20.03.2026, 02:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.04.2026, 12:34 przez Astoria Avery.)
Pozwoliła, by zapadła między nimi cisza, spokojna i miękka, niesiona szumem liści i odległym echem muzyki, która docierała tu już tylko jako nierzeczywisty puls. Przesunęła spojrzeniem po jego twarzy uważniej niż wcześniej, jakby dopiero teraz mogła dotrzec więcej. Zmęczenie było ukryte w drobnych szczegółach, które dostrzegała: w nieco wolniejszych reakcjach, w napięciu, które nie zdążyło jeszcze całkowicie opaść z ramion, w spojrzeniu, które na ułamek sekundy traciło ostrość, jakby jego myśli wciąż krążyły gdzieś daleko od tego ogrodu.
Znała ten moment, czuła go nawet teraz, kiedy nadmiar stawał się ciężarem, a ciężar zaczynał powoli ciągnąć w dół, odbierając lekkość nawet najprostszym gestom. Może odrobinę lepiej się z tym maskowała. Jej spojrzenie na moment uniosło się ku ciemniejącemu niebu ponad koronami drzew, gdzie światło lampionów mieszało się z nocą, tworząc miękką, złotawą poświatę. Było tu spokojniej. I chyba tego właśnie potrzebowali. Oboje.
Słowa o weselu nie przemknęły obok niej obojętnie - choć na zewnątrz pozostała niemal niewzruszona, gdzieś pod warstwą wypracowanego spokoju coś drgnęło, jak napięta struna, której nie pozwolono wybrzmieć.
- Czemu mi to mówisz? Nie martwisz się, że i ja zacznę rozsiewać plotki? - podniosła lekko brew. Pokazywał jej ostatnio swoją otwartość, wręcz ufność? Nie wiedziała na ile jest to prawdziwe, bo równie dobrze mógł rzucać jej ochłapy, by nie wyjawiać prawdziwych tajemnic. Tylko czy ona w ogóle chciała je znać?
Nie lubiła takich wspomnień. Nie dlatego, że były bolesne, raczej dlatego, że burzyły porządek. A porządek był czymś, czego trzymała się kurczowo, nawet jeśli świat wokół coraz częściej wymykał się spod kontroli.
- Tak, cóż... niestety nie na wszystko mamy wpływ - odezwała się po chwili cicho, jakby mimochodem. W pamięci miała inny incydent, który dotyczył bezpośrednio jej rodziny, a właściwie jej kuzynki, miłośniczki szlam. Na szczęście jej przedstawienie na ostatnim wydarzeniu Muzy zostało opanowane, a sytuacja uciszona. Nie było sensu do tego wracać. Zamiast tego pozwoliła, by ich kroki zwolniły jeszcze odrobinę, jakby sama przestrzeń ogrodu dostosowywała się do jego tempa, wygładzając ostrość wieczoru.
- To dobrze - uśmiechnęła się lekko, jakby zrobiło jej się lżej na myśl, że plugawe mugolaki nie dostaną ani knuta. Nie była naiwna. Wiedziała, jak działały takie inicjatywy, jak łatwo było przykryć rzeczywiste intencje odpowiednio dobranymi słowami. I o ile było to zbieżne z jej poglądami, nie miała nic przeciwko.
- Nie zależało mi na niczym szczególnym, ale kto wie, może za jakiś czas się przyda - kiwnęła lekko głową, bo również nie sądziła, żeby przepłaciła. Ostatecznie była zadowolona, a to chyba najważniejsze.
Zwolniła kroku razem z nim, jakby to pytanie pozwoliło jej na chwilę oderwać się od ciężaru rozmowy. Jej spojrzenie powędrowało ku ławce i pnącym się przy niej krzewom, które w półmroku wydawały się niemal nierealne.
- Trochę. Cały wieczór słyszę tylko plotki - odpowiedziała, skupiając na nim wzrok. lotki krążyły zbyt intensywnie, by mogła je zignorować, nawet jeśli początkowo traktowała je jak kolejną przesadzoną historię, jakich w ostatnim czasie było wiele. Jej palce drgnęły lekko na jego ramieniu, gdy zrobiła krok w stronę ławkeczki. - A ty? Powiesz mi o nich prawdę?
Znała ten moment, czuła go nawet teraz, kiedy nadmiar stawał się ciężarem, a ciężar zaczynał powoli ciągnąć w dół, odbierając lekkość nawet najprostszym gestom. Może odrobinę lepiej się z tym maskowała. Jej spojrzenie na moment uniosło się ku ciemniejącemu niebu ponad koronami drzew, gdzie światło lampionów mieszało się z nocą, tworząc miękką, złotawą poświatę. Było tu spokojniej. I chyba tego właśnie potrzebowali. Oboje.
Słowa o weselu nie przemknęły obok niej obojętnie - choć na zewnątrz pozostała niemal niewzruszona, gdzieś pod warstwą wypracowanego spokoju coś drgnęło, jak napięta struna, której nie pozwolono wybrzmieć.
- Czemu mi to mówisz? Nie martwisz się, że i ja zacznę rozsiewać plotki? - podniosła lekko brew. Pokazywał jej ostatnio swoją otwartość, wręcz ufność? Nie wiedziała na ile jest to prawdziwe, bo równie dobrze mógł rzucać jej ochłapy, by nie wyjawiać prawdziwych tajemnic. Tylko czy ona w ogóle chciała je znać?
Nie lubiła takich wspomnień. Nie dlatego, że były bolesne, raczej dlatego, że burzyły porządek. A porządek był czymś, czego trzymała się kurczowo, nawet jeśli świat wokół coraz częściej wymykał się spod kontroli.
- Tak, cóż... niestety nie na wszystko mamy wpływ - odezwała się po chwili cicho, jakby mimochodem. W pamięci miała inny incydent, który dotyczył bezpośrednio jej rodziny, a właściwie jej kuzynki, miłośniczki szlam. Na szczęście jej przedstawienie na ostatnim wydarzeniu Muzy zostało opanowane, a sytuacja uciszona. Nie było sensu do tego wracać. Zamiast tego pozwoliła, by ich kroki zwolniły jeszcze odrobinę, jakby sama przestrzeń ogrodu dostosowywała się do jego tempa, wygładzając ostrość wieczoru.
- To dobrze - uśmiechnęła się lekko, jakby zrobiło jej się lżej na myśl, że plugawe mugolaki nie dostaną ani knuta. Nie była naiwna. Wiedziała, jak działały takie inicjatywy, jak łatwo było przykryć rzeczywiste intencje odpowiednio dobranymi słowami. I o ile było to zbieżne z jej poglądami, nie miała nic przeciwko.
- Nie zależało mi na niczym szczególnym, ale kto wie, może za jakiś czas się przyda - kiwnęła lekko głową, bo również nie sądziła, żeby przepłaciła. Ostatecznie była zadowolona, a to chyba najważniejsze.
Zwolniła kroku razem z nim, jakby to pytanie pozwoliło jej na chwilę oderwać się od ciężaru rozmowy. Jej spojrzenie powędrowało ku ławce i pnącym się przy niej krzewom, które w półmroku wydawały się niemal nierealne.
- Trochę. Cały wieczór słyszę tylko plotki - odpowiedziała, skupiając na nim wzrok. lotki krążyły zbyt intensywnie, by mogła je zignorować, nawet jeśli początkowo traktowała je jak kolejną przesadzoną historię, jakich w ostatnim czasie było wiele. Jej palce drgnęły lekko na jego ramieniu, gdy zrobiła krok w stronę ławkeczki. - A ty? Powiesz mi o nich prawdę?
learn the rules
then break some
then break some