Laurence nie miał okazji porozmawiać z Victorią o temacie Limbo i jej sytuacją, że tak powiedzmy, zdrowotną. Był na bieżąco w kwestii opisanych wywiadów w gazecie, czy pozyskanych informacji od pracowników na temat tego, co wydarzyło się w maju na Beltane. Również zasłyszane w rodzinie i może powinien bardziej na poważnie potraktować jej przypadek, to właśnie teraz był tuż obok, aby ją wesprzeć.
Widząc jej obecny stan reakcji na to, co było widziane w tafli wody, zadał ogólnikowe pytanie. Nie ponaglał, ale obserwował, dawał czas na zebranie myśli. Uspokojenie się, aby mogła odpowiedzieć na jego pytanie. Potwierdziła, że widziała to samo, co on. Jako najstarszy syn w głównej gałęzi, musiał znać historię rodu i poszczególnych jej członków, a nawet przodków. Mógł kojarzyć Elizabeth Parkinson, której podobieństwo odbijało się przez geny przez jej córkę i matkę Victorii, po nią samą. Kobieta, a raczej jej duch, ostrzegł ich, lecz nie wiadomo do końca przed czym. Przed tymi różami? Przed tym, co nastąpi?
Limbo. Tutaj Victoria zaskoczyła Laurenca informacją, że już wcześniej miała okazję zobaczyć ducha swej babki. Czy to możliwe, że został uwolniony?
Objął Victorię, gładząc jej plecy.
Zapewnił, w tonie głosu nawet jej to obiecał.
- Nie wiem czy to cię pocieszy… Też ją widziałem.
Przyznał po chwili i spojrzał na kuzynkę, dając jej chwilę przestrzeni od siebie.
Rozejrzał się po okolicy, dostrzegając nieopodal ławeczkę.
- Usiądźmy.
Zasugerował i jeżeli się zgodziła, zaprowadził ją w kierunku dostrzeżonej ławki, upewniając się, że nie jest opleciona różami i mogą pozwolić sobie na chwilę spokojnej rozmowy.
- Zechciałabyś mi powiedzieć coś więcej o tym… Co się wydarzyło w Limbo? Może to pomóc w zrozumieniu jej obecnego tutaj przekazu.
Zapytał spokojnie i ostrożnie. Nie chcąc też wymuszać na Victorii przywoływanie wspomnień z paru miesięcy wstecz, ale jeżeli to pomoże im rozwiązać tutejszą zagadkę z różami? Tym samym pamiętał, że wspominała coś o czym powiedziała jej ciotka Lorelei.