• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[Jesień 72, 9.10 Księżycowy Staw | Millie z pewnością też Thomas i Basilius]

[Jesień 72, 9.10 Księżycowy Staw | Millie z pewnością też Thomas i Basilius]
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#1
14.02.2026, 14:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.02.2026, 17:20 przez Millie Moody.)  
Ślub?

Minął.

Tygodnie od czasu grzebania w tarocie i tej całkiem posranej refleksji na temat współlokatorów w jej pokoju?

Mijały.

Pierdolone uczucie w klatce piersiowej?

Nie minęło.

I nie, nie chodziło o jebany kaszel, który dręczył ludzi po spalonej nocy.

Może to było to wczorajsze wino? Nie... to trwało o wiele dłużej.

Była smutna. Była rozkojarzona. Była...

Słowo zaczynające się na Z, a kończące się na akochana nie wchodziło oczywiście w grę.

Skołowana! Tak!

To miało więcej sensu w świecie jej mózgu, który za wiele sensu nie miał.

Zmęczona może?

Farby nie cieszyły, fakt, że sufit i tak był niedokończony wkurwiało. Musiała coś ze sobą zrobić. Musiała coś z nimi zrobić. Pierdolone uczucia, mogła się domyślić, że będą jej tylko przeszkadzać. W tym co zaplanowała. W tym co chciała zrobić, co musiała zrobić.

– Nosz kurwa jebana! – echem rozniosło się po holu, a potem Moody z miotły cisnęła pędzlem wyjebała farbę na ziemię i spięła poślady, żeby wylecieć z budynku nim narobi większych szkód.

Tylko z głowy wcale nie wyleciały jej dwie kędzierzawe głowy. Wręcz przeciwnie. Byłoby wspaniale spędzić z nimi trochę czasu. Pośmiać się. Pobawić. Przecież od tego są przyjaciele, czyż nie?

!BINGO E1
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
14.02.2026, 14:19  ✶  
Walentynkowe Bingo
adres pola: E1
wariant: 1
typ: zadanie

Zwykłe zakupy są nudne, dlatego postanowiliście wybrać się na Scavenger Hunting. Każde z was ma znaleźć trzy urocze drobiazgi, które najlepiej opiszą drugą osobę. Limit galeonów? Rozsądny. Kreatywność? Nieograniczona. Przemierzacie małe sklepiki, zaglądacie w zakurzone witryny. Potraktujcie to pół-żartem, pół-serio. Czy wygrywa ten, kto rozbawi drugą osobę do łez, czy ten, kto znajdzie coś tak trafnego, że druga osoba pokryje się rumieńcem?
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#3
16.02.2026, 17:32  ✶  
Tak! To było to! Brakowało im po prostu przyjacielskich aktywności, a brak Basiliusa w Księżycowym rzucał jej się na mózg, przez co obrywał również Thomas.

To była jej wina, że miała nasrane w głowie i wystarczyło tylko zadbać o to, żeby ich czas nie był pełen alkoholu i wstydliwych wyznań oraz tęsknych spojrzeń i miziania się pod stołem w Dziurawym Kotle czyja to była ręka do dziś nie ustalono, o jaką łydkę się ocierała, tego nie mogła być pewna. To w sumie nie była jedna łydka. Było ich więcej. Te stoliki! Takie złudne! Powinni robić wobec siebie jakieś niewinne z oczywistych względów tylko przyjacielskie rzeczy.

Dlatego pikując miotłą z nieboskłonu, jak ją już jebło natchnienie, zleciała po Thomasa, razem znaleźli Liszka i teleportowali się na prawdziwy, absolutnie niezobowiązujący szop’ing.

Czy może być coś bardziej przyjacielskiego?

I mam taki pomysł, że jak utoniemy w tych pierdoletach to kupimy sobie trzy trinkety najlepiej opisujący drugą osobę. Wczoraj się sobie zwierzaliśmy, więc przecież nie będzie absolutnie problemu co nie? Co nie? Fajnie super, alkohol zabroniony. I… i żadnej bielizny! W sensie żadnego ubrania! Nic! Nada! Nu nu! - pokrzykiwała swój plan, ignorując skołowane twarze obu klątwołamaczy, którzy chyba zgadzali się na jej szaleństwa tylko z przyzwyczajenia.

Macie godzinę, a potem wracamy do nas. - dodała, żeby nie stracili na tych poszukiwaniach za bardzo głowy.

A potem…


A potem…


- Ja pierdole to był tak kretyński pomysł, że nie wiem, kto na to w ogóle wpadł?! - dostarczyła do ich pokoju, znaczy do jej pokoju świeżo zaparzoną herbatę (żadnego alkoholu!) i ciastka (nie liczą się do konkursu). W środku panował względny porządek, głównie dlatego, że prawie jej nie było w pomieszczeniu, miała w końcu dużo pracy i stanowczo za dużo emocji związanych z ostatnim miesiącem.

Jej torba papierowa stała przy wezgłowiu wciąż złączonego łóżka.

- Jeśli mnie przez to znienawidzicie, to skoczę z okna - dodała z przekonaniem, bardzo jaskrawo odsłaniając swoją niepewność wobec zawartości torby właśnie. To miała być głupia zabawa wietrząca jej głowę, a wyszło na to, że przez ostatnią godzinę myślała o nich jeszcze więcej i to bardzo stało w sprzeczności z założeniem. Miała swój plan, swój zakupowy klucz, ale nie była pewna, nie mogła być. A mogła nie banować bielizny i kupić im czarne i czerwone stringi cekinowe. To byłby tak wyborny żart! - To kto pierwszy? - rzuciła, wiążąc sobie włosy w bezładny kok na czubku głowy. Ta konstrukcja raczej długo nie zamierzała przetrwać.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#4
16.02.2026, 23:52  ✶  
Millie z pewnością miewała naprawdę kreatywne pomysłu.
Problem był tylko taki, że Basilius nie wiedział, czy powinien uważać je za urocze, czy raczej za powolne metody tortur.
Bo w pierwszej chwili jej pomysł naprawdę brzmiał dobrze. Kupić każdemu z nich po trzy drobiazgi. Nic łatwiejszego. Na pewno w sklepach znajdzie się coś, co przykuje jego uwagę i rozbawi jego towarzyszy... Ha.. Ha...
Tylko, że właśnie kurwa nie.
Miał wrażenie, że myślał o tym zdecydowanie więcej niż powinien, każdy kolejny pomysł wydawał mu się gorszy niż ten poprzedni, a zadanie przyprawiało go o powolny ból głowy, bo jednocześnie chciał pokazać im że ich zna, ale, gdy już miał coś z czego był zadowolony, to zaczynał martwić się, czy nie wyjdzie że zna ich za dobrze. Coś co najlepiej opisuje każdego z nich? Jak niby miał zawrzeć ich opis w przedmiotach, kiedy nawet ciężko mu było opisać ich słowami. Oni po prostu... Byli. Bardzo mocno byli. A już na pewno bardzo mocno byli w jego głowie i możliwe że wyglądał każdego ich spotkania zarówno z radością, jak i niepokojem, jak bardzo szczęśliwy jest w ich towarzystwie.
Gdyby tylko nie te głupie szpargały.
I jeszcze z jakiegoś powodu, to znaczy z winy Millie, ciągle myślał o bieliźnie.

A jednak udało mu się coś kupić.
— Twoja Miles – powiedział robiąc przy tym wymówią mine, kiedy Millie weszła do pokoju z prowiantem. Siedział na łózku obok Thomasa, ale jakoś uważniej niż wcześniej, pilnując aby jego nogi nie dotykały nóg przyjaciela.
Przez chwilę kusiło go, aby powiedzieć, że skoro był to pomysł Moody to ona powinna zaczynać. Potem jednak rozważał, aby wrócić w to Thomasa. Ostatecznie jednak uznał, że sam pójdzie na pierwszy ogień.
– Może zróbmy po trzy rundy – zaproponował, sięgając do swoich pakunków i wyciągnął dwa pierwsze szpargały, które im zakupił. Zawahał się i... Wręczył dwójce po jednej kolorowej książeczce. Były to kieszonkowe wydania książek z żartami. Książeczka dla Thomasa była żółta a jej tytuł brzmiał 365 sucharów na każdy dzień roku. Wydanie Millie natomiast, miało różową okładkę, a zamiast codziennych sucharów, oferowała codzienne durne, żarty dla pełnoletnich.
– Uznajcie to za moją kapitulacje w próbach poprawienia waszego poczucia humoru – skomentował.
Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#5
03.03.2026, 18:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.03.2026, 19:35 przez Thomas Figg.)  
Gdy tylko usłyszał jaki pomysł wpadł jej do głowy, miał wrażenie, że ziemia się pod nim obsuwa. To prawda, że potrafił robić prezenty, ale zazwyczaj miał na to więcej czasu, mógł dokładnie przemyśleć sprawę... A gdyby tak? Kiedy odpływał najbliższy statek do Brazylii? Oh, o 12:37, ale w przyszły piątek. No nic, czyli jednak nie było ucieczki. Ale czy doprawdy takie coś sprawiłoby że podkulił ogon i uciekł?
Kupowanie czegoś dla dwójki towarzyszy nie brzmiało tragicznie, chyba, ze było się Thomasem i przy każdym wyborze cały czas się roztrząsało o tym, czy faktycznie dokonuje dobrego wyboru. A tu jeszcze ten limit czasowy, jak nie wróci łysy, bo wyrwał sobie wszystkie włosy z głowy to będzie cud.
Zdecydowanie po tym wszystkim sprzedawcy z Pokątnej bedą w nim widzieli totalnego wariata, który nie dość, ze gada do siebie to lata po sklepach, jakby co chwilę go coś gryzło w dupsko.
Jego kapitulacją było to co miał w torbie, stanowczo nie był zadowolony z tego co kupił, miał wrażenie, że wszystko co mu wpadło w ręce nie było wystarczająco dobre. Co prawda raz natrafił na coś idealnego, ale Millie przecież zarządziła, że żadnych ubrań, a trafił na taki śmieszny sklep z przebraniami i mieli tam wielką pszczołę i kruka i pancernika... No ale brak ubrań to brak ubrań.

Zerknął podejrzliwie na Millie niosącą tacę z herbatą i ciasteczkami. Ale to tylko dlatego, że ostatnim razem kiedy pili herbatę... No cóż, nie zakończyło się to w zwykły sposób.
Ale teraz bardziej stresował się tym co powiedzą na jego zakupy, a nie tym czy faktycznie zwód podwędziła jakaś herbatę Morpheusowi.

Pokiwał głową, bo słowa mężczyzny brzmiały dobrze, trzy rundy to było to.

Wziął do rąk książkę podaną przez Basiliusa i przeczytał tytuł.
- Suchary na każdy dzień roku? Ale kto by chciał jeść tak często suchary?! - zapytał z wielkim zdziwieniem i zaczął wertować książkę pobieżnie czytając jej zawartość. - Oh... OHHH! - popatrzył półprzymkniętymi oczami na Prewetta. - A więc chcesz, żebym opowiadał mniej zabawne żarty? - zapytał ale nie czekał na odpowiedź. - To tak jakbyś prosił Armaty z Chudley aby lepiej grali w obronie lub ataku. A wiesz, że oni umieją jedynie grać w kasynie - zakończył wykonując palcami ruch pistoletów niczym rewolwerowiec. - Lepiej noś ze sobą zawsze butelkę wody mój drogi, bo przeczytam te książkę bardzo dokładnie - uśmiechnął się sięgając do swojej torby i wyjął pierwsze rzeczy.

- Powiem, że ja spanikowałem i dopadła mnie totalna niewiedza co kupić na początek, więc musiałem jakoś przełamać lody... - wyciągnął ręce w kierunku rzeczonej dwójki. W obu rękach trzymał srebrne łańcuszki, z których zwisały dwa różne wisiorki. Basilius otrzymał niewielką pszczółkę, za to Millie dostała kruka, który zamiast dwóch, miał troje oczu.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#6
11.03.2026, 14:04  ✶  
Każda chwila. Każda sekunda tej uprzejmej rozmowy zamiast rozluźniać ją, sprawiała, że było jej coraz trudniej. Czuła się tak jakby ktoś zaciskał gumę na jej głowie i mózg był coraz bardziej i bardziej ściśnięty, a oczy coraz bardziej piekły.

Wczoraj była królową sytuacji. Alkohol się lał, a słowa płynęły, humorem w niczym nie ustępującym książeczce którą dostała od Basiliusa. Patrzyła na swoją torbę i nie była pewna. Patrzyła na łańcuszek z krukiem i myślała o tym, że może jednak jej klucz nie był dobry, że nic z tego co wybrała im się nie spodoba, szczególnie, że gdy przyszła jej kolej to położyła przed Basiliusem pudełko całkiem zimnej już pizzy, a przed Thomasem paczkę owocowych prezerwatyw.

Było jej głupio.

Poruszyła się niespokojnie unikając ich spojrzenia.

- No bo… - powiedziała zakładając sobie wisiorek na szyję a potem zajmując ręce wyginaniem stron i okładki książeczki z brodatymi żartami. - Bo myślałam o tym co Was łączy wiecie? I o tym, że gdzieś tam w swoich no ścieżkach trafialiśmy na poltergeisty. Wiesz Tommy, jak kiedyś szłam z Brenną to jebło w nas zamianą ciał i poszliśmy do Basiliusa, żeby nam pomógł i no… nawet chciałam z nim trochę pograć, że jestem Brenną i go zarywam, ale się od razu zorientował i no… potem dostałam areszt domowy ale kupili mi pizze i jedliśmy sobie pizze. I to… to jest tak pizza. Znaczy nie ta sama ale no ee… podobna. Z tego samego sklepu. Czy coś. A z drugiej strony… - to był taki moment. Taki ważny. Wspólne zmaganie z poltergeistem, herbata, dziwne wizje. To był początek tej nitki, który sprawił, że tu siedzieli. Że Thomas mówił jej to co mówił. Pierwszy komplement. Pierwsze wyznania. Tarzanie się w błocie. - Jak czyściliśmy Księżycowy Staw z tego co się tu zalęgło to też trafiliśmy na poltergeista. I no… być możę Thomas poratował mnie gumką, którą potem rozmnożyłam i nadmuchałam i potem śpiewaliśmy, żeby zrobić na tyle dużo chaosu, by wykurzyć złośliwego ducha z kryjówki i potem Thomas go zapieczętował i no. Nigdy nie oddałam Ci tych gumek. Jakoś tak, pomyślałam, że owocowe będą bardziej fancy. Czy coś. Na następny raz jakbyśmy chcieli je dmuchać i ustroić naszą chatę. Specyficznie. - odrzchąknęła.

To był głupi pomysł i ona była głupia i było jej strasznie niedobrze z tym wszystkim. Jakby na talerzu nie leżały ciasteczka, tylko jej serce pocięte na kawałki.

W przypływie desperacji otworzyła swój prezent i postanowiła odczytać w pełni powagi zapisane tam pytanie:

- Dlaczego tort nie może mieć małych torcików?
.
.
.
- Bo ma roztrzepane jaja.
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#7
12.03.2026, 22:58  ✶  
Basilius słysząc suchara o sucharach jedynie westchnął ciężko i na chwilę przymknął oczy, odrzucając od siebie pokusę, aby jednak zabrać im te książeczki. Ale było w porządku. Przecież sam im to dał i co jeszcze gorsza w skrycie lubił to durne poczucie humoru, zwłaszcza gdy miał obok siebie jego dwójkę piewców.
– Gdybym chciał abyś czytał coś mniej zabawnego niż twoje żarty, to przyniósłbym ci szpitalną dokumentację.
Chciał powiedzieć nekrologi, ale bardzo się cieszył, że jednak w to nie poszedł, bo prezent od Thomasa naprawdę wywołał uśmiech na bladej twarzy uzdrowiciela.
– Dziękuję – powiedzial szczerze zaskoczony tak przemyślanym wyborem po czym założył sobie wisiorek na szyję. – Millie? Pomóc ci z twoim?

Pizza natomiast wzięła go z zaskoczenia. Albo nie. Inaczej. Pizza jedynie go zdziwiła. Prezerwatywy Thomasa natomiast sprawiły, że przez krótką chwile coś w jego mózgu przestało działać.
Na całe szczęście chwilę później nastąpiły wyjaśnienia, a uśmiech Basiliusa jeszcze się poszerzył. Chociaż dalej historia o prezerwatywach była... Dość specyficzna.
– Myśle, że wygrałaś w kategorii "kreatywność" Miles – powiedział, otwierając pudełko pizzy i zachęcając aby się częstowali. – Ale... – Czy naprawdę chciał pytać? Tak. Chyba tak. – Czemu tak właściwie dmuchaliście prezerwatywy, aby wykurzyć poltergeista? I... Albo nie. Nie ważne. Nie, jednak ważne. Nie miałeś jej w portfelu, ani kieszeni, prawda?

Millie przeczytała jeden żart z książeczki, a Basilius skrzywił się i niewiele myśląc na chwilę oparł czoło o ramię Thomasa.
– Stworzyłem potwora – mruknął rozbawiony, po czym zorientował się że przecież opierał się o Thomasa, z jakiegoś powodu poczuł się niezręcznie i szybko ponownie sięgnął po dwoją torbę z zakupami.
– To... Hm... Teoretycznie to dalej się liczy jako drobiazg. Poszedłem mniej więcej podobnym kluczem zwierzęcym co Thomas – powiedział i wyciągnął dwa, zwinięte w rulonik koce, a następnie podał ten ze wzorem w koty Thomasowi i ten w oczywiście kruka, Millie. Klucz zwierzęcy. I tyle. Nie planował wspominać, że gdy tylko kupił koce dotarło do niego, że skojarzyło mu się z nimi przez to przeklęte łóżko na którym właśnie leżeli i wspólne spanie.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Basilius Prewett (699), Millie Moody (1023), Pan Losu (68), Thomas Figg (448)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa