– Mam złe przeczucia co do tego – mruknęła Brenna, chyba bardziej do siebie niż do Atreusa, poprawiając kaptur naciągnięty na twarz, którego omal nie zwiał podmuch wiatru. Wieczór był chłodny, więc w sumie i kaptur, i szalik przysłaniający część twarzy nie były czymś dziwnym. A i zakapturzone, podejrzane sylwetki na Nokturnie należały do normy nawet w upalne, letnie dni.
Miała złe przeczucia. Nie tylko dlatego, że to był Nokturn. I nawet nie wyłącznie dlatego, że to był Wiwern, a w Wiwernie łatwo było o jakieś bójki, kradzieże i ogólnie rzecz biorąc kłopoty. Ani że całe te spotkanie z kimś, kto podobno miał jakieś informacje, ale jeśli gdzieś będzie rozmawiać, to tylko na swoim terenie, też mogło okazać się jedną, wielką bzdurą, o ile w ogóle mężczyzna pojawi się na miejscu.
Po prostu jeżeli mimo pewnych środków zapobiegawczych ktoś ją tutaj rozpozna, to Woody potem będzie bardzo, bardzo zirytowany. A ona wprawdzie miała myśl, że mogłaby wtedy mu wmówić, że to była anonimowa kontrola, żeby znaleźć powody do jeszcze większej liczby kontroli i zaszkodzenia właścicielowi baru, ale nie czułaby się komfortowo łgając mu tak wprost.
Co gorsza po prostu musieli coś zamówić, inaczej wylecą stąd nie tylko „prawdopodobnie”, ale w sumie to na pewno. Czyli Woody będzie zły podwójnie, bo Brenna przyłoży rękę do rozwoju konkurencji!!!
– Chyba go jeszcze nie ma… – oceniła cicho, kiedy uchyliła drzwi i zajrzała do środka. Po Spalonej Nocy nawet na Nokturnie jakby trochę przycichło: nic niezwykłego, ludzie stracili domy, niektórzy zginęli, wielu bywalców baru pewnie uciekło z miasta albo zajmowało się odbudową.
Nie czyniło to jednak tego miejsca jakoś bezpiecznym. W końcu kiedy ktoś stracił wszystko i nie miał nic do stracenia, stawał się dużo groźniejszy.
Przesunęła wzrokiem po stolikach, i szukając umówionego osobnika, i jakby oceniając, czego mogą się spodziewać.
!nokturn