18.01.2026, 17:51 ✶
Duża kamienica, w której znajdowało się kilka niewielkich mieszkań, nie spłonęła, uratowana w ostatniej chwili przez przedstawicieli służb, ale chwilowo niemal nikt w niej nie mieszkał. Nie z powodu dymu, który przesiąkł ściany i meble, i nie ulotnił się mimo wietrzenia, nie ze względu na nadpaloną lekko fasadę i nawet nie dlatego, że grupa włamywaczy postanowiła wkraść się tutaj, korzystając z zamieszania panującego w mieście, wzięli to miejsce na cel. Ścierwa grasowały po Londynie, a zadanie dopadnięcia tej konkretnej grupki, mającej już na koncie kilka skoków, zrzucono na Brennę.
Nie. Chodziło o panią Turpin.
Brenna znała panią Turpin, która regularnie odwiedzała biuro Brygady i zgłaszała, że jej sąsiedzi prowadzą nielegalny dom publiczny, że trudnią się czarną magią, że przywołują demony. Zgłoszenia pani Turpin wskazywały na to, że to miejsce jest centrum największych męt pod słońcem, gdy w istocie większość jej sąsiadów była bardzo spokojnym, ciężko pracującymi ludźmi. Pani Turpin jednak przeszkadzało wszystko: płacz niemowląt, bawiące się dzieci, późne powroty do domu, przyjmowanie gości. Nieważne, że mieszkanie sąsiadów było wygłuszone, jeśli ktoś się u nich bawił, ona uważała, że zakłócają porządek pewnie właśnie samą zabawą, bo idea, że ktoś jest szczęśliwy, nie podobała się pani Turpin. Nieważne, że sąsiadkę odwiedzał narzeczony, nie alfons, porządne dziewczęta powinny żyć w wiecznym celibacie, ale zarazem bycie starą panną to wstyd. I tak dalej.
Za życia pani Turpin nie mogła wiele zrobić swoim sąsiadom.
Za to po śmierci…
Och, gdy zginęła, uduszona dymem, bo zdecydowała, że nie opuści swojego mieszkania, zaczęła urządzać innym lokatorom prawdziwe piekło. A Brenna przekonała się o tym boleśnie, gdy wpadli tutaj z Apollem, i unieszkodliwiali włamywaczy, a pani Turpin znienacka pojawiła się tuż przed Brenną biegnącą po schodach, gdy jeden z nich próbował uciec. W ogóle nie powinna biegać po schodach: jej noga wciąż odmawiała momentami posłuszeństwa, a płuca wypełnione czarnym dymem sprawiały, że momentami miała problemy z oddychaniem. W sumie pewnie dalej powinna być na zwolnieniu, ale w obecnej sytuacji nie była jedyną osobą w Ministerstwie, która nie mogła sobie na to pozwolić.
Pani Turpin z jakichś powodów uznała, że lubi włamywacza – może dlatego, że ten demolował mieszkanie sąsiadów – bardziej niż Brennę. I urządziła to całe pojawienie się i wszystko tak, że Brenna ze schodów spadła.
Godzinę później włamywacze wprawdzie zostali aresztowani, i na dole pilnowało ich dwóch Brygadzistów, ale po rozmowie z jednym sąsiadem, który wciąż nie został wypłoszony, bo i nie miał dokąd pójść, Brenna stała w mieszkaniu pani Turpin czekając aż pojawi się ktoś z wydziału opętań. Mieszanie było zadymione, a balkon, na który Brenna otworzyła drzwi, poczerniały i prowizorycznie zabezpieczony przed zniszczeniem.
– Nie masz prawa tutaj przebywać, młoda damo! Co ja mówię, jaka damo. Nie masz prawa tutaj przebywać! To moje mieszkanie!!!
– Wynajmowała je pani, pani Turpin. Wynajem przestał być aktualny wraz z pani śmiercią – zapewniła Brenna grzecznie.
– Nie możesz tak po prostu sobie chodzić i mówić ludziom, że nie żyją!!!
!Trauma Ognia
Nie. Chodziło o panią Turpin.
Brenna znała panią Turpin, która regularnie odwiedzała biuro Brygady i zgłaszała, że jej sąsiedzi prowadzą nielegalny dom publiczny, że trudnią się czarną magią, że przywołują demony. Zgłoszenia pani Turpin wskazywały na to, że to miejsce jest centrum największych męt pod słońcem, gdy w istocie większość jej sąsiadów była bardzo spokojnym, ciężko pracującymi ludźmi. Pani Turpin jednak przeszkadzało wszystko: płacz niemowląt, bawiące się dzieci, późne powroty do domu, przyjmowanie gości. Nieważne, że mieszkanie sąsiadów było wygłuszone, jeśli ktoś się u nich bawił, ona uważała, że zakłócają porządek pewnie właśnie samą zabawą, bo idea, że ktoś jest szczęśliwy, nie podobała się pani Turpin. Nieważne, że sąsiadkę odwiedzał narzeczony, nie alfons, porządne dziewczęta powinny żyć w wiecznym celibacie, ale zarazem bycie starą panną to wstyd. I tak dalej.
Za życia pani Turpin nie mogła wiele zrobić swoim sąsiadom.
Za to po śmierci…
Och, gdy zginęła, uduszona dymem, bo zdecydowała, że nie opuści swojego mieszkania, zaczęła urządzać innym lokatorom prawdziwe piekło. A Brenna przekonała się o tym boleśnie, gdy wpadli tutaj z Apollem, i unieszkodliwiali włamywaczy, a pani Turpin znienacka pojawiła się tuż przed Brenną biegnącą po schodach, gdy jeden z nich próbował uciec. W ogóle nie powinna biegać po schodach: jej noga wciąż odmawiała momentami posłuszeństwa, a płuca wypełnione czarnym dymem sprawiały, że momentami miała problemy z oddychaniem. W sumie pewnie dalej powinna być na zwolnieniu, ale w obecnej sytuacji nie była jedyną osobą w Ministerstwie, która nie mogła sobie na to pozwolić.
Pani Turpin z jakichś powodów uznała, że lubi włamywacza – może dlatego, że ten demolował mieszkanie sąsiadów – bardziej niż Brennę. I urządziła to całe pojawienie się i wszystko tak, że Brenna ze schodów spadła.
Godzinę później włamywacze wprawdzie zostali aresztowani, i na dole pilnowało ich dwóch Brygadzistów, ale po rozmowie z jednym sąsiadem, który wciąż nie został wypłoszony, bo i nie miał dokąd pójść, Brenna stała w mieszkaniu pani Turpin czekając aż pojawi się ktoś z wydziału opętań. Mieszanie było zadymione, a balkon, na który Brenna otworzyła drzwi, poczerniały i prowizorycznie zabezpieczony przed zniszczeniem.
– Nie masz prawa tutaj przebywać, młoda damo! Co ja mówię, jaka damo. Nie masz prawa tutaj przebywać! To moje mieszkanie!!!
– Wynajmowała je pani, pani Turpin. Wynajem przestał być aktualny wraz z pani śmiercią – zapewniła Brenna grzecznie.
– Nie możesz tak po prostu sobie chodzić i mówić ludziom, że nie żyją!!!
!Trauma Ognia
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.