• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Szkocja Glasgow [04/10/1972] the binding of madame turpin || sebastian & brenna

[04/10/1972] the binding of madame turpin || sebastian & brenna
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#11
29.03.2026, 23:22  ✶  
— Oczywiście, ze się przejmą. W dokumentach wszystko musi się zgadzać, co do pojedynczej litery — odbił bez zastanowienia argument ducha.

Nie obawiał się konsekwencji swoich działań ze strony szefostwa. Raczej nie wlepiliby mu nagany za to, że skupił się na załatwianiu swojego głównego zlecenia niż wchodzeniu w negocjacje z duchem, które według urzędu nawet tutaj nie było. Oczywiście, zapewne to na niego spadłby obowiązek wyśledzenie Turpina i zamknięcia w go w naczyniu, ale to należałoby do jego codziennych obowiązków. To nie była żadna kara. Turpin nie groził mu więc niczym, czego mógłby się w tej chwili bać. Spojrzenie Macmillana momentalnie oderwało się od ducha, gdy brygadzistka zaczęła się wycofywać. Cóż to miało być? Tchórzostwo? Z-D-RA-D-A?

— Jak na wzorową funkcjonariuszkę, to bardzo łatwo poddałaś się bezpodstawnym naciskom zewnętrznym — stwierdził, postanawiając nie zadawać dodatkowych pytań.

Jego zdaniem obecne zachowanie panny Longbottom wywodziło się z frustracji. Złości wywołanej opieszałością machiny biurokratycznej ich obecnego miejsca pracy, konsekwencjami Spalonej Nocy, jak i tymi problemami, które już czekały na nią na horyzoncie. I na niego zresztą też. Sebastian wypuścił powoli powietrze przez usta. Samhain zbliżała się nieubłaganie, a wraz z nim rozliczenie się z problemami Zimnych...

A jego badania dalej tkwiły w martwym punkcie, pomiędzy rozgrzebanym badaniem archiwów kowenu, a wyciąganiem wniosków z tego, co się obecnie działo na Polanie Ognisk. W duchu liczył, że wszystkie brakujące elementy układanki same wskoczą na miejsce w odpowiedniej chwili, jednak nawet on czuł już na sobie presję czasu. Mężczyzna pokręcił powoli głową.

— Ja bym nie chciał być zamknięty na cmentarzu w Little Whinging — mruknął Sebastian po dłuższej chwili w odpowiedzi na komentarz Brennę. Wbił zmęczone spojrzenie w półprzezroczyste widziadło pana Turpina, próbując jakoś ''dopasować'' go do jakiegoś porządnego cmentarza. — Proponuje cmentarz świętego Swituna pod Oksfordem. Niezbyt duży, na uboczu i z ładnym widokiem na miasto po drugiej stronie rzeki. Z tego, co wiem, pochowano tam parę osób z Shackleboltów i Skamanderów. — Zamyślił się na chwilę. — Nie wszyscy przeszli na drugą stronę, więc mógłby pan liczyć na jakieś doraźne towarzystwo.

O ile duchowi spodobał się ten pomysł, Macmillan przywołał do siebie ruchem dłoni swoich asystentów. I tak zmarnował już wystarczająco dużo czasu, próbując dojść do porozumienia z tym duchem. Chciał jak najszybciej załatwić kwestię umieszczenia madame Turpin na cmentarzu, toteż procedurę przerzucenia jej małżonka do nowego miejsca zamieszkania zamierzał pozostawić Alice i Damienowi.

— Aż mnie zastanawia, jak wyglądały ich codzienne rozmowy w domu — skomentował przyciszonym głosem, przecierając wolną dłonią zmęczoną twarz, zgrabnie omijając siniaka pod okiem.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#12
31.03.2026, 09:13  ✶  
– Przecież ja ci go nie złapię do butelki… – stwierdziła Brenna tylko. – No chyba że mnie nauczysz jakiegoś zaklęcia, które podziałała na ducha?
Była pełna frustracji, to fakt. Starała się tę tłumić, ale wychodziła z niej czasem, tym gorsza, że Brenna wciąż nie była w pełni pewna własnej głowy, reakcji i tego, czy w jej umyśle nie czai się Voldemort albo przynajmniej jakiś jego dziwny cień, myśli i strachy wciśnięte tam przez tego potwora w ludzkiej skórze. Ale teraz… po prawdzie niewiele mogła zrobić: nie znała się na duchach, mogłaby próbować z nim walczyć, gdyby atakował, ale jak powstrzymać go przed gadaniem, pójściem gdzieś robić problemów czy cokolwiek innego? W obliczu istoty niematerialnej zostawała trochę bezradna. Nie znała nawet w stu procentach procedur obowiązujących w Departamencie Sebastiana, bo jednak nawet jeżeli w sprawie trafił się jakiś duch, to jednak nie odwalała tej całej roboty papierkowej.
– Mówię o pani Turpin… – wymamrotała Brenna kącikiem ust, ledwo słyszalnie. Ostatnio wykopywano tam jakieś szczątki. Byłaby zachwycona mogąc pokrzyczeć na takich kopaczy. Albo powydawać im instrukcje, w jaki sposób mogą kopać lepiej. – Poza tym to zawsze lepiej niż Hangleton.
Pan Turpin spoglądał na Macmillana z jakąś niecierpliwością zmieszaną z niezadowoleniem, a potem, gdy wysłuchał informacji o cmentarzu pod Oksfordem, z pewną podejrzliwością. Spoglądał to na niego, to na Brennę, jakby wietrząc podstęp, ale Oksford… Oksford brzmiał całkiem dobrze. Ładny widok na miasto, rzeka. Może przyda mu się odrobina odmiany. Wprawdzie nie był pewny tych całych Skamanderów, w końcu uchodzili za awanturników, ale kto by się jakoś szczególnie przejmował?
– Niech będzie – oświadczył łaskawie, krzyżując ręce na piersiach. – Ale jej… jej ani słowa, że tu byłem! Albo dokąd idę. Bo ona zobaczycie, znajdzie sposób, żeby stąd odejść i zamienić moje życie… to znaczy nieżycie… w koszmar, a już nawet nie mógłbym umrzeć, żeby od tego uciec!!!
Nie protestował ani przeciwko wezwaniu asystentów, ani przeciwko już niczemu więcej: był najwyraźniej gotów na eksmisję na cmentarz, byleby tylko nie spotykać się z byłą żoną…


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#13
01.04.2026, 22:15  ✶  
— Okazanie psychicznego wsparcia nie wymaga rzucania zaklęć — zauważył Sebastian. Ewidentnie nie potrafił pozwolić na to, aby to Brenna miała ostatnie słowo w dyskusji. — Wiem o tym, bo jestem kapłanem.

Przez chwilę otwierał i zamykał raz po raz usta, jakby nie mógł się zdecydować, czy powinien coś jeszcze powiedzieć, aż koniec końców... Zdecydował się na ciszę. Na końcu języka zatańczyło mu kolejne zaproszenie Longbottomówny do kowenu. Tym razem mógłby zaprosić ją i jej znajomych z BUMu pod płaszczykiem zorganizowania warsztatów z zakresu rozwijania kompetencji w obszarze komunikacji wspierającej. Może udałoby mu się nawet namówić jakiegoś wiernego medyka z Lecznicy Dusz? Krótki wykład, kilka zestawów ćwiczeń, a na koniec medytacja z imieniem Matki na ustach... Huh, to mogłoby się nawet udać.

— Cieszę się, że w końcu poszedł po rozum do głowy — mruknął Macmillan, obserwując, jak jego asystenci odsuwają się na bok, aby jeszcze raz wytłumaczyć wszystko po kolei Turpinowi. Może to i dobrze, że doszło do tego spotkania? Bądź co bądź, jeśli chcieli pracować z takimi widziadłami, to musieli wiedzieć, co może się wydarzyć podczas pracy w terenie. — Dzięki niech będą Matce, że Oksford wygląda tak malowniczo o każdej porze roku. Może tamte okolice nie znudzą go zbyt szybko.

Wiele na pewno zależało od tego, jak dogada się z mieszkającymi tam już duchami. O ile w ogóle zamierzał wchodzić z nimi w jakąkolwiek interakcję, biorąc pod uwagę, że nawet na takim odludziu Turpin trzymał się raczej z boku i unikał towarzystwa. Tutaj pewnie zdecydował się na taki ruch ze względu na potencjalną wizytę swojej żony. Gdyby zaczął się pokazywać jakiemuś stałemu bywalcowi, a ten chlapnął madame Turpin, że mąż jednak nie czekał na niej po drugiej stronie Zasłony... Sebastian pokręcił powoli głową. Cóż, może mężczyzna rozkręci się nieco, gdy pod Oksfordem zyska praktycznie kompletną anonimowość.

— Zaraz wrócę — rzucił, zerkając badawczo w stronę Damiena i Alice i ruszając w ich stronę.

Przez to, że pan Turpin nie stawiał zbytnio oporu, parze udało się dość szybko pochwycić go w puzderko transportowe. Sebastian dokonał inspekcji naczynia, upewniając się, że zamknięcie przeprowadzono zgodnie ze ''sztuką'', po czym zdecydował się wysłać Alice do Oksfordu, pozostawiając przy sobie jedynie Damiena. Wolał usunąć stąd - nawet zamkniętego - Turpina przez wywołaniem jego żony.

— No dobrze, to chyba możemy zabrać się za to, co nas tutaj sprowadziło — orzekł, jeszcze raz sprawdzając poprawność wykonania kręgu runicznego przy grobie Turpinów.

Sebastian uklęknął przed kręgiem, a Damien szybko dołączył do niego po jego prawej stronie, a kiedy wszyscy, włącznie z Brenną pilnującą tyłów, byli gotowi, Macmillan ustawił szkatułę z madame Turpin wewnątrz kręgu. Raz... Dwa... Trzy. Na trzy uderzył czubkiem różdżki o wieku, a te rozchyliło się, uwalniając sporych rozmiarów obłok mleczno-białego dymu, który w mig uformował się w postać znanej jej kobiety. No... Prawie. Duchy nie potrafiły zaczerwienić się ze złości, jednak potrafiły okazać swoje niezadowolenie w inny sposób. Na przykład przez modyfikację swojego wyglądu.

Jak do tej pory Turpin ukazywała w takiej samej postaci, jak prezentowała się za życia, jednak teraz... Na pewno można było dostrzec w niej upiora. Rysy twarzy pozostały znajome, lecz wyostrzone, przesadzone: policzki zapadnięte, kości policzkowe nienaturalnie wystające. Oczy wyglądały tak, jakby ktoś zgasił w nich światło; tęczówki wyblakły, a zbyt szerokie źrenice pochłaniały światło, zamiast je odbijać. Wokół twarzy unosiła się delikatna mgiełka, która czasem odsłaniała fragmenty czaszki pod skórą; były to krótkie, niepokojące mignięcia, przez które trudno było stwierdzić, czy to rzeczywistość, czy tylko złudzenie.

Kobieta... Bluzgała. Dużo. Przynajmniej według wyczulonych na podobne epitety uszach Sebastiany. Próbowała zerwać się ze smyczy w trakcie procesu uwiązywania, jednak krąg runiczny okazał się na tyle stabilny, że nie pozwolił jej uciec. Cała procedura zajęła może osiem minut, a cały rytuał podsumowało mignięcie wyrysowanych run jasnym światłem, które równie szybko, jak się pojawiło, tak prędko i zniknęło. Turpin zaś... stała się niewidzialna, znikając im z pola widzenia. Nie znaczyło to jednak, że nie dała o sobie znać: kilka zniczy na sąsiednim grobie pękło z hukiem. I to... To by było na tyle. Najwidoczniej nawet Turpin była już tym wszystkim zmęczona. I chyba tym lepiej dla nich, czyż nie?
Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2424), Sebastian Macmillan (3685)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa