• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[Jesień 72, 2.10 | Jonathan, Hannibal, Jessie & Gabriel] Interview with the Vampire

[Jesień 72, 2.10 | Jonathan, Hannibal, Jessie & Gabriel] Interview with the Vampire
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#31
27.03.2026, 16:15  ✶  
— Słucham? – Jonathan miał nadzieję, że się przesłyszał, ale najwyraźniej nie miał takiego szczęścia. – Czy... Czy ty myslałeś, że... Na bogów przecież to jest mój chrześniak! A nawet gdyby nim nie był on byłby dla mnie za młody!

Brak słów. Po prostu brak słów. A niestety tych słów jeszcze potrzebował, bo kolejne rewelacje wcale nie były lepsze. Patrzenie na Gabriela stało się w tym momencie naprawdę ciężkie. Miał wrażenie, że jego umysł nie był po prostu w stanie pojąć, jak powinien się zachować, gdy jednocześnie wpatrywał się w oczy, które kiedyś wywoływały w nim tyle miłości, co później strachu i gniewu. To bolało. Przez tyle lat obawiał się o życie swojej rodziny z jego ręki, a kiedy był gotowy ponownie mu zaufać i nie martwić się faktem, że były kochanek przebywał w tym samym mieście, ten wypowiadał słowa absolutnie karygodne tylko dlatego, że się zakochał.

Podszedł bliżej Gabriela, stając nim oko w oko.
– Rozumiem. Porozmawiam potem o tym z Hannibalem. Podoba mi się ta zabawa o robieniu sobie na złość. Też chcę zagrać. Pomyślmy... Gdybym miał ci zrobić na złość to... Może wykorzystałbym kilka kontaktów w Ministerstwie Magii, aby Biuro Międzygatunkowej Współpracy Między Czarodziejami a Wampirami zaczęło składać ci regularne wizyty. Myślę, że jeśli martwisz się w tym czy twoja przyjaciólka darzy cię uczuciem, to można łatwo zweryfikować jej cierpliwość nudną biurokracją i powtarzającymi się pytaniami, które musiałaby znosić przez znajomość z tobą? – Mówił spokojnie. Tak spokojnie jak tylko mógł, co chwila przypominając sobie o tym że przecież chciał życzyć Gabrielowi jak najlepiej. – A może powinienem sam ci wypominać, że sam cię kochałem i sam cierpiałem gdy to się skończyło. – Wziął głęboki oddech, czując że powiedział za dużo, ale nie zakończył na tym swojej wypowiedzi. – A może... Może powinienem odpuścić robienie tobie na złość i zauważyć, że skoro mamy się przyjaźnić to wolałbym po prostu abyś nauczył się kończyć nasze spotkania w sposób sympatyczniejszy, niż kończenie ciągłości moich żeber, lub nagle wychodzenie.
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#32
28.03.2026, 13:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.03.2026, 17:26 przez Hannibal Selwyn. Powód edycji: Zmiana: "Nie jesteś sam. Ani ty, ani ja." )  

Łatwość, z jaką Jessie wycofał się z próby dotknięcia blizny na szyi Hannibala, trochę bolała.
(nieatrakcyjna, powinienem ją zasłaniać, powinienem udawać, że nie jest prawdziwa)
Nie przyjął również zaoferowanego chwilę później przez Hannibala kontaktu fizycznego i to dobitnie ukazywało, jak wytrącony z równowagi jest Kelly, mimo pozorów spokoju.

Hannibal bał się go dotknąć - chciał go dotknąć - potrzebował tego. Kontaktu z drugim człowiekiem, bezpiecznego i osadzającego, stałego punktu w chaosie emocji.

"Hanni…" z ust przyjaciela groziło, że go całkiem poskłada. Nie mógł na to pozwolić. Nie kiedy za drzwiami czekał dalszy ciąg tej konfrontacji, a tuż obok - ktoś, kto być może sam potrzebował pomocy.

Jessie może i nie chciał go dotknąć, ale za to oferował szczerość i Selwyn doceniał to, a przynajmniej bardzo się starał skupić na tym, a nie na dziwnym, nieracjonalnym i całkiem nie na miejscu poczuciu odrzucenia, które skręciło się nieprzyjemnie w jego żołądku. Słuchając opowieści, uważnie obserwował mówiącego - nie wydawał się jakoś szczególnie przeżywać tej sytuacji, nie tak, jak Hannibal się obawiał, chociaż oczywiste było, że niełatwo mu mówić o tym zdarzeniu. Okoliczności zresztą, jak się okazało, były zgoła inne, niż…


- Zostaw mnie.

- Hej… żadnej przemocy już teraz, dobrze?



- Jeśli miałbym Cię zabić, to tylko po to, byś był wampirem i mógł śpiewać dalej.



.
.
.



- Chciałbym wiedzieć, jak smakujesz.



Dlaczego mu na to pozwoliłeś?, pytał Jasper.
Hannibal niekoniecznie chciał wdawać się w szczegóły tego, jak stał się one night standem wampirzego kochanka swojego własnego kuzyna (byłego kochanka? przyjaciela? to skomplikowane?). Mógł jednak zrobić coś innego.
- Tamtej nocy zdawało mi się to świetnym pomysłem. Ja byłem w klubie i miałem ochotę się zabawić, on potrzebował odreagować i jakoś tak… samo wyszło. Wierz mi, Gabriel potrafi być czarujący, kiedy chce - wzruszył ramionami, a potem spoważniał i jednak - jednak! - spróbował położyć dłoń na ramieniu Jessiego, tak, że jego kciuk oparł się na obojczyku. Dał tamtemu czas na odsunięcie się, unik, cokolwiek, a jeżeli to nie nastąpiło, to potarł wyczuwalną pod koszulą i skórą kość, bez wcześniejszej półświadomej, wyrachowanej kokieterii - uziemienie dla nich obu. NIe jesteś sam. Ani ty, ani ja.
- Jess… - szepnął - Wampir jest z natury silniejszy od człowieka, nie możesz od siebie oczekiwać, że tak po prostu pokonasz go w walce wręcz, nawet ty. Zrobiłeś, co należało. Wszystko, co mogłeś w tej sytuacji - dotąd patrzył na Kelly’ego, ale teraz uciekł na chwilę wzrokiem i tylko palce na barku zacisnęły się na moment mocniej - Cieszę się, że nic ci się nie stało.


przytul mnie


Wrócił wzrokiem do twarzy przyjaciela, mając nadzieję, że ta żałosna potrzeba nie odbija się w zbyt oczywisty sposób w jego oczach. Jessie, w cudownym przebłysku zrozumienia, empatii - albo może zwykłej litości - nie domagał się wzajemnej opowieści.
- Czuję się… huh… - Hannibal westchnął, próbując ułożyć jakąś sensowną odpowiedź - Ehh, wiesz równie dobrze, jak ja, że umiem w jednonocne znajomości. A teraz czuję się… wykorzystany? Rozumiesz, on wspominał o byłym chłopaku, ale nie powiedział, że to Jonathan. I teraz mam wrażenie, że wcale nie ze mną… - ponowne przesunięcie kciuka  po obojczyku, wbijające twardą część w opuszek, niedelikatne bardziej dla Hannibala, niż dla Jessiego - Że użył mnie, żeby się zemścić?... I wpadł tu, jak gdyby nigdy nic… I jeszcze obraża meble i alkohole Jonathana! - ostatnie słowa pewnie miały złagodzić ton wypowiedzi. Podziałałoby to może lepiej, gdyby towarzyszące im prychnięcie śmiechem nie brzmiało podejrzanie wilgotno, jakby Selwyn zasłaniał nim całkiem inny odgłos. 

- Jestem zmęczony - dodał, kiedy był już pewny, że z powrotem panuje nad głosem. Miał ochotę osunąć się po tej łazienkowej ścianie na podłogę, ale starczyło mu jeszcze godności na to, by tego nie zrobić.
Po premierze Ekstazy, po tygodniach prób i w sumie trzech spektaklach w dwa wieczory, po bankiecie, jechał na emocjonalnych oparach. Dlatego chciał spędzić beztroski wieczór w towarzystwie swoich ulubionych: Selwyna i nie-Selwyna.
Nie w towarzystwie wampira-niespodzianki, który udawał, że go nie zna, albo może traktował go jak wspólnika zbrodni, a w każdej chwili groził wysypaniem ich przygody przed Jonathanem i Hannibal nie wstydził się tego, co zaszło, ale wcale nie uważał, żeby opowiadanie o tym było komukolwiek do czegokolwiek potrzebne. Może kiedyś. Za dwadzieścia lat, kiedy wszyscy nabiorą do tego wystarczająco dużo dystansu, żeby śmiać się z tego przy rodzinnym stole w Mabon.

- Będziemy musieli tam wrócić, prawda? - zapytał, patrząc na drzwi łazienki.
Jeszcze chwila, proszę.
Jeżeli miał ponownie stawić czoła muzyce, jeżeli cokolwiek sensownego miało powstać z kakofonii  wydarzeń dzisiejszego wieczoru, musiał się pozbierać i wejść w rolę.

Jakakolwiek by ona nie była.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#33
11.04.2026, 18:48  ✶  
"Litość" była bardzo złym odczuciem, jeśli kierowana była w stronę przyjaciela. Litować się można było nad nieprzyjacielem, nad żebrakiem albo wdową z małym dzieckiem, której mąż zginął na wojnie. Ale nigdy nie powinno się litować nad przyjaciółmi. I to, że Jessie nie prosił na głos, by Hannibal opowiedział swoją historię, nie oznaczało, że nie chciał jej słuchać. Hannibal znał go na tyle długo, by wiedzieć, że gdyby w tym momencie zaczął mówić, Jessie by go wysłuchał. A czy Hannibal chciałby mówić, gdyby Jessie na niego naciskał?

Poza tym samo pytanie "Dlaczego mu na to pozwoliłeś?" było zaproszeniem do opowieści, na które Han mógł odpowiedzieć o sposób, którego najbardziej teraz potrzebował.

Mógłby powiedzieć, że pozwalanie wampirowi, by cię ugryzł, nigdy nie jest dobrym pomysłem, ale to nie było to, czego Han teraz potrzebował. Nie mógł jednak powstrzymać grymasu, kiedy słowa "Gabriel" i "czarujący" pojawiły się w jednym zdaniu, obok siebie, i to w formie gorzkiego komplementu.

Dotyk - dłoń na ramieniu, kciuk na obojczyku - został przyjęty bez grymasu, ani uniku, a nawet przeciwnie - w momencie, w którym Jessie zauważył zbliżającą się dłoń przyjaciela, przysunął się odrobinę bliżej. Obaj tego potrzebowali. Obaj potrzebowali tego uziemienia i bliskości. Obaj potrzebowali tego zapewnienia, że nawet jeśli pojawiła się między nimi ta rysa niedomówień, to nie była ona na tyle głęboka, by zniszczyć lata przyjaźni.

Nie jesteś sam. Ani ty, ani ja.

Oczywiście, zdawał sobie sprawę nad przewagą wampirów nad ludźmi, kiedy chodziło o siłę fizyczną, ale to nie było problemem. Problemem była ocena sytuacji w tamtym momencie - mając różdżkę w dłoni, dał się zaskoczyć i zamiast rzucić zaklęcie, użył pięści. Nie miał jednak zamiaru mówić tego na głos i użalać się nad czymś, co stało się już jakiś czas temu i nie zmieniało praktycznie nic w obecnej chwili. Tamten wampir go nie gonił - odpowiednio się nim zajęto - Jessie sam też nie zmienił się w krwiopijcę. Przyjął więc słowa Hannibala i skupił myśl na tym, że jakąkolwiek decyzję wtedy podjął, zrobił to, co należało zrobić - interweniował i ostatecznie tamtą kobietą zaopiekowano się w Mungu. Była cała, zdrowa i bezpieczna i tylko to się liczyło.

Hannibal zaczął mówić i im więcej słów wychodziło z jego ust, tym bardziej niechęć do Gabriela skręcała mu flaki. Hannibal nie zasługiwał na to, by być zabawką zdesperowanej pijawki. Hannibal zasługiwał na to, by być podziwianym, by być kochanym, nawet jeśli miała to być przygoda na jedną noc, i może nie było to do końca normalne, by w ten sposób mówić o najlepszym przyjacielu, ale Jessie od dawna uważał, że więź między nimi była czymś więcej, niż zwykłą najlepszą przyjaźnią.

W przypływie nie do końca określonej potrzeby, kiedy Hannibal mówił i naciskał kciukiem jego obojczyk, Jessie zsunął wzrok z jego twarzy na szyję, gdzie zaraz powędrowała ręka, bo palce chciały odszukać bliznę. Tak jak wcześniej Hannibal dał czas jemu, tak i on nie położył na skórze swoich palców, jeśli Han zdecydował się odsunąć.

-Obaj wiemy, że jeśli zrobił to tylko po to, by zemścić się na Jonathanie, oznacza to, że jest płytkim chujem - powiedział, a po jego skupionym na szyi Selwyna wzroku Han mógł się domyślić, że nie myślał długo nad tą oceną. -I jeszcze brakuje mu gustu.

Mieli wyjść jedynie na chwilę, na szybką rozmowę, ale ta chwila się przedłużała, co Jessiemu właściwie nie przeszkadzało. Oczywiście, wciąż była w nim obawa, czy Gabriel nie robił Jonathanowi czegoś, czego robić nie powinien, ale nie spieszyło mu się tak bardzo, by wychodzić.

-Tak - odpowiedział po krótkiej chwili -ale możemy jeszcze chwilę tu zostać.
mały książę
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
II
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#34
11.04.2026, 19:10  ✶  
Było coś niesamowicie przyjemnego w obserwowaniu Jonathana takim.

Nie był to Jonathan smutny. Nie był rozgoryczony. Stłamszony. Zgasły zupełnie, leżący w precel na zimnej podłodze, jakby sam siebie chciał ukarać za to, za co przecież karać miał go hrabia.

Och nie. Ten Jonathan miał iskry w oczach, był podirytowany ale w sposób żywiołowy.

Nawet teraz gdy podszedł tak blisko kanapy, gdy gromił z góry spojrzeniem, zmuszając wampira do zadarcia głowy.

Mimowolnie przeszedł go dreszcz wspomnień, a błąkający się po twarzy uśmieszek przeszedł w pełne wyeksponowanie uzębienia w promiennym i nieco zbyt roz-(ha tfu!)-anielonym uśmiechu.
– Kochałeś mnie? Jak słodko... – westchnął, wybierając z całej wypowiedzi tylko to co mu było wygodne i przyjemne. Nie robił tego z resztą pierwszy raz, ich kłótnie - te o pierdoły, te na niby, te o rzeczy nieistotne, zawsze tak pięknie przychodziło mu rozbuchać przekrzywieniem głowy i zrzuceniem łapą czegoś ze stołu.

Jak pies z kotem.

Trochę za tym tęsknił i było widać odbicie tej tęsknoty, tym razem nieco słodszej, nieco bardziej nostalgicznej niż przeszywającej serce tysiącem ostrzy żałoby.

Zaraz jednak pojawiło się słowo na "ż", a kończące się na "ebra" i nie mógł nie wypuścić z płuc sapnięcia irytacji, gwałtownie odchylając głowę w tył, przewieszając ją przez oparcie męczeńsko.

– Jesteś do prawdy niemożliwy...– przeszedł na francuski, który pozwalał mu mówić o wiele szybciej. Język miłości, język kłótni, język po który łatwiej mu było sięgać, w emocjach, gdy te gwałtownie przybierały na temperaturze. Zerwał się na równe nogi wymijając wiszącego nad nim Selwyna i rozglądając się po saloniku w poszukiwaniu kominka. Tam gdzie kominek powinien być pogrzebacz! – Czy to już zawsze będzie argument między nami? Ojej moje żebra, takie biedne, pęknięte kiedyś, teraz już się zrosły ale wtedy ojoj ojoj bolało. Mnie też bolało! Bolało mnie te sześć lat jak nie wiem co! Bolał mnie twój list, gdy umówiliśmy się na pokój, a potem tym papierem splunąłeś mi w twarz! Ale nie! Żebra! Złamane! Nie chciałem Ci zrobić krzywdy! Nie sądziłem, że upadniesz tak niedortunnie! Przepraszam dobrze!? Ale nie nie nie to Ci i tak nie wystarczy. I tak będziesz mi to do cholery wypominać. Zawsze. Przy każdej okazji. Dobrze więc, bądźmy kwita, zakończmy to, proszę trzymaj. – syknął wściekle, łapiąc za pogrzebacz jeśli go znalazł, a jeśli nie to bez problemu wyczarował jeden i wcisnął Jonathanowi do ręki. – A teraz proszę bij. Bij z której strony chcesz, aż usłyszysz gruchot! Zakończmy tę farsę. Złamanie za złamanie, pęknięcie za pęknięcie, jeśli jeszcze raz usłyszę o tamtej sprawie zwariuje! – uniósł ręce w geście poddania, odsłaniając klatkę piersiową na cios.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#35
28.04.2026, 00:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.04.2026, 11:44 przez Jonathan Selwyn.)  
– Nie mniej niż ty mnie, nawet jeśli próbowałeś to przede mną ukryć – odpowiedział odczuwając pewną dziką satysfakcję w wypowiedzeniu tego na głos, bo ostatecznie wiedział o jego uczuciach. Szkoda tylko, że mógł słuchać o nich często gdy byli razem.

A potem coś ponownie w nim pękło, chociaż tym razem nie było to żebro.
Chyba rzeczywiście zbyt szybko postanowili zostać przyjaciółmi. Chyba rzeczywiście potrzebowali nieco więcej czasu, bo chaos który obecnie panował w głowie Jonathana przechodził wszelkie pojęcie.
– A myślisz, że ja chciałem zrobić ci krzywdę!? – wykrzyczał możliwe, że nieco za głośno. – Myślisz, że chciałem aby to tak wyglądało? Miałem różne pomysły, jak moglibyśmy być dalej razem nawet po moim powrocie do Anglii. I wybacz, że wspominam o mojej kontuzji, ale gdyby nie ona, gdybyś dał mi wszystko na spokojnie wyjaśnić może tych sześciu lat w ogóle by nie było, a teraz też chcę na spokojnie z tobą rozmawiać, a ty znowu wychodzisz. I miałem zamiar przeprosić cię wtedy na latarni, za to że postawiłem cię przed faktem dokonanym, ale zniknąłeś zanim zdążyłem. I kiedy niby naplułem ci w twarz w liście po tym gdy się rozmówiliśmy? Zadając ci pytania? – Ścisnął mocniej pogrzebacz, czując jak jego całe ciało wypełnia wściekłość. Nie na samego Gabriela, a na sugestię, że mógłby chcieć go skrzywdzić w tak barbarzyński sposób. Wziął głęboki oddech i...  Cisnął pogrzebaczem o podłogę, a jego dłonie ruszyły do guzików koszuli Selwyna, który w tym momencie zapomniał że gdzieś obok dalej byli Jessie i Hannibal.
– A może skoro już sugerujemy sobie nawzajem takie kuriozalne rozwiązania – mówił rozpinając nieco czerwony materiał koszuli, tak aby mógł go ze swojego ramienia. – Skoro najwyraźniej napsułem tobie tyle krwi to może po prostu wypij sobie ze mnie to co ci zabrałem!
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#36
28.04.2026, 17:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.04.2026, 22:57 przez Hannibal Selwyn.)  

Uciekł wzrokiem, ale posłusznie odchylił głowę na bok i nawet strząsnął na drugą stronę włosy, pozwalając nie tylko dotknąć, ale i zobaczyć bliznę - dwa blade punkty na wysokości tętnicy szyjnej, doskonale widoczne w jasnym, łazienkowym świetle. Jego własna dłoń na ramieniu przyjaciela drgnęła, ścisnęła jeszcze raz i rozluźniła się, ale pozostała na miejscu. Mimo woli uśmiechnął się na komentarz o rzekomym braku gustu Gabriela.
- Wiesz, jak pocieszyć dziewczynę - spojrzał na Jessiego spod rzęs - Chciałem powiedzieć, że był z Jonathanem, więc może nie tak najgorzej z tym gustem, ale jednak pozwolił mu odejść, więc może jednak coś w tym jest - zaśmiał się cicho i wciąż jeszcze niezbyt wesoło.

Przez chwilę milczał, skupiając się na dwóch punktach kontaktu między sobą a przyjacielem, korzystając z obecności kogoś bliskiego i próbując oczyścić umysł. Podświadomie nachylił się w jego stronę. Tak było zdecydowanie lepiej. Nie chciał opuszczać ich tymczasowego schronienia, ale przecież nie mogli siedzieć w tej łazience w nieskończoność, podczas gdy za wygłuszonymi drzwiami mogło się dziać dosłownie wszystko.
Machinalnie przesunął palcami tam i z powrotem po kołnierzyku Jessiego, tuż przy skórze, a potem niechętnie wycofał rękę.
- Powinienem ją zasłonić - dotknął lekko dłoni Jessiego na swojej szyi - Jonathan dostanie apopleksji, jak się dowie, że wyssał mnie jego wampir…
Rozejrzał się po pustych półkach łazienki. Żadnych kosmetyków, a więc przykrycie śladów po ugryzieniu makijażem odpadało. Zresztą kto wiedział, czy Jonathan ze swoją idealnie zadbaną cerą w ogóle musiał kiedykolwiek używać korektora albo fluidu… Jonathan nie dałby się również nabrać na iluzję. Hannibal uśmiechnął się przepraszająco i sięgnął do guzików koszuli, zapinając jeden więcej i poprawiając ubranie i włosy po stronie ugryzienia. Rzucił kontrolne spojrzenie w lustro. Wyglądał lepiej, niż się czuł, ale czuł się tak, że poprzeczka właściwie leżała na ziemi. Cóż, będzie musiało wystarczyć.
- Może po prostu w miarę szybko wracajmy do domu - wzruszył lekko ramionami, napotykając w lustrze wzrok Kelly’ego. Nie była to wcale zła perspektywa. Mogliby wrócić do Brighton i tam, na spokojnie, kontynuować rozmowę. Może nawet zdobyłby się na opowiedzenie Jessiemu o swojej nocnej wycieczce z Gabrielem po The Globe.

Po namyśle, uznał, że jednak jest na to chyba zbyt trzeźwy.

Spróbował mentalnie przygotować się na powrót w gęstą od niedomówień i emocji atmosferę salonu, na konfrontację z (oby wciąż!) niczego nieświadomym Jonathanem… i na Gabriela.
Jestem oazą spokoju i opanowania, pomyślał.
Wziął głęboki wdech i wydech, odepchnął się od ściany. Złapał Jessiego za rękę, ot tak, żeby pokazać mu, że w tym zasłanianiu się przed chwilą nie chodziło wcale o niego, i pociągnął go lekko w stronę drzwi.
- Dobra, jestem gotów. Wracamy do nich? - posłał mu półuśmiech, bez śladu poprzedniego roztrzęsienia. Potem rozluźnił chwyt, ale duch dotyku pozostał, przypominając mu, że nie jest sam i że przynajmniej Jessie trwa niewzruszenie w jego narożniku jako wsparcie moralne.
Dobrze że tkwimy w tym razem.
Było to tak naprawdę zdecydowanie bardziej jego bagno, niż Jessiego, jednak teraz nie miało to znaczenia. Myśl była tak znajoma, tak zakorzeniona przez lata szkoły, że nie mógł nic poradzić na przypływ rozbawienia i otuchy, który teraz wywołała.

Wyszedł z łazienki gotów na wszystko, pozbierany, wyprostowany i…


- ...i po prostu wypij sobie ze mnie to, co ci zabrałem!


Gotów na wszystko.

...ale nie na to.

Najwyraźniej liczba porozpinanych selwynowych guzików we wszechświecie musiała się zgadzać, bo jak inaczej wyjaśnić to, że podczas gdy Hannibal zapiął się niemal pod szyję, Jonathan prezentował wampirowi obnażoną pierś i ramię?
Może nie powinien się dziwić. Może powinien się spodziewać. Przecież kiedyś byli razem, a skoro tak, to na pewno…

Wiedzieć znaczyło jednak całkiem coś innego, niż zobaczyć.

Szczęka Hannibala opadła tylko na chwilę, kiedy stanął jak wryty, zaatakowany przez widok rozchełstanego kuzyna i pół-, no dobrze, ćwierćnagiego, wciąż ociekającego wodą Montbela (to musiała być magia, to niemożliwe, żeby przez ten cały czas ani trochę nie obeschł!). To było trochę jak oglądanie katastrofy kolejowej, a trochę jak zaskoczenie rodziców w niedwuznacznej sytuacji i wywoływało mdlącą, chorą mieszankę ciekawości, podniecenia i niewidzętegoNIEWIDZĘTEGO! w brzuchu Selwyna. Zamknął usta i na ślepo sięgnął dłonią do tyłu, próbując napotkać tam jakąkolwiek część Jessiego i pociągnąć go do drzwi wyjściowych.
- Uhh… heh, no toooo… my będziemy lecieć chyba! Późno się zrobiło, a Jess pracuje jutro! - rzucił pospiesznie, nie patrząc w stronę kuzyna i wampira.

Zbyt trzeźwy. Zdecydowanie zbyt trzeźwy.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#37
01.05.2026, 13:26  ✶  
-To i jeszcze zaczął obrażać jego barek i jego alkohole - dodał, przesuwając powoli palcami po śladach na szyi Hannibala.
Naprawdę tam były. Dwa małe punkty, widoczne w świetle łazienki i wyczuwalne pod palcami. Z jakiegoś dziwnego powodu Jessie miał nadzieję, że jednak tych ran nie wyczuje - jakby miało to wymazać prawdziwość zdarzenia, o którym Hannibal mu opowiedział i które naprawdę się wydarzyło. Głupota - Jessie czasami sam się zastanawiał, co takiego działo się w jego głowie, że miał takie głupie myśli.

I może to jest rozwiązanie, którego potrzebujemy?, pomyślał, kiedy Hannibal zasugerował, w jaki sposób Jonathan mógłby zareagować. Może jeśli Jonathan dostanie szału, rozprawi się z Gabrielem i wszystkie problemy zostaną rozwiązane? Czy czuł się źle z tak negatywnymi myślami o kimś, kogo dopiero co poznał, nie wiedział o nim prawie nic, a kto okazał się dość ważną personą w życiu jednej z najbliższych Jessiemu osób? Nah... Nie po tym, co Gabriel zrobił Hannibalowi.

-Powiedziałem, że sam nic nie powiem wujkowi, ale uważam, że nie powinieneś jej zakrywać - powiedział. -Jeśli wujek wpadnie przez to w szał, pozwól mu, ale podejrzewam, że będzie gorzej, jeśli dowie się o tym później.

Bo jeśli Jonathan i Gabriel zdołają się jakoś dogadać i dopiero po jakimś czasie Jonathan się dowie, że Gabriel skrzywdził Hannibala, to mogłoby się skończyć źle dla nich obu.

-Możemy. Właściwie to zaczynam się czuć zmęczony - a skoro on tak się czuł, to jak musiał czuć się Hannibal?

Ale czy mogli spokojnie zostawić Jonathana z Gabrielem?

Przytaknął, kiedy padło pytanie i pozwolił się złapać za rękę, kiedy wychodzili z łazienki. Nie zastanawiał się zbyt intensywnie nad tym, co Jonathan i Gabriel mogli robić w czasie, kiedy Jessie i Hannibal rozmawiali w łazience, ale szczerze miał nadzieję, że nie zastana ich w jakiejś dziwnej, niestosownej pozycji, uwzględniającej głowę Gabriela przy którejkolwiek części ciała Jonathana i jego kłów w skórze jego wujka.

Widok Jonathana, stojącego przez ociekającym Gabrielem, z rozpiętą koszulą, nie był widokiem, który Jessie chciał widzieć. Żeby nie było - gdyby w jakiejkolwiek innej sytuacji Jonathan postanowił w jego towarzystwie zdjąć koszulę, Jasperowi absolutnie by to nie przeszkadzało. Tak samo, gdyby chodziło o Anthony'ego, Morpheusa, Hannibala, Henry'ego czy któregokolwiek z jego znajomych - nic wielkiego.

Nie spojrzał na Gabriela - jego wzrok skupiony był na twarzy Jonathana, bez żadnej konkretnej ekspresji, ale zagryzał czubek swojego języka.

-Trochę mi się robi niedobrze - mruknął, ledwo słyszalnie, i wyciągnął rękę, żeby złapać wyciągniętą dłoń Hannibala, a drugą dłoń położył na plecach przyjaciela, żeby go poklepać.

Nie tak się miał ten wieczór skończyć.
mały książę
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
II
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#38
07.05.2026, 23:10  ✶  
Rzeczywistość na moment wstrzymała oddech, bo Gabriel przez ten ułamek sekundy pozostawał w prawdziwym rozdarciu tego co chciał zrobić, co powinien zrobić, a czego zdecydowanie NIE powinien zrobić. Jedno co było pewne, to jak cieszył go widok Jonathana takiego: żywego, pełnego buty i brawury, stroszącego piórka, które zdecydowanie odrosły mu w porównaniu do ostatnich spotkań. Przypomniał sobie jak lubił ich kłótnie, szczególnie cały aspekt, który miał miejsce po nich.

Przypomniał sobie, dlaczego obecnie ich kłótnie już nigdy nie będą smakować tak samo.

Jakakolwiek reakcja, ten dysonans, ta tłocząca się ambiwalencja na twarzy całkiem zaskoczonego Gabriela, została przerwana i zamieciona przez dywan przez chłopców, którzy akurat na rozdarcie szat przez starszego z Selwynów postanowili wyjść ze swojego gniazdeczka.

To skutecznie wyznaczyło azymut Gabriela na wyjście. Zabawił tutaj i tak zbyt długo. Dlatego zaśmiał się serdecznie i poklepał Jonathana po barku.
- Doskonała kwestia, Twoja sztuka podbije deski tego waszego Globa, jestem o tym przekonany. Największa rozterka, czy Twój przystojny bratanek... kuzyn? - ach te rodzinne koligacje, dobrze, że Montbel nie musiał się nimi już jakkolwiek przejmować, zamiast tego mrugnął okiem do zzieleniałego nieco Hannibala, który wyglądał jak ryba wyrzucona z wody obecnie. - Czy byłby lepszy w roli wampira, czy butnego adwokata. To jest rozterka z którą muszę Cię pozostawić drogi przyjacielu, ponieważ moja towarzyszka może nabrać podejrzeń, że zbyt długo mnie nie ma, a obiecałem jej makaroniki, co o tej porze może być trudne do osiągnięcia... Les femmes! - westchnął dramatycznie, wyminął Jonathana i mimowolnie podszedł do pozostałej dwójki, bo stali mu na drodze do wyjścia z mieszkania.

- Widzimy się na następnej Ekstazie? Widziałem plakaty, od razu poznałem po profilu. Główna rola... spektakl niewątpliwie warty zobaczenia. - wyszczerzył zęby do Hannibala, przez moment tylko ignorując najprawdopodobniej niezbyt przychylne (ach te eufemizmy...) spojrzenie Jessiego, choć w końcu spojrzał i na niego. - Jak coś sobie przypomnisz o tym niecnym wampirze młody, czy miał kolegów, czy coś... to daj mi znać... przez Jonathana najlepiej. - wyszczerzył się galanteryjnie i złapał za klamkę: - Bywajcie zdrowi i nie pozwólcie temu staremu uparciuchowi porzucić pisarskich aspiracji. Za dużo siedzi w tym swoim biurze - dodał narzucając palto na rozchełstaną i tak koszulę i machając im lekko tuż przy głowie. Zaraz potem Gabriel zniknął w mroku nocy równie nagle jak się pojawił, pozostawiając konfuzję i różany zapach doprawiony całkiem niezłym trunkiem znalezionym w całkiem paskudnym barku.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#39
27.05.2026, 21:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.05.2026, 21:56 przez Jonathan Selwyn.)  
Zupełnie jakby tą sceną kierowało bóstwo złośliwych komedii, Hannibal i Jessie pojawili się w salonie w momencie, w którym nie powinni się w nim pojawić. Widząc reakcję kuzyna i co gorsza wpatrującą się w niego bez żadnej wyraźnej emocji twarz chrześniaka, Jonathan sam miał ochotę wyjść z pomieszczenia. Niestety znajdowali się w jego własnym domu.
Na Merlina, czy kłótnie z Gabrielem naprawdę zawsze tak wyglądały? Tak, że w emocjach zapominał o wszystkim innym, nawet tym że w kamienicy znajdują się jeszcze dwie osoby, którym powinien pokazywać się zawsze od jak najlepszej strony? No i… Kiedyś po takich kłótniach następywały przynajmniej znacznie przyjemniejsze metody na ujście emocji. Teraz oczywiście nie było to tym mowy. Szybko zapiął swoją koszulę i poprawił materiał. Merlinie byle tylko Jessie nie wyrzucał właśnie losowi, że to on jest jego chrzestnym, a nie Anthony lub Morpheus, a Hannibal… W sumie myśli Hannibala obawiał się jakoś znacznie mniej.
– Tak myślę, że wszystkim dobrze zrobi odpoczynek we własnych łóżkach – powiedział w końcu starając się robić dobrą minę do złej gry. Gabriel mówił coś o sztuce i chyba Jonathan nie był do końca zachwycony tym co mówił, ale nie był to na razie jego największy problem. – W końcu to był długi wieczór. Jessie, Hannibalu, zobaczymy się po mojej delegacji. Zadbam o to, aby znaleźć czas z Anthonym na zakupienie kilku pamiątek. Gabrielu… Jak już mówiłem, nie obrażę się jeśli następnym razem twoje wizyty będą bardziej zapowiedziane. O sztuce jeszcze porozmawiamy.
Ponownie przeniósł spojrzenie na kuzyna I chrześniaka i… Nie wytrzymał ciekawości, nie mogąc w stanie normalnymi metodami zrozumieć jakie emocje towarzyszyły właśnie Jessiemu. Spróbował więc szybko zerknąć na aurę i nici chrześniaka, licząc na to że nie był nim zbyt rozczarowany.

Percepcja III, rzut na aurowidzenie na aurę Jessiego
Rzut Z 1d100 - 23
Akcja nieudana


Niestety jedyne co w ten sposób osiągnął to lekki ból głowy tak, chyba zdecydowanie wszyscy powinni odpocząć.

Percepcją III, rzut na nić Jessiego do Jonathana
Rzut Z 1d100 - 21
Akcja nieudana
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#40
27.05.2026, 22:06  ✶  

Hannibal miał już niemal rękę na klamce, kiedy wyrósł przed nim Gabriel. Selwyn cofnął się, nawet nie o krok, intencja ruchu, którą trudno było zobaczyć, ale którą Jessie mógł poczuć w nacisku na spoczywającą na plecach Hannibala dłoń.
Jej obecność była przyjemnie stała i prosta, w odróżnieniu od całkiem sztucznych, beztroskich słów wampira.
- Twoja… sztuka?… - powtórzył słabo aktor, odwracając zbaraniały wzrok w stronę Jonathana.
Nie zdążył powiedzieć nic więcej, bo Gabriel równie szybko, jak odciął im drogę ucieczki, sam uciekł, pozostawiając za sobą atmosferę pełną napięcia, którego charakter trudno było określić, podbarwioną wyrzutem, tęsknotą i złymi wyborami, niczym smak śniadania na kacu.
Klasyczny były kochanek, pomyślał Hannibal.
Zapach róż ściął się w jego nozdrzach w gęstą, słodkawą woń czegoś, co umiera.

Młodszy Selwyn przełknął ślinę, starając się zmyć iluzoryczny posmak żółci w gardle. Poruszył się, jak tancerz - doskonale świadomy obecności drugiego chłopaka za plecami, synchronizując delikatne pociągnięcie trzymającej go dłoni ze zmianą pozycji tak, by nie tracić kontaktu.
Zostań.
Stanął twarzą do Jonathana, dyskretnie zasłaniając ich połączone dłonie własnym ciałem. Dopiero teraz zauważył leżący na podłodze pogrzebacz. Wymownie wskazał na niego wzrokiem, ale powstrzymał się od komentarza.

Atmosfera w saloniku była ciężka, zdecydowanie cięższa, niż usprawiedliwiałaby to woń więdnących róż i koniaku, ale wraz z usunięciem się wampira, Hannibal poczuł się trochę lżej.
Tym razem był pewien, że jeszcze się spotkają.

- Masz rację - zgodził się z ulgą i dla lepszego efektu, ziewnął przeciągle. Uff, wyglądało na to, że uda się uniknąć niezręcznych rozmów, przynajmniej do powrotu Jonathana z delegacji. Może w ogóle.

Wymruczał jakieś niewyraźne pożegnanie i życzenia spokojnej podróży dla kuzyna i jego entourage'u i czym prędzej opuścił mieszkanie w ślad za Gabrielem, ciągnąc łagodnie Jessiego za sobą.

Gdy znaleźli się z powrotem na ulicy, wciąż mokrej, ale szczęśliwie już wolnej od ulewy, Jessie mruknął pod nosem "Serio byłem pewny, że jest hetero!" dokładnie w tym samym momencie, w którym Hannibal westchnął "Niesprawiedliwie hot, jak na nieumarłego…" pod adresem hrabiego Montbela, którego dawno już nie było w zasięgu wzroku. Na szczęście, oczywiście.

Koniec sesji




Odkryj wiadomość pozafabularną
Końcowa wypowiedź Jessiego umieszczona w porozumieniu z graczem.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Gabriel Montbel (5098), Hannibal Selwyn (5864), Jessie Kelly (4303), Jonathan Selwyn (3558), Pan Losu (29)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa