• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[16.10.1972, ruiny domu] You should know where I'm coming from

[16.10.1972, ruiny domu] You should know where I'm coming from
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#1
20.03.2026, 19:54  ✶  

Widok nie był dla Victorii ani odrobinę łatwiejszy.

Widziała to już kilka razy – najpierw, gdy wybrała się tutaj z Primrose, tuż po Spalonej Nocy, by oszacować szkody na spokojnie, by pomóc siostrze uporać się z tym widokiem, który zastała, gdy dom płonął na jej oczach, a ona nie mogła na to nic poradzić. Później, gdy zabierała stąd jedyne nadające się do wyniesienia rzeczy, czyli książki, które zabezpieczyła ich matka, albo któraś z sióstr, bo tajemnice Parkinsonów pozwoliły im sprawić, że ich księgi nie płonęły. Następnie ponownie odwiedziła ruiny domu przed uroczystą kolacją na Mabon, czując jakąś taką nostalgię za miejscem ze wspomnień, i wtedy odkryła, że ktoś się tutaj kręcił, że coś majstrował… Za każdym jednak razem nie bolało to ani trochę mniej.

Teraz już co prawda smród w większości zniknął, wywiał go wiatr i deszcz, który w ostatnich dniach pojawiał się na niebie znacznie częściej. Nie było więc już smrodu, czymkolwiek ten był: odorem dymu, pyłu i spalenizny czy czarnej magii – było go wtedy tak dużo, że nie potrafiła tego określić. Z niegdyś pięknej, dużej rezydencji i urokliwego ogrodu zostały tylko resztki ścian i zawalony szkielet budynku, do którego dało się co prawda wejść i gdy wiedziało się, gdzie znajdowało się jakieś pomieszczenie, to nawet zorientować gdzie się było, tylko po co? Ale piętro już nie istniało – w większości zawalone, schody całkowicie spopielone.

Stali teraz na jednej z nielicznych rzeczy, które się zachowały: na kamiennej dróżce, która prowadziła od resztek bramy i płotu do kilku schodków przy drzwiach wejściowych (których też już nie było rzecz jasna). Wokół były placki wypalonej ziemi i roślin, które musiały tam kiedyś rosnąć, nie było tu nawet źdźbła trawy.

Chwilę trwało nim Victoria puściła Christophera; wiedziała przecież dokładnie czego się spodziewać, a mimo wszystko nie była na to ani trochę gotowa, niezależnie od tego, ile razy tutaj bywała (a starała się nie bywać zbyt często). W końcu w jakimś takim odruchu poprawiła na ramionach płaszcz, którym się okryła, choć nie dawał jej ani odrobiny ciepła, a teraz nawet lekko zadrżała, po czym na krótko zacisnęła jedną z dłoni w pięść, nim po chwili ją rozprostowała i głośno westchnęła.

– Witam cię w rezydencji rodziny Lestrange – mruknęła i w końcu się rozejrzała. Było tu… raczej tak, jak to zapamiętała. Ziemia w wielu miejscach zdawała się być ruszona, zwłaszcza tuż obok tych kilku schodów, które prowadziły do wejścia i się ostały – ale to już widziała i wiedziała, co tam jest. Martwy kogut. – Jak mówiłam… nie ma stąd co wynosić.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#2
21.03.2026, 12:25  ✶  
Dłoń Victorii była zimna, może nie jak lód, ale jak ręka kogoś, kto długo przebywał na zewnątrz w minusowej temperaturze, mimo to Christopher nie puścił pierwszy. Nawet w jakimś nie do końca typowym dla siebie odruchu ścisnął lekko na moment jej palce na chwile przed tym, jak cofnęła dłoń, być może w geście wsparcia czy pocieszenia. Rosier rzadko próbował kogoś pocieszać. Rzadko po prawdzie miał do tego mocne powody, bo prawdziwe cierpienie wdzierało się do jego świata tylnymi drzwiami, nie do uniknięcia w życiu żadnego człowieka, ale stanowiące raczej niemile widzianego gościa niż stałego lokatora. Na ogół nie miał cierpliwości i dość współczucia w sytuacjach takich jak dostająca ataku paniki modelka, chory dostawca czy asystentka rzucona przez chłopaka. W takich jak ciotka, opłakująca syna, próbował trzymać się z boku, niepewny, jak reagować, co robić, co mówić, gdy żaden czyn i żadne słowa nie zdawały się wystarczające, a coś w nim chciało po prostu się od tego wszystkiego odciąć. Wrócić do swojego spokojnego życia i nie zastanawiać nad tym, że kiedyś – kiedyś on też straci bliskich ludzi, zdrowie i młodość, a wreszcie życie.
Spalona Noc wyważyła wszystkie drzwi i wybiła okna. Nie dało się już uciec, nie w pełni przynajmniej, nawet jeśli był tą uprzywilejowaną jednostką, która mogła wybrać się do Wenecji, a jedyną przeszkodą do zakupu domu gdzieś na angielskiej wsi była jego wybredność.
Chris rozejrzał się. Nie był właściwie pewny, co powiedzieć. Na co dzień był całkiem wymowną osobą, ale żarty w rodzaju tego, że tutaj chyba nie ma co spodziewać się zaproszenia na herbatę czy lekka konwersacja niekoniecznie pasowały do tego widoku, którego się spodziewał, ale co innego spodziewać, a co innego zobaczyć. Nie żeby był zaskoczony: w Londynie było przecież wiele doszczętnie zniszczonych budynków.
Czy naprawdę postanowiono ją ukarać za to, że była aurorką? Czy może po prostu ogień i popiół spadały na budynki losowo, a on powinien przestać się zastanawiać, jak to się stało, że jego mieszkanie wprawdzie ucierpiało, ale Dom Mody wyszedł obronną ręką?
– Przykro mi, że was to spotkało – powiedział w końcu, spoglądając na schody czy raczej to co po nich zostało. Naprawdę ciężko było zrozumieć, jak ktoś mógł liczyć na to, że znajdzie tu jakieś skarby. Nawet jeśli w domu była jakaś biżuteria czy pieniądze, zapewne spłonęły. – Może próbowali znaleźć zejście do piwnic? Lestrangowie słyną ze swoich… tajemnic alchemicznych.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#3
21.03.2026, 18:06  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.03.2026, 18:07 przez Victoria Lestrange.)  

Do tej pory, gdy się tutaj zjawiała, to musiała być tą silną wersją siebie, na której mogą się oprzeć inni. Najstarszą córką i aurorką, która przecież nie powinna poddawać się emocjom, nawet jeśli straciła rodzinny dom. Musiała myśleć jak rozwiązać tą sytuację; zabrać siostry do siebie, zapewnić im bezpieczeństwo i podstawy do życia. Obejrzeć teren, sprawdzić go pod kątem ewentualnych rzucanych tutaj zaklęć. Milczeć, gdy matka pokazywała swoje emocje, które w tej sytuacji były naturalne dla każdego, kto stracił dobytek życia. Musiała myśleć w takich chwilach o innych, bo ktoś to wszystko musiał wziąć na siebie. W tej jednej krótkiej chwili, gdy tak tu stali i milczeli, Victoria pozwoliła sobie na tę odrobinę słabości, po której wiedziała, że musi się wziąć w garść, bo ma tutaj sprawę do zrobienia. I co prawda terenu póki co nie sprzedali (kto by go w ogóle chciał kupić…), Victoria nie wiedziała, czy rodzice się na to w ogóle zdecydują, ale postawienie tutaj domu na nowo zajmie czas… Ten ruiny trzeba by było rozebrać do zera i uprzątnąć teren, nie było tu niczego wartego zachowania, ale i tak czarnowłosa nie chciała zostawiać tego wszystkiego przypadkowi i wolała sprawdzić dziwną wiadomość od sąsiadki.

Nie spodziewała się w zasadzie niczego – bo jakie słowa można powiedzieć w takim miejscu? Albo co zrobić? A jednak obecność drugiej osoby nie pochodzącej z rodziny, która bezpośrednio nie ucierpiała w tym wydarzeniu miała w sobie coś kojącego.

– Ile razy bym tego nie widziała, to chyba nigdy nie będzie prostsze – można było myśleć, że  nie jest z tym domem aż tak związana, przecież się wyprowadziła. Ale jeszcze do lipca tego roku to był jej jedyny dom (oprócz Hogwartu i Maida Vale) i oczywiście, że zawsze nazywałaby go tym rodzinnym, tym najważniejszym. Nie wiedziała, czy to była kara w nią wymierzona i w ludzi, których kochała, gdy jej mieszkanie przetrwało, ale nie planowała tego dociekać. Wszystkie te podpalenia nie były żadnym przypadkiem: zostały wywołane przez cokolwiek, co zrobił Voldemort, i to samo tłumaczyła Primrose. – Heh, może. Ale nasze tajemnice alchemiczne – tutaj Victoria lekko chrząknęła, bo to nie były wielkie eksperymenty alchemiczne, w tym domu przy kociołku stawali tylko jej ojciec i ona, a jej ojciec nie miał za wiele czasu pracując jako uzdrowiciel i wykładowca. – Są w tej części domu, która się zawaliła. Temperatura, która tu wszystko spopieliła musiała doprowadzić do wybuchu w piwnicy. Wiesz, te wszystkie różne fiolki z miksturami raczej nie wytrzymały temperatury, a wymieszane z przechowywanymi tam składnikami i same ze sobą… – czy musiała kończyć…? Christopherowi nie brakowało wyobraźni, wiec założyła, ze to, co mu właśnie opisała, wystarczyło, by dopowiedział sobie resztę o tym, jak skończyły ich alchemiczne tajemnice: nie istniały.

– No dobrze… Sprawdzę czy ktoś tu czegoś nie rzucał – mruknęła i w końcu wydobyła swoją różdżkę, chcąc rzucić zaklęcie rozpraszające magię.


// Rozpraszanie ◉◉◉◉○
Rzut PO 1d100 - 68
Sukces!
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#4
21.03.2026, 20:42  ✶  
To był smutny widok. Ale widok który dla niego nie wiązał się z żadną osobistą utratą, z żadnym cennym wspomnieniem, ze złością, że obrano go na cel czy z obawą, że to zrobiono. Victoria nie musiała więc być w żaden sposób dla niego silna. Christopher Rosier nie był ideałem, i w jego zachowaniach czasem powiewały zielone flagi, a czasem załopotała pośród nich jakaś czerwona, ale na pewno nie należał do osób, które potrzebowały, by ktoś był dla nich silny.
– Może należałoby spróbować to usunąć? Nie próbowaliby szukać wiatru w polu. Magia… magia może bywa problematyczna w tworzeniu, ale jest doskonała w niszczeniu – mruknął Christopher. Czy zamierzali to sprzedać czy odbudować, i tak należało rozebrać wszystko do fundamentów, a jeśli miało po prostu czekać, mogli też uprzątnąć teren, choćby po to, by nie kusiło głupców i oportunistów. I by widok nie ranił tak w serca Lestrangów.
Sam używał magii do tworzenia swoich kreacji i wiedział, że była ona niedoskonała i nietrwała. By nasycić materiał konkretnymi właściwościami, potrzebowałeś rzemieślniczek obróbki. Transmutacja i translokacja pomagały w przymiarkach, projekcie, dobraniu rozwiązań do osoby, ale efekt przemijał. Nie dało się machnąć różdżką i odbudować tego wszystkiego. Ale odpowiednio silne zaklęcia z kształtowania mogły do końca rozbić w pył ściany.
Jeśli stworzyłeś coś magią, to się rozpadało.
Jeśli coś magią zniszczyłeś, pozostawało zniszczone.
Pewnie nie dałaby rady sama, ale na pewno były osoby, które mogły w tym pomóc, niekoniecznie rzemieślnicy…
– Podobno z czasem robi się łatwiej – powiedział po chwili milczenia. Czas leczył rany, tak mówili. Choć jego ciotka wciąż opłakiwała syna i zdawała się równie źle to znosić, co w dniu śmierci chłopaka, zdawało się, że inni wokół niego po prostu w pewnym momencie wrócili do zwykłego życia… – Tak, to nie brzmi dobrze – przyznał, krzywiąc się lekko, bo mógł domyśleć się, że jeśli nawet ogień Spalonej Nocy nie wystarczyłby, aby ten dom spłonął doszczętnie, to gdy gorąc mógł dotrzeć do pracowni… zdecydowanie nie było co zbierać. – Zaczynam mieć wrażenie, że w dzisiejszych czasach posiadanie dwóch bardzo oddalonych od siebie lokacji i trzymanie w każdej części rzeczy to najlepsza inwestycja, jaką może zrobić człowiek.
Niewiele dotąd myślał o inwestycjach. Ani o własnym bezpieczeństwie. Po co miałby to robić, skoro zawsze uważał, że jego projekty są najlepszą inwestycją? Ale kto będzie nosił jego kolorowe, śmiałe projekty w świecie, w którym rządzą strach i na którym leży popiół? Pod władzą Voldemorta?
– Może to zły moment, ale właśnie pomyślałem, że jeśli… on przejmie władzę, to chyba wszyscy będą nosić tylko czarne szaty. Ewentualnie zielone – stwierdził, z trudem powstrzymując jeszcze mocniejsze skrzywienie. A potem umilkł, czekając na rezultat czaru Lestrange.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#5
22.03.2026, 02:49  ✶  

Tak wychowała ją matka: żeby nie okazywała słabości, żeby zawsze była we wszystkim najlepsza (ale to przecież było niemożliwe, na czymś trzeba się było w życiu skupić), by nie przynosiła wstydu – i wszystko na podobieństwo matki. I taka właśnie starała się być dla swojej najbliższej rodziny, trochę nie umiała inaczej, gdy wchodziła w rolę najstarszej córki, czy osoby, która okaże trochę więcej ciepła niż matka; kogoś, do kogo można przyjść i poprosić o pomoc, albo po prostu o dotrzymanie towarzystwa. Ale Victoria nie była swoją matką. Może i podobieństwo wizualne było nie do ukrycia, ale Victoria miała w sobie jakąś łagodność i delikatność, której brakowało Isabelli. I czasami, właśnie w takich chwilach jak ta, było to widać, gdy zapominała, że nie jest sama, gdy nie zdążyła się wyciszyć, by być tą księgą nie do rozczytania. Wiedziała, że przy Christopherze nie musi wchodzić w swoją rolę idealnej córki (a przynajmniej nie musi tego tak do końca), bo też nic o tym nie wiedział, ale przede wszystkim Victoria wyrwała się spod tego toksycznego wpływu rodziny i teraz uczyła się, jak być po prostu sobą, a nie kimś, kogo wyrzeźbili z miękkiej gliny tak, jak tylko chcieli, na swoje podobieństwo.

– Rodzice jeszcze się nie zdecydowali. Pewnie matce jest szkoda – domyślała się, że to chodzi o Isabellę, bo zwykle to ona mocniej tupała obcasem, a Alexander, znacznie od niej spokojniejszy, raczej nie trzymałby się tak kurczowo ruin własnego domu. Ale Victoria nie wiedziała, bo mało z nimi rozmawiała. – Głupie przywiązanie, ale mieszkali tu tyle lat… – potrafiła to zrozumieć. Jej też było szkoda, ale najchętniej dokończyłaby dzieła i zmiotła to do gołej ziemi.

– Tak… robi się lepiej – a w ostatnich miesiącach miała trochę doświadczeń, które ją o tym przekonały. Zimno – z czasem aż tak nie doskwierało, nie dlatego, że robiło jej się cieplej, a dlatego, że przywykła, bo inaczej by zwariowała. Ale też… kwestia spraw sercowych. Złamane serce też się goiło, z każdym dniem było lżej, zwłaszcza gdy mogła się przytulić do mruczącego i puchatego ciałka, które topiło lód (bardzo metaforycznie). To i drugi raz dostanie kosza nie bolało tak mocno, gdy gdzieś w głębi serca czuło się,  że to może nastąpić. Teraz, kilka tygodni później, było dużo łatwiej, nawet jeśli były momenty w ciągu dnia, kiedy Victoria zastanawiała się jak wampir sobie radzi – nawet jeśli nie miało to większego znaczenia. No i Rosier skutecznie odwracał jej uwagę od ponurych myśli. – Właściwie to tak… I najlepiej mieć możliwość szybkiej ucieczki z każdej z nich w razie czego. Do teraz się zastanawiam jak to się stało, że ten dom skończył tak – machnęła lekko ręką, pokazując na obraz nędzy i rozpaczy – a moje mieszkanie na Pokątnej wyszło z tego z uszkodzoną elewacją i drzwiami, ale ostatecznie oprócz tego nietknięte. Tutaj na szczęście nikogo w tym czasie nie było, wszyscy utknęli gdzieś w pracy, no oprócz skrzatów, ale one sobie poradziły, ale w moim mieszkaniu była Luna i Kwiatuszek i… – i gdyby coś im się stało… nie miała wtedy skrzata do pomocy, mieszkała wtedy sama i nie było absolutnie nikogo, kto mógłby pomóc biednym kotom. I na samą myśl o tym Victorii robiło się wręcz słabo. I niedobrze.

– To ładne kolory, ale nie wszystkim pasują… – mruknęła a chwilę później poczuła jak jej zaklęcie otarło się o coś przy schodkach do wejścia do budynku (w którym nie było już żadnych drzwi), jak coś tam krótko zamigotało, zadźwięczało krótko i cicho, jakby ktoś rozsypał garść sykli na szklaną podłogę, a potem wszystko wróciło do normy. – Hmm… Słyszałeś? Ktoś tu się faktycznie kręcił i coś kombinował. Tylko nie wiem po co, na wejściu? Chciał utrudnić wejście do środka? – Victoria doskonale wiedziała, co było w środku: jedno jedyne ocalałe krzesło, którego nie chciała ze sobą zabierać, pentagram i ołtarzyk i dwie „laleczki” (o ile nikt ich nie zabrał). – Bo chyba nie wyjście – tu już skrzywiła się wyraźnie i pokręciła głową, po czym ruszyła się z miejsca, chcąc zbliżyć do schodków.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#6
22.03.2026, 09:56  ✶  
Christopher wychowywał się w pewnej sferze i zdawał sprawę z tego, jaką kobietą była matka Victorii. Ciężko byłoby też nie zauważyć, jak bardzo sama Victoria zawsze starała się pokazać, że jest najlepsza: może nie poświęcał temu przemyśleń, ale w Hogwarcie czasem ktoś z kolegów rzucił złośliwą uwagę po dostaniu szlabanu, a potem czy to dotarły do jego uszu jakieś plotki, czy coś tam dostrzegł sam, gdy toczyli jakąś rozmowę przy okazji przymiarek albo przyjęcia.
Skłamałby, gdyby powiedział, że jej rodzina, pozycja czy uroda nie mają znaczenia. Były częścią tego, co zwracało jego uwagę. Mogły nie mieć znaczenia, gdy już kogoś pokochałeś, czy przynajmniej dobrze poznałeś, ale zanim zaczynałeś się z kimś spotykać, dlaczego nie szukać czegoś konkretnego? Ale nie szukał i nie potrzebował kogoś, kto będzie go podpierał czy za sobą wlókł. Raczej ot kogoś, kto będzie obok. Podświadomie bardziej niż świadomie, bo nie był człowiekiem specjalnie skłonnym do przemyśleń na tym tle.
– Rozumiem – powiedział powoli, nie do końca jednak zgodnie z prawdą, bo zdawało mu się, że widok tych ruin był jednak gorszy niż gdyby zostały uprzątnięte czy odbudowane. Lestrangów było w końcu na to stać. A w świetle tego, o czym rozmawiali, że teraz bezpieczniej mieć więcej lokacji… – Przy możliwości szybkiej ucieczki może pojawić się problem. I przy Beltane, i przy Spalonej Nocy wzięli na cel Sieć Fiuu.
Do tej pory, cholera, choć wojna trwała już od dobrych dwóch lat, Christopher nigdy nie rozmyślał o takich rzeczach. Po co miałby skądś uciekać? Dlaczego miałby się przejmować, że Sieć Fiuu zawiedzie? To nie były problemy ze świata, który znał.
– Chyba powinniśmy poćwiczyć teleportację – stwierdził, półżartem, półserio, spoglądając na Victorię. Oczywiście, to miało sens tylko, gdy miałeś dokąd się teleportować. Uniósł rękę i lekko poklepał ją po ramieniu, kiedy wspomniała o tych kotach: może to było głupie, że gdy Londyn płonął myślałeś akurat o zwierzętach, ale pewnie wielu ludzi rzuciłoby się do płonącego budynku, wynieść swoje psy lub kociaki.
Śmierć w ogniu i dymie musiała być czymś strasznym.
– Nie przy takich szatach… – mruknął jeszcze, przesuwając się powoli w stronę, z której dobiegły dźwięki. Utkwił spojrzenie w resztkach stopni, przy których zareagowało zaklęcie Victorii, jakby mógł coś tam dostrzec, ale był tylko poczerniały kamień. – Może to jakiś czar alarmujący? – rzucił, choć po prawdzie nie miał pojęcia, a potem pochylił się nad kupą gruzów. – To wygląda, jakby ktoś przerzucił to wszystko zaklęciem – dodał, spoglądając na nią pytająco, bo równie dobrze to mogli być Lestrangowie, szukający ocalałych książek czy fragmentów przedmiotów. Czasem, co zaskakujące, w takich gruzowiskach odnajdywało się jednak jakieś drobiazgi.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#7
22.03.2026, 17:08  ✶  

To urodzenie i status było na pewien sposób ważne, zwłaszcza w ich kręgach, bo w wielu przypadkach definiowało, z kim w ogóle się zadawało. Jakie dzieci się poznawało, kto zostawał pierwszym dziecięcym przyjacielem i tak dalej. Gdzie rozglądało się za potencjalnym partnerem czy partnerką, z kim się romansowało czy bawiło. Victoria również nie była od tego wolna, a gdy całe życie wbijano jej do głowy, że czystość krwi to taka świętość, to nie zastanawiała się nad tym, po prostu działała w swoich ustawieniach fabrycznych. Sama dotychczas nie miała specjalnie dużo do powiedzenia, po prostu robiła to, co (w większości) życzyła sobie jej rodzina, ale gdy się nad tym zastanowić, sama wolałaby być z kimś, dla kogo byłaby faktyczną partnerką, na równym poziomie, a nie ładną dekoracją, czy – idąc w drugą skrajność – kimś, kto miałby nosić wszystko na swoich plecach.

– Bo najłatwiej ją zaburzyć – stwierdziła, ale kiwnęła głową, bo to była prawda, że w obu przypadkach sieć Fiuu została sparaliżowana. – Może trzeba nosić przy sobie jakiś świstoklik, który nie jest zaprogramowany na konkretny czas, a na dotyk, ale to w sumie ryzyko, że się go dotknie przypadkiem… – dodała jeszcze, bo to też zawsze mogła być opcja awaryjna. Albo chociaż cokolwiek, co pozwoli się szybko wydostać z domu, niekoniecznie głównym wejściem? – Może tak, na pewno by nie zaszkodziło, żeby nie skończyć jak Atreus – uśmiechnęła się nawet lekko pod nosem, bo Bulstrode chyba wyjątkowo niedokładnie podchodził do teleportacji, co kończyło się… no cóż, tak jak się kończy brak uwagi podczas teleportacji, czyli rozszczepieniem (a gdy jeszcze pracowała w Czarodziejskim Pogotowiu Ratunkowym to interwencje do rozszczepienia były chyba najczęstszymi, naoglądała się więc tego wystarczająco), chociaż sama powiedziała to teraz półżartem. – Niby teleportację też można zablokować, ale czasami może być ostatnią deską ratunku – jeśli nie miało się świstoklika… Odwróciła na moment głowę, by spojrzeć na Chrisa, gdy ten poklepał ją po ramieniu, a ona uśmiechnęła się blado.

– Masz na myśli szaty, czy szmaty? – bo jak inaczej nazwać te dziwne płaszcze Śmierciożerców? Oprócz tego, że szlafrokiem, jak jej się to zdarzało. Od razu jakoś o tym pomyślała, gdy blondyn wspomniał o tej czerni i zieleni, czyli o Voldemorcie i jego przydupasach w bardzo niestylowych wdziankach.

– Nie mam pojęcia. Może faktycznie alarm, może ktoś chciał sprawdzić, czy ktoś jeszcze tu chodzi, albo czy właściciele są czujni. Cóż, to się zdziwi. A może to jakieś zaklęcie z serii urwie ci nogę, jak źle staniesz i je aktywujesz… – nie przekonają się już o tym, bo cokolwiek to było, zostało skutecznie rozproszone przez Victorię. – Trochę tak – przyznała i sama kucnęła przy kupie gruzów, a potem spojrzała „w głąb” domu. – Ciekawe, czy… hmm – zmarszczyła brwi, myśląc nad czymś intensywnie, a potem nawet uniosła kilka miejszych kawałków tych gruzów, przekładając je w inne miejsce, jakby to miało jej pomóc oszacować, co tutaj się działo. – Zaczęłam się nad czymś zastanawiać, ale musiałabym najpierw sprawdzić, czy w środku nadal jest ołtarz – nie taki, do którego modlili się Lestrange rzecz jasna. Bo na planie pentagramu, z żyłek, piór, kości… Ale Victorii przyszło do głowy, że być może ktoś grzebał w tych ruinach a potem natknął się na ołtarz i postanowił się stąd jednak ewakuować. – Idziesz ze mną? Czy zostajesz?

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#8
23.03.2026, 15:01  ✶  
– Pewnie ciężko coś takiego załatwić, bo są nielegalne. A to jeśli dobrze rozumiem, o co ci chodzi, musiałby być bardzo szczególny świstoklik.
Nie żeby Rosier przejmował się jakoś szczególnie tą częścią z tym, że są nielegalne. Gorzej jednak z tym, że ich załatwienie nie było takie proste, no i w wypadku tego typu świstoklików ryzykowałeś. Niewielu ludzi było Albusem Dumbledorem, który mógł machnąć sobie różdżką i stworzyć coś takiego ot na pstryknięcie palców.
– Jak Atreus? Czuję, że kryje się za tym jakaś fascynująca opowieść? – spytał, spoglądając na Victorię z nowym zainteresowaniem, bo nie słyszał żadnej historii o Atreusie i teleportacji. Przy okazji znowu przypomniał sobie o gęsi i nawet już otworzył usta, by o to zapytać, ale tym razem doszedł do wniosku, że być może moment, w którym chodzą po ruinach jej rodzinnego domu i ktoś zostawił tutaj jakąś nieprzyjemną magię, nie jest najlepszym do wypytywania o dziobanie przez drób. – Pozostaje mi sprawić sobie latający dywan.
Nie mówił poważnie, oczywiście. Ostatnia podróż na latającym dywanie, która miała być romantyczna, skończyła się tym, że obiecał sobie nigdy więcej nie wejść na tak diabelskie narzędzie.
– Szlafroki – oświadczył z poważną miną, i może bezczelnością, może odwagą, na którą pewnie nie pozwoliłby sobie w szerszym gronie. Christopher mógł jasno mówić, że tę całą Spaloną potępia, bo nie bardzo rozumiał, jak ktoś poza Voldemortem mógł uznać palenie miasta i zabijania ludzi jak leci za usprawiedliwione. Ale nie zamierzał w żaden sposób wypowiadać się o śmierciożercach czy samym Voldemorcie tam, gdzie mógł usłyszeć go ktoś, kto przekazałby to dalej.
Za żadne skarby nie przyznałby, że się boi, ale chyba ta Spalona zaszczepiła w nim odrobinę strachu.
– Sądzisz, że to mogła być klątwa albo czarna magia? – spytał, poważniejąc. Nie znał się na tym. Nie wiedział nawet, że powinien sprawdzić, czy czuć tu charakterystyczny zapach spalenizny i dymu… zapach, który właściwie teraz ciężko było wyłapać, bo może i wywietrzało, ale jednak wszystko wokół spłonęło ledwo półtora miesiąca temu. Za to nagle stał się jakby trochę bardziej ostrożny i nawet wyciągnął różdżkę.
Przy jej pytaniu wahał się co najwyżej przez mgnienie oka.
Może poza nauczycielem muzyki powinien także zdobyć sobie nauczyciela zaklęć bojowych.
Gdyby po prostu został, wyglądałoby to źle, nawet jeśli nie mógł naprawdę pomóc. Kłóciłoby się z jego postrzeganiem samego siebie i musiałby sobie mocno uzasadniać, dlaczego postąpił w najlepszy sposób. No i poza tym, chyba, trochę by się martwił, gdyby weszła gdzieś, gdzie zaklęcia mogły urywać nogi.
– Mam nadzieję, że nie zawali się to nam na głowy – stwierdził, ruszając za nią.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#9
23.03.2026, 22:28  ✶  

– Hmmm, nie aż tak. W Ministerstwie wiedzą jak takie zrobić w każdym razie, można napisać podanie i jest szansa, że taki wykonają, całkowicie legalnie – co oczywiście miało swoją cenę, niemałą, ale pod tym względem ona czy Christopher byli uprzywilejowani, bo pieniędzy na przeróżne zachcianki im nie brakowało. Można się też było zakręcić na czarnym rynku, ale nie miało się pewności, że taki świstoklik doprowadzi tam, dokąd prowadzić ma, a jej nikt by tam niczego takiego nie sprzedał. Była zbyt rozpoznawalna i zbyt kojarzona ze służbami mudurowymi Ministerstwa, nawet jeśli sama gotowa była nagiąć prawo, jeśli uważała, że jest taka konieczność.

– Czy ja wiem, czy taka fascynująca… Mam trochę historyjek o Atreusie, ale ta konkretna tyczy się po prostu tego, że Bulstrode ma prawdziwy talent do rozszczepiania się. Nie chwalił ci się? – oczywiście, że się nie chwalił, bo nie był to powód do dumy, że nie skupiał się wystarczająco, by aportować się w całości. Teleportacja zawsze była obarczona ryzykiem, stąd te wszystkie kursy, cuda-kwiatki, a i tak wiele ludzi wolało się przemieszczać siecią fiuu, bo nie byłą po pierwsze aż tak nieprzyjemna, a po drugie – niebezpieczna. – Hehe, to dopiero jest nielegalne – i mrugnęła do Christophera nawet, bo jak się było przyłapanym na takim dywanie, to można było zgarnąć niezły mandat, zresztą tak samo jak w latających samochodach, rowerach, motocyklach i tak dalej. Victoria nie zamierzała go na niczym przyłapywać, zresztą wspominał jej na balu, że nie jest fanem wysokości – co totalnie rozumiała, bo sama nie była.

Posłała mu lekki uśmiech – czyli szmaty. Być może trochę nierozważnie przy nim nazwała Śmierciożerców, ale chyba ostatecznie nie wyszło to na złe, pomijając, że ją świat i tak już dawno zaszufladkował, skoro od maja krążyły historie, że brygadziści i aurorzy zmierzyli się w Limbo z Voldemortem. Nie to, żeby błędnie, bo Lestrange nie była żadnym zwolennikiem Czarnego Pana.

– Nie sądzę… Klątwy bym nie przełamała, a zdecydowanie to zrobiłam, za to czarna magia… byłoby czuć… Nie jakoś świetnie, bo tu i tak mieszają się zapachy spalenizny, co prawda stare, ale to powinno być coś świeżego, a więc intensywniejszego – wyjaśniła mu krótko, a sama dość bezwiednie wyłapywała już takie rzeczy. Tutaj jednak nic nie alarmowało jej bardziej, a pod tym względem ufała swojemu instynktowi, w końcu była do tego przeszkolona. – Nie powinno. Już tu wcześniej wchodziłam kilka razy. Jeśli będzie coś nie tak, to nas stąd teleportuję, więc trzymaj się po prostu blisko mnie – jego odwaga była tutaj do pochwalenia, bo zrozumiałaby, gdyby jednak wolał zostać tutaj. Był przecież projektantem mody, a nie kimś, kto przywykł do kręcenia się po naprawdę wyjątkowo dziwnych miejscach.

Zanim przekroczyli uszkodzone, na wpół zawalone schody, obejrzała sobie jeszcze uważnie to wejście – nie wyglądało na to, żeby to, co zostało ze szkieletu budynku, zostało w tym miejscu jakoś mocniej uszkodzone przez wizytę jakichś tajemniczych osób. Teraz już, zagłębiając się pozostałością korytarza, nie kaszlała, kupek popiołu już tutaj nie było, pył nie unosił się w powietrzu przemieszany z kurzem, wszystko to wywiał stąd hulający wiatr. Christopher mógł za to „popodziwiać” do połowy zwęglone ramy obrazów, regały, szafy bez drzwi, drzwi bez skrzydeł, wywrócone stoliki, z których zostały tylko pokraczne nogi, gdy przechodzili obok, uważnie stawiając stopy, aż dotarli do salonu. Albo czegoś, co kiedyś nim było, teraz w większości pustego, bo wściekły ogień strawił na swojej drodze co się dało bezlitośnie, a to co zostawił – było jakąś smętną karykaturą. Oprócz jednej rzeczy, która nie pasowała – zbitego z drewna stelażu na planie pięcioramiennej gwiazdy. Wiatr kołysał piórkami, szkiełkami i zgnitymi jagodami jakichś roślin, hałasując co jakiś czas, świeca, niemal wypalona, nie płonęła na środku ołtarzu. A nad tym wszystkim powiewały zawieszony na żyłkach laleczki w czarnych sukieneczkach z płatków czarnej róży – dwie, bo jedną z nich Victoria zabrała ze sobą, by sprawdzić co jest w środku, co ją tak zmroziło.

– Heh, nadal tu jest – teraz już wiedziała, że to niby nic strasznego, ale sama gdy zobaczyła to po raz pierwszy to poczuła w sobie bardzo dużo niepokoju. A jeśli ktoś tu się kręcił i natknął się na to nieprzygotowany… – Pomyślałam sobie, że ktokolwiek tu był, to może trochę się przestraszył… tego – i kiwnęła głową w kierunku ołtarza.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#10
24.03.2026, 20:25  ✶  
– W jaki sposób muszę zapłacić, żeby dostać te kilka ciekawszych historyjek od rozszczepienia? – spytał Christopher, spoglądając na Victorię tym razem z jakąś mieszanką rozbawienia i zaciekawienia. – Czy będziesz chętniejsza się nimi podzielić, jeżeli wspomnę, że on opowiadał mi o przygodach pewnej gęsi? – zapytał w końcu, chyba uznając ostatecznie, że jednak sytuacja nie jest taka zła i że zeszli na takie tematy, że może pozwolić sobie na wspomnienie o tamtych słowach. Nie mógł nic poradzić, naprawdę był ciekaw, czy Bulstrode go wrabiał, czy kryła się za tym jakaś historia i w tej chwili obserwował Victorię bardzo uważnie, chcąc wychwycić pierwszą reakcję. Nawet się z tego wszystkiego omal nie potknął na gruzach i dopiero wtedy poszedł po rozum do głowy i zaczął patrzeć, dokąd idzie.
– Znasz mnie. Jestem absolutnym niegrzecznym chłopcem i łamaczem prawa.
Oczywiście, że był to żart. Christopher mógłby złamać prawo. Parę razy to zrobił. I nie był na pewno miłym, dobrym chłopcem. Ale niesłychanie daleko było mu do chłopca faktycznie niegrzecznego, a ona miała tutaj bardzo dobry kontrast między nim a chłopakiem, którego kochanie znaczyło się czerwienią i czernią. Rosierowi też po prawdzie przez większość czasu nie chciało się prawa łamać.
– Nigdy tego nie rozumiałem, mówiąc szczerze. Te mugolskie samochody, motory, jasne, ale dywany? Co w nich bardziej mugolskiego niż w miotłach?
I były obecne w najstarszych arabskich baśniach o magii. Nie żeby Chrisowi było smutno, że nie mógł sprawić sobie dywanu. Jedna nielegalna przejażdżka wystarczyła mu na absolutnie całe życie i nie zamierzał powtarzać tego doświadczenia.
Nie musiała się przejmować, jak kogo przy nim nazywa. On zwyczajnie na śmierciożercę by się nie nadawał, nawet gdyby miał jeszcze bardziej radykalne poglądy. Nie wspominając już o tym, że chyba nie mógł wyraźniej zasygnalizować, że jest nią zainteresowany, a raczej nie biegniesz podawać imienia i nazwiska dziewczyny, z którą chcesz iść na randkę, grupie morderców. (Chociaż gdyby miał więcej świadomości o tym, jak działali niektórzy mężczyźni, może by wiedział, że byli faceci, którzy by to zrobili, bo dziewczyna im tej randki odmówiła albo ich rzuciła. Niestety, nie był aż tak postępowy, by dostrzegać takie rzeczy, póki nie uderzyły go w nos, ale przynajmniej sam nie wpadłby na tego typu pomysły.)
Szedł za nią, już znacznie poważniejszy, gdy mijali kolejne zniszczenia, dokonanych przez ogień. Nie lubił, gdy piękne rzeczy unicestwiały płomienie. Przystał na moment przy jednym z obrazów, myśląc o własnym, oddanym do renowacji, bo osiadł na nim popiół… przetrwał jednak. To było więcej niż cokolwiek z rezydencji Lestrangów.
A potem jego wzrok padł na przedziwną konstrukcję. Wyprostował się, mocniej zaciskając palce na różdżce, nagle ostrożny.
– Może należałoby komuś zapłacić za obserwowanie tego miejsca – powiedział cicho. – To była jakaś klątwa?
Klątwa?
Ostrzeżenie?
Czy Victoria była jego celem?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Christopher Rosier (2460), Victoria Lestrange (3409)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa