Mimo iż komentarz o Primrose Lestrange brzmiał intrygująco, Lana wiedziała, że lepiej było nie ufać tak niewiarygodnym źródłom jak plotki zasłyszane na balu. Życia członków czystokrwistych rodów zawsze były podatnym tematem do najróżniejszych dywagacji, zwłaszcza jeśli dotyczyły samej śmietanki towarzyskiej. Inną kwestią było, że czasami faktycznie magowie pochodzący z tych rodzin skrywali skandaliczne sekrety, stojące w sprzeczności z ich reputacją.
Początkowo obserwowała licytację z zainteresowaniem, licząc, że być może ród Lestrange zdecydował się wystawić coś ze swoich historycznych zbiorów - w takim wypadku sama była gotowa zawalczyć o wartościowy artefakt. Jednakże poza pierwszym przedmiotem nic nie wydało jej się ciekawe, więc przeniosła swoją uwagę na obserwowanie zmagań licytantów.
Kolejnym elementem wieczoru był występ artystów z The Globe. Lana nie miała jeszcze okazji obejrzeć Upiora w Operze ze względu na swoje podróże, lecz utwór w wykonaniu obecnego tutaj duetu urzekł ją do tego stopnia, że nabrała ochotę na doświadczenie całego spektaklu. Zazwyczaj nie pociągały jej stricte miłosne historie; nawet czytając romanse jako nastolatka skupiała się raczej fabule i otaczających bohaterów świecie. Jednakże nawet Dolohovówna nie mogła oprzeć się pięknej melodii, zwłaszcza jeśli towarzyszył jej tak poruszający wokal.
Drinki z dziwnymi efektami, licytacja, arie... Najwyraźniej rodzina Lestrange chciała dostarczyć swoim gościom jak najwięcej wrażeń. Nie wszystkim jednak takie natężenie intensywnych bodźców odpowiadało. Mimo, iż Lana dzisiejszego wieczoru praktycznie cały czas stała w jednym miejscu, czuła się przytłoczona całym wydarzeniem. Potrzebowała opuścić rezydencję by choć na chwilę odpocząć od zgiełku.
Dolohovówna zaczęła się rozglądać po sali balowej, w poszukiwaniu jakiegoś członka rodziny, z którym mogłaby wrócić do Praw Czasu. Zamiast domowników natrafiła jednak na inną twarz, która nawet w masce wydała jej się znajoma. Być może trauma związana ze Spaloną Nocą sprawiła, że cały czas pamiętała uzdrowiciela, który udzielił jej wtedy pomocy? W nagłym przypływie pewności siebie (prawdopodobnie spowodowanym tym, że w końcu wypatrzyła kogoś znajomego) podeszła do zamaskowanego mężczyzny.
– Pan Prewett? To ja, Lana Dolohov. Miło pana tutaj widzieć. – zagaiła. – Właśnie zamierzałam zaczerpnąć świeżego powietrza. Czy nie zechciałby pan może pójść ze mną do ogrodu? – zapewne prędzej by się uspokoiła przebywając w samotności, ale wtedy istniało ryzyko, że uczepiłby się jej jakiś namolny absztyfikant. Natomiast Basilius wydawał się być kulturalnym człowiekiem, o podobnym temperamencie co ona.
nothing but a beautiful echo of death.