiono, że są zimni jak trupy. Albo nawet zimniejsi. To nie było przyjemne dla żywego człowieka, który odczuwał zimno i ciepło normalnie; przebywanie przy Zimnych nie było przyjemne, zaś dotykanie ich…? Victoria uśmiechnęła się do Deirdre wręcz przepraszająco. Jej przypadek był Zjawiskiem przez duże Z i miała tego pełną świadomość.

doktor Moreau
I am a demanding creature. I am selfish and cruel and extremely unreasonable.
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
magimedyk
Wysoka na metr osiemdziesiąt, bardzo jasna blondynka o niebieskich oczach, zwykle ubrana w szaty magimedyka ze św. Munga. Często jest brana za starszą, przez to że kilka lat temu wylała na siebie eksperymentalny eliksir swojego ojca. Wydaje się bardzo opanowana, gdy rozmawia z rodziną i znajomymi, ale w bardziej nerwowych sytuacjach zdarza jej się zacinać i być wyraźnie spłoszoną.

Deirdre Malfoy
#6
26.02.2026, 00:05  ✶  

Matka Deirdre, w jej pierwszych latach po zakończeniu edukacji, gdy próbowała znaleźć jej narzeczonego pośród bardziej zacnej części socjety, ponad ich stanem, dramatyzowała czasami, że Deirdre jest zbyt nudna i nic nie można o niej powiedzieć ciekawego. Niektórzy marzyli o tym, aby ich dzieci podjęły się szanowanego zawodu magimedyka, zwłaszcza gdy w rodzinie pojawiały się takie gagadki jak Baldwin lub nieszczelsiwe przypadki, jak Lorraine, ale dla pani Malfoy było to nieco za mało. Właściwie jedyna rzecz, w której się wyróżniała, był dość wysoki wzrost jak na kobietę. Wielokrotnie sama Malfoyówna ubolewała nad faktem, że ani nie jest interesującą osobą ani nie potrafi takiej udawać w rozmowie, przez co większość osób mogłaby zapomnieć, że tak jest. Wszystko, co było gwiazdami w jej spojrzeniu i radością, zakrawało o tabu i odchodziło od tego, do czego można się przyznać na głos. Przecież to nie tak, że nie jada mięsa z powodów konkretnie etycznych. Z noszeniem futer zimą problemu nie miała, tak samo jak z przyszywaniem części różnych zwierząt w jeden, kompleksowy organizm. Patrząc na Victorię jednocześnie jej zazdrościła tego wszystkiego, przygody, szacunku z powodu zawodu, etosu aurora, ale i nie. Ileż to przeszkód, narażania się, nawet stanie się dziwadłem. Nie umknęły jej uwadze blizny, chociaż nie dziwiły, taka praca aurora. Zastanawiała się przez chwilę, czy Lestrange kiedyś żałowała wyboru lub spodziewała się, że będzie tak wyglądać. I czy mężczyźni zwracają na to uwagę. Czy im to przeszkadza? Nie znała na to odpowiedzi, sama widziała blizny jako rodzaj męskiego trofeum i dowodu bohaterstwo, trudno jej jednak było przełożyć to na kobietę. Służbowo zaś tylko prędko oceniła stan zasklepionych ran, bo tylko to ją powinno obchodzić.

— A. Tak. Faktycznie. Było wpisane w kartę. Hm. W takim razie pewnie nie będzie urażać.

Wiedziała, że bezskutecznie próbuje ukryć swoje zdenerwowanie.

Przyłożyła delikatnie urządzenie do klatki piersiowej pacjentki, a swoje ucho po drugiej stronie urządzenia, na wylotowej dźwięku. Właśnie dlatego, na podobną modłę, i włosy Deirdre były związane w ciasny, dobierany warkocz. Nie łaskotała wtedy przypadkiem osób, które badała.

Wsłuchiwała się chwilę w zwykły oddech Victorii, teraz furkoczący przez obturację, prawdopodobnie wywołaną popiołem oraz dymem.

— Proszę teraz wziąć głęboki wdech nosem i wypuścić go powoli. Też nosem — poprosiła. Po tym przeniosła się na plecy Viktorii i wykonała powtórnie badanie. Po nim odłożyła urządzenia na miejsce. Rozumiała też ten przepraszający wzrok, rzeczywiście, jakby dotykała trupa. Ugryzła się w bok policzka, zanim powiedziała to na głos, nawet jeżeli ani martwi na prawdę ani Ghoule jej nie obrzydzali. Nie przeszłaby edukacji, gdyby ją cokolwiek takiego brzydziło. — Może się pani ubrać.

Usiadła naprzeciwko, na swoim miejscu i zaczęła pisać w karcie aurorki, dając jej przestrzeń na komfortowe odzienie się, skupiona na wypełnianiu dokumentacji.

— Nie będę. Nie będę owijać w bawełnę. Jest to ostra inhalacyjno-magiczna obturacja oskrzeli z niewydolnością oddechową, w mechanizmie magiczno-termicznego uszkodzenia nabłonka dróg oddechowych po ekspozycji na spalaną biomasę oraz nieznane magiczne właściwości popiołu. To znaczy, że przez magiczny wpływ popiołu, należy... Musi pani regularnie pić wskazane w ogłoszeniu napary. Przepisze też eliksir rozkruczowy, do kupienia w aptece, aby kaszel był bardziej... Skoncentrowany. Może boleć przy kaszleniu, ale nie możemy go całkowicie eliminować, aby płuca się oczyściły. Zalecam codziennie spacery nad morzem. Przynajmniej godzinę. Czy na tym etapie ma pani jakieś pytania?

Nawet udało jej się utrzymać kontakt wzrokowy z pacjentką. Uznała to za sukces.



I can feel the light shine on my face
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#7
03.03.2026, 21:25  ✶  

Aranżowane związki miały to do siebie, że wypalały albo nie. Powiedziałby ktoś, że to zupełnie tak samo jak w tych nie aranżowanych i była to prawda, ale aranżowane trudniej było zerwać – i to była zasadnicza różnica. Aranżowane związki częściej dochodziły do małżeństwa, bo mało kogo interesowało dopasowanie pary, gdy chodziło o interes rodzin. Victoria mogłaby powiedzieć o tym dużo, bo miała na swoim koncie dwa takie aranżowane związki; pierwszy był absolutnym niewypałem i katastrofą, bo nie znosiła wybranka swojej rodziny tak bardzo, że nie była w stanie wytrzymać z nim ani minuty dłużej, niż było to konieczne. Drugi był cholernym rollercoasterem emocjonalno-uczuciowym, od nienawiści i niechęci po przyjaźń… albo coś w tym stylu, ale było to niezwykle trudne i Victorię pozostawiło z niskim poczuciem własnej wartości. I nie miało to żadnego związku z byciem nudnym czy nie, z byciem duszą towarzystwa, albo przeciwnie. Lestrange wierzyła, że gdy trafi się na odpowiednią osobę, to ta jest w stanie zrozumieć nawet najdziwniejsze zainteresowania. Czarnowłosą też pewnie niektórzy mogliby uznać za nudną: dla rozrywki czytała księgi poszerzające wiedzę, naukowe, a nie poezję czy beletrystykę (zdarzało jej się, chociaż rzadko i raczej nie wybierała tych tytułów sama z siebie), a jej hobby było warzenie eliksirów i zajmowanie się kwiatami (lub ogólnie roślinami). No i koty. Lubiła koty. Mogło by się więc wydawać, że daleko jej do bycia przebojową, ale nie stroniła od kontaktu z ludźmi czy rozmów, nawet jeśli nie była pierwsza do zaczynania rozmów z nieznajomymi. Daleka była więc od oceniania Deirdre po wyglądzie.

Czy Victoria spodziewała się, że tak będzie wyglądać praca autora? Niedawno sama zadawała sobie to pytanie i musiała szczerze odpowiedzieć, że nie. I mimo tego nie żałowała; jasne, miewała momenty zwątpienia, zastanawiała się przez jakiś czas, czy całkiem nie zmienić kierunku kariery, na razie jednak postanowiła to zostawić, bo gdy kryzys przeminął, uznała, że ma to swoje benefity, jak choćby uprawnienia, które posiadała. Dostęp do miejsc i rzeczy, których nie mogłaby robić bez odznaki. Czy nie tak samo było z uzdrowicielami? Lepiej było mieć dyplom niż nie, ułatwiał sporo rzeczy, nawet jeśli pewnie niektórzy prześlizgiwali się przez studia cudem.

– Próbowałam już chyba wszystkiego i nic nie pomaga na to zimno – dodała jeszcze, czując, że powinna się wytłumaczyć, bo co prawda nie wiedziała co dokładnie było wpisane w jej karcie pacjenta, ale od tamtego czasu nikt nie robił z nią medycznego wywiadu na ten temat. Victoria zdawała się nie zauważać zdenerwowania panny Malfoy – przyszła po pomoc, by ją ktoś obejrzał, nie oczekiwała wielkiej elokwencji ze strony osoby, która miała ją zbadać i zadecydować co dalej. No i nie sądziła, że to jej obecność tak wpływała na uzdrowicielkę.

Grzecznie wykonywała polecenia, nie wzdrygnąwszy się ani razu, gdy instrument został przyłożony do jej ciała podczas badania, a po wszystkim ubrała się ostrożnie i nie przeszkadzała, gdy ta pisała w jej karcie.

– Czy to klasyczny eliksir rozkurczowy? Zwykle sama warzę swoje lekarstwa – tak, miała pytania, ale pewnie nie takie, których można się było spodziewać. Faktycznie jednak Victoria w większości sama warzyła dla siebie eliksiry, a jeśli miała zażywać rozkurczowy, to chciała wiedzieć, jaki przygotować… – I, jeśli dobrze zrozumiałam, mam po nim kaszleć więcej? Żeby wyrzucić z siebie ten pył…? – na Matkę, czyli naprawdę mogła mieć płuca obklejone tym gównem? – Czy to znaczy, że będę kaszleć pyłem?

doktor Moreau
I am a demanding creature. I am selfish and cruel and extremely unreasonable.
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
magimedyk
Wysoka na metr osiemdziesiąt, bardzo jasna blondynka o niebieskich oczach, zwykle ubrana w szaty magimedyka ze św. Munga. Często jest brana za starszą, przez to że kilka lat temu wylała na siebie eksperymentalny eliksir swojego ojca. Wydaje się bardzo opanowana, gdy rozmawia z rodziną i znajomymi, ale w bardziej nerwowych sytuacjach zdarza jej się zacinać i być wyraźnie spłoszoną.

Deirdre Malfoy
#8
08.03.2026, 12:49  ✶  

— Hm... Dobrze... To znaczy. Nie dobrze. Myślę, że klątwołamacze mogą pomóc bardziej —  stwierdziła oczywiste. Znów miała ochotę palnąć się otwartą dłonią w czoło, ale to by wyglądało jeszcze gorzej. Było bardzo prawdopodobne, że rodzina Lestrange już zebrała wykwalifikowaną kadrę uzdrowicieli, aby zadbali o dobrostan pani Victorii, nie potrzebowali do tego mądrych słów uzdrowicielki, która była nią na własną rękę dopiero od jednego cyklu pór roku.

Deirdre normalnie mówiła pacjentom, którzy chcieli robić eliksiry na własną rękę, że to jest specjalna receptura, jednakże to była Victoria Lestrange. Malfoyówna spodziewała się, że kobieta po prostu od dziecka była zaznajamiana z naukami medycznymi oraz warzeniem medykamentów i ma to we krwi. Dlatego przytaknęła na jej pytanie o eliksir.

— Tak, nie mamy na razie lepszych, lepszych rozwiązań, może go pani wykonać samodzielnie. Owszem. To... ym... typowe dla ofiar pożarów. Zwłaszcza podczas przedłużonej ekspozycji na dym i popiół. Płuca próbują się oczyścić za pomocą kaszlu oraz flegmy. Eliksir sprawi, że kaszel będzie bardziej... um... celowy. Może być silniejszy, ale będzie dawał skutek, będzie też rzadziej. W przypadku pojawienia się krwi, proszę się do nas ponownie zgłosić, tak...y... tak nie powinno być.

Deirdre zapisała recepturę na kartce, chociaż wiedziała, że niepotrzebnie. Chciała uniknąć ewentualnych nieporozumień, co miała na myśli, chociaż starała się wypowiadać w jak najbardziej prosty sposób do pacjentów. Karteczka została wypełniona bardzo starannie, a wprawna dłoń unikała zbędnych zawijasów w recepcie. Proste, praktyczne pismo, pasowało do niezręcznej lekarki, jak idealnie uszyta rękawiczka.

— Zalecam również nadmorskie spacery przynajmniej raz dziennie, o yyy, poranku lub wieczorem, kiedy w powietrzu jest, um, największe stężenie jodu. Przestrzegam też przed teleportacją z dużą zmianą wysokości, na przykład do Snowdonii, bez... yyy, bez przystanków. Pani płuca mają zmniejszoną wydolność i przy rozrzedzonym powietrzu górski może pani zemdleć ze względu na nagłą zmianę. Z tego też powodu odradzam loty na miotle.

To również wpisała na karteczce, oznaczonej jako zalecenia.

— W przypadku przełomu w metodach leczenia, umm, powiadomimy panią listownie. Proszę się stawić w razie pogorszenia lub braku poprawy za miesiąc. To znaczy, w razie pogorszenia od razu, gdy ono nastąpi, w przypadku braku poprawy, za miesiąc. —Uśmiechnęła się do Lestrange przepraszająco, za swoją niezręczność, podając jej kartki z recepturą oraz zaleceniami magimedyka. Matka tylko wie, jak bardzo chciała wrócić do swoich smoczych poparzeń, ugryzień chochlików oraz nudnych, nocnych dyżurów, podczas których przechadzała się po korytarzu w ciszy i doglądała pacjentów.



I can feel the light shine on my face
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#9
14.03.2026, 23:52  ✶  

Victoria uśmiechnęła się pod nosem do Deirdre, gdy ta najpierw stwierdziła, ze „dobrze”, a potem, że jednak nie i że klątwołamacze mogą pomóc bardziej. Nie mogli. Oglądali ją, nawet siostra Atreusa była klątwołamaczką i medyczką w Mungu i absolutnie nic nie wymyślili. Lestrange doskonale wiedziała, że większość uzdrowicieli pomóc jej nie może, wszyscy specjaliści odsyłali ją do… cóż… nekromantów i rozumiała dlaczego. Ale w odpowiedziach panny Malfoy było coś… Czarnowłosa domyśliła się, że jej specjalność musi być bardzo daleka od wszelkich klątw, być może nie była uzdrowicielką długo (próbowała sobie ją przypomnieć ze szkoły, ale kojarzyła ją jak przez mgłę, na pewno była młodsza i nie uczyła się na roku z Primrose, bo by pamiętała), ale to nie miało większego znaczenia jeśli chodziło o problem, z którym tutaj przyszła.

– Weszłam kilka razy w takie skoncentrowane chmury dymu, w których krążyli ludzie. Co prawda próbowałam robić jakąś ochronę na nos i usta, ale chyba na niewiele się to zdało – a jeden mężczyzna, na którego tak trafili, prawie się udusił od dymu, nieprzytomnego podrzuciła do Munga i wróciła na ulice. Można więc było powiedzieć, że była długo i intensywnie wystawiona na działanie pyłu i dymu. Kiwnęła w odpowiedzi, że zrozumiała instrukcje medyczki. Nie miała wykształcenia medycznego, ale jej ojciec, siostra, babcia czy kuzynostwo byli uzdrowicielami, miała więc styczność z pewnym słownictwem od dawna i siłą rzeczy niektóre rzeczy wydawały jej się oczywiste, poza tym akurat jeśli  chodziło o warzenie eliksirów, to tutaj uważała, że była bardziej niż kompetentna by zrobić dla siebie eliksir na kaszel, skoro robiła dużo innych, znacznie bardziej skomplikowanych i oraz nie spoczywała na laurach i znanych światu recepturach, choć nie wszyscy o tym wiedzieli. – Jak długo powinnam zażywać eliksir? – zapytała po chwili, bo w sumie nie wiedziała czy aż wszystko przejdzie, czy może powinna w którymś momencie przerwać zażywanie, bo może by jej zaszkodził? – I czy to powinna być stała dawka, czy zwiększana? – a może zmniejszana…? Wiedziała jaki efekt dawały które składniki użyte w eliksirze, jak powinien a jak nie powinien zadziałać, ale na dawkowaniu leków akurat się nie znała.

– Od różnych ludzi słyszałam, że były jakieś przypadki śmierci od tego popiołu, znaczy od kaszlu. Coś o czarnej ślinie zwiastującej koniec? Rozumiem, że to tylko głupie historyjki i że tak to może wyglądać, jak zacznę mocniej kaszleć i to zamierzony efekt – zawiesiła głos, patrząc na kobietę, dzieląc się tą miejską legendą, która niedawno zaczęła krążyć po ulicach Londynu, na których bywała często.

Pokiwała kolejny raz głową, uwaga o tych nagłych zmianach wysokości była w zasadzie w punkt, w swojej pracy… cóż, czasami jej się zdarzało lądować nagle w dziwnych miejscach, na przykład w pogoni za kłusownikami, którzy ulokowali się w smoczej jaskini… Uśmiechnęła się przy uwadze o miotle i skrzywiła jednocześnie, bo akurat miotła to było coś, na co nie kładła swojego zgrabnego tyłka – od latania trzymała się tak daleko, jak tylko się dało. A potem zerknęła na schludnie i czytelnie zapisaną karteczkę od uzdrowicielki i szybko przebiegła po niej wzrokiem, na momencik zatrzymując się przy recepturze na eliksir, bo to właściwie interesowało ją najbardziej.

– Mmm, w porządku. W takim razie dziękuję bardzo – odparła jeszcze i zabrała karteczki z biurka, myśląc sobie, że może sama powinna poeksperymentować i może jej uda się wynaleźć coś skuteczniejszego na ten cholerny pył, ale póki co nie miała na to zbyt dużo czasu. Krew była niepożądana, a za miesiąc powinna się pokazać znowu… W porządku. Jeśli uzdrowicielka nie miała nic więcej do dodania, to Victoria wstała i uśmiechnęła się do Malfoy raz jeszcze. – Życzę miłego dnia – i skierowała się do wyjścia.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Deirdre Malfoy (1837), Victoria Lestrange (2451)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa