• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
1 2 3 4 Dalej »
Jesień 72, 1.10, Rejwach – W zdrowym ciele inny duch [Henry i Lewis]

Jesień 72, 1.10, Rejwach – W zdrowym ciele inny duch [Henry i Lewis]
malfoy z temu
You've got so much to do
And only so many hours in a day
wiek
20
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Fotograf
1,85 m wzrostu, włosy [s]wcale nietlenione[/s] jasne, kręcone, zawsze w lekkim chaosie; błękitne oczy. Ubrany zazwyczaj w koszulę i dżinsy, często nosi krawat, skórzaną kurtkę i aparat fotograficzny zawieszony na pasku na szyi.

Henry Lockhart
#1
27.01.2026, 13:15  ✶  
1.10.1972, Rejwach

W redakcji Proroka Codziennego natknąć się można było na wielu smakoszy. Dyskusje o londyńskich knajpach odbywały się wśród dziennikarzy nadzwyczaj często. Henry, bądź co bądź, nie mógł nie podsłuchać, że w niejakim Rejwachu na Ulicy Śmiertelnego Nokturnu serwowano wspaniałe śniadania po cenach przystępnych nawet dla jego portfela. Zazwyczaj chłopak był oczywiście krytyczny wobec innych osób gotujących. Miał wyrobiony smak – najpierw na potrawach gotowanych przez swoją babcię, potem przez siebie samego. Dlatego przychodził do Rejwachu z nastawieniem z lekka krytycznym. Chciał sprawdzić, czy rzeczywiście ich kucharz gotował tak dobrze jak mawiano.

Przybył pod restaurację dość wcześnie rano, jeszcze przed pracą. To były właściwie pierwsze godziny otwarcia pubu. Witryna wyróżniała się na tle Nokturnowych domostw, które nie zachęcały nawet do stania w ich pobliżu (a nuż z okna poleci jakaś paskudna klątwa). Chłopak kojarzył, że właściciel dokonał cudu z remontem tego miejsca. Kiedyś stała tu rudera, a teraz przychodzili tu nawet renomowani przedstawiciele Prorokowej redakcji. Jednocześnie miejsce to wydawało się przyjazne ludziom takim jak Henry. Nie dało się poczuć przytłoczenia, jakie objawiało się na przykład podczas bankietu po premierze Ekstazy Merlina. Brak wyobcowania był miłą niespodzianką.

Już sięgał po klamkę, gdy nagle zauważył, że z drugiej strony drzwi ktoś inny już za nią chwytał. Chłopak, chyba niewiele starszy od niego. Henry cofnął więc rękę, by uniknąć niezręcznej sytuacji. Dał nieznajomemu otworzyć drzwi, zrobił krok do tyłu, by go przepuścić.

Właśnie w tej chwili wszystko trafił szlag.

Kiedy chłopak przechodził obok, w powietrzu rozległ się głośny śmiech. Nie! Chichot. Metaliczny i dzwoniący, nieprzyjemny dla ucha. Coś przed oczami Henry'ego zaczęło migotać, świat przerodził się w amalgamat kolorowych plam, aż w końcu zniknął całkowicie. Chłopak zacisnął mocno powieki. Przypominało to uczucie spadania, które pojawiało się czasem, gdy próbował zasnąć. Jakby duch nie do końca był świadom własnego ciała. A chichot wwiercał mu się w mózg, wprawiał bębenki uszne w dziwaczny, ale nadzwyczaj nieprzyjemny rezonans.

A potem zamilkł. Henry otworzył oczy i serce podskoczyło mu do gardła. Przed sobą ujrzał kogoś, kogo nigdy by się nie spodziewał ujrzeć, nawet w najbardziej kuriozalnych snach. Stał przed nim: jasnowłosy, blady i podobnie zdezorientowany.

Patrzył na siebie samego.

– O kurwa... – zdołał jedynie wydusić.
Robin Hood
You died? Walk it off.
wiek
25
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Kucharz w Rejwachu
Brązowe włosy, szare oczely, przetykane słońcem, kolczyk w uchu i szeroki uśmiech. Jeansowe kurtki, tania woda kolońska i drobna budowa ciała (172cm). Czasami smugi sadzy pod oczami, pozostałości po niedokładnie zmytym kamuflażu.

Lewis McKinnon
#2
27.01.2026, 15:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.01.2026, 15:25 przez Lewis McKinnon.)  

Zajebiście się spieszył. W sumie kiedy się nie spieszył? Otóż, Lewis nie spieszył się, kiedy były godziny późnowieczorne, sprzątał kuchnię Rejwachową i robił przygotowania do dnia następnego, wstawiając szarpaną wieprzowinę na wiele godzin do pieca czy wyrabiając chleby do wyrośnięcia na dzień następny. Wtedy się nie spieszył. Przez resztę dnia pracy za to zapierdalał, żeby ze wszystkim się wyrobić. Oczywiście tuż po otwarciu lokalu, okazało się, że ktoś zużył całą paprykę i zamiast powiedzieć i złożyć zamówienie, ostawił pustą puszkę na półkę, więc logicznie, McKinnon myślał, że nadal ta puszka tam jest. Jakże bardzo się zawiódł na całej ekipie Rejwachu, gdy po wrzuceniu resztek czerwonego, pikantnego pyłu do pasty jajecznej, poszedł wyjąć nową porcję i zastał blaszane dno i smutne wspomnienie aromatu, a zupą dnia był gulasz z dużą ilością papryki, bo akurat była na promocji. Oczywiście, jednocześnie też absolutnie cała ekipa Rejwachu gdzieś wyparowała, więc zostało mu wyjść, teleportować się na Pokątną do delikatesów i z powrotem za tą jebaną w dupę papryką. 

Wyszedł więc i usłyszał znajomy śmiech Poltergeista.

Nie. No kurwa, no nie.

Nie dalej, jak miesiąc temu Poltergeist zamienił go w kobietę, a teraz jakiś typ, prawdopodobnie klient, zamieszkał w jego ciele i będzie nim sterować. A co jeżeli to jakiś erotoman gawędziasz albo seryjny morderca? No przesrane, zwłaszcza w drugim przypadku. W pierwszym można jeszcze udawać, że zatruł się oparami.

— Zobaczysz, chuju, znajdę cię, wskrzeszę i znów zamorduję, kutasie jebany! — zaczął wygrażać, zdecydowanie nie swoim głosem, w stronę bliżej nieokreślonego eteru. Spojrzał na nie-siebie, później na siebie i znów na nie-siebie. — W skali od jeden do mam-dzisiaj-najważniejszą-rozmowę-mojego-życia, jak bardzo mamy przejebane? Jestem Lewis. Znaczy, Ty jesteś Lewis, przynajmniej teraz, wybacz za spocone ubranie.

Lewis uśmiechnął się, w swoim mniemaniu sympatycznie, ale chuj wiedział, jak wyglądała jego twarz, bo nie zwrócił uwagi na gościa w drzwiach i wyciągnął swoją-nie-swoją dłoń w stronę nie-siebie. Pomylone z poplątanym.  Nagle zbladł. Wyraźnie przełknął ślinę i jakby się zastanowił.

— O nie! Ty palisz! — stęknął z wyraźną rozpaczą.

malfoy z temu
You've got so much to do
And only so many hours in a day
wiek
20
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Fotograf
1,85 m wzrostu, włosy [s]wcale nietlenione[/s] jasne, kręcone, zawsze w lekkim chaosie; błękitne oczy. Ubrany zazwyczaj w koszulę i dżinsy, często nosi krawat, skórzaną kurtkę i aparat fotograficzny zawieszony na pasku na szyi.

Henry Lockhart
#3
28.01.2026, 15:54  ✶  
Powoli wychodził ze stanu kompletnej konsternacji w stan konsternacji silnej, lecz nieparaliżującej. Trudno było patrzeć mu na siebie (nie-siebie?), a jeszcze gorszy okazał się pierwszoosobowy widok innych dłoni, ubioru, ciała. Był niższy niż normalnie (niższy od siebie samego), mówił innym głosem, do którego chyba najtrudniej było się mu przyzwyczaić.

Z tego, co zrozumiał, wina za cały ten incydent leżała po stronie poltergeista. Henry'emu obiło się o uszy, że zatruwał życie wielu londyńskich czarodziejów za pomocą różnych psikusów tego typu. A może to było wiele duchów? Cała siatka? Och, oczywiście nasuwały mu się na myśl wszelakie teorie spiskowe. A przecież musiał się skoncentrować na tym, że miał całkowicie przejebane.

— Henry Lockhart — przedstawił się (lub stojącego naprzeciwko chłopaka). Wskazał na wiszący na szyi Lewisa-Henry'ego aparat. — Jesteś fotografem dla Proroka Codziennego. Na szczęście nie mam... znaczy nie masz... dziś żadnych ważnych wywiadów ani sesji. To nie jest więc najważniejszy dzień w mojej karierze.

Co nie oznaczało, że wszystko dziś miało być w idealnym porządku.

Chłopak musiał być palaczem, skoro zwrócił uwagę na papierosy. A może po prostu nie znosił ich zapachu? Henry znał takich ludzi i nawet ich rozumiał. Nie każdemu podobało się, gdy cały lokal zasnuty był dymem. On zresztą sam zawsze wychodził z mieszkania, gdy palił. A jednak ton Lewisa, tak dziwnie brzmiący przy Henrykowym głosie, należeć musiał do eks-palacza. Czaiło się w nim za dużo żalu.

— Jeśli cię to pocieszy, staram się kontrolować nałóg. Palę tylko jednego dziennie — powiedział i zaraz złapał się na tym, że to nie o to w ogóle chodziło. — Powstrzymam się od palenia, będąc w twoim ciele. Znaczy... będąc tobą.

Bycie w czyimś ciele brzmiało już zdecydowanie niezręcznie. Trzeba było trochę rozładować atmosferę. Problem w tym, że nawet będąc sobą, Henry nie radził sobie z tym jakoś wspaniale.

— Wejdźmy może do środka? Zimno tu trochę — zaproponował.
Robin Hood
You died? Walk it off.
wiek
25
sława
IV
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Kucharz w Rejwachu
Brązowe włosy, szare oczely, przetykane słońcem, kolczyk w uchu i szeroki uśmiech. Jeansowe kurtki, tania woda kolońska i drobna budowa ciała (172cm). Czasami smugi sadzy pod oczami, pozostałości po niedokładnie zmytym kamuflażu.

Lewis McKinnon
#4
22.02.2026, 18:27  ✶  

— Lewis McKinnon, kucharz w Rejwachu — wskazał na szyld wiszący nad ich głowami. — Rzuciłem jakiś czas temu, wolałbym, żeby tak zostało. Albo, ja wyleczę ciebie z tej przypadłości, zobaczysz jak wspaniale mieć takie wolne od smrodu kubki smakowe.

Nie wyglądał na specjalnie wkurzonego, że może być inaczej, ale w głowie kalkulował, ile będzie kosztować go powrót do nałogu i czy Changowie dadzą się namówić na tańszy tytoń w zamian za jakieś drobne usługi kateringowe do ich palarni lub innego typu przysługi. Miał nadzieję, że tak będzie, chociaż może jeden papieros...

— Wiesz co, słuchaj, hmm. Zróbmy tak. Poczekaj tutaj — spojrzał na stary, bardzo kiepski zegarek na swoim nadgarstku, którego pasek był wyraźnie już poprzecierany, ale ogólnie całe urządzenie było bardzo zadbane. Żadnych rysek na szkiełku, dobrze nakręcony i schludny. Po prostu stary. Jak ubranie Lewisa, jak jego buty, noszące ślady miłości. Miał tylko dwie pary, trampki na co dzień i buciory, jak dzisiaj, gdy temperatury zaczynały spadać.

— Trzy minut. No, może pięć. Muszę się szybko aportować, kupić papryki, znają mnie tam więc... Kurwa. Nie znają mnie, jestem tobą. Pięć, pięć minut. 

I się aportował z cichym pyk.

Dokładnie dwie minuty później, pojawił się ponownie, z naręczem papryk, nasypanych z górką do papierowej torby.

— Od dzisiaj ty chodzisz na zakupy dla Rejwachu. Pani Crikkett ma do ciebie słabość — powiedział z zadyszką, próbując utrzymać torbę w rękach. — Wchodzimy, nie odmroź mi tyłka. Aha i wcale nie zapomniałem papryk.

Kopnął butem drzwi w to specjalne miejsce, które po tylu razach zapamiętało magicznie jego odcisk i otwierało progi Rejwachu dla swojego kucharza. Wobec innych to nie działało więc albo były to jego nieświadome złodziejskie sztuczki albo rzeczywiście stał się z Rejwachem jednym, w podziękowaniu za to, że jego dania nie są już z Magimixa. Przynajmniej w większości.

malfoy z temu
You've got so much to do
And only so many hours in a day
wiek
20
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Fotograf
1,85 m wzrostu, włosy [s]wcale nietlenione[/s] jasne, kręcone, zawsze w lekkim chaosie; błękitne oczy. Ubrany zazwyczaj w koszulę i dżinsy, często nosi krawat, skórzaną kurtkę i aparat fotograficzny zawieszony na pasku na szyi.

Henry Lockhart
#5
05.03.2026, 10:09  ✶  
Z bólem serca kiwnął głową. Jeden papieros każdego dnia był jego rytuałem, czymś, co zapewniało mu pewną stałość. Wiedział, że na dłuższą metę miało to zwykle opłakane skutki. Starał się kontrolować nałóg, ale wciąż zdawał sobie sprawę, że to zachowanie było autodestrukcyjne. Teraz musiał zacisnąć zęby. Przynajmniej dopóki nie wykombinują, jak z powrotem powrócić do własnych ciał.

Zaczekał na Lewisa. Dziwne było nie tylko patrzenie na świat jego oczami, ale też prezentowanie się jako on. Henry próbował zachowywać się swobodnie, a jednak czuł, że wciąż przyciągał spojrzenia Nokturnowych przechodniów. Czy to, że ktoś zastąpił McKinnona na porannych zakupach, zakłóciło czyjąś rutynę? A co jeśli jakiś czarodziej spod ciemnej gwiazdy uzna, że trzeba jakoś przepytać kucharza Rejwachu. Albo co gorsza mroczne podejrzenia spadną na chłopaka, który właśnie wypełniał za niego obowiązki? Tylko tego Henry'emu brakowało...

Na szczęście nie trwało to długo. Lewis szybko wrócił z torbą pełną papryk, tak jakby był to dzień jak co dzień.

— Jeśli mnie wyleją z Proroka, zostanę waszym paprykowym posłańcem — uśmiechnął się krzywo Henry. Miał oczywiście nadzieję, że po całej tej sytuacji, redaktor naczelny albo nie skapnie się, że coś było nie tak, albo spojrzy łaskawym okiem na młodego fotografa, który mógł też mieć przecież gorszy dzień.

No właśnie... Ile to miało jeszcze trwać? Jedną dobę? A może tydzień? Byle nie do końca ich żyć...

Wszedł za Lewisem do Rejwachu, knajpy, którą przecież chciał odwiedzić jeszcze dziesięć minut temu. Zwykły dzień, zwykłe śniadanie... to były luksusy, na które dziś nie mógł sobie pozwolić.

— Musimy skontaktować się z jakimś klątwołamaczem. Albo nie wiem... Medykiem? Znam chyba tylko jednego porządnego — powiedział, starając się choć odrobinę zracjonalizować sobie plan na dalszy przebieg dnia. — Warto by było napisać jakiś list. Może odpowie jeszcze dzisiaj. Kojarzysz doktora Basiliusa Prewetta?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Henry Lockhart (963), Lewis McKinnon (633)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa